Policja w Rybniku zatrzymała kobietę, która wyrzuciła przez okno swoje 11-miesięczne dziecko

Policja w Rybniku zatrzymała matkę 11-miesięcznego dziecka. Kobieta wyrzuciła chłopca z okna mieszkania na pierwszym piętrze. Dziecko przeżyło.

– Jestem w szoku. To taka porządna rodzina – powiedział w rozmowie z portalem nowiny.pl rybnicki radny Henryk Cebula. Samorządowiec mieszka niedaleko miejsca, w którym wydarzyła się tragedia.

W niedzielę po godz. 8 matka wyrzuciła 11-miesięczne dziecko z okna mieszkania na pierwszym piętrze. – Kiedy to się stało, byłem z rodziną na mszy w kościele. Słyszeliśmy tylko sygnały służb ratunkowych. Nie spodziewaliśmy się, że rozegrał tu się taki dramat. To normalna rodzina, nie słyszałem tu nigdy awantur – dodał Cebula.

Dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala. – Stan chłopczyka lekarze określają jako stabilny – stwierdziła w rozmowie z portalem rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Rybniku Bogusława Kobeszko. 34-letnia matka została zatrzymana. Ustalono, że była trzeźwa. – Na miejscu pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora. Ustalamy okoliczności zdarzenia – poinformowała Kobeszko.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowojorczycy masowo opuszczają miasto z powodu epidemii

Od początku marca do końca kwietnia Nowy Jork opuściło z powodu COVID-19 około 420 tys. osób, głównie zamożnych – poinformował dziennik „New York Times”. Jak podkreśla gazeta, najbogatsze dzielnice, w tym Upper East Side, West Village, SoHo na Manhattanie oraz Brooklyn Heights, opuściło ok. 40 proc. rezydentów. Chociaż byli pośród nich także studenci i uczniowie, którzy z powodu zamknięcia szkół wyjechali do domów, główną część stanowili zamożni ludzie.

Nie każdy może wyjechać. Uciekają głównie bogaci

Ponad połowa mieszkańców ma tam dochody w wysokości ponad 100 tys. dolarów na rodzinę. Prawie jedna na trzy zarabia rocznie ponad 200 tys. dolarów. Jak wynika z sondażu, są to przeważnie biali, prawdopodobnie po wyższych studiach. W okolicach, gdzie mieszkają, płaci się wyższe czynsze i niższe są wskaźniki ubóstwa.

„Im wyższe zarobki w okolicy, tym większe prawdopodobieństwo, że się ją opuści” – podkreśla gazeta, twierdząc, że z miasta wyjechało stosunkowo niewiele osób o średnich dochodach ok. 90 tys. rocznie lub mniej.

„Wszyscy jesteśmy razem”? Nie do końca…

„NYT” wylicza, że zamożni ludzie przenoszą się do okolicznych hrabstw – na wschód do Nassau i Suffolk na Long Island, na zachód do Monroe w Pensylwanii, na południe do Monmouth w New Jersey, na północ do Westchester, a na północny wschód do Fairfield w Connecticut. Chętnie udają się też do Palm Beach na Florydzie.

„Takie kryzysy mają różny wpływ na ludzi w zależności od klasy społecznej. (…) Chociaż istnieje silna retoryka, że „wszyscy jesteśmy razem”, w istocie tak nie jest” – zauważył cytowany przez gazetę profesor historii na New York University (NYU) Kim Phillips-Fein, autor książki o tym, jak Nowy Jork zmienił się podczas kryzysu finansowego w latach 70.
Źródło info i foto: onet.pl

Wenezuela: Bunt w więzieniu. Nie żyje 47 osób

Co najmniej 47 osób zginęło, a 75 zostało rannych podczas buntu, który w piątek wybuchł w więzieniu na zachodzie Wenezueli – poinformowała agencja AFP, powołując się na wenezuelską organizację pozarządowa zajmującą się prawami więźniów.

Wenezuelskie Obserwatorium Więziennictwa nazwało „masakrą” to, co się stało w zakładzie karnym Los Llanos w mieście Guanare. Wszystkie ofiary to więźniowie. Liczbę zabitych ustalono poprzez kontakty z kostnicami i ich rodzinami. Władze Wenezueli podały wcześniej, że w więzieniu doszło do „zakłócenia porządku publicznego” i „próby ucieczki”. Twierdzą, że zginęło 17 osób, a 9 zostało rannych, w tym dyrektor więzienia.

Maria Beatriz Martinez z Wenezuelskiego Obserwatorium Więziennictwa, która jest także opozycyjną deputowaną, twierdzi jednak, że nie było żadnej próby ucieczki. – To był bunt więźniów przeciwko pozbawieniu ich dostępu do żywności – powiedziała Martinez.

Z powodu pandemii koronawirusa władze Wenezueli drastycznie ograniczyły wizyty w więzieniach. Podczas tych odwiedzin krewni i znajomi często zaopatrywali więźniów w żywność i lekarstwa. Więzienie Los Llanos zostało zbudowane dla około 750 więźniów, a obecnie przebywa w nim co najmniej 2,5 tysiąca. „Incydentem” w więzieniu Los Llanos „głęboko zaniepokojone” jest Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka (UNOHCR), które wezwało władze w Caracas do przeprowadzenia śledztwa, a także rozwiązania problemów przepełnienia więzień i panującej w nich przemocy.
Źródło info i foto: TVP.info

Włochy: Burmistrz w przebraniu patroluje ulice. Kontrola łamania zasad kwarantanny

Burmistrzowie zakładają czapki z daszkiem, zasłaniają sobie brody i ruszają na miejskie patrole. Tak przynajmniej dzieje się we włoskim Asti. Tamtejszy włodarz postanowił wstać zza biurka, przebrać się i samodzielnie przeprowadzić pandemiczne śledztwo.

W dobie pandemii koronawirusa wiele osób straciło pracę z dnia na dzień i nie ma za co żyć. W Włoszech, które zostały szczególnie dotknięte skutkami zarazy, wprowadzono bony żywnościowe dla najbardziej potrzebujących. Oczywiście można za nie kupić tylko artykuły pierwszej potrzeby, a nie na przykład alkohol. Ale tak jest tlyko w teorii, bo w praktyce niejeden wybłagał u sprzedawców zamianę bonów na włoskie wino.

Gdy informacje te dotarły do burmistrza miasta Asti, ten postanowił wstać zza biurka, przebrać się i samodzielnie przeprowadzić pandemiczne śledztwo. Sprytny włodarz sprawił sobie z tej okazji właściwie całą nową twarz! Gdzieś zniknęły broda i okulary, oczy zaśłoniła czapka z daszkiem. Maurizio Rasero był nie do poznania. Poszedł na miasto z plikiem bonów i próbował wymieniać je na alkohol. Odmówiono mu tylko w trzech na siedem sklepów. Teraz wszyscy nieuczciwi sprzedawcy mają się z pyszna, bo zapłacą karę.
Źródło info i foto: se.pl

Dane osób na kwarantannie z pow. gnieźnieńskiego wyciekły do sieci. Jest śledztwo

Dane adresowe ok. 300 osób z powiatu gnieźnieńskiego, poddanych kwarantannie w związku z podejrzeniem zakażenia koronawirusem, zostały opublikowane w internecie. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura. O wycieku danych poinformowały w niedzielę lokalne media. Jak podał portal gniezno.naszemiasto.pl, kilkustronicowa lista zawierająca ponad 300 adresów z terenu miasta, a także z gmin powiatu gnieźnieńskiego „krąży” w internecie od soboty.

Wczoraj otrzymałam informację telefoniczną od mieszkanki powiatu gnieźnieńskiego, która poinformowała nas, że w internecie krąży lista z adresami osób będących na kwarantannie. Poprosiłam o przesłanie tej listy na nasz adres mailowy, w celu jej weryfikacji – podkreśliła cytowana przez portal dyrektor gnieźnieńskiego sanepidu Anna Stejakowska.

Dodała, że po analizie danych okazało się, że lista jest zgodna ze stanem faktycznym.

O sprawie została powiadomiona policja i prokuratura, które wyjaśniają sprawę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

54-latek z Mysłowic odkręcił butlę z gazem i groził wysadzeniem kamienicy

Policjanci z Mysłowic (Śląskie) zatrzymali 54-latka, który groził wysadzeniem w powietrze kamienicy w tym mieście. Mężczyzna wystawił na klatkę schodową butlę z ulatniającym się gazem. Było o krok od tragedii – relacjonuje policja. Jak podała w sobotę śląska policja, do interwencji doszło w piątek wieczorem w budynku przy ul. Jagiellońskiej w Mysłowicach.

„Policjanci zostali powiadomieni, że sąsiad wystawił na klatkę schodową butlę gazową, a w powietrzu czuć ulatniający się gaz. Po przybyciu na miejsce stróże prawa natychmiast zakręcili butlę z gazem i zatrzymali mężczyznę, który przebywał w tym czasie w mieszkaniu” – poinformowała mysłowicka komenda.

