Warszawa: Zmarł, rozwożąc pizzę. Śledczy badają sprawę

PHOTO MAREK ZIELINSKI / SUPER EXPRESS WARSZAWA BLOK PRZY ALEJA JANA PAWLA II 35 Z 4 PIETRA NA CHODNIK WYPADL MEZCZYZNA SMIERTELNY WYPADEK PARAWAN POLICJA N/Z MIEJSCE ZDARZENIA 19/12/2019 WSZYSTKIE ZDJECIA NA HTTP://AGENCJA.SE.COM.PL

Mężczyzna jadący po warszawskich Bielanach nagle stracił panowanie nad autem i na rondzie im. Haliny Szwarc wjechał w chodnik. Kierowca nie żyje. Jak podaje portal superexpress.pl, mężczyzna jechał z zamówieniem. Najprawdopodobniej dostawca pizzy zasłabł, gdy wjeżdżał na rondo. Wtedy stracił panowanie nad pojazdem i z impetem wjechał na chodnik, zatrzymując się na wyspie.

Według tabloidu kierujący pojazdem najprawdopodobniej dostał zawału. Wezwano pogotowie ratunkowe oraz policję. Medycy w samochodzie zastali 60-latka, który nie dawał oznak życia. Lekarz z załogi karetki stwierdził gon mężczyzny. W tej sprawie trwa śledztwo, w którym ustalone zostaną przyczyny tego zdarzenia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Czyżew: Zwłoki noworodka w studni. Wcześniej zmarła kobieta

W Czyżewie koło Sannik na Mazowszu służby znalazły w studni ciało dziecka w stanie rozkładu. Kilkanaście dni wcześniej zmarła młoda obywatelka Ukrainy – podaje portal gostynin24.pl. Przyczyną była utrata krwi w okolicach dróg rodnych – poinformowała portal prokuratura. W czwartek ma się odbyć sekcja zwłok noworodka.

Portal cytuje prokuratora Damiana Zimniaka z Prokuratury Rejonowej w Gostyninie, który poinformował, że „25 kwietnia na teren jednego z gospodarstw rolnych zostało wezwane pogotowie ratunkowe. Po przybyciu na miejsce zdarzenia, lekarz stwierdził zgon 25-letniej kobiety. Przyczyną zgonu była znaczna utrata krwi w okolicach dróg rodnych”.

Jak podał portal, we wtorek, 5 maja, około godz. 15 policja została powiadomiona, że woda w jednej ze studni w Czyżewie ma dziwny zapach. „Po sprawdzeniu okazało się, że w studni znajduje się ciało dziecka w stanie rozkładu” – poinformowano. Z informacji portalu gostynin24.pl wynika, że młoda 25-letnia kobieta przyjechała do Polski do pracy sezonowej. „Mieszkała w jednym pomieszczeniu ze swoją matką, która nie wiedziała, że jej córka jest w ciąży” – podali śledczy.

Prokuratura Rejonowa w Gostyninie prowadzi śledztwo w tej sprawie. Sekcja zwłok noworodka ma się odbyć 7 maja.
Źródło info i foto: interia.pl

Znęcali się nad 4-miesięcznym dzieckiem. 26-letnia matka i jej partner zatrzymani

26-letnia kobieta i jej 31-letni partner z Siemianowic Śląskich zostali tymczasowo aresztowani po tym, jak przedstawiono im zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad czteromiesięczną dziewczynką. Dziecko było wygłodzone, miało też liczne siniaki i złamania.

1 maja o poranku policjanci z Katowic poinformowali siemianowickich mundurowych, że w jednym ze szpitali wykonali czynności w sprawie hospitalizowanego tam niemowlęcia. Lekarz, który przyjął czteromiesięczną dziewczynkę, stwierdził, że dziecko było maltretowane. Badanie wykazało, że niemowlę ma liczne krwiaki i złamania, a ponadto jest niedożywione.

Z ustaleń „Gazety Wyborczej” wynika, że czteromiesięczna dziewczynka trafiła do szpitala, ponieważ przyniosła ją tam jej matka, która twierdziła, że dziecko dziwnie się zachowuje. Rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich Tatiana Lukoszek poinformowała dziennikarzy, że stan dziecka był na tyle poważny, że lekarze z Chorzowa zdecydowali o jego natychmiastowym przewiezieniu do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Kiedy 26-letnia matka niemowlęcia usłyszała diagnozę, stwierdziła, że dbała o swoją córkę i nie wie, skąd wzięły się obrażenia na ciele dziecka.

