Portugalia: Trzej urzędnicy podejrzani o zamordowanie Ukraińca

​Portugalska policja zatrzymała trzech pracowników Urzędu ds. Cudzoziemców i Granic (SEF), podejrzanych o zamordowanie na lotnisku w Lizbonie obywatela Ukrainy. Mężczyzna, jak wynika z dochodzenia, przed śmiercią miał być torturowany. Według informacji policji, wszyscy trzej urzędnicy jeszcze w poniedziałek wieczorem usłyszą zarzuty dotyczące zamordowania na lotnisku pasażera, który przyleciał z Turcji. Mężczyzna przybył do Lizbony z wizą turystyczną.

Z dokumentów śledztwa, do których dotarła portugalska telewizja TVI wynika, że urzędnicy uniemożliwili obywatelowi Ukrainy wyjście z lotniska, żądając od niego powrotu do Turcji następnym samolotem.

Pasażer źle zareagował na taką decyzję pracowników SEF zatrudnionych na lotnisku (…) i prawdopodobnie doznał ataku epilepsji – ustaliła TVI.

Według śledztwa po przeniesieniu pasażera do osobnego pomieszczenia na lotnisku urzędnicy mieli go torturować. Ciało Ukraińca, zakutego w kajdanki, znaleziono 12 marca na terenie lizbońskiego portu lotniczego nazajutrz po zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Na lotnisku w Kenii zaginęło 6 mln masek ochronnych

Na lotnisku w Kenii zaginęło 6 mln masek ochronnych zamówionych przez Bundeswehrę dla niemieckich szpitali – potwierdziła rzeczniczka niemieckiego resortu obrony. Było to jedno z pierwszych dużych zamówień sprzętu ochronnego w ramach walki z epidemią koronawirusa.

O zaginięciu przesyłki poinformował tygodnik „Der Spiegel”. W artykule przytoczono część poufnego raportu ministerstwa obrony, z którego wynikało, że maski FFP2 nie zostały dostarczone, gdyż „towar bez śladu zniknął na lotnisku w Kenii”. Zgodnie z planem powinny dotrzeć do Niemiec w ubiegły piątek.

Rzeczniczka resortu obrony oświadczyła, że służby próbują wyjaśnić, „co się tam stało”. Zapewniła, że budżet „nie poniósł uszczerbku, bo maski nie zostały jeszcze dostarczone i zapłacone”. Wyjaśniła, że „tym samym umowa jest nieważna”. Nie potrafiła jednak wyjaśnić, jaką rolę w transakcji odgrywała Kenia.

Telewizja Deutsche Welle wskazuje, że lekarze i szpitale w Niemczech pilnie potrzebują uzupełnienia zapasów masek ochraniających drogi oddechowe z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Sztab kryzysowy niemieckiego rządu zadanie uzupełniania zapasów masek i odzieży ochronnej dla medyków przekazał komórce zaopatrzeniowej Bundeswehry z siedzibą w Koblencji.

Instytut Roberta Kocha przekazał, że na wtorek w Niemczech potwierdzono 26 436 przypadków zakażenia koronawirusem. Zmarło 114 osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Jasionka: Dwóch Irakijczyków chciało dostać się do Irlandii. Udawali Włochów

Na lotnisku w podrzeszowskiej Jasionce (Podkarpackie) funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali dwóch Irakijczyków posługujących się fałszywymi dokumentami. Mężczyźni podawali się za Włochów i chcieli dotrzeć do Irlandii. Jak poinformował Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej w Przemyślu, mężczyźni w wieku 25 i 26 lat zgłosili się do odprawy granicznej na rejs do Irlandii.

Podczas kontroli posłużyli się włoskimi dowodami osobistymi. Mundurowi z SG nabrali podejrzeń, że dokumenty są fałszywe. Cudzoziemcy, usiłując potwierdzić obywatelstwo włoskie przedstawili prawa jazdy wydane rzekomo przez władze tego kraju. Wnikliwa analiza potwierdziła, że wszystkie okazane dokumenty były fałszywe.

Cudzoziemcy przyznali, że w rzeczywistości są obywatelami Iraku, a w bagażach mieli paszporty wydane przez władze tego kraju. Mają prawo pobytu na terenie jednego z krajów Unii Europejskiej, jednak postanowili przeprowadzić się do Irlandii. Dokumenty kupili w Niemczech, płacąc 150 euro za sztukę.

Mężczyźni przyznali się do przestępstwa i dobrowolnie poddali karze, na jej poczet zabezpieczono po 4 tys. zł. Dalsze czynności prowadzone są pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Źródło info i foto: interia.pl

Lotnisko w Krakowie-Balicach. Mężczyzna chciał przemycić 13 sztuk pistoletów

Na lotnisku w Krakowie-Balicach zatrzymany został mężczyzna, w którego bagażu podręcznym znaleziono 13 sztuk pistoletów alarmowych, kaliber 9 mm wraz z magazynkami – poinformowała straż graniczna. Mężczyzna został ukarany grzywną w wysokości ponad czterech tys. zł.

Straż graniczna poinformowała w poniedziałek, że mężczyzna, w bagażu którego w ubiegły piątek na lotnisku znaleziono broń, jest obywatelem Izraela. Na terytorium Węgier, za tysiąc dolarów amerykańskich, miał on zakupić broń dla siebie i swoich przyjaciół. Następnie autobusem przyjechał do Krakowa, skąd planował odlecieć do Tel Awiwu.

Według przekazanych informacji, w trakcie prowadzonych czynności Izraelczyk zaznaczył, że „nie był świadomy konieczności posiadania zezwolenia na taki rodzaj broni”. Jak podały służby, mężczyzna popełnił jednak przestępstwo, które zagrożone jest karą pozbawienia wolności od pół roku do ośmiu lat.

Ostatecznie wymierzona została mu kara grzywny w wysokości 4,2 tys. zł, przepadek zakupionej broni oraz pokrycie kosztów postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Kalifornia: 17-latka ukradła i rozbiła samolot na lotnisku

W stanie Kalifornia w USA aresztowano 17-letnią dziewczynę, która ukradła samolot i jeździła nim po terenie lotniska Fresno Yosemite International Airport. Młoda kobieta uszkodziła maszynę, wjeżdżając nią w ogrodzenie i jeden z budynków.

Do zdarzenia doszło w środę 18 grudnia. Około godziny 7:30 czasu lokalnego 17-letnia dziewczyna przedarła się przez płot lotniska Fresno Yosemite International Airport, wsiadła do znajdującego się tam samolotu King Air 200 i odpaliła jeden z silników. Maszyna zaczęła się kręcić i jeździć po płycie lotniska, po czym uderzyła w ogrodzenie i pobliski budynek – relacjonuje „USA Today”.

USA. 17-latka, która ukradła samolot, miała na głowie słuchawki. „Nie chciała współpracować”

Na miejsce zdarzenia wezwano policję. Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce, 17-latka siedziała na siedzeniu pilota, a na głowie miała słuchawki lotnicze. Szef lokalnej policji Drew Bessinger stwierdził, że nastolatka była „zdezorientowana i nie chciała współpracować”. Motywy dziewczyny nie są znane, jednak na chwilę obecną wykluczono motyw terrorystyczny.

Lotnisko wydało oświadczenie, w którym zapewniło, że wypadek miał miejsce z daleka od komercyjnej i wojskowej strefy. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. 17-latka została aresztowana. Usłyszała zarzut kradzieży samolotu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Okęcie: 11 kg heroiny w walizkach podróżnego, który przyleciał z Kataru

Ponad 11 kg heroiny o wartości blisko 4,5 mln zł znaleźli w październiku br. funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej i Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Narkotyki znajdowały się w walizkach podróżnego, który przyleciał z Kataru – poinformowała w czwartek KAS.

Krajowa Administracja Skarbowa poinformowała PAP, że w październiku br. funkcjonariusze KAS z Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego wraz z funkcjonariuszami Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej skontrolowali bagaże pasażerów samolotu, który do Warszawy przyleciał z Dohy w Katarze.

„Przeszkolone do wykrywania środków odurzających psy służbowe KAS – Loca i Nutka – wskazały walizki należące do jednego z podróżnych lecących tym rejsem. Nie zmylił ich zapach mieszanki egzotycznych przypraw, które podróżny umieścił w walizkach” – podano.

W komunikacie KAS zaznaczono, że bagaż poddano prześwietleniu rentgenowskiemu, które pokazało, że jest w nim podwójne dno, dlatego funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej podjęli decyzję o jego szczegółowej kontroli.

