Sprawę porwania sprzed 26 lat wyjaśnią badania DNA

Czy zagadka tajemniczego zniknięcia dziecka sprzed 26 lat w końcu zostanie rozwiązana? Wiele na to wskazuje! Za oceanem odnalazła się 27-letnia Amerykanka, która twierdzi, że może być zaginioną w latach 90. Moniką Bielawską z Legnicy (woj. dolnośląskie). Dziewczynka zniknęła wraz z wózkiem spod apteki, a za winnego uprowadzenia i sprzedaży dziecka uznano jej ojca. Robert B. (46 l.) odbywa karę 15 lat więzienia.

Kolejne lata życie mamy i babci Moniki przepełniała rozdzierająca serce tęsknota. I nadzieja, że Monika się znajdzie. Teraz okazuje się, że nigdy nie można jej tracić! Możliwe, że niebawem mama i babcia ucałują swoją Monisię!

Po raz ostatni widziały ją 16 lipca 1994 roku. Dziś to już dorosła kobieta, a w dodatku Amerykanka, która nie mówi po polsku. Kelly, bo takie imię otrzymała w drugim życiu, gdy tylko dowiedziała się, że jest adoptowana, postanowiła poznać swoją historię. Za pośrednictwem portali o osobach zaginionych, a potem dzięki międzynarodowej współpracy policji, trop doprowadził ją do Legnicy. Kelly mogła też porównać swoją twarz z portretem Moniki, wykonanym przez policyjnych ekspertów. W 2010 roku odtworzyli wygląd twarzy – wtedy 17-letniej zaginionej dziewczynki.

– Na razie ja, podobnie jak Magdalena (mama Moniki Bielawskiej – przyp. red.) chcemy zatrzymać szczegóły dla siebie – powiedziała Faktowi Kelly. Więcej będzie mogła wyjawić z pewnością dopiero po wynikach testów DNA, które napiszą zakończenie tej sensacyjnej historii. A ta nawet w części nie rozwinęłaby się do tego etapu, gdyby nie internet i wsparcie ludzi, zaangażowanych w poszukiwanie osób zaginionych.

Nieoceniona moc internetu

Jedną ze stron, która udostępniła historię zaginionej Moniki Bielawskiej był facebookowy fanepage „Zaginieni przed laty”. W zeszłym miesiącu do administratorów strony odezwała się Kelly, która prawdopodobnie jest porwaną dziewczynką. – Stare sprawy staramy się przypominać jak najczęściej. Dzięki internautom, którzy udostępniają takie wiadomości, może stać się cud. Te zdjęcia zaginionych trafiają do odbiorców na całym świecie – mówi Faktowi Iwona Modliborska, administratorka strony. – Właśnie w ten sposób Monika poznała siebie na fotografiach i ruszyła dalej sprawę przez międzynarodową organizację policjantów Interpol – dodaje pani Iwona.

Obecnie w kontakcie z Kelly są administratorzy profilu „Zaginęła/Zaginął Cała Polska”, których wsparcie okazało się nieocenione w poszukiwaniach. To właśnie za ich pośrednictwem Kelly teraz kontaktuje się z mediami.

Ojciec Moniki nadal jest w więzieniu

Monikę (1,5 r.) ostatnio widziano 16 lipca 1994 roku. Tego dnia ojciec dziewczynki, Robert B. (46 l.), poszedł do legnickiej apteki wspólnie z córeczką i teściami. W pewnym momencie mężczyzna i wnuczka zniknęli dziadkom z oczu. Robert B. przepadł jak kamień w wodę.

Wrócił po kilku dniach, ale bez Moniki. Później uciekł za granicę. W 1997 roku odbyła się jego ekstradycja do Polski z Wiednia. Podczas przesłuchań często zmieniał wersję wydarzeń. Mówił, że sprzedał córkę na targowisku, że zginęła w wypadku samochodowym, wreszcie – że wypadła mu z wózka i zmarła. W 1998 roku wyszedł z aresztu i miał odpowiadać z wolnej stopy, ale znów uciekł.

