Posts Tagged “ława oskarżonych”

Arkadiusz Ł. ps. “Hoss” zasiądzie w piątek na ławie oskarżonych w procesie przed poznańskim sądem okręgowym. Prokuratura zarzuca mu kierowanie grupą i wyłudzenie kilku mln zł w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu dzięki tzw. oszustwom metodą “na wnuczka”. Boss tzw. mafii wnuczkowej Arkadiusz Ł. na salę rozpraw ma zostać doprowadzony z poznańskiego aresztu śledczego, do którego został już przewieziony z Warszawy. Na ławie oskarżonych “Hoss” zasiądzie wraz ze swoim bratem Adamem P.

Piątkowa rozprawa będzie kolejną próbą rozpoczęcia procesu przez sąd – wcześniej kilkakrotnie rozprawy były odraczane m.in. z powodu niestawiennictwa “Hossa”.

“Cygański baron”

Arkadiusz Ł. nazywany jest przez poznańskie media “baronem cygańskim”, który przez lata, m.in. dzięki oszustwom, prowadził niezwykle wystawne życie. Określają go także jako “autorytet wśród oszustów”, który swą metodę dopracował do perfekcji.

- Wynajmowali pokoje w renomowanych hotelach, gdzie wydawali huczne przyjęcia. Z tego, co nam wiadomo, Ł. nadal kolekcjonuje luksusowe zegarki i samochody – miał opowiadać polskim prokuratorom jeden z niemieckich policjantów cytowany przez “Gazetę Wyborczą”.

“Nie lubią Niemców”

Oszustwa metodą “na wnuczka” za granicą – zdaniem śledczych – miały się członkom klanu bardziej opłacać, ponieważ emeryci w krajach Europy Zachodniej mieli większe oszczędności. W marcu brat “Hossa” Adam P. mówił dziennikarzom w poznańskim sądzie, że w Polsce “nie ukradli nawet cukierka”, a przestępstwa poza granicami kraju tłumaczył m.in. tym, że “nie lubią Niemców”, bo członkowie ich rodziny zginęli w niemieckim obozie w Oświęcimiu.

Poznańskie media wskazywały ponadto, że wysoki standard życia cenili sobie także inni członkowie tego romskiego rodu. Podawały, że “gdy jeden z członków rodziny Ł. organizował wesele, gości przywoził helikopter”. Członkowie rodziny być znani ze słabości do luksusowych samochodów oraz kasyn, w których w ciągu jednej nocy potrafili przegrać nawet 100 tys. euro.

Rodzinny proceder

W działania przestępcze, poza bratem, mieli być zamieszani także inni członkowie rodziny “Hossa”, w tym m.in. jego syn oraz siostra Soraya, która miała własną szajkę. 10 maja Prokuratura Krajowa poinformowała, że do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił już akt oskarżenia przeciwko kobiecie.

Sorayę P. oskarżono o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było wyłudzanie pieniędzy i innych cennych przedmiotów “poprzez pozorowanie stosunku pokrewieństwa lub bliskiej znajomości z ofiarami” oraz o wyłudzenie 5 tys. euro na szkodę obywatelki Niemiec i usiłowanie wyłudzenia kolejnych 45 tys. euro.

Kobieta, podając się za członka rodziny pokrzywdzonych lub bliską znajomą, miała zwracać się z prośbą o przekazanie pieniędzy. Następnie inni członkowie grupy zgłaszali się do pokrzywdzonych i odbierali pieniądze, które przewozili do Polski kurierzy. Od końca sierpnia ub. roku Soraya P. przebywa w areszcie śledczym. Grozi jej do 12 lat więzienia.

Zgolił włosy i brodę, założył okulary

“Hoss” po raz pierwszy został zatrzymany na początku lutego tego roku na warszawskiej Woli. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji, z którego mężczyzna się nie wywiązywał. Sąd okręgowy rozpatrując zażalenie prokuratury zdecydował w połowie lutego o aresztowaniu “Hossa”, mężczyzna jednak uciekł.

Wystawiono za nim list gończy, a w poszukiwania zaangażowali się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania, specjalnej grupy zwanej “łowcy cieni”. 16 marca zatrzymali go na warszawskim Żoliborzu. Mężczyzna ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu; aby uniknąć zatrzymania zmienił wygląd – zgolił włosy i brodę, a także zaczął nosić okulary. Pomagał mu m.in. syn, który w przebraniu robotnika, donosił mu jedzenie. Od czasu zatrzymania go przez policję, “Hoss” przebywa w warszawskim areszcie.