„Na początku zachowywał się spokojnie, jednak gdy się dowiedział, że zabezpieczyliśmy jego bagaż, zaczął się nerwowo zachowywać” – poinformował oficer z pionu operacyjno-śledczego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Mężczyzna twierdził, że swojego bagażu nie pakował osobiście.

„Po otwarciu obu walizek, pomiędzy ich ściankami, w podwójnych dnach, znaleźli osiem pakietów oklejonych folią i taśmą, zawierających granulat koloru beżowego. W tym samym czasie obywatel Wielkiej Brytanii był poddawany kontroli przez funkcjonariuszy Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej” – dodano.

Wstępne badania narkotestem wykazały, że ukryta w bagażu substancja to heroina – potwierdziły to szczegółowe badania w Laboratorium Kryminalistycznym Komendy Głównej Straży Granicznej.

Łącznie, w dwóch walizkach 51-letni obywatel Wielkiej Brytanii przemycał ponad 11 kg heroiny. Z takiej ilości narkotyku, można wyprodukować blisko 25 tysięcy „działek” o szacunkowej wartości blisko 4,5 mln zł.

„Co ciekawe, mężczyzna zapach przemycanego narkotyku próbował zagłuszyć egzotyczną mieszanką przypraw” – dodaje rzecznik Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej por. SG Dagmara Bielec-Janas. Według niej heroina prawdopodobnie miała trafić na rynek jednego z krajów Unii Europejskiej.

Podróżny został zatrzymany. Sąd zastosował wobec mężczyzny tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. Za przemyt takiej ilości narkotyków grozi mu kara pozbawienia wolności od 3 do 15 lat.

Dalsze postępowanie w sprawie przemytu prowadzi Placówka Straży Granicznej Warszawa-Okęcie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.

Krajowa Administracja Skarbowa dodała, że to kolejne w ostatnim czasie ujawnienie przemytu heroiny na Lotnisku Chopina. Na początku października, mazowieccy funkcjonariusze KAS zatrzymali u dwóch podróżnych ponad 8,5 kg heroiny, która także została ukryta w podwójnych dnach walizek.
Źródło info i foto: interia.pl

Polscy prokuratorzy zbadają wrak Tu-154M w Smoleńsku

Przedstawiciele polskiej Prokuratury Krajowej rozpoczęli wizytę w Smoleńsku. W poniedziałek rano udali się na teren lotniska wojskowego Smoleńsk Północny, gdzie znajduje się wrak polskiego samolotu Tu-154M.

Około godziny 8.45 czasu lokalnego (godziny 6.45 w Polsce) samochód z kilkuosobową grupą przedstawicieli Prokuratury Krajowej wjechał na teren lotniska. Droga dojazdowa przed bramą na lotnisko była pilnowana przez funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej. W poprzek drogi ustawiona została ciężarówka, która przesłania widok na bramę. Funkcjonariusze zakazali mediom filmowania wjazdu, informując, że miejsce to jest obiektem chronionym.

Jak informowała Prokuratura Krajowa, prokuratorzy z Zespołu Śledczego nr I będą prowadzić, wspólnie ze specjalistami, zaplanowane czynności procesowe. Według nieoficjalnych informacji celem wizyty prokuratorów jest wykonanie badań, które za niezbędne uznali amerykańscy eksperci współpracujący z polskimi śledczymi.

W maju „oględziny nie zostały zakończone”

Ostatnio polscy śledczy byli w Smoleńsku w maju tego roku. Prokuratorzy prowadzili wówczas czynności procesowe związane z oględzinami wraku Tu-154M znajdującego się w hangarze na lotnisku wojskowym Smoleńsk Północny. Rzeczniczka Prokuratury Krajowa mówiła wtedy, że „oględziny nie zostały zakończone”, a „prokuratorzy mają się ponownie udać do Smoleńska, żeby kontynuować czynności procesowe”.

Dwie poprzednie wizyty prokuratorów – jesienią 2018 i w maju 2019 roku – były efektem realizacji wniosków o pomoc prawną, kierowanych przez Zespół Śledczy Nr I Prokuratury Krajowej do rosyjskiej Prokuratury Generalnej. W obu wyjazdach uczestniczyli prokuratorzy i specjaliści-technicy kryminalistyczni, którzy na terenie lotniska Smoleńsk Północny brali udział w czynnościach procesowych związanych z oględzinami wraku polskiego samolotu Tu-154M. Z komunikatów strony rosyjskiej przed poprzednimi wizytami wynikało, że śledczy i kryminolodzy rosyjscy prowadzą oględziny wraku w obecności polskich przedstawicieli, a rezultaty wszystkich działań procesowych mają być przekazane polskiej stronie zgodnie z procedurami prawnymi. Strona polska nie podawała szczegółów prac w Smoleńsku.

W maju tego roku Prokuratura Krajowa informowała, że w swoich wnioskach Zespół Śledczy Nr I zwracał się między innymi o przeprowadzenie dodatkowych oględzin elementów konstrukcyjnych samolotu.

Tablice przy miejscu katastrofy smoleńskiej

Majowa wizyta prokuratorów zbiegła się z pojawieniem się na prywatnym terenie przy miejscu katastrofy smoleńskiej tablic z napisami w języku rosyjskim, prezentujących między innymi ustalenia rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) na temat przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. W reakcji na ustawienie tych tablic polskie MSZ przekazało ambasadorowi Rosji w Warszawie Siergiejowi Andriejewowi, że „zarówno treść, jak i samo postawienie tablic nie zostało uzgodnione ze stroną polską”, a Polska „oczekuje w tej sprawie na wyjaśnienia, usunięcia tablic, jak również niezwłocznego wprowadzenia w życie polsko-rosyjskich uzgodnień dotyczących budowy pomnika ofiar na miejscu katastrofy”.

Katastrofa w Smoleńsku

10 kwietnia 2010 roku samolot Tu-154M z polską delegacją udającą się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej rozbił się pod Smoleńskiem. Zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz wielu wysokich rangą urzędników państwowych i dowódców wojskowych. Wrak samolotu do tej pory znajduje się na płycie lotniska Smoleńsk Północny. Przedstawiciele polskich władz wielokrotnie podnosili sprawę jego zwrotu w rozmowach ze stroną rosyjską. W maju tego roku szef MSZ Jacek Czaputowicz poruszył ten temat na spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem.

Następnie we wrześniu tego roku Czaputowicz – przedstawiając stanowisko Polski z raportu o wykonywaniu zeszłorocznej rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy – ocenił, że Rosja nie jest skłonna poddać się zobowiązaniom wynikającym z tej rezolucji. Zapowiedział, że Polska będzie podnosić tę kwestię na forum Rady Europy i „starać się znaleźć rozwiązanie, którym byłby zwrot wraku stronie polskiej”. Minister ocenił, że przetrzymywanie wraku Tu-154M na terytorium Rosji jest pozbawione podstaw prawnych i nie ma racjonalnego uzasadnienia. Podkreślił, że Polska jest gotowa na mediacje z Rosją w tej sprawie bezpośrednio lub z udziałem strony trzeciej. Rosyjski Komitet Śledczy zapewniał dotąd, że jego śledztwo w sprawie karnej dotyczącej katastrofy trwa, wrak samolotu jest dowodem rzeczowym i z tego powodu nie może być zwrócony Polsce.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Palermo: Pies postrachem przemytników gotówki

Zapach pieniędzy perfekcyjnie wyczuwa służący na lotnisku w Palermo na Sycylii owczarek niemiecki Goro. Ten pies o wyjątkowych zdolnościach ma rok i dwa miesiące i jest tam pionierem w walce z przemytem gotówki – podkreśla dziennik „La Stampa”.

Goro ma nieomylny węch i jest pierwszym psem służącym na lotnisku Falcone-Borsellino jako tak zwany „cash-dog” – dodaje włoska gazeta. Razem z nim na terminalu są też trzy inne psy policyjne: Ugo, Zaros, Alex, specjalizujące się w szukaniu narkotyków.

Talent Goro uważa się za nadzwyczajny, bo ukryte w bagażach i w ubraniach pasażerów banknoty znacznie trudniej wykryć – tłumaczy komendant posterunku Gwardii Finansowej na lotnisku kapitan Graziano Rubino.

Owczarek rozpoczął tam służbę w maju po półrocznej tresurze; całkowicie innej – zaznaczył Rubino – od tej, jaką przechodzą psy narkotykowe.

Jak wyjaśnił, wynika to z tego, że „pieniądze mają całkowicie inny zapach, znacznie mniej wyrazisty, podczas gdy łatwiej psom wyczuć substancje odurzające, kwasy”.

Walka z przemytem pieniędzy na Sycylii ma, jak się podkreśla, szczególne znaczenie. Wymaga pomocy czworonoga także dlatego, że do Palermo przybywają zwłaszcza latem tysiące ludzi, a przeszukanie wszystkich bagaży jest niemożliwe.

W ostatnich dniach, podał dziennik, Goro pomógł zatrzymać zadłużonych u włoskiego fiskusa na wielomilionową kwotę dwóch chińskich przedsiębiorców, którzy wyjeżdżali z wyspy z dużą, nieujawnioną ilością pieniędzy ukrytych w podwójnym dnie walizek.

Dzięki swemu nieomylnemu nosowi Goro pomógł postawić zarzuty przemytu pieniędzy i oszustw 26 osobom, a także skonfiskować ponad 160 tysięcy euro.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hiszpania: Policjanci zwrócili uwagę na dziwny kształt włosów Kolumbijczyka. Przemycał kokainę

Policjanci na lotnisku w Barcelonie zatrzymali obywatela Kolumbii, który próbował przemycić pół kilo kokainy. Podejrzenia wzbudziło jego nerwowe zachowanie oraz dziwny kształt włosów.

Niektóre loty do Hiszpanii nazywane są przez tamtejszych policjantów „gorącymi”. Chodzi o kraje, z których ludzie próbują przemycać narkotyki. Uwagę policjantów na lotnisku w Barcelonie zwrócił mężczyzna, który przyleciał z Bogoty. Kolumbijczyk zachowywał się bardzo nerwowo. Zainteresowanie pracowników lotniska wzbudził też ze względu na specyficzny kształt włosów.

Okazało się, że na głowie mężczyzny jest peruka, pod którą próbował przeszmuglować narkotyki. Gdy poproszono Kolumbijczyka o zdjęcie sztucznych włosów, oczom policjantów ukazała się półkilogramowa paczka kokainy. Paczka z 503 gramami narkotyków była przyklejona do jego głowy taśmą. Wartość kokainy wyceniono na ponad 30 tysięcy euro. 65-letni mężczyzna został aresztowany. Do aresztowania doszło pod koniec czerwca, lecz poinformowano o nim dopiero dziś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Wall Street Journal”: Przyrodni brat Kim Dzong Una, Kim Dzong Nam, był informatorem CIA

Kim Dzong Nam, zamordowany na lotnisku w Malezji w 2017 roku przyrodni brat przywódcy północnokoreańskiego reżimu Kim Dzong Una, był informatorem Centralnej Agencji Wywiadowczej – twierdzi „Wall Street Journal”. „The Wall Street Journal”, powołując się na anonimowe źródło zaznajomione ze sprawą, poinformował w poniedziałek wieczorem, że Kim Dzong Nam kilkakrotnie spotykał się z agentami CIA.

„Było powiązanie” między amerykańską agencją szpiegowską a Kim Dzong Namem – powiedziało źródło. Nie wiadomo, kiedy miały miejsce spotkania Koreańczyka z agentami, o czym dyskutowano i czy reżim Kim Dzing Una wiedział o spotkaniach.

Kim Dzong Nam, najstarszy syn przywódcy północnokoreańskiego Kim Dzong-Ila, żył na wygnaniu i krytycznie odnosił się do rządów swojej rodziny. Na początku 2017 roku został w tajemniczy sposób zabity na lotnisku w Kuala Lumpur w Malezji. Miał 45 lat.

Według malezyjskich śledczych, Kim Dzong Nam został zaatakowany przez dwie kobiety, które otruły go środkiem nerwowym VX. Obie podejrzane zaprzeczyły zarzutom morderstwa. Twierdziły, że są ofiarami spisku, zorganizowanego przez Koreę Północną, a rozpylić substancję na twarzy Koreańczyka miały w ramach żartu – myślały, że zaangażowano je do programu typu „ukryta kamera”.

Wietnamka Doan Thi Huong przyznała się do mniej poważnego zarzutu „spowodowania urazu” i została zwolniona z więzienia w zeszłym miesiącu. Druga kobieta, Siti Aisyah z Indonezji, została zwolniona w marcu.

Korea Północna zaprzeczyła jakiemukolwiek zaangażowaniu w otrucie Kim Dzong Nama, twierdząc – bez dowodów – że zmarł on na atak serca.
Źródło info i foto: rp.pl