Morderstwo we Wrocławiu. Mężczyzna pocięty maczetą. „Prawie cała noga odcięta”

Fot. Damian Klamka/East News Tasma policyjna.

Nie żyje mężczyzna, który w pierwszy styczniowy weekend został zaatakowany i brutalnie brutalnie pocięty maczetą. Oprócz niego ucierpiał także inny mężczyzna, ale jemu udało się uciec z miejsca, w które siłą zaciągnęli ich sprawcy. Ci ostatni – wedle nieoficjalnych doniesień – zostali już zatrzymani przez policję.  

Ta makabryczna historia, którą opisuje „Gazeta Wrocławska”, wydarzyła się w sobotę 4 stycznia. Dziennikarze poznali szczegóły sprawy dzięki anonimowemu informatorowi (nieznana jest jego dokładna rola w całej sytuacji).

Wrocław. Morderstwo nad rzeką

Wedle jego relacji, dwóch mężczyzn została zaatakowanych oraz wywiezionych nad Odrę (ok. ul. Łąka Mazurska) przez dwóch innych mężczyzn. Tam ofiary miały zostać pobite. Jednemu z poszkodowanych udało się wyswobodzić i uciec, drugi nie miał jednak tyle szczęścia – został pocięty maczetą.

– Prawie cała noga odcięta – tak komentował jego obrażenia informator „GWroc”. Pokrzywdzony miał bowiem najgorszą ranę przy nodze, w okolicach kolana. To doprowadziło do wykrwawienia i w konsekwencji do śmierci.

Policja zatrzymała dwóch mężczyzn

Następnego dnia, w niedzielę 5 stycznia, dwaj podejrzewani o uczestnictwo w zbrodni zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji przy ul. Drobnera. W momencie zatrzymania poruszali się po ulicach Wrocławia autem marki Porsche Cayenne. Policja ani prokuratura nie podają na razie oficjalnych informacji w tej sprawie, ograniczając się do komunikatów, że „akcja ma związek z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej a jej szczegóły są tajne” (cytat za: Gazeta Wrocławska).

Nieoficjalnie ustalenia gazety mówią natomiast, że zatrzymani to Kamil D. i Dawid P. Jeden z nich ma być bardzo ważną postacią na wrocławskim rynku dopalaczy. Również nieoficjalnie wiadomo, że do sądu trafił wniosek o areszt dla obydwu mężczyzn. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: 62-latek zabił swoją żonę maczetą. Wcześniej potrącił ją autem

62-letni mężczyzna z Bronksu zabił swoją żonę. Policja prowadzi dochodzenie w celu ustalenia wszelkich okoliczności zdarzenia.

W czwartek 3 października 2019 roku na ulicach Bronksu rozegrały się tragiczne sceny. Mąż najpierw potrącił swoją 58-letnią żonę samochodem, a następnie wysiadł z pojazdu, podbiegł do poszkodowanej i wielokrotnie zadawał jej ciosy maczetą. Informacje w tej sprawie przekazała lokalna policja. Przechodnie zgłosili tę sprawę funkcjonariuszom około godziny 7.00. – Jej twarz była pokaleczona. Trzymała się za brzuch. (…) Krew kapała jej z twarzy – relacjonował świadek zdarzenia. – To był chaos. Wszyscy krzyczeli – dodał.

Gdy służby pojawiły się na miejscu, ratownicy natychmiast zaczęli udzielać pomocy kobiecie, która doznała poważnych obrażeń. Została przetransportowana do szpitala Jacobi Medical Center. Stan kobiety od początku oceniano jako krytyczny. Mimo wysiłków lekarzy, zmarła. Wciąż nie wiadomo, jaki motyw miał 62-letni mężczyzna.
Źródło info i foto: Wprost.pl

30-latek rzucił się z maczetą na dziadka

Policja zatrzymała 30-letniego mieszkańca Piwnicznej-Zdroju, który maczetą poważnie ranił swojego dziadka. W krwi napastnika lekarze wykryli obecność silnych środków odurzających – poinformowało biuro prasowe małopolskiej policji.

Do zdarzenia doszło we wtorek wieczorem w Piwnicznej-Zdroju. 30-latek po ataku na 77-letniego dziadka wybiegł z domu. Obrażenia 77-latka były bardzo poważne – mężczyzna miał zranienia w okolicach głowy, tułowia oraz rąk. Ranny w stanie zagrażającym życiu został zabrany do szpitala. Rozpoczęły się poszukiwania napastnika, który – jak wszystko wskazywało – może znajdować się pod wpływem środków odurzających i jest uzbrojony w ostre narzędzie. Do działań poszukiwawczych prowadzonych przez sądecką policję został skierowany pluton alarmowy z Oddziału Prewencji Policji Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie – poinformowała policja.

Mężczyzna wymachujący maczetą na ulicy został zauważony około 1.30 w nocy. Ujęto go dopiero po oddaniu strzału ostrzegawczego z pistoletu i użyciu gazu pieprzowego. Po badaniu przeprowadzonym w szpitalu wykryto w krwi mężczyzny duże ilości silnie działających środków odurzających. Dalsze czynności wobec 30-latka będzie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Muszynie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Świętochłowice: 17-latek zaatakowany maczetą

17-letni chłopak został w sobotę ugodzony maczetą w Świętochłowicach (Śląskie), trafił do szpitala – poinformował w niedzielę sierżant sztabowy Marcin Michalik ze świętochłowickiej policji. Wiadomo, że do zdarzenia doszło w środowisku pseudokibiców, ale policja odmawia na razie informacji na temat szczegółów zajścia ze względu na dobro śledztwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

32-latek zaatakował babcię maczetą

Policja w Darłowie potwierdza, że doszło do zatrzymania 32-letniego mieszkańca tego miasta. Miał on zaatakować maczetą swoją babcię po tym, jak odmówiła przekazania mu pieniędzy, których żądał. Do zdarzenia, o którym donosi „Dziennik Bałtycki”, doszło w piątek w jednym z mieszkań w Darłowie (woj. zachodniopomorskie). 32-latek miał zażądać od swojej babci 20 zł, a gdy tak nie wyraziła zgody, wrócił z maczetą w ręku i uderzył ją w twarz. 

– Mogę potwierdzić, że został zatrzymany 32-latek podejrzewany o dokonanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u dwóch osób – powiedziała w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” mł. asp. Kinga Warczak, rzecznik prasowy powiatowego komendanta policji w Sławnie.

Według informacji „DB”, 74-latka doznała dotkliwych obrażeń, w wyniku których trafiła do szpitala. Cudem udało jej się przeżyć. W całym zdarzeniu brała również udział żona 32-latka, która także została ranna.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kibole z maczetami zdemolowali samochód. Trwa obława

Trzej uzbrojeni w maczety i zamaskowani kibole Ruchu Chorzów wpadli w sobotę na jedno z podwórek w Rudzie Śląskiej. – Chcieli dopaść szalikowców Górnika, a kiedy ci uciekli, zrobili tam demolkę – twierdzi nasz informator. Do zdarzenia doszło w sobotę około godziny 14 w Rudzie Śląskiej. Przed budynkiem przy ulicy Janty pojawili się trzej mężczyźni z maczetami w ręku. Na głowach mieli kominiarki z symbolami Ruchu Chorzów.

– Kiedy bandyci wpadli na podwórko, przebywający tam ludzie uciekli w popłochu. Wszystko wskazuje na to, że napastnicy polowali na szalikowców Górnika Zabrze – mówi nasz informator.

Zamaskowani bandyci powybijali maczetami wszystkie szyby w zaparkowanym na podwórku fordzie focusie, po czym zabrali ze sobą piłę mechaniczną, którą porzucili uciekający mężczyźni. Kibole Ruchu Chorzów wsiedli potem do mazdy 5 i uciekli.
Policja zatrzymała trzech mężczyzn. Wszyscy są notowani przez policję

Informację o zdarzeniu dostali wszyscy pełniący służbę w mieście policjanci. Kilkadziesiąt minut później jeden z patroli drogówki namierzył i zatrzymał mazdę. – W środku było trzech mężczyzn, przy których znaleziono kominiarki, maczety i skradzioną piłę – potwierdza Arkadiusz Ciozak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rudzie Śląskiej.

