Zwłoki 39 osób w ciężarówce. Sąd w Wietnamie skazał oskarżonych

Sąd w Wietnamie w poniedziałek (14 września) skazał czterech Wietnamczyków na kary od 2,5 do 7,5 roku pozbawienia wolności w związku ze śmiercią 39 migrantów, których ciała znaleziono w ciężarówce niedaleko Londynu w październiku zeszłego roku.

Oskarżeni w wieku od 24 do 36 lat zostali uznani za winnych „zorganizowania nielegalnej emigracji i pośredniczenia w niej” po trwającym dzień procesie w prowincji Ha Tinh – powiedział agencji Reutera ojciec jednej z ofiar. Policja poinformowała w wydanym wcześniej w poniedziałek oświadczeniu, że oskarżeni za 22 tys. dolarów zorganizowali transport 26-letniej Pham Thi Tra My do Francji, a później do Wielkiej Brytanii. 26-latka mniej więcej w chwili, gdy ciężarówka była w drodze z Belgii do Wielkiej Brytanii, wysłała SMS do swojej matki, w którym napisała, że nie może oddychać.

– Szczerze mówiąc, nie chcę, aby oskarżeni otrzymali długie kary więzienia, ponieważ wiem, że to był tylko wypadek – powiedział Thin, ojciec Tra My, który był obecny na rozprawie. – Skazanie ich na długie kary nie pomoże mi odzyskać córki – dodał.

39 ciał w ciężarówce

W nocy z 22 na 23 października ub.r. na terenie parku przemysłowego w Grays na wschód od Londynu w kontenerze-chłodni znajdującym się na naczepie ciężarówki odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców.

Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia bądź połączenia tych czynników.

Ofiary pochodziły głównie z Ha Tinh i sąsiedniej prowincji Nghe An.

Proces członków gangu w październiku

W sierpniu właściciel ciężarówki, w której znaleziono ciała, 40-letni Ronan Hughes, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa 39 Wietnamczyków, a także do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie między 1 maja 2018 r. a 24 października 2019 r.

Przed sądem stanął także 23-letni Eamonn Harrison, który, jak się podejrzewa, dowiózł kontener z imigrantami do Zeebrugge. Nie przyznał się ani do nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji. Za pośrednictwem łącza wideo zeznanie złożył także 42-letni Gazmir Nuzi, który przyznał się jedynie do pomocy w nielegalnej imigracji.

W kwietniu do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa przyznał się Maurice Robinson, który kierował ciężarówką w momencie, gdy znaleziono w niej ciała, a wcześniej także do pomocy w nielegalnej imigracji. W tej sprawie oskarżonych jest jeszcze czterech innych domniemanych członków gangu – Irlandczyk Christopher Kennedy oraz trzech mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów – Gheorge Nica, Valentin Calota i Alexandru-Ovidiu Hanga. Spośród tej czwórki tylko ostatni przyznał się do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji.

5 października ma się rozpocząć właściwy proces Harrisona, Kennedy’ego, Nicy i Caloty. Może on potrwać do pięciu tygodni.
Źródło info i foto: interia.pl

Londyn: Dożywocie dla zabójcy dwóch kobiet. Ich ciała ukrył w lodówce

36-letni Zahid Younis, który zabił dwie kobiety, a następnie przez wiele miesięcy trzymał ich zwłoki w lodówce, został skazany w czwartek przez sąd w Londynie na karę dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie przed upływem 38 lat.

Rozczłonkowane ciała 34-letniej Węgierki Henriett Szucs i 38-letniej Mihrican Mustafy, matki trojga dzieci, policja znalazła w lodówce w mieszkaniu Younisa w Canning Town we wschodnim Londynie w kwietniu 2019 roku. Pierwsza z nich po raz ostatni była widziana w sierpniu 2016 roku, druga – w maju 2018 roku.

