Nie żyje Brunon Kwiecień. Był skazany za przygotowywanie zamachu na Sejm

Brunon Kwiecień nie żyje – poinformowała we wtorek rzeczniczka prasowa Dyrektora Generalnego Służby Więziennej podpułkownik Elżbieta Krakowska. Mężczyzna został znaleziony we wtorek martwy na łóżku w swojej celi. „W ustaleniu przyczyn zgonu więźnia pomoże sekcja zwłok” – dodała rzeczniczka. Kwiecień kilka lat temu został skazany za przygotowywanie zamachu na Sejm. – Liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność na mocy warunkowego zwolnienia z odbywania kary. Nie skarżył się na żadne poważne problemy ze zdrowiem – powiedział w rozmowie z tvn24.pl jego obrońca, mecenas Maciej Burda.

Jak przekazała rzeczniczka w komunikacie, „6 sierpnia 2019 r. w Zakładzie Karnym Nr 1 we Wrocławiu ok. godziny 9.00 oddziałowy, podczas wypuszczania osadzonych do lekarza okulisty, zauważył, iż leżący na łóżku skazany Brunon K. nie daje oznak życia”. Zaznaczyła, że „funkcjonariusze bezzwłocznie przystąpili do akcji reanimacyjnej”, a „na miejsce natychmiast wezwano zespół pogotowania ratunkowego, który po kontynuacji akcji reanimacyjnej stwierdził zgon mężczyzny”.

„Służba Więzienna prowadzi własne czynności wyjaśniające”

Jak przekazała ppłk Krakowska, o śmierci powiadomiono policję i prokuraturę, „która prowadzi czynności w tej sprawie”. „Niezależnie od tego, jak zawsze w takich przypadkach, Służba Więzienna prowadzi własne czynności wyjaśniające. Dyrektor Okręgowy powołał komisję złożoną z funkcjonariuszy okręgowego inspektoratu SW we Wrocławiu, która pracuje na miejscu po to, aby wyjaśnić wszystkie szczegóły tego zdarzenia” – czytamy w komunikacie. Obecnie przyczyny śmierci Kwietnia nie są znane. „Z całą pewnością w ustaleniu przyczyn zgonu więźnia pomoże sekcja zwłok” – zaznaczyła rzeczniczka Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

„Liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność”

Według informacji tvn24.pl Brunon Kwiecień jeszcze kilka tygodni temu rozmawiał z Maciejem Burdą, swoim obrońcą w procesie o przygotowania do zamachu na Sejm oraz pełnomocnikiem w sprawie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez agentów ABW, którzy rozpracowywali Kwietnia. – Brunon Kwiecień liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność na mocy warunkowego zwolnienia z odbywania kary – powiedział mecenas Burda. – Wiele razy powtarzał, że nie zamierza popełnić samobójstwa – dodał adwokat. – Nie skarżył się na żadne poważne problemy ze zdrowiem. Cierpiał jedynie na dolegliwości związane z oczami – wyjaśnił. Jak przekazał, jego klient twierdził, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podżegali go do popełnienia kolejnych przestępstw: zamachu na ambasadę Izraela, zabójstwa ówczesnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz, wysadzenia pomnika martyrologii żydowskiej oraz handlu bronią.

Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie. Sąd utrzymał tę decyzję w mocy.

19 kwietnia 2017 roku krakowski sąd apelacyjny zadecydował, że Brunon Kwiecień jest winny przygotowywania zamachu terrorystycznego na Sejm. Obniżył równocześnie wyrok 13 lat więzienia, który wymierzył w 2015 roku sąd I instancji i skazał Kwietnia na 9 lat więzienia. Na poczet kary zaliczył też okres, który mężczyzna spędził wcześniej w areszcie. Brunon Kwiecień odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 roku ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 roku dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Według śledczych Kwiecień, doktor chemii, ówczesny pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zamierzał zdetonować w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, umieszczone w pojeździe SKOT. Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów – w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu. W śledztwie Kwiecień przyznał się do tego, że przygotowywał i opracowywał zamach na gmach Sejmu, natomiast nie poczuwał się do winy i twierdził, że inspirowała go inna osoba. Nie przyznał się do podżegania studentów ani do posiadania broni i handlu nią.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Opole Lubelskie: Znaleziono zwłoki z poderżniętym gardłem. Zatrzymano męża kobiety

Zakrwawiona 27-latka leżała we własnym łóżku w mieszkaniu w Opolu Lubelskim. Jej mąż zawiadomił policję i został zatrzymany. Według funkcjonariuszy to on mógł poderżnąć kobiecie gardło. Nie żyje 27-letnia kobieta. Według policji została zamordowana we własnym łóżku. – Kobieta miała obrażenia szyi wskazujące, że do śmierci przyczyniły się osoby trzecie – powiedział Marcin Gentelman z opolskiej komendy policji.

O sprawie informuje „Dziennik Wschodni”. Do zabójstwa doszło w nocy z czwartku na piątek w Opolu Lubelskim. W sprawie zatrzymano męża 27-latki. To on powiadomił policję. Powiedział, że znalazł zwłoki żony.

Podczas późniejszych oględzin stwierdzono, że zmarła kilka godzin wcześniej. 29-latek nie usłyszał zarzutów. Para ma dziecko. Sąd rodzinny ma podjąć decyzję w sprawie opieki nad nim.
Źródło info i foto: wp.pl

Poszukiwani listem gończym zatrzymani przez Zidane

33-letnia kobieta i 40-letni mężczyzna – oboje poszukiwani listem gończym – ukryli się przed policją w jednym z mieszkań przy ul. Górnośląskiej w Kaliszu. Mężczyzna schował się pod łóżkiem, a kobieta w szafie. Do mieszkania policjantów doprowadził pies o imieniu Zidane. Będąc w środku bez najmniejszego trudu odnalazł ukrywającą się parę.

Policjanci z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób zauważyli w rejonie skrzyżowania ul. Polnej z Górnośląską w Kaliszu samochód, którym podróżowali 33-letnia kobieta i 40-letni mężczyzna. Oboje byli poszukiwani listem gończym. Policjanci podjęli próbę zatrzymania pojazdu, jednak kierowca nie zatrzymał się do kontroli. – Ostatecznie auto zatrzymało się przy ulicy Górnośląskiej, a znajdujące się w nim osoby wbiegły do bramy – powiedziała rzecznik prasowa kaliskiej policji Anna Jaworska-Wojnicz.

Na miejsce skierowano funkcjonariusza z psem. „Zidane” od razu podjął trop i z zaparkowanego na chodniku auta doprowadził policjantów wprost pod drzwi jednego z mieszkań. Pomimo wielokrotnego pukania i głośnych wezwań, nikt nie otworzył drzwi. Funkcjonariusze zdecydowali, że siłą wejdą do mieszkania. Zanim jednak zaczęli wyważać drzwi, lokatorka zdecydowała się je otworzyć.

Podczas przeszukania policjanci z psem odnaleźli poszukiwanych. On ukrył się pod łóżkiem, a ona w szafie pod stertą ubrań. Oboje zostali zatrzymani i przewiezieni do aresztu śledczego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Oscar Pistorius próbował popełnić samobójstwo w więzieniu?

Były niepełnosprawny lekkoatleta Oscar Pistorius znalazł się w szpitalu. Oficjalnie po tym, jak spadł z łóżka w swojej celi w więzieniu w Pretorii, gdzie odbywa karę za zamordowanie w 2013 roku swej partnerki Reevy Steenkamp – poinformowały źródła penitencjarne.

„Został hospitalizowany w sobotę po południu w wyniku obrażeń, jakich doznał po upadku ze swego łóżka” – powiedział agencji AFP rzecznik służby więziennej Singabakho Nxumalo.

Jak dodał, sportowiec jest już ponownie pod nadzorem służby więziennej, ale w skrzydle szpitalnym. Według południowoafrykańskiego tygodnika „City Press”, powołującego się informacje od współwięźniów Pistoriusa, lekkoatleta usiłował targnąć się na swoje życie, podcinając sobie żyły.

– Nie możemy potwierdzić tej informacji, to są tylko spekulacje – skomentował w niedzielę te rewelacje Nxumalo.

Winny morderstwa

Pod koniec 2014 roku, w pierwszej instancji, Pistorius został skazany na pięć lat pozbawienia wolności. Sąd uznał wtedy, że doszło jedynie do „nieumyślnego zabójstwa”. Więzienie opuścił już 20 października 2015, gdyż zgodnie z prawem w RPA osoby skazane na kary pozbawienia wolności nie większe niż pięć lat po odbyciu co najmniej 1/6 wyroku resztę mogą mieć zamienioną na areszt domowy. Sportowiec w więzieniu przebywał przez 10 miesięcy.

Z takim rozstrzygnięciem nie zgodził się prokurator, który apelował o zmianę kwalifikacji czynu na morderstwo, za co groziłoby Pistoriusowi 15 lat więzienia. Za powrotem sportowca do więzienia wielokrotnie opowiadali się także krewni Steenkamp.

3 grudnia 2015 roku Najwyższy Sąd Apelacyjny RPA przychylił się do wniosku prokuratora i uznał Pistoriusa winnym morderstwa, jednocześnie kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia. W jego wyniku sąd w Pretorii skazał go na sześć lat pozbawienia wolności. Obrona zapowiedziała, że nie będzie odwoływać się od wyroku.

Do tragedii doszło w nocy z 13 na 14 lutego 2013 roku. W niejasnych okolicznościach sportowiec, m.in. pięciokrotny mistrz paraolimpijski, zastrzelił Steenkamp w swym domu. Kobieta zginęła w toalecie po tym, jak Pistorius oddał cztery strzały przez zamknięte drzwi. Utrzymywał, że był to efekt nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, gdyż wziął ją za włamywacza.
Żródło info i foto: Sport.pl

Pół miliona nielegalnych papierosów w łóżku babci

Dolnośląscy celnicy przechwycili ponad pół miliona sztuk nielegalnych papierosów. Właściciele posesji schowali tytoń w garażu i łóżku swojej babci. Zobacz tę wymyślną skrytkę. Służba Celna koło Zgorzelca na Dolnym Śląsku przechwyciła nielegalny tytoń. Skrytka była pomysłowa, bo nielegalne papierosy były schowane w łóżku babci właścicieli posesji. Drugą partię tytoniu celnicy znaleźli w garażu. W namierzaniu kontrabandy celnikom pomogła Cara, specjalnie wyszkolony pies do poszukiwania tytoniu. Właścicielom posesji, na której znaleziono nielegalny tytoń, grozi kara grzywny.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Ksiądz dr Ireneusz Bochyński: „znam przypadki, że same dzieci „wchodziły” do łóżek dorosłych”

– „To jest język i argumentacja pedofila, choć pada z ust kapłana” – napisali na portalu fronda.pl Tadeusz Grzesik i Tomasz P. Terlikowski. Odnieśli się w ten sposób do wywiadu z księdzem dr. Ireneuszem Bochyńskim, rektorem kościoła akademickiego Panien Dominikanek w Piotrkowie Trybunalskim. Duchowny powiedział m.in.: „Ale mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci ‚wchodziły’ do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka”. Wywiad „Odważnie i kontrowersyjnie o pedofilii w Kościele” opublikował portal epiotrkow.pl. Rozmowa, która opublikowana została 18 października, dotyczyła pedofilii w Kościele. Duchowny pytany był m.in. o to czy miałby problem z określeniem granicy w relacji między kapłanem, katechetą a dzieckiem. Ks. Bochyński powiedział, że nie miałby takiego problemu. – „Najgorsze są przede wszystkim przejaskrawienia. Z jednej strony bezstresowe wychowywanie dzieci – tu jestem zwolennikiem zupełnie innego modelu i pokolenia. Mój ojciec mawiał – tyłek nie szklanka i się nie potłucze…” – powiedział w wywiadzie rektor. Tłumaczył, że „teraz, kiedy mamy całe morze małżeństw rozbitych, a więc rodzin niepełnych, gdzie najczęściej brakuje ojca, będzie się coraz częściej zdarzać, że dzieci bez takich wzorców będą lgnęły do mężczyzn”. Żródło info i foto: wp.pl

„Kulawy” zasnął na sali rozpraw

Na łączną karę dożywocia skazał Sąd Okręgowy w Elblągu Jana R., ps. „Kulawy” – przywódcę jednego z najgroźniejszych polskich gangów. Sąd uznał go za winnego m.in. zlecenia zabójstwa dwóch osób. Wraz z „Kulawym” odpowiadało 15 osób, w tym jego żona.
Sam Jan R., który z powodu niepełnosprawności i chorób na salę rozpraw został dowieziony na szpitalnym łóżku (tak się działo przez cały proces – przyp. red.), podczas ogłaszania wyroku zasnął, a nawet zaczął chrapać. Sędzia sprawozdawca na chwilę przerwał ogłaszanie wyroku i ostrzegł, że jeśli Jan R. znowu zacznie głośno chrapać, zostanie usunięty z sali rozpraw. Chwilę później doszło do incydentu. Jan R. zaczął krzyczeć, że akt oskarżenia jest fałszywy i sędzia Władysław Kizyk nakazał usunięcie go z sali rozpraw. Po blisko 3 godzinach sąd zakończył odczytywanie sentencji wyroku i rozpoczął jego ustne uzasadnienie. Żródło info i foto: RMF24.pl

Rodzice zaatakowanego wyznaczyli 50 tys. nagrody

Policja podejrzewa, że zmasakrował go ktoś, kogo doskonale znał. Od blisko dwóch lat żyją z myślą, że gdzieś obok nich żyje bandzior, który miał jeden cel – zamordować ich syna. Paweł Brzozowski (30 l.) z Zelowa (woj. łódzkie) tylko cudem uszedł z życiem. Doznał jednak tak ciężkich obrażeń mózgu, że jest przykuty do łóżka, a najbliżsi nie mają z nim kontaktu. Zrozpaczeni rodzice wyznaczyli nagrodę dla tego, kto wskaże oprawcę. Chcą, by zbrodniarz został wreszcie schwytany i ukarany za zło, które wyrządził ich ukochanemu synowi. – „Chcemy, by ten zbrodniarz został wreszcie schwytany. Policja robi co może, a my chcemy jej pomóc i dlatego wyznaczyliśmy nagrodę. On musi ponieść karę za to, co zrobił” – mówi zrozpaczona Marianna Brzozowska (53 l.), mama Pawła. Żródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwany ukrywał się w ziemiance

40-latek poszukiwany listem gończym ukrywał się przed policją w wykopanej własnoręcznie ziemiance. 40-latek ze wsi spod Grudziądza (woj. kujawsko- pomorskie) chciał ukryć się przed policją i uniknąć kary – donosi portal policyjni.pl. Mężczyzna wpadła na bardzo oryginalny pomysł i wykopał na zboczu pagórka ziemiankę. Przestępca w dziurze spędził kilkanaście dni. W swojej kryjówce niczego mu nie brakowało. Miał koce, łóżko, termometr, świece, kawę, herbatę, jedzenie i stolik przy którym siedział i jadł. Żródło info i foto: eFakt.pl

Maciej T. zabił Martę K.

To wydarzenie budzi niedowierzanie w Białymstoku! Znany i szanowany radca prawny Maciej T. (35 l.) zabił swoją kochankę, a jednocześnie aplikantkę Martę K. (+31 l.) – ustalili śledczy. Doszło do tego najprawdopodobniej podczas miłosnego uniesienia, bo ciało kobiety znaleziono w łóżku. Rano prawnik wezwał policję i powiedział, że ma w domu martwą kobietę. Miał wtedy dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Żródło info i foto: eFakt.pl