Lublin: Nowe zatrzymania w śledztwie przeciwko „Masie”

Osiem kolejnych osób zostało zatrzymanych w sprawie przeciwko Jarosławowi Ł. ps. ”Masa” – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani usłyszeli m.in. zarzuty korupcyjne i dotyczące płatnej protekcji.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie. „Masa” oraz 15 innych osób usłyszało zarzuty. Jarosław Ł. został zatrzymany w maju ubiegłego roku. Wśród podejrzanych byli wówczas Zbigniew G., naczelnik wydziału wywiadu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz przedsiębiorca z Łodzi Wojciech Z.

O kolejnych zatrzymaniach poinformował PAP dział prasowy Prokuratury Krajowej. Realizacja odbyła się w połowie ubiegłego tygodnia.

– Po przeprowadzeniu czynności na terenie województw mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego i podlaskiego zatrzymano osiem osób, w tym Wojciecha Z. Oraz Zbigniewa G. – podała prokuratura.

– Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. popełnienia czynów o charakterze korupcyjnym, oszustw kredytowych, płatnej protekcji, wyłudzeń odszkodowań komunikacyjnych, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem innych – poinformowała PK. Przedmiotem przestępstw korupcyjnych miały być głównie alkohol, środki anaboliczne, leki, zegarki, pióra i produkty grzewcze.
Źródło info i foto: onet.pl

„Masa” aresztowany na 3 miesiące

Jarosław S. ps. Masa trafi na trzy miesiące do aresztu – zdecydował w piątek Sąd Rejonowy w Lublinie. Jak dowiedział się portal tvp.info, najsłynniejszy świadek koronny zostanie odizolowany od innych osadzonych w areszcie w Opolu Lubelskim. Usłyszał zarzuty wyłudzenia kredytów bankowych, łapownictwa i powoływania się na wpływy w policji.

Jak informowaliśmy, „Masa” został zatrzymany w środę przez funkcjonariuszy łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Śledztwo prowadzone przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej dotyczy m.in.: wyłudzania kredytów i pożyczek oraz korupcji np. w związku z obietnicą załatwienia pracy w policji.

W środę rano funkcjonariusze BSW zatrzymali także pięć innych osób, w tym Zbigniewa G., naczelnika Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi podejrzanego o przyjmowanie od „Masy” łapówek i ujawnianie mu informacji. Sąd zdecydował w piątek, że policjant trafi warunkowo do aresztu na jeden miesiąc. Jeśli do 18 czerwca wpłaci kaucję w wysokości 100 tys. zł, będzie mógł wyjść na wolność.

Lubelska prokuratura zapowiada odwołanie od tej decyzji. Śledczy argumentują, że oficer policji miał dostęp do baz danych, a ponadto z powodu swoich znajomości w środowisku przestępczym mógłby mataczyć. Prokuratorzy dają do zrozumienia, że śledztwo jest rozwojowe. Jak informują, podczas przeszukań kilkunastu domów, mieszkań i biur na terenie województw: mazowieckiego, łódzkiego i opolskiego znaleziono setki dokumentów mogące świadczyć o kryminalnej działalności zatrzymanych.
Źródło info i foto: TVP.info

Czym „Masa” korumpował policjantów?

To się wprost nie mieści w głowie. Najsłynniejszy polski świadek koronny Jarosław Ł. ps. „Masa” wrócił na drogę przestępstwa. Wyłudzał kredyty i korumpował policjantów oraz celników. Zbigniewowi G., naczelnikowi wydział kryminalnego policji w Łodzi regularnie dawał łapówki. Kryminalny dostawał od „Masy” anaboliki i … opał!

W czwartek po południu prokuratorzy z Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie postawili zarzuty 6 osobom. Najpoważniejsze usłyszeli świadek koronny Jarosław Ł. ps. „Masa” oraz policjant z Łodzi Zbigniew G. – Między 8 sierpnia a 30 września 2012 r. Jarosław Ł. za pomocą nierzetelnych dokumentów wyłudził kredyty i pożyczki na łączną kwotę 668 515 zł w 8 bankach w Warszawie, Łodzi i innych miejscowościach – wyjaśnia prokurator Maciej Florkiewicz.

„Masa” zaprzyjaźnił się też z szefem łódzkich kryminalnych. I w zamian za różne nieformalne informacje odwdzięczał się gliniarzowi… anabolikami. Dał mu także dwie tony pelletu opałowego wartego około 1,5 tys. złotych. To nie koniec grzeszków „Masy”. Skorumpował także pracownika Urzędu Celnego z Łodzi. Dał mu dwa tysiące za przymknięcie oka na oszustwo dokonane przez swojego syna. Mariusz Ł. sprowadził zza granicy luksusowy samochód nie płacąc za niego akcyzy w wymaganej wysokości. Dodatkowo były gangster nie zapłacił przedsiębiorcy, który wyłożył mu całą posesję kostką brukową 160 tys. złotych.

– Syn Jarosława Ł. i trzej inni zatrzymani po wysłuchaniu zarzutów zostali zwolnieni. Zastosowano wobec nich dozory policji – dodaje prokurator Florkiewicz.

„Masa” i skorumpowany policjant tyle szczęścia nie mieli. O ich najbliższej przyszłości zdecyduje sąd. W piątek odbędzie się posiedzenie ws. aresztowania na trzy miesiące obydwu mężczyzn. Żaden z nich nie przyznał się do winy, przedstawili własne wersje wydarzeń. Jarosławowi Ł. i Zbigniewowi G. grozi do 10 lat więzienia. Prokuratura w Lublinie nie wyklucza kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jarosław M. ps. „Masa” usłyszał zarzuty

Wyłudzenia kredytów bankowych, łapownictwo i powoływanie się na wpływy w policji zarzuciła prokuratura świadkowi koronnemu Jarosławowi Ł. ps. „Masa”. Zarzuty usłyszało także pięć innych osób, w tym funkcjonariusz policji i urzędnik celno-skarbowy z Łodzi.

Prokurator zdecydował o skierowaniu do sądu wniosków o tymczasowe aresztowanie „Masy” oraz naczelnika Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Zbigniewa G.

Śledztwo w tej sprawie prowadzą prokuratorzy z wydziału zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie.

Naczelnik tego wydziału prok. Maciej Florkiewicz poinformował, że Jarosławowi Ł. ps. „Masa” przedstawiono łącznie osiem zarzutów, dotyczących szeregu oszustw, wręczania łapówek oraz powoływania się na wpływy w policji. Florkiewicz zaznaczył, że sprawa nie dotyczy żadnego z postępowań, w których „Masa” jest świadkiem koronnym.

Prokurator zarzucił Jarosławowi Ł., że między 8 sierpnia a 30 września 2012 roku wyłudził za pomocą nierzetelnych dokumentów kredyty i pożyczki na łączną kwotę ponad 668,5 tys. zł w ośmiu bankach – w Warszawie, Łodzi oraz innych miejscowościach na terenie województwa łódzkiego i mazowieckiego.

Jarosław Ł. podejrzany jest również o to, że od 3 czerwca 2014 r. do 1 lipca 2015 r. w Łodzi oraz w innych miejscowościach na terenie woj. łódzkiego „wielokrotnie udzielał korzyści majątkowych w postaci środków anabolicznych”, a także dwóch ton produktu grzewczego pelletu o wartości blisko 1,5 tys. zł Zbigniewowi G., pełniącemu funkcję Naczelnika Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

„Załatwianie sprawy naboru do służby w policji”

Jak informuje prokuratura, „korzyści wręczane były w celu zapewnienia sobie pomocy i przychylności wspomnianego naczelnika w zakresie podejmowanych z urzędu lub z jego inicjatywy czynności służbowych”.

Jarosławowi Ł. – według prokuratury – wspólnie i w porozumieniu z synem Mariuszem Ł. oraz przedsiębiorcą z Łodzi Wojciechem Z. 29 czerwca 2015 r. wręczył łapówkę – 2 tys. zł – pracownikowi z II Urzędu Celnego w Łodzi Grzegorzowi S. „Miało to związek z postępowaniem prowadzonym przeciwko Mariuszowi Ł. o uszczuplenie podatku akcyzowego z tytułu sprowadzenia samochodu marki audi” – poinformował Florkiewicz.

Mariuszowi Ł. i Wojciechowi Z. także przedstawiono zarzut wręczenia łapówki. Natomiast Grzegorzowi S. zarzucono, że przyjął te pieniądze, za co grozi kara do 8 lat więzienia.

„Masa” usłyszał też zarzuty powoływania się na wpływy w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi i pośredniczenia „w załatwieniu sprawy naboru do służby w policji”. Ponadto, według prokuratora, Jarosław Ł. dwukrotnie – 30 grudnia 2014 r. oraz 19 maja 2016 roku – złożył fałszywe zeznania w sprawie o wykroczenie drogowe prowadzonej przez Komendę Miejską Policji Łodzi, a następnie przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia.

Przedstawiono mu również zarzut oszustwa na szkodę właściciela firmy budowlanej, który za ułożenie kostki brukowej na terenie posesji zajmowanej przez Jarosława Ł. nie dostał należnej zapłaty w kwocie 160 tys. zł. O oszustwo to podejrzany jest także przedsiębiorca z Opola Janusz A., który działał wspólnie Jarosławem Ł. i innymi osobami.

Jarosławowi Ł. za zarzucane przestępstwa grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Naczelnik miał ujawniać informacje

Zarzuty dotyczące przyjmowania łapówek od „Masy” i od przedsiębiorcy z Opola Marka K. usłyszał naczelnik Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Zbigniew G. „Prokurator zarzucił mu, że ujawnił Jarosławowi Ł., czyli osobie nieuprawnionej, informacje, które naczelnik uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych” – podała prokuratura.

Zbigniew G. jest też podejrzany o przyjęcie od Jarosława Ł. obietnicy korzyści majątkowej „za udzielenie pomocy w uzyskaniu przez ustalonego kandydata pozytywnego wyniku rozmowy kwalifikacyjnej podczas procedury przyjęcia do służby w policji”.

Wobec Jarosława Ł. i Zbigniewa G. prokurator zdecydował o skierowaniu do sądu wniosków o ich tymczasowe aresztowanie. Wobec pozostałych podejrzanych zastosowane zostaną dozory policji, zakazy opuszczania kraju oraz poręczenia majątkowe.

Prokuratura podkreśla, że śledztwo ma charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Masa” w rękach policji. Zatrzymany przez funkcjonariuszy łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji

Jarosław S. ps. „Masa”, został zatrzymany w środę przez funkcjonariuszy łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji – podaje portal tvp.info. Śledztwo dotyczy wyłudzeń kredytów bankowych, łapownictwa i powoływania się na wpływy.
Źródło info i foto: wp.pl

„Masa” znów wywołuje kontrowersje

Jarosław Sokołowski, ps. Masa, świadek koronny w sprawie mafii pruszkowskiej spotka się z warszawiakami na specjalnym, biletowanym spotkaniu. Jak piszą organizatorzy, to „pierwsze w Polsce spotkanie z Jarosławem Sokołowskim”. Sprawa już budzi spore kontrowersje. Głównie dlatego, że za wejście na spotkanie trzeba będzie zapłacić – od 65 do 100 złotych.

„Wywiad na żywo – trudne pytania, na które odpowie Masa, to nie lada gratka dla fanów Jarosława Sokołowskiego. W spotkaniu udział weźmie także współautor książek z cyklu „Masa o…” Artur Górski” – czytamy na stronie wydarzenia.

„Masa” ma odpowiadać na niewygodne pytania i ujawnić prawdę o polskiej mafii.

Jarosław „Masa” Sokołowski był agentem policyjnym od 1994 roku. Jego zeznania pozwoliły na oskarżenie wielu osób, w tym: „Słowika”, „Maliznę” i „Parasola”. Sokołowski nie ujawnia swojej twarzy.

Przed kamerami występuje, siedząc tyłem lub w kominiarce, a realizatorzy dbają o to, aby miał zniekształcony głos. Od 2014 roku jest bohaterem książek autorstwa Artura Górskiego. Do tej pory ukazały się „Masa. O kobietach polskiej mafii”, „Masa. O pieniądzach polskiej mafii”, „Masa. O porachunkach polskiej mafii”, „Masa. O kilerach polskiej mafii”.
Źródło info i foto: interia.pl

„Masa” składa zeznania w sprawie Zientary

Gawronik chwalił się, że jest specjalistą od uciszania prasy – powiedział w czwartek w sądzie świadek koronny Jarosław Sokołowski ps. „Masa”. Były członek mafii pruszkowskiej zeznawał w procesie Aleksandra Gawronika oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.

„Masa” składał zeznania przy szczególnych środkach bezpieczeństwa, w kominiarce, w pomieszczeniu za pancerną szybą. Rozprawa rozpoczęła się w poznańskim sądzie okręgowym po oficjalnych godzinach jego urzędowania. Dziennikarze wchodzący na salę zostali poddani podwójnej kontroli bezpieczeństwa; przy wejściu do budynku sądu i bezpośrednio przed salą. Funkcjonariusze policji obecni byli na sali także w trakcie rozprawy.

„Masa” złożył wniosek o utajnienie jego zeznań, sąd jednak nie uwzględnił jego prośby, tłumacząc, że Sokołowski nie posiada statusu świadka koronnego w tej konkretnej sprawie. „Masa” kilkanaście lat temu rozpoczął współpracę z prokuraturą. Dzięki jego zeznaniom zatrzymano członków zarządu gangu Pruszkowa, a sąd nadał mu status świadka koronnego.

Czempiński i Petelicki mieli ochraniać firmę Gawronika

W czwartek „Masa” zeznał, że w 1998 roku Gawronik zaproponował gangsterom wspólny interes. – Generalnie chodziło o pozyskiwanie podatku ze sprzedaży papierosów. To był nasz pierwszy kontakt” – powiedział. Jak zeznał, na tym spotkaniu Gawronik przedstawił mu biznesplan, który miał być napisany przez prof. Modzelewskiego (Witold, b. wiceminister finansów – red) (…) firmę miał ochraniać pan Czempiński (Gromosław – red ) i Petelicki (Sławomir). Spodobało mi się to i poszedłem z tym projektem Gawronika do „Pershinga” (szef gangu pruszkowskiego – red). Mu też się spodobał ten projekt i dał mi pozwolenie na to przedsięwzięcie. Potem spotkaliśmy się cyklicznie, co tydzień; Gawronik przyjeżdżał do mnie do domu i zdawał mi relacje – powiedział „Masa”.

Jak mówił, wtedy był „jednym z czołowych polskich gangsterów”, co Gawronikowi imponowało i ich relacje po pewnym czasie stały się „koleżeńskie”. Podczas jednego ze spotkań Gawronik powiedział mu, że jest „specjalistą od uciszania prasy”. Jak zeznał „Masa”, Gawronik zapewne też chciał mu zaimponować, „stąd prawdopodobnie wynikło takie chwalenie się, że uciszył dziennikarza” – powiedział.

„Nie skojarzyłem z żadnym konkretnym dziennikarzem”

– Wtedy tę opowieść zbagatelizowałem, a w czasie rozmowy z Gawronikiem nie skojarzyłem jego opowieści z żadnym konkretnym dziennikarzem. Nie dopytywałem go też o to, bo mnie to nie interesowało – dodał.

– Nie pamiętam już dokładnie tego spotkania, na którym Gawronik powiedział, że uciszył dziennikarza. Ale pamiętam, że to było lato w 1999 roku, siedzieliśmy w ogrodzie i żona była niezadowolona, bo Gawronik stłukł cukiernicę – powiedział.

Podkreślił, że o tym zdarzeniu powiedział dopiero, gdy został o to zapytany przez prokuratora. – Prokurator pytał, czy coś wiem na temat zabójstwa przez pana Gawronika jakiegoś dziennikarza. Wtedy mi się to skojarzyło – dodał. W trakcie składania zeznań „Masa” zaznaczył jednak, że w jego ocenie Gawronik jest „mitomanem”.

„Gawronik zajmował się szarą strefą i przemytem alkoholu”

W poprzednich zeznaniach „Masy”, przytoczonych w czwartek przez sąd, Sokołowski podkreślił, że w latach 90. wśród osób z otoczenia Gawronika były także osoby rosyjskojęzyczne, choć jak stwierdził „była to wiedza tzw. grupowa”. Według prokuratury, to właśnie osoba posługująca się językiem rosyjskim miała dokonać zabójstwa Ziętary. „Masa” dodał też, że Gawronik zajmował się w latach 90. szarą strefą i przemytem alkoholu na bardzo dużą skalę. Jak mówił, kontakt z mafią pruszkowską pozwalał Gawronikowi na „swobodne robienie interesów”.

Obrońca Gawronika adw. Patrycja Leśkiewicz powiedziała dziennikarzom po rozprawie, że jej zdaniem zeznania „Masy” nie wniosły do sprawy nic przełomowego. – Dowiedzieliśmy się o jakimś nowym dowodzie nieznanym w procedurze karnej w postaci „wiedzy grupowej”. Jeżeli ktoś kogoś pomawia, nie potrafi nawet wskazać, od kogo pośrednio pochodzi ta wiedza, to w mojej ocenie jest całkowicie niewiarygodny – mówiła.

– Okoliczności, o jakich świadek zeznaje dotyczące kontaktów, które miały mieć miejsce między Pruszkowem a oskarżonym powinny się znaleźć w jego protokołach z przesłuchań z okresu, kiedy ubiegał się o status świadka koronnego. Przypominanie sobie pewnych okoliczności po 15 latach jest w mojej ocenie dość dziwne – powiedziała, dodając, że oskarżony odniesie się szczegółowo do zeznań Sokołowskiego na kolejnym terminie rozprawy.

Gawronik: nie było żadnej firmy

– Żeby była jasność – nie było żadnej firmy Aleksandra Gawronika i Jarosława Sokołowskiego. Koniec na ten temat – powiedział w mediom Aleksander Gawronik. Pytany, co pamięta ze spotkania z „Masą” odparł, że „sporo”.

Proces Aleksandra Gawronika (zgadza się na podawanie nazwiska) rozpoczął się w styczniu ub. roku. B. senator oskarżony jest o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary. Gawronik odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara wieloletniego więzienia lub dożywocie. Dotychczas przed poznańskim sądem zeznawali m.in. założyciel spółki Elektromis, biznesmen Mariusz Świtalski oraz osoby związane z jego firmą. Wszyscy zaprzeczyli, by mieli cokolwiek wspólnego ze sprawą dziennikarza. Zeznania w sprawie złożyli także poznańscy dziennikarze, współpracujący z Ziętarą w „Gazecie Poznańskiej”, oraz b. gangster Maciej B. ps. Baryła, odsiadujący wyrok dożywocia.

Jarosław Ziętara współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Wprost” i „Gazetą Poznańską”, gdzie zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. 1 września 1992 r. wyszedł ze swojego mieszkania i tam widziany był po raz ostatni. W 1999 roku został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Masa” ujawnia. Ludzie ze środowiska Wałęsy wzięli pieniądze za ułaskawienie „Słowika”

– Wałęsa podpisał ułaskawienie Andrzeja Z. ps. „Słowik”. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje – powiedział Jarosław Sokołowski, „Masa”, który był gościem programu „Koniec Systemu”, w rozmowie z Dorota Kanią. Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”, który od środy jest dostępny w kioskach.

W programie Doroty Kani słynny świadek koronny „Masa”, czyli Jarosław Sokołowski ujawnia kulisy ułaskawienia gangstera o pseudonimie „Słowik”. Poniżej krótki fragment rozmowy, która ukaże się na łamach tygodnika „Gazeta Polska”

– Nigdy nie zapadł wyrok w związku z ułaskawieniem przez prezydenta Lecha Wałęsę Andrzeja Z. ps. Słowik. Pan był wówczas we władzach gangu pruszkowskiego – jak ta sprawa wyglądała naprawdę?

– Na początku lat 90. Słowik był poszukiwany listem gończym, ale wówczas policja zachowywała się tak, jakby go nie było. Czerwone światło zapaliło się nam dopiero wtedy, gdy u „Dziada”, czyli Henryka Niewiadomskiego (szefa gangu wołomińskiego, konkurencyjnego dla „Pruszkowa” – przyp. red.), policja zatrzymała „Słowika” i „Oczkę” (Marka M., przywódcę szczecińskiego półświatka – przyp. red.). Po trzech dniach wyszli z aresztu, bo „Słowik” podał inne dane niż te, które były w liście gończym. Ale już było zagrożenie, że w końcu pójdzie siedzieć. A to byłoby dla nas fatalne, bo wtedy był przecież znaczącym graczem w „Pruszkowie”. Najpierw zweryfikowaliśmy system gangsterski, żeby już więcej nie było takich wpadek, ale trzeba też coś było zrobić ze „Słowikiem”.

– Czyli co?
Ułaskawienie. Załatwił to przez Kancelarię Prezydenta Lecha Wałęsy pewien mecenas, którego nie chcę wspominać. Zostało to klepnięte, suma była „wyświetlona” od samego początku, przekazaliśmy pieniądze, a później było tak, jak zeznałem w prokuraturze: bawiliśmy się i wznosiliśmy toasty.

– W zeznaniach padają nazwiska m.in. Mieczysława Wachowskiego i Lecha Wałęsy. Mówił Pan też, że bywaliście w siedzibie prezydenta.
Wałęsa chodził po Belwederze, widział nas grających z ochroną w ping-ponga i niby na nas prychał. Ale to były żarty – mieliśmy tam układy i mieliśmy swoje wtyki. Nie wiem, czy ktoś Wałęsie podsunął to ułaskawienie, ale je podpisał. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje.

– Jaka sumę zapłaciliście za ułaskawienie „Słowika” ?
Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

W drugiej części programu „Koniec Systemu”, Dorota Kania rozmawia z dziennikarzem śledczym Rafałem Pasztelańskim, który od wielu lat zajmuje się mafią pruszkowską. Zdradza on m.in., że członkowie bandy kontaktowali się z Grzegorzem Ż., znanym z afery FOZZ, i chcieli, aby im się opłacał.
Żródło info i foto: niezalezna.pl

„Masa” idzie do sądu

Jarosław S. pseudonim Masa zapowiada walkę z polskim wymiarem sprawiedliwości. Poczuł się urażony tym, że sąd w procesie wytoczonym mu przez Andrzej Gołotę, chce wydać wyrok pod jego nieobecność. Gangsterowi nie podoba się, że sąd nie uwzględnił, jego zdaniem, usprawiedliwionej nieobecności w sądzie. Masa nie stawił się na kilku terminach rozpraw, ale jak twierdzi zwolnienie lekarskie miał.

Zdaniem sądu zwolnienie do sądu nie dotarło, a informację o chorobie gangstera sąd miał od policji, która Masę ochrania. Zgodnie z przepisami, zwolnienie lekarskie Masy w dokumentach sądowych nie może się znaleźć, bo mogłoby ujawnić jego chronione dane. Mimo to sąd uznał nieobecność gangstera za nieusprawiedliwioną.

Masa miał się na to oburzyć, bo jak twierdzi jest takim samym obywatelem jak każdy inny i zapowiada, że będzie walczył o swoje prawa. Proces, którego dotyczy sprawa, został wytoczony Masie przez Andrzej Gołotę, po tym, jak gangster oskarżył pięściarza o ustawienie walki z Michaelem Grantem w 1999 roku. Gołota przegrał a Amerykaninem, mimo, ze prowadził na punkty.

Dzisiaj sąd ma wydać wyrok w tej sprawie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Masa błędów w trakcie przesłuchiwania Salaha Abdeslama

Zamachy w Brukseli były wynikiem „katastrofalnych błędów” podczas przesłuchiwania Salaha Abdeslama i bezpośrednim rezultatem tego, że Europa nie przewiduje, iż terroryści muszą być traktowani inaczej niż zwykli przestępcy – pisze wtorkowy „Washington Post”. Gazeta postuluje m.in. tworzenie „tajnych ośrodków zatrzymań” dla szczególnie groźnych terrorystów. „Przez lata Bruksela była centrum europejskiego oburzenia na program przesłuchiwania terrorystów przez CIA. Teraz to Belgia musi wytłumaczyć się, dlaczego nie udało się przeprowadzić skutecznego przesłuchania groźnego terrorysty; przesłuchania, które mogło udaremnić zeszłotygodniowe ataki” – wskazuje publicysta Marc A. Thiessen.

„Śledczy nie zapytali, co wie na temat planowanych spisków”

Autor komentarza pisze, że gdy Abdeslam, uważany za koordynatora listopadowych zamachów w Paryżu, został schwytany, belgijskie władze precyzyjnie wdrażały odpowiednie procedury: dały mu prawnika i poinformowały, że ma prawo milczeć. Cztery dni później komórka terrorystyczna przeprowadziła ataki w Brukseli, w których zginęło 35 osób, a 340 zostało rannych.

„Zdumiewające jest – jak zauważa Thiessen – że władze w ciągu pierwszych 24 godzin po aresztowaniu wcale nie przesłuchały Abdeslama. Piątkową noc spędził on w szpitalu, lecząc nogę zranioną w ataku. Kiedy w końcu w sobotę wrócił z powrotem na policję, był przesłuchiwany przez całe… dwie godziny i potem nie był już przesłuchiwany aż dopiero po atakach (w Brukseli)”. Komentator pyta, dlaczego tak się stało i odpowiada powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela belgijskich służb bezpieczeństwa – ponieważ Abdeslam „wydawał się zmęczony”.

„Wydawał się zmęczony? To właśnie wtedy służby powinny go przesłuchać. CIA wykorzystywało pozbawianie snu jako jedno z najbardziej skutecznych metod przesłuchań. Ale dla Belgów wyczerpanie terrorysty jest powodem, by wstrzymać przesłuchanie, a nie je nasilić” – zauważa Thiessen. Jednak „najbardziej nieprawdopodobne było to, że podczas tych dwóch godzin przesłuchania śledczy nie zapytali o to, co wie na temat planowanych spisków” – dodaje publicysta.

Przesłuchanie to „katastrofa”

Według „New York Timesa” Abdeslam wynajmował samochody, wyszukiwał mieszkania i wybierał ludzi do zamachów. „Mógł zidentyfikować innych członków swej komórki; wskazać kryjówki, które wykorzystywali i wyjaśnić, w jaki sposób się komunikowali, przekazywali pieniądze, wybierali trasy podróży i – co najważniejsze – cele, jakie obierali” – podkreśla Thiessen.

Tymczasem śledczy „koncentrowali się wyłącznie na atakach w Paryżu i żadne inne rozmowy nie były prowadzone aż do wtorkowych ataków” – zaznacza komentator „WP”. I przypomina, że w kryjówce Abdeslama znaleziono niewykorzystane detonatory i broń z jego odciskami palców i „najwidoczniej” nie spytano go, do czego chce je wykorzystać.

„Przesłuchanie Abdeslama jest książkowym przykładem na to, dlaczego model egzekwowania prawa dotyczący przesłuchiwania terrorystów jest katastrofą”. Thiessen pisze, że to „po prostu skandaliczne, iż Abdeslamowi pozwolono chronić tożsamość członków komórki i ich plany ataków w Brukseli”. „Ale to tylko początek karygodnej niekompetencji” – ocenia, wskazując że „fatalnym błędem” były liczne konferencje prasowe, na których informowano o aresztowaniu Abdeslama oraz o tym, jak dobrze współpracuje.

„Belgijskie władze nigdy nie powinny publicznie przyznać, że schwytały Abdeslama” – podkreśla komentator „WP”. „Kiedy terroryści dowiadują się, że jeden z ich towarzyszy jest przesłuchiwany, szybko zaczynają czyścić swe skrzynki e-mailowe, likwidować telefony, rozdzielać się i zacierać ważne tropy wywiadowcze, a w tym wypadku najprawdopodobniej przyspieszono plany ataku” – zauważa.

„WP”: potrzebne tajne ośrodki zatrzymań

Według Thiessena przypadek ten pokazuje, że potrzebne jest stworzenie jakiejś formy tajnego przetrzymywania groźnych terrorystów i zastosowania metod wywiadowczych podczas przesłuchań. „Nie oznacza to, jak sugerował Donald Trump, że Abdeslam powinien był przejść tzw. waterboarding, czyli podtapianie. Z doświadczenia CIA wynika bowiem, że dwie trzecie zatrzymanych współpracowało bez użycia żadnych wzmocnionych technik przesłuchań. Jedynie doświadczenie zniknięcia w tajnym ośrodku zatrzymań – bez wiedzy o miejscu przebywania i bez obecności prawnika – wystarczyło, żeby zaczynali mówić” – wskazuje publicysta „WP”.

„Władze w Europie i USA muszą się obudzić i zmienić podejście” – podsumowuje. „Państwo Islamskie opublikowało w weekend wideo pokazujące dwóch terrorystów, najpewniej obywateli Belgii, świętujących w Iraku ataki w Brukseli. Jeden z nich patrzy w kamerę i mówi: ‚To dopiero początek waszego koszmaru'”. Jeśli dalej będziemy traktować terrorystów jak zwykłych przestępców, koszmar wkrótce stanie się rzeczywistością” – przestrzega komentator „Washington Post”.
a href=”http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/terrorysty-nie-przesluchiwano-bo-byl-zmeczony-zdumiewajace,631076.html” target=”_blank” rel=”nofollow”>Żródło info i foto: tvn24.pl