W 2008 roku skontaktował się z wymiarem sprawiedliwości przez swojego adwokata, chcąc wyjaśnić sprawę. Sąd Okręgowy w Legnicy nie dał wiary jego tłumaczeniom i uznał, że jest winny uprowadzenia i sprzedania Moniki. Roberta B. skazano na 15 lat więzienia. Zanim wyrok się uprawomocnił, znów uciekł z kraju. 12 września 2013 roku został wreszcie schwytany przez policję w Austrii. Siedzi w więzieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Kobieta twierdzi, że jest poszukiwaną Moniką z Legnicy. Zaginęła 26 lat temu

Policja wznowiła śledztwo ws. zaginięcia dziecka przed 26 laty w Legnicy na Dolnym Śląsku. Półtoraroczna Monika Bielawska zniknęła wówczas z wózka przed apteką. Za porwanie dziecka skazano po wielu latach jej ojca. Nigdy nie ustalono, co stało się z jego córkę. Teraz zgłosiła się 27-letnia kobieta z USA, która twierdzi, że może być tą osobą.

W 1994 roku dziecko zniknęło z wózka sprzed apteki w Legnicy, gdy dziadkowie kupowali tam leki. Jednym z tropów w śledztwie i poszukiwaniu małej Moniki było założenie, że mogła zostać porwana przez ojca, którego policja bezskutecznie poszukiwała przez wiele lat.

– Byliśmy z mężem, wnuczką i Robertem u lekarza. Weszłam do apteki, żeby kupić dziecku leki. Robert został z dzieckiem. Gdy wyszłam z apteki już ich nie było – mówiła w 2011 r. reporterce „Interwencji” Julia Markowska, babcia zaginionej Moniki Bielawskiej.

Dopiero w 2008 roku ojciec po uzyskaniu listu żelaznego pojawił się w Polsce, a sąd uznał go winnym porwania i sprzedaży córki i skazał go na 15 lat więzienia. W śledztwie skazany ojciec zmieniał zeznania i choć twierdził, że jest niewinny, to wersja o porwaniu i sprzedaży dziecka za granicę również się pojawiła. Karę więzienia odbywa od 2013 roku.

Twierdzi, że jest dziewczynką z Legnicy

Oficer prasowa legnickiej policji mł. aspirant Jagoda Ekiert powiedziała we wtorek, że policja wznowiła śledztwo w sprawie zaginięcia dziecka przed 26 laty.

– Skontaktowała się z nami 27-letnia osoba z zagranicy, która twierdzi, że jest dziewczynką z Legnicy, która zniknęła w 1994 roku. Kobieta niedawno dowiedziała się, że jest osobą adoptowaną i zaczęła poszukiwać swej prawdziwej tożsamości. Na jednym z portali o osobach zaginionych natknęła się na sprawę z Legnicy. I twierdzi, że odpowiada rysopisowi – powiedziała policjantka.

– Córka do mnie dzwoniła dzisiaj rano, że nasza Monisia się odnalazła. Kilka zdjęć przysłała swoich – podobne są do mnie i do córki. To Monisia – mówiła w Radiu Wrocław Julia Markowska, babcia zaginionej.

Dodała, że do USA „trafiła najpewniej przez Ukrainę”.

Konieczne porównanie materiału genetycznego

Aby potwierdzić lub wykluczyć pokrewieństwo konieczne będzie porównanie materiału genetycznego i właśnie ku temu zmierzają działania policji we wznowionym śledztwie. Na razie nie pobrano jeszcze materiału genetycznego od matki zaginionej dziewczynki, ponieważ pracuje ona w Niemczech. A z powodu koronawirusa jej przyjazd do Legnicy jest utrudniony. Ma to nastąpić w ciągu kilku tygodni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Legnica: Nowe informacje dotyczące strzelaniny

Po krótkiej sprzeczce z byłą partnerką 36-letni mężczyzna oddał w jej kierunku dwa strzały – informuje prokuratura. Sam poinformował policję i oddalił się z miejsca zdarzenia. Zatrzymano go po kilku godzinach. Kobieta z raną postrzałową głowy trafiła do szpitala.

We wtorek, około godziny 16.30, w jednym z bloków przy ulicy Wielkiej Niedźwiedzicy w Legnicy padły strzały. Po chwili do dyżurnego legnickiej policji zadzwonił 36-letni mężczyzna. – Oświadczył dyżurnemu, że zabił dziewczynę, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia – informuje Radosław Wrębiak, szef Prokuratury Rejonowej w Legnicy.

Kobieta, z raną postrzałową głowy, w stanie bardzo ciężkim została przetransportowana do szpitala. A policjanci przystąpili do poszukiwań napastnika. Kilka godzin później, około 21, mężczyznę udało się zatrzymać na terenie lasu pomiędzy Chocianowem a Bolesławcem. – Policjanci cały czas namierzali jego telefon komórkowy. W kontakcie ze sprawcą byli policyjni negocjatorzy, którzy skłonili go do poddania się i wyjścia z lasu – relacjonuje prokurator. 36-latek został zatrzymany.

Prokuratura: zerwana znajomość i dwa strzały

Przesłuchanie mężczyzny zaplanowano na środowe popołudnie. Jednak już teraz śledczym udało się ustalić, jak wyglądały chwile przed oddaniem strzałów i jakie relacje łączyły napastnika z kobietą. – Ze wstępnych ustaleń wynika, że znali się. Wspólnie pracowali w jednym z zakładów w legnickiej strefie ekonomicznej. Przez pewien czas byli nawet parą, ale później ich drogi się rozeszły – przekazuje Wrębiak. I dodaje, że 36-latek prawdopodobnie nie pogodził się z zakończeniem znajomości.

W środę pojawił się przed blokiem, w którym mieszkała kobieta. Tam czekał na nią przez kilkadziesiąt minut. Jak przyznaje prokurator – podejrzany miał przy sobie replikę rewolweru z 1912 roku. Między mężczyzną a kobietą miało dojść do krótkiej sprzeczki. Po niej na klatce schodowej padły – jak relacjonowali świadkowie – dwa strzały. Później mężczyzna sam zadzwonił na policję i uciekł.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina w Legnicy. Kobieta postrzelona

Do strzelaniny w Legnicy doszło po godziny 17:00 na ulicy Wielkiej Niedźwiedzicy. Postrzelona została kobieta. Na miejscu pojawili się antyterroryści. Postrzelona kobieta została przetransportowana do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy — informuje portal tulegnica.pl.

Strzelanina w Legnicy

Aktualnie na miejscu zdarzenia pracuje policja pod nadzorem prokuratury. Na chwilę obecną nie mogę udzielić więcej zadanych informacji — powiedziała rzecznika prasowa Komendy Miejskiej Policji w Legnicy, Jagoda Ekiert cytowana przez serwis tulegnica.pl.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że podejrzany uciekł z miejsca strzelaniny i zabarykadował się w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Wielkiej Niedźwiedzicy 1 na osiedlu Kopernika.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Legnica: Ukrył narkotyki w jajku niespodziance

Policjanci z Legnicy zatrzymali mężczyznę, który ukrywał narkotyki w plastikowym opakowaniu po jajku niespodziance. Dodatkowo, w należącym do niego pomieszczeniu, znaleziono utracone dowody osobiste. Mężczyzna został zatrzymany. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.

Podczas patrolu, około godz. 4:40, legniccy policjanci zauważyli nerwowo zachowującego się mężczyznę, który na ich widok zszedł do piwnicy jednego z budynków. Gdy funkcjonariusze weszli do pomieszczenia, usłyszeli rozmowę dwóch mężczyzn. Jeden z nich wrzucił do wiaderka ze śmieciami strunowy worek.

Jak czytamy na stronie policji – w piwnicy wyczuwalny był intensywny zapach marihuany. Z racji tego, że mężczyźni nie potrafili spójnie odpowiedzieć, co robią o takiej porze w piwnicy, funkcjonariusze zdecydowali o przeszukaniu pomieszczenia.

W leżącym na stole opakowaniu po jajku niespodziance znaleziono susz roślinny, a w wyrzuconym do wiaderka woreczku – metamfetaminę. Dodatkowo znaleziono także dowody osobiste, które nie należały do legitymowanych mężczyzn. Jak podaje policja – po sprawdzeniu ich w policyjnych systemach okazało się, że są one utracone.

30-letni mieszkaniec Legnicy przyznał się, że znalezione przedmioty należą do niego. Został zatrzymany i usłyszał zarzuty posiadania narkotyków oraz przywłaszczenia i ukrywania dokumentów tożsamości innych osób. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Legnica: Zatrzymano 32-latka podejrzanego o zabójstwo

Policjanci z legnickiej komendy miejskiej zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy. Mężczyzna podejrzany jest o zabójstwo 98-latki. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.

W minioną niedzielę w godzinach porannych funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Legnicy otrzymali informację o pożarze, do którego doszło w jednym z mieszkań na terenie miasta. Na miejsce skierowano także straż pożarnej oraz zespół pogotowia ratunkowego. Podczas pożaru z pomieszczenia mieszkalnego, gdzie został wzniecony ogień, jeden z sąsiadów wyniósł nieprzytomną kobietę. Od razu podjęto reanimację poszkodowanej, którą następnie prowadzili ratownicy medyczni. Jednak pomimo podjętych działań ratunkowych, nie udało się przywrócić 98-latce czynności życiowych.

Na podstawie wstępnych czynności przeprowadzonych przez policjantów pracujących na miejscu zdarzenia i biegłego z zakresu pożarnictwa ustalono, że do pożaru najprawdopodobniej doszło w wyniku rozlania substancji łatwopalnej i podpalenie miejsca, gdzie znajdowała się seniorka.

Dzięki intensywnym działaniom podjętym w tej sprawie mundurowi zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy podejrzanego o związek z tym zdarzeniem.

Wczoraj mężczyzna usłyszał zarzut dokonania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności bądź kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: Policja.pl

Legnica: Pracownik prosektorium zatrzymany przez policję. Bezcześcił ciała zmarłych

Pracownik prosektorium legnickiego szpitala traktował ciała zmarłych pacjentów jak przedmioty! Rozkładał nogi martwych kobiet, dotykał intymnych części ciała i obmacywał ich piersi. Zdjęciami chwalił się w gronie znajomych! Ryszard G. (56 l.) został zatrzymany przez policję, a prokuratura wszczęła śledztwo.

Ryszard G. jest technikiem sekcyjnym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. Ma 35-letnie doświadczenie. O tym, czego się dopuścił, poinformował portal gazetawroclawska.pl. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, od pewnego czasu było wiadomo, że Ryszard G. (56 l.) dopuszcza się ohydnych praktyk i je fotografuje, by chwalić się zdjęciami przed znajomymi. Policjanci przeszukali jego szafki, znaleźli jego zdjęcia z ciałami zmarłych i przekazali je prokuraturze. Z opowieści świadków wynika, że technik rozkładał nogi martwych kobiet, dotykał intymnych części ciała, obmacywał ich piersi itp.

– Na razie nie mamy dowodów, aby zatrzymany dopuszczał się czynów seksualnych, ale prokurator zajmujący się sprawą wyjaśnia wszystkie wątki – mówi Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Według dziennikarzy „Gazety Wrocławskiej” Ryszard G. komentował wygląd piersi kobiecych zwłok i wyrażał się o nich wulgarnie. O tym, jak się zachowuje, jego współpracownicy mieli wiedzieć od dawna. Ale przedstawiciele szpitala zaprzeczają.

– Zaskoczyła nas ta bulwersująca informacja, do wtorku nie mieliśmy żadnych sygnałów na temat pracy tego pracownika – mówi Tomasz Kozieł (42 l.), rzecznik prasowy szpitala. – Jest zawieszony w obowiązkach, a jeśli prokuratura potwierdzi zarzuty, zostanie dyscyplinarnie zwolniony.

W tej sprawie przewija się także inny wątek: Ryszard G. (56 l.) miał za pieniądze podmieniać próbki moczu i krwi ofiar wypadków, które są dowodami w jednym z procesów. O tym miał G. napisać w swoich notatkach. – Sprawdzimy także i ten wątek – dodaje prokurator Tkaczyszyn. Za znieważenie zwłok grożą mu dwa lata więzienia.

Według „Gazety Wrocławskiej” Ryszard G. wiele lat pracował w prosektorium w Lubinie, ale został zwolniony. Obecnie pracuje także w jednym z lubińskich zakładów pogrzebowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Legnica: Wykładowca Jarosław G. miał molestować uczniów. Usłyszał zarzuty

Prokuratura Okręgowa w Legnicy oskarżyła byłego wykładowcę Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Witelona w Legnicy Jarosława G. o wykorzystywanie seksualne sześciu studentów tej uczelni. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Zarzuty dotyczą wydarzeń z lat 2015-2017. Wykładowca miał doprowadzić „studentów do poddania się tzw. innej czynności seksualnej, a w jednym przypadku do wykonania takiej czynności”. Prokuratura podaje, że G. wykorzystał w tym celu relację zależności wynikającą z relacji wykładowca – student.

Pokrzywdzonymi są studenci ratownictwa medycznego. W okresie, który bada prokuratura, G. był dziekanem Wydziału Nauk o Zdrowiu i Kultury Fizycznej legnickiej uczelni i prowadził wiele zajęć ze studentami.

– Opisane w zarzutach zachowanie oskarżonego miało miejsce podczas egzaminów i zaliczeń. Zgodnie z uzyskaną w śledztwie opinią seksuologiczną zachowanie oskarżonego wobec pokrzywdzonych studentów miało charakter seksualny i stanowiło inną niż obcowanie płciowe czynność seksualną – poinformowała prokurator Lidia Tkaczyszyn.
Źródło info i foto: wp.pl

Legniccy policjanci postrzelili mężczyznę, który groził im nożem

Legniccy policjanci postrzelili mężczyznę podejrzanego o napad na sklep. Zaatakował funkcjonariuszy, gdy próbowali go obezwładnić. Ranny trafił do szpitala, jego życiu nic nie zagraża.

Policjanci otrzymali sygnał o rozboju w jednym ze sklepów. Klient grożąc sprzedawcy, ukradł butelkę whisky. Patrole ruszyły w pościg za napastnikiem. Gdy funkcjonariusze próbowali go zatrzymać, wyciągnął nóż. Wtedy patrol użył paralizatora. Napastnik jednak dalej był agresywny i groził policjantom nożem. Zapadła więc decyzja o użyciu broni palnej. Mężczyznę udało się obezwładnić dopiero wtedy, gdy został postrzelony w nogi.

Policjanci udzielili mu na miejscu pomocy, potem trafił do szpitala.
Źródło info i foto: RMF24.pl

34-latka podcięła gardło 4-letniej córce. Kobieta usłyszała zarzuty

Zarzut usiłowania pozbawienia życia swojej 4-letniej córki postawiła w poniedziałek 28 maja prokuratura 34-letniej kobiecie pochodzącej z Pabianic. Kobieta miała najpierw podtapiać swoją córkę, następnie podcięła jej gardło.

Z informacji radia RMF FM wynika, że do legnickiego szpitala w sobotę 26 maja w godzinach wieczornych trafiła 4-letnia dziewczynka. Lekarze określają jej stan jako krytyczny i utrzymują ją w stanie śpiączki farmakologicznej. Dziecko jest nieprzytomne i ma poważne rany szyi. Dolnośląska policja podała, że w związku ze sprawą zatrzymana została matka 4-latki. – W sobotę w godzinach wieczornych policjanci z Głogowa zatrzymali 34-letnią kobietę. Jest ona podejrzewana o usiłowanie zabójstwa swojej córki – powiedział asp. sztab. Wojciech Jabłoński z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu w rozmowie z Polsat News.

Dzień później Katarzyna G. złożyła obszerne wyjaśnienia i przyznała się do winy. Z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa policja nie ujawnia ich treści. Przekazano jedynie, że śledczy będą sprawdzać, czy kobieta leczyła się w przeszłości psychiatrycznie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kobieta najpierw podtopiła swoją córkę w wannie, a następnie podcięła jej gardło. 34-latka jest mieszkanką Pabianic a do Głogowa przyjechała z wizytą do koleżanki, która poinformowała służby o tym, co się stało.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Głogowie. Prokurator oprócz postawienia zarzutów złożył wniosek o tymczasowe aresztowanie kobiety. Decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze w poniedziałek.
Źródło info i foto: wprost.pl