Jak ustalili policjanci w rozmowie z sąsiadami, chwilę przed zgłoszeniem pijany 54-latek wykrzykiwał, że wysadzi cały budynek w powietrze. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad dwa promile alkoholu. Decyzją Sądu Rejonowego mężczyzna został już aresztowany.
Źródło info i foto: interia.pl

Wenecja: Drony i śmigłowce nad miastem w Wielkanoc. Policja sprawdzi, czy nie ma pikników

Władze Wenecji wysyłają nad miasto i okolice drony i śmigłowce, które w czasie świąt będą monitorować ruch, by nie dopuścić do wycieczek na pobliskie plaże i pływania łodziami po lagunie. Także w Ligurii będą nasilone kontrole w ramach walki z epidemią.

W Wenecji wielkanocne patrole policyjne będą prowadzone na wodzie, w powietrzu i na lądzie. Chodzi o to, by nie dopuścić do zabronionych przez rząd wyjazdów, w tym na plaże. Dlatego kontrolowane będą także wszystkie drogi prowadzące z Wenecji do nadmorskich kurortów i w góry.

Również na Riwierze Liguryjskiej zapowiedziano bardzo zaostrzone kontrole w obawie, że niektórzy mimo kategorycznych zakazów będą próbowali pojechać tam na świąteczny wypoczynek. Z takich wyjazdów w Wielkanoc, zwłaszcza w drugi dzień Świąt, słynął zawsze ten rejon na północy Włoch.

Punkty kontrolne i blokady będą na całej długości autostrady wzdłuż wybrzeża Morza Liguryjskiego, od Genui przez okolice Savony, Imperii i San Remo do granicy włosko-francuskiej. Kierowcy będą też sprawdzani na autostradzie z Turynu do Savony.

Patrole będą kontrolować podróżnych na stacjach kolejowych. Lokalna administracja w Ligurii podjęła też decyzję o zamknięciu dostępu do parków, na wzgórza i wszystkie tereny wycieczkowe, by nie dopuścić do świątecznych pikników.

Te zaostrzone kroki obowiązywać będą tam od Wielkiego Czwartku do Poniedziałku Wielkanocnego.
Źródło info i foto: TVP.info

Udawał, że ma koronawirusa. 59-latek odpowie przed sądem

59-letni grudziądzanin zadzwonił na numer alarmowy 112 z informacją, że jest zarażony koronawirusem i będzie jeździć po mieście, wszystkich zarażając. Wysłani na miejsce policjanci ustalili, że nic nikomu nie grozi, a telefon mężczyzny był tylko głupim żartem. 59-latek odpowie za swoje skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie przed sądem.

Do zdarzenia doszło w środę, 18.03.2020 r., ok. 9:00, dyżurny grudziądzkiej Policji otrzymał informację z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że w jednym z mieszkań w centrum miasta przebywa mężczyzna z objawami koronawirusa. Grudziądzanin groził, że będzie jeździć po mieście i wszystkich zarażać. Sam o tym fakcie powiadomił operatora numeru alarmowego.

Na miejsce wysłani zostali policjanci specjalnie wyposażeni pakiety ochronne, którzy w tym przypadku zmuszeni byli ich użyć, jak się okazało, niepotrzebnie.

Policjanci potwierdzili, że dzwoniącym na numer alarmowy był 59-letni grudziądzanin. Od mężczyzny policjanci wyczuli silną woń alkoholu, a on sam tłumaczył się, że telefon był tylko głupim żartem, bo chciał zrobić „na złość” opiece społecznej. Funkcjonariusze nie zbagatelizowali zgłoszenia i przewieźli 59-latka do szpitala, gdzie po badaniu lekarz potwierdził, że 59-latek jest zdrowy i nie ma żadnych objawów zarażenia.

Mężczyzna za swoje nieodpowiedzialne zachowania stanie teraz przed sądem. W myśl art. 66 kodeksu wykroczeń każdy, kto chce „wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia […] podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1.500 złotych”.
Źródło info i foto: Policja.pl

Teksas: Strzelanina w kościele. Parafianie zabili napastnika

Trzy osoby zginęły w strzelaninie w kościele w miasteczku White Settlement w Teksasie. Mężczyzna zaczął strzelać do wiernych podczas niedzielnej mszy – poinformowała miejscowa policja. Zdążył zabić dwie osoby, zanim zastrzelili go parafianie. Mężczyzna wyjął strzelbę i zaczął strzelać do ludzi podczas mszy w kościele West Freeway Church of Christ. Po zaledwie kilku sekundach dwaj parafianie, którzy ochotniczo strzegli bezpieczeństwa w świątyni, otworzyli ogień do napastnika.

– Miejsca kultu mają być święte, jestem wdzięczny członkom tego kościoła, że błyskawicznie podjęli decyzję o zabiciu napastnika, dzięki czemu udało się uniknąć większego rozlewu krwi – oświadczył gubernator stanu Teksas Greg Abbott.

– Dwóch bohaterskich parafian uratowało życie wielu ludziom – powiedział szef Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego Teksasu Jeff Williams.

Sprawca był znany policji

Po strzelaninie w kościele w White Settlement trzy osoby, w tym napastnik, zostały w stanie krytycznym przewiezione do szpitala, gdzie zmarły. Śledczy nie podali tożsamości sprawcy strzelaniny, ani też motywu jego działania. Poinformowali jedynie, że był on znany policji. White Settlement to liczące 17 tys. mieszkańców miasteczko na przedmieściach Fort Worth.

We wrześniu w Teksasie weszła w życie ustawa, która zezwala na wnoszenie broni do „kościołów, synagog i innych świątyń”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczegóły zbrodni w Ząbkowicach Śląskich. 18-latek zabił rodziców i brata

Cichy, niepozorny, niczym się nie wyróżniał. Taki był Marceli C. (18 l.) z Ząbkowic Śląskich (woj. dolnośląskie). Dziś mówi o nim całe miasto. Chłopak miał z zimną krwią wymordować swoją rodzinę. Siekierą zabić tatę, mamę i 7-letniego braciszka. – Boże, co to się dzieje?! – mówią wstrząśnięci potworną zbrodnią sąsiedzi.

Horror rozegrał się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Marceli C. miał zaatakować bliskich, gdy spali. Podejrzewa się go o zamordowanie rodziców – Katarzyny (†48 l.) i Tomasza (†48 l.) oraz braciszka Kacperka. Krwawą jatkę przeżył tylko starszy brat 18-latka, który w chwili tragedii był poza domem. Marceli sam zadzwonił na policję i powiedział, że do ich jednorodzinnego domu ktoś się włamał. Kiedy mundurowi przyjechali na miejsce, szybko jednak pękł. Przyznał, że żadnego włamywacza nie było. Miał też powiedzieć, gdzie ukrył siekierę i zakrwawione ubrania.

Marceli chodził do klasy maturalnej. W liceum wybrał profil matematyczno-informatyczny. Jak mówią jego koledzy, nie był klasową gwiazdą, a od brylowania w towarzystwie wolał komputery. Rodzice mieli gonić go do nauki, na co podobno nie miał ochoty. – Może zagubił się w wirtualnym świecie? Może to narkotyki? – zastanawia się zszokowana sąsiadka, której wnuczek przyjaźnił się z 18-latkiem.

Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, do tej strasznej zbrodni pchnął go konflikt z rodzicami.

Okrutna zbrodnia wstrząsnęła mieszkańcami Ząbkowic Śląskich. Rodzina była dobrze sytuowana. Tomasz C. miał firmę zajmującą się transportem zboża. Pani Katarzyna kiedyś pracowała w kwiaciarni, a od lat prowadziła dom. – Piękna kobieta, zadowolona z życia – wspominają sąsiedzi. Marceli C. najprawdopodobniej będzie odpowiadał za potrójne zabójstwo, za co grozi dożywocie.

Zbrodnia przypomina tę z Rakowisk

Do makabrycznego mordu w Rakowiskach (woj. lubelskie) doszło w nocy z 12 na 13 grudnia 2014 roku. 18-letni wówczas Kamil N. i Zuzanna M. w środku nocy zaatakowali rodziców chłopaka. Uzbrojeni w specjalnie kupione na tę okazję noże rzucili się na dwójkę śpiących dorosłych. Mieli jeden cel: zabić Jerzego (†48 l.) i Agnieszkę N. (†42 l.). Młodzi mordercy brutalnie dźgali ofiary, aż odebrali im życie. Po zbrodni uciekli do Krakowa, gdzie dziewczyna będąca początkującą poetką urządzała wieczór autorski. Mimo dopracowanego do ostatniego szczegółu alibi policjanci szybko wpadli na trop zabójców. Kamil N. i Zuzanna M. zostali zatrzymani. Sąd skazał ich na 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl