Posts Tagged “matka”

Gubernator stanu Teksas Greg Abbott ułaskawił skazanego na karę śmierci zabójcę matki i brata na mniej niż godzinę przed planowanym terminem jego egzekucji. Najwyższy wymiar kary został zamieniony na dożywocie bez prawa do zwolnienia warunkowego. Gubernator przychylił się do rzadko składanego wniosku stanowego Urzędu ds. Zwolnień Warunkowych o złagodzenie kary dla Thomasa “Barta” Whitakera.

Urząd z kolei uwzględnił prośbę ojca skazanego, Kenta Whitakera, który został postrzelony podczas masakry dokonanej przez syna w 2003 r. w ich domu na przedmieściach Houston, ale zdołał przeżyć. Matka zabójcy i jego brat zginęli. Kent Whitaker już od dłuższego czasu starał się o złagodzenie kary dla syna argumentując, że pozbawienie go życia wyrządzi tylko jeszcze większe zło.

Dziennikarze nie zdołali ustalić jak zareagował Thomas Whitaker na wiadomość o odwołaniu egzekucji.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

W pożarze domu w Śliwnicy niedaleko Przemyśla zginął dwuletni Wiktorek. Przynajmniej tak brzmiała początkowa wersja zdarzeń. Teraz śledczy poinformowali, że śmierć chłopca nie była przypadkowa! Okazuje się bowiem, że dwulatek miał rany kłute klatki piersiowej zadane nożem. O zabójstwo dziecka podejrzana jest jego matka Andrea P. (30 l.), która w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

- Doszło do zabójstwa dziecka. Dzisiaj w nocy zatrzymana została matka. Jest podejrzewana o pozbawienie życia 2-latka – powiedziała w rozmowie z portalem nowiny24.pl Marta Pętkowska z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Według śledczych chłopiec miał rany kłute klatki piersiowej zadane nożem. Matka dziecka również miała obrażenia, które prawdopodobnie zadała sobie po zabójstwie synka.

Jak udało nam się ustalić, matka zmarłego chłopca z pochodzenia jest Brazylijką. Po zadaniu ciosów nożem synkowi, kobieta podpaliła pomieszczenie, w którym rozegrał się dramat.

W poniedziałek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok dziecka.

Do tragicznego pożaru doszło w sobotę przed godz. 19. – Na miejsce skierowanych zostało sześć zastępów straży pożarnej. W sumie z ogniem walczyło 25 strażaków. W domu paliło się jedno pomieszczenie, ale było bardzo duże zadymienie. Jeszcze przed przybyciem jednostek pomocy poszkodowanym udzielił strażak, który mieszka w pobliżu. Wyniósł z domu nieprzytomnego 2-letniego chłopczyka – mówił w rozmowie z Fakt24.pl rzecznik prasowy podkarpackich strażaków Marcin Betleja.

Dwulatek i jego matka trafili do szpitala. Niestety, na pomoc chłopcu było już za późno. Stan kobiety jest ciężki.

Sąsiedzi są w szoku. Jeszcze kilka godzin wcześniej widzieli matkę spacerującą ze swoim synkiem. – To był taki śliczny i wesoły chłopczyk – opowiadają. Nie mają pojęcia, co się wydarzyło. Słabo znają kobietę. Barierą jest język. Ona sama po polsku zna zaledwie kilkanaście zwrotów. – Ze swoim mężem rozmawiała po angielsku. Poznali się w pracy. Kiedy przyszedł na świat ich synek Wiktorek, zamieszkali u nas na wsi i wzięli ślub – opowiadają mieszkańcy. Według nich na zewnątrz wyglądali na normalną, szczęśliwą rodzinę.

Kiedy doszło do tragedii, mąż kobiety miał być na ćwiczeniach Wojsk Obrony Terytorialnej. Wrócił, gdy trwała akcja ratunkowa. – Ratujcie moje dziecko! – rozpaczliwie krzyczał do lekarzy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Policja poszukuje kobiety, która urodziła dziecko na lotnisku w amerykańskim stanie Arizona, a następnie porzuciła noworodka na przewijaku. Kobieta zostawiła przy dziecku list, w którym pisze, dlaczego to zrobiła. 14 stycznia na lotnisku w Tuscon, kobieta urodziła dziecko w toalecie i oddaliła się, pozostawiając zawiniętego w kocyk noworodka na przewijaku. Na umyte, opatulone kocykiem dziecko trafił jeden z pracowników lotniska.

Dramat na lotnisku

Przy kocyku matka położyła kartkę, na której w kilku zdaniach wyjaśniła, co nią kierowało. –Proszę, pomóżcie mi. Moja mama nie wiedziała, że jest w ciąży i nie jest w stanie się mną zaopiekować. Przekażcie mnie władzom, by znaleźli mi dobry dom – czytamy.

Matka poszukiwana

Z ustaleń policji wynika, że narodziny nastąpiły na hali odlotów, następnie matka przeszła do toalety dla rodzin, gdzie oczyściła dziecko i pozostawiła. Jej drogę zarejestrowały kamery lotniskowego monitoringu, a policjanci po kilku dniach poszukiwań zdecydowali się opublikować jej wizerunek, licząc, że uda się komuś ją zidentyfikować.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia postawili śledczy 30-letniej matce, która oddała swoje dziecko bułgarskiej rodzinie. Ustalono, że zatrzymana kobieta przez cały czas pobierała świadczenie na wychowanie 3-latka. Dzięki międzynarodowej współpracy policji, chłopiec niebawem wróci do Polski.

W zeszłym tygodniu z policją w Będzinie skontaktowali się pracownicy tamtejszego ośrodka pomocy społecznej. Zwrócili się o pomoc, bo zaniepokoiło ich zniknięcie 3-letniego dziecka i jego matki.

Oprócz miejscowych policjantów, do działań wkroczyli także kryminalni z Zespołu do walki z Handlem Ludźmi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Następnego dnia, w jednym z hoteli na terenie powiatu będzińskiego, odnaleziono matkę chłopca. Okazało się, że kobieta ma także drugie, 9-letnie dziecko, które wychowują członkowie rodziny. Początkowo 30-latka nie chciała sprecyzować miejsca, ani podać namiarów na osoby, do których trafił młodszy syn. Przekazała tylko, że 3-latek przebywa w Warnie.

Kryminalni rozpoczęli poszukiwania chłopca. Zdobyli informacje o miejscach, w których mogło przebywać dziecko. Za pośrednictwem oficerów Biura Międzynarodowej Współpracy Komendy Głównej Policji, śląscy policjanci skontaktowali się z bułgarskimi stróżami prawa i przekazali swoje ustalenia. W ramach międzynarodowej współpracy, tamtejsi policjanci sprawdzili przekazane im adresy. W nocy z soboty na niedzielę, w jednym z mieszkań znaleźli 3-latka. Całe i zdrowe dziecko trafiło do bułgarskiej placówki, skąd wkrótce wróci do Polski.

Kryminalni ustalili, że chłopiec przebywał poza granicami Polski od listopada. W tym czasie jego matka pobierała w Polsce comiesięczne świadczenie wychowawcze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Na karę 25 lat więzienia został skazany w środę 40-letni Remigiusz L., który we wrześniu 2016 roku w podpoznańskim Luboniu zabił matkę swojej partnerki. Według oskarżenia mężczyzna miał przyjechać do domu 71-letniej matki swojej partnerki, skatować ją i ugodzić nożem, w wyniku czego kobieta zmarła. Następnie ukradł samochód ofiary i pojechał nim do swojej rodziny do Jastrowia (wielkopolskie). Tam, następnego dnia po dokonaniu zbrodni, został zatrzymany.

W trakcie procesu obrona utrzymywała, że Remigiusz L. przyszedł do domu ofiary, ale nie miał zamiaru jej zabić. Prokurator wniósł o karę dożywotniego pozbawienia wolności, podnosząc, że “oskarżony jest osobą zdemoralizowaną, a takie należy na stałe odizolować od społeczeństwa”.

“Kara wyjątkowa, o charakterze eliminacyjnym”

Poznański Sąd Okręgowy wymierzył w środę oskarżonemu karę 25 lat pozbawienia wolności za dokonanie tego brutalnego zabójstwa. Uznał go także winnym kierowania gróźb w stosunku do swojej byłej partnerki Agnieszki K., oraz kradzieży. Sędzia Joanna Rucińska uzasadniając wyrok podkreśliła, że 40-letni obecnie Remigiusz L. nie tylko dokonał zbrodni w okresie recydywy, ale i już wcześniej był agresywny. Jak podkreśliła, kara 25 lat pozbawienia wolności “jest karą wyjątkową i ma charakter eliminacyjny”.

Wyrok nie jest prawomocny. Po rozprawie zarówno obrona, jak i prokurator nie wykluczyli złożenia apelacji.

Przebieg zbrodni

Sędzia tłumaczyła, że w dniu dokonania zbrodni, Remigiusz najpierw groził swojej konkubinie, a później udał się do domu jej matki.

- Oskarżony chciał, aby pokrzywdzona pożyczyła mu swój samochód, którym jak mówił, zamierzał jechać do swojej rodziny zamieszkałej w Jastrowiu. Irena B. odmówiła mu i pomiędzy nią a Remigiuszem L. wywiązała się szarpanina; oskarżony dusił kobietę, uderzał ją rękami po głowie, a w końcu zadał cios nożem w brzuch – podkreśliła sędzia.

Jak mówiła, oskarżony miał nad swoją ofiarą znaczną przewagę fizyczną; zbrodnia dokonana została z zamiarem bezpośrednim, a działanie oskarżonego nacechowane było “okrucieństwem i nieustępliwością”. Sędzia wskazała jednak, że “Remigiusz L. nie planował długotrwale popełniania przestępstwa z art. 148 kk (zabójstwa – PAP), a do jego dokonania doszło na skutek przypadkowej – w gruncie rzeczy – kłótni z pokrzywdzoną i konfliktu z jej córką”.

Mocne słowa konkubiny

Córka zamordowanej kobiety i była konkubina Remigiusza L. powiedziała mediom w sądzie, że ze względu na brutalność zbrodni liczyła na wyrok dożywotniego pozbawienia wolności dla oskarżonego. – Tak naprawdę mamy nadzieję, że mama nie cierpiała długo – mówiła.

- Ja sama byłam przez niego pobita, okaleczona, ale tego, że dopuści się zabójstwa, nigdy bym się nie spodziewała. Szczególnie, że dopuści się zabójstwa mojej mamy, dlatego, że nie było między nimi żadnych konfliktów – dodała Agnieszka K. Kobieta zaznaczyła też, że nie tylko ona, ale i cała jej rodzina obawia się, że kiedy Remigiusz L. wyjdzie z więzienia, to pierwsze kroki skieruje właśnie do nich.

- Obojętnie, co się działo, co zrobił, jakie były okoliczności, on nigdy nie okazywał żadnej skruchy, zawsze szukał winnych. Bardzo się boimy, tym bardziej, że chciał mi też zabrać dziecko. Córka ma teraz 5 lat, i choć gdy Remigiusz wyjdzie z więzienia będzie kobietą, to będę się poważnie obawiać o jej bezpieczeństwo” – podkreśliła Agnieszka K.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Legnicka prokuratura postawiła zarzut podwójnego zabójstwa 32-letniej Natalii W. Tydzień temu kobieta zadała śmiertelne ciosy nożem dwóm córkom, a następnie sama próbowała odebrać sobie życie.

- 32-letniej kobiecie prokurator przedstawił zarzut podwójnego zabójstwa – mówi Onetowi Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Wiadomo, że Natalia W. przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Ze względu na dobro śledztwo, prokuratura nie chce ujawniań, jakie było tłumaczenie 32-latki. Wyjaśnienia kobiety będą weryfikowane.

Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące kobieta spędzi na obserwacji na szpitalnym oddziale psychiatrycznym. Za zabicie córek grozi jej dożywocie. Jeśli jednak 32-latka zostanie uznana za niepoczytalną, może uniknąć kary.

Przypomnijmy, do tragedii doszło tydzień temu w mieszkaniu przy ul. Cedrowej w Lubinie. Wiadomo, że policję wezwał zaniepokojony ojciec rodziny, który po powrocie z pracy, nie mógł dostać się do domu.

Gdy policjanci wyważyli drzwi, znaleźli w mieszkaniu zwłoki 13-miesięcznej Laury. Jej starsza siostra, 12-letnia Emilia w ciężkim stanie została przewieziona do szpitala. Niestety, lekarzom nie udało się uratować jej życia. Do szpitala w ciężkim stanie trafiła też matka dziewczynek.

Dzień po tragedii na specjalnej konferencji prasowej śledczy przyznali, że wszystko wskazuje na to, że to matka zadała śmiertelne ciosy dwóm córkom, a następnie sama próbowała popełnić samobójstwo. Prawdopodobnie przyczyną zachowania 32-letniej kobiety było załamanie psychiczne.

– Przyczyną zgonu 13-miesięcznej dziewczynki były zadane jej rany kłute i cięte. Podobne obrażenia miała starsza jej siostra – mówiła wówczas Lidia Tkaczyszyn. – Matka dziewczynek także miała na ciele rany kłute – dodała.

Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta nie leczyła się wcześniej psychiatrycznie. Miała jednak skierowanie do poradni psychiatrycznej.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura w Legnicy ucina spekulacje na temat choroby psychicznej matki z Lubina. Kobieta nie była leczona psychiatrycznie, jak wcześniej podawano. Ale jest bardzo prawdopodobne, że doszło u niej do “załamania psychicznego”. Dwie córki kobiety zostały zabite nożem.

- Z dotychczasowych ustaleń śledztwa nie wynika, aby kobieta leczyła się psychiatrycznie, aczkolwiek wiemy już, że miała skierowanie do poradni psychiatrycznej – powiedziała w rozmowie z gazetawroclawska.pl rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy Lidia Tkaczyszyn.

Jak dodaje, jest prawdopodobne, że matka z Lubina przeszła “załamanie psychiczne”. Kobieta trafiła do szpitala z ranami kłutymi. Jej stan jest ciężki. Nie udało się uratować jej 12-letniej córki. Dziewczynka oraz jej młodsza siostra zostały zabite nożem. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zrobiła to ich matka.

Zbrodnię odkrył w mieszkaniu mąż kobiety. Gdy wrócił do domu z nocnej zmiany w kopalni, nie mógł wejść do mieszkania. Udało mu się to dopiero w towarzystwie pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lubinie. – W mieszkaniu ujawniono zwłoki 13-miesięcznego dziecka oraz ciężko poranione 12-letnie dziecko. To były dziewczynki, siostry – powiedziała prok. Tkaczyszyn.

W tym samym miejscu znajdowała się ciężko ranna matka. Policja przypuszcza, że kobieta próbowała odebrać sobie życie. – Śledztwo jest na etapie początkowym – zaznaczyła rzecznik legnickiej prokuratury.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Zarzut utrudnienia postępowania karnego ws. wypadku w Świdniku, w którym zginęły 3 osoby w tym dziecko, usłyszał we wtorek zatrzymany w tej sprawie świadek zdarzenia. We wtorek również sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztu dla sprawcy tragedii.

Jak podał w komunikacie rzecznik Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu Leszek Karp, podejrzany był przesłuchiwany w sprawie wypadku w charakterze świadka i zataił informacje dotyczące pojazdów użytkowanych przez sprawcę wypadku oraz dotyczące okoliczności powstania uszkodzeń na samochodzie osobowym marki Skoda, którym spowodowano wypadek.

Podejrzany nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i odmówił złożenia wyjaśnień. Zastosowano wobec niego dozór policyjny oraz zakazu opuszczania kraju. Kobieta, również zatrzymana w niedzielę w tej sprawie, została we wtorek zwolniona bez przedstawienia zarzutów. Jak zaznaczył rzecznik prokuratury, będzie ona przesłuchana tylko w charakterze świadka.

Do wypadku doszło w sobotę przed północą. Jak wyjaśniał rzecznik prokuratury, sprawca i ofiary wypadku znali się. 21-latek pracował razem z mężczyzną, który zginął w wypadku. Rodzina wracała właśnie do swojego domu po spotkaniu towarzyskim organizowanym przez sprawcę wypadku w jego domu. 21-latek po imprezie pojechał na stację paliw. Wracając, na łuku drogi z dużą prędkością wjechał w idącą poboczem rodzinę. Kierowca uciekł samochodem z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy poszkodowanym.

Przypadkowy kierowca zobaczył na poboczu ciało dziecka i zawiadomił pomoc. Na miejscu zdarzenia znaleziono w sumie ciała trzech osób: małżeństwa w wieku 36 lat oraz ich 10-letniego syna, porozrzucane kilkanaście metrów od siebie. Dwie osoby były reanimowane, niestety bezskutecznie.

W niedzielę policja aresztowała podejrzanego. To mieszkaniec miejscowości, w której doszło do tragedii. W garażu mężczyzny policja znalazła rozbity samochód.

W trakcie przesłuchania 21-latek przyznał się do spowodowania wypadku i złożył wyjaśnienia, w których opisał przebieg wypadku i jego okoliczności. Przyznał on, że wcześniej spożywał alkohol w znacznych ilościach. Kierowca zeznał, że nie pamięta przebiegu wypadku, bo był zbyt pijany.

W poniedziałek nowosądecka prokuratura przedstawiła 21-letniemu kierowcy zarzut spowodowania wypadku drogowego, w którym zginęły trzy osoby, ucieczki z miejsca zdarzenia i nie udzielenie pomocy poszkodowanym. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Matka noworodka porzuconego w podwarszawskim Brwinowie usłyszała zarzut zabójstwa. Z sekcji zwłok wstępnie wynika, że dziewczynka została uduszona. Kobieta nie przyznaje się do winy. Prokuratura wnioskuje o areszt dla kobiety. Ciało noworodka znaleziono w minioną niedzielę przy jednej z ulic w Brwinowie. Wcześniej do policjantów zgłosiła się kobieta – poinformowała ich, że siostra mogła poronić i potrzebuje pomocy.

We wskazanym mieszkaniu policjanci zabezpieczyli ślady wskazujące na to, że mogło dojść do porodu. Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński, 28-letnia Izabela J. podawała kilka wersji zdarzeń; na podstawie jednej z nich policjanci odnaleźli dziecko. Dziewczynka była zawinięta w żółty worek i porzucona przy kontenerze z używaną odzieżą.

Jeszcze tego samego dnia zatrzymano matkę dziecka i ojca – 35-letniego Zdzisława J. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu; kobieta była trzeźwa.

Wyniki sekcji zwłok noworodka

“Dzisiaj odbyła się sekcja zwłok noworodka. Ze wstępnej opinii biegłych wynika, że ciąża była donoszona, dziecko urodziło się żywe i było zdolne do przeżycia poza organizmem matki” – powiedział PAP prokurator.

Z ustaleń śledztwa wynika, że do porodu doszło w piątek w mieszkaniu, bez udziału ani obecności innych osób.

“Matka – po uzyskaniu wyników sekcji zwłok i skonfrontowaniu ich z pozostałym zebranym materiałem dowodowym – usłyszała zarzut zabójstwa dziecka, poprzez zamknięcie dróg oddechowych, co spowodowało uduszenie, a także zarzut znieważenia zwłok” – dodał Łapczyński.

Para ma już troje dzieci

Kobieta nie przyznała się do winy; z jej relacji wynika, że dziewczynka urodziła się żywa, jednak po chwili jej ruchy ustały. Według śledczych, zebrany dotychczas materiał dowodowy nie wskazuje, by w zabójstwie brał udział ojciec noworodka. Nieoficjalnie śledczy przyznają, że rodzina zmagała się z problemem alkoholowym. Para ma już troje dzieci, przebywają one obecnie w placówkach opiekuńczych.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokurator przesłucha we wtorek dwie kolejne osoby w związku z sobotnim wypadkiem w Świdniku koło Nowego Sącza. Na jaw wychodzą też nowe okoliczności dotyczące tego tragicznego zdarzenia. Według informacji podanych przez radio RMF FM, tuż po wypadku na miejscu zdarzenia miał pojawić się 17-letni brat sprawcy. Pomógł wówczas pijanemu 21-latkowi wyciągnąć auto z rowu oraz ukrył pojazd w zamkniętym garażu, gdzie samochód szczelnie przykryto folią.

W tuszowaniu wypadku miała też pomagać ich matka. Kobieta została zatrzymana przez policję – według radia niewykluczone, że także ona usłyszy zarzuty.

Wcześniej w ciągu dnia prokurator podał, że do wypadku doszło po imprezie zorganizowanej u sprawcy. Brały w niej udział także jego ofiary – 21-latek znał się z pracy z jedną z tych osób. W sobotę 20 stycznia o godz. 22:50 w Świdniku (woj. małopolskie) trzy osoby – 36-letnie małżeństwo oraz ich 10-letni syn – szły chodnikiem, po czym zostali potrąceni przez samochód. Cała rodzina zginęła na miejscu.

Kierujący pojazdem uciekł z miejsca zdarzenia. Nie było żadnych naocznych świadków, a ofiary zostały odnalezione przez przechodniów. Podejrzany o spowodowanie wypadku 21-letni kierowca został zatrzymany dzień później. Mężczyzna przyznał się do winy. Przyznał też, że w chwili wypadku był pod wpływem alkoholu. Za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi mu 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »