Policja w Rybniku zatrzymała kobietę, która wyrzuciła przez okno swoje 11-miesięczne dziecko

Policja w Rybniku zatrzymała matkę 11-miesięcznego dziecka. Kobieta wyrzuciła chłopca z okna mieszkania na pierwszym piętrze. Dziecko przeżyło.

– Jestem w szoku. To taka porządna rodzina – powiedział w rozmowie z portalem nowiny.pl rybnicki radny Henryk Cebula. Samorządowiec mieszka niedaleko miejsca, w którym wydarzyła się tragedia.

W niedzielę po godz. 8 matka wyrzuciła 11-miesięczne dziecko z okna mieszkania na pierwszym piętrze. – Kiedy to się stało, byłem z rodziną na mszy w kościele. Słyszeliśmy tylko sygnały służb ratunkowych. Nie spodziewaliśmy się, że rozegrał tu się taki dramat. To normalna rodzina, nie słyszałem tu nigdy awantur – dodał Cebula.

Dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala. – Stan chłopczyka lekarze określają jako stabilny – stwierdziła w rozmowie z portalem rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Rybniku Bogusława Kobeszko. 34-letnia matka została zatrzymana. Ustalono, że była trzeźwa. – Na miejscu pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora. Ustalamy okoliczności zdarzenia – poinformowała Kobeszko.
Źródło info i foto: wp.pl

Radom: Trzy osoby aresztowane w związku z porwaniem 9-letniego chłopca

Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z uprowadzeniem w Radomiu dziewięcioletniego chłopca. Dziecko było w tym czasie pod opieką partnerki ojca. Do aresztu trafił 20-latek, który uprowadził chłopca, a wobec pomagającego mu mężczyzny i matki dziecka sąd zastosował dozory policyjne. Jak poinformowała w piątek 22 maja rzeczniczka mazowieckiej policji podisnp. Katarzyna Kucharska, do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem w jednym z domów w Radomiu.

20-latek wszedł do mieszkania przez balkon. Zaatakował kobietę, która tam przebywała, groził jej i użył broni gazowej, po czym uprowadził dziecko. Kobieta, będąca partnerką ojca dziecka, natychmiast powiadomiła o zajściu oficera dyżurnego radomskiej policji. „Krótko po tym, gdy mężczyzna szedł z chłopcem, został zatrzymany przez policjantów. 20-latek trafił do policyjnej celi, a dziecko wróciło do domu” – przekazała Kucharska.

Policjanci zatrzymali również 38-latka, który pomagał w uprowadzeniu dziecka oraz 39-letnią matkę chłopca, która najprawdopodobniej w ten sposób chciała odzyskać dziecko. Jak wynika z policyjnych ustaleń, trwa postępowanie o ustalenie prawa opieki nad małoletnim.

20-letni mieszkaniec powiatu grójeckiego został doprowadzony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty m.in. uprowadzenia małoletniego, pozbawienia wolności, uszkodzenia ciała. Sąd przychylił się do wniosku śledczych i zastosował wobec mężczyzny tymczasowy areszt na czas trzech miesięcy.

Wobec pozostałych osób, które miały związek z tym przestępstwem, zastosowano policyjne dozory. 39-letnia kobieta odpowie za podżeganie do przestępstwa, a 38-latek za pomocnictwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Porwali i torturowali nastolatkę. Potem doszło do gwałtu

Została porwana, wywieziona do lasu, a tam poddana okrutnym torturom. Śledczy nie mają wątpliwości, że za pobiciem i zgwałceniem 16-letniej dziewczyny stała rodzina z piekła rodem! Zatrzymano matkę i jej dwóch synów!

Gdy nastolatka spotykała się z Piotrem (18 l.), z pewnością nie wiedziała, do czego zdolna jest jego rodzina. Para rozstała się w zgodzie, ale po pewnym czasie jej chłopak znów o sobie przypomniał. Zadzwonił i poprosił o spotkanie. Dziewczyna ufnie udała się na parking w Chełmie (woj. lubelskie), gdzie czekał na nią były chłopak. Niestety nie był sam. W aucie siedziała cała upiorna rodzina: Piotr, jego starszy brat Kacper (23 l.) i ich matka Barbara K. (46 l.). Dziewczyna nie dostrzegła w ich twarzach wrogości i wsiadła do auta. To był wielki błąd.

Auto ruszyło z piskiem opon, a dziewczyna zrozumiała, że utknęła w śmiertelnej pułapce. – Już w samochodzie została pobita. Potem w lesie dali jej łopatę i kazali kopać sobie grób – opowiadają śledczy. Przerażona nastolatka posłusznie wykonywała polecenia. Gdy już upoili się przerażeniem dziewczyny, Kacper K. rzucił się na nią i ją brutalnie zgwałcił. A potem jak gdyby nigdy nic, odwieźli ją do domu i zakazali mówić o tym, co się stało.

Dziewczyna walczyła z traumą i strachem przez kilka dni, ale w końcu opowiedziała bliskim o swoim dramacie. Policja natychmiast zatrzymała Barbarę K. i jej synalków. Będą odpowiadać za pobicie i porwanie, a Kacper K. dodatkowo usłyszał zarzut gwałtu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zwłoki noworodka na wysypisku. Trwają poszukiwania matki

Prokuratura Okręgowa w Łomży (Podlaskie) wyjaśnia okoliczności śmierci noworodka, którego zwłoki znaleziono na wysypisku odpadów w Czerwonym Borze. Przyjmuje, że doszło do zabójstwa; obecne szczegóły postępowania objęte są tajemnicą. Wiadomo jedynie, że zwłoki noworodka znalazł w miniony piątek po południu pracownik Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów w Czerwonym Borze. Pierwsze czynności na miejscu prowadzone były pod nadzorem prokuratury w Zambrowie. Jak powiedział w sobotę zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Łomży Rafał Kaczyński, śledztwo będzie prowadzone w prokuraturze okręgowej.

– Trwają intensywne czynności procesowe zmierzające do wyjaśnienia okoliczności tego tragicznego zdarzenia – dodał. Chodzi m.in. o ustalenie matki dziecka.

Dla dobra postępowania nie są udzielane żadne szczegółowe informacje; nie ma jeszcze wyników sekcji zwłok. – Przyjęty obecnie kierunek śledztwa dotyczy art. 148 Kodeksu karnego, czyli zbrodni zabójstwa – dodał prok. Kaczyński.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Znęcali się nad 4-miesięcznym dzieckiem. 26-letnia matka i jej partner zatrzymani

26-letnia kobieta i jej 31-letni partner z Siemianowic Śląskich zostali tymczasowo aresztowani po tym, jak przedstawiono im zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad czteromiesięczną dziewczynką. Dziecko było wygłodzone, miało też liczne siniaki i złamania.

1 maja o poranku policjanci z Katowic poinformowali siemianowickich mundurowych, że w jednym ze szpitali wykonali czynności w sprawie hospitalizowanego tam niemowlęcia. Lekarz, który przyjął czteromiesięczną dziewczynkę, stwierdził, że dziecko było maltretowane. Badanie wykazało, że niemowlę ma liczne krwiaki i złamania, a ponadto jest niedożywione.

Z ustaleń „Gazety Wyborczej” wynika, że czteromiesięczna dziewczynka trafiła do szpitala, ponieważ przyniosła ją tam jej matka, która twierdziła, że dziecko dziwnie się zachowuje. Rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich Tatiana Lukoszek poinformowała dziennikarzy, że stan dziecka był na tyle poważny, że lekarze z Chorzowa zdecydowali o jego natychmiastowym przewiezieniu do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Kiedy 26-letnia matka niemowlęcia usłyszała diagnozę, stwierdziła, że dbała o swoją córkę i nie wie, skąd wzięły się obrażenia na ciele dziecka.

26-letnia kobieta uciekła ze szpitala. Policjanci zatrzymali ją i jej partnera

Kiedy policjanci pojawili się w szpitalu w Katowicach, 26-latka uciekła. Mundurowi skierowali swoje kroki do jej domu, ale sąsiedzi powiedzieli im, że kobieta już tam nie mieszka. Wykonali szereg czynności, dzięki którym ustalili, gdzie znajduje się matka czteromiesięcznej dziewczynki i zatrzymali ją. Los kobiety podzielił także jej 31-letni partner. Oprócz czteromiesięcznej dziewczynki para wychowywała także dwulatka i pięciolatkę.

Po przesłuchaniu świadków i zgromadzeniu dokumentacji medycznej parze przedstawiono zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad niemowlęciem oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia pozostałych dzieci będących pod ich opieką.

„Rodzeństwo maltretowanej dziewczynki zostało umieszczone w placówce, a o całej sytuacji został powiadomiony sąd rodzinny, który podejmie w tej sprawie decyzje. Na wniosek śledczych i prokuratora, sąd tymczasowo aresztował na 3 miesiące 26-latkę i jej 31-letniego partnera. Parze grozi nawet 10 lat więzienia” – relacjonuje Komenda Miejska Policji w Siemianowicach Śląskich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Matka zamordowanej Kornelii oskarża policjantów

Matka Kornelii K. (†16 l.) ma wielki żal do policjantów. Obwinia ich o zlekceważenie zaginięcia jej córki. – Bagatelizowali sprawę. Cały czas słyszałam, że ja tu się denerwuję, a ona pewnie gdzieś świetnie się bawi – żali się Marlena Krassowska. Kornelia zaginęła 11 lutego, dzień później jej matka powiadomiła policję. Dopiero 26 kwietnia ciało Kornelii znalazł spacerowicz w lesie na obrzeżach Konstancina pod Warszawą. Zdaniem śledczych dziewczynę zabili Patryk B. (25 l.) i Martyna S. (16 l.), która podawała się za jej przyjaciółkę.

Przez ponad dwa miesiące zrozpaczeni rodzice mieli nadzieję na odnalezienie córki. Wraz ze znajomymi na własną rękę szukali Kornelii. Jeździli po nocach na warszawskie bulwary czy starówkę. Wszędzie rozlepiali plakaty. Współpracę z policją matka nastolatki wspomina wyjątkowo źle.

– Początek był bardzo trudny. Błagałam, żeby sprawdzili, gdzie logował się telefon Kornelii. Nie zabezpieczyli monitoringu z kamer. Przez dwa tygodnie nie przesłuchali znajomych Kornelii, w tym Patryka i Martyny. Dopiero gdy napisałam list do komendanta, coś się ruszyło – mówi rozgoryczona kobieta.

Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. – Zdaję sobie sprawę, że dla rodziny to nieopisana tragedia. Zapewniam jednak, że policjanci z Piaseczna wykonali wszystkie możliwe czynności. Dotarli do wielu osób. Sprawdzili każdy sygnał. Gdy już było jasne, że mamy do czynienia ze zbrodnią, do sprawy zaangażowano policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Dzisiaj wiemy, że gdy otrzymaliśmy zawiadomienie o zaginięciu, Kornelia już nie żyła. Zapewniam jednak, że przez cały ten czas policjanci z Piaseczna szukali żywej Kornelii – mówi nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji.

Czy na pewno zrobiono wszystko? W końcu to nie policja, ale przypadkowy przechodzień odnalazł ciało Kornelii.

– Policjanci z Piaseczna wykonali wszystkie możliwe czynności – zapewnia Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji
Źródło info i foto: Fakt.pl

Łódź: Półtoraroczne dziecko mogło zażyć dopalacze matki. 38-latka w rękach policji

Półtoraroczne dziecko w Łodzi poważnie się zatruło. Jak mówi jego matka, dziecko mogło połknąć resztki dopalacza. Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia. We wtorek półtoraroczne dziecko w ciężki stanie zostało zabrane do szpitala z mieszkania przy ulicy Dowborczyków w Łodzi. Policjanci pojechali sprawdzić, co dokładniej się stało.

38-letnia matka dziecka przyznała się, że kilka godzin wcześniej zażyła środek odurzający, po którym straciła świadomość. Gdy się ocknęła, dziecko – według niej – zachowywało się normalnie. Dopiero później zauważyła niepokojące objawy. Podejrzewała, że mogło ono połknąć resztki dopalacza. Skontaktowała się z krewnymi, którzy powiadomili pogotowie.

Wezwana na miejsce załoga pogotowia ratunkowego zdecydowała o niezwłocznym przewiezieniu dziecka do szpitala.

Policjanci na miejscu przeprowadzili oględziny pomieszczeń, rozpytali sąsiadów, krewnych kobiety, zabezpieczyli dwie tzw. dulafki (drewnianie fifki – PAP) ze śladami środków psychotropowych. 38-latka została zatrzymana – poinformował Marcin Fiedukowicz z łódzkiej policji.

Kobieta może usłyszeć zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi za to kara do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Półtoraroczna dziewczynka wypadła z okna na 3. piętrze. Jej matka była pijana

06.2019 Lodz. Lekarz w karetce pogotowia. Fot. Piotr Kamionka/REPORTER

Półtoraroczna dziewczynka trafiła do szpitala w Łodzi po tym, jak wypadła z okna kamienicy na 3. piętrze. W mieszkaniu byli jej rodzice i 5-letni brat. Jak ustaliła policja, matka dzieci była nietrzeźwa. 18-miesięczna dziewczynka wypadła z okna w niedzielę ok. godz. 15 przy ul. 6 Sierpnia w Łodzi. – Dziecko zostało odwiezione do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, nie mamy jeszcze informacji na temat jego stanu – poinformowała w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Joanna Kącka.

Z wstępnych ustaleń służb wynika, że podczas zdarzenia 35-letni ojciec dzieci spał, a ich 26-letnia matka była w łazience. Pięcioletni brat dziewczynki najprawdopodobniej otworzył wcześniej uchylone okno i wtedy doszło do tragicznego wypadku.

Szczegółowe okoliczności bada teraz policja. Na razie potwierdzono, że 26-latka, która miała zajmować się dziećmi, miała 0,8 promila alkoholu w organizmie. Wiadomo, że 36-latek był trzeźwy, a do policji nigdy wcześniej nie wpłynęły żadne niepokojące sygnały dotyczące tej rodziny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Radomsko: 9-miesięczna dziewczynka brutalnie pobita. Matka i jej partner zatrzymani

9-miesięczną dziewczynkę w ciężkim stanie przywieziono do szpitala w Radomsku; na jej ciele lekarze odkryli siniaki i ślady duszenia – podała w piątek policja. Dziewczynkę przetransportowano do ICZMP w Łodzi. 20-letnią matkę i jej partnera zatrzymano. O złym stanie dziecka radomszczańska policja została zawiadomiona w czwartek przez personel medyczny miejscowego szpitala. Tam dziewczynkę przywiozła matka. Od razu zajęto się dziewczynką.

Z badań, jakie przeprowadził lekarz wynika, że dziecko miało obrażenia ciała wskazujące na podejrzenie stosowania wobec dziecka przemocy. Były to m.in. ślady podduszenia i zasinienia na kończynach dolnych i w okolicach pleców – powiedział nadkomisarz Włodzimierz Czapla z policji w Radomsku.

Dziewczynę przetransportowano helikopterem do Instytutu Centrum Matki i Dziecka w Łodzi. Z informacji podawanych przez szpital wynika, że dziecko jest w stanie ciężkim, lecz stabilnym. Przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej.

Zatrzymaliśmy matkę dziecka, 20 letnią mieszkankę powiatu radomszczańskiego oraz jej znajomego – poinformował Włodzimierz Czapla. Nadkomisarz nie chciał się wypowiadać na temat szczegółów postępowania. Wiadomo, że 20-latka ma jeszcze jedno dziecko – 4 letniego synka. Chłopca na razie umieszczono w placówce opiekuńczej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Za przystankiem w Garwolinie znaleziono martwy płód. Policjanci szukają matki

W miejscowości Sulbiny pod Garwolinem znaleziono martwy ludzki płód. Zwłoki leżały za przystankiem. Prokuratura szuka matki nienarodzonego dziecka.

– Rozwinęliśmy szeroki front czynności zmierzających do ustalenia okoliczności tego zdarzenia – powiedział w rozmowie z portalem egarwolin.pl zastępca prokuratora rejonowego w Garwolinie Marcin Ignasiak.

Zwłoki znaleziono w miejscowości Sulbiny pod Garwolinem. Leżały za przystankiem. Nie podano, jaki był wiek nienarodzonego dziecka. – To będziemy wiedzieli dopiero po dokonaniu oględzin i otwarciu płodu przez biegłego z zakresu medycyny sądowej – dodał Ignasiak.
Źródło info i foto: wp.pl