Rozbito gang złodziei luksusowych samochodów. Ukradli 120 aut o wartości 30 mln złotych

Międzynarodową zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się kradzieżami luksusowych pojazdów rozbili dolnośląscy policjanci wspólnie z funkcjonariuszami z Niemiec, przy wsparciu Europolu. Grupa odpowiada za kradzież co najmniej 120 aut o wartości 30 mln zł.

Jak poinformował w piątek Krzysztof Zaporowski, z biura prasowego dolnośląskiej policji, w wyniku przestępczej działalności grupy, na terenie Polski i innych krajów UE, skradzionych zostało 120 samochodów o wartości prawie 30 mln zł. W trakcie prowadzonych działań na terenie Niemiec i Polski w sumie zatrzymanych zostało sześć osób.

– Na terenie Wrocławia i okolic w wyniku skoordynowanej akcji ponad 100 funkcjonariuszy polskiej i niemieckiej policji zatrzymanych zostało trzech mężczyzn w wieku od 42 do 53 lat, podejrzanych o udział w międzynarodowej zorganizowanej grupie przestępczej – przekazał Zaporowski. Jak wyjaśnił, grupa zajmowała się kradzieżami luksusowych pojazdów, takich jak mercedes, range rover czy porsche, po czym rozbierała je na części i transportowała m.in. do Libanu i do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

33 zarzuty przestępstwa

– W trakcie przeszukania posesji funkcjonariusze ujawnili części samochodowe pochodzące z 44 skradzionych samochodów, elektroniczne urządzenia służące do kradzieży samochodów, komputery, telefony, karty i nośniki pamięci, nawigacje i kluczyki samochodowe – powiedział Zaporowski.

Poinformował również, że wcześniej niemieccy policjanci prowadząc działania w sprawie przemytu samochodów w porcie w Bremerhaven przejęli dwa kontenery, w których znajdowały się części samochodowe i częściowo pocięte pojazdy. Z ustaleń wynika, że auta zostały skradzione na terenie Niemiec, Austrii i Polski w drugiej połowie 2018 r. Zatrzymano trzy osoby: niemiecko-libańskie rodzeństwo w wieku 34 i 36 lat oraz 46-letnią obywatelkę Słowacji.

Zaporowski przekazał, że zatrzymani mieszkańcy Dolnego Śląska podejrzani są o paserstwo nie mniej niż 120 luksusowych samochodów o łącznej wartości nie mniejszej niż 30 mln zł. Dwóch z zatrzymanych mężczyzn było poszukiwanych Europejskim Nakazem Aresztowania. Dodał też, że policja zajęła mienie zatrzymanych osób na Dolnym Śląsku w kwocie około 220 tys. zł. oraz pięć samochodów o łącznej wartości około 400 tys. zł.

Zatrzymani usłyszeli łącznie 33 zarzuty przestępstwa. Wobec dwóch z zatrzymanych sąd zastosował tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. Śledztwo w tej sprawie prowadzą Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu oraz Prokuratura w Karlsruhe. Zaporowski dodał, że nie wykluczone są kolejne zatrzymania w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe informacje dotyczące uczestników tragicznie zakończonego rajdu drogami Słowacji

Do wypadku doszło w niedzielę 30 września w okolicy miasta Dolny Kubin na północy Słowacji. Trzy luksusowe samochody na polskich tablicach rejestracyjnych z dużą prędkością wyprzedzały inne auta, jadąc pasem do jazdy z naprzeciwka. Skończyło się tragicznym wypadkiem, w którym zginął kierowca skody, 57-letni Słowak Stefan Onczo. Reporter „Uwagi!” TVN udał się na Słowację, by ustalić, kim są uczestnicy szaleńczego rajdu.

Stefan Onczo mieszkał w Orawskim Podzamczu, niewielkiej miejscowość, w której wszyscy doskonale się znają. Tragedia była wstrząsem dla sąsiadów rodziny tragicznie zmarłego.

– Wiem, że był bardzo dobrym człowiekiem. Razem z żoną i synem wiedli spokojne życie. To straszna wiadomość dla nas, dla mieszkańców tej ulicy i całej miejscowości. – powiedziała Zdenka Svibova, mieszkanka Orawskiego Podzamcza. – To niezwykle niebezpieczne, że ludzie jeżdżą w tak nieodpowiedzialny sposób, z taką prędkością na lokalnej drodze. Doskonale widzieli przecież inne auta, a ceną ich szaleństwa okazało się ludzie życie – dodała.

Podczas mszy pogrzebowej ksiądz zwrócił uwagę, że „minął zaledwie rok, odkąd matka zmarłego pochowała jeszcze młodszego swojego syna”. – A dziś znów stoi nad trumną drugiego syna. Syna, który zginął przez arogancję kierowcy – powiedział. – Z taką właśnie arogancją kierowców wszyscy codziennie mamy do czynienia na naszych drogach. Igramy na nich z życiem naszym i innych – ocenił duchowny.

– Żeby powiedzieć całą prawdę o Stefanie, musielibyśmy opowiadać wam przez cały miesiąc. A i to byłoby mało – stwierdził w rozmowie z reporterem „Uwagi!” TVN Marian, mieszkaniec Orawskiego Podzamcza. – Żaden człowiek, który go znał, złego słowa o nim nie powie. Jego syn mówił mi, że gdyby ojciec w ostatniej chwili nie skręcił w prawo kierownicą, on zginąłby razem z nim – podzielił się Marek.

– Nawet niebo płacze. Od dnia wypadku codziennie płacze, taka to tutaj tragedia. W Dolnym Kubinie sucho, a tu w Orawskim Podzamczu – zobaczcie – powiedział Marian, wskazując na niebo. – Co to jest, jeśli nie boży znak – dodał. – Jak już będą sądzić tych waszych kierowców, to niech proces toczy się na Słowacji, a nie po polskiej stronie – życzył sobie mieszkaniec Orawskiego Podzamcza.

„Całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa”

Wstrząsający finał wyprawy polskich kierowców na słowacką Orawę utrwaliła kamera przypadkowego kierowcy. Na nagraniu widać, że brawurowe wyprzedzanie rozpoczął kierowca mercedesa. Prowadzący żółte ferrari, widząc nadjeżdżającą z przeciwka skodę, gwałtownie zahamował, lecz jadący tuż za nim kierowca porsche nie zdążył powtórzyć manewru. Chwilę później uderzył w prawidłowo jadącą skodę, zabijając Stefana Onczo i raniąc jego żonę.

– Zatrzymaliśmy trzech kierowców. Zostali przewiezieni na komendę, gdzie przeprowadzono czynności procesowe. Potem całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa. 42-letniemu kierowcy porsche grozi od dwóch do pięciu lat więzienia. Pozostałym mężczyznom grozi od trzech miesięcy do trzech lat pozbawienia wolności – poinformował Radko Moravcik, rzecznik Komendy Policji w Żilinie.

– Na tym etapie nie mogę tego ujawnić – stwierdził na pytanie o to, czy sprawcy wypadku przyznali się do winy. Zdaniem rzecznika policji dzięki „ujawnieniu nagrania rejestrującego wypadek wszyscy ludzie mogą zobaczyć, jak wyglądała i jak skończyła się drogowa brawura”.

– Wszyscy oglądając ten film mogą uświadomić sobie, dlaczego warto przestrzegać przepisów na drodze i nie wolno się zachowywać arogancko wobec innych kierowców – powiedział Moravcik.

Zorganizowane rajdy

Po wypadku szybko wyszło na jaw, że szalejący kierowcy z Polski nie spotkali się na Słowacji przypadkiem. Uczestniczyli w jednej z płatnych imprez podczas, których posiadacze szybkich aut zwiedzają wybrany zakątek Europy pod okiem tak zwanego lidera. Organizatorem tego i podobnych wyjazdów był kierujący mercedesem 26-letni Łukasz K., działający w internecie bloger, który na co dzień promuje najdroższe marki luksusowych samochodów.

