Białoruś: W razie potrzeby milicja i wojsko będą używać ostrej amunicji

Jeżeli zajdzie taka potrzeba, funkcjonariusze milicji i wojska będą używać ostrej amunicji – zapowiedział wiceszef białoruskiego ministerstwa spraw wewnętrznych Giennadij Kozakiewicz. Kozakiewicz stwierdził, że protesty na Białorusi przybrały zorganizowany charakter i stały się skrajnie radykalne. Z jego słów wynika, że na ulice Mińska i innych białoruskich miast wychodzą radykałowie, anarchiści i pseudokibice”.

– W imieniu MSW oświadczam: nie zejdziemy z ulic i zaprowadzimy porządek w kraju. Funkcjonariusze organów spraw wewnętrznych i żołnierze wojsk wewnętrznych w razie konieczności będą używać środków specjalnych i broni palnej – powiedział wiceminister spraw wewnętrznych Białorusi.

Z doniesień obrońców praw człowieka wynika, że podczas niedzielnych protestów na Białorusi zatrzymano ponad 260 osób. Ofiarami represji padli także dziennikarze – szacuje się, że zatrzymano 20-40 pracowników mediów. Milicja próbowała brutalnie rozpędzać manifestantów, używając w tym celu m.in. armatek wodnych i granatów hukowych.

Protesty na Białorusi wybuchły 9 sierpnia, po zakończeniu wyborów prezydenckich, które rzekomo wygrał Alaksandr Łukaszenka. Przeciwnicy jego władzy podnoszą, że wybory zostały sfałszowane, a kontrkandydaci urzędującego prezydenta padli ofiarą represji. Wyniku ostatnich wyborów na Białorusi nie uznała m.in. Unia Europejska. Zaprzysiężenie Alaksandra Łukaszenki odbyło się w tajemnicy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

260 osób zatrzymanych po protestach na Białorusi. Milicja okładała ludzi pałkami i używała armatek wodnych

Białoruscy obrońcy praw człowieka donoszą o ponad 260 zatrzymanych podczas niedzielnych akcji protestu przeciwko białoruskim władzom. Milicja próbowała brutalnie rozpędzać manifestantów, używała m.in. armatek wodnych i granatów hukowych. Białoruska milicja użyła armatek wodnych w celu rozpędzenia antyrządowej demonstracji. W Mińsku już kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy odbywa się wielotysięczny marsz przeciwko sfałszowanym wyborom.

Białoruskie niezależne media donoszą o co najmniej kilkudziesięciu osobach zatrzymanych oraz rannych. Zatrzymano także dziennikarzy, szacunki są różne, jedne media informują o 20 zatrzymanych pracownikach mediów, z kolei Andrzej Poczobut podaje liczbę 40.

Jak wynika z relacji białoruskich dziennikarzy, co widać na udostępnianych nagraniach, milicjanci oprócz armatek wodnych używali pałek i granatów hukowych. Użyciu granatów zaprzeczyła rzeczniczka milicji w Mińsku. Protesty odbywają się też w innych białoruskich miastach – między innymi Grodnie, Brześciu i Lidzie. Tam także dochodzi do zatrzymań. Media społecznościowe są pełne filmów dokumentujących brutalność milicji.

Na nagraniu, które publikuje bloger Nexta widać funkcjonariuszy, którzy bez opamiętania okładają pałkami protestujących. Inne wideo pokazuje, jak grupa milicjantów bije bezbronną osobę leżącą na ziemi. Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” wciąż aktualizuje listę osób zatrzymanych w niedzielę przez białoruską milicję. Obecnie są to co najmniej 262 nazwiska. Głównie z Mińska, ale też między innymi z Homla, Witebska, Grodna, Brześcia i Bobrujska.

