Policjanci przejęli nielegalne papierosy

Papierosy były przechowywane w dwóch samochodach i mieszkaniu na terenie powiatu mławskiego w województwie mazowieckim. Policjanci zatrzymali w związku z przemytem dwóch mężczyzn, który grozi teraz grzywna i kara pozbawienia wolności do 3 lat. Strata Skarbu Państwa z tytułu niezapłacenia akcyzy wyniosła ponad 159 tys. zł., natomiast z tytułu podatku VAT ponad 44 tys. zł.

Do ujawnienia przemytu doszło w minionym tygodniu. Dwóch mężczyzn, mieszkańców powiatu mławskiego, zatrzymali funkcjonariusze Referatu Przestępczości Gospodarczej i Korupcji we współpracy z Wydziałem Kryminalnym z KPP w Mławie. W dwóch samochodach i należącym do przestępców mieszkaniu znaleziono łącznie ponad 185 tys. sztuk nielegalnych papierosów.

Sprawą zajęła się już Prokuratura Rejonowa w Mławie. Zatrzymanym grozi kara grzywny i pozbawienia wolności do lat trzech.
Źródło info i foto: se.pl

Göteborg: Zatrzymano czworo Polaków zatrzymanych w sprawie handlu ludźmi

Szwedzka policja zatrzymała w Göteborgu czworo Polaków – trzech mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy są podejrzani o branie udziału w procederze handlu ludźmi. Mieli sprowadzać do Szwecji Polaków, którym obiecywali pracę, a następnie zmuszać ich do dokonywania kradzieży. We wtorek 2 października szwedzkie służby zatrzymały w Göteborgu czworo Polaków ws. handlu ludźmi. To trzech mężczyzn i kobieta, wszyscy w wieku od 40 do 50 lat – podaje Onet. Mieli brać udział w sprowadzaniu do Szwecji osób, które znajdowały się w trudnej sytuacji finansowej. Oferowali im pracę i mieszkanie.

Szwecja. Czworo Polaków zatrzymanych w związku z handlem ludźmi

Zdaniem służb, zatrzymani po sprowadzeniu do Szwecji rodaków zmuszali ich do dokonywania kradzieży i koczowania w namiotach, a pieniądze oddawali im w zamian za jedzenie. Jak podaje szwedzka policja, proceder miał trwać kilka lat, a poszkodowanych zostało co najmniej kilkanaście osób. Służby nie wykluczają, że ofiar oszustów było więcej.

Grupę Polaków rozpracował szwedzki wydział do spraw zwalczania międzynarodowej przestępczości zorganizowanej, a prokuratura uznała proceder za handel ludźmi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rzeszów: Policjanci zatrzymali dwie osoby ze znaczną ilością narkotyków

Niemal kilogram marihuany, 11 krzewów konopi oraz ponad 200 gramów mefedronu, znaleźli i zabezpieczyli policjanci w jednym z mieszkań w Rzeszowie. W tej sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn.

Sprawa zaczęła się od informacji, którą uzyskali policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej w Rzeszowie. Wynikało z niej, że w Rzeszowie przy ul. Boya-Żeleńskiego, prowadzona jest nielegalna uprawa konopi indyjskich. Procederem tym miało się trudnić dwóch 34-letnich mieszkańców Rzeszowa, którzy wynajmowali w bloku dwa mieszkania. Mężczyźni mieli również posiadać narkotyki.

Jak informują policjanci, w czwartek pod ustalony adres pojechali kryminalni. Na miejscu zauważyli wchodzącego do budynku jednego z podejrzewanych.

– Policjanci weszli do bloku, jednak mimo wielokrotnego pukania do drzwi wynajmowanego przez niego mieszkania, nikt nie otworzył – informuje oficer prasowy policji. – Wtedy na klatce schodowej zauważyli drugiego z podejrzanych mężczyznę. Okazało się, że miał on klucze do tego mieszkania i z nim policjanci weszli do środka.

W mieszkaniu funkcjonariusze zastali mężczyznę, a podczas przeszukania znaleźli i zabezpieczyli kilkadziesiąt foliowych woreczków z zawartością suszu roślinnego i białej substancji. W mieszkaniu były również box-y ze sprzętem, w których uprawiane były krzewy konopi. Policjanci przeszukali również drugie mieszkanie, które w tym samym budynku wynajmował spotkany na klatce mężczyzna. Tam również znaleźli dużą ilość suszu roślinnego.

Mężczyźni zostali zatrzymani. Po wstępnych badaniach okazało się, że zabezpieczone substancje to niemal kilogram marihuany i ponad 200 gramów mefedronu, a uprawiane tam rośliny, to krzewy konopi indyjskich.
Źródło info i foto: se.pl

Garwolin. Gwałciciel wszedł do mieszkania kobiety przez otwarte okno

Dramat na jednym z garwolińskich osiedli na Mazowszu. Do mieszkania na trzecim piętrze przez otwarte okno wszedł mężczyzna, który zgwałcił mieszkającą tam kobietę. Po kilku godzinach podejrzany został zatrzymany przez policję. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Garwolinie.