– To cykl spotkań przeznaczonych dla właścicieli aut ekskluzywnych. W Polsce jesteśmy obecni od trzech sezonów i do tej pory zorganizowaliśmy dziewięć spotkań tego typu. Przekrój samochodów bardzo różny, jak i przekrój właścicieli tych aut jest dość potężny. Mamy osoby tutejsze, przyjezdne i ludzi, którzy jeżdżą po wszystkich naszych polskich i międzynarodowych imprezach – opowiadał Łukasz K. portalowi trojmiasto.pl.

Podczas jednej z organizowanych przez Łukasza K. imprez młodego blogera poznał Jerzy Dziewulski, dawniej policyjny antyterrorysta, a dziś wielbiciel sportowych aut i rajdowiec z licencją. O oskarżonym Łukaszu K. powiedział, że „odbierał go pozytywnie”.

– Z tych organizatorów, z którymi miałem do czynienia, jeżeli inni jego koledzy byli nieco bardziej agresywni czy nerwowi, to on jawił mi się jako człowiek z pewnym dystansem, niezwykle spokojny – ocenił.

Dziewulski również dostał zaproszenie na feralny wyjazd na Słowację. – Proponowano mi start z Zakopanego, później przejazd słowackimi drogami. Zaproponowano określone, bardzo dobre hotele. Otwarcie powiem, że miałem ochotę pojechać, ale nie zdecydowałem się i zostałem w domu – opowiedział.

Tomasz Bonar, szef firmy produkującej internetowe filmy na temat sportowych aut poznał Łukasza K. podczas nagrywania jednego z organizowanych przez niego spotkań. – Taki wyjazd można traktować jako urlop, rozrywkę, trochę spotkanie z przyjaciółmi i nawiązanie motoryzacyjnych znajomości – powiedział Bonar. Organizacja podobnej imprezy w Polsce kosztuje około 2-3 tysiące złotych. – Zagraniczne wyjazdy są droższe. To 2-3 tysiące euro za tygodniowy wyjazd – poinformował Bonar.

Jerzy Dziewulski nie krył zdumienia, tym że jednym ze sprawców wypadku był właśnie Łukasz K. – On był na czele tej kolumny. Jego wykroczenie bez wątpienia polega na przejechaniu przez linię ciągłą i nadmierną prędkość. Natomiast patrząc na reakcję kierowcy ferrari, no ręce składają się do tego, żeby zdjąć pasek i tyłek stłuc temu młodemu człowiekowi, który po prostu nie nadążał intelektem i sprawnością techniczną, pojęciem o tym, w czym siedzi – ocenił były antyterrorysta.

Dziennikarze sprawdzili, że jadące tuż za mercedesem Łukasza K. żółte ferrari prowadził pochodzący z rodziny wielkopolskich biznesmenów 27-letni Adam Sz. Kolumnę zamykał 42-letni Marcin L., przedsiębiorca z branży informatycznej z Pomorza – właściciel kolekcji luksusowych samochodów,
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tragiczny wypadek luksusowych aut z Polski na Słowacji. Prokuratura chce aresztu dla kierowców

Trzech miesięcy aresztu żąda słowacka prokuratura dla kierowców porsche, ferrari i mercedesa, którzy brali udział w wypadku w okolicy Dolnego Kubina. W wyniku zderzenia zmarł 57-letni Słowak. Po niedzielnym wypadku w północnej Słowacji, w którym zginął 57-letni mężczyzna, prokuratura żąda trzymiesięcznego aresztu dla biorących w nim udział kierowców z Polski – informuje RMF FM.

42-latek, który kierował porsche, podczas wyprzedzania nie zdążył wrócić na prawy pas i zderzył się z jadąca z naprzeciwka skodą. 57-letni kierowca pojazdu zmarł w drodze do szpitala, jego żona i syn zostali ranni.

Wypadek luksusowych aut. Do pięciu lat więzienia dla kierowcy porsche

Jemu grozi najwyższa kara – do pięciu lat więzienia. Słowacka policja chce pozbawić wolności także kierujących ferrari i mercedesem. Kierowcy w wieku 26 i 27 lat usłyszeli zarzut sprowadzenia zagrożenia na innych uczestników ruchu drogowego, za co może grozić im do trzech lat więzienia.