Niemcy, Austria, Luksemburg

Poza sprawą w Poznaniu, przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzone jest także śledztwo przez warszawską prokuraturę okręgową, w której “Hoss” jest podejrzany o cztery oszustwa na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł dokonane m.in. w Niemczech, Austrii i Luksemburgu. Członkowie jego grupy mają na swym koncie wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach, były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Sprawa przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzona jest także w Austrii. Tamtejsi śledczy zarzucają mu wyłudzenie wraz z synem metodą “na wnuczka” ponad 1 miliarda euro w Austrii, Niemczech i Szwajcarii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Strażnicy więzienni obok osadzonych na jednej ławie oskarżonych. We Wrocławiu ruszył proces w sprawie korupcji i pobić w Zakładzie Karnym nr 1. Strażnicy za pieniądze mieli także pozwalać więźniom na seks z kobietami osadzonymi w żeńskiej części więzienia. Łącznie na ławie oskarżonych zasiadło siedem osób – czterech byłych strażników oraz trzech byłych i obecnych więźniów.

Zdaniem prokuratury, jeden z byłych strażników – Artur B. – miał w latach 2007-2008 za kwoty od 50 do 100 zł co najmniej dwukrotnie umożliwić jednemu z więźniów odbycie w celi stosunków płciowych z osadzonymi w tym samym więzieniu kobietami.

To absurd – bronią się strażnicy, którzy pojawili się dziś na sali sądowej by wesprzeć kolegów. Funkcjonariusz był człowiekiem widmo? Pobrał jakiegoś osadzonego, przeszedł z nim przez cały zakład i nikt go nie widział? Nie widzieli go oddziałowi, nie widziały go osoby dozorujące ze spaceru, dowódca zmiany, dyrektor, kierownik? Schował tę panią osadzona w kieszeń? Według mnie to jest niemożliwe, bo o tym musiałoby wiedzieć co najmniej 7, 8 osób pełniących służbę. Kpina – mówił jeden ze strażników.

Artur B. jest oskarżony także o to, że nakłonił więźniów do pobicia innego z osadzonych. Więźniowie, którzy za namową B. mieli pobić osadzonego, również zasiedli na ławie oskarżonych w tym procesie.

Byłym strażnikom więziennym prokuratura zarzuciła również m.in. przyjmowanie korzyści majątkowych w zamian za dostarczanie do więzienia zabronionych przedmiotów i substancji, w tym narkotyków i alkoholu. Jeden z oskarżonych odpowiada również za przyjmowanie korzyści majątkowych w zamian za wystawianie pozytywnych opinii, które miały pomagać osadzonym w ubieganiu się o przedterminowe zwolnienie.

Więźniowie w tym procesie odpowiadają za pobicie innego osadzonego oraz za kradzieże w więzieniu. Łącznie siedmiu oskarżonym postawiono 28 zarzutów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Karę 25 lat więzienia wymierzył w środę Sąd Okręgowy w Katowicach Januszowi T., ps. Krakowiak w głównym procesie jego gangu. Na dożywocie skazano egzekutora grupy Zdzisława Ł., ps. Zdzicho, a na 25 lat b. szefa mafii szczecińskiej Marka M., ps. Oczko – za zlecenie jednego z zabójstw. Zgodnie z nieprawomocnym wyrokiem, “Krakowiak” będzie mógł ubiegać się o zwolnienie po 20 latach, a “Zdzicho” – po 30.

Jeden z 11 podsądnych został uniewinniony. Pozostałym sąd wymierzył kary od 2 do 10 lat pozbawienia wolności. Na karę więzienia w zawieszeniu został skazany tylko Andrzej K., który przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia obciążające kompanów. Był to już drugi proces w tej sprawie, oskarżeni odpowiadali za ponad 40 czynów, m.in. zabójstwa i napady rabunkowe. Część poprzedniego wyroku, dotyczącą najpoważniejszych przestępstw uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach, nakazując powtórzenie procesu przez sąd okręgowy.

Sąd uznał w środę oskarżonych za winnych większości zarzucanych im przestępstw, sam Janusz T. – za kilkanaście. Skład orzekający nie miał wątpliwości, że T. założył w 1991 r. grupę, która z czasem przekształciła się w związek przestępczy o charakterze zbrojnym, popełniający najpoważniejsze przestępstwa. Tylko za ten czyn wymierzył mu 5 lat więzienia. Na 25 lat skazał go za przyjęcie od „Oczki” zlecenia zabójstwa konkurenta na Wybrzeżu Białorusina Wiktora F. Do zbrodni doszło w 1997 r. Według prokuratury i sądu do mężczyzny strzelał „Zdzicho”.

Sąd uznał „Krakowiaka” za winnego i wymierzył jednostkowe kary także m.in. za: zlecenie napadów rabunkowych na właściciela kantoru w Przemyślu i inkasenta krakowskiej firmy Rovita (obaj zostali zabici), zlecenie zabójstwa Mirosława S. w Koninie (ten mężczyzna przeżył), zlecanie kradzieży oraz produkcji i handlu narkotykami.

Zdzisława Ł. sąd skazał na dożywocie m.in. za zabójstwo Wiktora F. oraz zbrodnię w Przemyślu. Pozostałym wymierzył kary m.in.. za udział w rozbojach i kradzieżach.

Uzasadniając wyrok wobec Ł. sędzia Dorota Pasieka-Mrochem przypomniała, że choć dożywicie jest karą wyjątkową, to jednak w przypadku tego oskarżonego słuszną i sprawiedliwą. Zabicie człowieka w centrum miasta dla zdobycia wynagrodzenia zasługuje na szczególne potępienie. Ustalone okoliczności dają wyłącznie negatywny obraz Zdzisława Ł. jako sprawcy, przy braku okoliczności łagodzących – podkreśliła.

Sędzia Pasieka-Mrochem wskazała, że najważniejszymi dowodami w sprawie były zeznania dwóch świadków koronnych – Wiesława Cz. i Dariusza J. – a w procesie kluczowa była ocena ich wiarygodności. Sąd zaznaczył, że choć z powodu upływu czasu mylili się oni co do szczegółów lub niektórych rzeczy nie pamiętali, ich zeznania były wiarygodnie.

Sąd miał świadomość, że świadkowie koronni mogą zeznawać “instrumentalnie”, dlatego to, co zeznawali ocenił szczególnie wnikliwie, weryfikując je innymi dowodami; niedające się usunąć wątpliwości rozstrzygnął na korzyść oskarżonych – podkreśliła sędzia. Sąd zaznaczył, że poza koronnymi oskarżonych obciążają też inni świadkowie, a także jeden ze współoskarżonych.

Sędzia Pasieka-Mrochem przypomniała, że zakończony w środę proces dotyczył tylko wycinka działalności grupy. Przeciwko jej członkom toczyło się lub jeszcze toczy wiele innych postępowań.

Choć na ogłoszeniu wyroku stawiło się kilku oskarżonych, żaden z nich nie dotrwał do końca. Jeden z podsądnych, który odpowiadał w procesie z wolnej stopy, nie zgadzając się z orzeczeniem wykrzykiwał, że to “skandal”. Po upomnieniu przez sąd, opuścił salę rozpraw.

Zdzisław Ł. stał nie tylko podczas ogłaszania samego wyroku, ale także gdy sąd wygłaszał ustne uzasadnienie. Czasem uśmiechał się, spoglądał znacząco na współoskarżonych lub gestykulował – wzruszał ramionami lub rozkładał ręce. Po przerwie oświadczył : „Nie będę już tego słuchał. To jest skandal” i poprosił o wyprowadzenie. Jako ostatni o wyprowadzenie z sali poprosił „Krakowiak”. Nie było na niej już wtedy obrońców.

Z wyroku zadowolony był prokurator Michał Binkiewicz, choć zapowiedział odwołanie od uniewinnienie jednego z oskarżonych. „Ustne motywy sądu, a przede wszystkim treść wyroku kategorycznie i jednoznacznie wskazują, że ustalenia poczynione przez organy ścigania w toku śledztwa zostały uznane przez sąd jako poprawne i prawdziwe” – powiedział prokurator dziennikarzom. Dodał, że prokuratura jest też usatysfakcjonowana karami wymierzonymi oskarżonym o najcięższe przestępstwa, bo są one zbieżne z wnioskami oskarżenia.

Obrona nie zgadza się z sądem, który za wiarygodne uznał zeznania świadków koronnych. “Pamięć ludzka jest zawodna, natomiast świadkowie koronni w toku tego postępowania wielokrotnie zeznawali rozbieżnie, sąd mimo wszystko przypisał im walor wiarygodności” – powiedział obrońca Janusza T., Łukasz Nowak. Zaznaczył, że decyzja w sprawie ewentualnej apelacji zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem orzeczenia.

Opisujący 57 zarzutów akt oskarżenia trafił do sądu w czerwcu 2000 r., wówczas na ławie oskarżonych zasiadło 36 osób. Pierwszy proces, w którym na ławie oskarżonych początkowo zasiadało 36 osób, rozpoczął się w lutym 2001 r. i zakończył w 2008. Tamte wyroki były podobne do tych, jakie zapadły środę. W 2010 r. Sąd Apelacyjny z powodów proceduralnych uchylił część wyroku, dotyczącą najważniejszych zarzutów, do ponownego rozpatrzenia. Już wtedy potwierdził, że nie ulega wątpliwości, iż Janusz T. założył i kierował związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym i utrzymał kilkuletnie wyroki wobec większości z oskarżonych.

Zdaniem prokuratury związek przestępczy kierowany przez “Krakowiaka” należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie w południowej Polsce. Jak zeznawali świadkowie koronni, w szczytowym okresie działalności liczył około 300 osób. Do sądów trafiło ok. 20 aktów oskarżenia przeciwko tej grupie.

Według śledczych i sądu, gang miał ustaloną strukturę i hierarchię, z niekwestionowanym przywódcą i “organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań – np. “egzekutor” zajmował się zabójstwami i wyznaczaniem kar niepokornym gangsterom, “skarbnik” dbał o pomoc prawną dla aresztowanych członków grupy i ich rodzin.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

W Madrycie rozpoczął się we wtorek proces o korupcję, w którym na ławie oskarżonych zasiadają m.in. byli deputowani rządzącej Partii Ludowej (PP). Tzw. sprawa Guertel dotyczy nieuczciwego rozstrzygania przetargów na usługi i roboty publiczne w zamian za łapówki. Proces, nazywany przez prasę procesem roku, rozpoczął się siedem lat po pierwszych aresztowaniach. Prokuratura domaga się łącznie 732 lat pozbawienia wolności dla 37 oskarżonych, którzy będą musieli odpowiadać na pytania na temat wyszukanego systemu łapówek, fałszywych faktur i pieniędzy ukrywanych za granicą.

Na ławie oskarżonych zasiada m.in. 12 byłych deputowanych i wysokich rangą przedstawicieli centroprawicowej PP p.o. premiera Mariano Rajoya. Mieli być częścią siatki, która w latach 1999-2005 zdefraudowała dziesiątki milionów euro ze środków publicznych.

- Złodzieje! – wykrzykiwali demonstranci, którzy powitali oskarżonych przed madryckim sądem Audiencia Nacional, zajmującym się sprawami polityczno-finansowymi.

Gwiazdą procesu jest dawny skarbnik PP w latach 1988-2009 Luis Barcenas, któremu zarzuca się ukrycie kilkunastu milionów euro w szwajcarskim banku.

“Nielegalne wzbogacanie się na środkach publicznych”

Według prokuratury siatką, której celem było “nielegalne wzbogacanie się na środkach publicznych”, kierował biznesmen Francisco Correa. Prokuratura domaga się dla Correi, który kazał się nazywać “don Vito” jak bohater “Ojca chrzestnego”, kary 125 lat więzienia. Correa jest znany z tego, że był w bliskich stosunkach z byłym konserwatywnym premierem Jose Marią Aznarem. Ten zaprosił go nawet na ślub swojej córki – Correa był jednym ze świadków.

Między 1999 rokiem a 2005 rokiem Correa miał wręczać łapówki i prezenty deputowanym PP. W zamian jego firmy lub firmy jego znajomych wygrywały przetargi na usługi, roboty publiczne czy obsługę wydarzeń, np. wizyty papieża Benedykta XVI w Walencji w 2006 roku. W 2015 roku internetowy dziennik eldiario.es opublikował “wyznanie” Correi, w którym ujawnił on, że szefowie firm wypłacali mu “prowizję w wysokości 2-3 proc.” od kwoty udzielonych zamówień publicznych. Następnie Correa pobierał swoją część pieniędzy, a resztę, w gotówce, przekazywał skarbnikowi PP Barcenasowi.

Potajemnie nagrywał kompromitujące rozmowy

Prawą ręką Correi był ówczesny sekretarz ds. organizacyjnych PP w Galicii, Pablo Crespo. Na okoliczności łagodzące w procesie może liczyć były radny PP z Majadahonda pod Madrytem, Jose Luis Penas, który ujawnił aferę, potajemnie nagrywając przez dwa lata kompromitujące rozmowy Correi z innymi oskarżonymi. W 2014 roku skandal doprowadził do dymisji minister zdrowia Any Mato, której ówczesny mąż Jesus Sepulveda jest sądzony za sprzeniewierzenie środków publicznych i handel wpływami, gdy był burmistrzem miasta Pozuelo w latach 2003-2009. Według prasy jednym z prezentów podarowanych rodzinie był samochód marki Jaguar.

