Anglia: Pedofil skazany na 11 lat więzienia za gwałt na 4-latce. Współwięzień wymierzył mu własną karę

Zawiązał oczy 4-letniej dziewczynce, a potem brutalnie ją zgwałcił. Za to bestialstwo Jonathan Byram został skazany przez sąd na 11 lat więzienia. To jednak nie najgorsza kara, jaka go spotkała. Jak ujawnia prawniczka pedofila, jej klient przechodzi za kratkami prawdziwe piekło. Tym razem własną sprawiedliwość postanowił wymierzyć mu kolega z celi.

Prawniczka Jonathana Byrama przed sądem w Leeds (Anglia) ujawniła szczegóły pobytu swojego klienta w więzieniu. – Musi nieustannie walczyć. Teraz został zaatakowany przez swojego kolegę z celi – mówi Katherine Robinson. – Ktoś może myśleć, że na to zasłużył i on to rozumie – dodaje adwokat.

Rozprawa skazująca Byrama została na krótko przerwana po wybuchu agresji jednego z widzów słuchających szczegółowego opisu tego, co zrobił Byram. Pracownicy ochrony zostali wezwani do sali rozpraw po tym, jak mężczyzna krzyknął: „Lepiej dajcie mu dożywocie, bo inaczej go zabiję!”

Prokurator Rupert Doswell opowiedział sądowi, jak 50-latek polował na dziewczynkę. Policja dowiedziała się o wszystkim, gdy 4-latka opowiedziała krewnemu, co ją spotkało. Podała też opis krawata, którym pedofil zasłonił jej oczy przed zgwałceniem. Taki sam znaleziono w domu Byrama w miejscowości Hazel Close.

Mężczyzna przyznał się do winy. Był już wcześniej karany za podpalenie, okrucieństwo wobec dzieci i napaść. Byram został skazany na 11 lat wiezienia. Zostanie także na całe życie wpisany do rejestru przestępców seksualnych. Nie wymaże to traumy, jaka powstała w umyśle 4-latki, ale być może dzięki temu zboczeniec nie skrzywdzi już więcej żadnego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Leeds: Dwaj Polacy skazani na 21 lat więzienia za zabójstwo 30-letniego Maksyma Polomki

30-letni Maksym Polomka został zamordowany w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Oskarżeni o jego zabójstwo zostali dwa Polacy, 29-letni Tomasz D. i 28-letni Paweł S. Zostali skazani na 21 lat więzienia. Do zabójstwa 30-letniego Maksyma Polomki doszło w grudniu ubiegłego roku. Mężczyzna dostał osiem ciosów nożem w głowę, szyję i ciało na ulicy Robb Street w brytyjskim Leeds.

– To była niepotrzebna śmierć, żal obiecującego młodego życia. Każde morderstwo przerywa jedno życie, ale niszczy wiele innych – powiedział sędzia Tom Bayliss, uzasadniając wyrok 21 lat więzienia dla oskarżonych.

Maksym Polomka w drugi dzień świąt był na przyjęciu w domu Tomasza D. w Leeds. Towarzyszyła mu dziewczyna, Natalia P. W pewnym momencie para się pokłóciła, a Maksym miał potrząsnąć dziewczyną – informuje portal leeds-live.co.uk.

Nie spodobało się to jednemu z biesiadników, Pawłowi S. Złapał nóż kuchenny i powiedział do Maksyma: – Zaraz cię pokroję na kawałki. Gospodarz, Tomasz D. uderzył maksyma w głowę teleskopową pałką i też złapał za nóż kuchenny. Jego partnerka próbowała go powstrzymać, ale bezskutecznie.

Zdruzgotana rodzina

Maksym Polomka wyszedł z domu, ale mężczyźni poszli za nim i zaatakowali go na ulicy. Dostał osiem ciosów nożem. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie zmarł po dwóch dniach. Sędzia odczytał zeznania bliskich i rodziny Maksyma. Jego dziewczyna powiedziała, że „ma złamane serce i po śmierci ukochanego jej życie jest pozbawione sensu”.

„Wciąż mamy łzy w oczach, jak tylko pomyślimy o naszym ukochanym synu. Każde Boże Narodzenie będzie nam przypominało o tym przerażającym dniu” – powiedzieli Andrzej i Małgorzata, rodzice Maksyma.
Źródło info i foto: wp.pl

Leeds: Zatrzymano kolejne osoby w sprawie pobicia Polaków

Brytyjska policja aresztowała kolejne dwie osoby w sprawie brutalnego pobicia dwóch Polaków w miejscowości Leeds. To nastoletni chłopcy w wieku 13 i 17 lat. Nastolatkowie są obecnie przesłuchiwani przez policję.

