Sprawa biskupa Edwarda Janiaka. Wysłano list do Watykanu. Kuria nie chce go pokazać

Bp Edward Janiak, antybohater filmu „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich, miał kryć podległych sobie księży, którzy molestowali nieletnich. Kaliska kuria poinformowała Onet, że ws. hierarchy do papieża został wysłany list. Nie chce go jednak upublicznić. W sieci pojawiły się głosy, że zbierano głosy poparcia dla Janiaka.

W poniedziałek w Kaliszu odbyło się zebranie członków Rady Kapłańskiej oraz Księży Dziekanów. Z informacji, które zaczęły pojawiać się w sieci, wynika, że podczas spotkania zbierano „lojalki” w sprawie biskupa Edwarda Janiaka, który, jak wynika z „Zabawy w chowanego”, miał tuszować czyny pedofilskie podległych mu księży.

„Każdy członek Rady miał ją podpisać i tyle. Ma to posłużyć ordynariuszowi kaliskiemu w Watykanie w jego obronie przed potencjalnym odwołaniem i udowodnić jakim to jest wzorowym rządcą diecezji kaliskiej i jak staje za nim duchowieństwo tej diecezji” – czytamy w jednym z postów na Facebooku.

List do Watykanu ws. bpa Janiaka. Kuria odmawia pokazania go. „Wewnętrzna korespondencja”

Na pytanie Onetu rzecznik prasowy ks. Marcia Papuźnik zaprzeczył jakoby „lojalki” rzeczywiści były zbierane.

„Jest to nieprawdą. Podczas spotkania Biskup Pomocniczy, członkowie Rady Kapłańskiej i Księża Dziekani podczas dyskusji wypracowali wspólne stanowisko w związku z zaistniałą sytuacją, które w formie listu dobrowolnie podpisanego przez wszystkich uczestników spotkania zostało przesłane do Ojca Świętego” – napisał do portalu. Onet poprosił o udostępnienie kopii listu ws. bpa Edwarda Janiaka, który został wysłany z parafii do Watykanu. Rzecznik odmówił jednak, mówiąc, że to „wewnętrzna korespondencja”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Oszukiwał duchownych na terenie całego kraju

Śledczy z wydziału kryminalnego bielskiej komendy, współpracując z prokuraturą, doprowadzili do postawienia w stan oskarżenia 38-letniego oszusta. Mężczyzna prawie 100 razy oszukał kilkanaście osób, głównie księży i zakonników. W ciągu kilku lat wyłudził od nich około 85 tys. złotych, a ze swojej przestępczej działalności uczynił sobie stałe źródło dochodu. Akt oskarżenia w trwającym od blisko roku dochodzeniu trafił do sądu na początku marca. Za popełnione przestępstwa podejrzany może spędzić w więzieniu nawet 12 lat.

Na trop oszusta kryminalni z bielskiej komendy natrafili pod koniec wakacji ubiegłego roku. Policjantów zaalarmowała pracownica oddziału jednego z banków mieszczących się w Bielsku-Białej. Jej uwagę zwrócił klient oddziału, który wypłacał ze swojego rachunku znaczne sumy gotówki. Kobieta podejrzewała, że klient może być ofiarą oszustwa, dlatego powiadomiła stróżów prawa. Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej przyjrzeli się sprawie. Okazało się, że przypuszczenia czujnej pracownicy banku były słuszne.

