2,5-latka z obrażeniami głowy w szpitalu. Areszt dla 29-letniego partnera matki

Częstochowscy policjanci zatrzymali 29-letniego mieszkańca tego miasta, podejrzanego o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u dziecka swojej partnerki. Dziewczynka, która ma dwa i pół roku, z poważnymi obrażeniami głowy trafiła do szpitala. Decyzją sądu 29-latek trafił już do aresztu, gdzie spędzi kolejne trzy miesiące; jeżeli wszczęte śledztwo potwierdzi, że dziecko było ofiarą przemocy, mężczyzna może trafić do więzienia na co najmniej 3 lata – podała w czwartek policja.

– O zdarzeniu powiadomił szpital, do którego zostało przywiezione dziecko z obrażeniami wskazującymi na celowe działanie osób trzecich. Do urazu doszło 6 stycznia, ale dziewczynka do szpitala trafiła dopiero następnego dna – poinformowali policjanci.

– Zebrane w sprawie dowody i przeprowadzone czynności pozwoliły na przedstawienie zarzutu partnerowi jej matki, pod opieką którego się wtedy była. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu – dodała policja.

29-latek jest dobrze znany częstochowskim policjantom. W przeszłości był wielokrotnie karany za liczne przestępstwa, m.in. za bójki, pobicia i rozboje.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nashville: Dorosłe dzieci mieszkały ze zwłokami swojej matki

Zwłoki 56-letniej Larondy Jolly znaleziono w domu w Nashville. Mieszkało w nim czworo dorosłych osób. Okazało się, że to dzieci kobiety. Jedno z nich przyznało, że ich mama zmarła „jakieś dwa lata temu”. Możliwe jednak, że kobieta zmarła jeszcze wcześniej. Ciało kobiety odkryli funkcjonariusze biura szeryfa hrabstwa Davidson (w stanie Tennessee), kiedy pojawili się w domu, by wręczyć rodzinie nakaz eksmisji.

Policja z Nashville informuje, że zwłoki Larondy Jolly znaleziono w łóżku, były przykryte ubraniami. Ciało było w zaawansowanym stopniu rozkładu. Przeprowadzający oględziny Feng Li przekazał, że na ciele nie było widać żadnych urazów ani śladów przemocy. Li przyznał również, że nie pozostało zbyt niewiele szczątków, by móc przeprowadzić badania toksykologiczne, a ustalenie dokładnej przyczyny śmierci może być niemożliwe. 

Z zeznań świadków wynika, że Jolly cierpiała na padaczkę. Mieszkała z czwórką dzieci, z których każde ma stwierdzoną w różnym stopniu niepełnosprawność intelektualną. Wszyscy przebywali w domu przez cały czas od momentu jej śmierci.

Brat miał do niej często dzwonić 

Anthony Jolly, brat zmarłej, w rozmowie z telewizją News 2 powiedział, że nie widział jej od długiego czasu. Wezwany do jej domu przez policję, by dokonać identyfikacji, powiedział: – To były same kości i nic więcej, po prostu szkielet.

Dodał, że zapytał później bratanka, od jak dawna jego siostra nie żyje. – Kiedy powiedział mi, że zmarła na początku 2017 r., byłem w szoku – wyznał brat zmarłej. Mężczyzna zapewniał, że choć nie utrzymywał z siostrą zbyt bliskich kontaktów, to często dzwonił, by sprawdzić, co u niej słychać. – Dzieci w ostatnim czasie odpowiadały ciągle, że nie ma jej w domu – wyjaśniał. Zaniepokojony miał w sierpniu zawiadomić policję, ale funkcjonariusze również udzielili mu odpowiedzi, że nie zastali kobiety w mieszkaniu.  

Obecnie lokalne organizacje poszukują mieszkania dla jej dzieci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe informacje ws. rodzinnej tragedii w Siedliskach

Matka i jej 15-letni syn popełnili samobójstwo – takie są najnowsze ustalenia w sprawie tragedii, jaka we wtorek wieczorem rozegrała się w Siedliskach w woj. małopolskim. Ciała kobiety i dziecka znalazł po powrocie z pracy ojciec rodziny. W domu w tym czasie był także starszy, 19-letni syn. Przebywał na innym piętrze. O rodzinnej tragedii w małopolskich Siedliskach pisaliśmy już we wtorek. Mieszkaniec tej miejscowości po powrocie z pracy znalazł w domu zwłoki swojej żony i 15-letniego syna.

Chłopak miał rany cięte szyi i łokcia. Zwłoki kobiety leżały w jednym pokoju – informowali reporterzy RMF FM. W domu był jeszcze drugi syn, 19-latek. Był na parterze i jak twierdzi, nie słyszał żadnych odgłosów dochodzących z piętra domu. Z informacji zebranych przez policyjnych techników wynika, że samobójstwo popełnił najpierw 15-letni chłopakach, a potem gdy zobaczyła to jego matka, także ona odebrała sobie życie.