Jak wynika z przedstawionej przez prokuraturę wersji wydarzeń, Younis zabił Szucs w listopadzie 2016 roku i w tym samym dniu, w którym dokonał zbrodni, kupił – wyłącznie w celu trzymania ciała – lodówkę. Dokładnej przyczyny zgonu obu kobiet nie udało się ustalić, ale obrażenia wskazują, że przed śmiercią były ofiarą przemocy ze strony zabójcy.
Younis, który w 2004 roku poślubił w meczecie w północno-wschodnim Londynie 14-letnią dziewczynkę, a później dwukrotnie odsiadywał wyrok za przestępstwa seksualne wobec nieletnich, nie przyznał się do zbrodni, a jedynie do tego, że uniemożliwił zgodny z prawem i stosowny pogrzeb obu kobiet.

Na swoje ofiary wyszukiwał kobiety, które miały różne problemy życiowe

Jak wyjaśniał, Szucs zmarła w jego mieszkaniu pod jego nieobecność i nie poinformował o tym policji, gdyż wpadł w panikę. Z pomocą lokalnego przestępcy rozczłonkował ciało i umieścił je w nowo zakupionej lodówce – mówił. Twierdził też, że dwa lata później ten sam przestępca wraz z innym mężczyzną przynieśli mu ciało Mustafy i kazali również ukryć w lodówce, ale jak ustalono w śledztwie, nie było to możliwe, bo jeden z tych mężczyzn w tym czasie przebywał w więzieniu.

Według prokuratury, Younis wyszukiwał na swoje ofiary kobiety, które miały różne problemy życiowe, łatwo poddające się manipulacjom i łatwo dające się uzależnić. I Szucs, i Mustafa były przez pewien czas bezdomne i miały problem z uzależnieniem od narkotyków. Obie przed śmiercią były w związkach ze sprawcą.

W czwartek został skazany przez sąd w Londynie na karę dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie przed upływem 38 lat. Zarówno podczas śledztwa, jak i podczas procesu i odczytywania wyroku, Younis nie okazywał emocji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak nożownika w centrum Londynu

Dwie osoby zostały w piątek wieczorem pchnięte nożem w centrum Londynu, ich obrażenia nie zagrażają życiu – poinformowała brytyjska policja. Do zdarzenia doszło około godz. 22:30 w piątek. Rzecznik londyńskiej policji oświadczył, że incydent, którego dokładne okoliczności jeszcze są wyjaśniane, nie miał charakteru ataku terrorystycznego.

Atak w popularnej dzielnicy Londynu

Do zdarzenia doszło w rejonie Broadgate Circle, pełnego sklepów i lokali rozrywkowych w centrum Londynu. W pobliżu znajduje się dzielica banków i instytucji finansowych. Na miejsce incydentu przyjechały karetki; pierwsza z nich po sześciu minutach od zgłoszenia. Policja odradziła zbliżanie się do tego miejsca. Jak podał „Daily Mirror”, w ubiegłym roku wskaźnik przestępczości w Londynie był pięciokrotnie wyższy w porównaniu z innymi angielskimi miastami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Londyn: Zrzucił chłopca z 10. piętra, aby zaistnieć w telewizji. Został skazany na 15 lat

Brytyjski nastolatek, który zrzucił sześcioletniego francuskiego chłopca z platformy widokowej na 10. piętrze galerii sztuki Tate Modern w Londynie z zamiarem zabicia go, został w piątek skazany co najmniej na 15 lat więzienia z możliwością, że nigdy nie wyjdzie na wolność.

Do zdarzenia doszło w sierpniu zeszłego roku. Jonty Bravery, który miał wówczas 17 lat, w grudniu przyznał się do usiłowania zabójstwa. Poszkodowany chłopiec, którego personaliów nie ujawniono, odwiedzał Wielką Brytanię wraz z rodziną. Wyrzucony przez Bravery’ego z platformy widokowej uderzył w znajdujący się 30 metrów niżej dach nad piątym piętrem. Przeżył, ale doznał poważnych obrażeń wewnętrznych – krwawienia do mózgu, pęknięcia kręgosłupa, złamania kilku kości. Jak informują jego rodzice, dopiero w styczniu zaczął z powrotem jeść, trochę mówić, ale cały czas pozostaje na wózku inwalidzkim, ma szyny w ramieniu i obu nogach i czeka go wieloletnia rehabilitacja.

