Próba kradzieży ciała Kim Dzong Nama

Ktoś próbował ukraść z prosektorium ciało zamordowanego przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una – informuje „Times”. Kim Dzong Nam został ponad tydzień temu zaatakowany i otruty na lotnisku w Kuala Lumpur tuż przed wejściem na pokład samolotu do Makau.

Brytyjski dziennik cytuje Khalida Abu Bakara z malezyjskiej policji, który potwierdza nieudaną próbę włamania do pomieszczeń szpitala, w którym znajdują się zwłoki Kim Dzong Nama. – Wiemy, kto to był, ale nie będziemy tych informacji teraz ujawniać – stwierdził inspektor Abu Bakar.

„Times” podaje, że po tym incydencie wokół prosektorium w Kuala Lumpur rozmieszczono silnie uzbrojonych funkcjonariuszy ze specjalnej jednostki policji.

Gazeta, powołując się na nieoficjalne źródła w służbach Malezji, informuje, że za próbą kradzieży stoi wywiad Korei Północnej. W tej sprawie w zainteresowaniu malezyjskich służb pozostają wysoki rangą urzędnik w ambasadzie Korei Północnej w Kuala Lumpur oraz pracownik północnokoreańskiego przewoźnika lotniczego Air Koryo.

Korea nie chciała sekcji

W ubiegłym tygodniu północnokoreańscy dyplomaci przez wiele godzin próbowali namówić Malezyjczyków, by nie przeprowadzali sekcji zwłok Kim Dzong Nama. Mimo to lekarze rozpoczęli autopsję. Pierwsza sekcja zwłok w szpitalu w Kuala Lumpur nie przyniosła „niejednoznaczne rezultaty” więc zarządzono drugą. Nadal się ona nie zakończyła.

Wcześniej ambasador Korei Północnej w Malezji Kang Hol wezwał Malezję do natychmiastowego zwrotu ciała zamordowanego, ostrzegając, że nie chodzi o prostą sprawę, lecz o „polityczny spisek” wrogich wobec Pjongjangu sił.

Poszukiwania sprawców

Łącznie policja zidentyfikowała ośmiu obywateli Korei Północnej, Wietnamkę i Indonezyjkę, którzy mogli mieć związek z zabójstwem. Co najmniej czterech podejrzanych uciekło już z Malezji.

Południowokoreańskie i amerykańskie władze są przekonane, że zabójstwa dokonały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Służby poinformowały deputowanych południowokoreańskich, że rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un. Taką próbę podjęto już w 2012 roku.

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami – nuklearnym i rakietowym.

Kim Dzong Nam, najstarszy syn poprzedniego przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Ila, był niegdyś postrzegany jako jego następca. Wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Od wielu lat mieszkał za granicą, krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem.
Źródło info i foto: wp.pl

Malezja: Policja ma kolejnych podejrzanych stojących za zamachem na Kim Dżong Nama

Pracownik północnokoreańskiej ambasady miał być mózgiem zamachu na Kim Dżong Nama, przyrodniego brata Kim Dżong Una. Wedle dziennikarzy „The Telegraph” dochodzenie malezyjskiej policji w sprawie otrucia Kim Dżong Nama prowadzi prosto do północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur, w której mają się ukrywać dwie osoby stojące za zabójstwem. 44-letni attache Hyon Kwang Song oraz 37-letnia Kim Uk Il, pracownica północnokoreańskich linii Air Koryo, mieli zorganizować zamach na brata Kim Dżong Una. Poza ambasadą ukrywa się trzeci z Koreańczyków Północnych, Ri Ji U, o którym jedynie wiadomo, że maczał palce w zabójstwie.

Zabójczynie wiedziały, co robią

– Wystąpiliśmy w środę do ambasady o wydanie podejrzanych – powiedział dzisiaj dziennikarzom szef policji Khalid Abu Bakar.

Nie będzie to jednak łatwe, bo Pjongjang wypiera się wszystkiego, obrzuca malezyjskie władze inwektywami, a jego ambasada nie odbiera telefonów. Jednak Abu Bakar nie rezygnuje. – Gdyby strona północnokoreańska nie przekazała podejrzanych, malezyjska policja wyda nakaz aresztowania – uprzedza.

Śledczy są przekonani, że attache był mózgiem operacji. Do zamachu doszło w ubiegły poniedziałek na lotnisku w Kuala Lumpur. Najstarszy syn Kim Dżong Ila, komunistyczny playboy od lat żyjący w Makau, miał odlecieć do byłej kolonii portugalskiej. Kamery w sklepowej części terminala zarejestrowały dwie kobiety, które podeszły do niego z dwóch stron. Jedna odciągnęła jego uwagę, druga prysnęła mu czymś w twarz. Kim w konwulsjach padł na ziemię i zmarł w drodze do szpitala, podobno powiedział, że został otruty. Komentatorzy nie mają wątpliwości, że zamach na osobistość tej rangi mógł zlecić tylko jeden człowiek, sam dyktator Kim Dżong Un.

W operację zaangażowana była ambasada KRLD, ale wykonano ją rękoma dwóch cudzoziemek, 25-letniej Indonezyjki Siti Aishah i 30-letniej Wietnamki Doan Thi Huong. Chiński portal informacyjny napisał po zamachu, że kobiety były przekonane, iż uczestniczą w telewizyjnym reality show. W świetle faktów, które wyszły na jaw, ta wersja nie wydaje się jednak prawdopodobna.

Policja poinformowała, że kobiety były przeszkolone, jak wetrzeć truciznę w twarz, a toksyczne substancje dostarczyli im obywatele Korei Północnej. Inne źródła podały, że zamachowczynie posłużyły się gołymi rękami, poinstruowano je, by starannie umyły dłonie po wykonaniu zadania. Abu Bakar podkreślił, że wiedziały, co robią.

Malezja nieugięta wobec Korei Północnej

Policja zatrzymała jedną z osób, które dostarczyły kobietom truciznę, i poszukuje siedmiu innych Koreańczyków Północnych. W niedzielę Reuters poinformował, że zaraz po zamachu czterech z nich wyjechało w pośpiechu do ojczyzny.

Pjongjang broni się w charakterystycznym dla siebie stylu – wygrażając Malezji. W czwartek północnokoreańskie władze oświadczyły nawet, że „odpowiedzialność za zabójstwo na jej terytorium obywatela Korei Płn. ponosi głównie Malezja”. Koreański ambasador stwierdził też, że „Kuala Lumpur zajmuje się przekręcaniem faktów”, a Malezyjczycy „robią to, by zaspokoić oczekiwania sił zewnętrznych”, bo „mają najwyraźniej coś do ukrycia”.

Po tym, jak do szpitalnej kostnicy, gdzie spoczywa ciało ofiary, przyjechali ludzie z ambasady Korei Północnej, którzy próbowali je zabrać, policja wzmocniła straże przed budynkiem. Malezyjczycy nie ugięli się też, gdy Pjongjang odmówił zgody na sekcję zwłok, i dwukrotnie ją przeprowadzili. Policja gotowa jest wydać ciało rodzinie, ale zrobi to dopiero po otrzymaniu od niej próbki DNA. Póki co nie zgłosił się żaden z bliskich ofiary, Kim Dżong Nam miał dwie córki, syna oraz dwie konkubiny.

Załatwianie przez Koreę Północną rodzinnych porachunków na obcym terytorium doprowadziło do spięcia na linii Pjongjang – Kuala Lumpur. Malezja, jeden z nielicznych krajów, w których Korea Północna znajdowała zrozumienie, odwołała w poniedziałek swojego ambasadora z Pjongjangu.

Kim Dżong Nam – rywal Kim Dżong Una

Kim Dżong Un, który w 2011 r. przejął władzę po zmarłym ojcu Kim Dżong Ilu, sieje strach, przeprowadzając czystki na szczytach, nie zawahał się też narazić Pekinowi. Kazał zamordować człowieka, który od 2001 r. żył pod chińskim parasolem. Kim Dżong Nam mieszkał w Makau, autonomicznym terytorium chińskim, krążył między stolicą kasyn a Hongkongiem i często zahaczał o Pekin, gdzie mieszkają jego dzieci.

W kilku wywiadach, jakich udzielił japońskiemu dziennikarzowi Yoji Gomi w latach 2004-12, krytykował władze Korei Północnej, nie wahał się twierdzić, że rządy dynastii Kimów to międzynarodowe pośmiewisko i zalecał reformy w chińskim stylu.

Czy Pekin widział w nim alternatywę dla nieprzewidywalnego Kim Dżong Una? Przywódcę rozsądnego, a jednocześnie lojalnego i idącego chińską drogą? Jeśli tak było, Kim Dżong Un mógł się chcieć pozbyć potencjalnego rywala.

Od sześciu lat północnokoreański dyktator ugruntowuje władzę i przeprowadza czystki. Jeden z południowokoreańskich instytutów analitycznych obliczył w grudniu, że od objęcia władzy przez Kim Dżong Una dokonano na Północy 340 politycznych mordów. Najwyżej postawioną ofiarą był wpływowy wuj młodego dyktatora Dżang Song Thaek, zabity w 2013 r. Kim Dżong Nam miał z nim bliski kontakt.

Południowokoreańskie służby ujawniły w ubiegłym tygodniu w parlamencie, że był to drugi zamach na Kim Dżong Nama, bo pierwszy, nieudany, miał miejsce w 2012 r. Kim Dżong Un, który był wtedy ledwie rok u władzy, rozpoczął wówczas polowanie na przyrodniego brata. A ten napisał do niego list, w którym błagał o darowanie życia jego i jego dzieci. Gomi powiedział dziennikowi „The Guardian”, że podczas ostatniego wywiadu obficie się pocił i był wyraźnie wystraszony. W jednym z maili, jakie wymieniali, zwierzył mu się, że otrzymał ostrzegawczy telefon z Pjongjangu. Zakazano mu zabierania głosu w kwestiach politycznych.

Ofiara zamachu to najstarszy z trzech synów nieżyjącego Kim Dżong Ila. Ojciec widział w nim przez pewien czas swego następcę i szkolił w sztuce rządzenia państwem. Ostatecznie rozczarował się jego osobą w 2001 r., gdy Kim Dżong Nam wpadł przy kontroli dokumentów na lotnisku w Tokio i okazało się, że posługuje się fałszywym paszportem. Tłumaczył, że chciał zwiedzić z rodziną japoński Disneyland. Odsunięty od prawa do tronu komunistyczny playboy trzymał się w cieniu, bawiąc się i trwoniąc pieniądze ojca, a potem chińskich protektorów, wyraźnie pogodzony z losem. Czy gdyby jednak w Pjongjangu doszło do przewrotu, mógłby stanąć na czele państwa? Nic na to nie wskazuje, ale Kim Dżong Un może wolał dmuchać na zimne.Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Malezja chce przesłuchać dyplomatę z Korei Północnej w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama

Malezyjscy policjanci chcą przesłuchać attaché z północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur w sprawie morderstwa Kim Dzong Nama. Według śledczych, w kraju przebywają jeszcze trzy osoby zamieszane w zamach na życie brata Kim Dzong Una. W środę na konferencji prasowej szef malezyjskiej policji, Khalid Abu Bakar, poinformował że podejrzane o zabójstwo kobiety były przeszkolone, jak podać truciznę bratu przywódcy Korei Północnej. Dodał też, że Indonezyjka i Wietnamka dostały truciznę od obywatela Korei Północnej, oraz że były świadome dokonywania zabójstwa.

Abu Bakar podał również, że jedna z osób, które dostarczyły kobietom truciznę, przebywa w malezyjskim areszcie. Jednak policja nadal poszukuje siedmiu innych podejrzanych. Malezyjscy policjanci twierdzą, że czterech z nich uciekło do Korei Północnej. Ale trzech prawdopodobnie wciąż przebywa w Malezji. Chodzi m.in. o pracownika ambasady oraz pracownicę północnokoreańskich linii Air Koryo.

Zabójstwo Kim Dzong Nama

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło 13 lutego na lotnisku w Kuala Lumpur, kiedy 45-letni brat Kim Dzong Una chciał polecieć do Makau. Niektóre media podawały, że w drodze do szpitala, gdzie zmarł, powiedział lekarzom o osobach, które prysnęły mu w twarz sprayem.

Po zabójstwie Kim Dzong Nama doszło do wzrostu napięcia pomiędzy Malezją a Koreą Północną. W poniedziałek szef MSZ Malezji Anifah bin Aman poinformował, że podjął decyzję o odwołaniu z Pjongjangu ambasadora. Natomiast ambasador Korei Północnej oskarżył Malezję o to, że „zajmuje się przekręcaniem faktów” w sprawie okoliczności zabójstwa, aby „zaspokoić oczekiwania sił zewnętrznych” i „ma najwyraźniej coś do ukrycia”.

Kim Dzong Un umacnia władzę

Kim Dzong Nam był najstarszym synem poprzedniego przywódcy Korei Północnej i postrzegany jako następca Kim Dzong Ila. Po objęciu władzy przez Kim Dzong Una wyrażał sprzeciw wobec przekazania mu władzy i kontrolowaniu przez swoją rodzinę całego kraju. Południowokoreańska agencja wywiadowcza podejrzewa, że za atakiem stały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Rozkaz miał wydać sam Kim Dzong Un, a pierwszą próbę zamachu podjęto już w 2012 roku.

Kim Dzong Nam od wielu lat przebywał za granicą krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem. A do jego zabójstwa doszło w momencie, kiedy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę w Pjongjangu, przez m.in. rozwijanie programu nuklearnego i rakietowego.
Żródło info i foto: wp.pl

Dziś raport w sprawie zestrzelenia malezyjskiego boeinga nad Ukrainą

Holenderska Rada Bezpieczeństwa ma dziś opublikować raport dotyczący katastrofy boeinga 777, w której w lipcu ubiegłego roku zginęło 298 osób, w większości Holendrzy. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Nieoficjalne informacje mówią, że w ciałach ofiar znaleziono fragmenty przeciwlotniczych rakiet BUK produkcji rosyjskiej.

Brak wątpliwości co do zestrzelenia

Źródła donoszą, że w raporcie, który dziś przedstawi holenderski urząd ds. bezpieczeństwa, będzie jasno napisane, że to właśnie taką rakietą został zestrzelony boeing. Mówi się też, że nie zostanie wskazany winny tego zestrzelenia. To jest przedmiotem osobnego postępowania, które prowadzi holenderska prokuratura. Z raportu mamy też dowiedzieć się, z jakiego obszaru została wystrzelona rakieta – ma to być obszar, który kontrolowany był przez rosyjskich separatystów.

Wiele pytań

Raport ma też odpowiedzieć na pytania, dlaczego malezyjski samolot leciał nad strefą objętą konfliktem i dlaczego niektórzy krewni ofiar czekali aż cztery dni na potwierdzenie tego, że ich bliscy zginęli na pokładzie boeinga. Tjibbe Joustra, szef urzędu, najpierw przedstawi wnioski komisji badającej tę sprawę rodzinom ofiar, a następnie ogłosi treść raportu publicznie w holenderskiej bazie wojskowej w Gilze-Rijen.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Malezja: skazani za nagie zdjęcia będą deportowani

Czworo zachodnich turystów, zatrzymanych za pozowanie nago do zdjęć na górze Kinabalu, zostanie deportowanych z Malezji. Wcześniej miejscowy sąd skazał ich na karę grzywny i trzy dni więzienia. Brytyjka, Holender i dwoje Kanadyjczyków pozowali nago do zdjęć na górze, uważanej przez okolicznych mieszkańców za świętą.

Turyści, którzy odsiedzieli już wyrok, przybyli do stolicy Malezji Kuala Lumpur, skąd zostaną deportowani. Policja poszukuje jeszcze pięciu pozostałych osób, które brały udział w sesji fotograficznej na górze. Malezyjskie władze oskarżają turystów, że ich zachowanie wywołało trzęsienie ziemi, w którym 5 czerwca zginęło 18 osób. Liczący ponad 4 tys. metrów wysokości Kinabalu jest na liście Światowego Dziedzictwa. To popularny cel wędrówek, przez plemiona wyspy Borneo uważany za miejsce święte.
Żródło info i foto: TVP.info

Udaremniono zamach terrorystyczny w Malezji

Malezyjska policja poinformowała, że aresztowała 12 osób powiązanych z dżihadystyczną organizacją Państwo Islamskie. Skonfiskowano też materiały wybuchowe, udaremniając zamachy planowane w kilku miejscach w Kuala Lumpur. Aresztowani to mężczyźni w wieku od 17 do 41 lat; zostali ujęci w sobotę i niedzielę na przedmieściach stolicy – podała policja. Są oni podejrzani o przygotowywanie zamachów na strategiczne cele w rejonie Kuala Lumpur w odpowiedzi na odezwę Państwa Islamskiego. Ta dżihadystyczna organizacja apelowała do swych zwolenników o przeprowadzanie ataków terrorystycznych w świeckich państwach zamieszkanych przez ludność muzułmańską.

Wzmożone środki bezpieczeństwa przed szczytem ASEAN

W mieście już od pewnego czasu obowiązują podwyższone standardy bezpieczeństwa ze względu na rozpoczynające się w poniedziałek regionalne forum gospodarcze Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Nie wiadomo, czy udaremnione zamachy miały związek z tym wydarzeniem. Jednym z głównych zadań szczytu będzie zacieśnienie współpracy między państwami regionu w walce z terroryzmem. W Malezji nie doszło dotąd do poważnego zamachu. Dotychczas władze aresztowały jednak 92 obywateli podejrzanych o powiązania z Państwem Islamskim. Ustalono też, że blisko 40 Malezyjczyków pojechało do Syrii i Iraku, by walczyć u boku islamistów.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Wznowiono poszukiwania zaginionego boeinga 777

Australijskie władze poinformowały, że wznawiają poszukiwania boeinga linii Malaysia Airlines, który siedem miesięcy temu zaginął podczas lotu z Kuala Lumpur do Pekinu. W miejscu, gdzie samolot prawdopodobnie zakończył swój lot – w południowej części Oceanu Indyjskiego – pracuje już statek GO Phoenix wyposażony w specjalistyczny sprzęt i sensory, które będą skanować morskie dno. Specjaliści będą również poszukiwać śladów paliwa, które mogą naprowadzić ich na miejsce, gdzie na dnie leży boeing. Jak informują Australijczycy, akcja poszukiwawcza może potrwać nawet rok.

Cztery miesiące temu została przerwana, aby umożliwić przeprowadzenie szczegółowego trójwymiarowego odwzorowania dna morskiego o powierzchni 110 tys. kilometrów kwadratowych. Według ekspertów najbardziej prawdopodobną hipotezą jest nagły spadek poziomu tlenu w samolocie, w wyniku czego załoga i pasażerowie stracili przytomność, a lecący na „autopilocie” boeing spadł do oceanu, gdy skończyło się paliwo. Samolot zaginął 8. marca 2014 r. w niewyjaśnionych okolicznościach. Na pokładzie było 239 osób, w tym 153 obywateli Chin.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Nowy trop w sprawie zaginionego boeinga 777

Ratownicy, którzy szukają wraku zaginionego boeinga, nie dali za wygraną. Wciąż wierzą, że odnajdą samolot. Tym razem swoje wysiłki skoncentrują na nowym obszarze poszukiwań. Kolejna grupa poszukiwawcza rozpocznie prace w celu odnalezienia zaginionego Boeinga malezyjskich linii lotniczych. To sześć miesięcy po tym, jak pierwsze ekipy ratownicze wyruszyły by odnaleźć zaginiony samolot z 239 pasażerami na pokładzie. Australijskie Biuro Bezpieczeństwa Transportu zamierza 30 września wznowić poszukiwania wraku. Szczegółowa analiza danych satelitarnych przez biuro pozwoliła na ustalenie „priorytetowego obszaru poszukiwań” w miejscu, gdzie po raz ostatni urządzenia pokładowe samolotu wymieniły dane z satelitą. Obszar ten ma kształt prostokąta o powierzchni około 60 tysięcy kilometrów kwadratowych.

Boeing 777 z 239 pasażerami na pokładzie zniknął z ekranów radarów w Marcu podczas rutynowego rejsu z Kuala Lumpur do Pekinu. Wrak ani jakiekolwiek jego części nie zostały odnalezione. Zapisy łączności satelitarnej z samolotem wskazują, że samolot zawrócił, kierując się z małą ilością paliwa na południe Oceanu Indyjskiego.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Policja podaje dowody, że zaginiony samolot nie został porwany

Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że dwaj pasażerowie, posługujący się skradzionymi paszportami na pokładzie zaginionego samolotu malezyjskich linii lotniczych, nie mieli powiązań z terroryzmem, lecz ubiegali się o azyl – podała tajlandzka policja. Maszyna przewoźnika Malaysia Airlines zniknęła z radarów w sobotę krótko po starcie z Kuala Lumpur. Interpol podał w niedzielę, że co najmniej dwa paszporty użyte przez osoby wchodzące na pokład tego samolotu były zarejestrowane w jego bazach jako skradzione lub zagubione w Tajlandii. Ożywiło to spekulacje, że samolot został uprowadzony. Tajlandzka policja i zagraniczni eksperci przesłuchali właścicieli dwóch biur podróży w mieście Pattaya, gdzie obywatele Iranu kupili bilety dla pasażerów korzystających z cudzych paszportów. Żródło info i foto: onet.pl

Wznowiono poszukiwania malezyjskiego samolotu

Wojskowy radar wykazał, że zaginiony Boeing 777, krótko po starcie ze stolicy Malezji Kuala Lumpur, mógł zawrócić na swojej trasie do Pekinu – poinformował szef malezyjskich sił powietrznych. Władze badają hipotezę o zamachu terrorystycznym. „Oglądając nagranie z radaru zdaliśmy sobie sprawę, że możliwe, iż samolot zawrócił” – powiedział Rodzali Daud. „Jedna z hipotez głosi, że maszyna wróciła w stronę Kuala Lumpur, skąd wyleciała z 239 osobami na pokładzie” – dodał. Pilot powinien poinformować linie lotnicze i kontrolerów lotów o zmianie trasy, co w tym przypadku nie miało miejsca. Żródło info i foto: RMF24.pl