Do brutalnego ataku na dwóch obywateli Polski doszło w piątek 9 września w Leeds w Wielkiej Brytanii. Jak podała tamtejsza policja, za napaść na Polaków odpowiada grupa ok. 20 zakapturzonych nastolatków. Jedna z ofiar została pobita tak dotkliwie, że wymagała hospitalizacji i interwencji chirurgicznej. Drugi Polak odniósł lekkie obrażenia.

14 września w sprawie zatrzymano pięciu nastolatków w wieku 14, 15 i 16 lat. Zostali przesłuchani i zwolnieni do domu za kaucją. W czwartek 15 września policjanci zatrzymali kolejne dwie osoby, które brały udział w pobiciu Polaków. To 13- i 17-letni chłopcy. Obecnie są oni przesłuchiwani na komisariacie. Paul Money szef policji z hrabstwa West Yorkshire poinformował, że śledztwo w sprawie pobicia Polaków zyskało status priorytetu głównie ze względu na znaczenie tego incydentu dla lokalnej społeczności, a w szczególności dla Polaków mieszkających w Leeds. Pobicie zostało uznane za atak na tle nienawiści narodowościowej.

Policjanci z Leeds wciąż apelują do świadków zdarzenia, by zgłaszali wszelkie informacje, które pomogą wyjaśnić dokładne okoliczności tego zdarzenia.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Leeds: Polak popełnił samobójstwo?

Według nieoficjalnych informacji brytyjskiego korespondenta RMF FM Bogdana Frymorgena, nic nie wskazuje na to, by ktoś się przyczynił do śmierci Polaka w Leeds. Jego zwłoki odkryto tydzień temu w lesie na przedmieściach. Jak udało się nieoficjalnie ustalić korespondentowi radia w Londynie, nic nie wskazuje na to, by do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie. Jego ciało znaleziono miesiąc od zgłoszenia zaginięcia, dlatego po sekcji zwłok konieczne było wykonanie dodatkowych badań.

Niewykluczone, że mężczyzna popełnił samobójstwo. Policja w żaden sposób nie wiąże tego przypadku z atakiem na Polaka, do którego doszło w Leeds przed kilkoma dniami. 44-letniego Janusza C. widziano ostatni raz w tym mieście 8 sierpnia w dzielnicy Seacroft. Był u przyjaciół. Kilka dni później miał wrócić do Szwecji, gdzie pracował.
Żródło info i foto: interia.pl

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie pobicia Polaków w Leeds

Warszawska prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie pobicia dwóch Polaków w miniony piątek w Leeds w Wielkiej Brytanii. Jak powiedział prok. Michał Dziekański, postępowanie wszczęto na podstawie art. 158 Kodeksu karnego. Przewiduje on karę do lat 3 więzienia dla tego, kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia. Jeżeli następstwem bójki lub pobicia jest ciężki uszczerbek na zdrowiu, sprawca podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Prok. Dziekański dodał, że w ramach śledztwa prokuratura zamierza zwrócić się do strony brytyjskiej o przesłanie kopii materiałów tamtejszego postępowania. Z kolei w Polsce będą przesłuchiwane osoby najbliższe dla pokrzywdzonych, które miałyby jakieś informacje w tej sprawie.

Policja z West Yorkshire poinformowała dziś o zatrzymaniu tego dnia w związku z pobiciem w Leeds czterech młodych ludzi w wieku 14, 15 i 16 lat. Są podejrzewani o napaść na tle ksenofobicznym i spowodowanie znacznego uszczerbku na zdrowiu Polaka, a także o naruszenie porządku publicznego. W środę i czwartek będą przesłuchiwani. Pragnę podkreślić, że tego typu przestępstwa i incydenty są kompletnie nieakceptowalne i nie będą tolerowane – zapewnił szef lokalnej policji Paul Money.

W miniony piątek w Leeds, w hrabstwie West Yorkshire, doszło do napadu na dwóch Polaków. Według brytyjskiej policji, zostali oni zaatakowani przez ok. dwudziestu zakapturzonych nastolatków. Jeden z Polaków został poważnie ranny; trafił do szpitala, bo wymagał interwencji chirurgicznej. Tamtejsza policja uznała atak za przestępstwo na tle nienawiści narodowościowej.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Ciało znalezione w lesie w Leeds to zaginiony Polak?

Ciało znalezione w lesie w Leeds to prawdopodobnie zwłoki zaginionego Polaka. Zwłoki znaleziono 8 września. Chociaż nie została jeszcze przeprowadzona formalna identyfikacja, rzecznik miejscowej policji poinformował, że zmarły to prawdopodobnie Janusz C. Zaginionego Polaka ostatni raz widziano 8 sierpnia w dzielnicy Leeds Seacroft, gdzie przebywał w odwiedzinach u przyjaciół. Kilka dni później miał wrócić do Szwecji, gdzie pracował.
Żródło info i foto: wp.pl

Leeds: „Atak na Polaków nikogo tu nie dziwi”

Położona w blisko milionowym Leeds dzielnica Armley nie pasuje do życia uniwersyteckiego miasta. Wysoki poziom bezrobocia, biedy i frustracji – wyrażonej najwyższym w mieście poziomem prób samobójczych – mieszają się z trudnym doświadczeniem tysięcy imigrantów.

Wśród nich – Polacy. Według spisu powszechnego z 2011 roku w Leeds w północnej Anglii jest ich około 7 tysięcy – jeden procent ludności miasta. W Armley stanowią kilka procent, ale chodząc głównymi ulicami dzielnicy trudno pozbyć się wrażenia, że jest ich wielokrotnie więcej. Na głównej arterii Armley Town Street mieści się kilkanaście sklepów sprzedających polskie produkty, z polską obsługą i napisami po polsku. Język polski jest słyszalny co najmniej tak samo jak angielski, jeśli nie bardziej.

Oprócz nich ludzie zewsząd. Na pojedynczych witrynach widnieją napisy po czesku, słowacku, litewsku, rosyjsku. W zaułkach gromadzą się niewielkie grupy, m.in. słowackich Romów, a lokalne puby – pomimo wczesnych godzin popołudniowych – są pełne Brytyjczyków. To w większości robotnicy fizyczni – część na emeryturze.
Niegdyś kwitł tu przemysł, bo Leeds wyrosło na rewolucji przemysłowej. Armley w XVIII i XIX wieku słynęło z produkcji tekstyliów. Później było gorzej: najważniejszą firmą w dzielnicy była fabryka azbestu. Po drugiej wojnie światowej władze Leeds próbowały zmienić wizerunek tej części miasta. Zniszczenia pomogły przyspieszyć decyzję o przebudowie na dzielnicę mieszkalną. Udało się tylko połowicznie: w Armley znajduje się wiele domów, ale głębsze problemy społeczne nie zostały rozwiązane. Dzisiaj ta część miasta jest najbardziej znana z pobliskiego więzienia. I kłopotów.

Lokalny policjant ocenił w anonimowej rozmowie, że piątkowy atak grupy wyrostków na dwóch Polaków – jeden został poważnie pobity i wyszedł ze szpitala dopiero w poniedziałek po południu – nawet go nie dziwi. – Nie wiem, czy to jest koniecznie związane z referendum. Do takich incydentów dochodzi bez przerwy, ale często nikt tego nawet do nas nie zgłasza, więc nie możemy wszcząć śledztwa. Problem jest ogromny – przyznał.

Paulina, młoda Polka pracująca w polskim sklepie Fresh Metro w Armley, pracowała w piątek wieczorem na zmianie w pobliżu miejsca pobicia. – Krzyczeli, śmiali się. To wyglądało poważnie. Przyszła tutaj taka starsza pani i mówiła, że ten chłopak, którego potem pobili, szarpał ją za ramię i prosił, żeby mu pomóc, ale miała ze sobą dzieci, bała się – relacjonowała.

Tutaj, w Armley, naprawdę nie jest bezpiecznie – po prostu, nie tylko dla Polaków. (…) Po Brexicie pojawiał się ten temat, ale ogólnie opinia Polaków tutaj jest taka, że trzeba wracać do Polski – ze strachu. Ja się nie boję, osobiście nie narzekam, mieszkam poza Armley, ale z tego co słyszę, to ludzie nie są zachwyceni – powiedziała.

