Amber Gold: Adwokat chce uniewinnienia Marcina P.

W gdańskim sądzie zakończyła się mowa końcowa obrońcy Marcina P., twórcy spółki Amber Gold. Mecenas Michał Komorowski przekonywał sąd, że firma prowadziła rzetelną działalność, do czasu aż zostały zablokowane jej konta bankowe. Sam oskarżony przed sądem powiedział tylko jedno zdanie.

Mowa końcowa adwokata Marcina P. trwała nieco ponad kwadrans. Jego zdaniem firma prowadziła rzetelną działalność. Obrońca nie zgodził się też z wyliczeniami prokuratury, co do liczby pokrzywdzonych i sumy strat.

OSKARŻONY NIE BYŁ ROZMOWNY

– Nie była to piramida finansowa, a mój klient nie może odpowiadać za niekorzystne rozporządzanie mieniem wielu osób – mówił mecenas Michał Komorowski.

Oskarżony powiedział jedynie, że wnosi o to samo, co jego obrońca. Wcześniej w toku procesu odmawiał wyjaśnień, a podczas pierwszej rozprawy nie przyznał się do winy.

WYROK 20 MAJA

6 maja mowy końcowe wygłosi druga z oskarżonych, Katarzyna P., a także jej obrońca. Wyrok ma zapaść 20 maja.

Przypomnijmy, że prokuratura żąda dla obojga oskarżonych kar 25 lat więzienia, grzywien i obowiązku naprawienia szkody. Marcina i Katarzynę P. oskarża o oszukanie ponad 19 tysięcy osób, na ponad 850 milionów złotych.

KUSILI WYSOKIM OPROGRAMOWANIEM

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 roku, a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. Komisja Nadzoru Finansowego złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: radiogdansk.pl

Koniec procesu Amber Gold. Wyrok siedem lat od wybuchu afery

Siedem lat po wybuchu afery Amber Gold jest szansa na wyrok skazujący szefów piramidy finansowej Marcina i Katarzyny P. Jeśli się odwołają od orzeczenia, batalia sądowa potrwa kolejnych kilka lat. Odzyskają wolność najpóźniej w 2027 r., gdy będą mieli po 43 lata. Największego aferzystę w historii – Bernarda Madoffa – skazano w USA sześć miesięcy po aresztowaniu.

Dobiega końca proces twórców Amber Gold Marcina P. i Katarzyny P. Jeszcze tym w tym miesiącu przed Sądem Okręgowym w Gdańsku mają zostać wygłoszone mowy końcowe. Sprawa toczy się od trzech lat. Wcześniej – od sierpnia 2012 do czerwca 2015 – trwało śledztwo prokuratorskie, w którym przesłuchano kilkanaście tysięcy klientów spółki. Od 2012 r. Marcin i Katarzyna P. przebywają w areszcie tymczasowym, który jest im sukcesywnie przedłużany. Latem 2015 r. Katarzyna P. urodziła dziecko, którego ojcem jest strażnik więzienny.
Źródło info i foto: trojmiasto.wyborcza.pl

Przełom w sprawie Amber Gold?

Nigdy nie udało się przesłuchać go prokuraturze, ABW, a nawet komisji śledczej. Adwokat Łukasz D. umiejętnie chował się za statusem obrońcy Marcina P., twórcy piramidy Amber Gold. Zarzuty wreszcie udało mu się postawić przez… samochód. Jak pisze „Rzeczpospolita”, 9 listopada postawiła zarzuty gdańskiemu adwokatowi Łukaszowi D, byłemu dyrektorowi zarządzającemu OLT Express Jarosławowi F., a także twórcy piramidy finansowej Finroyal Andrzejowi K.

Za przełomowe można uznać zarzuty dla prawnika, który jest najbliższym współpracownikiem Marcina P. od samego początku jego działalności. To on wyciągnął późniejszego twórcę Amber Gold z więzienia w 2006 r. przed końcem kary i umożliwił mu budowę przestępczego biznesu.

Łukasz D. pracował w spółkach grupy Amber Gold i był bezpośrednio zaangażowany we wszystkie nielegalne działania Marcina P. Mimo to nigdy nie został nawet przesłuchany przez ABW i prokuraturę. Nie poradziła sobie z nim nawet sejmowa komisja śledcza.

Prawnik skutecznie wykorzystał status obrońcy Marcina P., który umożliwiał mu odmawianie składania zeznań z uwagi na tajemnicę adwokacką.

Łódzka Prokuratura Regionalna, która bada, co się stało z milionami wyprowadzanymi z Amber Gold, znalazła jednak sposób na Łukasza D. Wykazała, że adwokat przejął od Amber Gold luksusowe BMW X5 na podstawie fikcyjnej umowy.

Auto miało być zapłatą za szkolenie zarządu Amber Gold, którego prawnik jednak w rzeczywistości nie przeprowadził. Obrończyni Łukasza D. zapewnia, że zarzuty prokuratury są absurdalne i jej klient nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: Money.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie Michała Tuska. Nie zdradzał poufnych danych

Syn byłego premiera Michał Tusk nie zdradził Marcinowi P., twórcy piramidy finansowej, poufnych danych o lotniskach – czytamy w środowej „Rzeczpospolitej”.

„Rz” ustaliła, że łódzka Prokuratura Okręgowa umorzyła sprawę przekazywania przez Michała Tuska tajemnic dotyczących przewoźników lotniczych Marcinowi P. – twórcy Amber Gold. „Śledztwo zostało umorzone z braku znamion przestępstwa” – poinformował cytowany w gazecie rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania.

Jak czytamy, łódzka prokuratura badała, czy młody Tusk przekazywał Marcinowi P. poufne dane marketingowe pomocne w podejmowaniu strategicznych decyzji w lotnictwie. „Juniora obciążył P., twierdząc, że ten podał mu stawki, jakie lotnictwo pobiera od linii WizzAir za obsługę pasażerską” – napisano.

Kopania wyjaśnił w „Rz”, że śledczy badali, czy doszło do naruszenia art. 23 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. „Ustaliliśmy, że przekazywane dane nie miały jednak charakteru poufnego i nie stanowiły tajemnicy przedsiębiorstwa, o której mówi przepis” – powiedział.

Umorzenie wątku danych – czytamy – nie kończy sprawy młodego Tuska. „Łódzka Prokuratura Regionalna bada bowiem, jak doszło do wypłacenia mu wynagrodzenia po upadku OLT” – podała „Rz”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Powstaje akt oskarżenia ws. wykorzystania seksualnego Katarzyny P. żony b. szefa Amber Gold

Zakończyło się śledztwo przeciwko 42-letniemu byłemu funkcjonariuszowi Służby Więziennej, podejrzanemu o niedopełnienie obowiązków i seksualne wykorzystanie stosunku zależności. Grozi mu do trzech lat więzienia. Poinformował o tym w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Dodał, że opracowywany jest akt oskarżenia. Prawdopodobnie jeszcze we wrześniu trafi do sądu.

Przedstawione w sprawie zarzuty są skutkiem ustaleń śledztwa. Wskazuje ono, że były już wychowawca Zakładu Karnego Numer 1 w Łodzi od lutego do listopada 2014 r. dopuścił się na szkodę jednej z osadzonych czynności o charakterze seksualnym, wykorzystując przy tym istniejący stosunek zależności.

W konsekwencji działań podejrzanego kobieta zaszła w ciążę i w innej już placówce penitencjarnej urodziła syna.

– Tym samym funkcjonariusz nie dopełnił swoich obowiązków, działając nie tylko na szkodę osadzonej, ale także interesu publicznego, przez niezapewnienie właściwego wykonywania środka zapobiegawczego i podważenie autorytetu Służby Więziennej – poinformował Kopania.

Podejrzany nie przyznaje się

Dodał, że podczas przesłuchania 42-latek nie przyznał się do zarzutu i odmówił złożenia wyjaśnień.

– W śledztwie zebrano kompletny materiał dowodowy, co dało podstawę do wydania postanowienia o jego zamknięciu. Opracowywany jest akt oskarżenia – powiedział rzecznik.

Katarzyna P. przebywała w łódzkim areszcie od kwietnia 2013 r. W marcu 2015 r. poinformowała szefostwo, że jest w ciąży. W związku z tą sprawą wszczęto śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Kobieta została przesłuchana.

Zeznała wówczas, że „nie padła ofiarą żadnego przestępstwa, nie czuje się w sprawie pokrzywdzoną, odmówiła jakichkolwiek informacji, w jakich okolicznościach doszło do poczęcia dziecka”. Po zebraniu materiału dowodowego prokuratura zadecydowała o umorzeniu śledztwa.

Zaszła w ciążę w zakładzie karnym

W kwietniu 2015 r. Katarzyna P. trafiła do Zakładu Karnego w Grudziądzu, gdzie urodziła dziecko. Wtedy też zażalenie na postanowienie łódzkiej prokuratury złożyła pełnomocnik P. wskazując, że ojcem dziecka może być konkretny funkcjonariusz służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Mężczyznę miała wskazać Katarzyna P., która jednocześnie wytoczyła mu proces cywilny o ustalenie ojcostwa. Sąd w Gdańsku, który rozpatrywał zażalenie, zadecydował, że śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi ma toczyć się dalej.

Ponownie przesłuchano Katarzynę P. Zeznała wówczas, że została wykorzystana sytuacja, w której się znalazła, wykorzystany został jej stan psychiczny i wskazała konkretnego funkcjonariusza, który jest prawdopodobnie ojcem jej dziecka. Przeprowadzono badania DNA. Potwierdziły one słowa kobiety.

Mężczyzna usłyszał zarzuty. Został dyscyplinarnie zwolniony.

Amber Gold – firma powstała na początku 2009 r. – miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według śledczych szef firmy Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Proces Marcina P. i jego żony trwa od marca 2016 roku przed gdańskim sądem okręgowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef Amber Gold zeznawał w sądzie

Były szef Amber Gold Marcin P. złożył zeznania przed warszawskim sądem. Zeznawał jako świadek w procesie cywilnym z pozwu grupowego ponad 200 klientów tej firmy. Pozwali oni Skarb Państwa za zaniechania prokuratury w tej sprawie. P. jest oskarżonym w toczącym się w Gdańsku procesie karnym ws. Amber Gold, na rozprawę przed warszawskim sądem został dowieziony z aresztu. Marcina P. wprowadzono na salę rozpraw Sądu Okręgowego w Warszawie w obstawie uzbrojonych policjantów.

– Jedynie pod sam koniec działalności spółki miałem takie informacje, czyli w czerwcu, lipcu i sierpniu 2012 r. – odpowiedział Marcin P. na pytanie sądu, czy wiedział o planowanych działaniach organów ścigania w sprawie Amber Gold.

Dodał, że w latach 2010-11 spółka miała dostęp do akt sprawy w postępowaniu toczącym się na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i – jak zaznaczył – „był to ten etap, kiedy postępowanie zostało umorzone i umorzenie zostało uchylone przez sąd”.

P. powiedział jednocześnie, że uzyskanych informacji z 2012 r. np. o planach przeszukania i możliwości zatrzymania „nie wykorzystywał w żadnych celach”. Na szczegółowe pytania – m.in. o to, kto był źródłem tych informacji – odmówił odpowiedzi „ze względu na toczące się wobec niego postępowanie karne”.

Reprezentujący powodów mec. Tomasz Krawczyk powiedział dziennikarzom po przesłuchaniu P., że potwierdziło ono, iż „Marcin P. wiedział z wyprzedzeniem o planach postawienia mu zarzutów i zatrzymaniu, a więc decyzja o zakończeniu jego działalności była wymuszona działaniami prokuratury”.

– Istotne jest to, że ubocznym skutkiem ewentualnego postawienia mu zarzutów już w 2010 r. byłoby już wtedy zakończenie działalności Amber Gold – dodał.

– Moim zdaniem zeznania Marcina P. nie mają żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia, według strony pozwanej to powództwo powinno być oddalone bez prowadzenia rozbudowanego postępowania dowodowego – powiedziała z kolei po rozprawie reprezentująca pozwanych radca Prokuratorii Generalnej mec. Małgorzata Sieńko.

Proces został odroczony bez terminu. Sąd zwrócił się m.in. do syndyka Amber Gold o przekazanie informacji uzupełniającej na temat wysokości roszczeń, które mają pierwszeństwo zaspokojenia przed roszczeniami klientów spółki. Proces cywilny z pozwu grupowego ponad 200 klientów Amber Gold przeciw Skarbowi Państwa za zaniechania prokuratury w tej sprawie toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie od listopada zeszłego roku. Do powództwa, w którym jako odpowiedzialne za zaniechania wskazane zostały m.in. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, przyłączyło się 246 podmiotów zgłaszających roszczenia odszkodowawcze. Faktycznie grupa liczy jeszcze więcej osób, bo niektóre z roszczeń zgłosiły małżeństwa.

Poszkodowani domagają się łącznie ponad 26,5 mln zł, czyli łącznej kwoty zainwestowanej przez nich w utracone lokaty. Chodzi o osoby, które zawierały swe umowy z Amber Gold w okresie od stycznia 2010 r. do sierpnia 2012 r., czyli w czasie, gdy prokuratura wiedziała już z Komisji Nadzoru Finansowego o nieprawidłowościach w Amber Gold.

Prokuratoria Generalna RP wnosi o oddalenie pozwu. Wskazuje, że ewentualne zaniechania prokuratury nie pozostają w związku z decyzjami klientów o lokowaniu środków w Amber Gold.

W listopadzie 2017 r. sąd rozpoczął merytoryczne badanie tego pozwu i rozpatrzył część wniosków dowodowych zgłoszonych przez strony. Uwzględnił m.in. wniosek o dopuszczenie w procesie zeznań Marcina P. Sąd oddalił natomiast wtedy m.in. wnioski o przesłuchanie prokuratorów i funkcjonariuszy policji zajmujących się od 2010 r. dochodzeniem i śledztwem wobec spółki Amber Gold lub nadzorujących to postępowanie m.in. pierwszej referent sprawy prok. Barbary Kijanko, ówczesnych szefów prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i okręgowej w Gdańsku Marzanny Majstrowicz i Dariusza Różyckiego oraz prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.
Źródło info i foto: TVP.info

Amber Gold: Marcin P. zacznie sypać?

Marcin P. daje sygnał swoim mocodawcom, że może zacząć sypać – powiedział we wtorek Witold Zembaczyński (Nowoczesna) odnosząc się do zeznań Marcina P. przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Jarosław Krajewski (PiS) dodał, że są dowody na to, że „Marcin P. nie mógł działać samodzielnie”.

We wtorek przed komisją śledczą ds. Amber Gold po raz drugi zeznawał b. szef tzw. piramidy finansowej, Marcin P., który powiedział, że patrząc z perspektywy czasu, mógł stwierdzić, iż był parasol ochronny nad Amber Gold, ale o jego istnieniu w ogóle nie wiedział. Mówił o tym w kontekście działalności urzędów skarbowych.

– Nie umiem ocenić tego, czy to był faktycznie parasol ochronny czy nie, to są moje domysły. Czy ktoś liczył na spłatę tzw. długu, bo tak to można by było nazwać, podejrzewam, że jeżeli taki parasol ochronny by był, to tak – stwierdził P.

Zeznania b. szefa Amber Gold komentowali w TVP Info członkowie komisji śledczej: Witold Zembaczyński (Nowoczesna) i Jarosław Krajewski (PiS).

W opinii Zembaczyńskiego „zeznania Marcina P. ulegają metamorfozie”. – On daje sygnał swoim mocodawcom, że może zacząć sypać – powiedział poseł Nowoczesnej. Podkreślił, że „Marcin P. widzi, iż atmosfera wokół niego się zagęszcza, i to dzięki aktywności komisji śledczej”.

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też w linie lotnicze – linie OLT Express, które funkcjonowały przez kilka miesięcy 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gdański sąd przesłuchał już większość świadków w sprawie Amber Gold

W procesie ws. afery finansowej Amber Gold, toczącym się od marca 2016 r. przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, przesłuchana została już zdecydowana większość świadków – poinformował PAP rzecznik prasowy SO w Gdańsku Tomasz Adamski.

W ciągu 19 miesięcy procesu na ponad 140 rozprawach sąd przesłuchał ok. 580 świadków oraz siedmiu biegłych. W akcie oskarżenia prokuratura uznała, że przed sądem powinno stawić się w charakterze świadków prawie 430 osób. Większa liczba świadków wynika z tego, że sąd przesłuchuje nie tylko świadków, których wskazał prokurator do przesłuchania w akcie oskarżenia, ale z urzędu również tych pokrzywdzonych, których prokurator nie przesłuchał w czasie śledztwa – wyjaśnił Tomasz Adamski.

Na początku procesu obrońca Marcina P., twórcy Amber Gold, wnioskował o przesłuchanie wszystkich pozostałych pokrzywdzonych (łącznie jest ich ponad 18 tys. osób – PAP). ,Adamski poinformował, że na jednej z ostatnich, październikowych rozpraw sąd uznał, że większość z wnioskowanych przez obrońcę świadków nie będzie przesłuchana.

Odnośnie wniosku obrońcy o bezpośrednie przesłuchanie na rozprawie wszystkich świadków, sąd uwzględnił wniosek co do 19 osób. W przypadku następnych 24 odroczył podjęcie decyzji do czasu oświadczenia prokuratora, czy podtrzymuje wniosek o odczytanie tylko protokołów ich zeznań ze śledztwa – poinformował rzecznik sądu.

Akt oskarżenia z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 r. Według prokuratury Marcin P. i jego żona Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Zostali także oskarżeni m.in. o działalność parabankową i pranie brudnych pieniędzy, które wyłudzili od klientów spółki.

Proces Marcina P. i Katarzyny P. toczy się w sposób jawny, ale sąd zakazał upubliczniania treści wyjaśnień oskarżonych oraz zeznań świadków. Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.

Oskarżeni w trakcie śledztwa nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień, bądź składali je sprzeczne z prokuratorskimi ustaleniami. Według prokuratury spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Zdaniem śledczych klienci od początku przy zawieraniu umów byli wprowadzani w błąd co do sposobu przeznaczenia zainwestowanych przez nich pieniędzy – zapewniano ich, że za pieniądze kupowane będzie złoto, srebro lub platyna, co potwierdzać miały wystawiane certyfikaty. Lokaty rzekomo miały być ubezpieczone i gwarantowane przez Fundusz Poręczeniowy AG, na który klienci musieli wpłacać 1 proc. wartości każdej lokaty.

Obok oszustwa znacznej wartości oskarżonym zarzuca się także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku. Oskarżeni wielokrotnie – według śledczych – przelewali je na różne konta bankowe m.in. spółek grupy Amber Gold oraz innych podmiotów i osób.

Katarzyna P. i Marcin P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele – m.in. na finansowanie linii lotniczych OLT Express (nieistniejący już przewoźnik, w którym głównym inwestorem była Amber Gold) przeznaczono prawie 300 mln zł. Część dochodów szła też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł. Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zakonnik balował z właścicielami Amber Gold

To była prawdziwa przyjaźń! Jeden z kluczowych świadków przed komisją ds. Amber Gold, były zakonnik Jacek Krzysztofowicz był w przyjacielskich relacjach z szefami piramidy finansowej Marcinem (33 l.) i Katarzyną P. (33 l.). „Super Express” dotarł do zdjęć, na których duchowny udzielał małżeństwu ślubu, balował na weselu, a także na ich koszt bawił się na wycieczkach we Włoszech.

Jacek Krzysztofowicz przez osiem lat był przeorem klasztoru Dominikanów w Trójmieście. Zakon porzucił w 2013 r. W ubiegłym tygodniu zeznawał przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Jak wynika z zeznań, duchowny był w bardzo dobrych relacjach z małżeństwem P. Ich przyjaźń rozpoczęła się blisko dziesięć lat temu. – Na pewno moment, w którym po raz pierwszy rozmawialiśmy, to było, kiedy Marcin P. przyszedł zaoferować darowiznę. To było w 2008 lub 2009 r. – powiedział Krzysztofowicz. Były dominikanin mówił, że inne darowizny Marcin P.przekazywał kolejnemu przeorowi, który zarządzał klasztorem od 2010 r.W sumie przekazał ok. 1,5 mln zł.

A jego przyjaźń z aferzystami kwitła w najlepsze! Udzielił im ślubu kościelnego i był jednym z gości podczas wesela. Huczna impreza odbyła się w hotelu Hilton w Gdańsku. – Zakonnik siedział przy jednym stole z parą młodą, a także z ówczesnym przeorem zakonu dominikanów, adwokatem Amber Gold Łukaszem Daszutą i rzecznikiem prasowym finansowej piramidy Michałem Force’em. Rodzice państwa młodych siedzieli przy innych stolikach – mówi nam jeden ze śledczych, znających kulisy sprawy.

Zakonnik pojechał też na ich koszt do Wenecji i Florencji. – W Wenecji Marcin zabrał mnie na rozmowy biznesowe do fabryki Tupolewa (…) Chciał kupić samoloty. Nie kupił ich jednak, nie wiem dlaczego – zeznawał w śledztwie Krzysztofowicz. Za wszystko we Włoszech płaciło małżeństwo P. Wydatki do tanich nie należały. Zakonnik nocował w ekskluzywnym hotelu Hilton.

– Kiedy Marcin P. został aresztowany, otworzyłem oczy. Do tego momentu uważałem, że byli uczciwi. Jeśli chodzi o tematy biznesowe, miałem przekonanie, że P. znaleźli genialny sposób na zarabianie pieniędzy (…) Nigdy nie czułem, że coś tu nie gra – zeznawał przed komisją.

W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że to właśnie zakonnik mógł na prośbę małżeństwa przechowywać spore ilości złota. Krzysztofowicz jednak zaprzeczał. Przypomnijmy, że według śledczych firma Amber Gold oszukała blisko 19 tys. klientów na kwotę ok. 850 mln zł. Marcinowi P. i Katarzynie P. grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Tygodnik „Sieci” ujawnia nagrania dotyczące sprawy Amber Gold

W nowym numerze tygodnika „Sieci” o tym, jak Marcin i Katarzyna P. okłamywali nawet najbliższych.

Marcin i Katarzyna P. nie mieli skrupułów. Nie mówili prawdy ani pracownikom Amber Gold, ani współpracownikom, ani nawet najbliższej rodzinie. Przesłuchaliśmy dziesiątki nagrań, które ABW uznała za tak mało istotne, że nie sporządziła z nich stenogramów. Tygodnik „Sieci” publikuje zapisy tych wstrząsających rozmów.

Dopiero z tego materiału wyłania się obraz bezwzględnych kłamców, którzy nawet w obliczu walącej się piramidy finansowej myśleli tylko o tym, jak jeszcze wyciągnąć pieniądze od nieświadomych niczego klientów. Skąd taka desperacja małżeństwa P., które mając świadomość zbliżającego się końca przekrętu, tak parło do kolejnych oszustw? Z podsłuchanych rozmów wynika, że Marcin i Katarzyna liczyli się z poważnymi kłopotami… – piszą w najnowszym tygodniku „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.

Dziennikarze tygodnika „Sieci” ujawniają obszerne fragmenty rozmów, szczególnie tych zignorowanych przez ABW i przypominają, że Agencja od początku działała w sprawie Amber Gold fatalnie:

– Mimo że (24 maja 2012 roku) szef ABW pisze jasno, iż mamy do czynienia z piramidą finansową, że nie ma żadnego złota w skrytkach Amber Gold i wreszcie, że zagrożone są oszczędności tysięcy Polaków, nie wykonano podstawowej czynności, jaką jest założenie podsłuchu Marcinowi i Katarzynie P. – twórcom przekrętu, z którego przez kolejne miesiące mogli bezkarnie wyprowadzać miliony złotych. Gdy w końcu (ponad dwa miesiące później), po upadku linii OLT Express, podsłuch założono, okazało się, że ABW nie była zainteresowana zdecydowaną większością zgromadzonego materiału dowodowego – przypominają autorzy tekstu.

Marcin i Katarzyna P. do końca kłamią. Nie mówią prawdy spanikowanym pracownikom sieci Amber Gold, bliskim współpracownikom, a nawet rodzeństwu i rodzicom. Kilka dni przed upadkiem Amber Gold, gdy jest jasne, że nikt z klientów nie odzyska pieniędzy, bo przedsięwzięcie jest wyrafinowanym przekrętem, Kasia pewnym i bezczelnym głosem wciska swojej teściowej Barbarze Stefańskiej kompletną nieprawdę.

Barbara Stefańska: Ja słyszałam po głosie Marcina, jak się w piątek wypowiadał niby telefonicznie. To już te pierwsze jego słowa jak usłyszałam, to tak jakbym go słyszała wtedy, jak to się działo… (chodzi o poprzednie wyroki Marcina P. za oszustwa finansowe – przyp. red.) Potem się uspokoił.

Katarzyna P.: Pani Basiu, to jest jakby zupełnie inna sytuacja. Tutaj nic złego się nie wydarzyło i nic złego nie zrobiliśmy, tylko ktoś teraz na siłę chce nam wmówić, że coś zrobiliśmy. Ja już nie wiem…

BS: Daj Boże… Jeszcze Magda (siostra Marcina – przyp.red.) mówi, Kaśka by Marcinowi łeb urwała, gdyby wiedziała, że robi szwindle, nie?

KP: Absolutnie, to jest w ogóle wykluczone. Absolutnie! To jest dawno i nieprawda. Już minęły te czasy…

Więcej na temat ustaleń dziennikarzy „Sieci” oraz obszerne fragmenty podsłuchanych przez ABW rozmów i komentarz do zapisów rozmów głównych bohaterów afery Amber Gold już w poniedziałek, 16 października od godz. 10.00 w telewizji www.wPolsce.pl .

W nowym numerze tygodnika „Sieci” publikujemy także tekst Wojciecha Biedronia, w którym dziennikarz ukazuje kulisy funkcjonowania Ministerstwa Sprawiedliwości i wyjaśnia, gdzie można doszukiwać się przyczyn nieporozumień między resortem a Kancelarią Prezydenta.

Zbigniew Ziobro może się nie podobać, ale czy to komuś odpowiada, czy nie, jest dziś najbardziej widocznym „ frontowcem” obozu Zjednoczonej Prawicy – pisze w najnowszym artykule w tygodniku „Sieci” Wojciech Biedroń.

Autor przekonuje, że praca ministra i sztabu fachowców pozwoliła mu nie tylko odzyskać zaufanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ale przyczyniła się do wysokiej oceny, jaką ma wobec jego działań szef PiS. Biedroń przytacza ostatnie wypowiedzi Kaczyńskiego, w których nie brakuje komplementów pod adresem Zbigniewa Ziobry.

Tygodnik publikuje także wywiad z Jackiem Saryuszem-Wolskim, z którym rozmawia Piotr Skwieciński.

– Polska będzie dalej grillowana, bo tak naprawdę grillującym idzie o to, żeby ją osłabić, po to, by nasz kraj był mniej skuteczny w zabieganiu o własne interesy – mówi poseł do Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowany wyjaśnia, dlaczego Polska jest źle traktowana przez unijne władze, ale zauważa też, że ta nagonka słabnie. Saryusz-Wolski dostrzega zmęczenie tematem głównych aktorów i nieskuteczność podejmowanych przez nich działań.

– Osłabną emocje. Widać to zresztą po tym, że już teraz na wysłuchania i debaty prowadzone w ramach tej kampanii przychodzi jedynie garstka zainteresowanych. Ale „wojna” się nie skończy, choć prowadzący ją dobrze wiedzą, że nie przyniesie rezultatu, bo przecież sankcji wobec Polski ostatecznie uchwalić się nie da. Bo tu wcale nie chodzi oto, żeby króliczka złapać, tylko żeby go gonić. Żeby Polskę grillować, bo to grillowanego osłabia oraz, według błędnego mniemania, pomaga opozycji. Jesteśmy w wielu sprawach trudnym i wymagającym partnerem, artykułujemy wyraźniej swoje interesy. Bycie pod ostrzałem, krytyka przeszkadzają w walce o nie, trudniej nam zdobyć sojuszników, zmniejsza się nasza soft power. No a poza tym wojowanie z Polską w różnych krajach dobrze się sprzedaje w konfliktach wewnętrznych, czego przykładem jest Francja i kampania Macrona – czytamy.

W najnowszym numerze tygodnika polecamy również tekst Stanisława Janeckiego, który opisuje zastanawiające zachowanie Donalda Tuska sprawiającego ostatnio wrażenie nieobecnego.

– Donald Tusk na upiory przeszłości oraz kryzysy w Unii Europejskiej, z którymi sobie nie radzi, reaguje milczeniem, hibernacją lub ucieczką – pisze w najnowszym numerze tygodnika „Sieci” Janecki .

Dziennikarz, który od lat świetnie orientuje się w układach panujących w sferze polskiej polityki, celnie rozszyfrowuje ostatnie zachowanie byłego premiera.

– Tusk milczy, gdyż ma się czego obawiać. Obecny przewodniczący Rady Europejskiej milczy także z tego powodu, ale nie tylko dlatego zdarzają mu się długie okresy hibernacji, szczególnie po wyborze na drugą kadencję w Brukseli – czytamy.

W nowym numerze tygodnika „Sieci” polecamy również rozmowę z księdzem Ireneuszem Skubisiem, infułatem Archidiecezji Częstochowskiej, wiceprzewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Kultury i Środków Społecznego Przekazu, honorowym redaktorem naczelnym tygodnika „Niedziela”, który mówi m. in. o problemach z „duchową jednością” współczesnej Europy.

– Wspominając genezę Unii, pamiętamy, że po II wojnie światowej znaleźli się w Europie ludzie, wielcy katolicy i chrześcijanie, którzy patrząc na gruzy swojego świata, postanowili zrobić coś dla pokoju. Dla przywrócenia ładu, który został zakłócony przez dwie wielkie wojny światowe. Do tych ludzi należeli Konrad Adenauer, Alcide de Gasperi i Robert Schuman. Nie ma przypadku tym, że ci dwaj ostatni są dziś kandydatami do wyniesienia na ołtarze. Byli to ludzie głębokiej wiary i wielkiego ducha chrześcijańskiego. Tak powstawała Europa, która miała się jednoczyć wokół Chrystusa, która dziś zwana jest Unią Europejską. Bazą dla tego zjednoczenia miało być chrześcijaństwo, miały być wiara i Dekalog. W tym duchu działał także generał de Gaulle – wspomina ksiądz Skubiś i odnosi się do tego, jak daleko jest współczesna Unia Europejska odeszła od założeń jej twórców.

Ponadto w tygodniku przeczytać można komentarze bieżących wydarzeń pióra Andrzeja Zybertowicza, Jerzego Jachowicza, Roberta Mazurka, Witolda Gadowskiego, Piotra Skwiecińskiego, Krystyny Grzybowskiej, Andrzeja Rafała Potockiego, Krzysztofa Feusette, Marty Kaczyńskiej czy Bronisława Wildsteina.
Źródło info i foto: wsieciprawdy.pl