Chciał, aby pokazano go w telewizji

18-letni obecnie Bravery, który został aresztowany wkrótce po zdarzeniu, powiedział policji, że planował skrzywdzić kogoś w muzeum, aby pokazano go w telewizji. Poprzedniego dnia szukał w internecie informacji, jak zabijać ludzi, a przed zdarzeniem zapytał kogoś, gdzie znajduje się jakiś wysoki budynek. Stwierdzono u niego spektrum zaburzeń autystycznych i zaburzenia osobowości, ale sędzia uznała, że te schorzenia nie wyjaśniają w pełni motywów jego działań i że stanowi on „poważne i bezpośrednie zagrożenie dla społeczeństwa”.

Zdecydowała, że powinien zostać uwięziony na minimum 15 lat, z możliwością, że nigdy nie będzie wypuszczony na wolność.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nocne zamieszki w Londynie. 15 policjantów rannych

Do starć doszło po tym, jak nielegalna impreza uliczna w londyńskiej dzielnicy Brixton, wymknęła się spod kontroli. Do starć interweniujących funkcjonariuszy z uczestnikami „zabawy” doszło w czwartek nad ranem. W ich wyniku rany odniosło 15 policjantów, a dwóch pozostaje w szpitalu. Na nagraniach z zajść, które pojawiły się w mediach społecznościowych, widać, jak ludzie rzucają różnymi ciężkimi przedmiotami w interweniujących policjantów. Udostępniono również nagrania, na których uwieczniono osoby wskakujące na policyjne radiowozy.

Zajścia zakończyły się aresztowaniem czterech osób. Zarzuca się im napaść i przestępstwa związane z zakłócaniem porządku publicznego. 15 funkcjonariuszy zostało rannych, dwóch z nich wymaga hospitalizacji. Zniszczonych zostało również kilka radiowozów i ambulansów.

Ataki na policjantów nie były jedynymi. Uczestnicy imprezy walczyli również między sobą. Według niektórych doniesień, w ruch poszły pięści, metalowe pręty, cegły, a nawet noże.

Impreza była nielegalna

Policja wyjaśnia, co było przyczyną wybuchu zamieszek. Według wstępnych ustaleń, w trakcie ulicznego grilla ktoś wystrzelił z pistoletu, później ludzie rzucili się do ucieczki, a po chwili rozgorzała bijatyka. Po wkroczeniu funkcjonariuszy, agresja tłumu obróciła się przeciwko nim.

– Zeszłej nocy otrzymaliśmy wiele zgłoszeń od mieszkańców skarżących się na hałas, zachowania aspołeczne i przemoc – powiedział komendant policji Colin Wingrove wyjaśniając powody interwencji.

Przypomniał, że impreza odbyła się wbrew prawu, gdyż obowiązują ograniczenia wynikające z epidemii koronawirusa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trzy osoby nie żyją po ataku nożownika w Reading

Atak nożownika w Reading, na zachód od Londynu, jest traktowany jako zdarzenie o charakterze terrorystycznym – poinformowała w niedzielę policja. Potwierdziła też, że w ataku trzy osoby zostały zabite, trzy kolejne są ranne i znajdują się w stanie krytycznym.

W wydanym przed południem oświadczeniu policja z regionu Doliny Tamizy, poinformowała, że zdarzenie jest traktowane jako zajście o charakterze terrorystycznym i śledztwo przejmuje policja antyterrorystyczna. Jeszcze w niedzielę rano podawano, że zdarzenie nie ma podłoża terrorystycznego.

Do zdarzenia doszło w sobotę ok. 19 miejscowego czasu w parku Forbury Gardens, gdzie dwie godziny wcześniej zakończył się protest ruchu Black Lives Matter. Według relacji świadków, mężczyzna podbiegł do siedzącej na trawie grupy 8-10 osób, głównie mężczyzn w średnim wieku, i dźgnął trzy osoby nożem. Uciekając ranił kolejne. Zatrzymany został przez policjanta, który dogonił go i powalił na ziemię.

Wiele osób siedziało pijąc z przyjaciółmi, gdy samotny mężczyzna przechodzący tamtędy nagle zaczął wykrzykiwać niezrozumiałe słowa i podbiegł do dużej grupy około 10 osób, próbując je dźgnąć nożem. Ugodził mocno trzy z nich, w szyję i pod pachy, a potem odwrócił się i zaczął biec w moją stronę, my odwróciliśmy się i zaczęliśmy biec. Kiedy zorientował się, że nie może nas złapać, usiłował dopaść kolejną grupę, dźgnął jedną osobę w szyję, a kiedy zorientował się, że wszyscy zaczynają biec w jego stronę, wybiegł z parku – mówił cytowany przez brytyjskie media świadek wydarzenia, 20-letni Laurence Wort.

25-letni sprawca jest, jak podają media powołując się na źródła w służbach bezpieczeństwa, Libijczykiem mieszkającym w Reading. W przeszłości odsiadywał wyrok za mniejsze przestępstwo, nie mające podłoża terrorystycznego. Został on aresztowany pod zarzutem morderstwa i obecnie znajduje się w policyjnym areszcie.

W nocy policja przeszukała mieszkanie, w którym mieszkał sprawca. Policja uważa, że nie ma obecnie dalszego zagrożenia dla mieszkańców. Potwierdzono również, że atak nie jest łączony z protestem Black Lives Matter, który przebiegał spokojnie. Także jego organizatorzy poinformowali, że nikt z jego uczestników nie doznał obrażeń.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Londyn: Ponad 100 osób aresztowanych po zamieszkach

Ponad sto osób aresztowano po sobotnich zamieszkach w Londynie – podała londyńska policja metropolitalna. Większość aresztowanych to osoby, które – jak przekonywały – bronią pomników ważnych dla brytyjskiej historii przed aktami wandalizmu ze strony antyrasistowskich aktywistów. Część tych osób użyła tego tylko jako pretekstu do atakowania policji i wszczynania burd.

Jednym z aresztowanych jest 28-letni mężczyzna, który oddawał mocz koło stojącego w pobliżu parlamentu postumentu upamiętniającego Keitha Palmera, policjanta, który w 2017 r. został zamordowany przez dżihadystę Khalida Masooda. Zdjęcie oddającego mocz mężczyzny obiegło w sobotę wieczorem brytyjskie media, wzbudzając powszechne potępienie i niesmak. Mężczyzna sam oddał się w ręce policji.

W sobotę wieczorem londyńskie służby medyczne informowały, że w zamieszkach obrażenia odniosło 15 osób, w tym dwóch funkcjonariuszy policji, zaś do szpitali odwieziono sześć osób.

Premier Boris Johnson potępił zamieszki. Na naszych ulicach nie ma miejsca dla rasistowskiego bandytyzmu. Każdy, kto zaatakuje policję, spotka się z pełną mocą prawa. Te marsze i protesty zostały podważone przez przemoc i naruszają obowiązujące wytyczne. Na rasizm nie ma miejsca w Wielkiej Brytanii i musimy pracować razem, aby to urzeczywistnić – napisał Johnson na Twitterze.

Trwające już drugi weekend w różnych miastach Wielkiej Brytanii demonstracje były na początku reakcją na śmierć podczas policyjnego zatrzymania w USA Afroamerykanina George’a Floyda. Ale z czasem głównym żądaniem demonstrantów stało się to, by Wielka Brytania sama skonfrontowała się z własną historią, a także z rasizmem, który ich zdaniem wciąż jest obecny w brytyjskim życiu publicznym.

Akcja obrony pomników była odpowiedzią na zeszłotygodniowe zamieszki, które towarzyszyły manifestacjom ruchu Black Lives Matter, gdy w Bristolu tłum obalił pomnik zasłużonego dla miasta kupca, handlarza niewolników, posła i filantropa Edwarda Colstona, zaś w Londynie dwukrotnie wymalowano sprayem napisy na pomniku byłego premiera Winstona Churchilla i próbowano podpalić brytyjską flagę na The Cenotaph – monumencie ku czci poległych w czasie obu wojen światowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zamieszki w Paryżu i Londynie. Doszło do starć z policją

Przedstawiciele prawicowych ugrupowań starli się z policją w centrum Londynu – informuje Associated Press. W sobotę w stolicy Wielkiej Brytanii miały odbyć się też protesty przeciwko rasizmowi w ramach ruchu Black Lives Matter, jednak zostały one przełożone z powodu obaw o bezpieczeństwo. Do starć protestujących z policją doszło także w Paryżu.

W sobotę do Londynu przyjechały nie tylko osoby planujące protest w ramach ruchu Black Lives Matter, lecz także przedstawiciele prawicowych ugrupowań oraz członkowie grup kibolskich. Oficjalnie ci drudzy zebrali się po to, by strzec zabytków historycznych, które w zeszłym tygodniu stały się celem protestujących przeciwko rasizmowi.

Najwięcej osób zebrało się w pobliżu pomnika Winstona Churchilla oraz przy grobie nieznanego żołnierza przy Whitehall, które już w piątek zostały zabezpieczone specjalnymi panelami ochronnymi przed ewentualnymi zniszczeniami. Urzędnicy obawiali się, że rzeźby ucierpią, jeśli przedstawiciele skrajnej prawicy pod pretekstem rzekomej ochrony monumentów będą dążyli do konfrontacji z osobami protestującymi przeciwko rasizmowi.

Niektórzy protestujący rzucali butelkami i puszkami w funkcjonariuszy, podczas gdy inni próbowali przedrzeć się przez policyjne bariery. Inni śpiewali angielski hymn.

– Jestem zmęczony sposobem, w jaki władze przez dwa kolejne weekendy zezwoliły na akty wandalizmu przeciwko naszym narodowym zabytkom – mówił podczas protestów Paul Golding, lider skrajnie prawicowej grupy Britain First.

Przedstawiciele ruchu Black Lives Matter odwołali zaplanowaną na sobotę demonstrację mówiąc, że obecność przedstawicieli skrajnej prawicy zagraża bezpieczeństwu manifestujących. Mimo to w sobotę w Hyde Parku odbyła się mniejsza manifestacja przeciwko rasizmowi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Londyn: Protesty po śmierci George’a Floyda. Pomnik handlarza niewolnikami runął do rzeki

Dziesiątki tysięcy ludzi biorą udział w niedzielę w demonstracjach ruchu Black Lives Matter w kilku brytyjskich miastach. Główny protest, odbywający się przed ambasadą USA w Londynie, został przyćmiony przez obalenie pomnika handlarza niewolnikami w Bristolu. Podczas protestu w Bristolu, w którym brało udział około 10 tys. osób, demonstranci zrzucili z cokołu wykonany z brązu pomnik Edwarda Colstona, a następnie pomalowali go sprayem, przeciągnęli przez miasto i wrzucili do rzeki Avon.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lokalna policja, a minister spraw wewnętrznych Priti Patel – która sama wywodzi się z mniejszości etnicznej – nazwała to wydarzenie „całkowicie haniebnym”.

– Jestem pewna, że brytyjskie społeczeństwo zgodzi się ze mną, że to, co widzieliśmy, było całkowicie niewłaściwe, haniebne i, szczerze mówiąc, dlatego właśnie te protesty powinny się zakończyć, a nie trwać. Nie ma usprawiedliwienia dla tego rodzaju gwałtownych zachowań – powiedziała Patel. Obalenie pomnika pochwalił natomiast laburzystowski poseł Clive Lewis.

Colston to żyjący na przełomie XVII i XVIII w. kupiec, handlarz niewolnikami, poseł i filantrop. Był członkiem Królewskiej Kompanii Afrykańskiej, która wysłała ok. 80 tys. Afrykanów do Ameryki jako niewolników, ale zarazem był osobą bardzo zasłużoną dla Bristolu, gdzie fundował szkoły, szpitale i kościoły.

Tymczasem w Londynie demonstranci ponownie namalowali sprayem napisy na cokole stojącego na Parliament Square pomnika Winstona Churchilla, powszechnie uważanego za najwybitniejszego brytyjskiego premiera w XX w. Podobny taki incydent miał miejsce w sobotę.

Tłum w Londynie

Główna demonstracja w Londynie odbywa się jednak przed znajdującą się po przeciwnej stronie Tamizy ambasadą amerykańską. Jak na razie nie ma informacji, by doszło tam do jakichś incydentów, ale sobotnie demonstracje przez większość czasu również przebiegały spokojnie, natomiast na koniec doszło do zamieszek, gdy grupa 400-500 osób zaczęła rzucać w kierunku policji butelki i flary.

Jak informowała wcześniej w niedzielę londyńska policja metropolitalna, w czasie sobotnich demonstracji obrażenia odniosło 14 funkcjonariuszy i aresztowano dotąd 29 osób. Oprócz Londynu i Bristolu manifestacje popierające ruch Black Lives Matter odbywały się w niedzielę także m.in. w Manchesterze, Nottingham, Wolverhampton, Glasgow i Edynburgu. Wszystkie te protesty są niezgodne z prawem, bo przepisy wprowadzone w celu zatrzymania epidemii koronawirusa zabraniają zgromadzeń liczących więcej niż sześć osób. Brytyjski minister zdrowia Matt Hancock mówił w niedzielę rano, że nie ulega wątpliwości, że przyczynią się one do wzrostu liczby zakażonych.

Pierwotnym powodem odbywających się w wielu miastach świata demonstracji jest śmierć 46-letniego Afroamerykanina George’a Floyda, który pod koniec maja zmarł podczas brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis. Uczestnicy manifestacji protestują jednak także przeciwko brutalności policji i nierównościom na tle rasowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Okropna zbrodnia w stolicy Wielkiej Brytanii. Nie żyje roczna dziewczynka i 3-latek

Do potwornej zbrodni doszło we wschodnim Londynie. Roczna dziewczynka i trzyletni chłopiec zostali zadźgani nożem. Do szpitala trafił też ranny 40-letni mężczyzna. Na razie nie ma informacji na temat relacji łączących 40-latka z dziećmi. Wiadomo jedynie, że się znali. Policja bada przyczyny tragedii. Dramat rozegrał się w niedzielę około godz. 17:30 czasu lokalnego w domu przy Aldborough Road we wschodniej części Londynu. Policja otrzymała zgłoszenie o rannych dzieciach i mężczyźnie.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali przerażający widok. Roczna dziewczynka i trzyletni chłopiec mieli ciężkie obrażenia ciała na skutek ciosów zadanych ostrym narzędziem. Na pomoc dziewczynce było już za późno. Chłopczyk walczył jeszcze o życie w szpitalu, ale lekarze nie zdołali go uratować.

Do szpitala trafił też w stanie krytycznym 40-letni mężczyzna. Jak podaje BBC, cała trójka się znała, ale na razie nie ma informacji czy 40-latek był ojcem dzieci.

78-letni Thomas Dodds, który mieszka w pobliżu miejsca tragedii, w rozmowie z BBC powiedział, że przed przyjazdem radiowozów i karetek pogotowia słyszał krzyk kobiety.

Policja wszczęła śledztwo w sprawie morderstwa. Przyczyny tragedii nie są znane. Wiadomo jedynie, że 40-letni mężczyzna był „znany policji”.
Źródło info i foto: Fakt.pl