Klientem był 84-letni ksiądz jednej z parafii. Wyjawił on śledczym, że wypłacał pieniądze, które następnie pożyczał swojemu staremu znajomemu. Dopiero kiedy policjanci zaczęli dopytywać o tę znajomość oraz o to, czy rzekomy dawny znajomy zwracał udzielane pożyczki, ksiądz zorientował się, że padł ofiarą perfidnego oszusta. Okazało się, że 38-latek wyszukał go na stronie internetowej parafii, a następnie zjawił się u niego, twierdząc, że poznali się przed laty i przyjechał do niego w odwiedziny. Oszust tak prowadził rozmowę i wykorzystywał informacje przekazywane przez księdza, aby ten uwierzył, że rzeczywiście są starymi znajomymi. Początkowo wizyty miały charakter typowo koleżeński, a oszust starał się nawiązać jak najbardziej przyjacielskie relacje i powoli zdobywał zaufanie księdza. Kiedy już udało mu się je zdobyć, zaczął prosić o drobne pożyczki. Początkowo były to stosunkowo niewielkie kwoty – „znajomy”prosił o kilkaset złotych. Tłumaczył to swoją bardzo trudną, wręcz krytyczną sytuacją finansową i zdrowotną. Twierdził, że nie ma do kogo zwrócić się o pomoc i duchowny jest jego jedyną deską ratunku.

Później kwoty, o które prosił mężczyzna, były coraz większe i sięgały nawet kilku tysięcy złotych. W sumie oszust wyłudził od duchownego ponad 46 tys. złotych. Śledczy na podstawie zebranych przez siebie informacji ustalili tożsamość oszusta. Z ich informacji wynikało, że prowadzi on wędrowny tryb życia i porusza się po terenie całego kraju. Rozpoczęli jego poszukiwania, powiadamiając o nich inne jednostki Policji.

Taktyka policjantów okazał się skuteczna. We wrześniu ubiegłego roku 38-latek „wpadł” podczas legitymowania przez stołecznych mundurowych na terenie Warszawy. Stamtąd trafił do policyjnego aresztu w Bielsku-Białej, gdzie usłyszał pierwsze zarzuty. Śledczy na tym etapie postępowania podejrzewali, że więcej osób mogło zostać oszukanych w podobny sposób. Policjanci ujawnili, że podejrzewany o oszustwa 38-latek na bieżąco zacierał za sobą ślady popełnianych przestępstw. Zachodziła też obawa, że chcąc uniknąć wysokiej kary, będzie chciał bezprawnie wpływać na osoby, które wcześniej oszukał. Prokurator razem z policjantami wystąpili do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd podzielił zdanie śledczych i prokuratora, a podejrzany trafił do aresztu.

Policyjne dochodzenie prowadzone pod nadzorem prokuratury nabrało impetu. Policjanci dotarli do jeszcze 10 duchownych, którzy również padli ofiarami oszustw mieszkańca województwa pomorskiego. Według ich informacji 38-latek działał od około dwóch lat. Metoda oszustwa była zawsze bardzo podobna. Swoje ofiary wyszukiwał na stronach internetowych parafii. Czasami wybierał księży o takim samym jak on nazwisku, aby podawać się za dalekiego krewnego. Do duchownego – księdza lub zakonnika – dzwonił lub przyjeżdżał osobiście 38-latek. Mówił, że jest starym znajomym, poznali się dawno temu, a on chciałby odnowić znajomość. Kiedy wybrane przez niego ofiary nabierały dostatecznie dużo zaufania, zaczynał zaciągać pożyczki. Część z duchownych została oszukana jednokrotnie, natomiast od kilku innych pokrzywdzonych wyłudził pieniądze wielokrotnie. Jego ofiarą padły także 2 osoby świeckie, które przekazały oszustowi pieniądze na prośbę księdza, który sam nie miał dosyć środków finansowych, aby „pomóc” oszustowi.

Do tej pory kryminalni ustalili 11 oszukanych duchownych w wieku od 61 do 91 lat i 2 osoby świeckie. Oszust wyłudzi w sumie blisko 85 tys. złotych. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia. Mężczyzna usłyszał prawie 100 zarzutów. Za wszystkie przestępstwa, których się dopuścił, może spędzić za kratami nawet 12 lat, ponieważ z przestępczego procederu uczynił sobie stałe źródło utrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Księża z Argentyny skazani za wykorzystywanie seksualne uczniów szkoły katolickiej

Na kary 42 i 45 lat więzienia skazał w poniedziałek sąd w Argentynie dwóch księży oskarżonych o wykorzystywanie seksualne uczniów szkoły katolickiej dla głuchych i niedosłyszących. Jeden z duchownych był w przeszłości we Włoszech podejrzewany o podobne czyny.

Sąd w mieście Mendoza skazał 83-letniego włoskiego księdza Nicolę Corradiego na 42 lata więzienia, a 59-letniego argentyńskiego duchownego Horacio Corbacho na 45 lat pozbawienia wolności. W akcie oskarżenia obu postawiono zarzut znęcania się nad dziećmi w Instytucie Antonio Provolo dla dzieci głuchych i niedosłyszących w gminie Lujan de Cuyo w północno-zachodniej Argentynie. Ofiarami było 10 uczniów tej szkoły.

Nie przyznali się do winy

Na poniedziałkowej rozprawie w Mendozie oskarżeni odmówili składania zeznań, oświadczyli jedynie, że nie przyznają się do winy, a informacje podawane przez ich byłych uczniów są nieprawdziwe.

Jak pisze AP, sprawa ta wywołała w Argentynie społeczne oburzenie, które spotęgowane zostało informacjami, iż Corradi był już podejrzewany o podobne czyny przed laty, gdy pełnił posługę w siostrzanym Instytucie Antonio Provolo w Weronie.

Watykan wiedział

Według ujawnionych przez sąd informacji Watykan wiedział o czynach księdza od 2009 roku, gdy włoscy uczniowie opublikowali relacje o nadużyciach w szkole, podając nazwiska sprawców i ofiar. 67 osób twierdziło wówczas, że były molestowane przez 24 księży, zakonników i świeckich. Wszczęto wówczas dochodzenia kanoniczne, w wyniku których niektórych oskarżonych ukarano; Corradi nie został jednak pociągnięty do odpowiedzialności.

„Argentyński sąd przywrócił ludziom z traumą w Provolo poczucie sprawiedliwości, której Kościół katolicki im nie dał” – cytuje AP słowa Anne Barrett Doyle, współzałożycielki internetowej bazy danych, zajmującej się gromadzeniem informacji na temat przestępczości księży.

„(Tu chodzi o) cierpienie dzieci i fakt, że Kościół mu nie zapobiegł. Mamy nadzieję, że prokuratorzy rozpoczną teraz śledztwo w sprawie arcybiskupów i innych przywódców Kościoła, którzy wiedzieli lub powinni byli wiedzieć, że w szkole pracują osoby molestujące dzieci” – dodała Doyle.

Według niej „papież także musi przyjąć odpowiedzialność za niewyobrażalne cierpienia tych dzieci”, ponieważ „zignorował powtarzające się sygnały, że Corradi przebywa w Argentynie”.

Szokujące zeznania

AP podkreśla, że w 2017 r. Watykan oddelegował dwóch argentyńskich księży do zbadania sprawy w szkole. Jednym z nich był Dante Simon, wikariusz sądowy, który powiedział, że „okropne” zarzuty są „więcej niż prawdopodobne”. W raporcie przedłożonym Watykanowi w czerwcu br. Simon zażądał maksymalnej kary kanonicznej dla Corradiego i Corbacho.

Byli uczniowie szkoły, młodzi mężczyźni i kobiety, zeznawali w sądzie, że byli gwałceni przez księży w akademikach i szkolnych łazienkach. Mówili również, że byli zmuszani do oglądania zdjęć pornograficznych i namawiani do zachowania milczenia.

Jak pisze AP, w trakcie śledztwa znaleziono zapisy skarg rodziców, które nie były przez nikogo rozpatrywane. W komputerze Corbacho natrafiono też na zdjęcia nagiej dziewczyny oraz na łańcuchy, których rzekomo ksiądz używał wobec jednej z uczennic.

Na 18 lat więzienia skazany został także Armando Gomez, były ogrodnik szkoły w Lujan de Cuyo.
Źródło info i foto: interia.pl

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego ws. wykorzystywania ministrantów w internacie

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego pod zarzutem wykorzystywania ministrantów w internacie św. Piusa X. O molestowaniu media poinformował m.in. młody Polak.

