Tychy: Dziecko ranione nożem w szyje. Matka aresztowana na 3 miesiące

40-latka z Tychów, podejrzana o usiłowanie zabójstwa swojego półtorarocznego syna, została aresztowana na trzy miesiące. Zdecydował o tym Sąd Rejonowy Katowice-Wschód, przychylając się do wniosku prokuratury w tej sprawie. Stan dziecka, które trafiło do szpitala z podciętym gardłem, jest stabilny.

Decydując o zastosowaniu wobec podejrzanej tymczasowego aresztu sąd podzielił argumenty prokuratury, wskazującej m.in. na obawę matactwa oraz grożącą kobiecie surową karę – za usiłowanie zabójstwa grozi od 18 do 25 lat więzienia lub dożywocie. Wcześniej prokuratura zapowiedziała powołanie biegłych psychiatrów, którzy mają ocenić poczytalność podejrzanej i sprawdzić, czy nie cierpi ona na choroby lub zaburzenia psychiczne.

W sobotę kobieta została przesłuchana w katowickiej prokuraturze okręgowej i usłyszała zarzut. Podczas trwającego kilka godzin przesłuchania nie kwestionowała ustalonego przez śledczych przebiegu wydarzeń, ale nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego raniła synka nożem.

– „Kobieta składała wyjaśnienia. W zasadzie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu usiłowania zabójstwa, natomiast w swoich wyjaśnieniach nie podała racjonalnych powodów wskazujących na motyw, na pobudki swojego zachowania” – relacjonowała rzeczniczka katowickiej prokuratury prok. Marta Zawada-Dybek.

Wcześniej śledczy przesłuchali świadków, w tym matkę i brata podejrzanej, z którymi kobieta i jej dziecko dotąd mieszkali. Zabezpieczyli też nóż, którym matka raniła dziecko. Ze względu na przedstawione matce zarzuty prokurator skierował również do sądu rejonowego wniosek o ustanowienie kuratora, który będzie reprezentował prawa dziecka w postępowaniu karnym.

Stan dziecka jest stabilny

Ranny chłopczyk jest leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II w Katowicach. Trafił tam w piątek z poważnymi, zagrażającymi życiu ranami szyi. Najgłębsza z nich naruszała mięśnie i naczynia krwionośne.

Obecnie, po ratującej życie operacji, stan dziecka jest stabilny, a rokowania lekarzy co do pomyślności leczenia – dobre. Dziecko jest w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwane listami gończymi kobiety zatrzymane we Włocławku

Długie i intensywne działania funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji we Włocławku doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu oraz zatrzymania matki i jej dwóch córek poszukiwanych listami gończymi przez sądy oraz prokuratury w całym kraju. Krok po kroku funkcjonariusze z kilku wydziałów zbierali i analizowali dane, które pozwoliły ostatecznie na zatrzymanie kobiet. Siostrom przedstawiono łącznie około 300 zarzutów oszustw. Z kolei ich matka, poszukiwana dla celów prawnych przez sąd i prokuratury z innych miast, najprawdopodobniej tam usłyszy wkrótce zarzuty. Zdaniem śledczych sprawa jest rozwojowa i możliwe, że kobiety odpowiedzą także za inne przestępstwa.

Od dłuższego czasu policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP we Włocławku, przy współudziale kolegów z innych wydziałów i pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku, pracowali nad sprawą wyłudzania pieniędzy poprzez wystawianie na aukcjach internetowych nieistniejących towarów. Były to artykuły różnego typu, od mebli ogrodowych po artykuły spożywcze. Jak ustalili śledczy, oszustw miały dokonywać siostry w wieku 35 i 38 lat, które oferując rzekome produkty, podawały różne adresy na terenie kraju. Zysk ze sprzedaże wpływał zaś na wiele rachunków bankowych założonych przez obie kobiety na fałszywe dane osobowe. W wyniku oszustw, pokrzywdzonych zostało około 300 osób z całej Polski, a ponad 50 prokuratur z kraju wszczęło wobec nich poszukiwania. Kobiety ścigane były także listami gończymi wydanymi przez sądy z różnych województw do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze oszustwa.

Skrupulatna analiza zgromadzonych informacji pozwoliła wytypować miejsce pobytu oszustek. Jak się okazało, kobiety przebywały w jednym domów z matką i nie opuszczały posesji od ponad roku. Z zewnątrz budynek przypominał dobrze obwarowaną i opuszczoną twierdzę, otoczoną szczelnym ogrodzeniem. Stare śmieci, zarośnięty teren i skutecznie zasłonięte okna sprawiały wrażenie, jakby nikt nie przebywał tam od dawna. Mimo to funkcjonariusze ustalili, że posesja jest zamieszkana, a poszukiwane przebywają wewnątrz. Kiedy policjanci weszli na jej teren, okazało się, że budynek posiada dodatkowe zabezpieczenia oraz specjalnie przygotowane, osłonięte przed widokiem sąsiadów miejsca, po których ukradkiem mogli przemieszczać się mieszkańcy.

Ostatecznie funkcjonariusze zatrzymali ukrywające się w domu kobiety. Oprócz sióstr była tam też ich matka (59 l.), która była poszukiwana przez inne jednostki do celów prawnych oraz ścigana listem gończym w celu tymczasowego aresztowania na 14 dni. Jej córki usłyszały łącznie około 300 zarzutów oszustw! Obie także były poszukiwane listami gończymi z uwagi na zasądzone im kary za wcześniej dokonywane przestępstwa tego samego typu. Oznacza to, że na sprawę karną będą oczekiwać za kratami. Starsza z sióstr spędzi tam ponad 3 lata, a młodsza ponad 4.

Śledczy zaznaczają, że sprawa jest rozwojowa i niewykluczone, że kobiety usłyszą kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl

Meksyk: Poszukiwania 2-latka pomogły śledczym odnaleźć 23 uprowadzonych dzieci

Poszukiwania zaginionego dwuletniego Dylana Pereza doprowadziły śledczych do domu w meksykańskim stanie Chiapas, w którym odnaleziono 23 uprowadzonych dzieci. Zaginionego chłopca wśród nich jednak nie było. Jego matka poprosiła prezydenta Meksyku Andresa Manuela Lopeza Obradora o pomoc w znalezieniu syna.

23 dzieci odnalezionych w ramach śledztwa po zaginięciu pod koniec czerwca dwuletniego Dylana Pereza przetrzymywano w jednym z domów w San Cristobal de las Casas, w meksykańskim stanie Chiapas.

Prokuratura stanowa stwierdziła w oświadczeniu, że dzieci „zostały zmuszone przemocą fizyczną i psychiczną do sprzedaży rękodzieła w centrum miasta”, dodając jednocześnie, że wykazywały one symptomy „niedożywienia” wynikającego z warunków, w jakich musiały przebywać. Na zarejestrowanym na miejscu przez prokuraturę nagraniu widać, że część z nich spała na kartonach i kocach na betonowej podłodze.

Dylana, który w listopadzie skończy trzy lata, nie było wśród odnalezionych dzieci.

W tej sprawie zostały zatrzymane trzy kobiety. Mogą one usłyszeć zarzuty handlu ludźmi oraz zmuszania do pracy – poinformowała agencja Associated Press.

Dzieci mogły brać udział w uprowadzeniu chłopca

Dylan zaginął 30 czerwca. W śledztwie i poszukiwaniach prokuratorzy skorzystali z ujęć zarejestrowanych przez monitoring. Pozwoliło im to ustalić, w jaki sposób zwabiono chłopca, a także wytypować osoby podejrzane o udział w jego uprowadzeniu. Dwulatek w momencie zaginięcia przebywał na miejscowym targu, gdzie pracowała jego matka, sprzedając warzywa i owoce.

Na materiale przeanalizowanym przez prokuraturę i opisanym przez agencję AP zaobserwowano chłopca i dziewczynkę mających zdaniem śledczych około dwunastu lat, rozmawiających z kobietą, która jest podejrzana o udział w porwaniu chłopca.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Puławy: Przemoczony i przemarznięty 3-latek błąkał się samotnie po ulicy. Odnaleziona matka była pijana i agresywna

Przemoczony i przemarznięty 3-letni chłopczyk błąkał się sam ulicami Puław (woj. lubelskie). Dziecko ubrane było jedynie w koszulkę, majtki i kapcie. Policjanci szybko ustalili dane dziecka i jego miejsce zamieszkania. Przed blokiem odnaleźli jego matkę. 37-letnia kobieta była pijana i agresywna, miała ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Zgłoszenie o błąkającym się samotnie ulicami Puław chłopcu policjanci dostali w sobotę przed godziną 15:00. Trzylatek był na ul. Wólka Profecka.

– Zaraz po otrzymanej informacji na miejsce pojechał patrol. Tam do policjantów podeszła pracownica Domu Samopomocy Środowiskowej, która poinformowała mundurowych, że znaleziony na ulicy maluch przebywa u nich w ośrodku. Kilka minut wcześniej przyniósł go mieszkaniec Puław – informuje Komenda Miejska Policji w Puławach.

Dziecko było przemarznięte i przemoczone. Miało na sobie jedynie koszulkę, majtki i kapcie. Do 3-latka wezwane zostało pogotowie, a policjanci zajęli się poszukiwaniem opiekunów.

Mundurowi szybko ustalili adres zamieszkania rodziny. Pod jednym z bloków zastali poszukiwaną kobietę. 37 letnia mieszkanka Puław była pijana. Pierwsze badanie wykazało, że kobieta miała w organizmie ponad 2 promile alkoholu. 37-latka była agresywna i wulgarna. Przyznała, że od dwóch godzin szuka 3-letniego syna, ale to nie jest sprawa policji. Jak się okazało w domu, również sam przebywał drugi -7-letni syn kobiety.

37-latka została zatrzymana, trafiła do policyjnego aresztu. Odpowiadać będzie za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia oraz znieważenie funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Matka i dwóch mężczyzn zatrzymani w sprawie pedofilii

Kompletnie pijana matka 7-letniej dziewczynki oraz dwóch mężczyzn zostało zatrzymanych w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa na tle seksualnym na osobie nieletniej. Oficer prasowy olsztyńskiej policji Rafał Prokopczyk poinformował, że do przestępstwa na tle seksualnym miało dojść w gminie Olsztynek.

– W sobotę w godzinach wieczorno-nocnych policja otrzymała sygnał o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę nieletniej dziewczynki – poinformował Prokopczyk dodając, że dziewczynka ma 7 lat.

W związku z tym zdarzeniem policja zatrzymała kompletnie pijaną matkę 7-latki, która miała w chwili zatrzymania 3,5 promila alkoholu w organizmie, oraz dwóch dorosłych mężczyzn, z których jeden także był pijany, miał 1,5 promila.

– W tej sprawie wszczęte zostało śledztwo, ale z uwagi na delikatny charakter sprawy i dobro pokrzywdzonej dziewczynki nie będziemy informować o szczegółach sprawy – powiedział Prokopczyk. Dodał, że zarzuty zatrzymanym osobom będą przedstawiane, gdy wytrzeźwieją.

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że w tej sprawie doszło do pedofilii, pokrzywdzona dziewczynka trafiła do szpitala, gdzie jest jej udzielana zarówno pomoc medyczna, jak i psychologiczna.
Źródło info i foto: onet.pl

31-letni Daniel G. znęcał się nad 2-letnim synem. Zapadł wyrok w sprawie

Kamilek (2 l.) już jako niemowlę był bestialsko bity. Połamane żebra, kość łonowa, kości czaszki i siniaki na całym ciele – w takim stanie maluszek trafił do warszawskiego szpitala. Pani w sekretariacie prokuratury, która rejestrowała sprawę, płakała, widząc jego obrażenia na zdjęciach. Rodzice chłopczyka zasiedli na ławie oskarżonych. W bulwersującej sprawie zapadł wyrok.

Koszmar Kamilka z podwarszawskiego Chotomowa (pow. legionowski) trwał niemal od jego narodzin. W czterech ścianach niespełna dwumiesięczne dziecko było katowane przez najbliższą mu osobę, jego ojca Daniela G. (31 l.). Maluch nie mógł liczyć na ochronę ze strony swej matki, Dagmary N. (21 l.). Młoda kobieta wiedziała o cierpieniu synka, lecz nie zrobiła nic, by mu pomóc.

Piekło maleństwa przerwał asystent Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jabłonnie. To on we wrześniu 2018 roku pojawił się na rutynowej kontroli w domu młodych rodziców. Pracownik zauważył obrażenia u niemowlęcia i wezwał pogotowie. Kamilek trafił do Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza w Warszawie. W placówce okazało się, że maluszek ma połamane żebra, kość łonową, kości czaszki i widoczne na całym ciele siniaki. – Biegły sądowy orzekł, że tak rozległe obrażenia nie mogły powstać przypadkiem – wyjaśniał wówczas prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Horror w Chotomowie. Rodzice chłopczyka z zarzutami

Śledczy nie mieli wątpliwości, że to 31-letni operator koparki stoi za obrażeniami u własnego dziecka. Daniel G. został zatrzymany i trafił do aresztu. Mężczyzna miał utrzymywać, że dziecko spadło mu z przewijaka. Nikt nie dał wiary jego tłumaczeniom. Początkowo prokuratura zarzuciła mu znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad niemowlęciem.

Danielowi G. zarzucono katowanie maleństwa po całym ciele. Niedługo po urodzeniu synka mężczyzna z dużą siłą rzucił nim o podłogę. Jak podała prokuratura, wyrodny ojciec uderzył swoje dziecko „wielokrotnie w głowę w okolicę ciemieniową lewą i potyliczną prawą nieustalonym narzędziem twardym”. 31-latek nie przyznał się do winy.

Na wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro oskarżonemu postawiono nie tylko zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim wówczas dwumiesięcznym synkiem, ale także usiłowanie zabójstwa chłopca z zamiarem ewentualnym. Zmiany kwalifikacji czynu dokonano ze względu na brutalność czynu oraz fakt, że Daniel G. był już w przeszłości karany za pobicie.

– Dzieciom należy się miłość, a nie okrucieństwo. Rolą rodziców jest chronić je przed złem, a nie bestialsko bić i łamać kości. To potworne, że ten maleńki chłopiec doświadczył tyle bólu i cierpienia, najprawdopodobniej ze strony własnego ojca. Takie okrucieństwo zasługuje na surową karę – uzasadniał swoją decyzję Zbigniew Ziobro.

Matce Kamilka przedstawiono zarzut niedopełnienia obowiązków oraz narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dagmara N. nie zrobiła nic, by pomóc maleństwu, które tak bardzo potrzebowało ochrony matki. 21-latka zostawiała je pod opieką kata. Wyrodnej matce grozi do 5 lat więzienia.

W Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga zapadło rozstrzygnięcie w tej przerażającej sprawie.

Podczas mów końcowych prokurator wskazywała, że oskarżony musiał być świadomy tego, że może doprowadzić do śmierci dziecka. – Dorosły człowiek, który uderzał głową dziecka, albo bił ją, musiał się godzić z tym, że dziecko nie przeżyje – mówiła prokurator. Jak dodała, Daniel G. zgotował maluszkowi „piekło”. – To był horror. Pani w sekretariacie prokuratury płakała, rejestrując sprawę tego dziecka, widząc jego obrażenia na zdjęciach. Reakcja na takie zachowania powinna być surowa, kara powinna odstraszać innych potencjalnych sprawców – argumentowała prokurator.

Z kolei pełnomocniczka Daniela G. stwierdziła, że oskarżenie nie wskazało żadnego świadka, który by potwierdził taki przebieg zdarzeń. Adwokat podkreśliła też, że zeznania Dagmary N. w tej sprawie są niewiarygodne. – Nikt nie widział jak oskarżony uderza głową dziecka. Postępowanie opiera się na samych poszlakach – mówiła na sali rozpraw pełnomocniczka oskarżonego. Według niej nie daje to podstaw do przedstawionej kwalifikacji czynu.

Podczas rozprawy mowę końcową wygłosiła także pełnomocniczka Dagmary N., która zaznaczyła, że młoda kobieta była uzależniona od swojego partnera. – Nie zdążyła go powstrzymać przed zrobieniem dziecku krzywdy. Wolała milczeć i się podporządkować w zmian za szczątkową formę stabilizacji. Wierzyła, że jej partner jeszcze się zmieni. Ofiary przemocy bardzo często przyjmują taką postawę. Chciała, by jej syn miał ojca i matkę – tłumaczyła przed sądem.

On katował synka, ona na to patrzyła. Zapadł wyrok

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Daniela G. na 15 lat więzienia, pozbawił go praw publicznych na okres 5 lat oraz nakazał zapłacenie 30 tys. złotych zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego syna. W uzasadnieniu podano, że zachowanie oskarżonego było „wyjątkowo brutalne” i „całkowicie nie akceptowalne społecznie”.

– Pokrzywdzone dziecko było bezbronnym niemowlęciem. W tym przypadku przemoc, której użył oskarżony była drastyczna i przekroczyła wszelkie możliwe granice. [Oskarżony – przyp. red.] naruszył wszelkie normy etyczne, kulturowe. Właściwie brak słów na to, jak oskarżony się zachował. Należy takie zachowania piętnować – zaznaczył sąd.

Zdaniem sądu oskarżony najwidoczniej uznał, że może „bezkarnie stosować przemoc wobec dziecka”. Nie podzielił jednak stanowiska prokuratury, że było to usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Jak zaznaczył na to potrzebne są „kategoryczne dowody”.

Matka skatowanego Kamilka usłyszała karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Dagmara N. dostała również dozór kuratora, a sąd zobowiązał ją do podjęcia pracy zarobkowej lub nauki. – Wiedziała, że dziecko ma obrażenia, jest w złym stanie zdrowia, a mimo wszystko nie wezwała pomocy. W sposób niewłaściwy wywiązała się z roli rodzica – podkreślono w uzasadnieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciało 5-latki znalezione w kojcu pełnym śmieci

5-letnia Eliza została znaleziona przez policję w kojcu pełnym śmieci. Niepełnosprawne dziecko zostało zamordowane przez własnych rodziców Damiana Cz. oraz Karolinę G. Na rozprawie nie pojawiła się matka dziewczynki, ponieważ odmówiła wyjścia z celi na rozprawę. 5-letnia Eliza była osobą niepełnosprawną. Miała porażenie czterokończynowe oraz poważne schorzenia układu nerwowego. Zmarła w wyniku zagłodzenia i licznych zaniedbań. Badania wykazały zanik tkanki mięśniowej.

„W chwili zgonu dziewczynka była odwodniona, miała zanik tkanki podskórnej, a także mięśniowej. Dodatkowo dziecko w ogóle nie opuszczało mieszkania, nie podawano mu też leków” – mówi prokurator Paweł Nikiel z Prokuratury Rejonowej Bielsko-Biała Północ, cytowany przez „Gazetę Wyborczą”.

Dziewczynka zmarła w październiku 2017 roku w Bielsku-Białej. Policję wezwał lekarz, który był przerażony stanem zwłok. Eliza miała leżeć w kojcu, w którym zalegały śmieci. Warunki w mieszkaniu pary były zatrważające, przy łóżeczku ich drugiej córki znaleziono półmetrowy stos niedopałków.

Rodzice nie utrzymywali kontaktu z rodziną i sąsiadami. Eliza umierała powoli przez kilka miesięcy i nikt nie zdawał sobie sprawy z jej istnienia. Nie wiedział nawet MOPS, ponieważ Karolina G. i Damian Cz. nigdy się tam nie zgłosili po pomoc.

Sekcja zwłok wykazała, że Eliza zmarła na zapalenie płuc, którego nikt nie leczył. Rodzice dziewczynki zostali oskarżeni o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, a także znęcanie się nad drugą córką.
Źródło info i foto: o2.pl

Matka miała przesłać księdzu nagie zdjęcia swojej 14-letniej córki. Jest akt oskarżenia

Skandal w parafii w Kurowie (woj. lubelskie). Były proboszcz został oskarżony o nakłanianie małoletniej do seksu i prezentowanie jej treści pornograficznych. Oskarżona jest też matka dziewczynki, która miała wysyłać księdzu erotyczne zdjęcia córki. Obojgu grozi do 10 lat więzienia.

Zarówno ksiądz, jak i matka dziewczynki trafili do aresztu. Akt oskarżenia w ich sprawie trafił już do sądu w Puławach. Sprawa dotyczy sfery intymnej małoletniej, dlatego prokuratorskie uzasadnienie zostało utajnione. 

„Do Sądu Rejonowego w Puławach wpłynął akt oskarżenia, w którym są zarzucane przestępstwa mężczyźnie, osobie duchownej oraz matce małoletniej pokrzywdzonej. Są to czyny przeciwko wolności seksualnej” – powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie Barbara Markowska.

O sprawie poinformował m.in. „Dziennik Wschodni”. Duchowny miał mieć problem z alkoholem. Przerwał posługę, jednak powrócił na łono Kościoła, kiedy zakończył terapię. Kuria o korespondencji proboszcza z nieletnią dowiedziała się na początku marca 2019 roku. Kapłan został wtedy odwołany z funkcji proboszcza.

Duchowny miał wysyłać dziewczynce zdjęcia przez dwa lata – od 2016 do 2018 roku. Według aktu oskarżenia ksiądz prezentował „małoletniej poniżej 15. roku życia treści pornograficzne w postaci zdjęć męskich narządów płciowych”.

MMS-y wysyłał na telefon dziecka. Pisał także SMS-y, w których proponował dziewczynce obcowanie płciowe oraz oferował „udział w utrwalaniu treści pornograficznych”.

Mężczyzna pisał także do 39-letniej matki dziewczynki, którą nakłaniał, aby prezentowała mu treści pornograficzne z udziałem córki. W SMS-ach prosił kobietę o to, by przesłała mu zdjęcia narządów rodnych dziecka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Miami: 47-latka oskarżona o zabójstwo 9-letniego syna. Początkowo informowała, że dziecko zostało uprowadzone

47-letnia kobieta z Miami na Florydzie (USA) początkowo informowała, że jej dziewięcioletni syn został uprowadzony. Świadek i monitoring ujawniły jednak zupełnie inny przebieg zdarzeń. Matka usłyszała zarzut zamordowania swojego autystycznego syna – donoszą lokalne media. Jak czytamy m.in. w CBS Miami w zeszły czwartek (22 maja) 47-latka zgłosiła zaginięcie swojego niepełnosprawnego dziecka. Policja rozpoczęła poszukiwania, jednak już następnego dnia okazało się, że dziewięciolatek nie żyje. Jego ciało odnaleziono w kanale – czytamy.

Kobieta początkowo relacjonowała, że jej syn został uprowadzony. Twierdziła, że podczas podróży samochodem jej drogę zajechało auto, z którego wysiadło dwóch czarnoskórych mężczyzn. Mieli oni żądać od kobiety narkotyków, a na końcu ją okraść i porwać syna.

Wersja ta szybko okazała się nieprawdziwa. Kobieta gubiła się w zeznaniach i nie potrafiła przekazać szczegółów zdarzenia. Nagranie z monitoringu w okolicy, a także zeznanie świadka ukazały zupełnie inny przebieg zdarzenia.

Jak się okazało, kobieta już wcześniej próbowała wepchnąć dziecko do wody. Uratował je wówczas przypadkowy przechodzień. Kobieta ponowiła jednak próbę morderstwa. Tym razem w okolicy nie było nikogo, kto mógłby pomóc chłopcu.

47-latka usłyszała zarzut morderstwa. Jak informują lokalne media, na sali sądowej tłumaczyła, że ciążyła jej opieka nad niepełnosprawnym synem. Z roku na rok dziecko miało się stawać coraz trudniejsze w wychowaniu i wymagać stałej opieki.
Źródło info i foto: interia.pl

Rybnik: Wyrzuciła dziecko przez okno. Matka z zarzutami usiłowania zabójstwa

Policjanci z Rybnika (woj. śląskie) zatrzymali 34-letnią kobietę podejrzaną o wyrzucenie przez okno z pierwszego piętra swojego 11-miesięcznego dziecka. Chłopczyk z obrażeniami wewnętrznymi trafił do szpitala. Prokuratura postawiła jej dwa zarzuty usiłowania zabójstwa. Sąd ją tymczasowo aresztował.

Jak informowała Bogusława Kobeszko, oficer prasowa rybnickiej policji, zgłoszenie wpłynęło do dyżurnego w niedzielę po godzinie 8 rano. – 34-letnia kobieta wyrzuciła z okna z pierwszego piętra domu prywatnego swojego 11-miesięcznego syna – podała Kobeszko.

Dziecko przeżyło. – Zostało zabrane przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach – relacjonowała rzeczniczka.

Matka była trzeźwa

34-latka zaraz po zdarzeniu została przebadana alkomatem, była trzeźwa. Stan zdrowia chłopczyka, przebywającego obecnie w szpitalu, lekarze określają jako stabilny i niezagrażający życiu. Ma m.in. złamaną w dwóch miejscach nogę, jest w trakcie dalszej diagnostyki i obserwacji.

Zarzuty dwukrotnego usiłowania zabójstwa

Prokuratura postawiła jej dwa zarzuty usiłowania zabójstwa. Jak poinformowała prokurator Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, nadzorującej śledztwo rybnickiej prokuratury rejonowej, pierwsze zdarzenie miało miejsce 12 marca tego roku. Kobieta usiadła wówczas z synem na torach, maszynista zauważył ją jednak w porę i zdołał zatrzymać jadący wówczas dość wolno pociąg. Po tym zajściu kobieta trafiła do szpitala psychiatrycznego, a prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia.

Niedawno 34-latka wyszła ze szpitala i wkrótce miała zostać przesłuchana. W niedzielę jednak, kiedy jej mąż wyszedł na chwilę z pokoju, w którym przebywali wraz z niemowlęciem i starszym synem, kobieta miała otworzyć okno i wyrzucić przez nie swoje młodsze dziecko. Kiedy mąż wrócił do pokoju i zapytał o młodszego syna, sama powiedziała mu, co zrobiła.

– Prokuratura wnioskowała o areszt, a sąd przychylił się do tego wniosku. Czynione są starania, żeby trafiła do aresztu, gdzie znajduje się też szpitalny oddział psychiatryczny. Najbliższy taki ośrodek jest w Krakowie – powiedziała prokurator Spruś.
Źródło info i foto: tvn24.pl