Niemcy: Zakończono poszukiwania chłopca. Akcja trwała 8 dni

Szczęśliwy finał poszukiwań 8-letniego chłopca w Oldenburgu w Niemczech. Został znaleziony żywy po 8 dniach od zaginięcia. Chłopiec wczołgał się do kanału kanalizacyjnego. Chłopiec, który w mediach jest nazywany „Joe”, zaginął 17 czerwca. Wtedy ruszyły poszukiwania prowadzone przez policję i straż pożarną.

Po 8 dniach jeden ze strażaków usłyszał wołanie dziecka z kanału kanalizacyjnego położonego 300 metrów od domu chłopca. Tam właśnie znalazł wystraszonego Joe. Dziecko od razu zostało przetransportowane do szpitala. 8-latek był wychłodzony, ale nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń.

Najważniejsze jest to, że chłopiec żyje i że jest w dobrych rękach w szpitalu. Wszyscy możemy odetchnąć z ulgą – powiedział szef lokalnej policji Johann Kuhme. Ojciec 8-latka przekazał, że dochodzi on do siebie. Okazało się, że chłopiec sam wszedł do kanału kanalizacyjnego, po czym stracił orientację i nie umiał wrócić do domu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nazwano go „rzeźnikiem z Buczy”. Nowe fakty

Choć do końca nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za masakrę ludności cywilnej w podkijowskiej Buczy, wiele śladów wskazuje na to, że może być to Azatbek Omurekow. Do sieci wciąż wyciekają nowe informacje na temat dowódcy, którego część mediów okrzyknęła już „rzeźnikiem z Buczy”. Z ostatnich doniesień wynika, że miał on zostać pobłogosławiony przed wydaniem rozkazu ludobójstwa. Kilka dni temu część zagranicznych mediów okrzyknęła podpułkownika Azatbeka Omurekowa – dowódcę 64. Oddzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych – „rzeźnikiem z Buczy” po tym, jak na jaw wyszły zdjęcia przedstawiające liczne ofiary cywilne, leżące na ulicach podkijowskiej miejscowości.

Choć nie jest jasne, który z dowódców wydał rozkaz ludobójstwa na cywilach w Buczy – niektóre media oraz hakerzy z grupy InformNapalm wskazują na majora rosyjskiej Floty Pacyfiku Aleksieja Bakumienkę – pewnym jest, że na terenie miasta działała 64. Brygada Strzelców Zmotoryzowanych.

Według ustaleń ukraińskich służb to właśnie żołnierze Azatbeka Omurekowa mieli dopuścić się zabicia co najmniej 300 Ukraińców. Teraz na jaw wychodzą nowe informacje o dowódcy 64. Oddzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych. Z danych, do których dotarli ukraińscy hakerzy, wynika, że Omurekow na kilka miesięcy przed działaniami na terenie Buczy miał zostać pobłogosławiony przez prawosławnego księdza. W czasie uroczystości w cerkwi miał wypowiedzieć słowa przepełnione hipokryzją.

„Historia pokazuje, że większość naszych bitew toczymy duszą. Broń nie jest najważniejsza” – miał powiedzieć Omurekow, cytowany przez hakerów InformNapalm.

Grupa podkreśla jednocześnie, że żołnierze podpułkownika Aztabeka Omurekowa to najpewniej niejedyna grupa, która dopuściła się zbrodni wojennych na ukraińskiej ludności w podkijowskich miejscowościach. Za osobę „decyzyjną” uważany jest także Aleksiej Bakumienko – zastępca szefa wydziału operacyjnego 520. Urodzony w 1990 roku major Rosyjskiej Floty Pacyfiku udzielał w trakcie wywiadów rosyjskim mediom propagandowym – w tym m.in. w Russia Today.
Źródło info i foto: interia.pl

Były słowacki wojskowy szpiegował na rzecz Rosji

Zatrzymany dwa tygodnie temu pod zarzutem współpracy z rosyjskim wywiadem były wojskowy przekazywał informacje o słowackim wojsku i NATO, m.in. szczegóły operacji wojskowych, ćwiczeń i obrony przeciwlotniczej – wynika z publikacji słowackich mediów, opierających się na materiałach sądowych.

Media opublikowały dokumenty, na podstawie których sąd zdecydował o areszcie dla Pavla Buczka. Mężczyzna przyznał się do współpracy z Rosją. W swojej karierze Buczka był m.in. prorektorem słowackiej akademii wojskowej oraz pracownikiem słowackiego ministerstwa obrony.

Buczka przekazywał informacje Rosjanom od 2013 roku. Dotyczyły m.in. operacji wojskowych, ćwiczeń, planów szkoleniowych, obrony przeciwlotniczej i uzbrojenia. Za przekazywane na kartach pamięci dane otrzymywał od Rosjan pieniądze, łącznie dostał co najmniej 46 tys. euro.

Jak zeznał Buczka, przed kilkoma miesiącami Rosjan interesowały konkretne informacje dotyczące Ukrainy. Chcieli wiedzieć, czy wśród uczestników niektórych kursów dla oficerów sztabowych nie było przedstawicieli armii ukraińskiej. Czasami Buczka przekazywał informacje bezpośrednio rosyjskim agentom, czasami wykorzystywał skrzynki kontaktowe.

Podczas przesłuchania Buczka powiedział, że chciał zakończyć współpracę z Rosją w 2019 roku, ale bał się gróźb kierowanych pod adresem jego rodziny. Podejmując decyzję o aresztowaniu szpiega, sąd nie wziął pod uwagę tego tłumaczenia. Mężczyzna został zatrzymany przed dwoma tygodniami w ramach akcji kontrwywiadu wojskowego pod kryptonimami Matrioszka i Katiusza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rosja blokuje Facebooka i Twittera. Chcą „chronić media”

Rosyjski państwowy regulator mediów i internetu, urząd Roskomnadzor zablokował w piątek działanie serwisu społecznościowego Facebook. Roskomnadzor oświadczył, że doszło do 26 przypadków dyskryminacji przez Facebook mediów rosyjskich. Podobne kroki zostały podjęte w stosunku do Twittera. Przed tygodniem Roskomnadzor poinformował, że „częściowo ogranicza” dostęp do Facebooka, aby „chronić rosyjskie media”. Wcześniej Facebook nałożył restrykcje na agencję RIA Nowosti, państwowy kanał telewizyjny Zwiezda i portale informacyjne Lenta.ru oraz Gazeta.ru.

W następnych dniach serwis działał z zakłóceniami. Wielu internautów przeniosło swoje konta i grupy z Facebooka na inne serwisy społecznościowe. Do blokady doszło w czasie, gdy Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie. Roskomnadzor blokuje media niezależne, twierdząc, że przekazują one nieprawdziwe informacje o wojnie.

Kolejną zablokowaną przez Roskomnadzor platformą jest Twitter. Ma być to odwet za ograniczenie dostępu prorządowych rosyjskich mediów do tej platformy internetowej. Według agencji Reutera w Rosji nie działa też strona internetowa booking.com, za pomocą której można dokonywać rezerwacji w hotelach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

15 lat więzienia za mówienie o sankcjach. Prezydent Rosji chce zamknąć usta mediom i obywatelom

Russian President Vladimir Putin speaks to the media after his annual live call-in show in Moscow, Russia, Thursday, June 15, 2017. President Vladimir Putin said Russia will pour resources into the development of its vast Arctic region for both economic and military reasons. (AP Photo/Alexander Zemlianichenko)

Władimir Putin walczy o podtrzymanie propagandy w krajowych mediach i kreowanie swojej wersji historii w głowach rodaków. W rosyjskim kodeksie karnym zostaną wprowadzone zmiany dotyczące zwiększenia kary pozbawienia wolności do 15 lat za rozpowszechnianie fałszywych informacji o operacjach wojskowych, wzywanie do nałożenia sankcji na Rosję i dyskredytację sił zbrojnych.

Wojna w Ukrainie toczy się również na gruncie gospodarczym. Odcięcie banków od systemu SWIFT i zamrożenie części aktywów rosyjskiego banku centralnego nie wyczerpało jeszcze wszystkich opcji ekonomicznego nacisku na Putina. Rosja może podzielić los Iranu, a nawet Korei Północnej – stwierdził Piotr Bartkiewicz, główny ekonomista banku Pekao SA.

Sankcje dla Rosji nakładają już kraje niemal z każdej części świata. Ma to dramatyczny wpływ na gospodarkę kraju, który wywołał wojnę z Ukrainą. Eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego oszacowali, że w 2022 roku PKB Rosji spadnie o 15-20 procent. Perspektyw na odbicie bez zniesienia ograniczeń w handlu z zagranicą nie ma.

Izba niższa rosyjskiego parlamentu Duma Państwowa uchwaliła w piątek poprawki do kodeksu karnego, zgodnie z którymi za rozpowszechnianie fałszywych informacji o operacjach wojskowych, wzywanie do nałożenia sankcji na Rosję i dyskredytację sił zbrojnych grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Agencja Reuters podała, że za te same przewinienia można otrzymać także karę grzywny. Ustawa została uchwalona jednomyślnie w trzecim i ostatnim czytaniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rosyjscy żołnierze okradają sklepy. Odnotowano również włamania do banków

Taktyka odcinania rosyjskich oddziałów od zaopatrzenia, stosowana przez Ukrainę, przynosi rezultaty. W mediach społecznościowych pojawiają się filmy pokazujące, jak najeźdźcy w poszukiwaniu jedzenia plądrują sklepy. Rosyjscy żołnierze mieli także starać się obrabować bank. Ukraina stosuje taktykę wpuszczania oddziałów rosyjskich głębiej na swój teren, a następnie odcinania ich od zaopatrzenia. Konwoje z paliwem i żywnością są ustawicznie niszczone, co owocuje między innymi porzucaniem przez Rosjan pojazdów z pustymi bakami. Najeźdźcom kończą się także racje żywnościowe. Z tego powodu, jak widać na filmach publikowanych w sieci, okradają ukraińskie sklepy.

Anglojęzyczna platforma informacyjna Ukraine World poinformowała o napaści rosyjskich żołnierzy na sklep spożywczy w obwodzie sumskim na północnym wschodzie kraju. Rosjanie mieli ukraść pożywienie.

To nie jest odosobniony przypadek. Wiceminister obrony Ukrainy Anna Mallar już w sobotę podkreślała, że rosyjskie wojska poniosły duże straty i ostrzegła, że w celu uzupełnienia zapasów Rosjanie mogą uciekać się do kradzieży.

Oczekuje się, że wróg wykorzysta możliwość uzupełnienia zapasów kosztem ludności cywilnej (…), małych i średnich przedsiębiorstw, głównie poprzez grabieże i inne działania przestępcze. Siły zbrojne Ukrainy apelują do obywateli o zjednoczenie się i opór. – Anna Malar.

Braki w zaopatrzeniu dają się przede wszystkim we znaki ludności cywilnej. W atakowanym niemal bez przerwy Kijowie kończą się zapasy żywności i leków.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Syn Królowej Elżbiety II zawarł ugodę. Pozew o molestowanie wycofany

Jak wynika z dokumentów, które dotarły do sądu w Nowym Jorku, nie będzie pozwu w sprawie brytyjskiego księcia Andrzeja. Syn królowej Elżbiety II miał zawrzeć pozasądowe porozumienie z kobietą, która oskarżała go o molestowanie. Informacja dotycząca ugody, jaką książę Andrzej miał zawrzeć z Virginią Giuffre, obiegła media we wtorek 15 lutego wieczorem.

Jak wynika z dokumentów złożonych w sądzie w Nowym Jorku, brytyjski książę Andrzej i oskarżająca go o wykorzystanie seksualne Virginia Giuffre zawarli ugodę pozasądową. Oznacza to, że pozew w sprawie brytyjskiego księcia został wycofany, a sprawa nie trafi do sądu. Stacja CNN donosi z kolei, że z pisma skierowanego do sędziego federalnego Lewisa Kaplana wynika, że strony przewidują wniesienie zastrzeżenia o umorzeniu sprawy w ciągu 30 dni.
Źródło info i foto: interia.pl

Media Rosji i Białorusi znów wykorzystują dezertera z Polski

10 lutego w Mińsku odbyła się konferencja prasowa polskiego dezertera Emila C., który w grudniu 2021 roku uciekł na Białoruś. Żołnierz twierdzi, że uczestniczył w egzekucjach od 200 do 700 migrantów, które miały się odbyć w czerwcu zeszłego roku. „Zgodnie z przewidywaniami białoruska propaganda znów użyła dezertera, który zdradził Polskę i uciekł na Białoruś, do legitymizowania absurdalnych insynuacji reżimu Łukaszenki przeciwko Polsce” – skomentował Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych.

O nadzór nad rzekomymi egzekucjami Emil C. posądził „polski kontrwywiad”. Przekonywał, że o wszystkim mieli wiedzieć prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Twierdził, że żołnierze, którzy mieli strzelać do migrantów, byli pod wpływem alkoholu. Niektórzy mieli zabierać pieniądze, które ofiary trzymały przy sobie. Na konferencji padały konkretne nazwiska jego towarzyszy, pokazywano portrety pamięciowe i zdjęcia satelitarne z miejsc, gdzie miało dochodzić do kaźni.

Emil C. nie poparł swoich „rewelacji” żadnymi dowodami. Co więcej, dezerter plącze się w zeznaniach. W pierwszym wywiadzie dla białoruskiej telewizji mówił, że „polska straż graniczna zastrzeliła co najmniej dwóch polskich wolontariuszy, którzy próbowali pomóc migrantom”, ale żadne ze stowarzyszeń nie potwierdziło, by miało to miejsce.

W następnym wywiadzie C. powiedział, że uczestniczył w około 10 egzekucjach, a innym razem, że „rozstrzeliwał ludzi dziesiątkami”. Teraz swoje rzekome ofiary liczy w setkach. Doniesienia te rozgłaszają propagandowe białoruskie i rosyjskie media. Organizacja Systemowej Ochrony Praw Człowieka na Białorusi, do której zgłosił się Emil C., zamierza zwrócić się z jego „historią” do ONZ czy Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak na telefony Borysa Budki i jego żony

„Przed kilkoma minutami moja żona odebrała telefon zidentyfikowany jako mój numer z informacją o moim zgonie. Chwilę potem z jej numeru zadzwoniono do mnie z informacją o jej śmierci” – napisał w mediach społecznościowych szef klubu KO Borys Budka.

„Przed kilkoma minutami moja żona odebrała telefon zidentyfikowany jako mój numer z informacją o moim zgonie” – napisał Borys Budka.
 
„Chwilę potem z jej numeru zadzwoniono do mnie z informacją o jej śmierci. Ponieważ jesteśmy razem, udało nam się to nagrać. Posłuchajcie” – napisał polityk PO.

Żona polityka napisała na Twitterze, że kobiecy głos w telefonie mówił: „Borys nie żyje, nie oddycha”. Z informacji miało wynikać, że Budka padł ofiarą zawału. „Na szczęście jest obok mnie” – pisze Katarzyna Kuczyńska-Budka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Zabójstwo małej Madzi z Sosnowca na zawsze zmieniło oblicze polskich mediów, a Krzysztof Rutkowski, na stałe wpisał się w krajobraz tamtej sprawy. Co dziś sądzi o tamtych wydarzeniach?

Magda, miałaby dzisiaj 10 lat, chodziła do czwartej klasy i jak jej rówieśnicy, czekała na nową część serii o Harry Potterze. To się jednak nigdy nie wydarzy, bo została w okrutny sposób pozbawiona życia przez swoją matkę. Dokładnie dziesięć lat temu półroczna Madzia została zabita przez matkę Katarzynę W. – wyrachowaną morderczynię.

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Śledziło ją 75 dziennikarzy z 70 redakcji. W poniedziałek 24 stycznia, mija dokładnie dokładnie 10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca.

Ta sprawa na zawsze zmieniła oblicze mediów, ale także dała popularność Krzysztofowi Rutkowskiemu, który dziś uważa, że to właśnie jego działanie doprowadziło do zatrzymania Katarzyny W.

– Myślę, że zrobiłby tak samo, jak wtedy zrobiłem. Mimo, że to doprowadziło do zatrzymania mojej klientki – mówi Krzysztof Rutkowski w rozmowie z Super Expressem.

We wtorek wieczorem, 24 stycznia 2012 roku do wszystkich redakcji na Śląsku i w Zagłębiu trafił policyjny komunikat o porwanej w Sosnowcu sześciomiesięcznej dziewczynce. Jej matka Katarzyna miała zostać napadnięta, a dziecko porwane z wózka przy ulicy Lwowskiej w Sosnowcu. Postawiono na nogi cały garnizon, o zaginięciu dziewczynki mówiły wszystkie stacje telewizyjne i radiowe. Zdjęcia dziewczynki były na pierwszych stronach gazet i portali internetowych. Wówczas liczył się czas. Była jednak jedna osoba, której nie zależało na kontakcie z mediami. Katarzyna W., nie chciała się pokazywać, nie chciała skorzystać z żadnej formy oferowanej jej pomocy, na którą przecież zdecydowałaby się każda zrozpaczona matka, której dziecko było w niebezpieczeństwie. O tym, jak wygląda mama Madzi, po raz pierwszy dowiedzieliśmy się podczas konferencji prasowej. Zorganizował ją Krzysztof Rutkowski w Mysłowicach w hotelu „Trojak”.

– Kiedy przyjmowałem pełnomocnictwa od Katarzyny, myślałem, że może być coś na rzeczy. I nie pomyliłem się – mówi Krzysztof Rutkowski i dodaje: – Podczas pierwszej rozmowy, miałem już pierwsze sygnały. Zaproponowałem jej ochronę, negocjatorów, którzy mieli by wziąć na siebie rozmowy z porywaczami i koordynowali sprawę. Odmówiła. Odmawiała prawie wszystkiego, co jej oferowaliśmy. Odmawiała każdej pomocy, której się oczekuje w takich przypadkach. Ludzie płacą za to nie małe pieniądze. Katarzyna W., miała to wszystko od nas za darmo.
Źródło info i foto: se.pl