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej podało w komunikacie, że promotor sprawiedliwości Trybunału Państwa Watykańskiego wniósł o osądzenie księdza Gabriele Martinellego pod zarzutem nadużyć seksualnych w preseminarium świętego Piusa X w latach poprzedzających rok 2012, a także księdza Enrico Radice – jego rektora w tamtym okresie, oskarżonego o pomocnictwo.

Śledztwo wszczęto w listopadzie 2017 roku po publikacji doniesień w prasie. „Choć ujawnione fakty miały miejsce w okresie, gdy prawo uniemożliwiało proces przy braku doniesienia złożonego przez osobę poszkodowaną w ciągu roku od zgłoszonych czynów, wytoczenie procesu było możliwe dzięki specjalnemu rozporządzeniu Ojca Świętego z 29 lipca” – czytamy w komunikacie.

Watykan wszczął dochodzenie w sprawie wydarzeń w preseminarium w 2017 roku, w odpowiedzi na doniesienia medialne i publikację książki. Jej autorem jest włoski dziennikarz Gianluigi Nuzzi, który przytoczył między innymi relację młodego Polaka, byłego ministranta, który mieszkał w tym watykańskim internacie. Dwudziestolatek miał być świadkiem molestowania seksualnego jego kolegi z pokoju. Polak twierdzi, że poinformował o tym kościelne instytucje, jednak te nie zareagowały.
Źródło info i foto: wp.pl

Polacy chcą rozliczyć Kościół za nadużycia seksualne

Według sondażu Instytutu Badań Pollster przeprowadzonego na zlecenie „Super Expressu” większość polskiego społeczeństwa jest za powołaniem niezależnej od Kościoła komisji sejmowej, której zadaniem byłoby rozliczenie przypadków molestowania seksualnego przez księży oraz tuszowania ich.

Pytanie, które zadali respondentom autorzy ankiety, brzmiało: „Czy powinna powstać niezależna od Kościoła komisja, która wyjaśniałaby przypadki molestowania seksualnego przez księży i ukrywania takich sytuacji?”.

Większość Polaków za powstaniem niezależnej komisji

Wyniki sondażu nie pozostawiają żadnych wątpliwości – Polacy jak najbardziej popierają powołanie takiego organu. Za wyjaśnieniem wszelkich przypadków pedofilii w Kościele oraz ich tuszowania jest 84 procent ankietowanych. Za tym, że komisja taka nie powinna powstać, opowiedziało się zaledwie 9 procent respondentów. 7 procent zaś odpowiedziało, że „trudno powiedzieć”.

Ponadto sondaż wykazał, że 62 procent badanych twierdzi, iż ukrywanie tego rodzaju przestępstw przez wyższych hierarchów Kościoła Katolickiego było zjawiskiem powszechnym. Odmienne zdanie na ten temat ma jedynie 2 procent ankietowanych. Badanie zostało wykonane przez Instytut Badań Pollster w dniach 16 i 17 maja 2019 roku na próbie 1092 dorosłych Polaków.

Państwowa komisja

We wtorek na posiedzeniu rządu premier Morawiecki oświadczył, że powołana zostanie państwowa komisji do rozpoznawania tego rodzaju przypadków. Jednak szef rządu podkreślił, że będzie miała na celowniku wszystkie środowiska, m.in. kler, ale również artystów i nauczycieli.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Księża znakowali wykorzystanych chłopców, żeby inni wiedzieli, że mogą molestować?

Niepozorny złoty krzyżyk. Taki wisiorek na szyji chłopca był znakiem w szajce księży pedofilii. W ten sposób zboczeńcy oznaczali swoje ofiary i dawali sygnał innym, że dziecko można dalej molestować. Szajka księży pedofilii działała przez lata. Miał o niej wiedzieć nawet biskup. Historię ofiar i ich drogi do sprawiedliwości we wstrząsającym reportażu opisał „Magazyn TVN 24”.