Marcin Kleszczyński, który w ramach organizacji „Pomoc Help” pomaga mieszkającym w Armley Polakom, ostrożnie dobierał słowa, kiedy dziennikarze pytali go o sytuację w tej części miasta. – To pierwszy atak na taką skalę, ale na mniejszą. Były zawsze jakieś słowne utarczki, małe pobicia – powiedział.

Dużo ludzi, którzy niezbyt nas rozumieją – naszą sytuację i to, dlaczego tu jesteśmy – i uważają, że wszystko jest naszą winą. To powoduje niechęć do nas, agresję – ocenił. – Używane są różne słowa: wróć do swojego kraju, nie chcemy ciebie tutaj. (…) O wielu sprawach ludzie nie informują z powodu nieznajomości języka i ze strachu: co będzie, przecież policja nie będzie pilnowała domu całą dobę – powiedział.

Jak dodał, sytuacja Polaków przypomina mu problemy, z jakimi w latach 60. musiała się zmierzyć nowa wówczas w Wielkiej Brytanii społeczność azjatycka. – To jest punkt przełomowy, musimy sobie z tym poradzić – skomentował, ale po chwili dorzucił: – Mała pomoc dla Polaków ze strony rządu brytyjskiego i swoiste przyzwalanie może doprowadzić do sytuacji, że jakaś część osób będzie chciała wrócić do Polski.

Lokalna radna Alison Lowe z Partii Pracy nie ma wątpliwości, że problem jest poważny. – Zdecydowanie ta okolica się zmieniła na przestrzeni ostatnich kilku lat. (…) Tempo zmian było bardzo duże, kompletnie transformując lokalną społeczność, która teraz wygląda inaczej, brzmi inaczej, inaczej tu się czuje. Wiele brytyjskich sklepów zamyka się w ostatnich miesiącach i niektórzy czują, że ich narodowość zatraca się w innych grupach (migrantów) – i są przerażeni – powiedziała.

Lowe sama pochodzi z imigranckiej rodziny: jej ojciec przyjechał do Leeds kilkadziesiąt lat temu z Karaibów. – Mój ojciec był tu mile widziany, ja byłam tu mile widziana i uważam, że Wielka Brytania jest wspaniałym miejscem do życia. Sposób, w jaki zarządzamy napływem społeczności imigranckiej, powinien jednak brać pod uwagę, że społeczność przyjmująca potrzebuje czasu, żeby się dostosować do nowego środowiska, nowej rzeczywistości, nowej kultury. Nie mieli tego czasu, to błąd polityków – mówiła.

Jak podkreśliła, dziesiątki tysięcy migrantów z Europy Środkowo-Wschodniej – w tym z Polski – pojawiło się w Leeds w latach, które dla Brytyjczyków kojarzyły się z polityką zaciskania pasa, cięciami socjalnymi i problemami na rynku pracy. – Ludzie są źli. (…) Ludzka natura jest taka, że patrzysz na innych i oskarżasz ich o to, czego tobie nie udało się osiągnąć – oceniła.

Radna przyznała, że sytuacja szczególnie pogorszyła się od czasu czerwcowego referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. – Moja siostra była ostatnio zaatakowana słownie tutaj, na tej ulicy, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Zdecydowanie, Brexit dał niektórym osobom poczucie, że mogą zachowywać się w nieakceptowalny, rasistowski sposób – powiedziała. – Kocham naszą polską społeczność i to, że mamy multikulturową społeczność, także tu w Armley, i chciałabym, żeby Polacy, tak jak ja, czuli się tutaj bezpiecznie i mile widziani. (…) Myśląc jednak o dłuższej perspektywie, musimy popracować nad spójnością społeczną – podkreśliła.

Pod wieloma względami Armley przypomina Harlow, w którym na przestrzeni dwóch tygodni w podobnych atakach zginął jeden Polak, a trzech zostało rannych. Wysoki poziom problemów społecznych i szybki przyrost populacji imigranckiej – zmieniający oblicze ulic – doprowadził do wzrostu napięć i frustracji. Po czerwcowym referendum stało się to jeszcze bardziej widoczne.

Niestety, na naszej mapie przestępstw motywowanych nienawiścią Leeds jest na pierwszym miejscu – przyznał konsul generalny w Manchesterze Łukasz Lutostański. – To miejsce, gdzie musimy dużo pracować z policją, lokalnymi społecznościami. (…) Zaraz po referendum liczba poważnych incydentów była stosunkowo duża, ale teraz pojawiają się kolejne – powiedział. – Domagamy się zera tolerancji dla ksenofobicznych ataków na Polaków. Apeluję: raportujcie wszystkie incydenty. Mamy poczucie, że statystyki nie odzwierciedlają wszystkich przypadków – podkreślił.

Mieszkający w Armley Polacy podkreślają, że poza policyjnym rejestrem może być nawet kilkadziesiąt, jeśli nie ponad sto przypadków. Mówią wprost: potrzeba szybkiego działania, w tym większego liczebnie wsparcia konsularnego i programu działań społecznych na miejscu – zarówno wobec nich, jak i lokalnej społeczności. Zanim dojdzie do tragedii – takiej, jak w Harlow.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe informacje dotyczące ataku na Polaka w Leeds

Polak został ciężko pobity w prawdopodobnym ataku na tle narodowościowym, do którego doszło w piątek wieczorem w mieście Leeds w hrabstwie West Yorkshire – poinformowały lokalne media. Policja potwierdziła w rozmowie z PAP, że zatrzymano jedną osobę. Według wstępnych informacji grupa około 30 nastolatków zaczepiła dwóch Polaków w zachodniej dzielnicy Leeds, Armley, na głównej ulicy Armley Town Street, a następnie pobiła jednego z nich na jednej z bocznych ulic. Do incydentu doszło po 21.30 czasu lokalnego.

Oficer dyżurny West Yorkshire Police potwierdził PAP, że policja zatrzymała w toku śledztwa jedną osobę i poszukuje dalszych informacji, które pozwolą ustalić dokładny przebieg wydarzenia. Dalsze informacje zostaną prawdopodobnie przekazane mediom w poniedziałek.

Mężczyzna trafił do szpitala z ranami głowy, w stanie ciężkim, ale stabilnym. Według uzyskanych przez PAP informacji, został już wypisany i dochodzi do zdrowia w domu. Policja bada incydent jako potencjalne przestępstwo motywowane nienawiścią na tle narodowościowym, po tym gdy taką interpretację zdarzeń przekazał funkcjonariuszom jeden ze świadków zdarzenia.

Do ataku doszło w piątek – tego samego dnia, kiedy brytyjska premier Theresa May zapewniła w rozmowie telefonicznej polską premier Beatę Szydło o tym, że w brytyjskim społeczeństwie nie ma miejsca na przestępstwa motywowane nienawiścią.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Polak pobity w Leeds

Do incydentu doszło w piątek wieczorem. Pobity mężczyzna trafił do szpitala z ranami głowy; jego stan był ciężki, ale stabilnym. Według informacji Polskiej Agencji prasowej Polak został już wypisany i dochodzi do zdrowia w domu. Policja bada atak pod kątem przestępstwa motywowanego nienawiścią na tle narodowościowym – taką interpretację zdarzeń przekazał funkcjonariuszom jeden ze świadków. Do tej pory zatrzymano w tej sprawie jedną osobę.

Do ataku na Polaków dochodziło już wcześniej?

To osiemnasty poważny incydent na tle prawdopodobnej nienawiści narodowościowej od czerwcowego referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Do najpoważniejszego doszło 27 sierpnia w miejscowości Harlow w hrabstwie Essex.

Co wydarzyło się w Harlow?

Pod koniec sierpnia dwóch polskich obywateli zostało zaatakowanych przez grupę nastolatków. 40-letni Polak zmarł w wyniku obrażeń głowy. Do kolejnego ataku doszło w niedzielę – czterech lub pięciu mężczyzn napadło dwóch trzydziestokilkuletnich Polaków przed popularnym pubem. Pobici trafili do szpitala: jeden ze złamanym nosem, drugi z rozciętym łukiem brwiowym. Wypisano ich po kilku godzinach. Incydent mógł być spowodowany nienawiścią na tle narodowościowym. Nikt do tej pory nie został zatrzymany.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Brytyjczycy wstrząśnięci zabójstwem Jo Cox

Brytyjska parlamentarzystka Jo Cox zmarła szpitalu, po tym, jak została postrzelona i ugodzona nożem przez napastnika w obrębie swojego biura poselskiego w Birstall koło Leeds. 52-letni mężczyzna został zatrzymany. Po ataku kampanię przed referendum zawiesili zwolennicy i przeciwnicy Brexitu. Wstrząśnięci tragedią Brytyjczycy oddawali hołd zamordowanej, zaledwie 41-letniej parlamentarzystce
Żródło info i foto: interia.pl