26-letnia kobieta uciekła ze szpitala. Policjanci zatrzymali ją i jej partnera

Kiedy policjanci pojawili się w szpitalu w Katowicach, 26-latka uciekła. Mundurowi skierowali swoje kroki do jej domu, ale sąsiedzi powiedzieli im, że kobieta już tam nie mieszka. Wykonali szereg czynności, dzięki którym ustalili, gdzie znajduje się matka czteromiesięcznej dziewczynki i zatrzymali ją. Los kobiety podzielił także jej 31-letni partner. Oprócz czteromiesięcznej dziewczynki para wychowywała także dwulatka i pięciolatkę.

Po przesłuchaniu świadków i zgromadzeniu dokumentacji medycznej parze przedstawiono zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad niemowlęciem oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia pozostałych dzieci będących pod ich opieką.

„Rodzeństwo maltretowanej dziewczynki zostało umieszczone w placówce, a o całej sytuacji został powiadomiony sąd rodzinny, który podejmie w tej sprawie decyzje. Na wniosek śledczych i prokuratora, sąd tymczasowo aresztował na 3 miesiące 26-latkę i jej 31-letniego partnera. Parze grozi nawet 10 lat więzienia” – relacjonuje Komenda Miejska Policji w Siemianowicach Śląskich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włochy: Lekarz zamordował pielęgniarkę. 27-latek uważał , że zaraziła go koronawirusem

28-letni lekarz, pracujący na co dzień w jednym z sycylijskich szpitali, udusił 27-letnią pielęgniarkę, a prywatnie swoją partnerkę. Mężczyzna podejrzewał, że kobieta zaraziła go koronawirusem. Niedługo po dokonaniu zbrodni próbował popełnić samobójstwo.

Antonio De Pace zamordował 27-letnią pielęgniarkę, a następnie sam poinformował policję o popełnionej zbrodni. Gdy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, zastali ciało kobiety i lekarza, który kilka chwil wcześniej podciął sobie żyły.

De Pace został odratowany w szpitalu, w którym sam pracował. W trakcie przesłuchania przyznał, że zbrodni dokonał w ataku szału. Był przekonany, że 27-latka zaraziła go koronawirusem. Wiadomo jednak, że badania dały wynik negatywny i żadne z nich nie zachorowało na COVID-19.

Śledczy ustalili, że 27-letnia Lorena Quaranta zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym apelowała do swoich kolegów z pracy, aby w dobie walki z epidemią koronawirusa, zdobyli się na poświęcenie.

„Teraz bardziej niż kiedykolwiek musimy wykazać się odpowiedzialnością i miłością do życia. Musimy okazywać szacunek sobie, swojej rodzinie i krajowi. Musimy myśleć i pamiętać o tych, którzy codziennie poświęcają swoje życie w opiece nad naszymi chorymi” – napisała na Facebooku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Radomsko: 9-miesięczna dziewczynka brutalnie pobita. Matka i jej partner zatrzymani

9-miesięczną dziewczynkę w ciężkim stanie przywieziono do szpitala w Radomsku; na jej ciele lekarze odkryli siniaki i ślady duszenia – podała w piątek policja. Dziewczynkę przetransportowano do ICZMP w Łodzi. 20-letnią matkę i jej partnera zatrzymano. O złym stanie dziecka radomszczańska policja została zawiadomiona w czwartek przez personel medyczny miejscowego szpitala. Tam dziewczynkę przywiozła matka. Od razu zajęto się dziewczynką.

Z badań, jakie przeprowadził lekarz wynika, że dziecko miało obrażenia ciała wskazujące na podejrzenie stosowania wobec dziecka przemocy. Były to m.in. ślady podduszenia i zasinienia na kończynach dolnych i w okolicach pleców – powiedział nadkomisarz Włodzimierz Czapla z policji w Radomsku.

Dziewczynę przetransportowano helikopterem do Instytutu Centrum Matki i Dziecka w Łodzi. Z informacji podawanych przez szpital wynika, że dziecko jest w stanie ciężkim, lecz stabilnym. Przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej.

Zatrzymaliśmy matkę dziecka, 20 letnią mieszkankę powiatu radomszczańskiego oraz jej znajomego – poinformował Włodzimierz Czapla. Nadkomisarz nie chciał się wypowiadać na temat szczegółów postępowania. Wiadomo, że 20-latka ma jeszcze jedno dziecko – 4 letniego synka. Chłopca na razie umieszczono w placówce opiekuńczej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

To miało wyglądać na wypadek drogowy. Przewrócony rower i ciało 34-latka. Zatrzymano dwie osoby

Skarżyscy policjanci dostali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Jak się okazało 34-latek już nie żył. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do śmiertelnego potrącenia. Jednak drobiazgowe dochodzenie doprowadziło do zatrzymania dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek z zabójstwem.

Do zatrzymania 30 i 32-latka doszło w środę. Mieszkańcy powiatu skarżyskiego podejrzewani są o to, że przyczynili się do śmierci 34-latka. W piątek sąd w Skarżysku-Kamiennej zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na okres najbliższych trzech miesięcy.

Cała historia swój początek miała na początku lutego. Wówczas policjanci ze skarżyskiej jednostki otrzymali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Natychmiast na miejsce zostali skierowani mundurowi oraz służby ratunkowe. Po chwili okazało się, że życia 34-latka nie dało się już uratować. Wtedy do dalszych działań wkroczyli policjanci ze Skarżyska-Kamiennej, prokurator oraz biegły lekarz. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do wypadku drogowego. Ciało mężczyzny zostało zabezpieczone do dalszych badań.

To nie był wypadek

Kolejne czynności oraz wyniki sekcji zwłok jednoznacznie wskazywały, że do śmierci 34-latka ktoś się przyczynił. Wszczęto drobiazgowe dochodzenie, które przyniosło oczekiwane efekty. Ostatecznie w środę kryminalni zatrzymali Adriana G. i Sebastiana G.. mieszkańców powiatu skarżyskiego. W sobotę usłyszeli oni zarzuty zabójstwa, a sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na najbliższe 3 miesiące.

Za tego typu przestępstwo aresztowanym grozi 25-lat wiezienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Indie: Molestowanie w domu dziecka. Sąd skazał 19 osób. Lekarz jednym ze skazanych

Nastoletnie ofiary z domu dziecka Balika Grih w Indiach były torturowane, odurzane i gwałcone przez pięć lat istnienia placówki. Wśród oskarżonych znalazł się szef organizacji pozarządowej, która prowadziła dom dziecka oraz urzędnicy kontrolujący ten ośrodek. Wymiary kar zostaną ogłoszone pod koniec stycznia.

Skandal wybuchł pod koniec maja 2018 r., gdy badacze Instytutu Nauk Społecznych TATA z Bombaju, wysłali do władz stanu Bihar raport z audytu domów dziecka i ochronek. Raport ujawnił molestowanie 34 dziewczynek w ośrodku Balika Grih. Policyjni śledczy wykryli później, że w sumie 42 dziewczynki padły ofiarą przemocy.

Dziewczynki zeznały, że były bite, więzione, odurzane narkotykami, a następnie gwałcone przez osoby z ośrodka oraz z zewnątrz. W siatce pedofilskiej działało 12 mężczyzn i 8 kobiet. Jedna osoba wciąż się ukrywa. Wszystkim kierował właściciel domu dziecka Brajesh Thakur. W procederze brał udział lekarz, który odurzał dziewczynki i brał udział w gwałtach. Wśród winnych są również urzędnicy komórek stanowych mających czuwać nad dziećmi w regionie.

Panowała zmowa milczenia

Przez lata wokół ośrodka Balika Grih panowała zmowa milczenia.

– Mam rodzinę. Nie jestem supermenem. Wiadomo jak potężny jest system – powiedział dziennikowi „Hindustan Times” Divesh Sharma, asystent dyrektora departamentu spraw socjalnych w Muzaffarpur.

– Każdy był tam z inspekcją: komisja kobiet, UNICEF, sądowy komitet monitorowania nieletnich, stanowy i okręgowy komitet ochrony dzieci – bronił się Sharma. Przez 5 lat funkcjonowania ośrodka było tam ponad 60 inspekcji.

Brajesh Thakur posiada legitymację dziennikarską, jest działaczem jednej z lokalnych partii oraz prowadzi miejscowy hotel. Oprócz tego kierował przynajmniej 10 organizacjami pozarządowymi. Kilka z nich było fikcyjnych, lecz regularnie otrzymywało pomoc prywatną i rządową. W sumie od stanu Bihar wyłudził ponad 350 tys. dol. Dom dziecka Balika Grih na swoją działalność dostała od miejscowych władz ponad 56 tys. dol.

Sąsiedzi słyszeli krzyki

– Słyszeliśmy krzyki dziewczynek w nocy. Tak jakby były torturowane – powiedział „Hindustani Times” jeden z sąsiadów ośrodka, który tłumaczył, że nikt nie ośmielił się spytać co się tam działo.

– Ten człowiek jest wpływowy. Wszystkim wydawało się, że cokolwiek działo się w Balika Grih, było pod ochroną władzy – twierdził Anand Patel, miejscowy działacz społeczny zajmujący się edukacją. Przez kilka pierwszych dni po rajdzie policyjnym na ośrodek, miejscowe gazety nie informowały o aresztowaniu Thakura.

Świadkowie rozpoznali m.in. obecnego posła

Podczas śledztwa świadkowie zeznali, że widzieli osoby spoza personelu odwiedzające ośrodek. Kilku świadków rozpoznało m.in. obecnego posła izby wyższej indyjskiego parlamentu oraz byłego członka rządu stanu Bihar. Te zeznania zostały jednak pominięte przez śledczych Centralnego Biura Śledczego (CBI), które przejęło śledztwo od lokalnej policji.

Ofiary z Balika Ghir mówiły również o znikających dzieciach, sugerując 11 morderstw. Sąd Najwyższy na wniosek miejscowej dziennikarki Nivedity Jhy, nakazał zbadanie tych wątków oraz powiazań Thakura z miejscowymi politykami.

Zdaniem reporterów opiniotwórczego miesięcznika The Caravan, którzy dotarli do utajnionych akt śledztwa, śledczy CBI nie zastosowali się do poleceń Sadu Najwyższego. W efekcie akt oskarżenia dotyczył tylko Thakura, jego pracowników oraz urzędników niskiego szczebla.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

23-latek zabił lekarza. To miała być próba?

Był maj 2018 roku. W Olsztynie znaleziono ciało lekarza. Ofiara miała rany postrzałowe. Po blisko dwóch miesiącach zatrzymano podejrzanego o zabójstwo 23-letniego mieszkańca miasta. Jak podał portal olsztyn.wm.pl, młody mężczyzna w ten sposób miał przygotowywać się do masakry na większą skalę, a zabicie lekarza było próbą.

Tragedia wydarzyła się pod koniec maja 2018 roku w Olsztynie. W parku przy ulicy Głowackiego dokonano makabrycznego odkrycia. Pracownica pobliskiego basenu natknęła się na zwłoki 89-letniego, emerytowanego lekarza. Ofiara miała dwie rany postrzałowe głowy.

Po blisko dwóch miesiącach mrówczej pracy śledczych udało się zatrzymać podejrzanego o tę zbrodnię 23-letniego mieszkańca Olsztyna. – Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli broń, amunicję oraz czarny proch. Specjalistyczne badania laboratoryjne potwierdziły, że to właśnie z niej zginął 89-letni mężczyzna – podała wówczas olsztyńska policja. Mężczyźnie przedstawiono zarzut zabójstwa z użyciem broni palnej. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Wiadomo, że w przeszłości nie był karany.

Młody mężczyzna nadal przebywa w areszcie. 23-latek został poddany obserwacji psychiatrycznej – potwierdził Fakt24 Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Do sądu ma niebawem trafić akt oskarżenia w tej sprawie.

Dlaczego 23-latek zabił lekarza? Jak podał portal olsztyn.wm.pl, to zbrodni miało dojść przed urodzinami sprawcy i miała to być dla niego próba. Z nieoficjalnych informacji lokalnego serwisu wynika, że olsztynian „chciał zobaczyć, jak to będzie zabić człowieka, bo planował masakrę na dużo większą skalę”, do której miało dojść 2 sierpnia. Tego dnia – jak czytamy na portalu olsztyn.wm.pl – 23-latek chciał wyjść na ulice i strzelać do kogo popadnie. Tych doniesień nie skomentował rzecznik olsztyńskiej prokuratury.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Agenci CBA zatrzymali lekarza. Wystawiał recepty na zmarłych

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało lekarza podejrzewanego o wystawianie fałszywych recept, m.in. na zmarłych. To jeden z elementów prowadzonego śledztwa w sprawie wyłudzeń z Narodowego Funduszu Zdrowia i czwarta osoba zatrzymana w tej sprawie.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski powiedział w środę PAP, że zatrzymany to lekarz-psychiatra pracujący w kieleckim Domu Pomocy Społecznej. Miał on współdziałać z aptekami, które dokumentowały fikcyjną sprzedaż leków i wyłudzały w ten sposób pieniądze z NFZ. Lekarz w latach 2011-15 miał wypisywać recepty na pacjentów DPS – część z nich wypisywał na osoby zmarłe – powiedział PAP Brodowski.

Według śledczych, grupa miała działać głównie na terenie Krakowa, składała się z lekarzy i farmaceutów i wyłudzała z NFZ pieniądze znacznej wartości. Zatrzymany przez funkcjonariuszy z krakowskiej delegatury CBA trafi do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, gdzie ma usłyszeć zarzuty – zaznaczył naczelnik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gdańsk: Ruszył proces ginekologa oskarżonego o molestowanie 88 pacjentek

Przed gdańskim sądem rozpoczął się w czwartek proces 67-letniego Marka Ł., chirurga onkologa z Gdańska, którego prokuratura oskarżyła o molestowanie 88 pacjentek. Do przestępstw miało dochodzić podczas badań onkologicznych. Lekarzowi może grozić kara do 12 lat więzienia. Proces toczy się przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Północ. Ze względu na charakter czynów, których dotyczy postępowanie, sąd wyłączył jego jawność.

Oskarżonym jest 67-letni Marek Ł., chirurg onkolog, któremu prokuratura zarzuciła popełnienie 120 czynów przeciwko wolności seksualnej. Zdaniem śledczych, w dziesięciu przypadkach onkolog miał podstępem dopuścić się gwałtu na kobietach. Pozostałe postawione mu zarzuty dotyczyły doprowadzenia pacjentek podstępem do poddania się innej czynności seksualnej. W jednym przypadku poszkodowaną była dziewczynka mająca mniej niż 15 lat.

W śledztwie chirurg nie przyznał się do molestowania pacjentek. W chwili zatrzymania złożył obszerne wyjaśnienia. Informował, że jego postępowanie wobec pacjentek było elementem badań lekarskich.

W ramach postępowania śledczy pozyskali opinię biegłego, który oceniał sposób, w jaki lekarz badał pacjentki. Ekspert orzekł, że onkolog w swoim postępowaniu wykroczył poza obowiązującą metodologię i standardy.

Przed rozprawą oskarżony nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Jeden z jego obrońców mec. Andrzej Krysiewicz powiedział mediom, że jego klient konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Nie ma do czego się przyznawać – powiedział obrońca. Dodał, że to prokuratura twierdzi, że doszło do przestępstw i to ona „powinna to udowodnić”. Według nas, obrońców, nie udowodniła. Materiał dowodowy, z którym się zapoznaliśmy jako obrońcy (…) świadczy zupełnie o czymś innym – powiedział Krysiewicz, odmawiając bardziej precyzyjnych wyjaśnień ze względu na utajnienie sprawy.

Dzisiaj rozpoczyna się merytoryczny proces i w toku tego postępowania udowodnimy rację naszego klienta – zapowiedział.

Obrońca został też poproszony o komentarz do opinii eksperta, który orzekł, że onkolog prowadząc badania, wykroczył poza obowiązującą metodologię. Opinie zostały sporządzone na żądanie prokuratury na podstawie ograniczonego wskazanego materiału dowodowego przez prokuraturę” – powiedział.

Nie jestem lekarzem. Na temat badań, metodyki badań, nie będę się wypowiadał, od tego są specjaliści – powiedział odmawiając odpowiedzi na pytanie, czy obrona zleciła własną ekspertyzę dotyczącą metodologii badań onkologicznych.

Badanie prowadzi się według określonych procedur – powiedział obrońca. Gdyby dochodziło do nieprawidłowości, to była szansa na miejscu, od razu poinformować i recepcjonistkę, i siedzące panie w poczekalni (…). Do niczego takiego nie doszło – powiedział. Pytany o to, czy jego zdaniem mogło dojść do efektu kuli śniegowej: po zgłoszeniu się pierwszej pacjentki, kolejne zaczęły potwierdzać molestowanie, odpowiedział: Dopuszczam niestety taki efekt kuli śniegowej.

Do zarzuconych oskarżonemu czynów miało dojść między 2006 a 2017 rokiem podczas badań, głównie onkologicznych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl