„Lawendowa mafia” w Kościele. Burza po premierze filmu „Zabawa w chowanego”

Po premierze filmu Marka i Tomasza Sekielskich „Zabawa w chowanego” znów zrobiło się głośno o istnieniu wśród katolickich duchownych tzw. lawendowej mafii, którą tworzyć mają księża homoseksualiści. – W Kościele istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur – mówi Onetowi prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista.

W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu – istnieniu rzekomej „lawendowej mafii”, czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu „lawendowej mafii” mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

– Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się „chorobą rzymską”. Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko „mafii lawendowej” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski w „Zabawie w chowanego”.

Terlikowski dodawał natomiast, że „nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze”. – Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze – wyjaśnił publicysta.

Homoseksualiści w Watykanie

To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne „homolobby”). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów.

Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że „w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie”. Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju „minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.”. Stwierdził też, że „seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska”.

W książce Martela znalazło się twierdzenie, że „homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie”. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. – Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (…) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami – ocenił Martel.

„Państwo w państwie”

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o „lawendowej mafii” mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że „środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy”, a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele „tworzą państwo w państwie”.

Jego zdaniem, „lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem”. Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono „niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele”.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju „solidarność zawodową”, która sprawia, że „wiernymi nikt się nie przejmuje”. – Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty – mówił Terlikowskiemu.

Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, „ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa”.

Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna

Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. – Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka – mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: „Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt”.

– W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do „wyścigu szczurów” – wyjaśnia prof. Stempin.

Również Frederic Martel mówił „Kulturze Liberalnej”, że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor „Sodomy” wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów.

Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. – Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od „insiderów” (od osób z wewnątrz Kościoła – red.).

„Mafia lawendowa” a ukrywanie pedofilii

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” autor „Sodomy” wskazywał: – Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów – ocenił. Na to, że „lawendowa mafia” jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie „Zabawa w chowanego” ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy.

Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że „wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści – red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną”. – Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji – powiedział w rozmowie z Onetem.

– Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do „lawendowej mafii” – i to nie tylko w Polsce – a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu – dodał.

Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, „tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko”. – Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych – to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć „bunkrów”, czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne – ocenia.

Prof. Stempin dodaje też, że „nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym”. – Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie – mówi.

Czy w Kościele istnieje „homolobby”?

Obok pojęcia „lawendowej mafii” często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest „homolobby”, które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: „Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów”.

Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (…) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby – mówił.

Martel oceniał, że w Kościele „homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza”. „Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (…) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań”.

Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem „gej”

Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. – Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą – powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce „Ostatnie rozmowy”.

Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. – Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem „gej”. Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (…) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński – ocenił.
Źródło info i foto: onet.pl

Robert S. usłyszał zarzuty. Prokuratura bierze się za mafię z Pomorza

Zarzuty usiłowania zabójstw i podżegania do dwóch kolejnych, a także posiadania materiałów wybuchowych i broni usłyszał Robert S. – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa. Robert S. podejrzany jest o usiłowanie zabójstwa więcej niż jednej osoby, podżeganie do dwóch kolejnych zabójstw i pomocnictwo przy dwóch usiłowaniach zabójstw. Poza tym mężczyzna usłyszał zarzuty nielegalnego posiadania materiałów i urządzeń wybuchowych oraz broni i amunicji.

Śledztwo, w którym usłyszał zarzuty S. ma charakter rozwojowy – wynika z informacji prokuratury. Do tej pory zarzuty przedstawiono w nim już 20 podejrzanym.

Naczelnik Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie Małgorzata Zapolnik powiedziała PAP, że śledztwo dotyczy grup przestępczych działających na Pomorzu dziesięć lat temu.

Robert S. przebywa w więzieniu. Odbywa karę w innej sprawie.

Postępowanie prowadzone jest pod nadzorem Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Źródło info i foto: interia.pl

Agenci ABW zatrzymali bankowców. Pomagali wietnamskiej mafii wyłudzać VAT

Czterech bankowców z dwóch wiodących na rynku polskich banków zatrzymała wczoraj ABW. Sprawa ma związek z gangiem Wietnamczyków z Wólki Kosowskiej, który opracował mechanizm wyłudzania VAT.

Pracownicy banków są podejrzani o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej – informuje „Rzeczpospolita”.

Trzech z nich pracowało w oddziałach jednego banku, a jeden w centrali drugiego. Według śledczych mieli pomagać osobom narodowości wietnamskiej w transferowaniu za granicę pieniędzy, które pochodziły z wyłudzeń VAT. Wietnamczycy handlowali odzieżą m.in. na targowisku w Wólce Kosowskiej pod Warszawą. Podatków nie płacili. Pieniądze wpłacali do banków, a następnie rozprowadzali po kontach na całym świecie.
Źródło info i foto: Money.pl

Włochy: Aresztowano 41 osób. Dwie obławy na mafię

41 osób aresztowanych, skonfiskowany majątek o wartości 120 milionów euro – to rezultat przeprowadzonych w poniedziałek we Włoszech dwóch dużych policyjnych operacji przeciwko mafii z Kalabrii. Na wniosek prokuratury przejęto ponad 50 firm powiązanych z mafiosami. W wyniku śledztwa prowadzonego przez prokuraturę do walki z mafią w Reggio di Calabria 27 aresztowań dokonano zarówno w rejonie tego miasta na południu, jak i we Florencji. To tam kalabryjska mafia ‚ndrangheta przeniosła część swych interesów i zainwestowała nielegalny majątek. Służby antyterrorystyczne z Florencji, jak informuje włoska agencja prasowa ANSA, w drugiej skoordynowanej operacji aresztowały kolejnych 14 osób.

Mafia w białych rękawiczkach

Na konferencji prasowej we Florencji przedstawiciele prokuratury zwrócili uwagę na złożony, rozgałęziony system ekonomiczny, jaki utworzyły gangi tej najpotężniejszej we Włoszech organizacji mafijnej, czerpiącej największe zyski z przemytu i handlu narkotykami.

– W tym przypadku mamy do czynienia z ‚ndranghetą, która nie musi stosować przemocy i zastraszania, ponieważ wchłania w swoje struktury część legalnej gospodarki – oświadczył prokurator krajowy do walki z mafią Federico Cafiero de Raho.

– System ten pozwala tej mafii ukrywać własne bogactwo, pochodzące z nielegalnych operacji – dodał. Aresztowanym postawiono zarzuty przynależności do mafii, lichwy i prania brudnych pieniędzy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Człowiek „Hossa” w końcu wpadł w ręce policji

Mocny cios w mafię okradającą emerytów metodą na wnuczka. Policja dorwała kolejnego bossa gangu, romskiego pastora o ksywie Murzyn. On i jego rodzina pławili się w luksusach, wyłudzając pieniądze od dobrodusznych staruszków ze Śląska. Banda jest blisko związana z Arkadiuszem Ł. ps. Hoss (49 l.), który kilkanaście lat temu wymyślił tę metodę.

58-letni dziś pastor zaczynał swoją wnuczkową karierę właśnie u Arkadiusza Ł. Osławiony król romskiej mafii o pseudonimie Hoss wraz ze swoim bratem Adamem P. (44 l.) i żoną Sylwią K. (48 l.) wpadli na pomysł naciągania starszych osób, wciskając im przez telefon wstrząsające historie. Z początku o krewnym w nagłej potrzebie, a później o policjancie prowadzącym tajną akcję i proszącym o przekazanie funduszy. Zarobili miliony. A że „Hoss” i „Murzyn” są dalekimi kuzynami, król nauczył pastora i jego rodzinę, jak okręcić sobie emeryta wokół palca i wydoić z niego ostatnią złotówkę.

„Murzyn” okazał się pojętnym uczniem i kradł na potęgę. W internecie chwalił się zdjęciami z wycieczek do Ameryki, na egzotyczne wyspy, luksusowymi autami i rezydencjami, przy których te ze słynnego serialu „Dynastia” wypadają blado. I chociaż był ostrożny i miał ludzi, którzy wykonywali za niego brudną robotę, w końcu wpadł.

– 58-latek został zatrzymany. Usłyszał zarzut kierowania grupą przestępczą, która zajmowała się popełnianiem oszustw przy wykorzystaniu tzw. metody na policjanta. Do zarzucanego czynu się nie przyznał – mówi Marta Zawada-Dybek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

W więzieniu nie będzie samotny, bo za kraty trafił także jego 48-letni zięć „Dziuniek”. – Mężczyzna usłyszał zarzut udziału w grupie przestępczej. Okazało się, że był poszukiwany do odbycia kary 4,5 roku więzienia – informuje śląska policja. Jak udało nam się ustalić, „Dziuniek” unikał odsiadki, bo wyłudzonymi od emerytów pieniędzmi opłacał lekarzy, którzy zapewniali, że jest bardzo chory. Podczas styczniowej akcji wpadli też córka pastora, wybitna oszustka „Hamba”, i jej brat „Lasio” oraz dwoje członków ich rodzin. – Wszystkie te osoby zostały tymczasowo aresztowane na okres trzech miesięcy. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności – mówi prok. Zawada-Dybek.

Zdumiewa jednak fakt, że śledczy przedstawili Cyganom zarzuty oszustw opiewających na sumę zaledwie 280 tys. zł. Mniej więcej tyle warte były zegarki i auta, które zabezpieczono podczas zatrzymania! Ale policjanci zapewniają, że sprawa jest rozwojowa. Być może wkrótce zatrzymają pozostałych krewnych „Murzyna” i odnajdą ukryty majątek.
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Rozwiązano władze pięciu miast w Kalabrii za powiązania z mafią

Rząd Włoch rozwiązał władze pięciu miast i miejscowości w Kalabrii na południu kraju za powiązania z mafią. To częsta praktyka, stosowana na wniosek MSW, gdy są dowody na to, że decyzje lokalnej administracji były uwarunkowane przez przestępczość zorganizowaną. Rozwiązane zostały władze 70-tysięcznego miasta Lamezia Terme, trzeciego pod względem wielkości w regionie. Taki krok podjęto po raz trzeci w jego historii. Poprzednio miało to miejsce w 1991 i 2003 roku.

Ponadto Rada Ministrów rozwiązała zarządy gmin Cassano allo Jonio, Marina di Gioiosa Jonica, Petrona i Isola Capo Rizzuto. W tej ostatniej miejscowości w maju okazało się, że mafijny klan kontrolował zarządzanie znajdującym się tam ośrodkiem dla migrantów.

We wszystkich pięciu miastach i miasteczkach wprowadzony zostanie zarząd komisaryczny. Mafia z Kalabrii,’ndrangheta, uważana jest za najpotężniejszą organizację zorganizowanej przestępczości spośród wszystkich we Włoszech.

W ciągu ostatnich 25 lat w całym kraju rozwiązano z powodu związków z przestępczością zorganizowaną prawie 300 zarządów miejskich i gminnych; najwięcej w Kampanii – około 100.
Źródło info i foto: onet.pl

Ponad 1/3 urzędników w Rzymie zamieszana ws. stołecznej mafii

70 ze 190 osób z kadry kierowniczej we władzach Rzymu objętych jest różnymi śledztwami – podały włoskie media powołując się na źródła w zarządzie Wiecznego Miasta. Ubocznym skutkiem tego rekordu jest, jak się zauważa, złe funkcjonowanie administracji.

Głównym powodem aktywności prokuratury na rzymskim Kapitolu jest wielkie dochodzenie w sprawie tzw. stołecznej mafii, czyli sieci korupcyjnych powiązań między lokalnymi politykami, urzędnikami i biznesmenami a grupami przestępczymi, które w czasie poprzednich kadencji zarządu miasta faktycznie kontrolowały przetargi i działalność przedsiębiorstw komunalnych. Już rozpoczęły się pierwsze procesy w tej sprawie. Zarówno ta afera, jak i inne doprowadziły do tego, że śledztwa toczą się wobec prawie 37 procent całej kadry kierowniczej w urzędach i instytucjach władz miejskich stolicy Włoch.

Jak ujawniono, ostatnio 10 osób otrzymało zawiadomienia o toczących się wobec nich dochodzeniach dotyczących wydarzeń sprzed 4-5 lat. Wielu szefów wydziałów i innych komórek we władzach rzymskich zostało przeniesionych na inne stanowiska ze względu na dochodzenia mające związek z ich dotychczasowymi funkcjami. To z kolei spowodowało spowolnienie machiny administracyjnej. Przyczynia się do tego także i to, że w kadrze menedżerskiej brakuje 50 osób.

Śledztwem objęta jest też burmistrz Rzymu Virginia Raggi, której grozi proces za oszustwo i nadużycie władzy przy mianowaniu szefa jej sekretariatu i przyznanie mu trzykrotnie wyższej pensji oraz nieprawidłowości przy powołaniu kierownika wydziału turystyki.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jak silna jest mafia we Włoszech?

Już po raz dziesiąty sondaż wśród kilku tysięcy uczniów na temat ich stosunku do mafii przeprowadził ośrodek studiów imienia Pio La Torre, polityka i działacza związkowego, zamordowanego przez sycylijską cosa nostra w 1982 roku. Wyniki sondażu wskazują też na brak zaufania młodych Włochów do polityków. Dwa lata temu ponad połowa młodzieży we Włoszech (52 procent) była zdania, że mafia jest silniejsza od państwa.

Obecnie 13 procent uczniów sądzi, że to państwo jest silniejsze od mafii. Mniej niż jedna trzecia (30 procent) twierdzi, że mafię można definitywnie pokonać. Zauważa się, że z mniejszym pesymizmem na szanse pokonania mafii patrzą mieszkańcy południa kraju, gdzie znajdują się kolebki jej gangów.

Brak zaufania do klasy politycznej

W analizie wyników ankiety, rozpisanej w ramach realizacji programu edukacyjnego, którego celem jest kształtowanie postaw sprzeciwu wobec mafii, odnotowano też, że 90 procent młodzieży szkolnej odrzuca i potępia przestępczość zorganizowaną. Jednocześnie młodzi Włosi podkreślają, że siła mafii polega na tym, że przenika do instytucji państwa i do polityki. 80 procent uczniów szkół średnich przyznało, że nie ma zaufania do klasy politycznej, w tym także do lokalnych polityków.

„Nie ma znaczącej różnicy między młodzieżą z centrum i północy a tą z południa Włoch, jeśli chodzi o ocenę korupcji wśród lokalnych działaczy politycznych” – powiedział prezes ośrodka Pio La Torre, Vito Lo Monaco.

Zaufanie do nauczycieli

Jak zauważył, większość uczniów deklaruje, że nie zwróci się o pomoc w znalezieniu pracy ani do mafiosa, ani do polityka. W ocenie szefa ośrodka wyniki sondażu są zarówno niepokojące, jak i zachęcające. Jego zdaniem otuchy dodaje fakt, że 83 procent uczniów ma zaufanie do nauczycieli. Na kolejnych miejscach grup zawodowych, którym ufają młodzi Włosi, są sędziowie, funkcjonariusze sił porządkowych, dziennikarze i związkowcy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Władze Wenezueli zamknęły granicę z Kolumbią. Winne mafie

Blokadę granic z sąsiednią Kolumbią na 72 godziny zarządził w poniedziałek prezydent Wenezueli Nicolas Maduro. Jak oświadczył, ma to „położyć kres przemytowi waluty przez mafie, których celem jest zdestabilizowanie gospodarki” jego kraju. Maduro ogłosił tę decyzję po naradzie ze swymi czołowymi doradcami ds. gospodarki.

Jest to kolejne posunięcie prezydenta mające na celu ograniczenie galopującej inflacji. W ramach tej walki zapowiedziano wprowadzenie do obiegu całego zestawu nowych banknotów i wycofanie banknotu o nominale 100 bolivarów. Według kursu czarnorynkowego wymieniany jest na zaledwie 3 centy USA.

Tracą ważność

Wenezuelczycy zaczęli w poniedziałek gorączkowo wydawać banknoty o nominale 100 bolivarów, aby pozbyć się ich przed terminem utraty przez nie ważności, który upływa w najbliższą środę. Ocenia się, że ok. 30 proc. Wenezuelczyków nie ma rachunku bankowego i trzyma swoje oszczędności w banknotach, które wkrótce utracą ważność.

Maduro ostrzegł niedawno, że przywożenie do kraju starych banknotów o nominale 100 bolivarów w celu ich wymiany na nowe jest zabronione.

Przez ostatnie kilka lat waluta wenezuelska ogromnie straciła na wartości – tylko przez ostatni miesiąc o 55 proc. wobec dolara amerykańskiego. Gangi tanio skupują wenezuelskie banknoty na czarnym rynku za dolary lub kolumbijskie peso. Za bolivary kupują subsydiowane w Wenezueli towary, które następnie sprzedają z zyskiem w sąsiedniej Kolumbii.

Mało czasu

Począwszy od środy, Wenezuelczycy będą mieli 10 dni na wymianę banknotów 100-bolivarowych na monety i nowe banknoty o wyższych nominałach (od 500 do 20 tys. bolivarów), które bank centralny wprowadzi do obiegu 15 grudnia. Wenezuelski bank centralny szacuje, że w użyciu jest obecnie ponad 6 mld banknotów o nominale 100 bolivarów, co stanowi blisko połowę wszystkich banknotów pozostających obecnie w obiegu. Ponadto wielu Wenezuelczyków mieszkających przy granicy z Kolumbią kupuje za bolivary kolumbijskie peso, by w sąsiednim kraju kupować towary, których brakuje w Wenezueli.

Krytycy władz określają pomysł wymiany banknotów jako najnowszy desperacki krok Maduro przedsięwzięty w obliczu kryzysu gospodarczego w kraju i przewidują, że obowiązek wymiany banknotów wywoła chaos. Przywódca opozycji Henrique Capriles napiętnował na Twitterze „nieudolne rządy” prezydenta.
Żródło info i foto: TVP.info

Boss sycylijskiej mafii pobierał latami czynsz za wynajem odebranych mu nieruchomości

Boss sycylijskiej mafii, któremu na wniosek sądu skonfiskowano 22 domy, mimo to przez 14 lat pobierał czynsz za ich wynajem – podały włoskie media. Postępowanie w tej sprawie wszczął Trybunał Obrachunkowy – odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli w Polsce. Przedsiębiorca budowlany z Palermo, niejaki Pietro Lo Sicco został skazany na 7 lat więzienia za przynależność do mafii i korupcję. W trakcie toczącego się przeciwko niemu śledztwa skonfiskowano należące do niego nieruchomości jako mafijny majątek, co jest powszechną praktyką w walce z przestępczością zorganizowaną.

Nadzór nad tymi domami i mieszkaniami sąd powierzył biegłemu księgowemu, któremu już wcześniej oddawał jako administratorowi dobra odebrane organizacji cosa nostra. Według gazet to właśnie on znalazł się w centrum prowadzonego postępowania wyjaśniającego, które zostało wszczęte po tym, gdy anomalię wykryła krajowa agencja ds. skonfiskowanych i zajętych dóbr.

10 innych podejrzanych przypadków

Okazało się, że przez 14 lat – od chwili konfiskaty – na konto uwięzionego biznesmena i zarazem mafiosa regularnie wpływały pieniądze od najemców tych nieruchomości. Media na Sycylii poinformowały, że wątpliwości co do przejrzystości administrowania mafijnymi dobrami i podejrzenia powiązań z mafią oraz jej sprzyjaniu dotyczą tam jeszcze co najmniej 10 innych przypadków, które są obecnie weryfikowane.

Wartość skonfiskowanego włoskim mafiom majątku szacuje się na kilkanaście miliardów euro. Tylko część nieruchomości przekazuje się na cele społeczne i publiczne. W niektórych willach i posiadłościach urządzane są przedszkola , ośrodki kultury i kina, a także posterunki karabinierów i policji, co ma szczególne symboliczne znaczenie.
Żródło info i foto: polsatnews.pl