Według naszych informacji wszyscy zatrzymani są notowani przez policję, najmłodszy ma 19 lat. W poniedziałek o ich losie zdecyduje prokurator.

W Rudzie Śląskiej od ponad roku trwa wojna pomiędzy kibolami Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. Co jakiś czas w mieście dochodzi do bandyckich ekscesów z udziałem pseudokibiców. Jeden z nich zakończył się tragicznie. Członkowie Psychofans, bandyckiej bojówki założonej przez kiboli Ruchu, napadli jednego z liderów Torcidy. Skatowali go w dziesięciu, a jeden z napastników skakał po głowie ofiary. Pobity mężczyzna zmarł potem w szpitalu.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

38-latek zaatakował maczetą

W Polsce maczety najczęściej używają pseudokibice. W Wodzisławiu Śląskim po nią sięgnął… zakochany. I z tego tytułu 38-latek w areszcie śledczym posiedzi parę miesięcy, a w więzieniu znacznie, ale to znacznie, dłużej. Bo to nie był jego pierwszy kryminalny występ.

Możliwe, że o tym zdarzeniu wiedzieliby tylko obaj panowie, 19-letni pomocnik mistrza maczety i 20-letnia panna przez którą, albo dla której, polała się krew. Przypadek zdecydował, że stało się inaczej. Policjanci drogówki wykonujący tzw. czynności w zupełnie innej sprawie, zobaczyli, że pogotowie ratunkowe przywiozło na SOR strasznie pobitego, zakrwawionego pacjenta. Zainteresowali się nim, porozmawiali i okazało się, że poszkodowany, 24-latek, został pobity, zdzielony przez głowę maczetą i na dodatek brutalny znajomy okradł go. Na szczęście rana głowy nie była tak groźna, jak mogło się wydawać, więc poszkodowany miał czas, by wyspowiadać się mundurowym. Ci przekazali wieści dyżurnemu oficerowi. Ten wysłał patrol pod wskazany adres. Policjanci zastali w nim kobietę i mężczyznę. 19-latek malował właśnie farbą zakrwawione ściany, próbując zatrzeć ślady przestępstwa. Mężczyznę, któremu miłość odebrała rozum, policja ujęła niedaleko miejsca zdarzenia.

W komunikacie policyjnym wydanym w czwartek (18 października) czytamy: „W toku dalszych czynności ustalono, że zatrzymany 38-latek i 19-latek, którego policjanci zastali w mieszkaniu, dopuścili się rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wszystko rozegrało się w mieszkaniu przy ulicy Kubsza, w którym przebywało trzech mężczyzn i kobieta. Do mieszkania podstępem zwabiono 24-latka. Mężczyzna był zakochany we właścicielce mieszkania, więc nie było to trudne.

Okazało się, że gdy chłopak 20-latki dowiedział się o natarczywym rywalu, postanowił się z nim „rozprawić”. 38-latek napadł na nieświadomego niczego mężczyznę w jednym z pokoi i zaczął go bić. Następnie poprosił swojego kompana, aby ten podał mu plecak, z którego wyjął maczetę i dwukrotnie uderzył nią poszkodowanego w głowę. Gdy mężczyzna był już całkowicie bezbronny, sprawcy ukradli mu zegarek i telefon…”. Pobitemu udało się uciec. Czy faktycznie chciał odbić recydywiście narzeczoną, tego jeszcze nie ustalono. A nawet gdyby tak było, nie będzie to okolicznością łagodzącą dla aresztowanego.
Źródło info i foto: se.pl

Kraków: Zatrzymano głównego podejrzanego ws. brutalnej napaści na 18-latka

Po pięciu miesiącach poszukiwań policjanci zatrzymali głównego podejrzanego w sprawie okrutnego zabójstwa 18-letniego Miłosza z Krakowa. Do egzekucji doszło 30 stycznia przy ulicy Teligi. Chłopak został napadnięty przez grupę zamaskowanych osób uzbrojonych w siekiery i maczety. Miłoszowi odcięto rękę na wysokości łokcia, miał też poranione nogi. W ciężkim stanie został przewieziony karetką do szpitala. Zmarł dwa dni później. ​Teraz zatrzymano jednego z kluczowych podejrzanych.

