Nocna strzelanina w Dębogórze. Nie żyje jedna osoba

35-letni mężczyzna zginął w nocnej strzelnianie w Dębogórze pod Poznaniem. Ranna do szpitala trafiła jego krewna, która jak się okazało była celem napastnika. Sprawca krótko potem próbował popełnić samobójstwo. Do strzelaniny doszło podczas domowej awantury. 58-letni mężczyzna usiłował zabić swoją byłą partnerkę.

Kobieta została postrzelona w okolice podbrzusza, rany na szczęście okazały się niegroźne. Życiu 41-latki – jak mówią policjanci – nic nie zagraża. Chwilę potem sprawca postrzelił w klatkę piersiową brata swojej byłej partnerki. 35-letni mężczyzna zginął na miejscu.

Po całym zajściu sprawca postrzelił się w głowę. Przeżył. W stanie krytycznym trafił do szpitala. Jest utrzymywany przy życiu przez aparaturę medyczną. Sprawca strzelaniny miał pozwolenie na broń – ustalił reporter RMF FM Mateusz Chłystun. Strzały padły z legalnie posiadanego przez niego pistoletu. Mężczyzna miał na niego pozwolenie od 19 lat.

Okoliczności zdarzenia wyjaśniają policjanci i prokurator. Po decyzji lekarzy możliwe będzie przesłuchanie poszkodowanej kobiety.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łódzkie: Zwłoki kobiety znalezione nad rzeką

Tragiczne odkrycie we Włodzimierzowie (woj. łódzkie). Jeden ze spacerowiczów przypadkowo natrafił na ciało kobiety. Zwłoki leżały tam najprawdopodobniej przez kilka dni. Jak informuje „Express Ilustrowany” lekarze nie wykluczają, że mogło dojść do zabójstwa. Na ciało natrafiono w piątek, 27 marca po godzinie 17. Zwłoki nagiej kobiety leżały nad rzeką Luciążą we Włodzimierzowie. Przyczynę zgonu wyjaśni sekcja zwłok, jednak jak informuje łódzki dziennik, lekarze nie wykluczają, że do śmierci mogło dojść przy udziale osób trzecich.

Śledczym nie udało się ustalić tożsamości kobiety. Jej wiek określono na około 50-60 lat. Policja również w ostatnim czasie nie dostała informacji o zaginięciu. Niedaleko rzeki znaleziono torbę z damską odzieżą.

– Badania pozwolą ustalić, czy to były ubrania zmarłej – przekazała w rozmowie z „Expressem Ilustrowanym” rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim asp. Izabela Gajewska.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pandemia koronawirusa zatrzymała śledztwa ws. błędów medycznych

Przekładane są przesłuchania świadków w sprawach o błędy medyczne, gdyż śledczy nie mają sumienia odrywać teraz lekarzy od pracy – donosi dzisiejsza „Rzeczpospolita”. „Rzeczpospolita” ustaliła, że w kraju toczy się ponad 5,6 tys. śledztw o błędy medyczne, a prokuratorzy już muszą odraczać przesłuchania świadków lekarzy i terminy opinii lekarskich, które są kluczowe dla postępowań.

„Problem jest szerszy, bo odkąd utworzono specjalne wydziały w prokuraturach do badania błędów w sztuce i różnego rodzaju zaniedbań w leczeniu, rośnie świadomość społeczeństwa, a co za tym idzie – liczba składanych zawiadomień” – zauważył dziennik.

„Z danych Prokuratury Krajowej wynika, że jeszcze w 2016 r. prokuratury prowadziły ponad 4,9 tys. takich postępowań, z danych opublikowanych w 2018 r. wynika, że było już 5,6 tys. Co ważne, więcej niż połowa to śledztwa dotyczące śmierci pacjenta” – czytamy.

Według gazety, prokuratorzy już muszą odraczać przesłuchania świadków lekarzy i terminy opinii lekarskich, które są kluczowe dla postępowań. „Odgórnych decyzji Prokuratura Krajowa w kwestii zawieszania śledztw nie podjęła – na razie »zawieszone zostały do odwołania osobiste przyjęcia interesantów w sprawach skarg i wniosków«, a prawnicy specjalizujący się w błędach medycznych już zaczynają dostrzegać problemy” – czytamy.

– Choć nie ma postanowień o zawieszeniu spraw, w praktyce tak się właśnie dzieje, co będziemy odczuwać w kolejnych dniach i tygodniach: wszystkie sprawy karne i procesy cywilne zostaną spowolnione, rozprawy odwołane. W ostatnich dniach otrzymałam takie informacje z sądów apelacji m.in. warszawskiej, krakowskiej i katowickiej – powiedziała „Rzeczpospolitej” mec. Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizująca się w błędach medycznych.
Źródło info i foto: onet.pl

Radomsko: 9-miesięczna dziewczynka brutalnie pobita. Matka i jej partner zatrzymani

9-miesięczną dziewczynkę w ciężkim stanie przywieziono do szpitala w Radomsku; na jej ciele lekarze odkryli siniaki i ślady duszenia – podała w piątek policja. Dziewczynkę przetransportowano do ICZMP w Łodzi. 20-letnią matkę i jej partnera zatrzymano. O złym stanie dziecka radomszczańska policja została zawiadomiona w czwartek przez personel medyczny miejscowego szpitala. Tam dziewczynkę przywiozła matka. Od razu zajęto się dziewczynką.

Z badań, jakie przeprowadził lekarz wynika, że dziecko miało obrażenia ciała wskazujące na podejrzenie stosowania wobec dziecka przemocy. Były to m.in. ślady podduszenia i zasinienia na kończynach dolnych i w okolicach pleców – powiedział nadkomisarz Włodzimierz Czapla z policji w Radomsku.

Dziewczynę przetransportowano helikopterem do Instytutu Centrum Matki i Dziecka w Łodzi. Z informacji podawanych przez szpital wynika, że dziecko jest w stanie ciężkim, lecz stabilnym. Przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej.

Zatrzymaliśmy matkę dziecka, 20 letnią mieszkankę powiatu radomszczańskiego oraz jej znajomego – poinformował Włodzimierz Czapla. Nadkomisarz nie chciał się wypowiadać na temat szczegółów postępowania. Wiadomo, że 20-latka ma jeszcze jedno dziecko – 4 letniego synka. Chłopca na razie umieszczono w placówce opiekuńczej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano nożownika z Krakowa. Zabił 40-latka

Nie żyje mężczyzna, którego przewieziono do krakowskiego szpitala z ranami kłutymi tułowia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. W czwartek wieczorem zatrzymano mężczyznę, który może mieć związek z tym zdarzeniem. Około godziny 14:30 w czwartek do jednej z placówek medycznych w krakowskim Prokocimiu zgłosił się mężczyzna, który miał rany kłute na klatce piersiowej w okolicy serca i na plecach w okolicy łopatek.

„Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować”

– Mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie trafił na stół operacyjny. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować, mężczyzna zmarł – powiedział rzecznik małopolskiej policji młodszy inspektor Sebastian Gleń.

– Rozpoczęliśmy w tej sprawie intensywne śledztwo. Razem z prokuratorem pracujemy na terenie Krakowa, sprawdzamy wszelkie możliwe wątki: kontakty ofiary, jej środowisko, co ofiara robiła tego dnia. Ustalamy, jak to się stało, że ten mężczyzna został ranny i kto mógł być związany z atakiem na niego – przekazał krótko po ataku Gleń.

W piątek rano rzecznik potwierdził, ze zatrzymany został 43-letni mężczyzna, który może mieć związek z tą sprawą. Szczegółowych informacji jednak policja nie udziela. – Mężczyzna w dniu ataku pił alkohol, dlatego nie został przesłuchany. Dziś najprawdopodobniej zostanie doprowadzony do prokuratury – zapowiada Gleń.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bydgoszcz: 8-miesięczny Kubuś miał powykręcane rączki i nóżki. Sąsiadka uratowała mu życie

W Walentynkowy wieczór do szpitala w Bydgoszczy (woj. kujawsko-pomorskie) z ciężkimi obrażeniami trafił malutki chłopiec. 8-miesięczny Kubuś miał powykręcane rączki i nóżki. Lekarze doszli do wniosku, że tak rozległe obrażenia nie powstały na skutek wypadku. Dziecko zostało dotkliwie pobite. W sprawie zatrzymano matkę i jej partnera. Jak się okazuje, Kubusia uratowała sąsiadka.

W walentynkowy wieczór do Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy trafił 8-miesięczny Kubuś. Chłopca przywieziono z Mroczy, gdzie mieszka z matką, jej partnerem i 4-letnią siostrzyczką Wiktorią. U chłopca stwierdzono złamanie obu kości podudzia prawej nogi, zwichnięty prawy staw łokciowy, podejrzenie złamania lewej kości promieniowej łokciowej oraz liczne obrzęki.

Matka twierdzi, że Kubuś wypadł z łóżeczka

W nocy z piątku na sobotę lekarze poinformowali policjantów, że nad chłopcem ktoś mógł się znęcać. W związku z tym 15 lutego, funkcjonariusze zatrzymali matkę dziecka. Stało się to, gdy przyjechała ponownie do szpitala. Do wyjaśnienia zatrzymano także 28-letniego Radosława, partnera kobiety.

25-letnia Katarzyna O. twierdzi, że syn wypadł z łóżeczka. Sąsiedzi kobiety uważają, że to niemożliwe. Opisują również awantury i bijatyki w mieszkaniu pary, które były codziennością.

