Hiszpania: Dwaj benedyktyni wykorzystywali seksualnie dzieci. Ofiarami byli mali chórzyści i katoliccy harcerze

W kompleksie klasztornym w Montserrat dochodziło do nadużyć na tle seksualnym. Benedyktyni potwierdzili, że dwóch członków zgromadzenia dopuściło się czynów pedofilskich. Jednym z nich był znany, nieżyjący już duszpasterz współpracujący z młodzieżą, Andreu Soler. Z komunikatu opublikowanego w piątek przez benedyktynów wynika, że zmarły w 2008 roku zakonnik miał się dopuszczać czynów pedofilskich wobec kilkunastu nieletnich w latach 1960-2000. Zakon potwierdził, że Soler dopuszczał się nadużyć seksualnych zarówno wobec członków katolickiej organizacji harcerskiej, jak i chłopców z chóru działającego przy Opactwie Matki Bożej w Montserrat.

Dochodzenie, przeprowadzone przez władze zgromadzenia, potwierdziło zarzuty wysuwane przez kilku dorosłych obecnie mężczyzn wobec Solera. Zakonnicy z Montserrat poprosili ofiary o wybaczenie przestępstw seksualnych, których dopuścił się Soler, a także „drugi pedofil”, również zakonnik, którego personaliów nie podano. Autorzy komunikatu wyjaśnili, że Soler dopuścił się co najmniej dwóch przestępstw seksualnych wobec dzieci z chóru Escolandia w latach 1960-1968, a także licznych przestępstw wobec katolickich harcerzy pomiędzy 1972 i 2000 rokiem.

W piątek władze opactwa w Montserrat zadeklarowały gotowość współpracy z hiszpańskim wymiarem ścigania w celu wyjaśnienia czynów pedofilskich, o jakie byli oskarżeni mieszkający w przeszłości w tym klasztorze zakonnicy.

Apel o zbadanie zjawiska pedofilii w Kościele

W lipcu Konferencja Episkopatu Hiszpanii poinformowała w piśmie przesłanym do prokuratury generalnej w Madrycie, że rozpoczęła tworzenie na terenie diecezji tzw. komisji mieszanych do walki z nadużyciami seksualnymi. W ich skład wchodzą zarówno osoby duchowne, jak i świeckie. Biskupi zapewnili, że prowadzą własne działania służące zwalczaniu nadużyć seksualnych ze strony ludzi Kościoła oraz przeciwdziałaniu tym nadużyciom. Potwierdzili też gotowość do współpracy z hiszpańskim wymiarem ścigania w tej kwestii. Ani hiszpański Kościół katolicki, ani prokuratura generalna w Madrycie nie dysponują informacjami o skali nadużyć seksualnych wobec nieletnich ze strony ludzi Kościoła. W styczniu prokurator generalna Maria Jose Segarra wezwała ministerstwo sprawiedliwości do opracowania statystyk na temat tego zjawiska, resort dotychczas nie ustosunkował się jednak do tego wniosku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zbiorowy gwałt dokonany w Muelheim na młodej kobiecie. Niemcy dyskutują o obniżeniu granicy wieku odpowiedzialności karnej

Zbiorowy gwałt dokonany w Muelheim na młodej kobiecie przez grupę dzieci i młodzieży rozpętał w Niemczech dyskusję o obniżeniu granicy wieku odpowiedzialności karnej.

Pięcioro dzieci i nastolatków w wieku od 12 do 14 lat miało dokonać w Mülheim an der Ruhr zbiorowego gwałtu na młodej kobiecie. Szef związku zawodowego policji Rainer Wendt domaga się po tym obniżenia granicy wieku, z jaką prawo wiąże zdolność ponoszenia odpowiedzialności karnej. W Niemczech jest to obecnie 14 lat, Wendt chce, by było to 12 lat.

Federalna minister sprawiedliwości Christine Lambrecht (SPD) jest temu przeciwna. Przypadek ten ją zszokował, ale „oburzenie nie jest dobrym doradcą” – powiedziała dziennikowi „Augsburger Allgemeine”. Minister argumentuje, że odpowiedzialność karna wymaga pewnego stopnia rozwoju psychicznego, którego nie osiąga jeszcze każde dziecko poniżej 14 roku życia.