Ojciec i starszy syn zostali objęci pomocą psychologiczną. Przyczyny tragedii wyjaśnia policja i prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura bada okoliczności śmierci noworodka w Słupsku. Ciało dziecka znaleziono w jednym z mieszkań

Ciało dziecka znaleziono w mieszkaniu przy jednej z ulic na Zatorzu. – Na razie nie wiadomo, czy dziecko, które urodziła siedemnastoletnia dziewczyna, przyszło na świat żywe czy martwe – podaje „Dziennik Bałtycki”.

Jak poinformował „Dziennik Bałtycki” poród najprawdopodobniej nastąpił w nocy z soboty na niedzielę. W niedzielę rano w mieszkaniu pojawiły się służby. Na miejscu obecny był prokurator. Na razie nie ujawniono, czy w czasie oględzin znaleziono na ciele noworodka obrażenia.

– W poniedziałek wszczęliśmy postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci noworodka – powiedział „Dziennikowi Bałtyckiemu” Marcin Natkaniec. Zastępca słupskiego prokuratora rejonowego nie ujawnił okoliczności sprawy ze względu na fakt, że matka dziecka jest osobą małoletnią.

– Dziecko urodziło się w domu. Zostało znalezione martwe. Dopiero po sekcji zwłok będzie wiadomo, czy żyło w chwili narodzin – dodał.

Sekcja odbędzie się w czwartek w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gdańsk: Dwie pijane matki opiekowały się dziećmi. „Dzieci były głodne, jedno wypadało z wózka, miało poparzenia”

Dwie pijane turystki opiekowały się czwórką dzieci w wieku od 1,5 roku do 9 lat. Policjanci twierdzą, że dzieci były przegrzane i głodne, a najmłodsze miało kilkakrotnie wypaść z wózka. 23-latka już usłyszała zarzut. Policja nie wyklucza jednak, że również druga z kobiet może ponieść odpowiedzialność karną.

– W sobotę wieczorem policjanci z komisariatu w Nowym Porcie zostali zaalarmowani przez obsługę jednej z restauracji o tym, że w lokalu przebywają dwie kobiety, które są pijane i mają pod swoją opieką czwórkę dzieci. Z relacji świadków wynikało, że najmłodsze dziecko dwukrotnie wypadło z wózka, a kobiety nie były w stanie się nimi zająć – opowiada aspirant Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Funkcjonariusze ustalili, że kobiety pochodzą z Ełku – to 45-latka i jej 23-letnia córka. – Młodsza miała blisko dwa promile alkoholu w organizmie, a jej matka ponad dwa promile – relacjonuje policjantka. W sumie opiekowały się czwórką dzieci, z których tylko najstarsza, 9-latka, była córką starszej kobiety. Pozostałe, w tym 1,5-roczne, były dziećmi 23-latki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak na szpital położniczy w Afganistanie. Zginęły pielęgniarki, matki i noworodki

We wtorek rano doszło do zamachu na klinikę położniczą w Kabulu w stolicy Afganistanu. Wśród ofiar są matki, pielęgniarki oraz noworodki. We wtorek rano do szpitala położniczego w Afganistanie wtargnęli uzbrojeni napastnicy. Jak informuje BBC, w ataku zginęło dwoje dzieci oraz 12 pielęgniarek i matek, które przebywały w klinice w Kabulu. Rzecznik afgańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powiedział, że po ataku ewakuowanych zostało ponad sto osób, w tym trzech cudzoziemców, znajdujących się w szpitalu.

Według jednego z lekarzy w momencie ataku w szpitalu znajdowało się około 140 osób. – Napastnicy strzelali do każdego w tym szpitalu, bez żadnego powodu – mówił agencji Reuters sprzedawca, który widział początek strzelaniny. Napastnicy mieli być przebrani w mundury przypominające te noszone przez policjantów.

Wymiana ognia między przestępcami, a policją trwała kilka godzin. W tym czasie siły bezpieczeństwa pomogły ewakuować pacjentów i personel szpitala na zewnątrz budynku. Funkcjonariusze pomagali wynieść też niemowlęta owinięte w ręczniki i koce.

Klinika, w której doszło do ataku, prowadzona jest przez międzynarodową organizację humanitarną Lekarze Bez Granic. W tym samym czasie w prowincji na wschód od stolicy doszło do wybuchu podłożonej na targu bomby. Oskarżani przez władze talibowie nie przyznali się do żadnych z tych ataków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zwłoki noworodka na wysypisku. Trwają poszukiwania matki

Prokuratura Okręgowa w Łomży (Podlaskie) wyjaśnia okoliczności śmierci noworodka, którego zwłoki znaleziono na wysypisku odpadów w Czerwonym Borze. Przyjmuje, że doszło do zabójstwa; obecne szczegóły postępowania objęte są tajemnicą. Wiadomo jedynie, że zwłoki noworodka znalazł w miniony piątek po południu pracownik Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów w Czerwonym Borze. Pierwsze czynności na miejscu prowadzone były pod nadzorem prokuratury w Zambrowie. Jak powiedział w sobotę zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Łomży Rafał Kaczyński, śledztwo będzie prowadzone w prokuraturze okręgowej.

– Trwają intensywne czynności procesowe zmierzające do wyjaśnienia okoliczności tego tragicznego zdarzenia – dodał. Chodzi m.in. o ustalenie matki dziecka.

Dla dobra postępowania nie są udzielane żadne szczegółowe informacje; nie ma jeszcze wyników sekcji zwłok. – Przyjęty obecnie kierunek śledztwa dotyczy art. 148 Kodeksu karnego, czyli zbrodni zabójstwa – dodał prok. Kaczyński.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Za przystankiem w Garwolinie znaleziono martwy płód. Policjanci szukają matki

W miejscowości Sulbiny pod Garwolinem znaleziono martwy ludzki płód. Zwłoki leżały za przystankiem. Prokuratura szuka matki nienarodzonego dziecka.

– Rozwinęliśmy szeroki front czynności zmierzających do ustalenia okoliczności tego zdarzenia – powiedział w rozmowie z portalem egarwolin.pl zastępca prokuratora rejonowego w Garwolinie Marcin Ignasiak.

Zwłoki znaleziono w miejscowości Sulbiny pod Garwolinem. Leżały za przystankiem. Nie podano, jaki był wiek nienarodzonego dziecka. – To będziemy wiedzieli dopiero po dokonaniu oględzin i otwarciu płodu przez biegłego z zakresu medycyny sądowej – dodał Ignasiak.
Źródło info i foto: wp.pl

Syn pobitej wójt aresztowany

Sąd aresztował w poniedziałek na trzy miesiące syna wójt gminy Zgierz Barbary Kaczmarek, który jest podejrzany o dotkliwe pobicie matki. W niedzielę 34-latek usłyszał zarzuty. 58-letnia kobieta w stanie krytycznym przebywa w szpitalu.

Prokuratura Rejonowa w Zgierzu (Łódzkie) złożyła wniosek do sądu o tymczasowy areszt po przesłuchaniu 34-letniego mężczyzny, który został zatrzymany w związku z prawdopodobnym pobiciem swojej matki, sprawującej funkcję wójta gminy Zgierz. Dalsze zatrzymanie podejrzanego uzasadniono obawą matactwa i grożącą mu surową karą.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie spowodowanie u swojej matki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. To zbrodnia zagrożona karą więzienia do 15 lat.

W czasie przesłuchania mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, których treści nie ujawniamy. Po przesłuchaniu uzyskaliśmy uzupełniającą opinię biegłego z zakresu medycyny sądowej, co do możliwego mechanizmu powstania obrażeń. Potwierdziła ona zasadność zarzutu – poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Kobieta trafiła do szpitala o godz. 3 w nocy z piątku na sobotę, w stanie krytycznym, z poważnymi i rozległymi obrażeniami głowy i mózgu.

Biegły z zakresu medycyny sądowej nie pozostawił wątpliwości, że powstałe obrażania nie mogły być spowodowane przez samą pokrzywdzoną, lecz są konsekwencją pobicia. Uraz jest skutkiem przestępstwa. W związku z tą sprawą zatrzymano 34-letniego syna kobiety, który w niedzielę usłyszał zarzuty – wyjaśnił prok. Kopania.

Pogotowie powiadomił syn, który twierdził, że znalazł matkę nieprzytomną w łóżku w domu w Dąbrówce Wielkiej i prowadzi reanimację. Jak wyjaśnił rzecznik, kobieta przebywała w domu jedynie w towarzystwie podejrzanego 34-latka, który w chwili zatrzymania był trzeźwy. W mieszkaniu widoczne były liczne ślady krwi.

Młodszy z synów, pojawił się w domu powiadomiony o tym, co się stało, w chwili, gdy pogotowie zabierało matkę do szpitala. Obrażenia głowy kobiety są bardzo poważne, w związku z czym jej życie jest zagrożone. Kaczmarek funkcję wójta gminy Zgierz sprawuje od 2014 roku. Jest pierwszą kobietą wybraną w tej gminie na to stanowisko.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Zwłoki matki i dziecka w jednym z mieszkań. Nieoficjalnie: zamordował ich ojciec chłopca

Na warszawskiej Pradze Północ znaleziono zwłoki kobiety i jej 6-letniego syna. Według nieoficjalnych informacji, podwójnego morderstwa dokonał ojciec dziecka. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Do zabójstwa matki i jej dziecka doszło w nocy z 29 na 30 stycznia na Pradze-Północ, w kamienicy przy ul. Tarchomińskiej.

– Podejrzewa się, że mogło dojść do zabójstwa matki i dziecka, a następnie samobójstwa. Sprawcą miał być ojciec dziecka, to są nadal informacje nieoficjalnie – mówi Elżbieta Szymkowska, reporterka Polsat News, która jest na miejscu zdarzenia.

Jak dowiedział się polsatnews.pl, mężczyzna miał grozić, że przed śmiercią zabije jeszcze pięć innych osób. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że nieżyjąca kobieta miała 24 lata, a mężczyzna 44.
Źródło info i foto: polsatnews.pl