Konferencja prasowa w Pensylwanii, na której pojawił się prokurator generalny Josh Shapiro i kilkanaście ofiar molestowania to pokłosie raportu o przemocy seksualnej w amerykańskim kościele. Opublikowany raport ma 1400 stron. Opisuje 1000 ofiar molestowania i 301 księży pedofilów. Historie ofiar są dramatyczne. Część z nich milczała, cierpiąc w samotności. Jeden z wykorzystanych przed laty chłopców opisał analny gwałt, w trakcie którego ksiądz uszkodził mu kręgosłup. – To, co zrobił mi ten ksiądz, było gorsze niż gwałt. On zabił mój potencjał i tym samym zabił człowieka, którym miałem się stać – mówi po latach wykorzystany Joey.

Inna ofiara opowiedziała, kiedy jako ministrant zaprzyjaźniła się z młodym księdzem. Kapłan miał zapraszać chłopca na obiady i wspólne przejażdżki. Kiedy ksiądz zdobył zaufanie chłopca zaprosił go na spotkanie w sąsiedniej parafii. – Przez chwilę bacznie mu się przyglądali. Polecili, aby zdjął koszulkę. Wtedy zaczęli komentować między sobą, porównując chłopaka do ukrzyżowanego Chrystusa. Kazali mu zdjąć także spodnie, żeby – jak twierdzili – wierniej przypominał obnażonego z odzienia Jezusa. Jeden z księży wyciągnął aparat i zaczął robić chłopcu zdjęcia. Pozostali wlepiali w niego wzrok. W końcu powiedzieli, by rozebrał się również z bielizny – opisuje „Magazyn TVN 24”.

Duchowni mieli jeszcze jeden makabryczny zwyczaj. Swoim ulubionym ofiarom wręczali złote łańcuszki z krzyżem. To nie był zwykły prezent. Był to znak dla innych pedofilów. Informował, że dziecko było jest wykorzystane, jest znieczulone na molestowanie i dla pozostałych zboczeńców stanowi łatwiejszą ofiarę.
Źródło info i foto: se.pl

Watykan: Męska prostytutka ujawniła nazwiska homoseksualnych księży. Dokument ma… 1200 stron

Francesco Mangiacapra przekazał do władzom Watykanu ponad 1200-stronicowy dokument. Męska prostytutka z Rzymu ujawnia listę homoseksualnych księży, korzystających z jego usług – podaje Polska Times. Francesco Mangiacapra w rozmowie z zagranicznymi mediami powiedział, że miał dość hipokryzji w kościele. Mężczyzna postanowił ujawnić nazwiska 40 księży i seminarzystów. W przekazanych Watykanowi dokumentach znajduje się m.in. prywatna korespondencja mężczyzny z księżmi.

Problemem księży nie jest ich homoseksualność, tylko to, że co niedzielę w kościołach potępiają wolność, z której sami korzystają – tłumaczy Mangiacapra.

Mężczyzna zastrzega, że jego działanie nie ma na celu wytykanie kogoś palcem czy potępianie kogoś. Mangiacapra chce zakwestionować prawdziwość zawodu duchownego. – Bycie księdzem to powołanie, a nie zwykła praca – dodaje.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Meksyk: Zamordowano dwóch katolickich księży

Dwaj katoliccy księża zostali zastrzeleni w swoim samochodzie w niespokojnym stanie Guerrero na południowym zachodzie Meksyku – poinformowały w poniedziałek (czasu miejscowego) lokalne służby bezpieczeństwa. Napastnicy zatrzymali samochód na szosie i otworzyli ogień – przekazano. Ranne zostały cztery osoby podróżujące wraz z duchownymi, w tym jedna ciężko.