Surowsze prawo nie oznacza mniej przestępczości

Żądaniu Rainera Wendta sprzeciwia się także Niemieckie Stowarzyszenie Sędziów. Jak stwierdził jego przewodniczący Jens Gnisa, oczekiwanie, że zaostrzenie przepisów położy tamę przestępczości wśród dzieci i młodzieży, jest złudne. Jego zdaniem dotychczasowe regulacje dla nieletnich sprawdziły się. Zawarta w nich „misja wychowawcza” doprowadziła do znacznego zmniejszenia przestępczości nieletnich. Dlatego nie ma powodu, by obniżyć granicę odpowiedzialności karnej z 14 do 12 lat, argumentuje szef Niemieckiego Stowarzyszenia Sędziów.

Zdecydowanie przeciwny zmianom jest również niemiecki Związek Ochrony Dzieci (Kinderschutzbund). Jest to raczej wyzwaniem dla Urzędów ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt), które muszą natychmiast zareagować i przyjrzeć się przyczynom takiego a nie innego zachowania dziecka, stwierdziła wiceszefowa Kinderschutzbund Martina Huxoll-von Ahn.

Lambrecht: „Państwo ma w ręku wystarczające środki”

Minister ds. rodziny Lambrecht wskazała w wywiadzie prasowym na możliwości, jakimi dysponują konfrontowane z dziecięcą przemocą Jugendamty i sądy rodzinne. „Państwo ma w ręku wystarczające środki, by w konsekwentny i stosowny sposób reagować także na przestępstwa dokonywane przez dzieci” – powiedziała. Ostatecznymi środkami są przy tym pozbawienie władzy rodzicielskiej lub skierowanie dziecka do ośrodka wychowawczego lub rodziny zastępczej.

Na trzech czternastolatkach i dwóch dwunastolatkach ciąży podejrzenie, że w piątek wieczorem (5.07.2019) w lesie w Mülheim an der Ruhr zgwałcili młodą kobietę. Zgodnie z niemieckim prawem 12-latkowie nie posiadają zdolności do odpowiedzialności karnej. Jeden z 14-latków przebywa w areszcie śledczym ze względu na ryzyko ponownego popełnienia przestępstwa.

Tymczasem pojawiły się informacje, że w Mülheim w niedzielę (7.07.2019) doszło do kolejnej napaści na tle seksualnym z prawdopodobnym udziałem dziecka. Jak poinformowała rzeczniczka prokuratury w Duisburgu, pięciu podejrzanych miało otoczyć nastolatkę. Dwóch z nich ją obmacywało. Według doniesienia tabloidu „Bild” jednym z pięciu podejrzanych jest jedenastolatek, inni są w wieku od 15 do 17 lat. Dziewczyna ma 15 lat.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Pedofilia w Kościele. Istnieją tajne archiwa?

Na jesieni 2018 roku Niemcami wstrząsnął raport o wykorzystywaniu seksualnym przez księży dzieci i młodzieży. Badacze domagają się dostępu do kościelnych archiwów. Czy niemiecki episkopat wyrazi zgodę? We wtorek w Berlinie po raz pierwszy zbierze się wspólna grupa robocza Konferencji Episkopatu Niemiec i pełnomocnika rządu Niemiec do zbadania przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez księży.

We wtorek w Berlinie po raz pierwszy zbierze się wspólna grupa robocza Konferencji Episkopatu Niemiec i pełnomocnika rządu Niemiec do zbadania przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez księży – Johannesa-Wilhelma Roeriga. Jak podał w piątek „Spiegel”, tematem dyskusji ma być kwestia umożliwienia niezależnym badaczom dostępu do kościelnych archiwów. Komisja zajmie się też przypadkami seksualnego molestowania w katolickich zakonach.

Redakcja zaznacza, że po opublikowaniu na jesieni 2018 roku przygotowanego przez biskupów raportu o wykorzystywaniu seksualnym w Kościele, instytucje kościelne zintensyfikowały współpracę z placówkami państwowymi.
Źródło info i foto: wp.pl

Lubin: Zaczepiali dziewczynę. 15-letni Jakub zginął, bo stanął w obronie koleżanki

Chłopiec, który w sobotę w nocy zginął od ciosu nożem, stanął w obronie koleżanki. Policja nie informuje, który z trzech agresywnych mężczyzn jest podejrzewany o dokonanie zabójstwa. Jeden z nich usłyszał w niedzielę taki zarzut. Do tragedii doszło w centrum Lubina.

Do tragedii na Wzgórzu Zamkowym w centrum Lubina doszło w sobotę, około godziny 1 w nocy, kiedy do grupy młodzieży, w której był 15-letni Jakub, podeszli trzej mężczyźni w wieku 21, 22 i 23 lat. Podobno zaczęli w ordynarny sposób zaczepiać jedną z dziewczyn.

Jakub chciał stanąć w jej obronie. Wtedy otrzymał śmiertelny cios w klatkę piersiową. Policja nie informuje, który z mężczyzn ugodził ofiarę.

– Wszyscy trzej są znani policji, byli już karani za drobne przestępstwa – kradzieże sklepowe i posiadanie nieznacznej ilości narkotyków. Jeden z nich był pod wpływem alkoholu – relacjonuje reporter TVP Info Marcin Lustig. St. aspirant Sylwia Serafin z KPP w Lubinie poinformowała, że od mężczyzn została pobrana krew do analizy. Badanie ma sprawdzić, czy nie byli pod wpływem narkotyków.

To było brutalne morderstwo

W niedzielę jednemu z nich prokuratura postawiła zarzut zabójstwa – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy prok. Lidia Tkaczyszyn.

Zakończyło się też przesłuchanie drugiego z podejrzanych w tej sprawie. – Postawiono mu zarzuty dwóch przestępstw – nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa – powiedziała rzeczniczka.

Wobec obu mężczyzn sporządzono wnioski o areszt. – Trzeci z zatrzymanych wkrótce zostanie doprowadzony do prokuratury. Jemu też zostaną przedstawione zarzuty nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa – powiedziała prokurator Tkaczyszyn.

Śledczy nie udzielają na razie informacji na temat szczegółów wydarzeń, w wyniku których zginął 15-latek. – Możemy powiedzieć jedynie, że prokurator ma mocne dowody, które jednoznacznie wskazują mężczyznę, który zadał cios 15-latkowi. Było to brutalne morderstwo – powiedziała prokurator.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak w Niemczech po demonstracji Antify

– Tę młodzież wykorzystuje się do celów politycznych, jak za Hitlera – mówi w rozmowie z portalem tvp.info 56-letnia śpiewaczka operowa polskiego pochodzenia, zaatakowana przez kilku młodych uczestników wiecu Antify w Moguncji. Ofiara ataku wracała z demonstracji przeciw przemocy, w której uczestniczyli przedstawiciele wielu narodowości.

Dorota Panek-Schünemann, mieszkająca od blisko 30 lat w Niemczech śpiewaczka operowa, pod koniec września uczestniczyła w Moguncji w demonstracji przeciwko przemocy.

– To nawet nie była demonstracja prawicowa, myślę że wręcz bardziej lewicowa niż prawicowa. Stał obok mnie Rumun z rumuńską flagą, ja z drugą Polką miałyśmy polską. Był Turek, Ahmed, był pewien Żyd – wylicza pani Panek-Schünemann w rozmowie z portalem tvp.info.

– Antifa zorganizowała kontrdemonstrację. Ale nawet nie słuchali o czym mówimy, tylko wrzeszczeli bezkrytycznie „Hau-ab!!!”, tzn. „Wynocha!”. Wyzywali nas od nazistów i rasistów. Nawet mój znajomy z Konga – czarny jak heban – został przez tych samych lewicowców na innej demonstracji w Moguncji nazwany rasistą i „Nazi” – opowiada Polka.

W pewnym momencie jeden z uczestników demonstracji – „młody, brodaty, o wyglądzie arabskim, czy tureckim” – zaczął zaczepiać naszą rozmówczynię.

– Krzyczał na mnie „du Fotze”, co oznacza dokładnie „ty piz…”. Stał tuż przed policjantami i wrzeszczał na mnie bez przerwy, obrażając mnie publicznie. Zapytałam nawet w obecności funkcjonariuszy, czy o mnie konkretnie chodziło. I on nie bał się nawet potwierdzić tego przy policjantach. Co więcej nadal mnie wyzywał – mówi Dorota Panek-Schünemann.

Ponieważ policjanci nie reagowali, Polka złożyła na niego skargę zarzucając mu rasizm, dyskryminację i publiczne znieważenie. Pani Dorota nie wyklucza, że późniejsza napaść była związana z tym doniesieniem.

– Ludzie boją się nawet zgłaszać Arabów na policję, bo potem przyjdzie taki i zabije – mówi.

Napaść na Polkę miała miejsce podczas powrotu z demonstracji. Gdy szła do swojego samochodu, z bramy wyskoczyło trzech młodych Niemców (ich wiek nasza rozmówczyni określa na 20–25 lat), których, jak mówi pani Dorota, wcześniej świadkowie widzieli na demonstracji Antify.

– Jeden z nich kopnął mnie mocno w kostkę, żebym upadła, ale na szczęście mu się nie udało. Mam wprawdzie 56 lat, ale jestem wysoka i wysportowana. Gdyby był ktoś drobniejszy… ale ja mam 178 cm no i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Udało mi się oprzeć na parasolu. Zaczęłam się bronić używając parasola – opowiada.

– Jeden z nich, rosły, mocny blondyn, zaczął mi go wyrywać. Krzyczał „du Polnische Schalmpe”, to znaczy „ty polska dziwko”, a w pewnym momencie szarpnął mnie i rzucił z całej siły na jezdnię prosto pod jadący samochód – mówi kobieta.

Zaatakowana Polka nie ma wątpliwości, że była to próba zabójstwa. W ten sposób zeznawała też na policji. Twierdzi, że uratował ją refleks kierowcy nadjeżdżającego samochodu, który zdołał zatrzymać się tuż przed nią.

Choć nie doszło do najgorszego, atak bojówkarzy wiele kosztował panią Dorotę. – Nie mogłam ruszać szyją, czułam ogromny ból głowy. No i ogromny szok, wstrząs. Do dziś się leczę, a poza tym boję się wychodzić z domu – skarży się napadnięta Polka.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwany od 20 lat za zabójstwo 11-latka często przyjeżdzał do Polski i brał udział w obozach harcerskich

Od kilku dni w całej Europie trwały intensywne poszukiwania 55-letniego Holendra podejrzanego o zamordowanie w 1998 roku 11-letniego chłopca. Śledczym dopiero po 20 latach udało się wpaść na trop zabójcy. W niedzielę Jos B. został zatrzymany niedaleko Barcelony. Wcześniej – jak się okazuje – bardzo często przyjeżdżał do Polski. W jakim celu? Jak ustalił Fakt24.pl, 55-latek brał udział w obozach harcerskich i uczył młodzież technik przetrwania…

Od kilku dni 55-letni Jos B. był poszukiwany listem gończym w całej Europie. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 11-letniego chłopca w sierpniu 1998 roku. Nicky Verstappen zniknął w nocy podczas letniego obozu w rezerwacie przyrody Brunssumerheide, w pobliżu granicy niemieckiej. Jego ciało znaleziono następnego wieczora, blisko obozowiska. Śledczy ustalili, że chłopiec przed śmiercią został wykorzystany seksualnie.

Pomimo intensywnego śledztwa, holenderskiej policji nigdy nie udało się złapać zabójcy 11-latka. W pewnym momencie kryminalni podejrzewali nawet, że Nicky padł ofiarą tej samej osoby, która stała za zniknięciem Maddie McCann. Pochodząca z Wielkiej Brytanii dziewczynka została uprowadzona z hotelowego pokoju w 2007 roku podczas wakacji w Portugalii. Ta sprawa do tej pory spędza sen z powiek brytyjskiej policji.

W sprawie 11-latka z Holandii niedawno nastąpił przełom. Według portalu ad.nl, na początku tego roku policja zaapelowała do ponad 20 tys. mężczyzn, aby oddali próbki DNA. Jos B., który w chwili zabójstwa miał 35 lat, nie znalazł się wśród ochotników. To wzbudziło podejrzenia policji, tym bardziej, że mężczyzna był wcześniej przesłuchiwany w sprawie jako świadek. Ostatecznie holenderscy i francuscy śledczy znaleźli ślady biologiczne mężczyzny w jego domku letniskowym w rejonie francuskich gór Wogezy. Okazało się, że są zgodne ze śladami DNA znalezionymi na miejscu przestępstwa. 12 czerwca br. za 55-latkiem wydano ogólnoeuropejski nakaz aresztowania.

W niedzielę kryminalni z Holandii poinformowali, że Jos B. został zatrzymany niedaleko Barcelony. W najbliższych dniach 55-latek ma zostać przekazany holenderskiej policji.

To jednak nie wszystko. Jak ustalił Fakt24.pl, Jos B. wielokrotnie przyjeżdżał do Polski, by uczestniczyć w obozach harcerskich. Tę informację potwierdziła nam Martyna Kownacka, rzeczniczka prasowa ZHP. W jakim charakterze Jos B. uczestniczył w obozach?

– Prowadził zajęcia dotyczące survivalu i bushcraftu. Nigdy nie był wychowawcą lub opiekunem na wyjazdach organizowanych przez ZHP oraz nigdy nie pełnił żadnych funkcji w naszych strukturach. W przypadku zajęć prowadzonych przez Josa B. odbywały się one w obecności i pod nadzorem instruktora sprawującego opiekę nad harcerzami – mówi w rozmowie z Fakt24.pl Martyna Kownacka.

Według rzeczniczki, Holender ostatni raz brał udział w obozie harcerskim w Polsce w ubiegłe wakacje. – Jedno z lokalnych środowisk harcerskich utrzymywało długoletni kontakt z Josem B. – dodaje Martyna Kownacka.

Rzeczniczka ZHP podkreśla, że zachowanie 55-latka nigdy nie budziło żadnych podejrzeń otoczenia. Nie było też pod jego adresem żadnych skarg ze strony dzieci, bądź rodziców. Jednak po doniesieniach medialnych na temat podejrzeń wobec Josa B. o sprawie powiadomiono polskie organy ścigania.

– Skontaktowaliśmy się z policją już w piątek. Dzisiaj w Krakowie doszło do spotkania w tej sprawie – mówi rzeczniczka ZHP.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Znany animator kultury zatrzymany w związku z podejrzeniem o molestowanie 14-latka

Znany w Trójmieście animator kultury od lat pracujący z dziećmi i młodzieżą został w czwartek po południu zatrzymany na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku, gdzie trwa zlot harcerzy. Matka chłopca: Marek W. molestował moje dziecko. W sobotę mężczyzna dostał prokuratorskie zarzuty.

Sprawę molestowania ujawniła matka 14-letniego chłopca, który miesiąc temu przebywał na obozie sportowym w Olecku, gdzie również był obecny Marek W. 55-latek jest znanym w Trójmieście animatorem kultury, którego fundacja angażuje się w rozmaite wydarzenia kulturalne organizowane m.in. w szkołach, organizacjach dla młodzieży czy placówkach oświatowych.

Spotkanie z ofiarą

Po obozie Marek W. miał zadzwonić do matki chłopca przedstawiając się jako psycholog dziecięcy.

– Przekonywał mnie, że mój syn jest zamknięty w sobie i potrzebuje pracy z psychologiem. Umówiliśmy się na spotkanie – opowiada matka chłopca, która chce zachować anonimowość. – W trakcie spotkania zauważyłam, że w obecności mężczyzny moje dziecko zaczęło zachowywać się bardzo nerwowo, a Marek W. próbował manipulować jego wypowiedziami. Po wizycie syn powiedział mi, że na obozie sportowym był molestowany – opowiada kobieta.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Warszawski harcmistrz Jerzy W. w końcu trafił do więzienia. Zgwałcił dwie dziewczynki

Powinien być krystalicznym człowiekiem, wzorem dla młodzieży. Tymczasem warszawski harcmistrz ZHP Jerzy W. (64 l.) zrobił coś potwornego. Zgwałcił dwie dziewczynki, za co został skazany pod koniec 2015 r. na ponad więzienie. Ale za kratki trafił dopiero teraz. Przez rok ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości!

Jerzy W. wśród harcerzy przez lata był uważany za wzór. 64-letni harcmistrz z warszawskiego szczepu 305 nie tylko organizował kolonie dla dzieci, ale też brał udział w różnych uroczystościach. Jego historię życia kilka lat temu opisała jedna z gazet rozpoczynając artykuł tytułem „Człowiek z zasadami”. Za maską idealnego harcerza kryła się ciemna strona, który wyszła na jaw w 2011 r. Wtedy to na policję zgłosiła się kobieta, która oskarżyła harcmistrza o gwałt.

Podczas śledztwa okazało się, że 64-latek od maja 1998 r. do maja 1999 r. wielokrotnie gwałcił dziewczynkę podczas obozów harcerskich organizowanych przez niego w Polsce i za granicą. Później do śledczych zgłosiła się jeszcze jedna kobieta, którą W. również molestował. Sprawa trafiła do sądu, który pod koniec 2015 roku skazał harcmistrza za dwa przestępstwa – pedofilię oraz gwałt na cztery i pół roku więzienia.

Jerzy W. nie trafił od razu za kraty. Przed sądem odpowiadał z wolnej stopy, a zanim wyrok się uprawomocnił, harcmistrz zapadł się pod ziemię. Aż do teraz. Kilka dni temu Jerzy W. został zatrzymany na ulicy przez policjantów. Pedofil od razu trafił do więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Marsylia: Nieznani sprawcy ostrzelali grupę młodzieży

Nieznani sprawcy w kominiarkach ostrzelali po południu z kałasznikowów grupę młodzieży w Marsylii, lekko raniąc jedną osobę. Wjechali oni do dzielnicy Busserine trzema samochodami – poinformowała miejscowa gazeta „La Provance”. Do ataku na młodych ludzi doszło w pobliżu miejscowego centrum kulturalnego.

Policja ogrodziła teren, a śledczy wszczęli dochodzenie. Na miejsce przybyła straż pożarna i siły porządkowe. Przy wyjeździe z miasta doszło do wymiany ognia między mężczyznami, którzy strzelali do młodzieży, a policją.
Źródło info i foto: TVP.info

Odwołano polsko-niemiecką wymianę młodzieży. Powodem ataki na cudzoziemców w Polsce

Jak ustaliło Radio ZET nie dojdzie do wymiany młodzieży między szkołą w Poznaniu, a placówką w zachodnich Niemczech. Powodem mają być ataki na cudzoziemców do jakich ma dochodzić w Polsce. Jak dowiedziało się Radio Zet z tego właśnie powodu nie dojdzie do wymiany polsko-niemieckiej między Zespołem Szkół Budowlanych nr 1 z Poznania, a Domem Młodzieży Cafe Oje z Krefeld w zachodnich Niemczech.

Christel Bähner-Hox z Niemiec tłumaczy w rozmowie z radiem, że po pojawiających się informacjach o atakach na cudzoziemców w Polsce, to zbyt duże ryzyko. Zwłaszcza z racji tego, że podopieczni domu młodzieży z Krefeled to głównie muzułmanie. Część z nich to uchodźcy z traumatycznymi doświadczeniami. Krzysztof Kubiak, dyrektor poznańskiej szkoły, ubolewa z tego powodu. Wymiany z niemieckimi uczniami są prowadzone w szkole od lat. Uczniowie z Poznania są mimo tego ponownie zaproszeni do Niemiec.
Źródło info i foto: Dziennik.pl