57-latek zakopał zwłoki matki w ogrodzie. Wciąż pobierał jej emeryturę

Jakub Ch. (57 l.) z Ciechanowa (woj. dolnośląskie) zakopał w ogrodzie ciało swej matki. Mężczyzna tłumaczył, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, a on tylko ukrył jej zwłoki. Dlaczego więc to zrobił? W ten sposób 57-latek mógł przez ponad trzy lata pobierać emeryturę za swoją matkę. Mężczyzna wyłudził niemałą sumę. Teraz za swoje czyny odpowie przed sądem.

Prokuratura Rejonowa w Lubinie przygotowała akt oskarżenia wobec Jakuba Ch. Mężczyzna odpowie przed sądem za to, że zakopał w ogrodzie na jednej z posesji w Ciechanowie ciało swojej matki i przez kolejne trzy lata – do września 2019 roku – pobierał jej emeryturę. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Historia ma swój początek w lipcu 2016 roku. Wówczas to mieszkający w wynajmowanym domu w Ciechanowie Jakub Ch. po śmierci matki zakopał jej zwłoki w przydomowym ogrodzie. Mężczyzna przez trzy lata, do września 2019 roku, pobierał emeryturę matki. Wyłudził w ten sposób około 41 tys. zł.

Jakub Ch. został oskarżony m.in. o nieudzielenie matce pomocy w okresie poprzedzającym jej śmierci – przekazała prok. Lidia Tkaczyszyn, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Nie wezwał pomocy medyczne w momencie, gdy jej stan zdrowia zagrażał jej życiu – powiedziała prokurator. 57-latkowi zarzucono również, że znieważył zwłoki matki, zakopując je w ogrodzie. Mężczyzna został też oskarżony o wyłudzenie pieniędzy z ZUS. – Od lata 2016 roku do września 2019 roku, kiedy znaleziono zwłoki kobiety, oskarżony pobrał emeryturę za matkę w łącznej kwocie około 41 tys. zł – wyjaśniła prokurator Lidia Tkaczyszyn.

W ramach śledztwa przeprowadzono sekcję zwłok kobiety, jednak ze względu na ich stan autopsja nie wykazała przyczyny śmierci. – Wykazano zaś, że na ciele kobiety nie było uszkodzeń mechanicznych – wskazała prokurator.

57-latek przyznał się do zakopania zwłok matki i wyjaśnił, że zamarła ona z przyczyn naturalnych.

Sprawa wyszła na jaw dzięki wnuczce kobiety. To ona zawiadomiła policję, że jej babcia zaginęła. Wcześniej oskarżony poinformował córkę, że babcia zamarła, ale nie chciał powiedzie, gdzie została pochowana.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje ws. morderstwa pod Grudziądzem

Dramat rodzinny niedaleko Grudziądza. Na jaw wychodzą nowe fakty, dotyczące śmierci dwóch osób. Głos zabrała także matka zamordowanej Anny. Do tragedii niedaleko Grudziądza doszło w sobotę. Wówczas mieszkańcy zaalarmowali policję, że niemal w szczerym polu stoi samochód z włączonymi światłami awaryjnymi. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, okazało się, że dwie osoby nie żyją. Przed samochodem leżały zwłoki mężczyzny. W aucie policjanci znaleźli zawinięte w koc ciało kobiety.

Okazało się, że ofiary były małżeństwem. To 36-letnia Anna i 50-letni Mariusz L. Mieszkali w Szynychu. Osierocili trójkę dzieci w wieku od 8 do 14 lat. Na jaw wychodzą nowe fakty ws. tragedii, a śledczy mają już wstępną hipotezę.

Szynych. Przyczyny dramatu

Mężczyzna miał najpierw zabić żonę, a potem popełnić samobójstwo. „Każde miało po dwie rany kłute zadane w okolicach serca” – mówi „Gazecie Pomorskiej” prokurator Agnieszka Reniecka. Gazeta podaje także, że pierwsza najprawdopodobniej zginęła 36-latka. Do jej śmierci prawdopodobnie doszło w domu.

Małżeństwo od jakiegoś czasu miało nie mieszkać razem. 36-latka pod koniec grudnia 2019 roku wyprowadziła się do sąsiedniego powiatu chełmińskiego. Kobieta poprosiła także o założenie jej rodzinie Niebieskiej Karty.

Według informacji „Super Expressu” 7 stycznia pani Anna złożyła zawiadomienie o popełnionych przez męża przestępstwie. Oskarżyła go o bicie i gwałt.

Do zabójstwa miało dojść, gdy kobieta przyjechała do męża po dzieci. 50-latek miał zostawić list pożegnalny, w którym pisze, że jego życie nie ma sensu, ponieważ odeszła od niego żona. Według „Gazety Pomorskiej” jednak tej informacji nie potwierdzają śledczy.

Szynych. Głos zabrała matka kobiety

Jak czytamy na stronie se.pl, rodzina chce, by małżeństwo zostało pochowane razem. Głos zabrała matka pani Anny. Kategorycznie sprzeciwia się temu pomysłowi. „Nigdy się na to nie zgodzę. Ania nie zostanie złożona do grobu ze swoim mordercą” – powiedziała Małgorzata Chruściel.

Rozpacza także, że nie wiedziała, co działo się w domu córki. Czuła jednak, że jest źle, bo jak mówi, Mariusz ciągle krzyczał na żonę. Oba pogrzeby zaplanowano na czwartek. Anna ma być pochowana na cmentarzu w powiecie chełmińskim, a Mariusz w Szynychu.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja odnalazła ciało poszukiwanego 23-latka

Policja w powiecie miechowskim (woj. małopolskie) znalazła zwłoki 23-letniego mężczyzny. Od niedzieli był poszukiwany przez policję i matkę. W poniedziałek w rowie znaleziono jego taksówkę. Mieszkaniec miejscowości Kozłów wyszedł z domu w niedzielę późnym wieczorem i od tego czasu nie było z nim kontaktu.

W poniedziałek matka 23-latka w dramatycznym wpisie na Facebooku zaapelowała o pomoc w poszukiwaniach syna. Napisała, że jego taksówkę znalazła w rowie. „Dowiedziałam się że o 23.30 wczoraj wpadł w poślizg i wpadł do rowu, pukał po pomoc do pobliskiego domu jednak nie został wpuszczony” – stwierdziła. „Jestem u kresu sił” – napisała.

W kolejnym wpisie poinformowała, ze policja próbuje namierzać telefon mężczyzny. Prowadzono poszukiwania z udziałem straży pożarnej, z wykorzystaniem psa tropiącego i kamery termowizyjnej.

Niestety gdy odnaleziono 23-latka, ten już nie żył. Policja znalazła jego zwłoki we wtorek – podaje krakowska „Gazeta Wyborcza”. Dokonano oględzin i wstępnie wykluczono udział osób trzecich w śmierci mężczyzny. Prawdopodobnie nie doszło też do kolizji jego samochodu z innym pojazdem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Garwolin: 17-latek zabił matkę w trakcie kłótni. Usłyszał zarzuty

Zarzut zabójstwa matki usłyszał 17-latek z Garwolina w woj. mazowieckim. Nastolatek sam zawiadomił wczoraj policję o zabójstwie. Funkcjonariusze w domu znaleźli ciało kobiety z licznymi ranami kłutymi. Szymon został przesłuchany dopiero dziś, ponieważ wczoraj kontakt z nim był ograniczony. Lekarz skierował go do szpitala psychiatrycznego. Dziś 17-latek zeznał, że nie mieszkał z matką, był z nią skonfliktowany. Zabił ją w trakcie kłótni.

Do zbrodni doszło w czwartek na osiedlu Korczaka w Garwolinie. 17-letni Szymon ugodził swoją matkę nożem, po czym po godzinie 13:00 zadzwonił na numer alarmowy. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze jeszcze reanimowali kobietę, ale nie udało się jej uratować.

Ciało kobiety miało liczne rany kłute. Sekcja zwłok została zrealizowana w dniu dzisiejszym, w zakładzie medycyny sądowej – powiedział Leszek Wójcik z Prokuratury Rejonowej w Garwolinie.

Prokurator podkreślił, że wczoraj Szymon nie kwestionował tego, że to on zabił matkę. Stan psychofizyczny nastolatka nie był najlepszy i dlatego został on przewieziony do jednego z podwarszawskich szpitali. Szymon był tam przez cały czas pod dozorem policji. Dziś został wypisany z placówki i przesłuchany w prokuraturze.

Tam zeznał, że nie mieszkał z matką, od dawna był z nią w konflikcie. W czwartek przyszedł do niej z wizytą. Pokłócili się. 17-latek utrzymywał, że działał pod wpływem emocji, nie planował zabójstwa matki.

Szymon ma ukończone 17 lat i będzie odpowiadał jak osoba dorosła. Prokuratura wystosowała wniosek o jego aresztowanie. Sąd ma rozpatrzeć go jeszcze dziś.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ojciec zostawił 3-letnią córkę w oknie życia. Mężczyzna jest poszukiwany przez policję

Trwają poszukiwania 26-latka z Katowic. Mężczyzna wyszedł na spacer z trzyletnią córką, po czym zostawił ją w oknie życie. Matka dziewczynki o niczym nie wiedziała. Matka trzylatki była w pracy, kiedy ojciec zabrał dziewczynkę na spacer, po czym zostawił dziecko w oknie życia w katowickiej dzielnicy Bogucice w Domu Prowincjalnym Sióstr św. Jadwigi. Mężczyzna jest poszukiwany.

Jak podaje portal wyborcza.pl, do zdarzenia doszło w czwartek. Dziecko zostało przewiezione do szpitala na badania. Na szczęście jego zdrowiu nic nie zagrażało.

Dziewczynka powiedziała policji, jak się nazywa. Funkcjonariusze skontaktowali się z matką trzylatki. Ojciec nie mieszkał z dziewczynką i jej matką, ale miał pełnię praw rodzicielskich i regularnie zabierał córkę na spacery. 26-latek nie ma stałego miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: wp.pl

Ząbkowice Śląskie: Marcel C. wyznał, dlaczego zamordował rodzinę?

Religijni, uczynni, sympatyczni i szanowani w mieście. Taki obraz rodziny Marcela C. (18 l.) wyłania się z opisu sąsiadów i znajomych. Zupełnie inaczej relacje pomiędzy domownikami miał przedstawić śledczym chłopak. Wyznał, że w jego domu nie brakowało pieniędzy, tylko miłości.

– Dla rodziców liczył się tylko młodszy brat. Ja nie byłem dla nich ważny – miał powiedzieć Marcel C. i dodać, że w domu nie było rodzinnej atmosfery. Brakowało wspólnych posiłków i rozmów o problemach. – Rodzice dawali mi pieniądze na każdą zachciankę – miał przyznać. Być może dlatego pochłonął go wirtualny świat i zamknięty w swoim pokoju godzinami grał na komputerze.

– Wystarczy wzajemna izolacja, by nie wykształcić w dzieciach uczuć. A jeśli dochodzi do tego jeszcze nieprawidłowa osobowość, z którą Marcel najpewniej się urodził, mamy takie niewyobrażalne dla nas sytuacje – mówi nam psychiatra, dr n.med. Jerzy Pobocha.

18-latek przyznał się do zabójstwa matki Katarzyny (†48 l.), ojca Tomasza (†48 l.) i 7-letniego braciszka Kacperka. Przerażająca zbrodnia, do której doszło w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie) wstrząsnęła całym krajem. Czy to, że Marcel zaatakował siekierą młodszego braciszka, było odwetem za to, że rodzice poświęcali mu więcej czasu? Śledczy badają również ten wątek.

– Są starsi bracia, którzy wychowują rodzeństwo jak kochający ojciec, są jednak i tacy, którzy są chorobliwie zazdrośni o dawną uwagę rodziców – dodaje ekspert.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Podlasie: Matka i córka znalezione martwe w domu. Prokuratura bada sprawę

Podlascy policjanci wyjaśniają okoliczności tragedii rodzinnej w miejscowości Osipy-Zakrzewizna koło Wysokiego Mazowieckiego. Nie żyją dwie kobiety.

– Z informacji jakie dotarły do policjantów po godzinie 14 wynika, że mężczyzna po powrocie do domu odnalazł ciała swojej żony i córki – przekazał w sobotę wieczorem rzecznik podlaskiej policji nadkom. Tomasz Krupa.

Policja nie precyzuje, co mogło być przyczyną zgonu dwóch kobiet.

– Policjanci pod nadzorem prokuratora wyjaśniają wszelkie okoliczności tego zdarzenia – dodał nadkom. Krupa. Poinformował też, że mężczyźnie zapewniono pomoc psychologa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tajemnicza śmierć 2-miesięcznego dziecka w Serocku. Zatrzymano matkę

Tragedia w Serocku (woj. mazowieckie). Nie żyje 2-miesięczne dziecko. Policjanci zatrzymali w tej sprawie matkę niemowlęcia. Podczas wizyty śledczych, kobieta była pod wpływem alkoholu. Prokuratura zleciła sekcję zwłok dziecka – informuje „Gazeta Powiatowa”. Do zdarzenia doszło w środę, 11 grudnia. Po godzinie 12:00 do mieszkania przy ulicy Pułtuskiej w Serocku wezwano pogotowie. Niestety, na miejscu okazało się, że dwumiesięczne dziecko nie żyje.

Jak podaje gazetapowiatowa.pl, w tej sprawie zatrzymano matkę niemowlęcia. W chwili zatrzymania, kobieta była pod wpływem alkoholu. W przeszłości matka niemowlęcia miała leczyć się psychiatrycznie.

Śledczy zaplanowali sekcję zwłok na piątek, 13 października. Matką niemowlęcia jest dwudziestokilkuletnią mieszkanką powiatu legionowskiego – informuje dziennik. Kobieta przebywa obecnie w szpitalu ze względu na zły stan psychiczny. Lekarze zdecydują, czy jej stan zdrowia pozwala na jej przesłuchanie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

41-letni Artur K. będąc na przepustce udusił kobietę i dziecko. Jest wyrok dożywocia

Dożywocie i możliwość skorzystania z warunkowego przedterminowego zwolnienia po 40 latach – taki wyrok usłyszał 41-letni Artur K., który był oskarżony o zabójstwo 35-letniej narzeczonej i jej 3-letniego syna. W chwili morderstwa mężczyzna znajdował się na przepustce z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki.

Dodatkowo sąd nakazał wypłacenie po odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. zł. Wyrok jest nieprawomocny. Skazanego 41-latka nie było na sali sądowej. W uzasadnieniu sędzia Michał Piotrowski, że oskarżany działam w zamiarze bezpośrednim.

– To jest maszyna, która nie ma żadnych emocji – mówili przed ogłoszeniem wyroku członkowie rodziny jednej z zabitych kobiet.

Do tragedii doszło 22 września. Artur K. odbywający karę 15 lat pozbawienia wolności, za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki ponad 90 razy wychodził na przepustki. Podczas jednej z nich udał się do swojej narzeczonej – Moniki. Para znała się zaledwie 3 miesiące, jednak planowali wspólną przyszłość, mieli nawet wyznaczony termin ślubu.

– Poznali się przez internet. Bardzo krótko trwała ta znajomość, ale planowany był ślub. Ani mama, ani nikt z naszej rodziny nie wiedział, ze on siedzi w więzieniu, ukrywali to przed nami mówi siostra ofiary.

Sam poprosił, aby go odizolować

Niestety, Monika ani jej 3 letni synek Oskar, nie doczekali daty planowanej ceremonii. Zostali brutalnie zamordowani. Prokuratura twierdzi, że miał tego dokonać właśnie Artur K.

Artur K. oświadczył, że wpadł w szał, nie potrafił powstrzymać swoich emocji, w wyniku czego pozbawił życia najpierw Monikę K. a później jej syna. Przyznał się do stawianych mu zarzutów i poprosił, aby go odizolować, bo czuje się osobą niebezpieczną – tłumaczy Łukasz Łapczyński z warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Mężczyzna, pomimo tego, że odsiadywał wyrok za najcięższe z przestępstw wielokrotnie wychodził na przepustki. Ta, na której miał zamordować Monikę i jej synka była 96. Jak twierdzą urzędnicy, miały one go przygotować do życia po odbyciu kary.

– Przepustki miał na każde zawołanie. W tygodniu, w sobotę, praktycznie cały czas był na wolności – opowiada Mieczysława Rozpara, matka zamordowanej.

Zaczął głosić ewangelię

Urzędnicy twierdzą że, Artur K. nie sprawiał problemów wychowawczych, w izolacji więziennej funkcjonował prawidłowo. W warunkach zakładu karnego ukończył szkołę, uczestniczył w programie przeciwdziałania agresji, zaczął nawet głosić ewangelię.

– Nagle zmienia się w więziennego świętego. Odnosi się kulturalnie i grzecznie do funkcjonariuszy, nie ma konfliktów z innymi więźniami, uczestniczy w zajęciach kulturalno-oświatowych, kończy kursy zawodowe. Można powiedzieć, wzorowy więzień – tłumaczy Paweł Moczydłowski, były szef Służby Więziennej.

To wszystko sprawiło, że skrócono mu wyrok, a następnie udzielano kolejnych przepustek. Dziś, osoby odpowiedzialne za resocjalizację Artura K. przyznają – zostaliśmy oszukani.

Głęboko zdemoralizowany

– Nie ma co ukrywać. Wszyscy się w stosunku co do tego człowieka mylili. Okazał się człowiekiem bardzo głęboko zdemoralizowanym. Jedyna kara jaka powinna być to kara dożywotniego więzienia bez prawa do jakichkolwiek przepustek- mówi Jerzy Leder, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Postępowanie wyjaśniające prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie oraz zespół specjalistów wyznaczony przez Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo 10-latka w Lublinie. Matka planowała zbrodnię?

Matka zamordowała swojego jedynego syna – to koszmarne i tym bardziej przerażające, że Monika S. (38 l.) nie zabiła Filipa (+10 l.) pod wpływem impulsu lub podszeptu diabła, którego żałować będzie do końca życia. Najpewniej swą zbrodnię planowała od września, kiedy to zaczęła znikać ze swym dzieckiem z domu i podróżować przez kilka dni po okolicy. Jakby szukała odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby wprowadzić swój chory zamysł w życie…

W lubelskim hostelu, gdzie w piątek wczesnym popołudniem znaleziono zwłoki chłopca, Monika S. pojawiła się z synkiem we wtorek wieczorem. Początkowo zamówiła tylko jeden nocleg. Następnego dnia przedłużyła go, być może walcząc ze sobą i chcąc odsunąć w czasie to, co jej zdaniem było konieczne. Konieczne, bo jeśli prawdą jest to, że później chciała popełnić samobójstwo, mogła myśleć, że wybierają się razem do lepszego świata.

– Wychodzę na godzinę – w piątek rano rzuciła na portierni hostelu, wychodząc z budynku. Wtedy Filip już nie żył, po tym jak nakryła go całego kołdrą, unieruchomiła, przytrzymując własnym ciałem i bezwzględnie udusiła.

O tym, że coś jest nie tak, w szkole podstawowej chłopca zauważono we wrześniu. Filip opuszczał zajęcia. Znikał z matką na kilka dni.

– Trzy dni spędzili w Nałęczowie, innym razem pojechali na nocleg do Lublina – wspomina znajoma morderczyni. Niewykluczone, że wyrodna matka szukała wówczas odpowiedniego miejsca i chwili do realizacji swojego szaleńczego planu…

Także ojciec chłopca niepokoił się tymi eskapadami. W tygodniu poprzedzającym tragedię dwa razy był na komisariacie policji w Bełżycach, gdzie skarżył się na zachowanie żony. – Nie zgłaszał jednak formalnego zaginięcia, w czasie ich nieobecności miał z nimi kontakt, rozmawiali za pomocą komunikatora internetowego – opowiada kom. Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie.

Sprawą zainteresował się też dzielnicowy, zaś notatkę w tej sprawie skierowano do sądu rodzinnego. Niestety, Monika S. ubiegła wszystkich…
Źródło info i foto: se.pl