Tobias R. sprawcą ataków w Hanau. Policja podała motyw mordercy

Morderca, który w środę wieczorem zabił dziewięć osób w mieście Hanau, działał z pobudek radykalnie prawicowych – wynika z ustaleń dziennika „Bild”. Zostawił on list i nagranie wideo, w których przyznaje się do winy. Policja nie upubliczniła treści listu i nagrania, ale z informacji, do których dotarł tabloid, wynika, że morderca, Tobias R., prezentuje w nich „poglądy, z których wiele ma charakter skrajnie prawicowy”.

Mężczyzna został znaleziony w czwartek rano martwy w swoim mieszkaniu. Policja wychodzi z założenia, że morderca działał sam, a następnie popełnił samobójstwo.

„Prawdopodobny sprawca został znaleziony martwy w swoim domu w Hanau. Specjalne oddziały interwencyjne policji odkryły tam też inne ciało. Dochodzenie jest w toku. Obecnie nic nie wskazuje na to, że są inni sprawcy” – napisała policja na Twitterze.

Z ustaleń „Bilda” wynika, że był on obywatelem Niemiec i miał pozwolenie na broń myśliwską. W samochodzie mężczyzny znaleziono amunicję. Według policji do pierwszego ataku na bar z fajkami wodnymi w śródmieściu Hanau doszło w środę ok. godz. 22. Drugi atak miał miejsce kilkanaście minut później, w podobnym barze oddalonym o 2,5 km, w dzielnicy Kesselstadt.

Rzecznik rządu RFN Steffen Seibert złożył w czwartek kondolencje rodzinom ofiar. Hanau położone jest ok. 20 kilometrów na wschód od Frankfurtu nad Menem i ma prawie 100 tys. mieszkańców.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny list z bombą w Holandii

W biurze banku ING w Amsterdamie doszło w czwartek do „niewielkiej eksplozji” listu z materiałami wybuchowymi. Nikt nie odniósł obrażeń – poinformowała rzeczniczka placówki. Policja oświadczyła, że w ramach środków ostrożności do budynku banku wysłano karetkę pogotowia, gdyż jedna osoba miała kontakt z dymem z płonącej przesyłki.

W ostatnich dniach do różnych miast w Holandii trafiły listy z materiałami wybuchowymi. W czwartek policja poinformowała o rozbrojeniu ładunku, który trafił do jednej z firm technologicznych w miejscowości Leusden niedaleko Utrechtu. Z kolei w środę doszło do dwóch niewielkich eksplozji w pomieszczeniach do sortowania poczty w firmach w Amsterdamie i w położonym na południowym wschodzie kraju Kerkrade.

Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa podejrzewają, że wszystkie incydenty z przesyłkami są ze sobą powiązane. Poinformowali, że nadawca listów to szantażysta, który domaga się zapłaty w bitcoinach. Policja prowadzi śledztwo w sprawie listów z materiałami wybuchowymi od 3 stycznia. Przechwycono wówczas przesyłki, które zostały nadane do kilku firm, m.in. hotelu, stacji paliw i warsztatu samochodowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Prezydent Poznania dostał list z pogróżkami. Autorem jest prawdopodobnie recydywista skazany za zabójstwo matki

Koperta zaadresowana do prezydenta Poznania miała trafić do Urzędu Miasta. Jej autorem jest prawdopodobnie recydywista skazany za zabójstwo matki byłego marszałka Senatu – Bogdana Borusewicza – informuje „Gazeta Wyborcza”. Według informacji podanych przez dziennik i portal epoznan.pl list do Jacka Jaśkowiaka miał zawierać wyzwiska i przekleństwa, skierowane pod jego adresem. Autor miał też napisać, że prezydent powinien uważać, by nie powtórzył się scenariusz z Gdańska ze stycznia tego roku. Zamordowano wówczas prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Grożby mają dotyczyć festynu, który w najbliższych dniach będzie odbywał się w Poznaniu i w którym weźmie udział prezydent Jacek Jaśkowiak.

