Meksyk: Odkryto 166 ciał w masowym grobie

Meksykańscy śledczy odkryli 166 ciał w masowym grobie w centralnej części stanu Veracruz, leżącego nad Zatoką Meksykańską. Jest to rejon, w którym od wielu lat trwają wojny pomiędzy narkotykowymi kartelami. Jak poinformował prokurator stanowy, w rejonie pracują policyjni technicy. Na miejscu znaleziono także około 200 przedmiotów osobistego użytku i ponad 140 dowodów tożsamości, należących do ofiar.

Stan Veracruz jest nie tylko areną walk karteli narkotykowych, ale zasłynął też z korupcyjnych układów, w których uczestniczył były gubernator Javier Duarte, który teraz przebywa w areszcie. Od chwili, kiedy w 2006 r. władze Meksyku rozpoczęły kampanię przeciwko narkotykowym kartelom, zostało tam zamordowanych ok. 200 tys. ludzi. Tylko w 2017 r. odnotowano ponad 28 tys. ofiar. 37 tys. osób uważanych jest za zaginione.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Legalna marihuana uderza w narkotykowe podziemie

Jeśli kolejne stany USA dalej będą legalizować marihuanę, pójdziemy z torbami – skarżą się meksykańscy plantatorzy. Kartele narkotykowe szukają nowych źródeł zarobku. W zeszłym roku fiskalnym (od września 2014 r. do września 2015 r.) amerykańskie służby graniczne przechwyciły rekordowo małą ilość marihuany – niecałe 700 ton. Rok wcześniej – 900 ton. Wyraźny trend spadkowy obserwuje się od 2009 roku, kiedy skonfiskowano 1,7 tys. ton (wszystkie statystyki pochodzą ze strony US Border Patrol).

Sensowne wydaje się założenie, że ilość przechwyconej marihuany jest dobrym miernikiem przemytu ogółem – również tego, którego służbom granicznym nie udało się zatrzymać. Dlaczego zatem w ostatnich kilku latach spadł on ponaddwukrotnie? Czyżby Amerykanie uznali, że marihuana jest niezdrowa lub niesmaczna? Oczywiście jest dokładnie odwrotnie – konsumpcja rośnie, o czym wie każdy, kto przejdzie się po Central Parku w Nowym Jorku. Coraz trudniej znaleźć tam miejsce, w którym nie unosiłby się charakterystyczny zapach palonego zioła.

Spadek przemytu zbiegł się w czasie z postępującą legalizacją marihuany – zarówno tej medycznej, sprzedawanej na receptę już w 19 stanach, jak i „rekreacyjnej”, czyli dostępnej bez ograniczeń (dla dorosłych) w Kolorado, Oregonie, Waszyngtonie i na Alasce. W 2016 r. rekreacyjnej legalizacji można się spodziewać w Nevadzie i Kalifornii.

W skali całych USA sprzedano w zeszłym roku marihuanę za 5,4 mld dol. W niektórych miastach Kolorado, gdzie utarg wyniósł 1 mld dol., marihuana jest popularniejsza niż alkohol! Tak było, przynajmniej przez kilka miesięcy, w słynnym górskim kurorcie Aspen – wpływy ze sprzedaży zioła przekroczyły wpływy sklepów monopolowych.

Wszystko zatem wskazuje na to, że kartele narkotykowe z Meksyku przegrywają na amerykańskim rynku z legalnymi amerykańskimi producentami i sprzedawcami. Mówiono o tym już ponad rok temu w publicznym radiu NPR, które wysłało reportera do meksykańskiego stanu Sinaloa, gdzie farmerzy produkują marihuanę pod patronatem osławionego kartelu narkotykowego. – Jeszcze dwa lata temu za kilogram dostawałem od 60 do 90 dol. – skarżył się jeden z farmerów. – Dziś płacą mi od 30 do 40 dol. To wielka różnica. Jeśli Ameryka będzie dalej legalizować marihuanę, to pójdziemy z torbami…

Co więcej, amerykańscy smakosze i koneserzy marihuany uważają, że jej rodzime odmiany są znacznie wyższej jakości niż meksykańskie. W raporcie za ubiegły rok DEA, czyli federalny urząd do walki z narkotykami, donosił, że „meksykańskie kartele starają się produkować marihuanę wyższej jakości, żeby sprostać wymaganiom amerykańskiego rynku”. Najwyraźniej jednak przegrywają z marihuanowymi farmerami z Kolorado i innych stanów.