Marcin K. ukrywał się głównie na Śląsku: najpierw przebywał w mieszkaniach pseudokibiców zaprzyjaźnionych z Wisłą Kraków, a następnie się w hotelu. To tam namierzyli go policjanci. W nocy funkcjonariusze z Krakowa oraz ich koledzy ze Śląska wkroczyli do pokoju.

Marcin K. był kompletnie zaskoczony, nie stawiał oporu. Teraz zostanie przewieziony do Krakowa, gdzie postawiony mu zostanie zarzuty zabójstwa. Śledczy podejrzewają, że to on był jedną z kluczowych postaci w grupie, która zamordowała 18-letniego Miłosza.

Zdaniem policji, napaść na nastolatka było zaplanowana. Prawdopodobnie chodziło o porachunki pseudokibiców.

Z ustaleń śledztwa wynika, że ataku dopuściła się grupa ok. 10 osób ubranych w czarne kurtki, z zamaskowanymi twarzami, z widocznymi emblematami kibiców Wisły Kraków. Zaatakowali Miłosza 30 stycznia o godzinie 20:00. Gdy napastnicy byli blisko, nastolatek – kibic Cracovii – schował się za przechodzącą kobietą. Sprawcy odepchnęli ją i zaczęli zadawać mężczyźnie ciosy nożami, maczetami i siekierą. Skatowanego zostawili na chodniku. Karetkę wezwali przechodnie. Chłopak zmarł dwa dni później w szpitalu.

Do poszukiwania sprawców napaści Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie powołał specjalny zespół we współpracy z Prokuraturą Rejonową Kraków-Podgórze. Pod koniec lutego zarzuty zabójstwa i grożenia świadkom usłyszeli dwaj mężczyźni, którzy zostali aresztowani na trzy miesiące przez sąd.

Po śmierci Miłosza jego ojciec dziękował wszystkim za pomoc w zbieraniu krwi, prosił o wskazanie sprawców i apelował o zaniechanie zemsty. „Prośba o pomoc w odnalezieniu sprawców, którzy w kilkunastu zamordowali mojego syna. Prośba do kibiców i znajomych, aby nie szukali zemsty, bo kolejna rodzina może cierpieć! Wartością najwyższą, ponad wasze idee, układy, interesy, powinno być ludzkie życie!” – napisał na portalu społecznościowym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

List żelazny chroni podejrzanego o zabójstwo z 2013 roku przy użyciu maczety

Do zabójstwa doszło w czerwcu 2013 przy ul. Żywieckiej w Krakowie. Zaatakowany 23-letni kibic Wisły Kraków Łukasz D. zginął wskutek odniesionych ran. Sprawca niemal odciął mu rękę maczetą. Ścigany w tej sprawie Wojciech L., „Wojtas” ukrywał się przez kilka lat w Wielkiej Brytanii, po czym sam zgłosił się do śledczych. Dostał list żelazny, dzięki któremu może być na wolności do prawomocnego wyroku. 27-latek skutecznie unikał wymiaru sprawiedliwości. Przez kilka lat ukrywał się w Wielkiej Brytanii.

Media krytykowały wówczas działania prokuratury, ponieważ podejrzanego o zabójstwo udało się ustalić niemal od razu. Szczegółowych informacji udzielili śledczym internauci, którzy publikowali dane Wojciecha L., jego pseudonim oraz informacje na temat auta, który się porusza.

Zanim jednak prokuratura zweryfikowała te doniesienia, mężczyzna wyjechał z kraju. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

„Można go spotkać w klubie”

Jak informuje „Gazeta Krakowska „, w Polsce pojawił się w 2017 r. i zgłosił się do prokuratury ze swoim obrońcą. O tym, że doszło do porozumienia ze śledczymi informowali czytelnicy krakowskiego dziennika.

„Wojciech L. jest już od ponad dwóch miesięcy w Krakowie i porusza się jak pełnoprawny obywatel trzymając w kieszeni „List żelazny”. Można go spotkać w klubie na ulicy Zakopiańskiej – jak w godzinach między 12-14 przychodzi sobie potrenować” – powiadomiła „Gazetę Krakowską” mieszkanka miasta.

Przyznał się do udziału w zajściu

18 września 2017 r. krakowski sąd uchylił decyzję o umieszczeniu podejrzanego w tymczasowym areszcie i zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 80 tys. zł. Wojciech L. sumę tę wpłacił.

27-latek złożył wyjaśnienia i przyznał do udziału w zajściu. Prokuratura nie zdradza jednak szczegółów. Podejrzany zadeklarował również, że będzie się stawiał na każde wezwanie.

Odpowiadał za zniszczenie mienia

Według gazety, to nie pierwszy raz kiedy Wojciech L. chodził po mieście z maczetą. Miesiąc przed tym jak doszło do ataku na Łukasza D., policja zatrzymała go podczas malowania graffiti. Okazało się, że ma przy sobie maczetę. Wówczas odpowiadał przed sądem za zniszczenie mienia. Podczas rozprawy zadeklarował naprawienia wyrządzonych szkód i poprosił o warunkowe umorzenie sprawy.

Prokuratura deklaruje, że akt oskarżenia ws. zabójstwa ma trafić do sądu jeszcze w tym półroczu. Za czyny zarzucane Wojciechowi L. grozi mu dożywocie.

Zasady przyznawania listu żelaznego

Zasady dotyczące przyznawania listu żelaznego i obowiązków z niego wynikających reguluje rozdział 30, art. 281-284 Kodeksu postępowania cywilnego.

List żelazny to sądowa gwarancja, że oskarżony do czasu prawomocnego zakończenia postępowania będzie odpowiadał z wolnej stopy, jeśli będzie przestrzegał kilku warunków, m.in. tego, że terminowo będzie się stawiał na wezwanie sądu i prokuratora, nie opuści kraju bez pozwolenia sądu, nie będzie nakłaniał do złożenia fałszywych zeznań lub wyjaśnień.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Krwawy atak z maczetą na ulicach Manchesteru

Atak w Manchesterze! 23-letni mężczyzna uzbrojony w metrową maczetę straszył i groził ludziom na ulicy w Manchesterze. Gdy Brytyjska policja chciała uspokoić napastnika ten w furii rzucił się na mundurowych. W brutalnym ataku maczetą bandyta ciężko zranił jednego z oficerów.

Jak podaje Daily Mail do tego wydarzenie doszło na ulicy Demesne Road trzy kilometry od centrum Manchesteru, około godziny 14. Zastraszeni ludzie wezwali policję ponieważ obawiali się uzbrojonego w metrową maczetę mężczyzny. Ten bandyta w agresywny sposób groził i zastraszał przypadkowym przechodniów.

Oficerowie Greater Manchester Police próbowali nawiązać kontakt z 23-latkiem i wyjaśnić całą sprawę. Wtedy nastąpił niespodziewany atak.

Młody mężczyzna z metrową maczetą w ręku z furią rzucił się na interweniujących funkcjonariuszy. Aby go uspokoić funkcjonariusze musieli kilkakrotnie użyć taserów, ale nawet powalony, agresywny bandyta nadal wymachiwał swoją bronią i próbował zranić policjantów.

Według relacji „Manchester Evening News”, która powołuje się na rozmowę z naocznym świadkiem, dwóch mundurowych miało zostać poważnie rannych. „Całkiem mocno krwawili” – komentował.

Jak podaje Daily Mail jeden z policjantów doznał na tyle poważnych obrażeń, że musiał zostać przewieziony do szpitala. Jego stan określany jest jako poważny, ale jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Agresywnemu napastnikowi zostaną postawione zarzuty dotyczące nie tylko posiadania niebezpiecznego narzędzia, ale również ataku na funkcjonariusza na służbie.
Źródło info i foto: nczas.com