Jak donoszą niezależne media, w białoruskiej stolicy aresztowania protestujących trwają. Mimo brutalności milicji na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy osób. Domagano się ustąpienia dyktatora Alaksandra Łukaszenki, który zdaniem opozycji i wielu Białorusinów sfałszował sierpniowe wybory prezydenckie i od ponad 2 miesięcy brutalnie tłumi protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Hakerzy włamali się na portal białoruskiej telewizji. Opublikowali nagrania brutalnych ataków milicji

W sobotę wieczorem widzowie internetowej transmisji białoruskiej państwowej telewizji zobaczyli obrazy, jakich zazwyczaj nie widują: nagrania brutalności i przemocy ze strony służb wobec protestujących. Odpowiadają za to hakerzy, którzy zamienili obraz telewizji na nagrania z protestów.

Grupa popierających opozycję białoruskich hakerów przerwała internetową transmisję kanału Bielarus 1. Do akcji doszło w sobotę czasie głównego wydania wiadomości. Zamiast „Panoramy” widzowie mogli obejrzeć sceny przemocy na ulicach Mińska, której dopuszczali się funkcjonariusze organów ścigania w pierwszych dniach demonstracji.

Jak mówi szef fundacji Białoruski Dom w Polsce Aleś Zarembiuk, akcja mogła dotrzeć do wielu widzów. Szef fundacji zwraca uwagę, że znakomita większość Białorusinów ogląda telewizję i wiadomości właśnie za pośrednictwem internetu. – Dzięki temu zamiast łukaszenkowskiej propagandy obejrzeli kadry z brutalnych interwencji przedstawicieli władz – stwierdził.

Opublikowane materiały wideo przedstawiają milicjantów bijących pałkami uczestników demonstracji. Funkcjonariusze w hełmach i kevlarowych kamizelkach rozbijają samochody i wywlekają z nich pasażerów, którzy następnie są bici do utraty przytomności. Wśród brutalnie atakowanych są kobiety.

„Cyberpartyzanci” białoruskiej opozycji

Aktywiści włamali się również na stronę internetową z transmisją innego kanału białoruskiej telewizji, ONT. Atak nie objął łączy analogowych. Cyberpartyzanci to anonimowa grupa hakerów, która wspiera białoruski protest. Dotychczas włamywali się m.in. na stronę białoruskiego MSW, gdzie opublikowali informację o poszukiwaniu listem gończym Alaksandra Łukaszenki oraz akademii milicyjnej.

Z informacji w mediach i sieciach społecznościowych wynika, że ta sama grupa włamała się do bazy z danymi funkcjonariuszy struktur siłowych, a następnie przekazała je opozycyjnemu kanałowi NEXTA w komunikatorze Telegram.

Protesty w Mińsku, ograniczenie dostępu do internetu

Niedziela to 50. dzień protestu białoruskiej opozycji domagającej się odejścia prezydenta Łukaszenki. W Mińsku rozpoczęły się zatrzymania uczestników opozycyjnej akcji protestu. Funkcjonariusze milicyjnego OMON-u starają się nie dopuścić do utworzenia w centrum stolicy kolumny demonstrantów. Do zatrzymań demonstrantów doszło już również w Grodnie, Lidzie, Witebsku i Mohylewie.

Po południu w Mińsku pojawiły się trudności z dostępem do internetu. Lokalne agencje donoszą, że strony otwierają się z dużym opóźnieniem, lub w ogóle są niedostępne. Operator sieci komórkowej poinformował, że „ograniczył prędkość przesyłania danych w sieciach mobilnych na polecenie organów państwowych”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dziesiątki tysięcy protestujących na ulicach białoruskiego Mińska

Mieszkańcy Mińska i innych białoruskich miast ponownie wyszli na ulice manifestować przeciwko rządom Aleksandra Łukaszenki. To już 50. dzień takich protestów. W Homlu użyto wobec ich uczestników gazu łzawiącego i granatów ogłuszających.

Milicyjny OMON zaczął zatrzymywać demonstrantów, gdy tylko pojawili się na miejscu. W ten sposób próbowano nie dopuścić do uformowania się kolumny demonstrantów. Jednak w pewnym momencie protestujących było tak wielu, że zatrzymania okazały się nieskuteczne. Protestujący uformowali dwie kolumny na początku Prospektu Zwycięzców i poszli w stronę ulicy Maksima Bahdanowicza, a nie – jak w ubiegłych tygodniach – w kierunku rezydencji Alaksandra Łukaszenki.

Po drodze zatrzymali się w okolicy obelisku „Mińsk-miasto bohater”, gdzie tradycyjnie podchodzą kolumny z różnych dzielnic stolicy. Niezależne media oceniają, że w proteście uczestniczy już kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Demonstranci skandują: „Niech żyje Białoruś” i trzymają historyczne biało-czerwono-białe flagi. Według aktywisty i dziennikarza z Białorusi Franaka Wiaczorki tylko w mińskim proteście jest ok. 100 tys. osób. Gazeta „Nasza Niwa” podaje liczbę 50 tysięcy.

Demonstracje i wiece odbywają się też w innych miastach Białorusi – między innymi w Homlu, Brześciu, Bobrujsku i Grodnie, gdzie doszło do licznych zatrzymań. Białoruska dziennikarka Hanna Liubakova opublikowała nagranie z protestu w Homlu, gdzie milicjanci użyli wobec protestujących gazu łzawiącego i granatów ogłuszających.

Uczestniczącym w manifestacjach Białorusini protestują przeciwko potajemnemu zaprzysiężeniu Alaksandra Łukaszenki na prezydenta kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białoruś: Masowe odejścia ze służb

Protesty na Białorusi nie ustają, tak jak brutalność tamtejszej milicji. Niektórzy funkcjonariusze reżimu mają jednak dość, masowo odchodzą ze służby. Co ich teraz czeka? Z pomocą czekają wolontariusze, którzy oferują im pomoc w znalezieniu nowej pracy, a nawet w ucieczce za granicę.

Jak informuje stacja Biełsat, chodzi o ponad tysiąc mundurowych, którzy w zgodzie z własnym sumieniem postanowili opuścić służby.

Stacja opisuje też, jak jedna z fundacji działa, by pomóc, często nawet ocalić tych ludzi. Ewakuacja ze służb zaczęła się wraz z tym, jak w sieci zaczęto ujawniać nazwiska i inne dane funkcjonariuszy.

– Zwracają się do nas strażacy, żołnierze wojsk wewnętrznych, prokuratorzy, milicjanci, był nawet podpułkownik. 108 osób przeszło pierwszy etap weryfikacji – powiedział Biełsatowi założyciel fundacji BySol Jarasłau Lichaczeuski.

Lichaczeuski mówi, że nie może potwierdzić, by o pomoc prosili także funkcjonariusze, którzy dopuścili się przestępstw przeciwko obywatelom.

– Na razie nie potwierdziliśmy żadnego takiego przypadku. Dlatego jeśli ktoś ma informacje o przestępstwach dokonanych przez konkretnego człowieka, proszę się nimi podzielić – dodał.

Funkcjonariusze, którzy odeszli, otrzymują po 1,5 tys. euro zapomogi do czasu odnalezienia nowej pracy, mogą też liczyć na wsparcie w poprawieniu kwalifikacji. W razie niebezpieczeństwa, w pomocy w opuszczeniu kraju. Masowe odejścia zaobserwowano w Mińsku, Swietłahorsku, Brześciu, Grodnie czy Nowopołocku.
Źródło info i foto: TVP.info

Pierwsze zatrzymania uczestników niedzielnego protestu na Białorusi

O zatrzymaniach uczestników niedzielnego protestu, którzy próbują skoncentrować się w różnych punktach w centrum miasta, informują media niezależne na Białorusi. Mimo tych zatrzymań ludzie gromadzą się, by wziąć udział w Pochodzie Sprawiedliwości. Portale TUT.by i Onliner.by informują o zatrzymaniach przy Prospekcie Zwycięzców i na ulicy Niamiha, a także w innych miejscach.

Mimo interwencji służb ludzie gromadzą się w okolicy pomnika Mińska Miasta-Bohatera. Media niezależne szacują, że zebrało się tam już kilka tysięcy ludzi i wciąż napływają nowi uczestnicy.

Przed niedzielnym protestem w Mińsku, które władze uważają za „nielegalną akcję masową”, na ulice miasta wyprowadzono milicję i wojsko, a także ciężarówki, sprzęt do rozpędzania demonstracji i transportery opancerzone.

Do centrum Mińska wjechało wiele ciężarówek z funkcjonariuszami i więźniarek, armatki wodne i inny sprzęt milicyjny, a także transportery opancerzone. Otoczone są niektóre budynki w centrum, a także zablokowane ulice – m.in. Prospekt Niepodległości na odcinku prowadzącym do pałacu prezydenckiego, Prospekt Puszkina i inne ulice.

Stacje metra w centrum zostały zamknięte, jak podano: „ze względu na bezpieczeństwo pasażerów”.

Ok. godziny 14.30 czasu białoruskiego (13.30 w Polsce) w centrum miasta tradycyjnie już zaczęły się problemy z dostępem do internetu z telefonów komórkowych. TUT.by powołując się na jednego z operatorów podał, że zrobiono to na żądanie „uprawnionych instytucji państwowych”.

Wiadomo również o zatrzymaniach w innych miastach, m.in. w Homlu i w Grodnie.
Źródło info i foto: TVP.info

Do internetu wyciekły nazwiska funkcjonariuszy białoruskiego MSW. „Ostrzegaliśmy, co się stanie”

Białoruskie MSW szuka źródeł wycieku danych osobowych ponad tysiąca pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w tym milicjantów i funkcjonariuszy OMON-u. Wczoraj opublikował je znany bloger NEXTA na swoim kanale w komunikatorze Telegram.

Dane dotyczące pracowników białoruskiego MSWiA zawierają ich: imiona i nazwiska, daty urodzenia, jednostki, w których służą, stopnie i zajmowane funkcje. Oddzielne opublikowano informacje o siedmiu domniemanych oficerach jednostki specjalnej MSW „Ałmaz”, łącznie z ich numerami telefonów. Podczas interwencji na ulicach białoruskich miast, funkcjonariusze milicji, OMON-u i wojsk wewnętrznych mają zasłonięte twarze, a na ich mundurach nie ma oznaczeń.

Białoruski bloger opublikował listę z nazwiskami funkcjonariuszu OMON-u. „Ostrzegaliśmy, co się stanie”

Jak informuje Biełsat TV, akcja białoruskiego blogera NEXTA jest odpowiedzią na brutalne działania milicji podczas sobotniego Marszu Kobiet. W stolicy Białorusi zatrzymano wówczas kilkaset osób.

Kanał społecznościowy blogera o pseudonimie NEXTA zapowiada kolejne publikacje danych funkcjonariuszy, jeśli służby specjalne nadal będą zatrzymywać uczestników protestów.

„Tydzień temu ostrzegaliśmy, co się stanie, jeśli bezpieczniacy się nie zatrzymają. Dotrzymujemy obietnicy. Przed Wami pierwsze 1000 pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z bazy, którą otrzymaliśmy dzięki cyberpartyzantom. Jeśli zatrzymania będą kontynuowane, będziemy kontynuować masową publikację danych – napisano na kanale komunikatora telegram NEXTA (cytat za Biełsat TV). Bloger wezwał również do pomocy w tworzeniu bazy danych z nazwiskami milicjantów.

Publikację danych funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa skomentowała dla agencji RIA Novosti rzeczniczka białoruskiego MSWiA. Wolha Czemadanawa zapewniła, że środki i technologie, którymi dysponują organy ds. wewnętrznych, umożliwiają identyfikację i ściganie większości osób odpowiedzialnych za wyciek wrażliwych informacji.

W sobotę przebywająca za granicą liderka opozycji Swiatłana Cichanouska wezwała białoruskie służby do wypuszczenia na wolność wszystkich zatrzymanych. „Funkcjonariusze organów ścigania powinni pamiętać, że Białorusini są gotowi do ujawnienia tych, którzy wykonują przestępcze rozkazy” – napisała w mediach społecznościowych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Torturowani Polacy składają zawiadomienie w sprawie również na Białorusi

Trzej Polacy torturowani na Białorusi zamierzają walczyć o swoje prawa również w Mińsku. Składają zawiadomienie do tamtejszych władz. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie zatrzymania, pobicia i torturowania trzech Polaków na Białorusi. Mężczyźni byli zatrzymani po protestach w Mińsku. Po powrocie do kraju przeszli badania i zostali przesłuchani przez ABW.

Teraz, jak przekazuje RMF FM, ich pełnomocnik mecenas Tomasz Wiliński złoży zawiadomienie w tej sprawie również na Białorusi. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Miała ich bić kijem bejsbolowym. Zawiadomienie będzie także dotyczyć innych osób zatrzymanych i bitych na Białorusi.

Według nieoficjalnych informacji Polacy dostali symboliczne zadośćuczynienie na pokrycie kosztów leczenia z funduszu obywatelskiej inicjatywy, która powstała na Białorusi.

Sprawą brutalności białoruskiej milicji wobec Polaków zajmuje się Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Białoruś. Nie milkną protesty

Na Białorusi nie milknie fala protestów przeciwko wynikom wyborów prezydenckich, które odbyły się w tym kraju w sierpniu. Cały czas są one brutalnie tłumione przez milicję oraz żołnierzy. Według danych ekspertów ONZ, milicja dopuściła się tortur na blisko 450 osobach. Odnotowano też przypadek gwałtu. W niedzielę na „Marszu Jedności” w Mińsku zgromadziło się około 100 tys. osób. Niezależne media informują o brutalnych zatrzymaniach ze strony milicji.

Ci, którzy zdecydowali się wyrazić swój sprzeciw wobec Łukaszenki, spotkali się z brutalną reakcją milicji. Jak informuje telewizja Biełsat, zatrzymanych zostało co najmniej 105 uczestników marszu.
Źródło info i foto: wp.pl

Komisarz ONZ o sytuacji na Białorusi. Kilkaset przypadków milicyjnych tortur, w tym gwałt

​Eksperci ONZ mają udokumentowane 450 przypadków tortur i złego traktowania osób zatrzymanych podczas protestów na Białorusi. Komisarz ma informacje, że służby dopuszczały się także przemocy wobec kobiet i dzieci, a jedna z osób została zgwałcona. Na stronie Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka opublikowano wiadomość, w której eksperci wzywają władze Białorusi do zaprzestania brutalnych działań wobec obywateli kraju.

Biuro zaznacza, że ma udokumentowane 450 przypadków tortur i złego traktowania osób, które zostały zatrzymane za udział w protestach po wyborach prezydenckich 9 sierpnia. „Jesteśmy bardzo zaniepokojeni setkami zarzutów tortur i innych form znęcania się w tymczasowych ośrodkach detencyjnych” – zaznaczono.

Komisarz podkreśla, że sporo rodzin nie miało kontaktu z zatrzymanymi. Większość została odnaleziona, ale niepokojący jest fakt, że miejsce pobytu i stan zdrowia co najmniej 6 osób są nieznane.

Eksperci otrzymali także doniesienia o przemocy wobec kobiet i dzieci, w tym o przemocy seksualnej i gwałcie gumowymi pałkami. „Państwo musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapobiegać wszelkim formom wykorzystywania, w tym przemocy wobec kobiet” – zaznaczono.

ONZ apeluje do władz kraju o zaprzestanie torturowania zatrzymanych i postawienie przed sądem policjantów, którzy według świadków poniżali i bili demonstrantów w miejscach zatrzymań. „Wolność od tortur jest jednym z tych praw człowieka, które są uważane za tak ważne, że nie można ich ograniczać ani zawieszać w żadnych okolicznościach” – podkreśliła ONZ.

W pierwszych dniach masowych protestów po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów prezydenckich 9 sierpnia na Białorusi, milicja brutalnie rozproszyła manifestacje za pomocą armatek wodnych, granatów błyskowych i gumowych kul. W ciągu kilku dni zatrzymano siedem tysięcy osób, a setki zostało rannych. Kilka osób zginęło.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tysiące osób pod rezydencją Łukaszenki. Trwają demonstracje na Białorusi

W największych białoruskich miastach ponownie odbyły się demonstracje opozycji, domagającej się ustąpienia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. W Mińsku w manifestacji – według różnych źródeł – uczestniczyło od kilkudziesięciu tysięcy do ponad 200 tys. osób. Protest trwał ponad cztery godziny. Uczestnicy przeszli ulicami miasta aż pod pałac prezydencki. W manifestacji, która rozpoczęła się od zatrzymań i prób interwencji ze strony sił specjalnych milicji OMON, mogło wziąć udział – według szacunków Radia Swaboda – nawet 200 tys. ludzi.

Zatrzymano co najmniej 125 osób

MSW poinformowało o zatrzymaniu 125 osób w ciągu pierwszych dwóch godzin akcji. Później informacji o zatrzymaniach nie było. Pod koniec protestu MSW opublikowało informację, że w centrum miasta czasie manifestacji doszło do ataku na samochód milicji.

Tysiące ludzi pod pałacem prezydenckim

W Mińsku demonstranci przeszli głównymi ulicami miasta pod Pałac Niezależności, który jest nową siedzibą prezydenta Białorusi. Pałac prezydencki był otoczony przez siły milicji i wojska, w tym wozy opancerzone i uzbrojonych żołnierzy.

Urodzinowe „prezenty” dla Łukaszenki

Uczestnicy manifestacji przynieśli Alaksandrowi Łukaszence, który dziś kończy 66 lat, urodzinowe prezenty. Tam zablokował im drogę milicyjny OMON. Demonstranci zostawili przeniesione prezenty – trumnę z napisem „Dyktatura”, zrobionego z kartonu dużego karalucha i miniaturowy samochód-więźniarkę.

Wielka kukła karalucha, nawiązująca do ludowego przezwiska białoruskiego prezydenta, spacerowała wcześniej po ulicy Niemiga w centrum miasta. W innym miejscu swój performance urządzili tancerze na szczudłach, przebrani za śmierć i szkielety. Wiele plakatów podczas niedzielnego protestu nawiązywało do 66. urodzin Łukaszenki. „Uważaj, nie udław się wisienką” – napisano na rysunku z wielkim urodzinowym tortem.

„My na coś słodkiego! Wychodź, przyszliśmy na urodziny!” – krzyczeli uczestnicy protestu.

„Będziemy demonstrować aż do zwycięstwa”

Zebrani w niedzielę na ulicach mińska podkreślali, że trzeba kontynuować protesty.

„Mam nadzieję , że będziemy demonstrować aż do zwycięstwa. Bo jeśli opuścimy ręce, poddamy się i rozejdziemy po domach, to wszystko, co dotychczas zrobiliśmy, okaże się niepotrzebne” – powiedziała mieszkanka Mińska.

Na dzisiejszej demonstracji obecna była Maryja Kalesnikowa, członek prezydium Koordynacyjnej Rady, która stawia sobie za cel pomoc w pokojowym przekazaniu władzy. Przyszło też kilku znanych sportowców, m.in. Aleksandra Hierasimienia, mistrzyni świata w pływaniu.

Wyłączono internet

W Mińsku ok. godz. 15 (14 w Polsce) wyłączono internet komórkowy. Przed niedzielnym protestem milicja uprzedziła dziennikarzy, by nie podchodzili do uczestników protestu bliżej niż na 100 metrów. Gdy protestujący w Mińsku podchodzili do pałacu prezydenckiego, z jednostki wojskowej w dzielnicy Uruczcza na północnym-wschodzie miasta wyjechały wozy bojowe BMP. W znajdującym się naprzeciwko pałacu centrum handlowym rozpoczęła się ewakuacja. W tym czasie pokojowo nastawieni demonstranci nie przestawali składać prezydentowi życzeń z okazji urodzin.

Zatrzymania także w innych miastach

Uczestnicy pokojowych akcji byli zatrzymywani także w innych miastach, m.in. w Żodzino pod Mińskiem. Demonstracje, w których uczestniczyło po kilka tysięcy ludzi, odbywały się też w innych dużych miastach Białorusi: Grodnie, Brześciu, Homlu i Mohylewie.

Masowe protesty na Białorusi

Był to już 22. dzień protestów zorganizowanych przez opozycję, która podważa wynik ostatnich wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia. Tysiące obywateli domagają się odejścia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Reżim Łukaszenki przekonuje, że podejmowane są próby destabilizacji sytuacji w kraju.
Źródło info i foto: interia.pl