W tym samym madryckim sądzie toczył się we wtorek proces byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Rodrigo Rato. Rato, który niegdyś był filarem PP, jest oskarżony o sprzeniewierzenie funduszy hiszpańskiej grupy bankowej Bankia za pomocą służbowych kart kredytowych między 2010 rokiem a 2012 rokiem. Chociaż w wyborach z grudnia ub.r. PP straciła większość bezwzględną w parlamencie, to wciąż jest największą hiszpańską partią. Po ponad dziewięciu miesiącach paraliżu politycznego Rajoy liczy na to, że dzięki kryzysowi wewnątrz partii socjalistycznej uda mu się ostatecznie sformować nowy rząd.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed łódzkim sądem rozpoczął się proces 28-letniego Dawida B. zwanego “królem dopalaczy”, którego prokuratura oskarżyła o sprzedaż dopalaczy i sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia.

Na ławie oskarżonych zasiadło też trzech wspólników Dawida B., dwóch z nich jest oskarżonych o to, że ustalali skład chemiczny dopalaczy i je produkowali, przez co sprowadzili niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia 35 osób. Wspólnikom Dawid B. także grożą kary do 8 lat więzienia.

Prokuratura zarzuca Dawidowi B., że w 2010 roku w Łodzi i innych miastach w sieci sklepów Smart Szop, których był właścicielem handlował dopalaczami jako artykułami kolekcjonerskimi. Ponadto wyprodukował i wprowadził do obrotu produkty niebezpieczne dla zdrowia i życia wielu osób. Oddziały firmy Dawida B. działały w Zgierzu, Piotrkowie Trybunalskim, Tomaszowie Mazowickim i Grudziądzu. Po spożyciu wprowadzonych na rynek dopalaczy do szpitali trafiły łącznie 52 osoby.
Żródło info i foto: radiolodz.pl

Comments Brak komentarzy »

W poniedziałek rusza drugi proces ws. zabójstwa byłego szefa policji gen. Marka Papały. W pierwszym, dotyczącym spisku na życie Papały, dwaj oskarżeni zostali uniewinnieni. W drugim w ławach oskarżonych zasiadają inni ludzie i nie dotyczy on zaplanowanej zbrodni, a przypadkowego zabójstwa. To przede wszystkim będzie test na sprawność i skuteczność działania organów ścigania. Głównym oskarżonym w drugim procesie ws. zabójstwa Papały jest były złodziej samochodowy i świadek koronny Igor M. ps. Patyk (w czasie programu ochrony świadka zmienił nazwisko z Ł. na M.). To on, zdaniem łódzkich śledczych, miał 25 czerwca 1998 r. oddać śmiertelny strzał do gen. Marka Papały, wysiadającego na parkingu bloku przy ul. Rzymowskiego.

To mógł być każdy?

Zabójstwo miało być wynikiem tragicznego zbiegu okoliczności. – Sprawcy nie mieli świadomości, komu chcieli ukraść auto. Stąd przypadkowość tego zdarzenia. Wydaje się, że mogło to spotkać każdą inną osobę, która spełniała określone warunki – mówił Jarosław Szubert, jeden z referentów sprawy.

„Patykowi” w ławach oskarżonych towarzyszyć będzie jeszcze sześciu innych złodziei samochodów. Jeden z nich, Mariusz M., miał wg. śledczych być na miejscu zbrodni i brać udział w próbie kradzieży daewoo espero generała. Gdy w 2012 r. doszło do zatrzymań „Patyka” i Mariusza M., obaj usłyszeli zarzuty zabójstwa. Już wtedy pojawiły się wątpliwości, dlaczego dwie osoby mają zarzut zabójstwa, skoro zabójstwo było przypadkowe, a sprawcy nie chcieli nikogo zabijać, ale „tylko” ukraść samochód. Jednak po dwóch latach łódzcy śledczy zmienili zarzuty Mariuszowi M. na usiłowanie rozboju.

Igorowi M. grozi 25 lat więzienia, a Mariuszowi M. do 15 lat pobytu za kratami. Ich pięciu kompanów odpowie za kradzieże samochodów. Choć zdaniem łódzkich prokuratorów sprawa jest prosta, to jednak pełno w niej wątpliwości. Po co zawodowym złodziejom był niechodliwy samochód, wart wg. szacunków prokuratury ok. 30 tys. zł?

Nie jest tajemnicą, że „Patyk” i spółka rabowali auta warte grubo powyżej 120 tys. zł. Więc dlaczego zdecydowali się ukraść samochód, który trudno byłoby im sprzedać? – Dysponujemy materiałem dowodowym, który zawiera odpowiedź na pytanie, jak to się stało, że złodzieje samochodowi podeszli akurat do tego auta – przekonywał Szubert.

„Zróbmy tira”

Prokuratura łódzka nie chciała tego powiedzieć oficjalnie, ale wersja śledczych zakłada, że „Patyk” i M. potrzebowali właśnie daewoo, bo chcieli wykorzystać auto do napadów na tiry. Właśnie o takie przestępstwa chciał „Patyk” rozszerzyć działalność swojej grupy. Igor M., gdy zeznawał w 2001 r., nie krył tego faktu. „W 1998 r. przez „Cegłę” poznałem Andrzeja „Rigodona”, który wraz z (…) tworzyli grupę zajmującą się napadami na tiry. (…) „Rigodon” prosił mnie o załatwienie im mundurów policyjnych i samochodów, które mogą być wykorzystane w napadach” – czytamy w zeznaniach „Patyka” z 2001 r.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Ta okrutna zbrodnia wstrząsnęła mieszkańcami Sokółki. Teraz na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Białymstoku zasiedli trzej oprawcy, którzy w styczniu 2009 roku bestialsko zgwałcili i zamordowali 27-letnią Agnieszkę Michniewicz.

Ciało kobiety było zmasakrowane, nosiło ślady bicia. Ofiara została zgwałcona, miała podcięte gardło i kilkadziesiąt ran od noża. Policjanci wykonali ogromną pracę, przesłuchali ponad 130 świadków, ale nie udało im się zdobyć istotnych informacji. Śledztwo umorzono. Jednak grupa kryminalnych z białostockiego „Archiwum X” po 5. latach ponownie zajęła się sprawą. Nowoczesne metody badania zebranych śladów pozwoliły dotrzeć do A.K., M.P., i P.N. – przyjaciół z klasy licealnej w Sokółce (sąd, prawdopodobnie w obawie przed linczem bandytów zakazał ujawniać nawet ich imiona). Mieli wtedy 17, 18 i 19 lat.

Śledczy ustalili, że w dniu zabójstwa urwali się na wagary i pili w parku alkohol. Wtedy P.N. wspomniał o dziewczynie, która zaprosiła go na kawę. Poszli do niej we trzech. Agnieszka ufnie wpuściła ich do mieszkania. Wtedy goście zażądali, by dziewczyna uprawiała z nimi seks. Przerażona Agnieszka odmówiła, więc bili ją i dusili, gdy zaczęła krzyczeć, wbijali w jej ciało kilkadziesiąt razy kuchenny nóż. Później skradli komputer i pierścionek. Zamknęli mieszkanie na klucz i uciekli niezauważeni.

M.P. zatrzymano pierwszego, odsiadywał dwuletni wyrok za kradzieże i napad. A.K. i P.N. zatrzymano w Wielkiej Brytanii. Wszystkim grożą wyroki 25 lat więzienia lub dożywocie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

12 października rusza kolejny proces w sprawie zabójstwa byłego szefa policji generała Marka Papały. Oskarżono o to złodzieja samochodów Igora M., ps. Patyk. Według prokuratury Papała był przypadkową ofiarą, a łupem miało paść jego auto. Wcześniej w innym wątku, dotyczącym nakłaniania do zabójstwa Papały, prawomocnie uniewinniono gangsterów Ryszarda Boguckiego i Andrzej Z. “Słowika”. Według łódzkiej prokuratury 41-letni Igor M. (dawniej – Ł., jest on świadkiem koronnym, od lat współpracującym z organami ścigania) zastrzelił Papałę w trakcie próby kradzieży jego samochodu. Zdaniem łódzkich śledczych były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego daewoo espero i prawdopodobnie nie wiedzieli, do kogo ono należy.

Brak dowodów na zabójstwo na zlecenie

Śledczy utrzymują, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa gen. Papały. Z ustaleń śledztwa wynika, że “Patyk”, jeszcze przed zabójstwem, w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Wraz z Igorem M., w maju br., oskarżonych zostało sześć osób, którym zarzucono kradzieże kilkudziesięciu samochodów osobowych pod koniec lat 90. Trzem z nich zarzucono także usiłowanie dokonania rozboju wobec Papały. Na ławie oskarżonych zasiądzie m.in. 38-letni Mariusz M. Według prokuratury on także był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Początkowo miał on zarzut udziału w zbrodni, ale później prokuratura zmieniła go – jest on oskarżony o usiłowanie rozboju na szkodę Papały.

“Patykowi”, według prokuratury, grozi kara 25 lat więzienia, a Mariuszowi M. – do 15 lat więzienia. Obaj w śledztwie nie przyznali się do winy. Akta sprawy liczą ponad 400 tomów. W maju Sąd Apelacyjny w Warszawie przedłużył Igorowi M. areszt do końca listopada.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Miała pół roku, gdy zmarła. Sekcja wykazała, że powodem były niedożywienie i zaniedbanie. W środę na ławie oskarżonych zasiądą rodzice Madzi, oskarżeni o znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem oraz znachor Marek Haslik. To właśnie porady pseudolekarza miały doprowadzić do zagłodzenia niemowlęcia. Proces rodziców i znachora będzie niejawny. Tak postanowił pod koniec maja nowosądecki sąd, zastrzegając, że jawny będzie wyrok. Obrońcy Marka Haslika domagają się ponownego przesłuchania ponad 250 świadków. Decyzja w tej sprawie ma zapaść podczas pierwszej rozprawy w tym procesie.

Nie wiadomo też, czy na rozprawie znachor się zjawi. Ze względu na utajnienie procesu sąd nie ujawnia opinii biegłych kardiologów i nie wiadomo czy stan zdrowia Haslika pozwala na jego udział w procesie.

Oskarżony o “sprawstwo kierownicze”

Uzdrowiciel jest oskarżony o “sprawstwo kierownicze”, ponieważ to jego pseudo-lekarskie porady miały doprowadzić do śmierci dziewczynki. Haslik odpowie za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i w konsekwencji jego zgon oraz za świadczenie usług medycznych bez uprawnień. Pod koniec czerwca ubiegłego roku sąd zgodził się na podanie danych znachora do publicznej wiadomości. Mężczyźnie grozi do 5 lat więzienia. W śledztwie nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Matka dziewczynki przyznała, że w leczeniu córki razem z mężem korzystali z jego usług. Jej wersję potwierdził także ojciec dziecka. Akt oskarżenia w sprawie zagłodzonej dziewczynki, wpłynął do nowosądeckiego sądu na początku kwietnia tego roku.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces w sprawie zabójstwa w Rakowiskach. Na ławie oskarżonych zasiedli Zuzanna M. i Kamil N. W tym tygodniu sąd przesłucha kilkanaście osób.

Już na godzinę przed rozprawą pod niedawno wyremontowanym budynkiem sądu uwijali się pracownicy techniczni stacji telewizyjnych. Na żywo “wchodzili” dziennikarze trzech największych telewizji informacyjnych. Informacjami z Lublina otwierano także serwisy lokalnych i ogólnopolskich stacji radiowych. Pierwszej rozprawie przyglądało się łącznie około dwudziestu dziennikarzy i fotografów. Była także kilkunastoosobowa publiczność, głównie złożona z rówieśniczek oskarżonych. Na wokandzie znalazły się we wtorek nazwiska dwojga pokrzywdzonych i dwojga świadków. Pokrzywdzeni mieli zeznawać od 9.30, ale nie pojawili się w sądzie. Świadkowie to Linda M. i Marcin S., skazani już za pomoc oskarżonym o zabójstwo. Sąd słuchał ich od godziny 12.00.

Godzina 9.31. Protokolant wywołuje: “Sprawa Kamila N. i Zuzanny M.”. Tłum szybko przeciska się przez drzwi sali rozpraw nr 17, największej w sądzie, przystosowanej do sądzenia niebezpiecznych przestępców. O specyfice tej sali świadczy fakt, że aby oskarżeni coś usłyszeli, przedstawciele stron musieli zwracać się do mikrofonu. Dziennikarze od razu podchodzą do stołu, za którym siedzą sędziowie – Arkadiusz Śmiech (przewodniczący) i Andrzej Klimkowski oraz ławnicy Ulesława Lübek, Anna Rycek i Jolanta Kais. Niektórzy już wyciągają dowody osobiste, ale sąd szybko oznajmia: nie ma jeszcze decyzji co do rejestracji rozprawy.

Dwie minuty później wchodzą ci, na których czekają wszyscy fotoreporterzy i dziennikarze. Pierwszy Kamil N., za nim Zuzanna M. Powietrze przeszywa dźwięk kilkunastu zamknięć migawek w ciągu sekundy. Walka o każdy centrymetr, żeby głowa kolegi po fachu nie zasłoniła głów, na których widok – choć ocenzurowany – czekają interesujący się sprawą. Sąd daje czas na spełnienie dziennikarskich obowiązków. – Proszę o nieutrudnianie postępowania – mówi sędzia Śmiech do fotografów, którzy zasłaniają mu prokuratora. Powtórzy to jeszcze dwa razy w ciągu najbliższych kilkudziesięciu minut. Po chwili poleca rozkucie oskarżonych.

Następnie sędzia otworzył przewód sądowy. Kamila N. broni adwokat z urzędu Małgorzata Lustyk-Portuś. Zuzanna M. ma obrońcę z wyboru, lubelskiego adwokata Tomasza Nowaka. Bialski ośrodek zamiejscowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie reprezentował prokurator Marek Maksymowicz.

Obrońca Zuzanny M. składa wniosek o wyłączenie jawności. Takie pismo w aktach pojawiło się już 22 czerwca. Wnosi także o rozpatrzenie tego wniosku za zamkniętymi drzwiami. Argumentuje to punktami kodeksu postępowania karnego, dozwalającymi na wyłączenie rozprawy, której jawność mogłaby obrazić dobre obyczaje i naruszyć ważny interes prywatny. Adwokat Kamila N. oraz prokurator poparli ten wniosek. Jak dodał prok. Maksymowicz, zwróciła się do niego o to matka zamordowanej Agnieszki O.

W trakcie przerwy, podczas której sąd rozpatrywał wniosek, na korytarzu wśród dziennikarzy panowała raczej pewność, że następnym posiedzeniem, na którym będą mogli pojawić się w sali rozpraw, będzie to, na którym zostanie ogłoszony wyrok. Po trzynastu minutach obrońcy i prokurator wyszli z sali. Adwokata Nowaka otoczyli dziennikarze, jednak z uwagi na charakter wniosku powiedział im tylko, że w jego ocenie istnieją ku wyłączeniu jawności ustawowe przesłanki, bez podawania szczegółów.

Mijała 29. minuta przerwy, kiedy zebranych zaproszono do powrotu na salę. O 10.09 sąd ogłosił, że jawność rozprawy zostaje wyłączona na czas składania wyjaśnień przez oskarżonych, na czas przesłuchania świadków i osób najbliższych oskarżonym. Jako powód podał ważny interes osób najbliższych pokrzywdzonym.

Następnie prokurator odczytał akt oskarżenia: “Oskarżam Kamila N. i Zuzannę M. o to, że w nocy z 12 na 13 grudnia 2014 roku w Rakowiskach, powiatu bialskiego, działając wspólnie i w porozumieniu, z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Jerzego N. i Agnieszki O., zadali im po kilkadziesiąt uderzeń trzema nożami o długości ostrzy około 15 centymetrów, powodując u Jerzego N. kilkadziesiąt ran ciętych i kłutych całego ciała, z następowym uszkodzeniem płuc, naczyń żylnych i tętniczych przedramion oraz wątroby i krezki jelita cienkiego, a u Agnieszki O. kilkadziesiąt ran ciętych i kłutych całego ciała, z następowym uszkodzeniem płuc i naczyń tętniczych lewej kończyny górnej oraz wątroby, co skutkowało krwotokami wewnętrznymi i zewnętrznymi oraz anemizacją narządów wewnętrznych, w wyniku których pokrzywdzeni zmarli”.

Podczas odczytywania aktu oskarżenia Zuzanna M. zakryła twarz dłonią. Na chwilę zdjęła także ciemne okulary, w których przyszła na salę. Sposób, w jaki wykonała te gesty, mógł zarówno sugerować obserwatorom, że ociera łzy, ale też np. że po prostu przeciera spocone czoło. Żadnych łez jednak nie sposób było dostrzec, kiedy już odsunęła rękę. Oprócz tego, przez cały czas trzymała ją na kolanie nogi założonej na drugą nogę. Żadnych łez nie można było także zobaczyć na twarzy Kamila N. Patrzył on w stronę sędziego lub w podłogę. Emocje, jakie wyrażał, można podsumować jako smutną obojętność.

To, co działo się na sali później, pozostaje tajemnicą protokołu rozprawy. “Dziennik Wschodni” nieoficjalnie poinformował, że oskarżeni podtrzymwali, że przyznają się do winy. Jak informuje TVN24, w środę sąd ma zamiar przesłuchać 15 świadków. Biuro prasowe sądu poinformowało nas, że rozprawa rozpocznie się o 9.30. Trzecia rozprawa rozpocznie się 15 września o 10.00 i zostaną na niej wysłuchani biegli. Według obecnego stanu, będzie to rozprawa jawna. Być może wtedy oskarżeni usłyszą wyrok. Oskarżeni nadal nie odezwali się ani słowem w momentach, w których dziennikarze mogliby zarejestrować ich głos.
Żródło info i foto: Biała24.pl

Comments Brak komentarzy »