Wszyscy zostali zatrzymani. Policja ustaliła, że jechali trasą z Rajeckich Teplic przez Żylinę i Martin do Dolnego Kubina. Funkcjonariusze opublikowali numery ich tablic rejestracyjnych w nadziei na to, że kolejni świadkowie będą się zgłaszać.

Słowacja. Wyprzedzali mimo zakazu

Kierowcy wyprzedzali na drodze z zakazem wykonywania tego manewru w niedzielę około południa. Z przeciwka nadjeżdżała skoda. Mercedes zdążył zjechać na prawy pas, jadące za nim ferrari zaczęło hamować, wtedy porsche uderzyło najpierw w jego tył, a potem zderzyło się czołowo ze skodą.

O wypadku było głośno w słowackich mediach. „Ścigali się jak idioci, zabili niewinnego ojca rodziny” – napisał jeden z magazynów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: Aptekarz rozcieńczał leki na raka. Zarabiał na tym krocie. Został skazany

Na 12 lat więzienia sąd w Essen na zachodzie Niemiec skazał w piątek 48-letniego aptekarza, który rozcieńczał płynami infuzyjnymi lekarstwa dla chorych na raka, a z kasami chorych rozliczał je jako pełnowartościowe leki. Uzyskane tą drogą pieniądze przeznaczał na luksusowe życie. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że chodzi o ponad 14 tysięcy medykamentów, których jakość i skuteczność znacznie się pogorszyła w wyniku przestępczej działalności aptekarza. Oprócz kary pozbawienia wolności sąd orzekł wobec skazanego także dożywotni zakaz wykonywania zawodu farmaceuty.

Wiele pytań bez odpowiedzi

Podczas procesu aptekarz nie ustosunkował się do postawionych mu zarzutów. Prokuratura domagała się kary 13,5 roku więzienia, obrona wnioskowała o uniewinnienie, twierdząc, że są luki w materiale dowodowym. Sąd uznał winę oskarżonego, natomiast poszkodowani przez aptekarza chorzy zwracali uwagę, że proces nie dał odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Przede wszystkim nie ustalono, ilu dokładnie pacjentów otrzymało rozcieńczone leki.

Aferę ujawnili dwaj współpracownicy aptekarza. W ubiegłym roku przyznano im za to Nagrodę dla Sygnalistów (Whistleblower-Preis).
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szwecja: Polacy kradli luksusowe auta. Policja rozbiła gang

Dwóch Polaków zostało oskarżonych o udział w gangu, któremu szwedzka policja przypisuje serię kradzieży luksusowych samochodów. Jak twierdzą funkcjonariusze, grupa była świetnie zorganizowana. Gang specjalizował się w kradzieży drogich aut i błyskawicznym przewożeniu ich za granicę. Szwedzka policja wpadła na trop szajki przy okazji zatrzymania na południu Szwecji lawety na polskich numerach rejestracyjnych, na której załadowane były BMW X6, minibus i łódź. Wszystkie pojazdy pochodziły z kradzieży.

Ciężarówką jechali dwaj Polacy w wieku 36 i 40 lat. Obaj mężczyźni usłyszeli już zarzuty i w przyszłym tygodniu staną przed sądem. Carl Tobiazon ze szwedzkiej policji podkreśla, że grupa była doskonale zorganizowana. Przy jednym ze schwytanych mężczyzn znaleziono notatki dotyczące 70 właścicieli luksusowych aut. Przy każdym z nich zapisane były model auta, adres i opis systemu alarmowego, chroniącego garaż. Złodzieje prowadzili wnikliwe obserwacje domów właścicieli luksusowych aut, a swoje łupy przechowywali w wynajętych garażach.
Źródło info i foto: wp.pl

Wyłudzili 11,5 mln zł z podatku VAT, wystawiając lewe faktury

Policja zlikwidowała grupę przestępczą, która poprzez fikcyjny obrót paliwami wyłudziła blisko 11,5 mln zł podatku VAT i „wyprała” ponad 25 mln zł. Pięć osób – dwóch liderów i trzech członków grupy – usłyszało zarzuty i zostało aresztowanych na trzy miesiące. Jak poinformowała rzecznik prasowa CBŚP kom. Agnieszka Hamelusz, policjanci wrocławskiego CBŚP uzyskali informację, że dwóch biznesmenów, zarządzających firmami handlującymi paliwami, może być zamieszanych w fikcyjny obrót fakturami.

– Funkcjonariusze ustalili, że wspomniani przedsiębiorcy – jeden z Łodzi, drugi z okolic Wrocławia – mają na koncie nie tylko obrót fakturami bez pokrycia. Mężczyźni nadzorowali ten proceder, w który były zaangażowane inne osoby – dodała rzecznik.
 
Ze śledztwa CBŚP wynika, że w 2011 r. grupa obracała fikcyjnymi fakturami o wartości przekraczającej 60 mln zł. W ten sposób wyłudzono co najmniej 11,5 mln zł podatku VAT i „wyprano” blisko 25 mln zł.

Grozi im do 10 lat więzienia
 
Zamieszanych w proceder jest pięciu mężczyzn. Zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty związane z kierowaniem i udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej oraz praniem brudnych pieniędzy. Za te przestępstwa mogą trafić do więzienia na 10 lat.
Na wniosek dolnośląskiego Wydziału do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu sąd aresztował pięciu mężczyzn na trzy miesiące.
 
Jak podano, funkcjonariusze CBŚP zabezpieczyli luksusowe zegarki, kolekcje numizmatów oraz nieruchomości przedsiębiorców warte blisko 35 mln zł. Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprzedawali fikcyjne zegarki. Wyłudzili milion złotych

15 osób, w tym dwóch liderów zorganizowanej grupy przestępczej, zatrzymali funkcjonariusze rzeszowskiego CBŚP. Kierujący grupą wyłudzali VAT poprzez fikcyjną sprzedaż luksusowych zegarków na Ukrainę. Do procederu zaangażowali przedsiębiorców z kilku województw, którzy „na papierze” eksportowali zegarki za granicę. Za taką formę współpracy dostawali od 5 do 10 procent wyłudzonego VAT-u. Wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przestępstw karno-skarbowych.

Funkcjonariusze rzeszowskiego CBŚP, wspólnie z przedstawicielami Urzędu Kontroli Skarbowej z Rzeszowa wpadli na trop nielegalnego procederu, polegającego na fikcyjnym obrocie luksusowymi zegarkami. Dwóch liderów grupy – obywatele Polski i Ukrainy – wyłudzili milion złotych podatku VAT na fikcyjnym eksporcie zegarków. Przestępcy wykorzystywali legalne firmy działające w województwach: dolnośląskim, małopolskim, podkarpackim. Proceder polegał na sfingowanym eksporcie tej samej partii towaru na Ukrainę. Ta sama przesyłka była wysyłana przez różne firmy, zaangażowane w przestępczą działalność.

Jak ustalili funkcjonariusze CBŚP, zaraz po nadaniu „towaru”, przestępcy składali deklaracje VAT, na podstawie których otrzymywali zwrot podatku. Dzięki temu od 2014 roku do końca 2016 roku, oszuści wyłudzili milion złotych. Według policjantów, pozostali członkowie grupy, prowadzący legalne firmy, dostawali do 10 procent wyłudzonego VAT-u.

Podczas akcji, funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 15 osób zaangażowanych w proceder. Wpadli obaj liderzy grupy i ustaleni dotychczas właściciele współpracujących firm. Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, gdzie usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i licznych przestępstw karno – skarbowych. Liderom grozi do 10 lat pozbawienia wolności, a członkom grupy do 5 lat.

Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie są wykluczone kolejne zatrzymania w tej sprawie.
Żródło info i foto: Policja.pl

Handlowali nieistniejącymi autami

Śledczy zwalczający cyberprzestępczość wraz z policjantami z Zabrza zatrzymali troje oszustów, którzy za pośrednictwem internetu oferowali do sprzedaży luksusowe auta. W rzeczywistości samochody istniały tylko na zdjęciach, a łatwowierni klienci stracili co najmniej 60 tys. euro i mieli więcej nie zobaczyć wydanych na nie pieniędzy. Zatrzymani to obywatele Rumunii, grozi im 8 lat więzienia.

Policjanci zwalczający cyberprzestępczość wpadli na trop grupy, która trudniła się oszustwami internetowymi na dużą skalę. Jak ustalili, sprawcy za pośrednictwem strony internetowej oferowali do sprzedaży używane luksusowe samochody, w cenach od 30 do 50 tys. euro. Warunkiem zawarcia transakcji było przesłanie do nich odpowiednich dokumentów i wpłacenie na konto bankowe części lub całości zapłaty za pojazd. Nabywcy nigdy nie mieli zobaczyć „swoich” nowych samochodów, bo sprawcy w rzeczywistości nie dysponowali żadnymi z oferowanych pojazdów. Wpłacone przez klientów pieniądze podejmowali w gotówce, ze specjalnie ku temu założonych za pomocą fałszywych dokumentów kont bankowych. Ich działalność ukierunkowana była na klientów z krajów Europy Zachodniej.

Po ustaleniu jakim pojazdem poruszają się członkowie grupy i gdzie aktualnie zamieszkują, policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością komendy wojewódzkiej w Katowicach, wspólnie ze śledczymi z wydziału przestępczości gospodarczej Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu, przystąpili do akcji. Podejrzani – dwaj mężczyźni w wieku 32 i 39 lat oraz 22-letnia kobieta, zostali zatrzymani w jednym z hoteli w Zabrzu. Znaleziono przy nich kilkanaście rumuńskich dowodów osobistych na różne dane osobowe, liczne karty SIM i 8000 euro.
Żródło info i foto: pOmponik.pl

Podejrzani usłyszeli zarzuty oszustwa za co w więzieniu spędzić mogą nawet 8 lat. Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie pozwolił na zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztu. Straty spowodowane przez działalność grupy są nie mniejsze niż 60 tys. euro, ale policjanci prowadzący sprawę wskazują, że dotychczasowe zarzuty obejmują tylko pewną część czynów popełnionych przez sprawców.
Żródło info i foto: Policja.pl

Rosjanin pojechał do Niemiec, by sprzedać auto. Został zamordowany

Obywatel Rosji pojechał do Niemiec, żeby sprzedać luksusowe audi r8. Transakcja skończyła się jednak tragicznie. Dziesięć dni po jeździe próbnej, na którą 29-latek udał się z dwoma mężczyznami z Bochum, jego ciało znaleziono w lesie. O zabójstwo podejrzani są 29-latek i 32-latek z Bochum, którzy zostali zatrzymani w czwartek.

29-latek z Rosji chciał w Niemczech sprzedać warte blisko 80 tys. euro audi r8. W tym celu przyjechał w połowie stycznia z Moskwy do Troisdorfu (Nadrenia – Północna Westfalia), gdzie mieszkają jego krewni.

Zwabili ofiarę do mieszkania oprawcy

Z informacji policji oraz prokuratury w Bochum wynika, że 29-latek i 32-latek 16 stycznia udali się do Troisdorfu (Nadrenia – Północna Westfalia), gdzie w południe mieli się spotkać z właścicielem audi. Wszyscy trzej wyruszyli w kierunku Bochum. Tam – w mieszkaniu 32-latka – transakcja miała zostać sfinalizowana. Jeszcze tego dnia rodzina Rosjanina miała z nim kontakt. Wieczorem zgłosiła zaginięcie. W piątek, 20 stycznia służby wszczęły dochodzenie, gdyż uzasadnione było podejrzenie, że mężczyźni, którzy chcieli kupić luksusowy samochód, mogli dopuścić się przestępstwa. Jeszcze tego dnia pracę rozpoczął wydział zabójstw komendy w Bochum.

Według wstępnych ustaleń, mężczyźni z Bochum 16 stycznia zamordowali Rosjanina w mieszkaniu 32-latka. Następnie wywieźli jego ciało do lasu położonego w okolicach miejscowości Witten. Obaj podejrzani próbowali zatrzeć ślady i dowody zbrodni. Podejrzani zostali zatrzymani we wtorek, a w czwartek postawiono im prokuratorskie zarzuty. Na podstawie ich zeznań znaleziono ciało ofiary. Jak poinformowała w piątek policja, przeprowadzona obdukcja wykazała, że mężczyzna został zamordowany.
Żródło info i foto: tvn24.pl

CBŚP zlikwidowało fabrykę nielegalnych perfum

Przez kilka miesięcy niewielka miejscowość Opypy w okolicach Grodziska Mazowieckiego była największym w Polsce centrum redystrybucji najpopularniejszych markowych perfum. Tyle tylko, że zapachy kojarzone z celebrytami, w rzeczywistości pochodziły z pokątnych azjatyckich, rzadziej tureckich, fabryk i dopiero w brudnej szopie zmieniały się w luksusowe towary „po okazyjnych cenach”. Biznes przerwało pojawienie się funkcjonariuszy warszawskiego CBŚP i Izby Celnej.

Choć Centralne Biuro Śledcze Policji zajmuje się przede najpoważniejszymi sprawami dotyczącymi zorganizowanej przestępczości kryminalnej, gospodarczej czy narkotykowej, to jednak, co jakiś zaskakuje różnymi dziwnymi akcjami. To funkcjonariusze przechwycą podrabianą odzież za miliony, to znów rozbiją np. gang wyłudzający orzeszki ziemne. Takie akcje są wynikami tzw. odprysków.

– Zajmując się, jaką grupą trafiamy czasem na jakąś poboczną działalność niektórych z figurantów. Nieraz przekazuje się takie strzały komendom wojewódzkim czy miejskim, a nieraz robimy to sami. Bo w końcu to też przestępczość, a zyski sprawców są naprawdę niemałe – opowiada jeden z oficerów CBŚP.

Miliony na podróbkach

Tak było i tym razem. Od kilku miesięcy funkcjonariusze CBŚP i celnicy szukali grupy, która w całej Polsce rozprowadzała dobrze wykonane podróbki najpopularniejszych zachodnich perfum. Część towaru była sprzedawana, jako oryginały po okazyjnych cenach, a część, jako „zamienniki” czy „odpowiedniki”. Połączonym siłom służb udało się namierzyć nie tylko fabrykę perfum, ale także magazyny i centra dystrybucyjne.

W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP i celnicy wkroczyli na teren ośmiu posesji w okolicach Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego. – W miejscowości Opypy w powiecie grodziskim, policjanci trafili do nielegalnej rozlewni perfum, gdzie znajdowały się plastikowe kanistry z perfumami opatrzone nazwami rzekomych producentów, fiolki oraz maszyny do napełniania flakonów. Magazyny z gotowym towarem znajdowały się w Grodzisku Mazowieckim i Pęcicach. Natrafiono tam na kilkadziesiąt tysięcy sztuk podróbek markowych perfum wartych ok. 5 mln zł – mówi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

Niejako na deser, funkcjonariusze zlikwidowali jeszcze drukarnię, w której produkowano opakowania do podrobionych produktów.

To nie koniec

Podczas uderzenie w „pachnący gang” zatrzymano pięć osób zajmujących się produkcją i dystrybucją fałszywek. Jeden z pracowników, dorabiał sobie w fabryce „perfum” w związku z ukrywaniem się przed odsiadkę w więzieniu.

Cztery osoby usłyszały wprowadzania do obrotu towarów z podrobionymi znakami towarowymi uczynienie z tego stałego źródła dochodu, za co grozi do 5 lat więzienia. – Policjanci szacują, że na tym procederze zatrzymani mogli od kwietnia tego roku zarobić 2 mln zł. Policjanci zabezpieczyli podczas przeszukań ponad 100 tys. zł oraz 0,5 kg wyrobów ze złota na poczet przyszłych kar – dodaje kom. Hamelusz.

Sprawa jest rozwojowa. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Żródło info i foto: TVP.info