„Prosimy Boga o nawrócenie dla tych, którzy zapomnieli, że wszyscy jesteśmy braćmi, i dopuszczają się czynów, które ranią godność ludzką, są skierowane przeciw darowi życia i powodują cierpienie w rodzinach i społeczeństwie” – przekazała archidiecezja Acapulco w oświadczeniu.

Motyw ataku nie jest znany. Według danych katolickiego portalu informacyjnego CCM Meksyk jest dla osób duchownych najbardziej niebezpiecznym krajem na świecie, a w ciągu ostatnich sześciu lat zginęło tam 21 księży.

Meksykańskie stany jak Syria, Jemen, Somalia

Władze USA w styczniu „stanowczo odradziły” swym obywatelom podróż do pięciu stanów meksykańskich, w tym Guerrero. W każdym z nich – oprócz Guerrero są to: Tamaulipas, Sinaloa, Colima i Michoacan – działają gangi narkotykowe, przebiegają tamtędy szlaki przemytu narkotyków lub uprawiane są tam nielegalnie rośliny psychoaktywne.

Wszystkie te stany zaklasyfikowano do grupy regionów świata o najwyższym poziomie zagrożenia, obok ogarniętych wojnami Syrii, Jemenu i Somalii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dlaczego w rejestrze przestępców seksualnych nie ma nazwisk skazanych duchownych?

Czy PiS kryje księży pedofilów? Takie zarzuty pojawiły się po opublikowaniu rejestru przestępców seksualnych, w którym nie ma głośnych nazwisk skazanych duchownych. – To nie są uzasadnione zarzuty. Nie ma żadnego spisku – przekonuje o. Adam Żak, pełnomocnik Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Przekonuje, że kościelne procedury działają coraz lepiej, a podobne powinny być wprowadzone w innych instytucjach.

Jak ojciec reaguje na zarzuty, że Ministerstwo Sprawiedliwości chroni księży skazanych za przestępstwa seksualne, bo nie ma ich w otwartym rejestrze?

To jest po prostu nieznajomość rzeczy. Zgodnie z ustawą w rejestrze publicznym znajdują się recydywiści, czyli sprawcy najcięższych przestępstw seksualnych m. in na szkodę osoby małoletniej, którzy zostali uprzednio skazani na karę pozbawienia wolności bez zawieszenia. Nie ma więc żadnego spisku. Istnieje drugi spis, niejawny, dostępny dla osób uprawnionych, w tym np. dla dyrektorów szkół czy organizatorów kolonii, którzy będą mogli skontrolować, czy osoba, którą przyjmują do pracy lub angażują w charakterze wolontariusza była skazana za przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich.

Z tego co wiem żaden z księży, których publicznie wymienia się w mediach, nie był recydywistą skazanym za najcięższe przestępstwa i dlatego nie są wymienieni w rejestrze jawnym. Zresztą nie ma w nim również wielu innych osób.

Zarzut, że księża są szczególnie chronieni przez ministerstwo, to trochę histeryczna reakcja wynikająca ze skoncentrowania się na duchowieństwie, jakby to ono było głównym problemem, podczas gdy badania jednoznacznie pokazują, że wykorzystywanie seksualne małoletnich jest problemem społecznym. Dla mnie taka reakcja jest w pewnym sensie typowa. Opinia publiczna w sposób podświadomy broni się przed przyznaniem, że jako społeczeństwo mamy problem i wskazuje, że problem dotyczy tylko jednej grupy społecznej, w tym przypadku kleru.

A jak dzisiaj wyglądają procedury Kościoła wobec osób oskarżonych lub skazanych za przestępstwa seksualne na nieletnich?

Te rzeczy są powszechnie znane, mówiłem o nich wiele razy w wywiadach, nie chcę się powtarzać. Poza tym te procedury są opublikowane w wielu miejscach. Między innymi na stronach episkopatu. Dla mnie najważniejsze jest to, że procedury działają, że są wprowadzane w życie. Nie znaczy to, że ci, którzy je realizują, nie popełniają żadnych błędów związanych z brakiem wrażliwości lub przygotowania do postępowania w sprawach tak delikatnych. Ale to już inna kwestia, która wymaga uwagi przełożonych.

Czy Kościół będzie sprawdzał księży pracujących z dziećmi, np. z ministrantami albo przygotowujący do I komunii?

Wszyscy zatrudniani do pracy z dziećmi i młodzieżą muszą być weryfikowani, czy nie byli karani za przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich. Tego wymaga inna ustawa, która niedawno weszła w życie. Pracodawca musi sprawdzić w rejestrze. Dotyczy to wszystkich, także wolontariuszy, niezależnie od tego, czy są duchownymi, czy nie, czy instytucja, dla której pracują jest instytucją kościelną, czy publiczną lub społeczną. To bardzo pozytywne rozwiązanie, które służy ochronie dzieci i młodzieży. Ustawodawca wyciągnął wniosek z faktu istnienia problemu społecznego w postaci wykorzystywania seksualnego małoletnich i wprowadził powszechnie pewien standard, który stanowi krok w dobrym kierunku.

Rada prawna Konferencji Episkopatu Polski prawdopodobnie przestudiuje dokładnie te przepisy i jeśli będzie trzeba wyda odpowiednie instrukcje dla podmiotów kościelnych.

Media skupiają się na Kościele, który zastosuje się do tej ustawy z przekonaniem, że prewencja jest rzeczą konieczną. Przypomnę, że wraz z wytycznymi episkopat zatwierdził ramowy dokument o prewencji zobowiązujący wszystkie instytucje pracujące z dziećmi i młodzieżą prowadzone przez Kościół do wypracowania własnej polityki prewencji. Nie wystarczy reagować jak się mleko rozleje. Trzeba zapobiegać. To podstawowy obowiązek wszystkich, którzy pracują z dziećmi i młodzieżą, bo skala problemu w naszym społeczeństwie jest zatrważająca, bo aż 12,4 proc. dzieci między 11. a 17. rokiem życia doświadczyło przynajmniej jednej z form wykorzystania seksualnego. Takie są dane z najnowszych badań.

Najwyższy czas, by chronić dzieci, by wszystkie środowiska w jakich przebywają, uczą się, bawią, uprawiają sport itp. były środowiskami bezpiecznymi. By tak się stało nie wystarczy prawo karne, nie wystarczą rejestry przestępców ani obowiązek sprawdzania w nich osób przyjmowanych do pracy z dziećmi i młodzieżą. To jest zaledwie krok w dobrym kierunku, ale powinny być wprowadzone kolejne.

Rzecznik Praw Dziecka od dłuższego czasu postuluje wypracowanie narodowej strategii na rzecz ochrony dzieci i młodzieży przed przemocą. Taka strategia, która scaliłaby w jednym dokumencie prawnym rozproszone w różnych ustawach elementy ochrony małoletnich i zobowiązywała wszystkie zainteresowane instytucje do stosowania odpowiednich instrumentów ochrony powinna powstać jak najszybciej.

Kościół w Polsce rozpoczął proces wypracowywania systemu prewencji w instytucjach od niego zależnych. Ale to, że będzie on z czasem działał w ok. 500 kościelnych instytucjach oświatowych czy wychowawczych to za mało. Takie programy powinny być obowiązkowe wszędzie, w każdej szkole publicznej i prywatnej, w każdej organizacji sportowej czy artystycznej, która gromadzi dzieci i młodzież. Zamiast domyślać się spisków między Ministerstwem Sprawiedliwości a Kościołem trzeba się motywować i jednoczyć w budowaniu skutecznej strategii ochrony dzieci i młodzieży przed przemocą na skalę ogólnopolską. Nie jest to zadanie proste ani do załatwienia samymi ustawami m. in. dlatego, że przemoc w naszym społeczeństwie, w kulturze, w polityce i – niestety – w rodzinach… ma się dobrze.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Nie żyje kardynał Bernard Law. Tuszował przypadki pedofilii w Kościele

Zmarł kardynał Bernard Law, który w 2002 roku zrezygnował z funkcji arcybiskupa Bostonu po ujawnieniu, że przez lata tuszował przypadki pedofilii wśród tamtejszych księży – podały w nocy amerykańskie media, powołując się na kościelne źródła.

Stacja telewizyjna CBS-4 poinformowała, że kardynał chorował i zmarł w szpitalu w Rzymie. O śmierci dostojnika napisały również m.in. dzienniki „Boston Globe” i „Boston Herald”. Oczekuje się, że w ciągu dnia Watykan wyda oficjalny komunikat w tej sprawie. Bernard Law był arcybiskupem Bostonu przez 19 lat do 2002 roku, gdy w nagrodzonym Pulitzerem śledztwie dziennikarskim „Boston Globe” ujawnił, że choć przez wiele lat wiedział o przypadkach pedofilii wśród podlegających mu księży, nie pozbawiał ich stanowisk, a tylko przenosił do innych parafii. Przez krytyków oskarżany był o tuszowanie skandalu. „Boston Herald” podkreśla, że formalnie nigdy nie złamał prawa kanonicznego, ponieważ do 2002 roku księża nie mieli obowiązku zgłaszania znanych im przypadków molestowania dzieci.

Początkowo znany z niechęci do mediów kardynał Law odmawiał komentowania skandalu, później wystosował przeprosiny i zapowiedział zmiany. Jednak publiczne oburzenie, a także wiele głosów krytycznych, w tym od podlegających mu księży, sprawiły, że ustąpił z urzędu w tym samym roku, jako najwyższy rangą dostojnik Kościoła katolickiego w USA.

Po dwóch latach kardynał został wezwany przez papieża Jana Pawła II do Rzymu, gdzie został archiprezbiterem bazyliki Matki Bożej Większej, jednej z czterech głównych bazylik Watykanu. Ustąpił z tej funkcji w 2011 roku po osiągnięciu wieku 80 lat i nadal mieszkał w Wiecznym Mieście.

W wywiadzie dla „USA Today” w 2002 roku hierarcha mówił, że nie był świadomy rozmiarów kryzysu ani jego pośredniego wpływu na ofiary, ich rodziny i Kościół katolicki. Wiele ofiar księży pedofilów odrzucało to tłumaczenie i oskarżało kardynała Lawa o okazywanie większego współczucia molestującym księżom niż im samym.

Jego rezygnacja z urzędu arcybiskupa była szokującym końcem wspaniałej kariery kościelnej Lawa, wykształconego na Harvardzie teologa – zauważa Reuters.

Kardynał Law cieszył się opinią „stosunkowo postępowego arcybiskupa”, a jego zdecydowany sprzeciw wobec zalegalizowania aborcji, walka o równouprawnienie czarnoskórych obywateli USA, troska o sprawy młodzieży, pomoc dla Kubańczyków i liczne pielgrzymki do różnych zakątków świata, w tym do Polski w 1986 roku, zyskały mu duże poparcie wśród wiernych – podkreślają bostońskie media.

Dziennikarskie śledztwo „Boston Globe”, które doprowadziło do ujawnienia skandalu pedofilskiego w archidiecezji bostońskiej, stało się tematem filmu „Spotlight”, który w 2016 roku zdobył dwa Oscary, w tym dla najlepszego filmu i za najlepszy scenariusz oryginalny.

„Bolesny czas” rozliczeń Kościoła

Skandal w Bostonie rozpoczął trwający do dziś „bolesny czas” rozliczeń Kościoła katolickiego z przestępstw pedofilii – pisze Associated Press. Z doniesień mediów oraz badań zleconych przez amerykański Episkopat wynika, że od 1950 roku ponad 6,5 tys., czyli 6 proc. księży w USA zostało oskarżonych o molestowanie dzieci, a Kościół katolicki w tym kraju wypłacił w sumie 3 mld dolarów w ramach ugód zawieranych z ofiarami.
Źródło info i foto: onet.pl