Tym sposobem coraz więcej pieniędzy – zamiast do mafiosów – trafia do legalnych producentów, sprzedawców i nawet pośrednio do wszystkich obywateli. Z miliarda dolarów marihuanowego utargu stan Kolorado ściągnął w zeszłym roku 135 mln dol. podatku, które poszły na budowę nowych szkół, pomoc uzależnionym od twardych narkotyków itp.

Niestety, również w beczce marihuanowego miodu jest łyżka dziegciu – statystyki wskazują na to, że meksykańskie kartele odbijają sobie straty, poszerzając ofertę. W 2011 roku służby graniczne USA przechwyciły 837 kg metamfetaminy i 180 kg heroiny. W 2015 roku – odpowiednio 2920 kg i 234 kg. Metamfetamina jest szczególnie intratna, bo można ją przemycać w postaci płynnej, trudnej do wykrycia, i jest bardzo droga – 10 tys. dol. za kilogram.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Meksyk: kobieta walczyła na Twitterze z kartelami narkotykowymi. Gangsterzy na tym samym koncie pokazali jej śmierć

Meksykańscy gangsterzy wytropili i zamordowali popularną dziennikarkę obywatelską, która prowadziła w internecie kampanię przeciwko kartelom narkotykowym. Jakby tego było mało, użyli jej konta na Twitterze, na którym ostrzegała przed mafią, by pokazać jej martwe zwłoki i zastraszyć innych. Odrażająca zbrodnia znów przypomniała, że Meksyk jest jednym z najniebezpieczniejszych na świecie krajów dla przedstawicieli mediów i aktywistów.

Położony przy granicy z Teksasem meksykański stan Tamaulipas od lat jest areną krwawych starć dwóch potężnych karteli, walczących o wpływy oraz szlaki przemytu narkotyków do USA. Porwania, zabójstwa, wymuszenia czy strzelaniny to ponura rzeczywistość, z którą codziennie muszą borykać się zwykli ludzie.

Mafijna cenzura

Jak pisze portal „The Daily Beast”, rywalizujące ze sobą Kartel Zatokowy (najstarsza organizacja przestępcza w Meksyku) i Los Zetas mają tak długie macki, że sięgają one nie tylko polityków i służb, ale nawet lokalnych mediów. W rezultacie dokonywane przez gangsterów zbrodnie często przechodzą bez większego echa, bo dziennikarze boją się o nich pisać albo dostają sowite łapówki, by tego nie robić.

Nic więc dziwnego, że zdesperowani mieszkańcy Tamaulipas zwrócili się w stronę narzędzi, jakie daje społeczeństwu XXI wiek. Za pośrednictwem mediów społecznościowych zaczęli się dzielić informacjami na temat zorganizowanej przestępczości i skorumpowanych władz. Najpopularniejszą w całym stanie stroną prowadzącą kampanię przeciwko kartelom jest Valor por Tamaulipas („Odwaga dla Tamaulipas”) – jej profil na Twitterze obserwuje ponad 100 tys. osób, a na Facebooku ma przeszło pół miliona polubień.

Jednym z administratorów strony była dziennikarka obywatelska María del Rosario Fuentes Rubio, która popularność zdobyła dzięki Twitterowi. „The Daily Beast” pisze, że najbardziej znana była z aktualnych alertów na temat przestępczej działalności w regionie, w których na bieżąco ostrzegała przed strzelaninami czy aktywnością mafii. Dodawała też otuchy ofiarom karteli, apelowała o to, by nie pozostawali bierni i nie bali się zeznawać przeciwko gangsterom czy skorumpowanym policjantom.

Śmierć na Twitterze

Mimo że María pisała pod pseudonimem i bardzo dbała o swoją anonimowość, nie uchroniło ją to przed zemstą karteli. Już półtora roku temu jedna z organizacji ustanowiła prawie 50 tys. dolarów nagrody dla każdego, kto zdradzi tożsamość administratorów Valor por Tamaulipas. Na początku października na adres strony zaczęły przychodzić groźby wymierzone w dziennikarkę. Ta jednak nie zamierzała rezygnować z powziętej przez siebie misji.

W końcu jednak doszło do tragedii. 16 października na prowadzonym przez nią pod pseudonimem twitterowym profilu pojawiła się następująca wiadomość: „Przyjaciele i rodzino, moje prawdziwie imię to María del Rosario Fuentes Rubio. Jestem lekarzem. Dziś moje życie skończyło się”. Gdy zaraz potem na tym samym koncie pojawiły się kolejne posty, nie było wątpliwości, że są one dziełem przestępców.
Żródło info i foto: wp.pl

Zapadły wyroki w sprawie bójki na plaży w Gdyni

Rok i dziesięć miesięcy więzienia dla sześciu kibiców, dwa lata i dwa miesiące dla siódmego oskarżonego w sprawie bójki sympatyków Ruchu Chorzów z meksykańskimi marynarzami na plaży w Gdyni – takie wyroki wydał gdyński sąd. Jak powiedział w uzasadnieniu sędzia Bartosz Kahsin, żaden z zebranych w sprawie dowodów nie potwierdził, aby – jak twierdzili to niektórzy oskarżeni – cudzoziemcy pierwsi sprowokowali bójkę na plaży. Do bójki doszło w sierpniu ubiegłego roku. Stroną atakującą byli niewątpliwie oskarżeni, obywatele Meksyku zachowywali się spokojnie. „Żadne dowody nie wskazują, aby doszło do prowokacji ze strony pokrzywdzonych i tym samym nieprawdziwe jest tłumaczenie, że obcokrajowcy są niejako sami sobie winni. I stało się to wszystko na oczach setek ludzi, także osób młodych i dzieci” – mówił prokurator Dariusz Ziomek. Żródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne zarzuty po bójce na plaży w Gdyni

Ostatni z trójki mężczyzn zatrzymanych po bójce na gdyńskiej plaży usłyszał już zarzuty – dowiedział się reporter RMF FM Paweł Balinowski. Jeszcze dziś zapadnie decyzja ws. ewentualnego aresztowania kibiców Ruchu Chorzów. 29-latek został wczoraj zatrzymany w Rudzie Śląskiej i przewieziony do Gdyni. Dziś usłyszał te same zarzuty, co jego dwaj koledzy – udziału w zbiegowisku i bójce. Grozi mu do 5 lat więzienia. Gdyński sąd wyda dziś po południu decyzję o ewentualnym aresztowaniu trzech zatrzymanych kibiców. Prokuratura złożyła wniosek o to, by trafili za kraty na trzy miesiące. Żródło info i foto: RMF24.pl

Meksykańscy marynarze pobici na gdyńskiej plaży

Do bójki z udziałem kilkudziesięciu kiboli Ruchu Chorzów doszło na śródmiejskiej plaży w Gdyni. Według relacji świadków pseudokibice zaatakowali meksykańskich marynarzy. Jedna osoba przebywa na obserwacji w szpitalu. Policja zatrzymała trzy osoby – dwóch Polaków i jednego Meksykanina. Świadkowie twierdzą, że obcokrajowcy byli kopani i ganiani po plaży, a na ich głowach rozbijano butelki. Na plaży było nawet 400-500 pseudokibiców w niebieskich koszulkach – donosi Radio Gdańsk. Żródło info i foto: TVP.info