Dramatyczne zdarzenia rozegrały się w niedzielny poranek (8 września) na jednym z garwolińskich osiedli – podał portal egarwolin.pl. Podejrzany mężczyzna miał wejść do mieszkania na trzecim piętrze przez otwarte okno i tam zgwałcić kobietę.

– Takie zdarzenie miało miejsce i jest prowadzone śledztwo. To zdarzenie miało miejsce w mieszkaniu pokrzywdzonej w Garwolinie – potwierdził w rozmowie z serwisem egarwolin.pl Marcin Ignasiak, zastępca prokuratora rejonowego w Garwolinie. Mężczyzna miał zostać zatrzymany kilka godzin po zdarzeniu. Z informacji lokalnego portalu wynika, że był on wówczas pod wpływem alkoholu. Zarówno pokrzywdzona, jak i podejrzany mają około 30 lat – donosi egarwolin.pl.

O sprawę zapytaliśmy szefa Prokuratury Rejonowej w Garwolinie, Leszka Wójcika. – Postępowanie jest prowadzone, trwają czynności. Z uwagi na dobro śledztwa prokuratura nie zdradza szczegółowych informacji – zaznaczył w rozmowie z Fakt24 prokurator rejonowy. Wiadomo, że mężczyźnie postawiono zarzut zgwałcenia kobiety. Nie zastosowano wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu, czy dozoru policji – czytamy w lokalnym serwisie. Podejrzanemu grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ugrupowanie Nowa IRA podłożyła bombę w mieszkaniu. Policję obrzucono koktajlami Mołotowa

W trakcie akcji policyjnej śledczy odnaleźli bombę, która została podłożona przez paramilitarne ugrupowanie Nowa IRA w jednym z mieszkań w Londonderry (Derry). Podczas rozbrajania ładunku funkcjonariusze zostali zaatakowani. W Irlandii Północnej rośnie napięcie. Jedną z przyczyn niestabilnej sytuacji wewnątrz kraju jest brexit.

Rzecznik policji w Londonderry [nazwa stosowana naprzemiennie z Derry, używanym przez katolicką część miasta – red.] poinformował, że podłożenie ładunku wybuchowego przez dysydenckie ugrupowanie Nowa IRA było bezpośrednio wymierzone w funkcjonariuszy policji .

Do zdarzenia doszło, gdy śledczy prowadzili dochodzenie w sprawie śmierci Lyry McKee – zastrzelonej przed kilkoma miesiącami dziennikarki. Policjanci przeszukiwali jeden z samochodów przy ulicy Creggan Heights, gdy odnaleziono bombę. Kilka chwil po zarządzeniu ewakuacji okolicznych domów, w kierunku funkcjonariuszy poleciały płonące butelki z benzyną.

„Ładunek wybuchowy szczęśliwie udało się rozbroić. W operacji brało udział 80 funkcjonariuszy. W starciach z policją ucierpiało dwóch bojówkarzy. Żaden funkcjonariusz nie odniósł obrażeń” – podaje BBC,

„W trakcie prowadzenia czynności policyjnych nieopodal zgromadziła się grupa licząca od 60 do 100 osób, która zaatakowała funkcjonariuszy. W kierunku policji poleciało około 40 podpalonych butelek z benzyną ” – czytamy w oświadczeniu rzecznika Policji Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Plomby w mieszkaniu Marka Falenty zerwane. Policja zaprzecza włamaniu

Krzysztof Brejza twierdzi, że plomby na drzwiach mieszkania Marka Falenty zostały zerwane. Według niego lokal został splądrowany. Policja potwierdza jedynie zerwanie plomb, zaprzecza jednak, że doszło do włamania. O sprawie informuje RMF FM. Krzysztof Brejza w rozmowie z dziennikarzem stacji twierdzi, że informację o zniszczeniu plomb i włamaniu dostał z wiarygodnego źródła. – Nie mam powodów, by w to nie wierzyć, tym bardziej, że informacja o plombie się potwierdziła – stwierdził Krzysztof Brejza.

Rzeczywiście, policja potwierdziła, że doszło do zniszczenia plomb i w tej sprawie toczy się postępowanie wyjaśniające. Komenda stołeczna zaprzecza jednak, że doszło do włamania.

Marek Falenta i sprawa podsłuchów

Marek Falenta został zatrzymany w Walencji w Hiszpanii na początku kwietnia. Biznesmen był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. Polscy funkcjonariusze zatrzymali Falentę we współpracy z hiszpańską policją. Za zlecenie nagrywania, między innymi, rozmów polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach Marek Falenta został prawomocnie skazany w styczniu 2017 roku na 2,5 roku więzienia. 1 lutego 2019 r. miał się stawić w zakładzie karnym, aby odbyć karę, ale tego nie zrobił. Od tego momentu, do chwili zatrzymania w kwietniu, ukrywał się.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Norwegia. Polak zatrudniał rodaków. Nic im nie zapłacił. Aresztowano go pod zarzutem handlu ludźmi

Tomasz S. zatrudniał Polaków do pracy przy zbiorach truskawek i malin w Norwegii. W internecie oferował pieniądze i zakwaterowanie. – Pracowaliśmy 7 dni w tygodniu, po 10-13 godzin. Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy. Za barak, w którym mieszkaliśmy, musieliśmy sami zapłacić – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia ze Szczyrku, która przez miesiąc pracowała u Tomasza S. Polak został aresztowany.

Ofiarą mężczyzny, właściciela firmy w Fresvik (200 km na północ od Bergen) zatrudniającej polskich pracowników sezonowych, mogło paść ponad 40 osób.

Tomasz S. działał w sposób zorganizowany. Zatrudniał ludzi, którzy nie mówili po angielsku, a potrzebowali gotówki lub byli studentami.

– Jest mi winien 21 tys. zł. Nie dostałam nic, a przez cały okres pobytu wydałam 2 tys. zł – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia Gałczyńska.

Na prysznic czekało się 2 godziny

Do Fresvik Julia przyjechała ze swoją przyjaciółką 14 lipca. – Ofertę pracy przy zbiorach znalazłyśmy przez internet. W ogłoszeniu nie było wielu szczegółów, więc zadzwoniłam do pana Tomasza S., aby dowiedzieć się więcej. Powiedział m.in., że jest to praca na akord, że zapewnia zakwaterowanie – opowiedziała 19-latka.

Na miejscu okazało się, że za barak trzeba zapłacić. Opłata wynosiła 1500 koron norweskich (ok. 600 zł). Według relacji kobiety w poprzednich latach, aby dostać pracę, trzeba było ponadto przywieźć ze sobą z Polski litr wódki, litr wina, papierosy oraz jednorazowo wpłacić 1200 koron (ok. 500 zł).

W baraku było ciasno. W pokoju o powierzchni 5 m2 mieszkały 3 osoby. – Na piętrowe łóżko wchodziłam przez biurko. Na parterze mieszkało około 30 osób. Były tylko dwie toalety i dwa prysznice. Gdy wracaliśmy z pola, każdy chciał się umyć, ale trzeba było czekać nawet 2 godziny, aby wejść do łazienki – relacjonowała pani Julia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu w Londynie. Grozi, że podpali budynek

Policja ewakuowała dziesiątki lokatorów po tym, jak mężczyzna zabarykadował się w jednym z mieszkań i zagroził, że spali cały budynek – podaje „The Independent”.

Mężczyzna to najprawdopodobniej lokator jednego z mieszkań w 12-piętrowym budynku we wschodnim Londynie. Jak poinformował Scotland Yard, policyjni negocjatorzy rozmawiają z mężczyzną, który groził, że „wysadzi w powietrze swoje mieszkanie” i spali cały blok. Lokal, w którym lokator się zabarykadował, mieści się na 7. kondygnacji.

Na miejscu są także strażacy oraz ratownicy medyczni. Jak podaje „The Independent” policja ewakuowała cały budynek.
Źródło info i foto: onet.pl

Jelenia Góra: 45-letni Dariusz R. skazany na 15 lat więzienia. Strzelał w mieszkaniu z broni palnej, ranił dwie osoby

Na karę 15 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze mężczyznę oskarżonego o usiłowanie zabójstwa dwóch osób. Oskarżony strzelał do poszkodowanych z broni palnej.

O wyroku jeleniogórskiego sądu poinformował w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski. Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w kwietniu 2017 r. w Bogatyni (Dolnośląskie). 45-letni Dariusz R. w mieszkaniu jednego z pokrzywdzonych strzelił z broni palnej do dwóch mężczyzn. Jeden z nich odniósł obrażenia zagrażające życiu, drugi zaś został lżej ranny. Mężczyźni przeżyli dzięki pomocy lekarskiej.

R. został zatrzymany nazajutrz po popełnieniu zbrodni. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch osób i na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany. Prokurator Czułowski poinformował, że mężczyzna „konsekwentnie nie przyznawał się do winy”.

Jeleniogórski sąd uznał R. za winnego popełnienia zarzucanej mu zbrodni i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności – poinformował prok. Czułowski.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

68-letnia kobieta rozpyliła gaz pieprzowy w piaskownicy. Kobiecie grozi kara do 3 lat więzienia

Kara do trzech lat więzienia grozi mieszkance Jastrzębia-Zdroju (woj. śląskie). Kobieta na placu zabaw rozpyliła gaz pieprzowy. Policjantom miała powiedzieć, że… dzieci jej dokuczały. Policję zawiadomili zaniepokojeni rodzice. Z ich relacji wynikało, że na jednym z placów zabaw starsza kobieta rozpyliła gaz pieprzowy. Ośmioro dzieci miało m.in. widoczne na twarzy zaczerwienienie. Czworo z nich trzeba było zostawić w szpitalu na obserwacji.

Policjanci szybko ustalili adres kobiety. W jej mieszkaniu znaleziono gaz, którego użyła. 68-latka tłumaczyła, że zrobiła to, ponieważ dzieci jej dokuczały i były wobec niej złośliwe. Trwa policyjne postępowanie w tej sprawie, które dotyczy ewentualnego narażenia dzieci na niebezpieczeństwo.

68-latce grozi za to kara do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl