CBA rozbiło grupę przestępczą, która wyłudziła 41 mln zł z podatku VAT

Agenci CBA zatrzymali dwie osoby wchodzące w skład zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się wyłudzaniem VAT. Zatrzymane osoby łącznie wyłudziły ponad 40 mln zł.

– Ze zgromadzonego do tej pory w śledztwie materiału wynika, że członkowie grupy działając pod pozorem prowadzenia działalności gospodarczej, fikcyjnie obracali opakowaniami kartonowymi. Ustalenia śledczych wskazują, że członkowie grupy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wystawili blisko 1500 faktur VAT na kwotę ponad 41 mln zł, dokumentując pozorną sprzedaż. Następnie występowali o zwrot naliczonego VAT, czym wyrządzili szkodę w mieniu Skarbu Państwa na co najmniej 9.5 mln zł. Fikcyjny obrót towarem miał miejsce pomiędzy co najmniej 6 podmiotami gospodarczymi zarejestrowanymi na terenie Polski i jednym na terenie Czech – informuje Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

Zatrzymani usłyszą zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, poświadczenia nieprawdy w dokumentach, oszustwa oraz prania brudnych pieniędzy.

W styczniu i lutym tego roku CBA zatrzymało już pięciu podejrzanych do tej sprawy, w tym odpowiedzialnego za zorganizowanie i kierowanie grupą przestępczą oraz tzw. słupów wystawiających fikcyjne faktury VAT. Wobec kierownika grupy sąd zastosował trzymiesięczny areszt
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

CBA: Układ korupcyjny w Radomiu?

W 2016 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne miało materiał do postawienia zarzutów korupcyjnych dwóm posłom PiS z Radomia. Jednak po zmianie władzy sprawę rozmyto, a funkcjonariusz, który ją prowadził, odszedł ze służby – wynika z dziennikarskiego śledztwa Radia ZET i „Gazety Wyborczej”. Lokalni politycy PiS – były prezydent miasta Andrzej Kosztowniak oraz Marek Suski – byli wezwani na dywanik do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zdołali go jednak przekonać notarialnym poświadczeniem, że są niewinni.

Dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski i Wojciech Czuchnowski z „GW” dotarli do materiałów operacyjnych CBA, z których wynika, że od 2013 roku biuro rozpracowywało układ korupcyjny działający wśród czołowych samorządowców PiS w Radomiu.

Wśród rozpracowywanych był także prezydent z PiS Andrzej Kosztowniak. Zarzuty były na tyle poważne, że sprawą miał interesować się sam Jarosław Kaczyński, który na jednym ze spotkań zażądał poświadczenia notarialnego od radomskich polityków PiS, że ci nie brali łapówek.

Kosztowniak o szczegółach nie chciał rozmawiać z Radiem ZET, a pytany o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim uciął krótko: „To są sprawy wewnątrzpartyjne”.

Mercedes w formie łapówki

Jak wynika z materiałów zebranych przez CBA, radomskich samorządowców miał korumpować lokalny biznesmen, którego firmy były jednym z głównych wykonawców prowadzonych w Radomiu i województwie mazowieckim robót budowlanych zlecanych m.in. przez Urząd Miasta w Radomiu.

W materiałach CBA padają między innymi nazwiska Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS i wieloletniego prezydenta Radomia, czy Igora M., byłego wiceprezydenta miasta, a także ówczesnego, a teraz już byłego posła PiS Krzysztofa S.

Operacja pod kryptonimem „Pierwszak” była prowadzona na szeroką skalę. W jej toku wszystkim tzw. figurantom założono podsłuchy telefoniczne, do akcji zaangażowano też dwóch tajnych współpracowników o kryptonimach „Fredro” oraz „Doktor”. Do działań wykorzystany był również agent CBA działający pod przykryciem.

Posiadany i zweryfikowany przez dziennikarzy materiał wylicza kilkadziesiąt przypadków, w których CBA podejrzewało, że doszło do korupcji przy kontraktach z instytucjami samorządowymi.

Do korupcji miało dojść przy przetargu na zakup firmy Techmatrans, przetargach na inwestycje przy rozbudowie Fabryki Broni „Łucznik” czy rozbudowie i modernizacji Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Łapówki, które mieli przyjmować urzędnicy, były wręczane w gotówce, ale także w postaci nieruchomości. W jednym przypadku korzyścią był mercedes CLA (rocznik 2013, wartość 200 tys. zł).

Tłumaczyli się przed Kaczyńskim

Sprawa i zebrany materiał był na tyle poważny, że według informacji Radia ZET i „GW” Marek Suski, bez którego, jak mówią partyjni koledzy, „w radomskim PiS nic się nie dzieje”, musiał tłumaczyć się władzom PiS. Po raz pierwszy sprawę poruszono na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii, po raz kolejny miesiąc przed wyborami samorządowymi w 2014 roku.

Jak relacjonuje nasz informator, prezes Kaczyński wezwał Suskiego i Andrzeja Kosztowniaka na Nowogrodzką. Kosztowniak miał usłyszeć, że nie jest już kandydatem na prezydenta Radomia. Obaj politycy przekonywali Kaczyńskiego o swojej niewinności.

Prezes PiS dał im dwie godziny na znalezienie notariusza, przed którym złożą oświadczenie, że nie brali udziału w żadnych nielegalnych działaniach. Według naszego informatora takie oświadczenie na pewno złożył Kosztowniak.

W lutym 2016 r. kierująca sprawą łódzka delegatura CBA miała już gotowy materiał dla prokuratury. Na jego podstawie można było skierować do Sejmu wniosek o pozbawienie Kosztowniaka immunitetu poselskiego, a pozostałym od razu postawić zarzuty.

Tak się jednak nie stało. Jak ustali dziennikarze w toku swojego śledztwa, dowodzący operacją „Pierwszak” funkcjonariusz został od niej odsunięty i odszedł ze służby. Dziennikarze dotarli do niego, ale nie chciał rozmawiać o sprawie. Jak mówią jego znajomi, „jest rozgoryczony i chce o wszystkim zapomnieć”.

CBA wciąż prowadzi sprawę

Pytane o sprawę „Pierwszak” biuro prasowe CBA odpowiada, że działania są prowadzone. „Sprawa zaowocowała skierowaniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Obecnie śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Sprawa weszła w fazę ad personam, zarzuty usłyszała jedna osoba” – informuje biuro prasowe CBA.

Zarzuty korupcyjne usłyszał były wiceprezydent Igor M. Dwa dni temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Do Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radomiu trafił także wniosek o wydanie wyroku skazującego na pierwszym posiedzeniu bez procesu i orzeczenie uzgodnionych z oskarżonym kar.

To oznacza, że oskarżony Igor M. musiał przyznać się do winy. Dziennikarze śledczy Radia ZET i „GW” skontaktowali się z Andrzejem Kosztowniakiem, który mówi, że nic nie wie, by był obiektem „operacji specjalnej” CBA.

– Jako prezydent Radomia byłem przez CBA wiele razy przesłuchiwany – stwierdza jedynie. Nie chce rozmawiać o szczegółach. Pytany o to, czy musiał tłumaczyć się przed prezesem Kaczyńskim, ucina: – Nie będę mówił w mediach o wewnętrznych sprawach partii. Temu, że takie spotkanie się odbyło, jednak nie zaprzecza.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dwulatek zamknięty w pralce. Nowe fakty

Drugi z mężczyzn, którzy wrzucili do internetu film z dzieckiem zamkniętym w pralce, został tymczasowo aresztowany. Prokuratura bada też inny wątek w sprawie. Dwulatek ma na jednym ze zdjęć papierosa w ustach.

Sąd zdecydował o aresztowaniu drugiego z mężczyzn, którzy zamknęli w pralce 2-letniego chłopca, a nagranie wrzucili do sieci. Sprawcy zdarzenia usłyszeli zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem i narażenia go na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – podaje „Gazeta Wyborcza”. Najbliższe trzy miesiące spędzą w więzieniu.

Mężczyźni podczas przesłuchania przyznali, że cała sprawa była rodzajem żartu, którą „zrobili z głupoty”. Prokuratura bada też inną kwestię. Na jednym ze zdjęciu 2-latek ma papierosa w ustach. Śledczy sprawdzają czy podobnych przypadków nie było więcej, ponieważ sytuacja ciągnęła się od miesięcy. Doniesienia mówią, że jeden z mężczyzn miał oddać mocz do kubka dziecka.

Filmik do internetu miał wrzucić kolega matki chłopca. Żaneta Dz. twierdzi, że nie była świadoma istnienia materiału, który powstał w kwietniu, kiedy jej syn był pod opieką dwóch znajomych. Mężczyzna był w jego posiadaniu od dłuższego czasu, ale między nim a konkubentem 21-latki doszło do sprzeczki w innej sprawie. Ujawnienie nagrania miało być formą zemsty.
Źródło info i foto: wp.pl

Kraków: Sąd uniewinnił tzw. „baronów paliwowych”

Przed krakowskim Sądem Okręgowym zapadł wyrok w głośnym procesie ws. „mafii paliwowej”. Sąd nie dopatrzył się w materiale dowodowym procederu wyłudzania podatku VAT i prania brudnych pieniędzy i uniewinnił głównych oskarżonych, tzw. baronów paliwowych Jana B. i Zdzisława M.

Spośród 18 oskarżonych osób uniewinnionych zostało ośmioro. Oskarżony Tomasz K. za zlecanie wystawiania fałszywych faktur i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą został skazany na trzy i pół roku pozbawienia wolności i grzywnę 60 tys. zł.

Pozostałych dziewięciu oskarżonych za wystawianie fałszywych faktur lub posługiwanie się nimi zostało skazanych na kary od pół roku do trzech lat pozbawienia wolności i grzywny. Wobec niektórych oskarżonych sąd orzekł także czasowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z handlem produktami ropopochodnymi.

Sąd uznał, że dowody zebrane w sprawie nie są wystarczające do przypisania oskarżonym winy za zarzuty opisane w akcie oskarżenia, dotyczące wyłudzenia i prania brudnych pieniędzy. Nastąpiła także zmiana w zakresie stanu prawnego, która też miała istotne znaczenie z punktu widzenia ustalenia odpowiedzialności karnej. W związku z tym doszło do uniewinnienia oskarżonych – tłumaczy rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego sędzia Beata Górszczyk.

Wskazała także, że sąd rozważał możliwość przypisania oskarżonym odpowiedzialności na podstawie przepisów Kodeksu karnego skarbowego, ale w takim przypadku nastąpiło już przedawnienie. Tak samo przedawnieniu uległ zarzut działania zorganizowanej grupy przestępczej.

Natomiast sąd przypisał oskarżonym, łącząc zarzuty, poświadczenie nieprawdy, ale tylko tym osobom, co do których można było wskazać, jakie faktury zostały przez nich sfałszowane bądź jakie polecili wystawić. Jeżeli w materiale dowodowym nie było konkretnych faktur, oskarżeni zostali uniewinnieni, pomimo że przyznali się do ich sfałszowania – poinformowała rzeczniczka.

Dużą część ustnego uzasadnienia wyroku sąd poświęcił omówieniu braków aktu oskarżenia. Jak podkreślił, znalazły się w nim m.in. zarzuty, których nie poparto materiałem dowodowym lub dowody, które nie znajdowały odzwierciedlenia w zarzutach. Zastrzeżenia sądu budziły także nieselekcjonowane zbiory dokumentów, np. rzekoma opinia informatyczna, będąca w istocie wydrukiem dokumentów z komputerów firmy BGM, zawierająca się w 749 tomach akt lub zbiór dokumentów z ówczesnego CBŚ w Szczecinie.

Wyrok jest nieprawomocny. Na ogłoszenie wyroku nie stawiła się żadna z oskarżonych osób. Oprócz prokuratora na sali obecni byli tylko dwaj obrońcy. Akt oskarżenia w tej sprawie powstał w 2004 r., proces rozpoczął się w kwietniu 2005 r..

Śledztwo dotyczyło jednego z wątków największego w Polsce śledztwa paliwowego, prowadzonego przez ówczesną Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie. Chodziło o proceder nielegalnego obrotu paliwami z wyłudzaniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. Materiały w tej sprawie trafiły do Krakowa z dziesięciu innych prokuratur w kraju.
Źródło info i foto: RMF24.pl

23-latek zatrzymany za posiadanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci

Szczecińscy policjanci namierzyli i zatrzymali podejrzanego o posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem dzieci. Obecnie mężczyzna jest aresztowany. Grozi mu do 8 lat więzienia. Funkcjonariusze z Wydziału Dochodzeniowo – Śledczego Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie wpadli na trop mężczyzny w trakcie pracy nad inną sprawą. Ich zaangażowanie i wnikliwe ustalenia operacyjne doprowadziły do wytypowania osoby, która posiadała i rozpowszechniała pornografię dziecięcą.

Dzięki zebranemu materiałowi dowodowemu możliwe było zatrzymanie 23-latka. Policjanci w trakcie przeszukania jego mieszkania zabezpieczyli trzy laptopy, na których mogły znajdować się nielegalne pliki. Przy udziale biegłego przeprowadzona została wstępna analiza zabezpieczonego sprzętu. Na jednym z laptopów ujawniono pedofilskie treści.

Prokurator prowadzący postępowanie postawił 23-latkowi zarzut dotyczący sprowadzenia zdjęć i filmów pedofilskich w celu dalszego ich rozpowszechniania i skierował do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. Sąd po zapoznaniu się ze sprawą zadecydował o aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

53-latka Polka aresztowana w Holandii po serii kradzieży kieszonkowych

53-latka została zatrzymana w Hadze, rozpoznał ją na ulicy policjant, który oglądał wcześniej program telewizyjny poświęcony serii kradzieży kieszonkowych. W programie pokazano wizerunek kobiety podejrzanej o serię kradzieży m.in. w Groenlo, Lichtenvoorde, Winterswijk, Apeldoorn i Lochem. Policja przypuszcza, że Polka mogła działać w szajce kieszonkowców.

Wizerunek 53-letniej Polki, który pokazano w ubiegłą środę w holenderskiej telewizji, nagrały kamery w trakcie kradzieży portfela w supermarkecie Lidl. Zdaniem śledczych Polka odpowiedzialna jest także za kradzieże w salonie jubilerskim Lucardi i sklepie odzieżowym w Apeldoorn. Według policji kobieta może być powiązana z ośmioma kieszonkowcami działającymi w Geldrii – największej prowincji w Holandii. Polka przebywa obecnie w areszcie, a o jej losie zdecyduje sąd. Podejrzana nie ma stałego miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Berlin: Jugendamty oddawały dzieci pod opiekę pedofilom?

Jugendamty w Berlinie od lat 60. oddawały dzieci z rozbitych rodzin pod opiekę pedofilom. Tygodnik „Der Spiegel” opublikował rozmowę z mężczyznami, którzy jako kilkuletni chłopcy byli ofiarami polityki inspirowanej teoriami kontrowersyjnego psychologa Helmuta Kentlera.

Autorzy materiału przypominają, że Kentler (1928-2008) uznawany był od lat 70. za autorytet w dziedzinie psychologii. Występując jako ekspert w komisjach Bundestagu, opowiadał się za całkowitym zniesieniem kar za seks z nieletnimi, argumentując, że kontakty takie nie szkodzą dzieciom, jeśli utrzymywane są bez stosowania przemocy. W roku 1976 objął katedrę pedagogiki socjalnej na Uniwersytecie Technicznym w Hanowerze.

Wykorzystując swoją pozycję zawodową, pod koniec lat 60. Kentler przekonał urzędników we władzach Berlina Zachodniego do swojego pomysłu wykorzystania pedofilów jako rodziców zastępczych dla dzieci z rozbitych rodzin. Psycholog nie ukrywał, że osoby te oczekują w zamian za swoje zaangażowanie seksu z podopiecznymi – czytamy w „Spieglu”.

Jednym z mężczyzn poleconych przez Kentlera był Fritz H. To właśnie jemu Jugendamt w dzielnicy Schoeneberg w marcu 1989 roku oddał pod opiekę 6-letniego Marco. Redakcja zastrzega, że imię zostało zmienione na prośbę poszkodowanego.

W rozmowie ze „Spieglem” mężczyzna ujawnił, że po kilkumiesięcznej sielance zastępczy rodzic rozpoczął molestowanie powierzonego mu podopiecznego. Chłopiec był wykorzystywany seksualnie przez 10 lat co najmniej raz w tygodniu. Dopiero po osiągnięciu przez niego pełnoletności gehenna się skończyła – wyznał Marco dziennikarzom.

Drugi bohater reportażu, 8-letni Sven trafił do Fritza H. pod koniec roku 1990. Z jego opowieści wynika, że doświadczył podobnego losu co Marco. Mężczyzna szantażował chłopców, że jeśli poskarżą się pracownikom Jugendamtu, będą musieli wrócić do domu dziecka.

Od 1973 roku Fritz H. „opiekował” się co najmniej pięcioma chłopcami.

„Der Spiegel” pisze, że program przekazywania dzieci pedofilom realizowany był w Berlinie Zachodnim od 1969 roku. „To były czasy rewolucji 68 roku, czasy, w których społeczeństwo miało zostać wyzwolone z pęt seksualnych represji” – piszą autorzy.

Obecne władze stolicy Niemiec przyznają, że stosowane z udziałem ówczesnego rządu Berlina praktyki były przestępstwem wobec dzieci. „Der Spiegel” zarzuca władzom Berlina, że usiłują ukryć skalę seksualnego wykorzystywania dzieci. Dokumenty dotyczące tej kategorii spraw są w większości niedostępne.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policja w Petersburgu zatrzymała szefową sztabu Aleksieja Nawalnego

Policja w Petersburgu zatrzymała we wtorek szefową lokalnego sztabu Aleksieja Nawalnego, Polinę Kostylewą – poinformowali w mediach społecznościowych współpracownicy opozycyjnego polityka. Kostylewej zarzucono niepodporządkowanie się poleceniom policji. Ze sztabu Nawalnego w Petersburgu funkcjonariusze zabrali materiały agitacyjne, które zostaną poddane ekspertyzie.

Nawalny znów zatrzymany

Policja pojawiła się we wtorek w sztabie, powołując się na skargę dotyczącą plakatów informujących o mityngu zwolenników Nawalnego. Wiec ten ma się odbyć w najbliższą sobotę na Polu Marsowym w Petersburgu. Administracja miasta twierdzi, że wiec nie uzyskał zgody władz. Nawalny utrzymuje, że mityng jest legalny – władze po zgłoszeniu zgromadzenia przez organizatorów nie odpowiedziały w wymaganym przez prawo terminie trzech dni.

Nawalny, który w ostatnim czasie stał się główną twarzą rosyjskiej opozycji, prowadzi kampanię w miastach Rosji, mobilizując poparcie na rzecz dopuszczenia go do wyborów prezydenckich w marcu przyszłego roku. Jego współpracownicy ogłosili niedawno, że organizowanie wieców spotyka się z coraz większymi przeszkodami ze strony władz lokalnych.

Sam Nawalny w piątek został zatrzymany przez policję, a w poniedziałek skazany na 20 dni aresztu administracyjnego. Przyczyną było zwołanie wiecu w Niżnym Nowogrodzie w miniony piątek. Sąd uznał, że Nawalny wzywał na zgromadzenie publiczne odbywające się bez zezwolenia. Nawalny zaś argumentował, że władze miasta zbyt późno powiadomiły go o cofnięciu zgody na wiec, a więc odbył się on legalnie.

Po poniedziałkowym wyroku Nawalny powiedział, iż zatrzymanie go w areszcie może być „prezentem” dla Władimira Putina przed wiecem w Petersburgu, gdyż 7 października przypada dzień urodzin rosyjskiego prezydenta. Nawalny zapewnił, że wiece, na które wzywa, mogą odbywać się również bez jego udziału.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włoska policja dobrze wiedziała, jak wyglądają sprawcy napadu na Polaków

Niewyraźne zdjęcie, udostępnione mediom z jednej z kamer monitoringu pokazujące napastników z Rimini, to nie jedyny materiał, jakim dysponowali śledczy. Na Twitterze włoska policja udostępniła zmontowane nagranie z wielu kamer monitoringu dokumentujące drogę czterech młodych mężczyzn.

Nagranie udostępnione opinii publiczne zostało zanonimizowane – twarze zostały zasłonięte czarną plamą. Okazuje się, że wizerunki napastników uchwyciło wiele kamer, część przy przyzwoitym świetle i z bliskiej odległości. To pozwoliło przygotować portrety pamięciowe.

Czteroosobowa grupa mężczyzn napadła w nocy z 25 na 26 sierpnia na parę polskich turystów na plaży w Rimini. 26-letnia Polka została wielokrotnie zgwałcona, a jej partner pobity do nieprzytomności. Po opublikowaniu zdjęcia z kamer monitoringu, przedstawiające wizerunki poszukiwanych, na policję zgłosili się dwaj bracia, w wieku 15 i 16 lat, którzy przyznali się do brutalnej napaści na polskich turystów. Kilka godzin później policja aresztowała trzeciego mężczyznę, czwarty – wpadł w niedzielę rano. Próbował opuścić okolice Rimini pociągiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymany oszust, który działał metodą „na policjanta”

Policjanci z Targówka ustalili i zatrzymali kolejną osobę podejrzaną o współudział w dokonaniu oszustwa metodą „na policjanta”, którego ofiarą miała paść 65-letnia kobieta. Śledczy zebrali materiał dowodowy z którego wynika, że 19-latek mógł brać udział w jeszcze kilku tego typu przestępstwach. Patryk K. w prokuraturze usłyszał łącznie 6 zarzutów i decyzją sądu trafił na 3 miesiące do aresztu. Za to przestępstwo grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Do banku zgłosiła się 65-latka przekonana, że uczestniczy w policyjnej akcji przeciwko przestępcom wyłudzającym pieniądze od starszych osób. Kobieta poinstruowana telefonicznie przez rzekomego policjanta zamierzała wypłacić ze swojego konta 15.000 złotych. Dzięki czujności pracownicy banku do przekazania gotówki nie doszło, a w zasadzkę zorganizowaną przez kryminalnych z Targówka wpadł 24-letni mężczyzna, który decyzją sądu został aresztowany na 3 miesiące.

Policjanci dalej pracowali nad tą sprawą, gdyż podejrzewali, że 24-latek nie działał sam. Analiza zebranych, dzięki pracy operacyjnej, informacji pozwoliła na zatrzymanie kolejnej osoby. Był to 19-letni mieszkaniec Warszawy. W trakcie dalszych czynności policjanci ustalili, że Patryk K. ma na sumieniu udział w jeszcze innych podobnych przestępstwach. Z zebranych przez śledczych materiałów wynika, że mężczyzna w pierwszych dniach stycznia, działając w podobny sposób, wyłudził 105 tys. złotych od mieszkanki Warszawy i usiłował pobrać kolejne 50 tys. złotych.

19-latek trafił do prokuratury, gdzie przedstawiono mu łącznie 6 zarzutów za współudział w dokonaniu oszustwa, jego usiłowanie, podżeganie do popełnienia przestępstwa i pomocnictwo w jego dokonaniu. Sąd zastosował wobec niego 3 miesięczny areszt.
Żródło info i foto: Policja.pl