Przedłużono śledztwo ws. śmierci Magdaleny Żuk

Śledztwo w sprawie śmierci polskiej turystki w Egipcie zostało po raz kolejny przedłużone – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. A to oznacza, że potrwa co najmniej do końca 2020 roku. Polscy śledczy, którzy sprawę śmierci Magdaleny Żuk badają już ponad trzy lata, wystąpili do swoich egipskich służb o przekazanie kolejnych dokumentów w tej sprawie.

– Jakkolwiek w sprawie zgromadzono dotychczas obszerny materiał dowodowy, to jednak zachodzi konieczność wystąpienia do strony egipskiej o kolejne dokumenty dotyczące zdarzenia. Chodzi głównie o dokumentację źródłową, stanowiącą podstawę sporządzenia dokumentów procesowych przez stronę egipską – przekazał Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

„Obrażenia na skutek upadku z dużej wysokości bezpośrednią przyczyną śmierci”

Prokuratorzy, którzy sprawę badają od maja 2017 roku, podkreślają, że przeprowadzone do tej pory dowody nie doprowadziły do zmiany stanowiska, że wobec Magdaleny Żuk stosowana była „przemoc o podłożu seksualnym lub jakakolwiek inna”. – Aktualne pozostaje również ustalenie wskazujące, że bezpośrednią przyczyną śmierci pokrzywdzonej były obrażenia odniesione przez nią na skutek upadku z dużej wysokości – podkreślił Czułowski.

Postępowanie prowadzone jest w sprawie o zabójstwo. – Jednak ostateczna kwalifikacja zostanie przyjęta po zgromadzeniu i analizie całości materiału dowodowego – zaznaczył prokurator.

Śledztwo zostało przedłużone do 31 grudnia 2020 roku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tragiczny wypadek autobusu w Warszawie. Tymczasowy areszt dla kierowcy. Był pod wpływem amfetaminy

Jest tymczasowy areszt na trzy miesiące dla kierowcy, który w czwartek pod wpływem amfetaminy doprowadził do katastrofy komunikacyjnej – poinformowała w sobotę po południu PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr. O areszcie dla mężczyzny zdecydował sąd na podstawie trzech przesłanek, na które wskazywał prokurator, czyli obawy ucieczki, obawy matactwa poprzez bezprawne wpływanie na gromadzony materiał dowodowy oraz obawy wymierzenia surowej kary.

Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę zanim rozpoczął zmianę, zanim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować – powiedziała PAP Mirosława Chyr.

Dodała, że prokuratura będzie weryfikować wszystkie okoliczności wypadku na podstawie m.in zeznań świadków i zapisu z rejestratorów w autobusie. Czekamy aż kierowca zostanie osadzony w areszcie w warunkach oddziału szpitalnego – zaznaczyła Chyr.

Wcześniej rzeczniczka informowała PAP, że Tomasz U., będąc pod wpływem narkotyków, nie zachował bezpiecznej prędkości dostosowanej do warunków jazdy.

Wskutek tego nie udało mu się wyhamować autobusu, co doprowadziło do uderzenia pojazdu w barierę energochłonną na krawędzi drogi. Doszło do przerwania bariery, osunięcia się autobusu z wiaduktu na znajdującą się poniżej ścieżkę rowerową i rozpadu pojazdu na dwie części – podała.

Dodała też, że podczas piątkowych czynności z udziałem prokuratura „wyjaśnił jedynie, że >urwał mu się film< i niewiele pamięta z tego, co się działo. Pamięta jedynie tyle, że pomagał wyprowadzić jedną z pasażerek autobusu" – wyjaśniła Chyr.

Zaznaczyła, że podejrzany początkowo odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu czynu.

Wyjaśnił, że niewiele pamięta ze zdarzenia – poinformowała Chyr. Za to przestępstwo grozi mu do 15 lat więzienia.

W kabinie pojazdu, który prowadził Tomasz U. znaleziono torebkę z zawartością amfetaminy w ilości 0,54 g.

Ustalono, że amfetamina należała do podejrzanego, w związku z czym prokurator przedstawił mu również zarzut posiadania substancji psychoaktywnej. Do dalszych badań zabezpieczono plecak należący do kierującego, w którym ujawniono plastikową płytkę z nalotem białej substancji, jak wynika z opinii biegłych – amfetaminy – podała Chyr.

Z danych zgromadzonych w trakcie śledztwa wynika, że Tomasz U. od listopada 2014 r. do marca 2018 r. był 13-krotnie karany za wykroczenia w ruchu drogowym, w tym za przekroczenie prędkości, niestosowanie się do znaków i sygnałów drogowych.

Podejrzany uprawnienia do kierowania autobusem uzyskał w kwietniu 2019 r., a już w maju 2019, bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu autobusu, został zatrudniony jako kierowca autobusu miejskiego – przekazywała w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zaznaczyła również, że szczegółowego wyjaśnienia wymaga wątek zatrudnienia Tomasza U. jako kierowcy autobusu w Zarządzie Transportu Miejskiego Miasta Stołecznego Warszawy oraz okoliczności jego wyjazdu w dniu katastrofy autobusem z bazy.

Prokuratorzy będą ustalać, jak wyglądają procedury badania kierowców na zawartość środków odurzających przed wyjazdem na miasto, czy kierowcy są badani – a jeśli tak, to jak często i w oparciu o jakie kryteria – informowała Chyr.

W tym celu prokurator zabezpieczył dokumentację kierowcy znajdującą się w Zarządzie Transportu Miejskiego i od przewoźnika, który zatrudnił kierowcę.

Wystąpił także do Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy o przekazanie dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa przy świadczeniu usług komunikacji miejskiej na terenie Warszawy oraz weryfikacji kompetencji i doświadczenia osób kierujących środkami komunikacji – podkreśliła Chyr.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Co ze śledztwem ws. zabójstwa wójt gminy Zgierz?

Prokuratura w Zgierzu cały czas prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Barbary Kaczmarek. Przypomnijmy, że dotychczasowa wójt zmarła pod koniec lutego w zgierskim szpitalu z powodu rozległych obrażeń głowy i poważnego urazu mózgu. Zarzuty spowodowania u niej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu usłyszał jej syn, Krzysztof K..

Mężczyzna początkowo trafił do aresztu, który jednak dość szybko opuścił. – Zebrany materiał dowodowy, a w szczególności kolejna opinia biegłych z Zakresu Medycyny Sądowej uzasadniał odstąpienie od najsurowszego środka zapobiegawczego. Podejrzany pozostaje jednak cały czas pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi Krzysztof Kopania (53 l.) z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Mężczyźnie grozi 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Ruda Śląska: Wyłudziła 2 mln złotych. Usłyszał ponad 10 tys. zarzutów

Policjanci z Rudy Śląskiej zajmujący się przestępczością gospodarczą zakończyli prowadzoną prawie 3 lata sprawę dotyczącą wyłudzenia blisko 2 milionów złotych od różnych firm z terenu całego kraju. 36-letnia katowiczanka prowadząca firmę w Rudzie Śląskiej wprowadzała w błąd przedsiębiorców, pozyskując od nich środki, które zgodnie z jej deklaracją miały pozwolić na zakup pomocy dydaktycznych dla szkół i przedszkoli. W rzeczywistości wpłaty zasilały jej prywatne konto.

Pieniądze miały być przeznaczone na zakup pomocy dydaktycznych

Działalność firmy, którą podejrzana prowadziła na terenie Rudy Śląskiej, opierała się na telemarketingu. Ona sama lub jej pracownicy w trakcie rozmowy z wybranym przedsiębiorcą starali się nakłonić go do dokonania wpłaty pieniężnej, która według zapewnień miała być przeznaczona na zakup pomocy dydaktycznych i artykułów biurowych dla placówek oświatowo-wychowawczych z ich okolicy.

– Policjanci z Rudy Śląskiej ustalili, że prowadzona przez katowiczankę działalność tylko imitowała legalnie działającą firmę, w rzeczywistości ograniczała się wyłącznie do wystawiania faktur, które w znikomym procencie odzwierciedlały rzeczywistości – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Wartość zakupionych i przeznaczonych dla ośrodków oświatowych środków rzeczowych stanowiła jedynie około 2% wysokości otrzymanych na ten cel wpłat. Tym samym realizacja deklaracji dotyczących wyposażenia placówek oświatowych w pomoce dydaktyczne ograniczała się wyłącznie do absolutnego minimum, stanowiąc swoistą zasłonę dla faktycznego celu, jakim było pozyskiwanie pieniędzy od przedsiębiorców.

W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych

Właścicielka firmy nie miała zamiaru wywiązywania się z żadnych zobowiązań zaciąganych wobec wpłacających pieniądze przedsiębiorców. Pracownicy podejrzanej przekonywali pokrzywdzonych, że wpłacane środki przeznaczane będą na zakupy dla konkretnej, a często położonej blisko siedziby przedsiębiorcy placówki oświatowej, do której niejednokrotnie uczęszczali oni sami, lub uczęszczają ich dzieci.

– W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych, z czego na pomoce dydaktyczne przekazane do szkół i przedszkoli wydała zaledwie 36 tysięcy zł, czyli nawet niecałe 2 procent wpłat otrzymanych od darczyńców. Policjanci z komendy w Rudzie Śląskiej przeszukali mieszkanie i biura 36-latki, zabezpieczając dokumentację finansową firmy, w skład której weszło między innymi prawie 13 tys. faktur VAT – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Materiał dowodowy zgromadzony został w 190 tomach akt

W czasie dochodzenia przesłuchano ponad 5500 osób, a całą zabezpieczoną dokumentację w tym historię kont bankowych poddano szczegółowej analizie. Materiał dowodowy w prowadzonym przez 2,5 roku dochodzeniu, zgromadzony został w 190 tomach akt, na które składały się zeznania świadków, analizy rachunku bankowego, przelewów pocztowych oraz analiza 12 930 faktur.

Zwieńczeniem tak ciężkiej i mozolnej pracy rudzkich policjantów było przedstawienie 36-letniej właścicielce firmy łącznie 10 042 zarzutów oszustwa. Sporządzony przez śledczych z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą rudzkiej komendy akt oskarżenia, został zatwierdzony i przekazany do sądu przez nadzorującego sprawę prokuratora. Nieuczciwej katowiczance grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Źródło info i foto: rudaslaska.com.pl

Białystok: Prokuratura wyjaśni okoliczności śmierci 5-miesięcznego niemowlęcia

We wtorek rano policjanci otrzymali zgłoszenie o śmierci 5-miesięcznego niemowlęcia w jednym z mieszkań w Białymstoku. Sprawę bada prokuratura. O zdarzeniu policjanci zostali poinformowani we wtorek ok. 9:00 rano. W jednym z mieszkań na osiedlu Zielone Wzgórza w Białymstoku zmarło 5-miesięczne niemowlę. Funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy. Na miejscu pracował także prokurator. Sprawa zostanie przekazana do prokuratury.

Policja nie udziela szczegółowych informacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śledczy sprawdzą konta Kwaśniewskich

Prokuratora analizuje przepływy finansowe na kontach współpracowników oraz znajomych rodziny byłego prezydenta i wystąpi o kolejne dane bankowe. Część wcześniejszych materiałów CBA w sprawie „willi Kwaśniewskich” teraz uznano na materiały dowodowe – donosi „Do Rzeczy”.

Według tygodnika, w katowickiej prokuraturze regionalnej trwa śledztwo dotyczące „uchylania się osób zobowiązanych do zapłaty podatku oraz podejmowania wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami działań mogących utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków płatniczych”. Ma być to ciąg dalszy dochodzenia ws. „willi Kwaśniewskich”.

Czym swoją niedyspozycję tłumaczył Aleksander Kwaśniewski?

Tygodnik przypomina, że w latach 2007-2009 prowadziło je CBA, a ustalenia Biura wskazywały, że „małżeństwo Kwaśniewskich mogło kupić na słupa atrakcyjną willę w Kazimierzu Dolnym, bo oficjalnie nie mogło dysponować kwotą, która nie znalazłaby potwierdzenia w ich oficjalnych dochodach”.

Umorzone w 2010 r. postępowanie zostało wznowione 1 grudnia 2016 r. w katowickiej prokuraturze regionalnej po tym, jak analiza akt wykazała, iż wcześniejsza decyzja o umorzeniu zapadła bez przeprowadzenia wielu podstawowych czynności procesowych. „Od podjęcia tej sprawy prokurator przesłuchał wielu świadków, dokonał analizy obszernej dokumentacji dotyczącej postępowań prowadzonych przez organy skarbowe wobec osób pozostających w zainteresowaniu tego śledztwa, natomiast obecnie prowadzona jest analiza przepływu środków finansowych na rachunkach bankowych tych osób” – informuje tygodnik Waldemar Łubniewski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Według informacji „Do Rzeczy” śledczy chcą uzyskać dane o operacjach finansowych dokonywanych w przeszłości na rachunkach kilkunastu osób zamieszanych bezpośrednio w sprawę „willi Kwaśniewskich” – chodzić ma m.in. o Marię J. i jej syna Jana J., którzy są przyjaciółmi Kwaśniewskich i dawnymi opiekunami domu oraz o Marka M., byłego prezesa Budimexu, formalnie właściciela willi, Aleksandra i Jolantę Kwaśniewskich oraz ich bliskich znajomych i współpracowników powiązanych z fundacjami kierowanymi przez b. parę prezydencką.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

4 osoby przesłuchane w sprawie śmierci Andrzeja Leppera

Były szef delegatury ABW przesłuchiwany ws. śmierci Andrzeja Leppera zeznał, że źródłem informacji o „nagraniach dot. nieprawidłowości przy kontrakcie gazowym z Rosją” był dyplomata, którego nazwiska nie zdradził – ustaliła WP. W rozmowie z nami mjr Tomasz Budzyński zarzuca prokuraturze manipulację.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie – jak ujawniła w środę Wirtualna Polska – przeanalizowała materiał dowodowy z umorzonego śledztwa ws. śmierci byłego wicepremiera i uznała, że nie ma podstaw, by podjąć je na nowo.

W odpowiedzi na nasze pytania Łukasz Łapczyński, rzecznik tej prokuratury, wyjaśnia, że przesłuchano czworo świadków: „Wojciecha S.; Tomasza B. Elżbietę B-S oraz Mykolę H”.

Zeznania oficera ABW miały być „trzęsieniem ziemi”

Wojciech Sumliński to dziennikarz i autor książki „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera” przy której współpracował z majorem Tomaszem Budzyńskim, byłym szefem delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Lublinie.

Według rzecznika prokuratury z relacji Sumlińskiego wynika, że „szerszą wiedzę w zakresie okoliczności śmierci Andrzeja Leppera może mieć Tomasz B.”. Dziennikarz mówił w jednym z wywiadów, że przy pracy nad książką Budzyńskiego, jako byłego funkcjonariusza ABW, ograniczała tajemnica służbowa. Dodał, że zwolnienie go z tajemnicy i spotkanie z prokuratorem to będzie „moment swoistego trzęsienia ziemi”.

Z relacji rzecznika prokuratury wynika jednak, że trzęsienia ziemi nie było. Budzyński został przesłuchany jako świadek i zeznał, że jego wiedza w tej sprawie pochodzi od… Sumlińskiego, Piotra Stecha i dyplomaty, którego nazwiska były funkcjonariusz ABW nie chciał zdradzić.

Były funkcjonariusz zasłania się tajemnicą dziennikarską

Przyznał jednak – jak mówi nam Łapczyński – że „dyplomata miał mu w 2012 r. przekazać informacje, że Andrzej Lepper uzyskał nagrania dokumentujące nieprawidłowości przy negocjacjach kontraktu gazowego podpisanego z Rosją w 2010 roku.

„Nagrania te Andrzej Lepper miał uzyskać nad Jeziorem Świteź na Ukrainie w 2010 lub 2011 roku. Tomasz B. odmówił odpowiedzi na pytanie kim jest ów dyplomata, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską” – relacjonuje nam rzecznik prokuratury. Dodaje, że były funkcjonariusz ABW pokazał legitymację dziennikarską.

Budzyński podkreśla w rozmowie z Wirtualną Polską, że stanowisko prokuratury przytoczone mu przez nas nie tylko nie odzwierciedla ważnych elementów jego zeznania i jest nieprecyzyjne, również w kontekście jego słów na temat dyplomaty, ale wręcz przeinacza jego wypowiedź i zostało sformułowane w taki sposób, by spróbować go ośmieszyć.

– W toku zeznań składanych w prokuraturze powiedziałem, iż połączyliśmy wiedzę Wojciecha Sumlińskiego dotyczącą tej sprawy, a wynikającą m.in. z jego kontaktów i znajomości w środowisku służb specjalnych z moją wiedzą, która w odniesieniu do pewnych okoliczności życia i śmierci Andrzeja Leppera była bardzo szeroka. W tym kontekście zawężenie przez prokuratura mojej wiedzy do rzekomego określenia, iż pochodziła ona od Sumlińskiego, jest zwyczajną manipulacją – nie kryje oburzenia Budzyński.

Jego zdaniem prokuratura ośmieszyła się i skompromitowała lekceważąc szereg dowodów oraz faktów. – Do takiego wniosku dojdzie każdy, kto zapozna się ze śledztwem prokuratury prowadzonym w tej sprawie – ocenia.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta

Prokuratura Krajowa kieruje do marszałka Senatu wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej, zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta; w razie jej uzyskania senator PiS usłyszy zarzuty ws. trzech przestępstw o charakterze korupcyjnym – poinformowała rzeczniczka PK Ewa Bialik. Wieczorem Beata Mazurek poinformowała, że senator został zawieszony w prawach członka partii.

Prokuratura, wraz z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, stwierdziły, że materiał dowodowy zebrany w sprawie „uzasadnia skierowanie do Marszałka Senatu Rzeczpospolitej Polskiej (Stanisława Karczewskiego – PAP) – zgodnie z Ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz przepisów Kodeksu postępowania karnego – wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej oraz na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora RP Stanisława Koguta, którego nazwisko pojawia się w związku z korupcyjnym działaniem zatrzymanych rano osób” – podano w komunikacie PK.

– W przypadku wyrażenia takiej zgody prokuratura zobowiązana przepisami Kodeksu postępowania karnego ogłosi senatorowi zarzuty popełnienia trzech przestępstw o charakterze korupcyjnym – podkreśliła PK. Według prokuratury Kogut miał „wywrzeć wpływ na wydanie decyzji o umorzeniu postępowania administracyjnego, które dotyczyło wpisania do rejestru zabytków budynku dawnego hotelu Cracovia i kina Kijów w Krakowie”.

Darowizna na osoby niepełnosprawne

W zamian za to – czytamy w komunikacie PK – „senator miał przyjąć obietnicę udzielenia mu korzyści majątkowej znacznej wartości w kwocie 1 miliona złotych”, przy czym połowa tych pieniędzy „została przyjęta w formie darowizny wpłaconej na rzecz Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym, w której senator pełnił funkcję prezesa zarządu”.

Prokuratura chce też postawić Kogutowi zarzut przyjęcia korzyści majątkowej o wartości co najmniej 170 tysięcy złotych „w zamian za wywarcie wpływu na prezesa zarządu i członków zarządu PKP S.A. w zakresie podjęcia decyzji dotyczącej jednej z umów zawartych pomiędzy PKP a innym podmiotem gospodarczym”, na mocy której „krakowska firma miała otrzymać 4 miliony 400 tysiące złotych jako udział w kosztach prowadzonej inwestycji rozbudowy dworca autobusowego w Krakowie”. Trzeci zarzut dotyczy z kolei „pośrednictwa przy załatwianiu sprawy penitencjarnej skazanego za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą”.

Według prokuratury Kogut miał „pośredniczyć w zamianie sposobu odbywania kary przez skazanego na lżejszy system półotwarty w zamian za korzyść majątkową o wartości co najmniej 24 tysięcy złotych w postaci wyposażenia oświetlenia obiektów sportowych należących do Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym”.

Kogut: czuję się niewinny

Komentując stanowisko prokuratury senator PiS oświadczył, że czuje się niewinny i zapowiedział, że sam zrzeknie się immunitetu. Zapewnił, że stawi się na każde wezwanie, aby wyjaśnić sytuację.

We wtorek wieczorem Beata Mazurek, rzeczniczka PiS, poinformowała, że senator został zawieszony w prawach członka PiS. – W związku z informacjami, które pojawiły się w sprawie senatora Stanisława Koguta, zapadła decyzja o jego zawieszeniu w prawach członka partii – powiedziała Mazurek.

Wcześniej, przed południem, Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało o zatrzymaniu pięciu osób w związku z własnym śledztwem w sprawie podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe i powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych. Wśród zatrzymanych jest wiceprezes zarządu małopolskiej fundacji Grzegorz K. – syn senatora PiS. Jak przypominają media, Grzegorz K. był już skazany w 2010 r. – za ustawianie meczów piłkarskich.

Senator Kogut prowadzi w Stróżach (woj. małopolskie) jako prezes zarządu Fundację Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Według danych ze strony, w ramach struktur fundacji działają m.in. Hospicjum im. Chrystusa Króla – stacjonarne i domowe; ośrodek rehabilitacyjny dla osób chorych na stwardnienie rozsiane; ośrodek sportowo-rehabilitacyjny; Warsztaty Terapii Zajęciowej; Zakład Aktywności Zawodowej; Centrum Szkoleniowo-Rehabilitacyjne im. Ojca Pio.
Źródło info i foto: TVP.info

9 pracowników Elektrowni Szczecin przyznało się do korupcji

9 podejrzanych, których rola w procederze była drugorzędna, przyznało się do zarzucanych czynów – poinformował Maciej Jóźwiak z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Osoby te złożyły obszerne wyjaśnienia, które były nie tylko zgodne z dotychczasowymi ustaleniami śledczych, ale też w sposób znaczny ubogacały zebrany materiał dowodowy – zaznaczył.

Dodał, że wobec tych osób sąd zdecydował o objęciu ich policyjnym dozorem; mają oni także zakaz opuszczania kraju i muszą wpłacić od 10 tys. zł do 60 tys. zł poręczenia majątkowego. Wobec 3 osób sąd zastosował areszt na okres 3 miesięcy – poinformował prokurator. Jak podkreślił, „rola tych podejrzanych była znacząca w procederze działania na szkodę Elektrowni Szczecin”. CBA poinformowało, że wśród aresztowanych znajduje się główny inżynier elektrowni oraz biznesmen.

Biomasa nie była biomasą

Szczecińska delegatura CBA prowadzi śledztwo dotyczące korupcji przy dostawach do pieca zasilanego biomasą w Elektrowni Szczecin. Według śledczych zawartość docierających do elektrowni transportów nie była biomasą. W piątek zatrzymano 12 osób pod zarzutem m.in. przyjmowania korzyści materialnych i działalności w zorganizowanej grupie przestępczej.

Podczas prowadzonego śledztwa funkcjonariusze CBA ustalili, że odpowiedzialni za nadzór nad jakością paliwa pracownicy elektrowni potwierdzali – w zamian za łapówki – że ciężarówki były wypełnione odpowiednią technicznie biomasą, przez co produkowany z paliwa prąd był złej jakości.

Milion zł w gotówce

CBA poinformowało w piątek, że wśród zatrzymanych 12 osób, znaleźli się pracownicy Zespołu Elektrowni Dolna Odra – Elektrowni Szczeci oraz biznesmen. Ujawniono, że funkcjonariusze zatrzymali na gorącym uczynku Głównego Inżyniera Elektrowni Szczecin S.A., który miał przyjąć 50 tys. zł łapówki. Zabezpieczono także ok. 1 mln zł w gotówce, w tym ponad 100 tys. zł w pomieszczeniach służbowych pracowników Elektrowni Szczecin.

W piątek PGE Polska Grupa Energetyczna złożyła wniosek o ściganie zatrzymanych pracowników elektrowni oraz o uzyskanie statusu pokrzywdzonego. Elektrownia Szczecin jest oddziałem jednej z jej spółek córek – PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Wstępne ustalenia śledczych wskazują na wielomilionowe szkody spółki Skarbu Państwa – Polskiej Grupy Energetycznej.Żródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci zatrzymali pedofila, który grasował w sieci

Oświęcimscy policjanci z wydziału kryminalnego wspólnie z policjantami z Zespołu do walki z Handlem Ludźmi Wydziału Kryminalnego KWP w Krakowie zatrzymali 44–letniego mieszkańca województwa mazowieckiego. Podejrzany o przestępstwa na tle seksualnym wobec małoletnich dzieci usłyszał zarzuty i trafił już do aresztu.

Realizując działania wymierzone w pedofilię policjanci wpadli na trop mężczyzny, który wykorzystując popularny komunikator internetowy nawiązał znajomość z dziećmi z powiatu oświęcimskiego. Podejrzany, podając się za 16-latka, wzbudzał zaufanie, a następnie w różny sposób nakłaniał dzieci do wykonywania tzw. innych czynności seksualnych. Sprawca za pomocą kamerki internetowej rejestrował kontakty z dziećmi.

30 stycznia br. funkcjonariusze przystąpili do działania zatrzymując 44–latka w miejscu zamieszkania, w powiecie nowodworskim. Podczas przeszukania zabezpieczyli między innymi posiadany przez niego sprzęt komputerowy, kilka dysków zewnętrznych, nośniki pamięci oraz karty SIM. Po wstępnej analizie zabezpieczonego sprzętu stwierdzono, że zawiera on pliki z pornografię dziecięcą.

Zebrany przez funkcjonariuszy materiał dowodowy został przekazany do prokuratury, gdzie zatrzymanemu przedstawiono zarzuty przestępstw seksualnych na szkodę dwóch małoletnich.

Podejrzany trafił przed oblicze sądu, który wydał postanowienie o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu tymczasowego. Za popełnione przestępstwa grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma charakter rozwojowy, gdyż zabezpieczone u podejrzanego nośniki danych będą jeszcze szczegółowo badane przez biegłych z zakresu informatyki. Po ich opinii podejrzany może usłyszeć kolejne zarzuty.
Żródło info i foto: Policja.pl