25-latka poszukiwana listem gończym

Policja poszukuje 25-letniej Sandry Szlezingier z podwarszawskich Marek. Kobieta podejrzana jest o znęcanie się nad swoją 4-letnią córką Nikolą. Kilka dni temu dziewczynka z licznymi obrażeniami trafiła do szpitala. Sąsiedzi 25-latki przekonują, że nie zajmowała się ona dzieckiem, a interesowały ją wyłącznie imprezy.

O tym, że dziecku dzieje się krzywda, policję powiadomiło przedszkole. W okolicach pleców i pośladków dziecko miało siniaki. Dyrekcja ustaliła, że mogło być bite przez swoją matkę. Jak pisze Fakt, Sandra Szlezingier sama miała mówić o tym, że jej córka bywa niegrzeczna i dostaje za to „klapsy”.

Prosto z przedszkola dziecko trafiło do szpitala. Gdy policjanci udali się do mieszkania rodziny, na miejscu zastali 25-latkę i jej miesięczną córkę Amelię. Ona też została zabrana do szpitala na badania, a kobieta trafiła do policyjnej celi. Prokurator oskarżył ją o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad córką – już od chwili urodzenia – i postanowił o zastosowaniu dozoru policyjnego – oraz zakazu zbliżania się do córki na odległość mniejszą niż 50 m.

Kobiecie grozi nawet od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Po wyjściu z aresztu Sandra Szlezingier zniknęła. Kobieta jest ścigana na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Rejonową w Wołominie w celu zastosowania wobec niej tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Dziennik Fakt rozmawiał o sprawie z sąsiadami 25-latki. Okazuje się, że posiadają oni bogatą wiedzę na temat jej postępowania i stylu życia. – W jej domu cały czas coś działo. Nie pracowała, nie zajmowała się dzieckiem, tylko ciągle bywała na imprezach, również podczas ciąży – relacjonuje kobieta. – Imprezy też często odbywały się w domu. Słychać je było na pół bloku, a jej córka Nikola znajdowała się w tym czasie w mieszkaniu – dodaje.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Oszukali ukraińską fundację. Trwają poszukiwania szefa spółki i jej pracowników

Poznańska prokuratura poleciła policji ustalenie miejsca pobytu przedstawicieli spółki, która miała oszukać fundację „Ukraiński Ród”, nie dostarczając zamówionego oraz zapłaconego paliwa dla ukraińskiego wojska i organizacji humanitarnych. Chodzi o oszustwo na kwotę 40 tysięcy euro. Znamy nowe szczegóły dotyczące śledztwa wszczętego w tej bulwersującej sprawie. Jak informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada, okazało się, że adres w jednym z biurowców w centrum Poznania podany podczas negocjacji i w dokumentach transakcyjnych, to jedynie adres do korespondencji. Siedziby spółki tam nie ma. Nie ma też żadnego kontaktu z jej prezesem. Urwał się w chwili przelewu 40 tysięcy euro za pierwszy z zamówionych dziesięciu transportów paliwa.

Policja ma znaleźć szefa spółki i jej pracowników, a na razie prokuratura skupiła się na zbieraniu dowodów. Ma już dokumentację feralnej transakcji oraz korespondencję sprzed zawarcia umowy.

Planowane są przesłuchania świadków, a także ukraińskiego szefa poszkodowanej firmy, która działała w imieniu fundacji. Jeśli natomiast – jak usłyszał nasz reporter – nie uda się odnaleźć prezesa polskiej spółki, a będą podstawy, by stawiać mu zarzuty, nie jest wykluczone wysłanie za nim listu gończego.

Ukraińska firma, działająca w imieniu fundacji, zamówiła w poznańskiej firmie 10 transportów paliwa. Dostawca chciał opłatę „z góry”, jednak Ukraińcy zdecydowali, że zapłacą najpierw za jeden samochód i gdy wszystko będzie w porządku – sfinansują resztę kontraktu. Czas na realizację dostawy wyznaczono w umowie na 5 dni. Minął ponad miesiąc, a transport nie dotarł do Lwowa.

Paliwo dla wojska i działań humanitarnych nie dojechało. To miał być pierwszy samochód z zamówionych dziesięciu. Teraz wszystko stoi. Mamy duży problem – powiedział reporterowi RMF FM Andrij Sawa z fundacji „Ukraiński Ród”.

Firma i fundacja próbowały kontaktować się z dostawcą. Najpierw zapewniał, że transport dotrze, ale stanie się to kilka dni później. Potem opóźnienie tłumaczył kłopotami z samochodami, następnie argumentował, że brakuje dokumentów. Ostatecznie kontakt z firmą się urwał.

Ani pieniędzy, ani paliwa

Andrij Sawa od wielu lat współpracuje z Polską i polskimi fundacjami. Prowadzi między innymi wymiany wakacyjne dzieci. Organizuje ich wypoczynek w naszym kraju. W czasie wojny w Ukrainie organizuje też wyjazdy rannych ukraińskich żołnierzy na leczenie do Polski. Do tej pory nie miał żadnych problemów polskimi partnerami. Dziś trudno mi sobie wyobrazić, że tak mogło się stać, że w Unii Europejskiej zapłaciliśmy oficjalnie pieniądze, otrzymaliśmy fakturę i zostaliśmy oszukani – mówił Sawa, dodając: nie ma ani pieniędzy, ani paliwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szef Agencji Wywiadu Piotr Krawczyk podał się do dymisji

Szef Agencji Wywiadu Piotr Krawczyk podał się do dymisji ze względów osobistych – poinformował rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Rzecznik zaznaczył, że obecnie trwają procedury, które są przewidziane w tej sytuacji.

Piotr Krawczyk był szefem Agencji Wywiadu od grudnia 2016 roku, wcześniej od września tego samego roku pełnił obowiązki szefa Agencji Wywiadu. Jak wynika z naszych informacji, dymisja może mieć związek ze śledztwem ws. afery dotyczącej zakupu respiratorów przez Ministerstwo Zdrowia od handlarza bronią powiązanego ze służbami.

Kilka tygodni temu pojawiły się informacje, że poszukiwany listem gończym Andrzej I. zmarł w Albanii. Prokuratura czeka na ostateczne potwierdzenie tej informacji. Pogrzeb mężczyzny, po kremacji, odbył się trzy tygodnie temu. Piotr Krawczyk jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studiował stosunki międzynarodowe i orientalistykę ze specjalnością w zakresie iranistyki. Był także stypendystą Uniwersytetu Tarbiyat-e Modarres w Teheranie.

Pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich. Był też dyplomatą w Kabulu, a także członkiem Międzynarodowej Dywizji Centrum Południe w Iraku, gdzie był tłumaczem i doradcą. Był doradcą politycznym polskiego wojska w Afganistanie, pracował też w MSZ-ie i na stanowisku zastępcy ambasadora RP w Ankarze. W 2015 roku został zastępcą szefa Agencji Wywiadu, a rok później szefem.

Biegle posługuje się językiem angielskim, perskim i rosyjskim.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest list gończy za „Wojtkiem z Zanzibaru”

Sąd zarządził poszukiwania listem gończym za Wojciech Żabińskim znanym jako Wojtek z Zanzibaru, bo ma on do odbycia w Polsce prawomocny wyrok. Mężczyzna prowadził obiekty hotelarskie, które reklamowały w social mediach polskie gwiazdy showbiznesu. Informację o liście gończym wobec Żabińskiego podała gazeta.pl. Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski przekazał mediom, że sąd oczekuje na aktualną informację policji dotyczącą miejsca pobytu skazanego i dodał, że w razie potwierdzenia, że skazany przebywa za granicą, zostanie wystawiony wniosek o wszczęcie poszukiwań międzynarodowych. Prawie trzy lata temu Wojciech Żabiński został skazany m.in. za oszustwo na dwa lata i dwa miesiące więzienia – pisała gazeta.pl. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok skazujący. Policji zlecono doprowadzenie mężczyzny do odbycia kary. W czerwcu Sąd Najwyższy rozpatrzył negatywnie skargę kasacyjną obrońcy mężczyzny.

Wojciech Żabiński, znany jako Wojtek z Zanzibaru, od kilku lat prowadzi obiekty pod marką „Pili Pili”. Aktywnie działał w mediach społecznościowych, a polscy celebryci dodatkowo reklamowali jego obiekty hotelowe. Mężczyzna w wywiadzie dla onet.pl przyznał, że dostał wyrok, według którego, jeśli przekroczy granicę Polski, zostanie zatrzymany, więc woli nie wracać, tylko walczyć o sprawiedliwość na odległość.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Poszukiwany ENA za gwałt trafił do aresztu

Sosnowieccy policjanci przejęli od swoich brytyjskich kolegów 30-latka, za którym Sąd Okręgowy w Katowicach wydał Europejski Nakaz Aresztowania. Stało się to po tym, jak polscy śledczy ustalili, że poszukiwany listem gończym do sprawy gwałtu ukrywa się na terenie Wielkiej Brytanii. Mężczyzna został właśnie sprowadzony do Polski.

Sosnowieccy kryminalni poszukiwali 30-latka, za którym wydano list gończy do sprawy dotyczącej gwałtu. W toku czynności ustalili, że sprawca ukrywa się na terenie Wielkiej Brytanii. Wtedy to Sąd Okręgowy w Katowicach wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Dzięki przekazanym stronie angielskiej informacjom brytyjscy policjanci zatrzymali poszukiwanego w październiku zeszłego roku. Po przeprowadzonej procedurze ekstradycji 30-latek został teraz sprowadzony do Polski i osadzony w areszcie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Minął rok od zbrodni w Borowicach. Jacek Jaworek wciąż nieuchwytny

Do października przedłużone zostało śledztwo dotyczące zabójstwa we wsi Borowce pod Częstochową. Podejrzany o tę zbrodnię Jacek Jaworek nadal jest poszukiwany. Mężczyzna według prokuratury zastrzelił 3 członków swojej rodziny i uciekł. Dziś mija dokładnie rok od tej zbrodni. Efekty rocznego śledztwa są niestety niewielkie. Nie wiadomo, co stało się z Jackiem Jaworkiem. Jest list gończy, czerwona nota Interpolu i nagroda wyznaczona przez policję. Niedawno opublikowano portrety pokazujące, jak może teraz wyglądać poszukiwany. Niestety, żadne z tych działań – przynajmniej oficjalnie – nie przyniosło przełomu.

Nie wiadomo, czy Jacek Jaworek wciąż żyje. Ewentualnego śladu dotyczącego jego domniemanej śmierci także jednak nie ma. Do wyjaśnienia jest również to, kto i po co z Francji na adres straży pożarnej w Borowcach przysłał kilka miesięcy po zbrodni list właśnie na nazwisko Jacka Jaworka.

Reporter RMF FM usłyszał w prokuraturze, że śledczy czekają na opinię biegłych medycyny sądowej, aby porównać ją z opinią specjalistów od balistyki i dzięki temu dokładnie ustalić, co się stało. Prokuratura czeka także na informacje od śledczych z dwóch krajów Unii Europejskiej, do których wystąpiono o pomoc prawą w związku z poszukiwaniami Jacka Jaworka. 10 lipca 2021 roku w miejscowości Borowce koło Częstochowy w domu jednorodzinnym wezwani do awantury domowej policjanci znaleźli ciała 44-letniego małżeństwa oraz ich 17-letniego syna.

Ofiary zostały zastrzelone. Przeżył tylko młodszy, 13-letni syn, który zdołał się najpierw ukryć, a potem uciec. Ustalenia śledczych wskazują, że sprawcą zbrodni jest brat 44-latka, Jacek Jaworek. Mężczyzna mieszkał z rodziną po opuszczeniu zakładu karnego, gdzie odbywał karę pozbawienia wolności w związku z uchylaniem się od płacenia alimentów. Tuż po zbrodni Jaworek uciekł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest list gończy za 31-latką

Od kilku miesięcy trwają poszukiwania 31-letniej Anity Szudrawskiej. Wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji w Łomży wystawił list gończy za kobietą podejrzewaną o sutenerstwo, czyli czerpanie korzyści majątkowej z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

Anita Szudrawska jest podejrzewana o sutenerstwo. Za 31-latką wydano list gończy na podstawie: Art. 204 § 2 – czerpanie korzyści majątkowej z uprawiania prostytucji przez inną osobę (sutenerstwo) oraz Art. 258 § 1 – branie udziału w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego.

Wizerunek i dane poszukiwanej widnieją na stronie policji od 2 września 2021 r. 31-latka jest nieuchwytna.

Anita Szudrawska jest dalej poszukiwana – potwierdziła w rozmowie z o2 starszy inspektor Zespołu Komunikacji Społecznej Urszula Brulińska z KMP w Łomży.

Anita Szudrawska ma jasne włosy oraz wzrost 161-165 cm. Grozi jej nawet 8 lat więzienia. Sprawa prowadzona jest przez wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji w Łomży. Osoby, które mogą przyczynić się do zlokalizowania kobiety są proszone o kontakt telefoniczny z KMP Łomża Wydział Kryminalny: 48 85 670 23 05 lub email: dyzurny.kwp@bk.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: o2.pl

Poszukiwany Jacek Jaworek pozostaje nieuchwytny. Śledztwo ws. zbrodni w Borowcach do zawieszenia

Śledztwo w sprawie zabójstwa trzyosobowej rodziny w Borowcach pod Częstochową może zostać wkrótce zawieszone. Podejrzany o zastrzelenie brata, szwagierki oraz ich syna Jacek Jaworek nie został zatrzymany, mimo że minęło już 10 miesięcy od tej zbrodni. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie kończy czynności procesowe. Jak powiedział reporterce RMF FM Annie Kropaczek rzecznik prokuratury Tomasz Ozimek, wyczerpał się repertuar środków możliwych do zastosowania.

Śledczy przesłuchali kilkudziesięciu świadków, zebrali dowody, czekają jeszcze na opinię biegłych, która wyjaśni dokładnie mechanizm zgonu ofiar i pozwoli na rekonstrukcję zdarzeń z 10 lipca ubiegłego roku. Później postępowanie może zostać zawieszone.

W poszukiwaniach podejrzewanego o potrójne zabójstwo Jacka Jaworka nie ma przełomu. Policja nadal bierze pod uwagę zarówno to, że mężczyzna ukrywa się za granicą oraz to, że nie żyje. 10 lipca 2021 roku w miejscowości Borowce koło Częstochowy w domu jednorodzinnym wezwani do awantury domowej policjanci znaleźli ciała 44-letniego małżeństwa oraz ich 17-letniego syna.

Ofiary zostały zastrzelone, przeżył tylko młodszy, 13-letni syn, który zdołał się najpierw ukryć, a potem uciec.

Ustalenia śledczych wskazują, że sprawcą zbrodni jest brat 44-latka, Jacek Jaworek, który w ostatnim czasie mieszkał z rodziną po opuszczeniu zakładu karnego, gdzie odbywał karę pozbawienia wolności w związku z uchylaniem się od płacenia alimentów. Tuż po zbrodni Jaworek uciekł.

Śledczy nie wykluczają żadnej opcji – biorą pod uwagę, że mężczyzna mógł popełnić samobójstwo, ale też może ukrywać się nadal na terenie Polski lub innego kraju.

52-latek jest poszukiwany listem gończym, Europejskim Nakazem Aresztowania, wystawiono za nim czerwoną notę Interpolu. 16 lipca komendant wojewódzki policji w Katowicach wyznaczył też nagrodę w wysokości 20 tys. zł za informacje, które pomogą zatrzymać Jaworka lub odnaleźć jego ciało.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kim jest podejrzany o zabójstwo dziennikarza w Parku Śląskim?

Prokuratura wydała list gończy za 34-letnim Kamilem Żyłą podejrzanym o zabójstwo dziennikarza, do którego doszło w marcu w Parku Śląskim w Chorzowie. Domniemany sprawca się ukrywa. Możliwe, że przebywa za granicą. Ostatnio zameldowany był w Jastrzębiu-Zdroju. List gończy chorzowskiej prokuratury rozesłano kilka godzin po decyzji sądu, który uwzględnił wniosek śledczych o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Był to konieczny warunek do rozpoczęcia oficjalnych poszukiwań. Prokuratura chce, aby podejrzany był także ścigany poza granicami Polski. O wydanie za nim ENA (Europejskiego Nakazu Aresztowania) śledczy muszą wystąpić do Sądu Okręgowego w Katowicach.

Komunikat z rysopisem i zdjęciem podejrzanego został opublikowany na stronie internetowej chorzowskiej policji.

KAMIL ŻYŁA

Drugie imię: Krzysztof
Imię ojca: Mirosław
Imię matki: Monika
Nazwisko panieńskie matki: Cygan
Płeć: mężczyzna
Miejsce urodzenia: Jastrzębie-Zdrój
Data urodzenia: 1987-08-02
Pseudonim: – brak
Ostatnie miejsce zameldowania: Jastrzębie-Zdrój, ul. Podmiejska 10/13
Obywatelstwo: Polska
Sylwetka: waga około 75 kg, sylwetka szczupła, wzrost 170-180.
Znaki szczególne: tatuaż z logo klubu sportowego FC Barcelona
Włosy: włosy ciemne z możliwością ufarbowania na jasny blond.
Wzrost: 175-180 cm
Kolor oczu: Brązowe

Wszystkie osoby mające jakiekolwiek informacje o poszukiwanym, proszone są o osobisty lub telefoniczny kontakt z policjantami z chorzowskiej komendy pod numerem 47 85 452 55 lub pod numerem 112.

Zabójstwo dziennikarza

W nocy z 26 na 27 marca policja otrzymała informację o śmierci 30-letniego dziennikarza, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji, miał wiele ran zadanych nożem. Okazało się, że został zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z kobietą. Po ataku to ona zawiozła go na pogotowie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ekstradycja 34-letniego Polaka. Ukrywał się ponad 5 lat

Po ponad 5 latach ukrywania się za granicą przed organami ścigania, z Londynu do Polski został przekonwojowany 34-letni mieszkaniec powiatu milickiego, który w październiku 2016 roku czynnie brał udział w zamieszkach przed budynkiem Komendy Powiatowej Policji w Miliczu. Ostatni z poszukiwanych listem gończym uczestników tych zbiorowych zamieszek został zatrzymany w Wielkiej Brytanii.

Przypomnijmy – do zamieszek z udziałem dużej grupy agresorów doszło bezpośrednio przed budynkiem Komendy Powiatowej Policji w Miliczu na początku października 2016 roku. Tłum agresywnych ludzi próbował wtargnąć do budynku komendy, a interweniujący policjanci zostali obrzuceni kamieniami, kostką brukową wyrwaną z chodników, szklanymi butelkami czy też jajkami. Zaatakowani funkcjonariusze w celu odparcia bezpośredniego zagrożenia zmuszeni byli użyć wobec napastników środków przymusu bezpośredniego. Jeszcze w trakcie zamieszek oraz w następnych dniach mundurowi zatrzymali prawie wszystkich sprawców czynnie biorących w nich udział. Jednak mężczyzna, który wiódł prym w tłumie oraz był najbardziej agresywny i aktywny podczas tego zdarzenia, nie został zatrzymany i zdołał ukryć się przed policjantami. Mieszkaniec jednej z okolicznych wiosek, który był dobrze już znany miejscowym policjantom w związku z wcześniejszymi interwencjami z jego udziałem, wyjechał za granicę, gdzie przez ponad 5 lat ukrywał się przed polskimi organami ścigania.

W czwartek, 21.04.2022 r., na lotnisku w Warszawie wylądował samolot z Londynu, którym w policyjnym konwoju został przetransportowany do Polski poszukiwany 34-latek. Zaraz po przylocie do kraju mężczyzna został osadzony w jednym z aresztów śledczych w Warszawie. W najbliższych dniach zostanie przekonwojowany do Aresztu Śledczego we Wrocławiu, a następnie doprowadzony do milickiej prokuratury w celu wykonania „zaległych” czynności procesowych z jego udziałem.
Źródło info i foto: Policja.pl