Według ustaleń „GW” list napisał skazany za zabójstwo w latach 90-tych matki Bogdana Borusewicza recydywista. Mężczyzna jest w więzieniu, gdzie odbywa karę dożywocia. Miejscy prawnicy powiadomili o sprawie prokuraturę. Śledczy prowadzą sprawę, przesłuchali już m.in. prezydenta Poznania. To nie pierwsze pogróżki skierowane do Jacka Jaśkowiaka. Po zabójstwie Pawła Adamowicza, śmiercią grożono kilku samorządowcom w całej Polsce. „GW ” przypomina, że w marcu Jaśkowiak miał dostać ultimatum – 7 dni na dymisję. Inaczej zginie.

Jackowi Jaśkowiakowi proponowano ochronę po zabójstwie prezydenta Gdańska. Samorządowiec odmówił.
Źródło info i foto: wp.pl

CBA odpiera zarzuty o nielegalnym przesłuchaniu Gawłowskiego

Stwierdzenia o nielegalnym przesłuchaniu posła PO Stanisława Gawłowskiego i usiłowaniu nakłaniania go przez funkcjonariuszy CBA, by obciążał polityków PO to próba pomówienia. CBA rozważa kroki prawne – oświadczyło dziś CBA.

Wczoraj adwokat Gawłowskiego mec. Roman Giertych opublikował list do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, w którym pyta o nielegalne – jak pisze – przesłuchanie Gawłowskiego, podczas którego aresztowanemu posłowi miano proponować odstąpienie od przedłużania aresztu w zamian za obciążanie polityków Platformy.

– Jest to próba świadomego pomówienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego. CBA rozważa stosowne kroki prawne w związku z publicznym pomówieniem służby. Podejrzany o poważne przestępstwa korupcyjne poseł Stanisław G. i jego pełnomocnik formułują fikcyjne oskarżenia, niepoparte żadnymi dowodami – oświadczył Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA.

W liście do prezesa PiS Giertych pyta, czy Kaczyński wiedział, że 19 czerwca w areszcie dwójka oficerów CBA „pod pozorem kontroli oświadczeń majątkowych dokonała nielegalnego przesłuchania posła”. Według Giertycha oficerowie CBA „przedstawili de facto ofertę Stanisławowi Gawłowskiemu, aby obciążył główną partię polityczną opozycji – Platformę Obywatelską, jej liderów obecnych i byłych jakimikolwiek zarzutami w zamian za odstąpienie od przedłużania aresztu”.

– W Polsce została przekroczona granica. Można bezkarnie wsadzić każdego do więzienia na podstawie woli politycznej i „pisowskich pomówień”, bo nic tu więcej nie ma – mówił niedawno w wywiadzie dla Onetu Gawłowski w rozmowie z Kamilem Dziubką. – Cela w areszcie dla mnie była gotowa na kilka dni przed decyzją w mojej sprawie Sejmu – mówił dalej Gawłowski. – Wszystko sprawiało wrażenie, że to jest dobrze zorganizowana akcja – podkreślał.
Źródło info i foto: onet.pl

Floryda: Chłopak więził ją w domu i bił. Udało się jej uciec dzięki liścikowi

Niezwykła akcja policji ze stanu Floryda. Pobita i zastraszana kobieta zdołała uwolnić się od brutalnego partnera, prosząc o pomoc obsługę kliniki weterynaryjnej.

Zastraszona kobieta szuka pomocy w klinice weterynaryjnej. „Zadzwońcie na policję”

Na filmie, który obiegł Internet widać, jak dziewczyna podaje karteczkę obsłudze kliniki weterynaryjnej. „Zadzwońcie na policję. Mój chłopak mi grozi. Ma broń. Proszę, nic mu nie mówcie” – napisała przerażona kobieta. Jak się potem okazało, jej partner przetrzymywał ją w domu przez co najmniej dwa dni, gdzie bił ją i groził jej bronią. Nagranie z kamery bezpieczeństwa z kliniki weterynaryjnej pokazuje moment, w którym policjanci wchodzą do kliniki, rozmawiają z partnerem dziewczyny, po czym dokonują przeszukania. Po znalezieniu broni zakładają skuwają mężczyznę kajdankami.

2 dni horroru w stanie Floryda. Więzienie, bicie i groźby z użyciem broni palnej

Jak mówi rzecznik szeryfa, Laura Williams, 39-letni Jeremy Floyd został aresztowany pod zarzutem więzienia kobiety, pobicia jej, ataku z użyciem broni palnej oraz posiadania broni i amunicji. Szeryf ustalił, że partner kobiety groził jej, strzelając w jej kierunku dwa razy na dwa dni przed tym, kiedy poszli razem do kliniki weterynaryjnej.

Co więcej, mężczyzna groził kobiecie, mówiąc jej, że zabije jej rodzinę. Policja odkryła dwie dziury po kulach w domu aresztowanego. Zdaniem rzecznika, kobieta miała „widoczne rany”. Po akcji funkcjonariuszy została przewieziona do pobliskiego szpitala z powodu urazu głowy i rozlicznych siniaków na ciele.

Strzelał do niej i groził, że zabije jej rodzinę. Znalazła pomoc w klinice weterynaryjnej

Kobiecie udało się wykorzystać moment. Wcześniej namówiła swojego agresywnego partnera, żeby poszli z psem do weterynarza.

Na filmie z kamery bezpieczeństwa widać, że kobieta podaje obsłudze kliniki ręcznie napisaną notatkę. Jedna z kobiet siedzących za biurkiem podała ją swojej koleżance z pracy. Żadna z kobiet nie rozmawia z ranną kobietą, która odchodzi, gdy pracownice kliniki weterynaryjnej czytają jej wiadomość. Na filmie widać, że zastraszona kobieta siedzi obok swojego partnera w momencie przeszukania. Jeremy Floyd przebywa w więzieniu na Florydzie, czekając na proces.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włoski archeolog otrzymał list z pogróżkami napisany starożytną greką

Włoski archeolog, pracujący w lokalnej administracji w Apulii, który ujawnił przypadki korupcji, otrzymał list z pogróżkami napisany starożytną greką. Jego nadawca ręcznie przepisał fragment tragedii „Agamemnon” Ajschylosa. Dziennik „Corriere della Sera” opisuje w niedzielę zdarzenie z małego miasta Acquaviva delle Fonti, koło Bari, gdzie szefem wydziału do spraw robót publicznych w magistracie jest archeolog z zawodu Austacio Busto. Jest on najważniejszym świadkiem w śledztwie dotyczącym korupcji. Ujawnił ją po tym, gdy przedsiębiorca próbował mu wręczyć 5 tysięcy euro łapówki w zamian za pomoc w wygraniu przetargu na remont miejscowego teatru.

Aresztowano 11 osób

Busto opowiedział o tym burmistrzowi i obaj złożyli doniesienie na posterunku karabinierów. Potem zadenuncjował kolejny podobny przypadek.

Dzięki przekazanym przez niego informacjom w lipcu zeszłego roku aresztowano łącznie 11 osób zamieszanych w korupcyjny system. W najbliższych dniach ma on złożyć zeznania na jednym z procesów, wytoczonych w rezultacie dochodzenia. Tuż przed rozprawą urzędnik otrzymał list z pogróżkami napisany greckim klasycznym alfabetem i to – jak podkreśla gazeta – pewną ręką, bezbłędnie i z właściwie postawionymi akcentami.

Tragedia Ajschylosa

Fragment starożytnej tragedii Ajschylosa o Agamemnonie archeolog natychmiast uznał za pogróżki bowiem wymieniona jest w nim postać Parysa, a włoską wersję tego imienia – Paride ma jego syn. „Właśnie to mnie niepokoi”- powiedział Busto. Dodał również: „Oczywiste jest to, że osoba, która napisała ten list, ma światły i wyrafinowany umysł, wie co robię i zna moją rodzinę”.

Ten najdziwniejszy list z pogróżkami jest obecnie badany przez karabinierów, którzy również twierdzą, że ma on charakter groźby. Świadczą o tym między innymi przytoczone słowa z tragedii o „okrutnym losie”.

– Zrobiłbym drugi raz to samo i idę naprzód- powiedział dziennikowi Austacio Busto.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Papież Franciszek prosi o przebaczenie ws. pedofilii w Chile

Papież Franciszek w liście do biskupów Chile przyznał, że doszło do „poważnych błędów” w ocenie sytuacji wokół skandalu pedofilii w Kościele w tym kraju i zarzutów tuszowania takich czynów. – Odczuwam ból i wstyd – podkreślił papież i poprosił o przebaczenie.

Sprawa dotyczy przede wszystkim oskarżanego o tuszowanie pedofilii ordynariusza miasta Osorno, Juana Barrosa. Zarzuca mu się, że przez wiele lat ukrywał czyny seryjnego sprawcy, księdza Fernando Karadimy. Sprawa ta wróciła z nową siłą w czasie styczniowej wizyty papieża w Chile, gdy przypomniano o skandalu i o żądaniach zdymisjonowania biskupa, czego Franciszek nie zrobił. Nie spotkał się również wtedy z ofiarami Karadimy.

„Wiele istnień ludzkich zostało ukrzyżowanych z powodu nadużyć”

Biskup Barros – przypominają watykaniści – zawsze zaprzeczał, jakoby wiedział o tych przestępstwach, a Franciszek mu wierzył. Dopiero po tej wizycie papież wysłał do Chile arcybiskupa Charlesa Sciclunę, specjalizującego się w prowadzeniu postępowań w kwestii pedofilii, by zbadał zarzuty i zebrał zeznania ofiar.

„Wiele istnień ludzkich zostało ukrzyżowanych z powodu nadużyć. Wyznaję, że to wywołuje mój ból i wstyd” – napisał papież w liście, ogłoszonym w Watykanie i w Santiago. Jest on następstwem konkluzji z dokumentacji sporządzonej po wizycie arcybiskupa Scicluny. To 64 świadectwa zapisane na 2300 stronach.

Papież zaprasza ofiary do Watykanu

W liście papież wyraził przekonanie, że błędy „w ocenie i postrzeganiu sytuacji” są przede wszystkim rezultatem braku „wiarygodnych i wyważonych informacji”.

„Proszę i przebaczenie wszystkich tych, których uraziłem i mam nadzieję, że będę mógł uczynić to osobiście w najbliższych tygodniach w czasie spotkań z reprezentantami grupy osób, które złożyły zeznania” – napisał Franciszek zapraszając ofiary wykorzystywania do Watykanu. Papież zawiadomił też o zwołaniu spotkania z biskupami z Chile; ma się ono odbyć w maju.

„Okradziono je z niewinności”

Zwracając się do episkopatu Franciszek położył nacisk na potrzebę „przywrócenia zaufania do Kościoła, nadszarpniętego” – jak dodał – „przez nasze błędy i grzechy”.

Trzeba, dodał, „uzdrowić niektóre rany, które nadal krwawią” w społeczeństwie chilijskim. Wyznał, że po wizycie swego wysłannika mógł przekonać się o „bólu wielu ofiar wykorzystywania”, zwłaszcza czynów pedofilii. „Okradziono je z niewinności” – podkreślił.

To zaś oznacza – zauważa się – że relacje zebrane przez hierarchę z Malty w radykalny sposób różnią się od informacji, które wcześniej napływały do Watykanu.

List ofiar

W nocy ze środy na czwartek media podały, że ofiary księdza Karadimy potwierdziły w Chile, iż zostały zaproszone do Watykanu na spotkanie z Franciszkiem. W wydanym komunikacie trzech mężczyzn oświadczyło, że doceniają gest papieża.

„Sensem wszystkich naszych działań było zawsze uznanie, przebaczenie i zadośćuczynienie za cierpienia i tak będzie aż do chwili, gdy zerowa tolerancja dla wykorzystywania i jego tuszowania stanie się w Kościele rzeczywistością” – napisały ofiary księdza pedofila w oświadczeniu, cytowanym przez Ansę.

Grupa wiernych z diecezji Osorno, którzy domagają się dymisji swego biskupa oświadczyła zaś, że list papieża „to coś więcej” od tego, co oczekiwała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Otruty Siergiej Skripal napisał list do Władimira Putina?

Siergiej Skripal, były oficer rosyjskiego wywiadu, którego próbowano otruć w Salisbury w Wielkiej Brytanii, pisał do prezydenta Rosji Władimira Putina, prosząc o ułaskawienie – twierdzi jego kolega Władimir Timoszkow. Dodał, że Skripal chciał odwiedzić matkę, brata i innych krewnych. Kreml doniesieniom tym jednoznacznie zaprzecza.

Moskwa twierdzi, że żadnego listu od Skripala nie otrzymano. Powiedział o tym rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, odpowiadając na pytanie agencji RIA-Nowosti.

Timoszkow powiedział BBC, że skontaktował się ze Skripalem w 2012 r. za pośrednictwem jego córki Julii (która również padła ofiarą zamachu w Salisbury). Skripal miał zapewniać, że nie uważa się za zdrajcę, ponieważ „przysięgę złożył socjalistycznej ojczyźnie, Związkowi Radzieckiemu, a nie Rosji” – powiedział Timoszkow. Dodał, że mimo to Skripal żałował, że został podwójnym agentem, bo bardzo skomplikowało mu to życie.

W 2006 roku Skripal, były pułkownik GRU, został skazany w Rosji za szpiegostwo na rzecz W. Brytanii. Cztery lata później został objęty wymianą szpiegów. Po przybyciu do W. Brytanii zamieszkał w Salisbury na południowy zachód od Londynu.

Skripal oraz towarzysząca mu córka Julia 4 marca trafili do szpitala w stanie krytycznym, gdy stracili przytomność w Salisbury. W toku śledztwa, prowadzonego z udziałem m.in. policyjnych sił antyterrorystycznych i wojskowych ekspertów ds. broni chemicznej, odkryto, że do próby otrucia Skripala i jego córki wykorzystano produkowaną w Rosji broń chemiczną typu Nowiczok.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rodzice Polki skazanej na dożywocie opublikowali list od papieża Franciszka

List od papieża Franciszka oraz nagranie wideo Marty Herdy czytającej książeczkę dla dzieci opublikowali w ostatnich dniach rodzice Polki skazanej na dożywocie. W ubiegłym tygodniu sąd odrzucił jej apelację od wydanego rok temu wyroku.

Marta Herda z Arklow została uznana winna zabicia kolegi z pracy Csaby Orsosa z Węgier w 2013 roku. Rozpędzonym samochodem wjechała do morza, w wyniku czego mężczyzna utonął. Według prokuratorów, kobieta zrobiła to specjalnie, mając świadomość, że Csaba nie potrafi pływać. Polka podtrzymuje, że jest niewinna.

W momencie wypadku wyłącznie jej okno (kierowcy) było otwarte. W wyniku śledztwa ustalono również, że nieszczęśliwie zakochany chłopak przez dwa lata prześladował i nachodził Herdę, która nigdy nie dała mu do zrozumienia, że może mieć szansę na związek.

W miniony czwartek zakończyła się rozprawa przed irlandzkim sądem apelacyjnym. Podtrzymał on wyrok sądu pierwszej instancji: dożywocia.

Marta Herda i jej rodzina są zdeterminowani i zamierzają odwoływać się od wyroku do Irlandzkiego Sądu Najwyższego, a jeśli to nie pomoże, to do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Jednocześnie rodzice 30-latki założyli dwujęzyczną stronę internetową pomocdlamarty.pl. Wczoraj opublikowali na niej list przesłany w imieniu papieża Franciszka do matki skazanej. Korespondencję przetłumaczył na język angielski dziennik „Irish independent”.

„Szanowna Pani, w imieniu Jego Świątobliwości Franciszka dziękuję za list z dnia 15 grudnia br., w którym pisze Pani z wielkim bólem o trudnej sytuacji swojej Córki, osadzonej w więzieniu. Pragnę powiadomić, że Ojciec Święty ogarnia Panią i Jej córkę Martę swoją modlitwą, polecając Was miłosierdziu Bożemu. Jego Świątobliwość zachęca Panią do ufnej modlitwy i ofiarowania swoich spraw Matce Najświętszej, która również była pod krzyżem. (…) Bóg, bogaty w miłosierdzie, niech umocni Panią i Jej Córkę i pomoże w rozwiązaniu tej trudnej sytuacji” – można przeczytać w liście datowanym na 28 grudnia 2016 roku.

Korespondencję podpisał Mons. Paolo Borgia, asesor Sekcji ds. Ogólnych w Sekretariacie Stanu.

Wczoraj na stronie zostało opublikowane również wideo, w którym Herda czyta po polsku bajkę. Post został zatytułowany: „Czy ta osoba mogłaby kogokolwiek zabić?”. Kobieta miała przygotować nagranie dla dzieci swojej siostry. Wideo zostało zarejestrowane na tle półki z książkami. Według „Irish Independent”, Polka pracuje w Dóchas Centre w więzieniu Mountjoy jako bibliotekarka.
Źródło info i foto: onet.pl

Prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie „córki leśniczego”

Stołeczna Prokuratura Okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w tzw. sprawie córki leśniczego – dowiedział się portal tvp.info. Przed jednym z czerwcowych posiedzeń rządu Jan Szyszko przed kamerami wręczył min. Mariuszowi Błaszczakowi kopertę, tłumacząc, że „to taka córka leśniczego. Prosiła mnie, żebym to panu przekazał”. Szef MSWiA napisał później, że kopertę oddał ministrowi środowiska i listu nie czytał.

Zdaniem prokuratury nie ma podstaw do uznania, że wręczenie przez ministra środowiska Jana Szyszkę tajemniczej koperty szefowi MSWiA Mariuszowi Błaszczakowi może nosić znamiona jakiegokolwiek przestępstwa. Niestety nie udało się nam poznać uzasadnienia decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa. Wiadomo tylko, że zapadła co najmniej przed kilkoma dniami.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że decyzję o odmowie podjęto po analizie zawiadomienia. Nie przesłuchano żadnego z ministrów, ponieważ uznano, że nie ma takiej potrzeby. Oznacza to, że tożsamość tajemniczej „córki leśniczego” pozostanie prawdopodobnie nieznana.

Trzynastego we wtorek

Cała sprawa miała swój początek 13 czerwca 2017 r. Portal PolsatNews.pl napisał, że przed wtorkowym posiedzeniem rządu operator telewizji Polsat zarejestrował, jak minister środowiska Jan Szyszko podszedł do szefa MSWiA i wręczył mu tajemniczą kopertę. – To jest taka… córka leśniczego – rzucił minister środowiska do Mariusza Błaszczaka. Szef MSWiA wykazał się refleksem i spostrzegawczością. – A to jest kamera Polsatu – odparł wskazując ręką na kamerę.

Minister Szyszko ciągnął jednak dalej niespeszony: – Tak że tutaj, mówię, niech Pan to przeczyta, dobrze? Minister Błaszczak zgodził się początkowo, ale kilka godzin później MSWiA zamieściło na Twitterze informację, że szef resortu oddał otrzymaną kopertę ministrowi środowiska. – Minister Mariusz Błaszczak poinformował ministra środowiska, że nie zwykł zapoznawać się z korespondencją przekazywaną z pominięciem drogi służbowej. Jeżeli sprawa, którą przekazywał dziś minister środowiska, leży w kompetencjach szefa MSWiA, wówczas minister Mariusz Błaszczak chętnie się z nią zapozna, kiedy zostanie mu ona przekazana formalną drogą służbową – oświadczyło MSWiA.

Odpowiedź ministra Szyszki

Następnego dnia biuro poselskie Jana Szyszki stwierdziło, że „zwraca korespondencję do nadawcy z prośbą o skierowanie jej do właściwego organu”. Dwa tygodnie później podczas wywiadu dla „Sygnałów dnia” min. Szyszko pytany o losy koperty odparł: – To hasło zrobiło rzeczywiście furorę i muszę powiedzieć, że jestem z tego swego rodzaju naprawdę dumny, dlatego że zwrócono uwagę na zawód leśnika. Chcę panu powiedzieć, że córka leśnika to „Inka” i tej „Ince” postawiliśmy nie tak dawno pomnik, a to była dziewczyna, która pracowała jako córka leśniczego na terenie Nadleśnictwa Narewka, a później na terenie Nadleśnictwa Miłomłyn i tam została aresztowana, a później stracona.

Doniesienie na ministrów

W kilka godzin po próbie wręczenia koperty ministrowi Błaszczakowi swoje oburzenie takim załatwianiem spraw wyraziła opozycja. Niedługo potem posłowie PO zapowiedzieli doniesienie w tej sprawie do prokuratury. – Najprawdopodobniej mamy do czynienia z próbą załatwienia jakiejś sprawy. Tylko naiwne osoby mogą sądzić, że w środku znajdywała się laurka dla pana ministra Błaszczaka – twierdził poseł Krzysztof Brejza (PO). – Minister mógł podejmować się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub osobistą. To przestępstwo, o którym mowa w art. 230 Kodeksu karnego – dodał.

Wspominany art. 230 Kodeksu karnego zakłada, że ten, „kto powołując się na wpływy w instytucji państwowej (…) podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

PO domagała się uwzględnienia wniosków dowodowych w postaci koperty oraz nagrania momentu jej przekazania, a także przesłuchania obu ministrów.
Źródło info i foto: TVP.info