41-letni Artur K. będąc na przepustce udusił kobietę i dziecko. Jest wyrok dożywocia

Dożywocie i możliwość skorzystania z warunkowego przedterminowego zwolnienia po 40 latach – taki wyrok usłyszał 41-letni Artur K., który był oskarżony o zabójstwo 35-letniej narzeczonej i jej 3-letniego syna. W chwili morderstwa mężczyzna znajdował się na przepustce z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki.

Dodatkowo sąd nakazał wypłacenie po odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. zł. Wyrok jest nieprawomocny. Skazanego 41-latka nie było na sali sądowej. W uzasadnieniu sędzia Michał Piotrowski, że oskarżany działam w zamiarze bezpośrednim.

– To jest maszyna, która nie ma żadnych emocji – mówili przed ogłoszeniem wyroku członkowie rodziny jednej z zabitych kobiet.

Do tragedii doszło 22 września. Artur K. odbywający karę 15 lat pozbawienia wolności, za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki ponad 90 razy wychodził na przepustki. Podczas jednej z nich udał się do swojej narzeczonej – Moniki. Para znała się zaledwie 3 miesiące, jednak planowali wspólną przyszłość, mieli nawet wyznaczony termin ślubu.

– Poznali się przez internet. Bardzo krótko trwała ta znajomość, ale planowany był ślub. Ani mama, ani nikt z naszej rodziny nie wiedział, ze on siedzi w więzieniu, ukrywali to przed nami mówi siostra ofiary.

Sam poprosił, aby go odizolować

Niestety, Monika ani jej 3 letni synek Oskar, nie doczekali daty planowanej ceremonii. Zostali brutalnie zamordowani. Prokuratura twierdzi, że miał tego dokonać właśnie Artur K.

Artur K. oświadczył, że wpadł w szał, nie potrafił powstrzymać swoich emocji, w wyniku czego pozbawił życia najpierw Monikę K. a później jej syna. Przyznał się do stawianych mu zarzutów i poprosił, aby go odizolować, bo czuje się osobą niebezpieczną – tłumaczy Łukasz Łapczyński z warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Mężczyzna, pomimo tego, że odsiadywał wyrok za najcięższe z przestępstw wielokrotnie wychodził na przepustki. Ta, na której miał zamordować Monikę i jej synka była 96. Jak twierdzą urzędnicy, miały one go przygotować do życia po odbyciu kary.

– Przepustki miał na każde zawołanie. W tygodniu, w sobotę, praktycznie cały czas był na wolności – opowiada Mieczysława Rozpara, matka zamordowanej.

Zaczął głosić ewangelię

Urzędnicy twierdzą że, Artur K. nie sprawiał problemów wychowawczych, w izolacji więziennej funkcjonował prawidłowo. W warunkach zakładu karnego ukończył szkołę, uczestniczył w programie przeciwdziałania agresji, zaczął nawet głosić ewangelię.

– Nagle zmienia się w więziennego świętego. Odnosi się kulturalnie i grzecznie do funkcjonariuszy, nie ma konfliktów z innymi więźniami, uczestniczy w zajęciach kulturalno-oświatowych, kończy kursy zawodowe. Można powiedzieć, wzorowy więzień – tłumaczy Paweł Moczydłowski, były szef Służby Więziennej.

To wszystko sprawiło, że skrócono mu wyrok, a następnie udzielano kolejnych przepustek. Dziś, osoby odpowiedzialne za resocjalizację Artura K. przyznają – zostaliśmy oszukani.

Głęboko zdemoralizowany

– Nie ma co ukrywać. Wszyscy się w stosunku co do tego człowieka mylili. Okazał się człowiekiem bardzo głęboko zdemoralizowanym. Jedyna kara jaka powinna być to kara dożywotniego więzienia bez prawa do jakichkolwiek przepustek- mówi Jerzy Leder, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Postępowanie wyjaśniające prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie oraz zespół specjalistów wyznaczony przez Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo 10-latka w Lublinie. Matka planowała zbrodnię?

Matka zamordowała swojego jedynego syna – to koszmarne i tym bardziej przerażające, że Monika S. (38 l.) nie zabiła Filipa (+10 l.) pod wpływem impulsu lub podszeptu diabła, którego żałować będzie do końca życia. Najpewniej swą zbrodnię planowała od września, kiedy to zaczęła znikać ze swym dzieckiem z domu i podróżować przez kilka dni po okolicy. Jakby szukała odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby wprowadzić swój chory zamysł w życie…

W lubelskim hostelu, gdzie w piątek wczesnym popołudniem znaleziono zwłoki chłopca, Monika S. pojawiła się z synkiem we wtorek wieczorem. Początkowo zamówiła tylko jeden nocleg. Następnego dnia przedłużyła go, być może walcząc ze sobą i chcąc odsunąć w czasie to, co jej zdaniem było konieczne. Konieczne, bo jeśli prawdą jest to, że później chciała popełnić samobójstwo, mogła myśleć, że wybierają się razem do lepszego świata.

– Wychodzę na godzinę – w piątek rano rzuciła na portierni hostelu, wychodząc z budynku. Wtedy Filip już nie żył, po tym jak nakryła go całego kołdrą, unieruchomiła, przytrzymując własnym ciałem i bezwzględnie udusiła.

O tym, że coś jest nie tak, w szkole podstawowej chłopca zauważono we wrześniu. Filip opuszczał zajęcia. Znikał z matką na kilka dni.

– Trzy dni spędzili w Nałęczowie, innym razem pojechali na nocleg do Lublina – wspomina znajoma morderczyni. Niewykluczone, że wyrodna matka szukała wówczas odpowiedniego miejsca i chwili do realizacji swojego szaleńczego planu…

Także ojciec chłopca niepokoił się tymi eskapadami. W tygodniu poprzedzającym tragedię dwa razy był na komisariacie policji w Bełżycach, gdzie skarżył się na zachowanie żony. – Nie zgłaszał jednak formalnego zaginięcia, w czasie ich nieobecności miał z nimi kontakt, rozmawiali za pomocą komunikatora internetowego – opowiada kom. Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie.

Sprawą zainteresował się też dzielnicowy, zaś notatkę w tej sprawie skierowano do sądu rodzinnego. Niestety, Monika S. ubiegła wszystkich…
Źródło info i foto: se.pl

Nowe fakty ws. noworodka porzuconego w ogródkach działkowych

Był czwartek, 7 listopada. Mężczyzna idąc ogródkami działkowymi na warszawskim Targówku usłyszał płacz dziecka. Po chwili znalazł nagiego noworodka w plastikowej reklamówce. Na miejsce przyjechała policja i pogotowie ratunkowe. Dziewczynka na szczęście jeszcze żyła. Najprawdopodobniej urodziła się zaledwie kilka godzin wcześniej. Wyziębione niemowlę natychmiast trafiło do szpitala, to tu personel dał jej na imię Zofia. Jej historia wstrząsnęła mieszkańcami Warszawy. Jak potoczyły się losy małej dziewczynki?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Matka Stefana W. o zabójstwie prezydenta Gdańska: To nie był mord polityczny. Mój syn jest chory

– Ja jako matka tak uważam, że niestety mój syn jest chorym człowiekiem, więc absolutnie nie był to mord polityczny – mówi w „Faktach” TVN matka Stefana W., mężczyzny podejrzanego o zabójstwo Pawła Adamowicza.

Pani Jolanta, matka Stefana W., udzieliła pierwszego od śmierci Pawła Adamowicza, wywiadu telewizyjnego. W rozmowie z dziennikarzem „Faktów” TVN kobieta stwierdziła, że instytucje państwa popełniły błąd, wypuszczając na wolność jej syna. Jak sama przyznaje, mężczyzna w momencie wyjścia z więzienia był wciąż niebezpieczny. – Powiedział, że coś takiego spektakularnego zrobi, tak, ale co? Nie określił tego. Na tyle mnie to zaniepokoiło, że postanowiłam jednak to jakoś ujawnić – powiedziała.

Matka Stefana W.: To nie był mord polityczny

Kobieta miała powiedzieć o słowach swojego syna znajomemu policjantowi, ten zaś powiadomił Służbę Więzienną. Służba z kolei informowała policję o poglądach politycznych Stefana W. – Ja myślałam o tym, że on będzie śledzony, po prostu, co robi, że ktoś będzie za nim chodził – mówi kobieta.

Matka W. utrzymuje też, że atak na prezydenta Gdańska nie miał podłoża politycznego. – Ja jako matka tak uważam, że niestety mój syn jest chorym człowiekiem, więc absolutnie nie był to mord polityczny – stwierdziła.

Według niej jej syn cierpi na depresję. Po zamachu na Pawła Adamowicza nie było z nim kontaktu. – Mnie się zapytał, mnie jedynej, której ufał najbardziej. Zapytał się: „czy to prawda? Mamo, czy ja naprawdę kogoś zamordowałem?” Powiedziałam: „tak, Stefan”. „A kogo mamo?” I mu powiedziałam kogo. Wtedy on strasznie się rozpłakał – opowiedziała.

Zabójstwo Pawła Adamowicza

Stefan W. kilkakrotnie dźgnął nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza 13 stycznia 2019 roku podczas finału WOŚP. Następnego dnia samorządowiec zmarł. Napastnik został zatrzymany bezpośrednio po ataku. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Nie przyznał się do winy. Wcześniej odbywał karę 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności za napady na banki. Z więzienia wyszedł na trzy tygodnie przed zabójstwem Adamowicza. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że biegli uznali Stefana W. za niepoczytalnego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

18-latek zaatakował rodzinę nożem. Matka, babcia i 12-letni brat ranni

18-latek zaatakował w Jaworznie członków swojej rodziny: 45-letnią matkę, 78-letnią babcię i 12-letniego brata. Wszystko rozegrało się w sobotnie popołudnie, wszystkie trzy osoby trafiły do szpitala z ranami głowy i twarzy.

O włos od tragedii w Jaworznie (woj. śląskie). Policja interweniowała tam po zgłoszeniu domowej awantury. Jak opisuje portal jaworzno.naszemiasto.pl, doszło do niej około godz. 17.30 w centrum miasta w sobotę. 18-latek z nieznanych na razie przyczyn rzucił się z nożem na swoją rodzinę.

Nastolatek Bartosz S. ranił nożem w szyję 45-letnią matkę, z kolei 12-letniego bratu rozciął policzek. 78-letnia babcia ma „rany kłute i cięte twarzy, nadgarstka i przedramienia” – relacjonuje RMF FM. Wszyscy trafili do szpitala, ale na szczęście ich stan nie zagrażał ich zdrowiu czy życiu.

18-letniego Bartosza S. zatrzymano, policja podejrzewa, że mógł być pod wpływem środków odurzających, dlatego zlecono badania krwi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: 15-letnia Oliwia zabiła 3-letniego brata. Szokujące szczegóły zbrodni

15-letnia Oliwia zamordowała swojego 3-letniego przyrodniego brata. Nastolatka pochodząca z Polski została zatrzymana w czwartek przed południem. Mieszkańcy Detmold niedaleko Bielefeldu są wstrząśnięci brutalnym mordem. Niemieckie media ujawniły szokujące kulisy zbrodni. 

Do makabrycznego mordu w niemieckiej miejscowości Detmold doszło w środę wieczorem. Ciało 3-letniego dziecka znalazła jego pochodząca z Polski matka. Nosiło ono ślady wielu ran kłutych.

– Wszystko wskazuje na to, że do zabójstwa został użyty nóż – powiedział rzecznik prokuratury w Detmold Christopher Imig.

Mimo natychmiastowego zaalarmowania policji, użycia psów tropiących i helikoptera, 15-letnia dziewczyna – Oliwia, którą podejrzewa się o dokonanie mordu została zatrzymana dopiero w czwartek. Z informacji ujawnionych przez funkcjonariuszy wynika, że nie stawiała ona oporu i zachowywała się spokojnie.

Dziennik „Bild” sugeruje, że motywem zbrodni mogła być zazdrość. Oliwia miała czuć się zaniedbywana przez matkę, która poświęcała dużo uwagi 3-letniemu dziecku. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Inowrocław: Zatrzymano mężczyznę, który miał zaprószyć ogień w kamienicy. Nie żyje matka i troje dzieci

Zatrzymano 60-letniego mężczyznę, który miał zaprószyć ogień w Inowrocławiu. Zginęła tam w pożarze matka i jej trzy córki. Do pożaru doszło w poniedziałek na na poddaszu w trzykondygnacyjnej kamienicy przy ul. Orłowskiej 6 ok. godz 13. 31-letnia matka z trojgiem dzieci została ewakuowana przez strażaków. Rodzina była nieprzytomna. Były reanimowane kilkadziesiąt minut. Mimo tego nie udało się ich uratować.

Służby potwierdziły śmierć 31-latki i jej trzech córek: trzymiesięcznej Leny, czteroletniej Zuzi i pięcioletniej Oliwii.

Pożar wybuchł w mieszkaniu przylegającym do tego, w którym znajdowała się matka z dziećmi. Jak informuje policja, zatrzymano 60-latka, który mógł zaprószyć ogień. To lokator mieszkania, w którym wybuchł pożar. Mężczyzna został zatrzymany w poniedziałek wieczorem. Noc spędził w policyjnej izbie zatrzymań. Jak informuje TVN24, w chwili zatrzymania miał we krwi 3 promile alkoholu.

Wciąż nie znana jest bezpośrednia przyczyna pojawienia się ognia. Prezydent Ryszard Brejza wprowadził w mieście żałobę, odwołując wszystkie imprezy miejskie o charakterze rozrywkowym.

– Aniołki, ściska za serce – mówi TVN24 łamiącym się głosem jeden z mieszkańców. Przed budynek ludzie przynoszą znicze i maskotki.
Źródło info i foto: wp.pl

54-latek molestował 3-letnie dziecko? Policję zawiadomiła matka

20.09.2019 Torun Konferencja wiceminister Iwony Michalek N/z radiowoz policyjny fot. Lukasz Piecyk/REPORTER

Jak poinformował w poniedziałek „Dziennik Bałtycki”, 54-letni mieszkaniec powiatu sztumskiego jest podejrzany o molestowanie seksualne 3-letniego dziecka. Sprawa badana jest przez policję pod nadzorem prokuratury. Mężczyzna został zatrzymany.

Według informacji przekazanych dziennikowi przez prokurator Grażynę Wawryniuk z gdańskiej Prokuratury Okręgowej, zawiadomienie wpłynęło na policję w poniedziałek. 54-letni mężczyzna miał dopuścić się „innej czynności seksualnej” na małym dziecku. Jak wynika z informacji lokalnych mediów, chodzi o 3-letnie dziecko.

Policję zawiadomiła matka dziecka

Policja przyjechała na miejsce wezwania i zatrzymała podejrzanego. Jak przekazali funkcjonariusze, na razie nie udzielają szerszych informacji na temat dochodzenia. Zostaną one najprawdopodobniej podane do wiadomości publicznej we wtorek.

Jak z kolei nieoficjalnie udało się ustalić dziennikarzom „Dziennika Bałtyckiego”, na sztumską Komendę Powiatową Policji wpłynęło zawiadomienie od samej matki 3-letniego dziecka. Do molestowania miało dojść na terenie gminy Stary Targ – czytamy  w DB.

Nie wiadomo, czy zatrzymany 54-latek jest osobą spokrewnioną z dzieckiem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało noworodka znalezione w garażu. Areszt dla matki

Dwumiesięczny areszt zastosował na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Oleśnicy wobec Natalii B., która jest podejrzana o zabicie swojego nowo narodzonego dziecka. Kobieta nie przyznaje się do winy. Ciało dziecka znaleziono w garażu jej domu. Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Justyna Pilarczyk poinformowała, że 36–letnia Natalia B. jest podejrzana o dzieciobójstwo, tj. o czyn z art. 149 Kk oraz o znieważenie zwłok noworodka, tj. o czyn z art. 262§1 Kk.

– Fakt popełnienia przez podejrzaną zarzuconego jej przestępstwa został w wysokim stopniu uprawdopodobniony zebranym materiałem dowodowym w postaci zeznań świadków, protokołu oględzin miejsca znalezienia zwłok, protokołu przeszukania pomieszczeń mieszkalnych, dokumentacji medycznej oraz protokołu sekcji zwłok – dodała rzecznik.

W śledztwie ustalono, że w dniu 8 października 2019 r. do jednego z wrocławskich szpitali zgłosiła się Natalia B. z powodu silnego krwawienia z narządów rozrodczych.

Po przeprowadzonych badaniach diagnostycznych stwierdzono, że kobieta przed krótkim czasem urodziła dziecko. – Zapytana o wskazaną okoliczność Natalia B. przyznała, że urodziła dziecko, wskazując nazwę placówki, w której doszło do porodu. Po weryfikacji okoliczności podanych przez pacjentkę ustalono, iż w miejscowości, którą podała Natalia B,. nie znajduje się wyspecjalizowana w porodach placówka szpitalna. Wobec powyższego została powiadomiona o tym fakcie policja – wyjaśniła rzecznik.

Dodała, że w trakcie przeszukania garażu znajdującego się na terenie posesji w jednej z podwrocławskich miejscowości, funkcjonariusze znaleźli zwłoki dziecka umieszczone wewnątrz schowka znajdującego się pod siedzeniem skutera.

– Decyzją prokuratora zwłoki dziecka zostały przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu w celu wykonania sądowo–lekarskiej sekcji zwłok. W tej chwili prokuratura oczekuje na uzyskanie opinii w sprawie. Natomiast Natalia B. została zatrzymana i doprowadzona do prokuratury, gdzie usłyszała zarzut dzieciobójstwa oraz znieważenia zwłok noworodka. Natalia B. nie przyznała się do pierwszego z ogłoszonych jej zarzutów, natomiast przyznała się do drugiego z zarzuconych jej czynów. Następnie skorzystała z przysługującego jej prawa i odmówiła złożenia wyjaśnień w sprawie – powiedziała prok. Pilarczyk.

Prokuratura wystąpiła do Sądu Rejonowego w Oleśnicy o zastosowanie wobec Natalii B. środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Sąd podzielił argumenty prokuratury i Natalia B. trafiła do tymczasowego aresztu na dwa miesiące.
Źródło info i foto: TVP.info

26-latek znęcał się nad 4-miesięczną dziewczynką

Zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń – postawiła we wtorek jej ojcu łódzka prokuratura. Poinformował o tym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. 26-letni mężczyzna podejrzany jest również o znęcanie się nad 23-letnią matką dziewczynki. Może grozić mu kara dożywotniego więzienia.

W niedzielę późnym wieczorem do szpitala przy ul. Spornej w Łodzi zgłosiła się 23–letnia kobieta wraz z 4–miesięczną córką, na głowie której były siniaki. Wraz z nią był 26–letni ojciec dziewczynki.

Z relacji kobiety wynikało, że do powstania obrażeń doszło prawdopodobnie w czasie, gdy była w pracy, a niemowlęciem zajmował się ojciec. Ten natomiast przekazywał rozbieżne informacje, co do okoliczności, w których mogło dojść do urazu.

Szpital powiadomił policję, mężczyzna został zatrzymany. Po przeprowadzonych konsultacjach ustalono, że u dziewczynki doszło także do złamania żebra i powstania krwiaka głowy.

Okazało się, że kilka dni wcześniej dziecko także trafiło do szpitala z pękniętą kością czaszki. Opiekujący się w tym czasie dziewczynką ojciec powiedział, że dziecko w nocy spadło na podłogę. – Wobec rodzaju stwierdzonych obrażeń i braku wcześniejszych sygnałów o stosowaniu przemocy nie sposób było wówczas kwestionować, okoliczności podawanych przez mężczyznę – mówi Kopania.

O sytuacji szpital powiadomił pracownika socjalnego. Po kilku dniach niemowlę wypisane zostało do domu. W niedzielę, kiedy mężczyzna znowu opiekował się córką, pojawiły się u niej kolejne obrażenia. Dziecko ponownie trafiło do szpitala na ul. Sporną, a później zostało przewieziono do Centrum Zdrowia Matki Polki.

Według prokuratury, kobieta mogła od kilku miesięcy również być ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony 26–latka. Od około miesiąca zamieszkiwali oddzielnie, a mężczyzna okresowo zajmował się córką.

We wtorek śledczy przedstawili 26-latkowi zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń oraz znęcanie się nad matką dziecka. W środę prokuratura planuje skierować do sądu wniosek o jego areszt.
Źródło info i foto: Fakt.pl