Awantury, wizyty policji i płacz dzieci po nocach

– Policja często tam bywała, dzieciak płakał po nocach, były awantury, kłótnie. Nie ma takiej opcji, żeby ten chłopiec wypadł z łóżeczka. Ten jej konkubent bił ją i dziecko. W piątek słyszałam trzaskanie drzwiami i łomot. Mój mąż myślał że ktoś rąbie drzewo. A to się później okazało, że to tego Kubusia bili – relacjonowała sąsiadka Katarzyna O., pani Sabina.

Katarzyna O. była notowana

Inna prawdopodobnie ocaliła dziecku życie. – Jak zobaczyłam chłopca to powiedziałam, że jak nie pojedzie z nim do szpitala, to zgłoszę to na policję i do opieki społecznej – wyjawiła pani Magdalena. Nie potrafiła znieść widoku nienaturalnie wykręconej rączki dziecka, która jak się potem okazało była złamana.

Sąsiedzi twierdzą, że w tej rodzinie już wcześniej dochodziło do znęcania się nad dziećmi. Katarzyna O. miała ich czworo, ale dwoje z nich została odebrana. Miała krzywdzić własne pociechy przypalając je papierosami.

Życie Kubusia nie jest zagrożone. Jego matka jest znana policji. Była notowana za przestępczość przeciwko mieniu, a także narkotykową.

Matka i jej partner trafili do aresztu

– Matce dziecka został postawiony zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad ośmiomiesięcznym synkiem Jakubem i 4 letnią córką Wiktorią. Kodeks karny przewiduje za to karę do 10 lat więzienia – powiedział prokurator Piotr Glanc, szef prokuratury rejonowej w Nakle, Piotr Glanc.

Partnerowi Karoliny O. także został postawiony zarzut znęcania się nad dziećmi. Kodeks Karny przewiduje za to karę do 8 lat więzienia. – Zastanawiamy się czy nie wystąpić do sądu o zastosowanie wobec podejrzanych środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu – dodał prokurator Glanc.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bydgoszcz: 8-miesięczny chłopiec z licznymi złamaniami. Matka i konkubent z zarzutami

Matka 8-miesięcznego chłopca i 4-letniej dziewczynki z gminy Mrocza (Kujawsko-Pomorskie) usłyszała w niedzielę zarzut znęcania się nad dziećmi. W piątek kobieta przywiozła swojego syna do szpitala w Bydgoszczy. Lekarze powiadomili policję, bo dziecko miało m.in. liczne złamania kończyn. Jeszcze w niedzielę sąd zdecydował o areszcie dla 25-letniej matki. Zarzut znęcania się nad dziećmi usłyszał także 28-letni konkubent kobiety. Nie jest on ojcem chłopca.

– Obojgu w niedzielę Prokuratura Rejonowa w Nakle nad Notecią przedstawiła zarzuty znęcania się nad dziećmi. Podejrzani nie przyznali się do winy – poinformowała w niedzielę wieczorem rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska.

Prokuratura złożyła do sądu wniosek o zastosowanie wobec kobiety środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu.

– Sąd zastosował areszt wobec matki dzieci na okres trzech miesięcy – przekazała w niedzielę wieczorem rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska.

Twierdzi, że wypadł z łóżeczka

Za znęcanie się nad dziećmi Katarzynie O. grozi nawet 10 lat więzienia. Kobieta twierdzi, że jej 8-miesięczny syn wypadł z łóżeczka. Chłopiec został przywieziony do bydgoskiego szpitala przez matkę z licznymi złamaniami kończyn – m.in. prawej nogi i lewej ręki, a także skręceniami stawów oraz wieloma obrzękami w różnych częściach ciała.

Rzecznik prasowa KPP w Nakle nad Notecią podkom. Justyna Andrzejewska powiedziała, że matka dzieci została zatrzymana w sobotę na terenie szpitala. Wcześniej miała być znana policji m.in. z przestępstw narkotykowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bydgoszcz: 8-miesięczny chłopiec trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Policja zatrzymała 25-letnią matkę

8-miesięczny chłopiec trafił z ciężkimi obrażeniami do Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. Policja zatrzymała 25-letnią matkę dziecka. W piątek po godzinie 20:00 mieszkanka kujawsko-pomorskiej gminy Mrocza przywiozła do bydgoskiego szpitala 8-miesięcznego syna z poważnymi obrażeniami. Chłopiec ma złamane obie kości podudzia prawej nogi, zwichnięty prawy staw łokciowy, podejrzenie złamania lewej kości promieniowej łokciowej i liczne obrzęki. Zdaniem lekarzy, obrażenia nie są świeże: miały powstać około tygodnia temu.

Na szczęście nie zagrażają życiu dziecka.

Jak powiedziała RMF FM podkomisarz Justyna Andrzejewska, oficer prasowa KPP w Nakle nad Notecią, 25-latka, która przywiozła syna do szpitala, „tłumaczyła, że obrażenia powstały w wyniku upadku dziecka”: według niej, chłopiec miał wypaść z łóżeczka. Policjanci nie wykluczają jednak, że obrażenia niemowlęcia mogą być wynikiem znęcania się nad nim.

Taki sygnał funkcjonariusze dostali od lekarzy bydgoskiej placówki w nocy z piątku na sobotę, dlatego dzisiaj zatrzymali 25-letnią matkę chłopca, kiedy ta przyjechała do niego do szpitala.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano oszustów działających metodą „na lekarza”

Pomysłowość złodziei, którzy okradają osoby starsze, nie ma granic. Wcześniej rabowali oszczędności życia podając się za policjantów, pracowników ZUS, czy administrację. Uważajcie! Teraz przedstawiają się jako lekarze!

Taka historia zdarzyła się 73-latkowi z Łodzi. Trzy osoby weszły do jego mieszkania pod pretekstem odczytu stanu liczników. Wraz z „pracownikami spółdzielni” przypadkowo kolędowała również „lekarka”. – Jeśli pan się przebada, to dostanie pan zniżkę zniżkę na leki – zaproponowała mężczyźnie, który ufnie otworzył drzwi i wpuścił złodziei do środka.

Kiedy fałszywa lekarka udawała, że przeprowadza badania, pozostali buszowali po mieszkaniu. Nie byli zbyt delikatni i senior usłyszał trzask otwieranych drzwi szafy, gdzie trzymał oszczędności życia. Zdenerwowany kazał im się wynosić, ale zdążyli on ukraść mu z szafy aż 20 tys. zł. Na szczęście łupem się nie nacieszyli. Bandycka czwórka została złapana kilka ulic dalej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pijana kobieta urodziła dziecko. Prokuratura zbada poprawność śledztwa

15.11.2004 Lodz . N/Z oddzial wczesniakow w szpitalu im Madurowicza.
fot. Michal Wojciechowski/REPORTER

W pomorskim Miastku kobieta będąca pod wpływem alkoholu urodziła córkę. Prokuratura Rejonowa sprawę umorzyła, teraz przyjrzy się jej Prokuratura Regionalna, która zbada prawidłowości przebiegu śledztwa. Chodzi o sprawę z przełomu marca i kwietnia 2019 roku. W Miastku w województwie pomorskim pijana kobieta urodziła córkę. Justyna S. miała 1,09 promila alkoholu we krwi. Nowo narodzona dziewczynka trafiła do szpitala. W organizmie miała 0,9 promila alkoholu. Lekarze ustalili, że dziecko przyszło na świat w 7. miesiącu ciąży z wadą serca i alkoholowym zespołem płodowym.

Śledztwo prowadzono pod kątem narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia przez matkę. Postępowanie umorzyła w ubiegły piątek Prokuratura Rejonowa w Miastku.

„Matka nie ponosi odpowiedzialności za swoje zachowanie”

Jak argumentował decyzję prowadzący sprawę prokurator Oskar Krzyżanowski, matka nie ponosi odpowiedzialności za swoje zachowanie względem płodu. „Działanie tej kobiety polegające na piciu alkoholu, odbywało się w czasie ciąży, czyli dotyczyło płodu. Człowiekiem stajemy się bowiem z chwilą narodzin” — stwierdził Krzyżanowski w rozmowie z dziennikarzami.

Prokurator Regionalny w Gdańsku Teresa Rutkowska podjęła decyzję o zbadaniu prawidłowości przebiegu umorzonego śledztwa. „Jako prokuratura wyższego rzędu przeprowadzimy analizę akt sprawy, sprawdzimy czy postępowanie było prowadzone prawidłowo, czy w toku śledztwa wykonane zostały wszystkie czynności oraz zbadamy zasadność podjętej przez Prokuraturę Rejonową w Miastku decyzji” – powiedziała rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Marzena Muklewicz.

W sprawie Justyny S. pojawił się w międzyczasie inny wątek. Według śledczych, którzy przyjrzeli się sytuacji w tej rodzinie, kobieta jest ofiarą przemocy, którą stosował wobec niej ojciec. Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko niemu. Władysław K. jest oskarżony o to, że od 2017 roku do 26 marca ubiegłego roku znęcał się psychicznie i fizycznie nad Justyną i konkubiną Janiną S. Wszczynał awantury, zastraszał i uporczywe nękał kobiety, kopał, szarpał, bił je pięściami i groził śmiercią. Jemu grozi teraz do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl