Posts Tagged “kulisy”

Działał od 2000 roku. Już wtedy ukradł pierwsze ludzkie szczątki. Tak przynajmniej napisał w swoich notatkach. Przez lata mógł okraść kilkadziesiąt grobów. Policjanci nie wykluczają, że w końcu mógłby przerzucić się na ludzi. Tylko w RMF FM przeczytacie o kulisach jednego z najtrudniejszych policyjnych postępowań, jakie w ostatnich latach przeprowadzono w Polsce.

Była wietrzna, deszczowa noc, gdy były milicjant wybrał się na kolejne polowanie. Sam tak to nazywał. O nagrobki, które mijał idąc, dobrze znaną sobie cmentarną alejką, uderzały krople deszczu. Mrok rozświetlała jedynie latarka. Nikt nie usłyszał dźwięku rozbijanej płyty. Czuł się pewnie. Miał 17-letnie doświadczenie w naruszaniu spokoju dawno już zmarłych osób.

Kilkanaście kilometrów dalej, na innej nekropolii, zmarznięci policjanci także polowali. Wiedzieli, że tej nocy 54-latek znów dokona przestępstwa. Nie mieli jedynie pewności, gdzie otworzy kolejny grób. Z jednej strony frustracja, że i tym razem nie trafili. Z drugiej determinacja. Byli pewni, że spotkanie twarzą w twarz to kwestia czasu. Za dużo pracy i emocji włożyli w tę sprawę. Wiedzieli również, że serii tak makabrycznych przestępstw nie było w żadnym innym europejskim kraju. Zdarzyła się w Polsce, gdzie szacunek zmarłym miliony ich rodaków oddają co roku w wyjątkowy sposób. Chcieli zdążyć przed pierwszym listopada.

Dziś jeszcze nikt nie wie dlaczego 54-latek seryjnie i wielokrotnie wykradał z grobów szczątki zmarłych. Szaleniec, wariat, psychol… to odpowiedź zbyt prosta. Seryjny przestępca – zbyt enigmatyczna. Wiemy jednak co czuli ci, którzy za punkt honoru postawili sobie przerwanie dramatycznego ciągu przestępstw. Mieli świadomość, że ich praca w tej sprawie to gotowy scenariusz na film. A nawet długi, kryminalny serial. Kolejne wątki zaskakiwały ich, ale nie przerosły. Nie jako silną, specjalną grupę, która miała jeden cel – upolować kolekcjonera kości. Seryjnego złodzieja zwłok.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

​120 mieszkańców Rzymu zmieniło adres zameldowania na zniszczone w trzęsieniu ziemi Amatrice i inne miasteczka, by pobierać pomoc od państwa w wysokości do 900 euro miesięcznie. Za oszustwo odpowiedzą przed sądem – informuje dziennik “Il Messaggero”. Oszustwo popełnili przede wszystkim ci, którzy mieszkają na stałe w Rzymie i mieli lub nadal mają letnie domy w środkowych Włoszech, na terenach zniszczonych w serii trzęsień ziemi począwszy od sierpnia zeszłego roku.

Osoby zameldowane w Wiecznym Mieście po zmianie stałego adresu miały prawo do skorzystania z pomocy przyznawanej przez Obronę Cywilną tym, którzy stracili tam domy lub nie mogli do nich wrócić w oczekiwaniu na remont.

Zasiłek w wysokości od 200 do 900 euro, w zależności od liczby członków rodziny pozbawionej dachu nad głową, jest przeznaczony na pokrycie kosztów mieszkania zastępczego. Gdy w urzędach odkryto budzące podejrzenia masowe zjawisko zmiany meldunku, lokalne władze rozpoczęły natychmiast kontrole. Ponieważ wykazały nieprawidłowości, prokuratura w mieście Rieti wszczęła śledztwo.

Okazało, że niektórzy rzymianie zmienili adres zameldowania po katastrofalnych wstrząsach, by w urzędach figurować jako mieszkańcy Amatrice, Accumoli i innych zburzonych miejscowości.

Odnotowano też, że liczba wniosków o pomoc była znacznie wyższa od liczby domów i mieszkających rodzin w miasteczkach i osadach, w których często – jak się podkreśla – znają się wszyscy.

W innych przypadkach osoby mające faktycznie tam meldunek mieszkały od dawna w Wiecznym Mieście, co zataiły we wnioskach o zasiłek na lokal zastępczy. Rzymska gazeta podkreśla, że część osób objętych śledztwem już zwróciło nielegalnie pobrane pieniądze w nadziei na poprawę swojej sytuacji procesowej. Ale dla wymiaru sprawiedliwości oszustwo już zostało popełnione – przypomina dziennik.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński pytany o to, czy CBA zajmie się kulisami tworzenia ustawy, która umożliwiła wycięcie tysięcy drzew bez zezwolenia, dał do zrozumienia, że żadna decyzja w tej sprawie nie zapadła. – Szef CBA przebywa na urlopie – powiedział pytany przez Onet Kamiński.

Ustawa wzbudziła wielkie kontrowersje. Tak wielkie, że nawet prezes Jarosław Kaczyński powiedział na zamkniętym spotkaniu z działaczami PiS, iż będą zmiany w ustawie. Miał nawet powiedzieć, że można mówić tu o lobbingu. Ustawa zwana “Lex Szyszko” pozwala na wycięcie drzew na działce przez właściciela. Lobbing, o jakim mówił prezes PiS, może dotyczyć deweloperów – przynajmniej tak sugeruje opozycja.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

- Wałęsa podpisał ułaskawienie Andrzeja Z. ps. „Słowik”. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje – powiedział Jarosław Sokołowski, “Masa”, który był gościem programu “Koniec Systemu”, w rozmowie z Dorota Kanią. Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika “Gazeta Polska”, który od środy jest dostępny w kioskach.

W programie Doroty Kani słynny świadek koronny “Masa”, czyli Jarosław Sokołowski ujawnia kulisy ułaskawienia gangstera o pseudonimie “Słowik”. Poniżej krótki fragment rozmowy, która ukaże się na łamach tygodnika “Gazeta Polska”

- Nigdy nie zapadł wyrok w związku z ułaskawieniem przez prezydenta Lecha Wałęsę Andrzeja Z. ps. Słowik. Pan był wówczas we władzach gangu pruszkowskiego – jak ta sprawa wyglądała naprawdę?

- Na początku lat 90. Słowik był poszukiwany listem gończym, ale wówczas policja zachowywała się tak, jakby go nie było. Czerwone światło zapaliło się nam dopiero wtedy, gdy u „Dziada”, czyli Henryka Niewiadomskiego (szefa gangu wołomińskiego, konkurencyjnego dla „Pruszkowa” – przyp. red.), policja zatrzymała „Słowika” i „Oczkę” (Marka M., przywódcę szczecińskiego półświatka – przyp. red.). Po trzech dniach wyszli z aresztu, bo „Słowik” podał inne dane niż te, które były w liście gończym. Ale już było zagrożenie, że w końcu pójdzie siedzieć. A to byłoby dla nas fatalne, bo wtedy był przecież znaczącym graczem w „Pruszkowie”. Najpierw zweryfikowaliśmy system gangsterski, żeby już więcej nie było takich wpadek, ale trzeba też coś było zrobić ze „Słowikiem”.

- Czyli co?
Ułaskawienie. Załatwił to przez Kancelarię Prezydenta Lecha Wałęsy pewien mecenas, którego nie chcę wspominać. Zostało to klepnięte, suma była „wyświetlona” od samego początku, przekazaliśmy pieniądze, a później było tak, jak zeznałem w prokuraturze: bawiliśmy się i wznosiliśmy toasty.

- W zeznaniach padają nazwiska m.in. Mieczysława Wachowskiego i Lecha Wałęsy. Mówił Pan też, że bywaliście w siedzibie prezydenta.
Wałęsa chodził po Belwederze, widział nas grających z ochroną w ping-ponga i niby na nas prychał. Ale to były żarty – mieliśmy tam układy i mieliśmy swoje wtyki. Nie wiem, czy ktoś Wałęsie podsunął to ułaskawienie, ale je podpisał. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje.

- Jaka sumę zapłaciliście za ułaskawienie „Słowika” ?
Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

W drugiej części programu “Koniec Systemu”, Dorota Kania rozmawia z dziennikarzem śledczym Rafałem Pasztelańskim, który od wielu lat zajmuje się mafią pruszkowską. Zdradza on m.in., że członkowie bandy kontaktowali się z Grzegorzem Ż., znanym z afery FOZZ, i chcieli, aby im się opłacał.
Żródło info i foto: niezalezna.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura ma zamiar przedstawić zarzuty b. prezesowi Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztofowi Sobierajskiemu – wynika z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez PAP w Prokuraturze Krajowej. W wyniku śledztwa organów ścigania zarzut przywłaszczenia w sumie 10 mln zł usłyszało już pięć osób.

- Zebraliśmy niezbite dowody, które pozwalają poszerzyć krąg podejrzanych. Liczne znalezione umowy wskazują, że jedną z osób, która czerpała dochody dzięki przestępczemu procederowi jest prezes Sądu Apelacyjnego, który po ujawnieniu afery podał się w grudniu do dymisji – powiedziała nieoficjalnie osoba znająca kulisy śledztwa.

Śledztwo w sprawie działania na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie prowadzi Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Zarzuty przywłaszczenia ponad 10 mln zł usłyszało w nim pięć osób. Ustalenia śledczych z CBA i prokuratury wskazują, że w ostatnich kilku latach wokół sądu stworzono sieć wielu firm powiązanych kapitałowo, towarzysko i rodzinnie z dyrektorem Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa, realizujących głównie fikcyjne zamówienia na świadczenie usług, analizy i opracowania.

Zawarł 120 umów, zarobił milion złotych

16 grudnia minister sprawiedliwości odsunął w związku z tą sprawą od czynności służbowych prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztofa Sobierajskiego. Poinformowano wówczas, że z ustaleń śledczych wynika, iż Sobierajski “mógł dokonać czynów przestępczych, godzących w powagę sądu i istotne interesy służby oraz podważających społeczne zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości”. Kilka dni później prezes SA w Krakowie podał się do dymisji oświadczając równocześnie, że informacje o tym, iż mógł wiedzieć lub mieć związek z procederem, są nieprawdziwe.

13 stycznia Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Łodzi, po wysłuchaniu sędziego Sobierajskiego i po zapoznaniu się z materiałami postępowania przygotowawczego nadesłanymi przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie, podjął decyzję o dalszym zawieszeniu sędziego w wykonywaniu obowiązków sędziowskich do 12 kwietnia.

Jak wynika z informacji uzyskanych przez PAP prokuratura ustaliła, że prezes SA w Krakowie zawarł ponad 120 prywatnych umów z firmami wykonującymi zlecenia na rzecz jego sądu i zarobił na tym prawie milion złotych. Każdą umowę miał sam podpisywać, a autentyczność podpisu potwierdzili eksperci.

Przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń

Z materiału dowodowego, w tym m.in. zeznań świadków wynika, że umowy, opiewające zwykle na 8 tys. zł, miały charakter fikcyjny, a były prezes przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń. Nie informował też Ministerstwa Sprawiedliwości, że podejmuje dodatkowe zarobkowe prace, nie wykazywał też dodatkowych zarobków w oświadczeniach majątkowych.

Według CBA straty krakowskiego sądu w związku z wyłudzeniami sięgają kilkudziesięciu milionów złotych. Za jedno zlecenie sąd płacił zewnętrznym firmom po kilkadziesiąt tysięcy złotych, a pracownicy sądu dostawali od firm za tę samą pracę kwoty od 1,5 tys. do 8 tys. zł. W ten sposób umowy miały fikcyjny charakter i służyły wyłącznie wyprowadzaniu wielomilionowych kwot z sądu.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

– Pokazali mi film ze ślubu, na którym był „Szymon z Łomianek”. Miałem się zapisać na siłownię, do której chodził i obserwować go. Czy ćwiczy sam, czy z kimś. Kiedy i z kim. Po co? Nie pytałem, ale mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby „Szymona” uprowadzić, albo zabić – zeznawał, Andrzej K. były członek grupy mokotowskiej, który jest świadkiem oskarżenia w procesie o mafijne porachunki sprzed 14 lat.

Proces, toczący się przed stołecznym sądem okręgowym dotyczy krwawej wojny gangów „mokotowskiego” i „Mutantów” o wpływy w podwarszawskich miastach takich jak Piaseczno czy Konstancin w latach 2001- 2003 r. Wówczas to w krwawych porachunkach zginęło kilkunastu bandytów, a także kilka przypadkowych osób. Tragiczną kulminacją mafijnej wojny była strzelanina w Magdalence, gdzie w 2003 r. podczas próby zatrzymania liderów „Mutantów” zginęło dwóch antyterrorystów.

Wojna

W ławach oskarżonych zasiadają członkowie gangu mokotowskiego: 42-letni Wojciech S. ps. Wojtas, 40-letni Robert M. ps. Ternit, 52-letni Sławomir B. ps. Biały oraz 42-letni Tomasz R. ps. Morgan vel Garbaty. Wszyscy odpowiadają za porwanie w 2002 r. dwóch członków grupy przestępczej z Piaseczna. Dodatkowo „Wojtas” i „Ternit” za zamordowywanie zakładników. Ponoć „Mokotów” chciał przesłuchać „Maxa” i „Postka”, aby dowiedzieć się gdzie się ukrywają „Mutanci” i kto dokładnie stał za zamachami na gangsterów związanych z grupą mokotowską. Co ciekawe, wtedy to gang Mutantów ukrywał się, ponieważ w marcu 2002 r. banda zaatakowała w podwarszawskich Parolach, policjantów z Piaseczna, którzy zabezpieczali odzyskanego tira ze sprzętem rtv. Od kul „Mutantów” zginął wówczas asp. Mirosław Żak, naczelnik wydziału kryminalnego.

Wojciech S., uważany także za niekwestionowanego lidera „młodego Mokotowa” jest także oskarżony o zlecenie zabójstwa Szymona K. ps. Szymon z Łomianek. Ten z kolei, stal się wrogiem „Mokotowa”, gdy w maju 2002 r. w centrum handlowym Klif zastrzelono dwóch członków tej bandy. „Szymonowi” przypisywano zlecenie tej egzekucji. Do zamachu nie doszło, bo Szymon K. trafił za kraty.

Obława

Za sprawą skruszonych członków grupy mokotowskiej udało się ustalić jak miało wyglądać polowanie na Szymona K. Opowiedział o tym śledczym Andrzej K., jeden z „żołnierzy” gangu. We wtorek przed sądem gangster odmówił składania zeznań, ponieważ oczekuje na rozprawę w sprawie przestępstw, jakich się sam dopuścił. Tę sprawa badała prokuratura okręgowa w Płocku i w tym właśnie śledztwie K. uzyskał status tzw. małego świadka koronnego (może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary w zamian za wyjaśnienia).

Potwierdził jednak wszystkie protokoły przesłuchań. – Na polecenie Wojciecha S. obejrzałem film ze ślubu mojego kolegi Roberta B. Nie cały, ale moment, gdy jeden z gości składa życzenia młodej parze. To miał być „Szymon z Łomianek” – wyjaśniał Andrzej K. – dostałem polecenie by pojechać na siłownię w Łomiankach, gdzie on ćwiczy i go dokładnie obserwować. Miałem zwracać uwagę czy ćwiczy sam, czy z kolegami. O której wychodzi z siłowni. I czy jest sam, czy też ktoś mu towarzyszy – opowiadał.

Andrzej K. zapisał się na siłownię Szymona K. Jak mówił zaobserwował, że ten ćwiczy zawsze w towarzystwie. Ale już z siłowni, wielokrotnie wracał sam. Pytany czy wiedział, czemu ma służyć inwigilacja „Szymona z Łomianek” miał powiedzieć: – To było po tym jak strzelano do „Budyniów” i „Jogiego” z Mokotowa. Mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby „Szymona” uprowadzić, albo zabić – mówił.

Nie pogardził radiem

Świadek był także przesłuchiwany na okoliczność związku z uprowadzeniem „Maxa” i „Postka”. Przekonywał, że 23 października został wezwany w okolicę Karczmy Słupskiej (późniejszej osławionej restauracji Sowa i Przyjaciele – przyp. red.) . – Tam M. mówił, że mamy przestawić samochód, gości. Miał być jeden zawinięty, a przyjechało ich dwóch. Szukaliśmy kluczy w donicach, ale się nie udało. Zbiłem, więc szybę i ukradłem radio. Następnego dnia M. powiedział, że sprzedał je za 1000 zł, ale pieniądze poszły na ratę za motor kupiony dla grupy – mówił K. śledczym.

Andrzej K. opowiadał, że związał się z gangiem mokotowskim w 2001 r., ponieważ należeli do niej jego koledzy z osiedla. Jako lidera tzw. grupy ursynowskiej, podporządkowanej „Mokotowowi” wskazywał na Wojciecha S. „Wojtas” słuchając we wtorek odczytywanych zeznań, tylko, co jakiś czas patrzył na byłego kompana. Ten jednak ani razu nie odwrócił głowy w jego stronę.

Pozostali oskarżeni nie wykazywali większych emocji. Można się spodziewać za kilka dni, gdy zeznawać będzie kolejny skruszony, uważany za wspólnika i zastępcę Wojciecha S.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

22-letniego Syryjczyka, podejrzanego o planowanie zamachu w Niemczech, tamtejsza policja aresztowała dzięki współpracy dwóch rodaków zatrzymanego.

Gdy w sobotę komandosi wtargnęli do mieszkania Albakra w Chemnitz (niemieckie miasto niedaleko Lipska i Drezna), 22-latek wymknął się w ostatniej chwili. Jak przypomina agencja AFP, służby znalazły w jego lokum kilkaset gramów substancji wybuchowej “niebezpieczniejszej od TNT”. Policja zastrzegła, że nie ujawni szczegółów poniedziałkowej akcji, by uniknąć represji wobec swoich syryjskich informatorów. Od służb wiadomo jedynie, że rodacy podejrzanego pomogli w zatrzymaniu mężczyzny w mieszkaniu w Lipsku.

Pomoc Syryjczyków

Przebieg aresztowania opisują jednak niemieckie media, których relacje przytacza AFP. Uciekinier miał podejść do dwóch Syryjczyków na głównym dworcu kolejowym w Lipsku i prosić ich o schronienie.

Mężczyźni zaprosili Albakra do swojego mieszkania. Według gazety “Bild”, zdali sobie sprawę, kim jest ich gość, gdy policja nadała w języku arabskim komunikat o poszukiwaniu podejrzanego o planowanie zamachu. Jeden z gospodarzy zadzwonił na policję, podczas gdy drugi miał związać siedzącego na sofie w salonie 22-latka. Albakr szarpał się i próbował uwolnić. Wtedy informator ponownie wezwał służby. Jak relacjonuje “Bild”, kiedy policjanci wtargnęli do mieszkania, jeden z Syryjczyków klęczał na Albakrze, przytrzymując go przy ziemi.

Dżaber Albakr posądzany jest o kontakty z terrorystami z tzw. Państwa Islamskiego. Według źródeł w niemieckich służbach bezpieczeństwa, których wypowiedzi przytacza dziennik “Sueddeutsche Zeitung”, Albakr miał zbudować w mieszkaniu na jednym postkomunistycznych blokowisk “wirtualne laboratorium bomb”.
Miał status uchodźcy

Jak pisze agencja AFP, ta sprawa mobilizuje do zwiększenia kontroli ubiegających się o azyl w Niemczech. Dżaber Albakr przebywał bowiem w tym kraju jako uchodźca. Syryjczyk wjechał w lutym 2015 roku do Niemiec z Austrii, legitymując się syryjskim paszportem. Wkrótce po przekroczeniu granicy wystąpił w Niemczech o azyl. Federalny Urząd Migracji i Uchodźców przyznał mu w czerwcu 2015 roku status uchodźcy.

22-latek jest podejrzany o planowanie ataku z wykorzystaniem ładunków wybuchowych. Miał przygotowywać zamach na jednym z dwóch berlińskich lotnisk albo w węźle komunikacyjnym w Saksonii. Według lokalnych mediów, Albakr miał produkować TATP, domowej roboty materiał wybuchowy, którego dżihadyści użyli do ataków w Paryżu i Brukseli.

Policja podkreśla, że nawet niewielka ilość ładunku wybuchowego mogła przynieść ogromne szkody.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

W zeszły czwartek, w szuwarach nad Jeziorem Wiecanowskim, wyłowiono ciała 15-letniej Klaudii i 23-letniej Patrycji. Do zabójstwa miało dojść dzień wcześniej, około północy. Kto zabił te dziewczyny i jaki był motyw? Znanych jest coraz więcej szczegółów w tej sprawie.

W piątek nad ranem policja aresztowała dwóch podejrzanych: dwudziestoletniego Zachariasza Z. z Mogilna i dwudziestojednoletniego Macieja K. W czasie przesłuchania Maciej K. wskazał miejsce, w którym ukryto ciała. W sobotę zatrzymano kolejnego podejrzanego – 45-letniego Sławomira G.

Zachariasz Z. mieszka w dwudziestotysięcznym Mogilnie z matką i siedemnastoletnim bratem, który jest całkowicie sparaliżowany. Być może to właśnie trudne dzieciństwo Zachariasza Z. wpłynęło na to, że nie mógł poradzić sobie z własną psychiką. 45-letni Sławomir G. samotnie wychowuje pięcioletnią córkę. Jego żona odeszła od nich bez słowa jakiś czas temu.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Abu Bilal Ismail, imam z duńskiego Aaarhaus namawiał wiernych m.in. do bicia dzieci, które odmawiają modlitwy i do kamienowania kobiet za cudzołóstwo. Dziennikarze telewizji TV2 nagrali wystąpienie duchownego w meczecie Grimhoj i wykorzystali w serialu dokumentalnym “Za kulisami meczetów”. Dokument wzbudził w Danii olbrzymie kontrowersje.

- Jeśli zamężna albo rozwiedziona kobieta dopuści się cudzołóstwa, a nie jest dziewicą, powinniście ją ukamienować – instruuje imam na nagraniu. Namawia również do zabijania osób, które porzuciły islam.

“Zabijacie ich do ostatniego. Niech cierpią!”

Autorzy klipu promującego dokument w internecie przypominają, że ten sam imam w 2014 roku nawoływał w trakcie nabożeństwa do zabijania Żydów. – Zabijacie ich do ostatniego. Niech cierpią – grzmiał z mównicy. Poparł również działania ISIS i wprowadzenia szariatu. Jak twierdzą dziennikarze, około 22 ze 100 duńskich rekrutów, którzy wyjechali do Państwa Islamskiego, uczęszczało tam wcześniej na modlitwy.

Sam meczet stoi jednak na stanowisku, że nagranie z wypowiedzią imama zostało zmanipulowane przez dziennikarzy. – Słychać tylko kilka sekund z wystąpienia trwającego o wiele dłużej. Oszukujecie ludzi – powiedział TV2 przedstawiciel meczetu, imam Oussama El-Saadi.

Na tym jednak historia meczetu w Aarhaus się nie kończy. Na początku marca dziennikarze TV2 nagrali ukrytą kamerą gościnne wystąpienie imama z Kopenhagi, który namawia wiernych do bicia dzieci. – Drżyjcie przed Allahem, bracia i siostry. Uczcie swoje dzieci, że trzeba się modlić. Mają taki obowiązek od siódmego roku życia. A jeśli mają więcej niż dziesięć lat i odmawiają, egzekwujcie modlitwę biciem – naucza kopenhaski imam.

W serialu TV2 pokazano łącznie osiem meczetów, w których namawia się muzułmanów do przestępstw, takich jak kamienowanie, kary cielesne czy bigamia

Premier Danii reaguje na mowę nienawiści

Dokument sprowokował w Danii ożywioną dyskusję na temat radykalnych imamów. Niemal natychmiast zareagowali również politycy.

Premier Danii Lars Lokke Rasmussen zaproponował dzisiaj, po spotkaniu z przywódcami partii politycznych, plan przeciwdziałania mowie nienawiści. Rasmussen proponuje stworzenie listy zarejestrowanych “siewców nienawiści” w celu uniemożliwienia im publicznych wystąpień w Danii. Sugeruje też karanie wywrotowych wypowiedzi oraz uniemożliwianie pewnym osobom odwiedzania miejsc kultu religijnego.

Wg Rasmussena to pomoże uporać się z tymi, którzy “pod płaszczykiem religii i teologii” działają na szkodę duńskiego społeczeństwa.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Poznali się pół roku temu i planowali wspólne życie. On – 35-letni mieszkaniec Woli, ona – o sześć lat starsza samotna kobieta. W nocy z soboty na niedzielę została zamordowana. Jej partner sam zgłosił się na policję i przyznał do obcięcia głowy. Reporter “Uwagi!” TVN dotarł do matki mężczyzny i jego przyjaciela. Oboje przyznają: to był toksyczny związek.

Jak ustaliła “Uwaga!” TVN, 35-letni Krzysztof Sz., zanim przyszedł na komendę przy Żytniej, odwiedził swoją matkę. Reporter programu dotarł do kobiety.

- Syn przyszedł rano, gdzieś koło szóstej, otworzyłam mu drzwi, był cały blady, roztrzęsiony, i mówi: “Obudziłem się i stał nade mną taki okropny pan. I ja musiałem ją zabić. I wiesz co? I ja jej głowę uciąłem”. Mówię: “Leć szybko na komisariat, bo musisz zgłosić się, może ona żyje, może ty ją uderzyłeś?”. Wyszedł, ale ja za chwilę do niego dzwonię, mówi, że “jest ze mną kolega”, i ja poprosiłam słuchawkę, żeby dał jemu, powiedziałam: “Słuchaj, idź z nim na komendę, bo on mówi, że on ją zabił. Ja w to nie wierzę” – opowiada matka podejrzanego o brutalne morderstwo.

Przyjaciel, o którym wspomniała matka, zaprowadził Krzysztofa Sz. na komendę. – Bez oporu poszedł, choć w pewnym momencie miał zawahanie, powiedział nagle, że mu się wszystko przyśniło i że “dobra, chodź idziemy na piwo”. Ja powiedziałem “nie”. Za rękę go wziąłem, zaprowadziłem na komendę – relacjonuje mężczyzna i dodaje, że Krzysztof. Sz. wyznał mu, że obciął kobiecie głowę nożem. – On mi powiedział, że się obudził, stał nad nim człowiek, szatan, że kazał mu ją zabić i odciąć głowę – cytuje. Matka zastanawia się, co pchnęło syna do zabójstwa. – On musiał coś mieć z głową w tym czasie. No nie wierzę, żeby zrobił to ktoś, kto jest normalnym człowiekiem – twierdzi.

“Ten związek był chory”

O związku Krzysztofa z Anną nie ma dobrego zdania. – To była toksyczna miłość. To nie byli odpowiedzialni ludzie. Odkąd zaczął się z nią spotykać, to widziała jak on się stacza strasznie. I on się po prostu stoczył. Pewnie łóżko ich łączyło, a codzienne życie dzieliło – spekuluje kobieta.

Podobnie uważa jego przyjaciel, ten sam, który odprowadził go na komendę. – On chciał się z nią za dwa tygodnie ożenić. Tak mi mówił. Ale ja go mu odradzałem ten pomysł. Dla mnie ten związek był chory. Oni tłukli się nawzajem, patologia – opisuje mężczyzna. – On to był dobry człowiek, każdy powie, że do rany przyłóż. Jeszcze w dniu morderstwa kupił jej kwiaty i bombonierkę – dodaje.

“Trafiła na boksera i to wszystko”

Oboje mieszkali od lat na tym samym osiedlu na Woli. Kobieta nie miała dobrej opinii wśród sąsiadów z powodu nadużywania alkoholu. Podejrzany o morderstwo mężczyzna zajmował się drobnymi pracami remontowymi.

- Ona takie miała życie. Matka piła i ojciec też. Ale to dobra dziewczyna była. Grzeczna i bardzo sympatyczna. Kiedyś pracowała w firmie sprzątającej. Od zeszłego roku już nie miała pracy. On do niej przychodził z pół roku. On też nadużywał alkoholu. I bił ją. Trafiła na boksera i to wszystko – opowiada Jadwiga Domaracka, dozorczyni z bloku, w którym mieszkała ofiara.

Na ciele i głowie liczne rany

Co w sprawie zabójstwa ustalili śledczy? – Z relacji podejrzanego wiemy, że najpierw uczestniczył w przyjęciu urodzinowym swojej matki. Następnie udał się do mieszkania konkubiny. Doszło tam do jakiejś awantury, której tło nie jest nam bliżej znane. Sam podejrzane też nie był w stanie określić z jakiego powodu doszło do scysji między nimi. Z relacji innych osób wiemy, że być może mógł mieć miejsce jakiś epizod zazdrości wobec tej kobiety – mówi Ewa Wrzosek z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. – Przedstawiliśmy mu zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. Na głowie i ciele ofiary były liczne rany cięto-kłute. Przyznał się do zarzuconego mu czynu – dodaje.

W mieszkaniu zabezpieczono noże kuchenne. – Mamy przypuszczenia, że jednym z nich sprawca posłużył się, aby oddzielić głowę od tułowia – podaje Wrzosek. Gdy w niedzielę rano Krzysztof Sz. pojawił się na komendzie był kompletnie pijany – “wydmuchał” 2,5 promila alkoholu. Powiedział śledczym, że zabił swoją partnerkę. Policjanci pojechali do wskazanego przez niego mieszkania przy ul. Długosza. W przedpokoju znaleźli głowę kobiety, a w drugim pokoju resztę jej ciała. Mężczyźnie grozi dożywotnie więzienie. Wcześniej jednak trafi na obserwację psychiatryczną, by biegli mogli ocenić, czy był poczytalny w momencie popełniania zbrodni.

Krzysztof Sz. we wtorek został aresztowany na trzy miesiące. Śledczy już w niedzielę wykluczyli powiązanie tej zbrodni z głośną sprawą Kajetana P., który również na Woli miał zabić nauczycielkę języka włoskiego i odciąć jej głowę.
Żródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »