USA: Egzekucja Lisy Montgomery. Pierwsza egzekucja kobiety od 70 lat

16 lat minęło od przerażającej zbrodni w Missouri. Lisa Montgomery najpierw udusiła swoją ofiarę, a potem wycięła z jej brzucha dziecko. Prokurator generalny USA wyznaczył datę egzekucji. Będzie to pierwsza kobieta od blisko 70 lat stracona w więzieniu federalnym. Egzekucja 52-letniej Montgomery budzi emocje; jest ona jedyną kobietą z 55 skazańców czekających na egzekucję w więzieniach federalnych.

Do zbrodni doszło w grudniu 2004 r. Pod pretekstem zainteresowania ogłoszeniem Lisa Montgomery pojechała do domu 23-letniej Bobbie Jo Stinnett, która była w ósmym miesiącu ciąży. Najpierw udusiła kobietę, a potem wycięła dziecko z jej brzucha.

Po morderstwie wróciła do domu i udawała, że jest jego matką. Mąż skazanej twierdzi, że niczego nie podejrzewał. – Nie miałem pojęcia – powiedział Kevin Montgomery, cytowany przez theguardian.com. Dziecko cudem przeżyło. Victoria Jo Stinnett ma 16 lat i wychowywana jest przez swojego ojca.

Prawnicy Montgomery od dawna twierdzą, że kobieta ma uszkodzenia mózgu spowodowane biciem w dzieciństwie, cierpi na psychozę i inne choroby psychiczne.

Zabójczyni zostanie stracona 8 grudnia – postanowił prokurator generalny William Barr. Jak ocenił, było to „szczególnie ohydne morderstwo”. Jednocześnie wyznaczył na 10 grudnia datę egzekucji Brandona Bernarda, który w Teksasie w 1999 r. zamordował dwóch ministrantów.

Media przypominają, że wykonanie wyroku na Montgomery będzie pierwszą egzekucją kobiety w więzieniu federalnym od 1953 r., gdy w komorze gazowej stracono Bonny Brown Heady, skazaną za porwanie i zabójstwo sześcioletniego syna potentata samochodowego.
Źródło info i foto: TVP.info

Brzeg: 4-latek błąkał się po ulicach miasta w samej pieluszce. Rodzice byli pijani

Policję w Brzegu (woj. opolskie) powiadomiono, że po jednej z ulic błąka się kilkuletnie dziecko. Chłopiec był bez opieki i miał na sobie jedynie pieluszkę. Na szczęście po przebadaniu w szpitalu okazało się, że maluchowi nic nie dolega.

Do zdarzenia doszło 18 października w godzinach porannych w Brzegu (woj. opolskie). Przechodzień poinformował oficera dyżurnego, że po jednej z ulic błąka się kilkuletni chłopiec, który ma na sobie tylko pieluszkę. Na miejsce natychmiast udali się funkcjonariusze.

4-letniego chłopca zawieziono na badania, a lekarz orzekł, że nic mu nie dolega. Policjanci tymczasem przystąpili do ustalania personaliów jego rodziców. Gdy się to udało, pojechali pod adres zamieszkania rodziny.

Na miejscu okazało się, że zarówno 44-letnia matka, jak i 46-letni ojciec chłopczyka są pijani. Kobieta miała w organizmie trzy, a mężczyzna dwa promile alkoholu. Sprawą zajmie się teraz sąd rodzinny. Parze grozi do pięciu lat więzienia. Ich syn trafił do placówki opiekuńczej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje ws. rodzinnej tragedii w Siedliskach

Matka i jej 15-letni syn popełnili samobójstwo – takie są najnowsze ustalenia w sprawie tragedii, jaka we wtorek wieczorem rozegrała się w Siedliskach w woj. małopolskim. Ciała kobiety i dziecka znalazł po powrocie z pracy ojciec rodziny. W domu w tym czasie był także starszy, 19-letni syn. Przebywał na innym piętrze. O rodzinnej tragedii w małopolskich Siedliskach pisaliśmy już we wtorek. Mieszkaniec tej miejscowości po powrocie z pracy znalazł w domu zwłoki swojej żony i 15-letniego syna.

Chłopak miał rany cięte szyi i łokcia. Zwłoki kobiety leżały w jednym pokoju – informowali reporterzy RMF FM. W domu był jeszcze drugi syn, 19-latek. Był na parterze i jak twierdzi, nie słyszał żadnych odgłosów dochodzących z piętra domu. Z informacji zebranych przez policyjnych techników wynika, że samobójstwo popełnił najpierw 15-letni chłopakach, a potem gdy zobaczyła to jego matka, także ona odebrała sobie życie.

Ojciec i starszy syn zostali objęci pomocą psychologiczną. Przyczyny tragedii wyjaśnia policja i prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Włocławek: Matka i córka znalezione w hotelu. 10-miesięczne dziecko nie żyje

Policja w jednym z hoteli we Włocławku we czwartek odnalazła 41-letnią kobietę i jej około 10-miesięczną martwą córeczkę. Matka dziecka i jej partner zostali zatrzymani – poinformował st. sierż. Tomasz Tomaszewski z włocławskiej Komendy Miejskiej Policji.

„Otrzymaliśmy zgłoszenie z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że nie ma kontaktu z matką i dzieckiem. W wyniku podjętych działań, w jednym z hoteli we Włocławku odnaleźliśmy 41-latkę i jej około 10-miesięczną córeczkę, która nie dawała oznak życia. Do sprawy zostały zatrzymane dwie osoby – ta kobieta i jej partner” – powiedział st. sierż. Tomaszewski.

Policjant odmówił podania bliższych informacji w tej sprawie, m.in. kto powiadomił WCPR i gdzie został zatrzymany partner matki dziecka. Wszystkie okoliczności sprawy zostaną wyjaśnione w śledztwie pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prokuratura bada okoliczności śmierci noworodka w Słupsku. Ciało dziecka znaleziono w jednym z mieszkań

Ciało dziecka znaleziono w mieszkaniu przy jednej z ulic na Zatorzu. – Na razie nie wiadomo, czy dziecko, które urodziła siedemnastoletnia dziewczyna, przyszło na świat żywe czy martwe – podaje „Dziennik Bałtycki”.

Jak poinformował „Dziennik Bałtycki” poród najprawdopodobniej nastąpił w nocy z soboty na niedzielę. W niedzielę rano w mieszkaniu pojawiły się służby. Na miejscu obecny był prokurator. Na razie nie ujawniono, czy w czasie oględzin znaleziono na ciele noworodka obrażenia.

– W poniedziałek wszczęliśmy postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci noworodka – powiedział „Dziennikowi Bałtyckiemu” Marcin Natkaniec. Zastępca słupskiego prokuratora rejonowego nie ujawnił okoliczności sprawy ze względu na fakt, że matka dziecka jest osobą małoletnią.

– Dziecko urodziło się w domu. Zostało znalezione martwe. Dopiero po sekcji zwłok będzie wiadomo, czy żyło w chwili narodzin – dodał.

Sekcja odbędzie się w czwartek w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Izrael: Topmodelka Bar Refaeli i jej matka skazane przez sąd

Sąd w Izraelu w niedzielę skazał modelkę Bar Refaeli na dziewięć miesięcy prac społecznych, a jej matkę na 16 miesięcy pozbawienia wolności za uchylanie się od płacenia podatków. Bar Refaeli oraz jej matka Cipi w lipcu zostały uznane za winne uchylania się od zapłacenia ok. 7,2 mln dolarów podatków od dochodów. Modelka i prezenterka telewizyjna przyznała się do przestępstw podatkowych w ramach ugody.

Obrona utrzymywała, że Refaeli nie musiała deklarować wysokości dochodów z zagranicy w latach 2009-2012, bo w tym czasie mieszkała poza Izraelem i była zwolniona z płacenia wszelkich podatków w tym kraju. Prokuratorzy twierdzili jednak, że w tym czasie mieszkała w luksusowych domach w Izraelu wynajmowanych przez jej matkę i innych krewnych, żeby ukryć to, że modelka przebywa w kraju. Prawnicy Refaeli powiedzieli, że z ugody wynika, iż nie uchylała się ona celowo od płacenia podatków.

Kary dla matki i córki

Matka modelki, która była również jej agentką, została oskarżona o niezgłoszenie dochodów, uchylanie się od płacenia podatków i pomaganie drugiej osobie w uchylaniu się od płacenia podatków. W akcie oskarżenia stwierdzono, że podpisała umowy najmu dla swojej córki pod nazwiskami innych członków rodziny i nie zadeklarowała własnych dochodów jako agentki córki.

Sąd poinformował, że Bar ma wykonywać prace społeczne przez pięć dni w tygodniu w położonym niedaleko Tel Awiwu ośrodku dla osób niepełnosprawnych ruchowo. Cipi ma trafić do więzienia 21 września. Obie skazane zostały też ukarane grzywnami w wysokości 2,5 mln szekli (ok. 2,7 mln zł). Gazeta „Haarec” podała, że prawdopodobnie zapłacą władzom około 25 mln szekli (ok. 27 mln zł), w tym odsetki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwał dziecko na stacji paliw w ukraińskim Boryspolu. Przyznał, że chciał popełnić przestępstwo

Na terenie jednej ze stacji paliw w ukraińskim Boryspolu mężczyzna wykorzystał nieuwagę matki i porwał kilkuletnią dziewczynkę, po czym odjechał. Policjantom udało się ująć sprawcę dzięki nagraniom z kamer monitoringu. Informację o zaginięciu dziewczynki przekazano wszystkim okolicznym posterunkom policji. Do porwania doszło w chwili, gdy matka płaciła za paliwo. Dziecko w tym czasie stało przy samochodzie.

Momentalnie po uprowadzeniu kilkulatki porywacz odjechał ze stacji. Zdezorientowana kobieta początkowo samodzielnie rozpoczęła poszukiwania, jednak gdy nie przynosiły one skutku, zawiadomiła o sprawie policję. Funkcjonariusze od razu rozpoczęli akcję poszukiwawczą. Włączyli się do niej również policjanci z wydziału kryminalnego, którym po dwóch godzinach udało się namierzyć porywacza. Okazał się nim 29-latek.

Tuż po zatrzymaniu mężczyzny zdradził, on, że „porwał dziecko z zamiarem przestępstwa” – informuje Narodowa Policja Ukrainy. Dziewczynce na szczęście nic się nie stało i wróciła do domu bez żadnych obrażeń. Ukraińskie prawo zakłada, że w sprawie uprowadzenia dziecka odbywa się postępowanie karne na podstawie p. 2 art. 146 Kodeksu karnego Ukrainy. Porywaczowi, który trafił do aresztu, grozi pięć lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa wybuchu gazu w Białymstoku. Prokuratura przejmuje śledztwo

W wyniku wybuchu gazu w poniedziałek doszło do śmierci czterech osób. Jedną z prawdopodobnych wersji wydarzeń jest tzw. samobójstwo rozszerzone. Śledztwo przejmie miejscowa prokuratura okręgowa. Do wybuchu gazu doszło w poniedziałek. Najpierw podano informację, że w wyniku eksplozji zmarły cztery osoby. To ojciec, matka, ich 10-letnia córka i babcia. Później okazało się, że przyczyna śmierci trzech osób mogła być inna. Wiele wskazuje na tzw. rozszerzone samobójstwo.

Według wstępnych ustaleń mężczyzna miał zabić trzy kobiety, a następnie popełnić samobójstwo, doprowadzając do wybuchu gazu. Rodzina miała założoną niebieską kartę. To procedura dotycząca rodzin, w których wykryto przypadki przemocy domowej.

Co więcej, mężczyzna po założeniu karty, w maju tego roku miał zniknąć na kilka miesięcy. Pojawił się dopiero chwilę przed wybuchem gazu. Według wstępnych oględzin straży pożarnej konstrukcja domu została naruszona. Jednak inspektor nadzoru budowlanego wydał zgodę na prowadzenie dalszych czynności. Te ma prowadzić prokuratura okręgowa w Białymstoku.

Dotychczasowe ustalenia są wstępne i mogą ulec zmianie.
Źródło info i foto: wp.pl

Przerażająca zbrodnia pod Lubartowem. Syn miał zabić ojca i umyć zwłoki, by zmylić policję

Rodzinny horror pod Lubartowem na Lubelszczyźnie. Według prokuratury, syn zamordował nożem swojego ojca, a jego matka zacierała ślady zbrodni. Obydwoje mieli upozorować wypadek, m.in. myjąc zabitemu głowę i przebierając go. – Stało się tak, jak się stało. Mój syn jest niewinny, ja jestem w szoku – powiedziała Polsat News podejrzana kobieta. Do tragedii doszło w nocy z środy na czwartek, w ubiegłym tygodniu. W miejscowości Kolonia Tarło (woj. lubelskie) matka, ojciec i ich syn wspólnie pili alkohol.

W pewnym momencie wybuchła awantura. W jej trakcie syn, Kamil M., dwa razy dźgnął nożem ojca, Przemysława M. i pozbawił go życia. Ciosy zadał w łopatkę i okolice szyi – ustalili śledczy podczas sekcji zwłok. Pogotowie zawiadomiono dopiero rano.

Zabójstwo, a po nim sprzątanie

Według ustaleń Polsat News ofierze już po śmierci umyto głowę i przebrano ją w świeże ubrania. Ponadto, mieszkanie było wysprzątane, a chodniki wyprane. Tym, jak i wytarciem narzędzia zbrodni, miała zająć się Joanna M. Dziennikarzom Polsat News udało się porozmawiać z kobietą. Twierdzi ona, że „stało się tak, jak się stało”. – Mój syn jest niewinny, ja jestem w szoku – mówiła.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Matka wyrzuciła noworodka przez okno. Policja ustala motyw

W jednej z podopolskich wsi (woj. opolskie) kobieta wyrzuciła przez okno domu jednorodzinnego swoje własne dziecko. Zarówno noworodek jak i jego matka trafili do szpitala. Życiu dziecka nie zagraża niebezpieczeństwo. Na razie nie wiadomo, dlaczego kobieta wyrzuciła noworodka.

Szokujące informacje z Opolszczyzny. W jednym z tamtejszych domów jednorodzinnych o mały włos nie doszło do tragedii, gdy – z nieznanych dotąd przyczyn – kobieta wyrzuciła noworodka przez okno.

Jak informuje „Nowa Trybuna Opolska” zgłoszenie o tym zdarzeniu wpłynęło na policję w sobotę 15 sierpnia około godziny 23.00. Wiadomo już, że gdy kobieta wyrzuciła własne dziecko przez okno, to w domu byli także inni członkowie rodziny. I to właśnie oni wezwali pomoc.

Noworodek i jego matka, trafili do szpitala. – W tej chwili życiu dziecka nie zagraża niebezpieczeństwo. Zarówno noworodek, jak i jego mama znajdują się obecnie pod opieką lekarzy. Wyjaśniamy okoliczności zdarzenia – informuje młodszy aspirant Dariusz Świątczak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. Zarówno matka, jak i pozostali domownicy, byli trzeźwi.
Źródło info i foto: Fakt.pl