Animator kultury Marek M. skazany za 35 przestępstw pedofilskich. Wyrok podtrzymany

Wyrok 25 lat więzienia dla animatora kultury skazanego za pedofilię utrzymany przez gdański sąd apelacyjny – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. 40-letni Marek M. miał dopuścić się 35 drastycznych przestępstw pedofilskich.

Marek M. miał od sierpnia 2015 do października 2016 roku w Bydgoszczy i okolicznych miejscowościach cyklicznie wykorzystywać seksualnie siedmiu chłopców w wieku od 6 do 12 lat i kilkuletnią dziewczynkę. Swe ofiary odurzał i filmował telefonem komórkowym. W mieszkaniu skazanego znaleziono kilkaset plików z dziecięcą pornografią.

Markowi M. zarzucono przestępstwa z art. 200 Kodeksu karnego, mówiącego o seksualnym wykorzystaniu małoletnich, art. 202 dot. utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletnich i art. 197 Kodeksu karnego, mówiącego o podstępnym doprowadzaniu małoletnich do obcowania płciowego.

Od wyroku odwołali się obrońca i prokuratura

Od wyroku sądu pierwszej instancji w tej sprawie odwołali się zarówno obrońca Marka M., jak i prokuratura rejonowa w Bydgoszczy, która prowadziła śledztwo w tej sprawie. Obrońca wskazywał na błędy natury proceduralnej, jakich miał dopuścić się sąd pierwszej instancji, i domagał się m.in. częściowego umorzenia postępowania oraz częściowego uchylenia wyroku, a w pozostałej części – orzeczenia łagodniejszej kary.

Prokurator domagał się zaś m.in. wymierzenia surowszych tzw. kar jednostkowych – czyli orzeczonych za poszczególne przypisane oskarżonemu przestępstwa.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie przychylił się do apelacji obrońcy, uwzględnił natomiast częściowo apelację prokuratora: wymierzył oskarżonemu surowsze kary jednostkowe.

Kara łączna jednak się nie zmieniła.

Oprócz 25 lat więzienia wobec Marka M. orzeczono także zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania do nich oraz dożywotni zakaz zajmowania stanowisk, wykonywania zawodów i działalności związanych z wychowaniem, edukacją i leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi.

Sąd podtrzymał również postanowienie, że po zakończeniu odbywania kary 25 lat więzienia Marek M. ma zostać umieszczony w zakładzie psychiatrycznym dla sprawców przestępstw przeciw wolności seksualnej popełnionych w związku z zaburzeniem preferencji seksualnych.

Wyrok jest już prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokurator domaga się wyroku więzienia i grzywny dla Marka M. w sprawie reprywatyzacyjnej

Półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny domaga się prokurator dla Marka M., znanego handlarza roszczeń do stołecznych nieruchomości, oskarżonego o usiłowanie oszustwa w związku z reprywatyzacją kamienicy w Warszawie.

W czwartek przed warszawskim sądem okręgowym odbyła się druga rozprawa w tym procesie. Marek M. jest oskarżony o usiłowanie wyłudzenia prawa do zarządzania nieruchomością przy ul. Targowej 66 i wprowadzenie w błąd sądu poprzez „zatajenie informacji o śmierci współwłaścicielki (Fanny Ajzensztadt – PAP) tej nieruchomości oraz złożenie nieprawdziwego oświadczenia o jej bezskutecznym poszukiwaniu”.

Prokurator Anna Szumowska podczas mowy końcowej złożyła wniosek o uznanie oskarżonego za winnego, skazanie go na półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny.

„Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Składając wnioski o rozszerzenie kurateli, celem reprezentowania nieznanej z miejscu pobytu spadkobierczyni, jako kurator miał on wiedzę i świadomość tego, że osoba ta nie żyje” – powiedziała prokurator.

Jak mówiła – Marek M., składając wniosek o ustanowienie kurateli, wprowadził organy wymiaru sprawiedliwośco w błąd poprzez zatajenie informacji o śmierci spadkobierczyni.

Przed sądem mowę końcową wygłosił również oskarżyciel posiłkowy mec. Bartosz Przeciechowski. Podkreślił, że M. był kuratorem osoby, której nie można było znaleźć, i nie podjął żadnych czynności, aby wyjaśnić, co się z tą osobą dzieje.

Mecenas dodał, że oskarżony posiadał wiedzę, iż spadkobierczyni, której był kuratorem, może nie żyć nie, i „nie uczynił nic, aby to zweryfikować”.

Obrońca oskarżonego mec. Anna Jarosz wniosła o jego uniewinnienie. Zdaniem Jarosz oskarżony nie kierował się złą wolą przy działaniach, które podejmował jako kurator.

„Tam, gdzie pojawia się temat reprywatyzacji, odzyskiwania nieruchomości i pojawia się nazwisko M., to z urzędu przypisywana jest mu zła wola i wina” – powiedziała. Dodała, że gdy M. dowiedział się, że w aktach Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) „zalega akt agonu rzekomo pani Ajzensztadt, od razu przystąpił do wyjaśniania tego”.

Jarosz powiedziała, że oskarżony nie działał w celu przejęcia w zarząd i administrowania kamienicą, aby czerpać z niej zyski. „Jak słusznie wskazywał (podczas rozprawy – PAP) M., nie miał tytułu do pobierania ewentualnych zysków po Fanny Ajzensztadt” – zaznaczyła Jarosz.
Źródło info i foto: interia.pl

Znany biznesmen Marek M. trafił do aresztu

Trzy miesiące tymczasowego aresztu zastosował Sąd Rejonowy Wrocław Śródmieście wobec Marka M. w związku z nieprawidłowościami przy reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Niestety, ani prokuratura, ani obrona podejrzanego nie chciała ujawnić szczegółów niemal 3-godzinnego posiedzenia sądu.

– Sąd uwzględnił argumenty oskarżenia – tyle jedynie powiedział prokurator Marek Kaczmarzyk. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła Markowi M. zarzuty dotyczące przywłaszczenia praw majątkowych dotyczących nieruchomości położonej w Warszawie przy ul. Opoczyńskiej 4B oraz nieruchomości Folwark Służewiec nr 2 oraz oszustw na szkodę dwóch pokrzywdzonych w związku z nabyciem praw i roszczeń do nieruchomości położonej przy ul. Dynasy 4. Łączna wartość nienależnego zysku to nie mniej niż 13,7 mln. zł. Na polecenie wspomnianej prokuratury CBŚ zatrzymało Marka M. we wtorek.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Handlarz roszczeń Marek M. z zarzutami

Prokuratorzy z wrocławskiej Prokuratury Regionalnej postawili zarzuty Markowi M., znanemu handlarzowi roszczeń do stołecznych nieruchomości. Marek M. jest podejrzany ws. nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Dynasy 4, Opoczyńskiej 4B oraz tzw. Folwarku Służewiec.

O przedstawieniu Markowi M. zarzutów poinformował PAP prokurator regionalny Piotr Kowalczyk. Jak dodał, treść zarzutów jest zgodna z tym, co we wtorek w komunikacie podała Prokuratura Krajowa.

„M. podejrzany jest o przywłaszczenie praw majątkowych dotyczących nieruchomości położonej w Warszawie przy ul. Opoczyńskiej 4B oraz nieruchomości Folwark Służewiec o łącznej wartości nie mniejszej niż 11 mln 500 tys. zł oraz oszustwo na szkodę dwóch pokrzywdzonych w związku z nabyciem praw i roszczeń do nieruchomości położonej przy ul. Dynasy 4, na kwotę łączną nie mniejszą niż 1 mln 100 tys. zł na szkodę każdej z pokrzywdzonych” – podała PK.

Prok. Kowalczyk powiedział PAP, że przesłuchanie M. nadal trwa. „Po jego zakończeniu prokurator pojmie decyzje o środkach zapobiegawczych” – przekazał. Jak dodał, Marek M. składa wyjaśnienia.

M. został we wtorek zatrzymany w Warszawie przez CBA. Do wrocławskiej prokuratury dowieziono go w środę.
Źródło info i foto: interia.pl

Udawali policjantów. Ukradli seniorom 250 tys. złotych

Byli bezwzględni i niezwykle przekonujący. Potrafili ze starszych, schorowanych ludzi wyciągnąć ostatni grosz. Przed łódzkim sądem rozpoczął się proces dwóch mężczyzn, którzy metodą „na policjanta” okradli emerytów na ćwierć miliona złotych.

Jeszcze niedawno tego typu oszuści wyłudzali pieniądze sposobem „na fałszywego wnuczka”. Po licznych ostrzeżeniach potencjalne ofiary stały się bardziej czujne, więc przestępcy musieli wymyślić coś innego. Rozpoczęli nową grę, w której bohaterami zostali „policjanci”. W te role wcielili się Marek M. (35 l.) i Daniel M. (33 l.). Szło im tak dobrze, że okradli emerytów na blisko 250 tys. zł.

Jedną z oszukanych osób była pani Wiesława (86 l.).

– Któregoś dnia odebrałam telefon. Ktoś przedstawił się, że jest moim kuzynem i pilnie potrzebuje 80 tys. zł. Zdenerwowałam się i rozłączyłam – opowiada kobieta.

– Dosłownie 10 min później zadzwonił inny mężczyzna. Powiedział, że jest policjantem, podał swoje imię i nazwisko, numer legitymacji policyjnej, mówił, że prowadzi akcję przeciwko oszustom, którzy naciągają emerytów. Akurat była u mnie sąsiadka, oddałam jej słuchawkę, żeby też posłuchała. Omotał nas strasznie. W efekcie poszłyśmy do banku, wypłaciłyśmy po 5 tys. zł i przekazałyśmy pieniądze człowiekowi, który rzekomo był tajnym funkcjonariuszem. To miała być gwarancja tego, że akcja policjantów przeciwko oszustom się uda. Nie podejrzewałam, że tak damy się nabrać – dodaje emerytka.

W podobny sposób Marek M. i Daniel M. okradli co najmniej kilkanaście starszych osób. Często oszukani przez nich emeryci tracili dorobek całego życia. Obaj oszuści w końcu wpadli w ręce policjantów. Stanęli właśnie przed sądem. Chcą dobrowolnie poddać się karze kilku lat bezwzględnego więzienia. Obiecali też oddać zrabowane pieniądze.
Źródło info i foto: se.pl

Marek M. ps. „Oczko” z zarzutami

Marek M. ps. Oczko został przesłuchany pod zarzutem popełnienia w 2016 r. przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – poinformowała w poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Były szef gangu decyzją sądu został tymczasowo aresztowany.

„Marek M. został zatrzymany 10 sierpnia 2017 r. o godz. 10.40 w Warszawie przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji na polecenie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. W piątek został przesłuchany w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie pod zarzutem popełnienia w 2016 r. przestępstw z ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii” – poinformowała na stronie internetowej szczecińska prokuratura. W sobotę szczeciński sąd podjął decyzję o aresztowaniu podejrzanego na okres 3 miesięcy.

„Z uwagi na dobro śledztwa prokurator prowadzący postępowanie nie ujawnia szczegółów dotyczących sprawy” – informuje szczecińska prokuratura.

W lutym Sąd Apelacyjny w Szczecinie zdecydował o ponownym procesie Marka M. oraz Marka D. pseud. „Duduś” oskarżonych o pomoc w zabójstwie ochroniarzy z poznańskiej agencji towarzyskiej w 1995 r. Trzech Rosjan oraz Polak zastrzelili wówczas w klubie
„El Chico” jednego mężczyznę, a drugiego ranili.

W sierpniu 2016 r. sąd skazał „Oczkę” i „Dudusia” na 15 lat więzienia i jednocześnie zwolnił ich z aresztu, gdyż za działalność mafijną w latach 90. skazani odbyli już kary.

„Oczko” w 2003 r. został skazany na karę 13 lat pozbawienia wolności za kierowanie zbrojną grupą przestępczą. Ma ponownie stanąć przed sądem za zlecenie w 1997 r. zabójstwa Wiktora Fiszmana, szefa białoruskiej mafii. Poprzedni wyrok 25 lat pozbawienia wolności został uchylony.

„Duduś” w 2000 r. został skazany na 13 lat pozbawienia wolności za uczestnictwo w grupie przestępczej „Oczki”. Sąd wówczas orzekł, że był on najbliżej związany z szefem grupy.

Gang, którym kierował „Oczko”, działał w Szczecinie i na Pomorzu Zachodnim od 1993 do 1997 r. Zorganizowana przez Marka M. grupa przestępcza handlowała narkotykami, dokonywała wymuszeń rozbójniczych, porwań dla okupu, czerpała też korzyści z przydrożnej prostytucji.
Źródło info i foto: interia.pl

Gangster „Oczko” zatrzymany przez policjantów CBŚP

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało Marka M. pseud. „Oczko” – potwierdził w piątek komendant CBŚP insp. Kamil Bracha, pytany przez PAP o szczegóły zatrzymania. „Oczko” to były szef gangu, który w latach 90. działał w północno-zachodniej Polsce.

– Działaliśmy na terenie Piaseczna, gdzie zatrzymaliśmy Marka M. pseudonim Oczko., który od wielu lat brał udział w przestępczości – powiedział Bracha. Po dalsze szczegóły odesłał do szczecińskiej prokuratury, która ma przesłuchać mężczyznę i zdecydować o zarzutach.

Śledztwo prokuratury w Szczecinie

– W czwartek o godz. 10:40 został zatrzymany Marek M. Zatrzymanie ma związek ze śledztwem, które prowadzone jest w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie – potwierdziła rzeczniczka szczecińskiej prokuratury Małgorzata Wojciechowicz.

– Obecnie nie mogę podać żadnych szczegółów dotyczących tego postępowania. Być może w późniejszym terminie prokuratura zdecyduje się, aby ujawnić więcej szczegółów w tej sprawie. Teraz z uwagi na dobro śledztwa nie informuje o biegu tej sprawy – dodała.

W lutym Sąd Apelacyjny w Szczecinie zdecydował o ponownym procesie Marka M. pseud. „Oczko” oraz Marka D. pseud. „Duduś” oskarżonych o pomoc w zabójstwie ochroniarzy w klubie w 1995 r.

Pomocnictwo w zabójstwie ochroniarzy

Marek M. oraz Marek D. odpowiadali za pomocnictwo w zabójstwie ochroniarzy z poznańskiej agencji towarzyskiej. W lipcu 1995 r. trzech Rosjan oraz Polak zastrzelili w klubie „El Chico” jednego mężczyznę, a drugiego ranili.

W sierpniu 2016 r. Sąd Okręgowy w Szczecinie skazał ich na 15 lat więzienia i jednocześnie zwolnił ich z aresztu, gdyż za działalność mafijną w latach 90. skazani odbyli już kary.

„Oczko” w 2003 r. został skazany na karę 13 lat pozbawienia wolności za kierowanie zbrojną grupą przestępczą. Marek M. ponownie stanie przed sądem za zlecenie w 1997 r. zabójstwa Wiktora Fiszmana, szefa białoruskiej mafii. Poprzedni wyrok 25 lat pozbawienia wolności został uchylony i ma być w tej sprawie kolejny proces.

„Duduś” w 2000 r. został skazany na 13 lat pozbawienia wolności za uczestnictwo w grupie przestępczej „Oczki”. Sąd wówczas orzekł, że był on najbliżej związany z szefem grupy.

Oczko rządził Pomorzem Zachodnim 20 lat temu

Gang, którym kierował „Oczko”, działał w Szczecinie i na Pomorzu Zachodnim od 1993 do 1997 r. Zorganizowana przez Marka M. grupa przestępcza handlowała narkotykami, dokonywała wymuszeń rozbójniczych, porwań dla okupu, czerpała też korzyści z przydrożnej prostytucji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Krakowiak” i „Oczko” i „Zdzich” z wyrokami

Karę 25 lat więzienia wymierzył w środę Sąd Okręgowy w Katowicach Januszowi T., ps. Krakowiak w głównym procesie jego gangu. Na dożywocie skazano egzekutora grupy Zdzisława Ł., ps. Zdzicho, a na 25 lat b. szefa mafii szczecińskiej Marka M., ps. Oczko – za zlecenie jednego z zabójstw. Zgodnie z nieprawomocnym wyrokiem, „Krakowiak” będzie mógł ubiegać się o zwolnienie po 20 latach, a „Zdzicho” – po 30.

Jeden z 11 podsądnych został uniewinniony. Pozostałym sąd wymierzył kary od 2 do 10 lat pozbawienia wolności. Na karę więzienia w zawieszeniu został skazany tylko Andrzej K., który przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia obciążające kompanów. Był to już drugi proces w tej sprawie, oskarżeni odpowiadali za ponad 40 czynów, m.in. zabójstwa i napady rabunkowe. Część poprzedniego wyroku, dotyczącą najpoważniejszych przestępstw uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach, nakazując powtórzenie procesu przez sąd okręgowy.

Sąd uznał w środę oskarżonych za winnych większości zarzucanych im przestępstw, sam Janusz T. – za kilkanaście. Skład orzekający nie miał wątpliwości, że T. założył w 1991 r. grupę, która z czasem przekształciła się w związek przestępczy o charakterze zbrojnym, popełniający najpoważniejsze przestępstwa. Tylko za ten czyn wymierzył mu 5 lat więzienia. Na 25 lat skazał go za przyjęcie od „Oczki” zlecenia zabójstwa konkurenta na Wybrzeżu Białorusina Wiktora F. Do zbrodni doszło w 1997 r. Według prokuratury i sądu do mężczyzny strzelał „Zdzicho”.

Sąd uznał „Krakowiaka” za winnego i wymierzył jednostkowe kary także m.in. za: zlecenie napadów rabunkowych na właściciela kantoru w Przemyślu i inkasenta krakowskiej firmy Rovita (obaj zostali zabici), zlecenie zabójstwa Mirosława S. w Koninie (ten mężczyzna przeżył), zlecanie kradzieży oraz produkcji i handlu narkotykami.

Zdzisława Ł. sąd skazał na dożywocie m.in. za zabójstwo Wiktora F. oraz zbrodnię w Przemyślu. Pozostałym wymierzył kary m.in.. za udział w rozbojach i kradzieżach.

Uzasadniając wyrok wobec Ł. sędzia Dorota Pasieka-Mrochem przypomniała, że choć dożywicie jest karą wyjątkową, to jednak w przypadku tego oskarżonego słuszną i sprawiedliwą. Zabicie człowieka w centrum miasta dla zdobycia wynagrodzenia zasługuje na szczególne potępienie. Ustalone okoliczności dają wyłącznie negatywny obraz Zdzisława Ł. jako sprawcy, przy braku okoliczności łagodzących – podkreśliła.

Sędzia Pasieka-Mrochem wskazała, że najważniejszymi dowodami w sprawie były zeznania dwóch świadków koronnych – Wiesława Cz. i Dariusza J. – a w procesie kluczowa była ocena ich wiarygodności. Sąd zaznaczył, że choć z powodu upływu czasu mylili się oni co do szczegółów lub niektórych rzeczy nie pamiętali, ich zeznania były wiarygodnie.

Sąd miał świadomość, że świadkowie koronni mogą zeznawać „instrumentalnie”, dlatego to, co zeznawali ocenił szczególnie wnikliwie, weryfikując je innymi dowodami; niedające się usunąć wątpliwości rozstrzygnął na korzyść oskarżonych – podkreśliła sędzia. Sąd zaznaczył, że poza koronnymi oskarżonych obciążają też inni świadkowie, a także jeden ze współoskarżonych.

Sędzia Pasieka-Mrochem przypomniała, że zakończony w środę proces dotyczył tylko wycinka działalności grupy. Przeciwko jej członkom toczyło się lub jeszcze toczy wiele innych postępowań.

Choć na ogłoszeniu wyroku stawiło się kilku oskarżonych, żaden z nich nie dotrwał do końca. Jeden z podsądnych, który odpowiadał w procesie z wolnej stopy, nie zgadzając się z orzeczeniem wykrzykiwał, że to „skandal”. Po upomnieniu przez sąd, opuścił salę rozpraw.

Zdzisław Ł. stał nie tylko podczas ogłaszania samego wyroku, ale także gdy sąd wygłaszał ustne uzasadnienie. Czasem uśmiechał się, spoglądał znacząco na współoskarżonych lub gestykulował – wzruszał ramionami lub rozkładał ręce. Po przerwie oświadczył : „Nie będę już tego słuchał. To jest skandal” i poprosił o wyprowadzenie. Jako ostatni o wyprowadzenie z sali poprosił „Krakowiak”. Nie było na niej już wtedy obrońców.

Z wyroku zadowolony był prokurator Michał Binkiewicz, choć zapowiedział odwołanie od uniewinnienie jednego z oskarżonych. „Ustne motywy sądu, a przede wszystkim treść wyroku kategorycznie i jednoznacznie wskazują, że ustalenia poczynione przez organy ścigania w toku śledztwa zostały uznane przez sąd jako poprawne i prawdziwe” – powiedział prokurator dziennikarzom. Dodał, że prokuratura jest też usatysfakcjonowana karami wymierzonymi oskarżonym o najcięższe przestępstwa, bo są one zbieżne z wnioskami oskarżenia.

Obrona nie zgadza się z sądem, który za wiarygodne uznał zeznania świadków koronnych. „Pamięć ludzka jest zawodna, natomiast świadkowie koronni w toku tego postępowania wielokrotnie zeznawali rozbieżnie, sąd mimo wszystko przypisał im walor wiarygodności” – powiedział obrońca Janusza T., Łukasz Nowak. Zaznaczył, że decyzja w sprawie ewentualnej apelacji zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem orzeczenia.

Opisujący 57 zarzutów akt oskarżenia trafił do sądu w czerwcu 2000 r., wówczas na ławie oskarżonych zasiadło 36 osób. Pierwszy proces, w którym na ławie oskarżonych początkowo zasiadało 36 osób, rozpoczął się w lutym 2001 r. i zakończył w 2008. Tamte wyroki były podobne do tych, jakie zapadły środę. W 2010 r. Sąd Apelacyjny z powodów proceduralnych uchylił część wyroku, dotyczącą najważniejszych zarzutów, do ponownego rozpatrzenia. Już wtedy potwierdził, że nie ulega wątpliwości, iż Janusz T. założył i kierował związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym i utrzymał kilkuletnie wyroki wobec większości z oskarżonych.

Zdaniem prokuratury związek przestępczy kierowany przez „Krakowiaka” należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie w południowej Polsce. Jak zeznawali świadkowie koronni, w szczytowym okresie działalności liczył około 300 osób. Do sądów trafiło ok. 20 aktów oskarżenia przeciwko tej grupie.

Według śledczych i sądu, gang miał ustaloną strukturę i hierarchię, z niekwestionowanym przywódcą i „organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań – np. „egzekutor” zajmował się zabójstwami i wyznaczaniem kar niepokornym gangsterom, „skarbnik” dbał o pomoc prawną dla aresztowanych członków grupy i ich rodzin.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Janusz G. ps. „Graf” sprowadzony do Polski

Jeden z najbardziej poszukiwanych polskich przestępców, Janusz G. pseud. Graf, oskarżony m.in. o kierowanie zabójstwem inwestora giełdowego Piotra Głowali, został sprowadzony do Polski – poinformowało dzisiaj CBŚP. To jednak niejedyny sukces śledczych. Wczoraj pojawiła się informacja o aresztowaniu 47-letniego Marka N., a 4 grudnia o zatrzymaniu Marka M. pseudonim „Oczko”. Wszyscy byli związani z tzw. starym Pruszkowem.

Janusz G. pseud. „Graf” został zatrzymany w lutym br. w RPA. Procedura związana z jego ekstradycją trwała do grudnia. Jak powiedziała Katarzyna Balcer z zespołu prasowego CBŚP, 5 grudnia br. samolot z „Grafem” wylądował na warszawskim Okęciu.

– W asyście policjantów przewieziony został do aresztu śledczego, gdzie oczekuje na decyzję prokuratora – dodała. Sprowadzenie „Grafa” do Polski utrzymywane było w ścisłej tajemnicy. Poszukiwania „Grafa” zwanego inaczej „Dziaduniem” trwały wiele miesięcy. Zajmowali się tym policjanci ze specjalnej komórki CBŚP (do niedawna CBŚ) zajmującej się poszukiwaniem osób ukrywających się przed organami ścigania, tzw. łowcy cieni.

Janusz G. uchodził za ważną i wpływową postać świata przestępczego, miał powiązania z grupami: „pruszkowską”, „wołomińską”, „ożarowską”, „mokotowską”. Przed sądami odpowiadał m.in. za korumpowanie urzędników Ministerstwa Finansów, został za to skazany na 7 lat więzienia. W 2010 „Graf” został przez sąd warunkowo zwolniony z odbywania kary. Według ustaleń śledczych po wyjściu z więzienia działał w zorganizowanej grupie przestępczej, m.in. zlecając uprowadzenia osób dla okupu.

Mężczyzna jest też oskarżony o kierowanie zabójstwem inwestora giełdowego Piotra Głowali, którego ciało znaleziono w 2004 r. w okolicach Góry Kalwarii. Mężczyzna zginął od ciosów maczetą. Proces w tej sprawie rozpoczął się w 2010 r.

W lipcu 2013 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wnioskowała do sądu o areszt dla „Grafa” w śledztwie dot. uprowadzeń, jednak sąd nie przychylił się do wniosku. Po ucieczce z Polski Janusz G. przebywał w RPA, gdzie odnaleźli go policjanci z CBŚP. W RPA przebywa również biznesmen, podejrzany o podżeganie do zabójstwa Głowali; w 2009 r. prokuratura skierowała do RPA wniosek o jego ekstradycję.

Trzy listy gończe za Markiem N.

Z kolei wczoraj wpadł poszukiwany trzema listami gończymi, 47-letni członek „starego Pruszkowa”, Marek N. 47-letni Marek N. był poszukiwany listami gończymi wydanymi przez sądy oraz dwoma zarządzeniami do ustalenia miejsca pobytu, które wydały prokuratury. Mężczyzna był poszukiwany między innymi w sprawach: udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, rozbojów z użyciem niebezpiecznego narzędzia, wymuszeń rozbójniczych, nielegalnego posiadania broni i amunicji oraz posiadania i handlu środkami odurzającymi.

W trakcie zatrzymania policjanci przeszukali dom, w którym przebywał 47-latek, pomieszczenia gospodarcze, a także dwa należące do niego samochody. Mundurowi znaleźli i zabezpieczyli niewielką ilość środków odurzających. Zatrzymany został przewieziony do Komendy Stołecznej Policji, skąd trafił do aresztu śledczego.

Gangster Marek M., ps. „Oczko” zatrzymany

Po­li­cja za­trzy­ma­ła także by­łe­go gang­ste­ra mafii prusz­kow­skiej Marka M. pseu­do­nim „Oczko”. Spra­wa do­ty­czy za­bój­stwa. Zna­ne­go gang­ste­ra po­cho­dzą­ce­go ze Szcze­ci­na oraz jego kom­pa­na ujęli funk­cjo­na­riu­sze Cen­tral­ne­go Biura Śled­cze­go. Obaj męż­czyź­ni są za­mie­sza­ni w za­bój­stwo, do któ­re­go do­szło 19 lat temu w po­znań­skim El Chico – sa­lo­nie od­no­wy bio­lo­gicz­nej dla panów. Atak na dwóch ochro­nia­rzy do dziś po­zo­sta­je nie­wy­ja­śnio­ny. Śled­czy są coraz bli­żej roz­wi­kła­nia spra­wy.

Były re­zy­dent mafii prusz­kow­skiej w Szcze­ci­nie wy­szedł na wol­ność dwa lata temu. Za kie­ro­wa­nie naj­więk­szym szcze­ciń­skim gan­giem zo­stał uka­ra­ny od­siad­ką na trzy­na­ście lat. Na swoim kon­cie ma też za­bój­stwo Wik­to­ra Fisz­ma­na, re­zy­den­ta bia­ło­ru­skiej mafii. „Oczko” jest jedną z naj­bar­dziej zna­nych po­sta­ci świa­ta prze­stęp­cze­go lat dzie­więć­dzie­sią­tych.

Znany jest rów­nież jako „Pre­zes” oraz „Dy­rek­tor”, po­cho­dzi z ro­bot­ni­czej dziel­ni­cy Szcze­ci­na. Przed roz­po­czę­ciem gang­ster­skiej „ka­rie­ry” przez wiele lat pra­co­wał jako bram­karz w noc­nych klu­bach. Grupa, którą kie­ro­wał, zaj­mo­wa­ła się han­dlem nar­ko­ty­ka­mi i ścią­ga­niem ha­ra­czy, a także prze­rzu­tem ko­ka­iny. W 1998 r. za­trzy­ma­no człon­ków gangu dzię­ki ze­zna­niom „Czar­ne­go” – by­łe­go człon­ka mafii, który był już wtedy za krat­ka­mi. „Oczko” nie przy­znał się do za­rzu­tów. Wy­szedł na wol­ność w 2012 roku.Żródło info i foto: onet.pl

Poszukiwany ENA Marek M. zatrzymany w Niemczech

Dzięki współpracy policjantów Centralnego Biura Śledczego z funkcjonariuszami policji berlińskiej zatrzymano poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania i listem gończym Marka M. Mężczyzna jest podejrzewany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i usiłowanie zabójstwa. W marcu 2013 roku Prokuratura Apelacyjna we Wrocławiu wydała list gończy, a Sąd Okręgowy we Wrocławiu Europejski Nakaz Aresztowania za Markiem M. Mężczyzna był poszukiwany w związku z kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą oraz sprawą usiłowania zabójstwa na terenie Holandii. Grupa, której przewodził Marek M., działała na terenie Dolnego Śląska. Zarzuca się jej wytwarzanie, przemyt i wprowadzenie do obrotu ponad 100 kilogramów różnego rodzaju narkotyków. W trakcie policyjnych działań wymierzonych w szajkę, funkcjonariusze zlikwidowali laboratorium środków odurzających i plantację marihuany oraz zatrzymali 10 członków grupy. Żródło info i foto: Policja.pl