Zmarł mężczyzna, który oskarżał Kevina Spacey’a o molestowanie

Masażysta, który oskarżył Kevina Spacey’a o napaść seksualną, do której miało dojść w 2016 r., zmarł – poinformowali sąd prawnicy pozwanego aktora. Mężczyzna złożył zawiadomienie anonimowo, a jego tożsamość została utajniona. W mediach określany był jako John Doe – imieniem i nazwiskiem używanym w przypadku osób, których personalia są niejawne.

Pan Doe twierdził, że aktor w trakcie sesji masażu w jego rezydencji w Malibu zmuszał go do dotykania jego genitaliów i próbował pocałować.

Jako przyczynę śmierci masażysty podano chorobę nowotworową, choć nie zostało to ujawnione w aktach – opisuje portal variety.com.

W lipcu Spacey został oczyszczony z innych zarzutów o molestowanie i naruszenie nietykalności 18-latka, syna dziennikarki telewizyjnej Heather Unruh. Zgodnie z relacją matki Spacey najpierw upił chłopca, a następnie zaczął rozpinać rozporek jego spodni i dotykać genitaliów.

Aktor od początku zapewniał przed sądem, że jest niewinny.

Na Spacey’u ciąży jednak więcej oskarżeń. Niemal 30 mężczyzn twierdzi, że gwiazdor dopuścił się podobnych czynów. Aktor Anthony Rapp publicznie oskarżył aktora o to, że próbował przemocą skłonić go do czynności seksualnych w 1986 r., gdy miał zaledwie 14 lat. Po pierwszych oskarżeniach Anthony’ego Rappa Spacey opublikował oświadczenie, w którym „szczerze przeprosił” za „głęboko niestosowne zachowanie po pijanemu”, dodając, że nie pamięta całej sytuacji.
Źródło info i foto: TVP.info

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego ws. wykorzystywania ministrantów w internacie

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego pod zarzutem wykorzystywania ministrantów w internacie św. Piusa X. O molestowaniu media poinformował m.in. młody Polak.

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej podało w komunikacie, że promotor sprawiedliwości Trybunału Państwa Watykańskiego wniósł o osądzenie księdza Gabriele Martinellego pod zarzutem nadużyć seksualnych w preseminarium świętego Piusa X w latach poprzedzających rok 2012, a także księdza Enrico Radice – jego rektora w tamtym okresie, oskarżonego o pomocnictwo.

Śledztwo wszczęto w listopadzie 2017 roku po publikacji doniesień w prasie. „Choć ujawnione fakty miały miejsce w okresie, gdy prawo uniemożliwiało proces przy braku doniesienia złożonego przez osobę poszkodowaną w ciągu roku od zgłoszonych czynów, wytoczenie procesu było możliwe dzięki specjalnemu rozporządzeniu Ojca Świętego z 29 lipca” – czytamy w komunikacie.

Watykan wszczął dochodzenie w sprawie wydarzeń w preseminarium w 2017 roku, w odpowiedzi na doniesienia medialne i publikację książki. Jej autorem jest włoski dziennikarz Gianluigi Nuzzi, który przytoczył między innymi relację młodego Polaka, byłego ministranta, który mieszkał w tym watykańskim internacie. Dwudziestolatek miał być świadkiem molestowania seksualnego jego kolegi z pokoju. Polak twierdzi, że poinformował o tym kościelne instytucje, jednak te nie zareagowały.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowy Jork: Kilkaset pozwów o molestowanie złożonych przeciwko Kościołowi

Tylko w ostatni poniedziałek do sądów w Nowym Jorku trafiło dziesięć nowych pozwów od osób twierdzących, że padły ofiarami molestowania przez nowojorskich duchownych – poinformowała lokalna telewizja ABC.

W połowie sierpnia weszła w życie stanowa ustawa, która na rok zawiesza przepisy o przedawnieniu się przestępstw molestowania seksualnego dzieci. Ustawa dotyczy wszystkich przestępstw molestowania od lat 50., ale od początku wiadomo było, że posłuży przede wszystkim do pozwania Kościoła katolickiego o odszkodowania za przestępstwa molestowania przez katolickich duchownych.

Jak podaje ABC, jedna tylko kancelaria prawna w Nowym Jorku złożyła ponad 300 pozwów przeciwko nowojorskiej diecezji za przestępstwa od lat 50. do 80. Oskarżeni duchowni znaleźli się już wcześniej na opublikowanej przez sam Kościół liście duchownych podejrzanych o molestowanie nieletnich.
Źródło info i foto: onet.pl

Największy skandal pedofilski w Niemczech

Sąd w Niemczech skazał dwóch mężczyzn na karę więzienia w związku ze skandalem pedofilskim uważanym za największy w powojennej historii kraju. Sprawcy w latach 1998-2018 wykorzystali seksualnie 34 dzieci w wieku od 3 do 14 lat.

56-letni Andreas V. i 34-letni Mario S. spędzą za kratami odpowiednio 13 i 12 lat. Po odbyciu kary więzienia mężczyźni zostaną osadzeni w zakładzie zamkniętym. Faktycznie będą więc odizolowani od społeczeństwa przez resztę życia.

Mężczyźni wykorzystali w sumie 34 dziewczynek i chłopców. Do gwałtów dochodziło na kempingu w Lügde w środkowych Niemczech. Zamieszany w sprawę był także Heiko V., którego w lipcu oskarżono o pomaganie i współudział w przestępczym procederze.

Starszy ze sprawców jest winny zgwałcenia dzieci ponad 200 razy, młodszy – blisko 50 razy. Miejscem, gdzie dzieci przeżywały koszmar, była zwykle przyczepa Andreasa V. zaparkowana na placu kempingowym Eichwald w Lügde w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Ofiarą V. padła między innymi jego 6-letnia przybrana córka, którą mężczyzna miał wykorzystywać jako „przynętę” do wabienia pozostałych dzieci. To właśnie 56-latek stał przywódcą pedofilskiego gangu, który trudnił się nagrywaniem przestępstw i sprzedażą filmów w darknecie. W sumie takich produkcji powstało około 450 – podaje CNN.

Służby miały zabezpieczyć 10 komputerów, 9 telefonów komórkowych, ponad 40 dysków twardych i 400 innych nośników danych. Sędzia Anke Grudda powiedziała podczas rozprawy, że „trudno jest wyrazić słowami, co się stało” i dodała, że określenia „odrażający, potworny, wstrętny” wydają się niewystarczające.

Oburzenie opinii publicznej wzbudziły też rażące zaniedbania służb i urzędów. Mimo podejrzeń o wykorzystywanie seksualne dzieci w 2016 roku Andreasowi V. przyznano opiekę nad przybraną córką. Ostatnio policja przyznała, że w toku postępowania „zniknęła” część dowodów. W sprawie zaniedbań prowadzone jest osobne dochodzenie.
Źródło info i foto: o2.pl

Kościół tworzy system zgłaszania przypadków molestowania seksualnego

Stworzenie systemu zgłaszania przypadków molestowania przez osoby duchowne zapowiedział w czwartek węgierski Kościół katolicki, podkreślając, że dla sprawców nie ma miejsca wśród duchowieństwa. Węgierska Konferencja Episkopatu (MKPK) wydała komunikat, w którym zapowiedziała utworzenie zgodnie z listem apostolskim papieża Franciszka stałego, łatwo dostępnego systemu zgłaszania wszelkich przypadków napastowania lub molestowania seksualnego ze strony osób duchownych, szczególnie pod kątem ochrony małoletnich oraz podatnych na zranienie.

„Niedopuszczalne napastowanie nieletnich”

Episkopat podkreślił, że uważa za „niedopuszczalne napastowanie nieletnich i ich wykorzystywanie seksualne wszędzie, a szczególnie w Kościele”, i zapowiedział, że będzie przeciwko temu występować „wszelkimi możliwymi sposobami”.

„Z ubolewaniem i współczuciem traktujemy wszystkich, którzy jako dzieci zostali skrzywdzeni. Modlimy się o spokój ducha ofiar tych nienaprawialnych czynów i o uleczenie ran, a także prosimy o wybaczenie w imieniu sprawców” – napisali węgierscy biskupi.

Podkreślili też, że dla osób, wobec których dowiedziono takich czynów, nie ma miejsca wśród duchownych. Według planów konferencji episkopatu, system zgłaszania nadużyć ma działać w każdej diecezji od 1 października. Zgodnie ze spisem powszechnym z 2011 r. 39 proc. Węgrów deklaruje się jako katolicy, co oznacza spadek w porównaniu z 54,5 proc. w 2001 r.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polacy o działaniach Kościoła ws. walki z pedofilią

Prawie połowa Polaków uważa, że działania podjęte przez Kościół w sprawie przypadków seksualnego wykorzystywania nieletnich przez duchownych są zdecydowanie niewystarczające – wynika z sondażu IBRiS dla Interii.

„W polskim Kościele zdarzały się przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Jak ocenia Pan/i działania podjęte przez polski Kościół w sprawie przypadków seksualnego wykorzystywania nieletnich przez duchownych?” – takie pytanie zadano ankietowanym w sondażu IBRiS dla Interii.

47,9 proc. badanych wskazało, że działania Kościoła są „zdecydowanie niewystarczające”. Za „raczej niewystarczające” uznało je 23,5 proc. respondentów.

Odmiennego zdania było niewiele ponad 18 proc. ankietowanych – 2,9 proc. stwierdziło, że działania te są „zdecydowanie wystarczające”, a 15,2 proc. było zdania, że „raczej wystarczające”.

Odpowiedź „nie wiem / trudno powiedzieć” wybrało 10,5 proc. ankietowanych.

Badanie IBRiS dla Interii zostało zrealizowane w dniach 30 sierpnia -2 września metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 1100 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Chicago: 47-letni Polak latami molestował pasierba

Koszmar w polskiej rodzinie na eleganckich przedmieściach Chicago. Pochodzący z Moniek 47-latek stanie przed sądem za molestowanie swojego pasierba. Wojciech Dzierzanowski miał przez siedem lat krzywdzić chłopca pod nosem jego matki. Jego zwyrodniałe czyny wyszły na jaw, gdy nastoletni już chłopiec trafił do psychologa. Mężczyzna usłyszał zarzuty i choć wyszedł zza krat za kaucją, zdesperowani rodzice jego ofiary zadbali o to, by nie uciekł za granicę, by uniknąć sprawiedliwości.

Wojciech Dzierzanowski (47 l.) 9 września stanie przed sądem kryminalnym w Chicago. Będzie odpowiadał za wykorzystywanie seksualne nieletnich. Jedną z jego ofiar był jego 20-letni dziś pasierb. Rodzice chłopca Agnieszka i Tomasz Pruszyńscy rozwiedli się w 2001 r. Niedługo potem jego matka związała się z pochodzącym z Moniek Dzierzanowskim, który prowadził dobrze prosperująca firmę budowlaną w Chicago. W 2007 r. para zamieszkała w eleganckim domu na przedmieściach w miejscowości Lake Forest. Wkrótce przyszli na świat ich synowie, którzy mają dziś 10 i 6 lat. Nikt nie przypuszczał, co się działo za drzwiami tej eleganckiej rezydencji.

– W marcu 2017 r. syn przeprowadził się do mnie. Miał objawy depresji, nie miał chęci do życia, dwa razy próbował popełnić samobójstwo. W maju 2018 r. zaczął chodzić na psychoterapię i powiedział psychologowi, że był molestowany przez Wojciecha w latach 2007–2014. Za jego poradą to ujawnił, bo wedle psychologa istniało prawdopodobieństwo, że to samo spotkało jego młodszych braci – wspomina łamiącym się głosem Tomek Pruszyński, tata 20-latka. Tomasz wspólnie z byłą żoną zgłosili sprawę do Illinois Department of Children and Family Services, który wszczął dochodzenie. Ten sporządził raport potwierdzający niewłaściwe zachowania wobec dzieci.

Wojciech Dzierzanowski został aresztowany 1 czerwca ubiegłego roku pod zarzutem wykorzystywania dzieci. Jednak po wpłaceniu 50 tys. dol. kaucji wyszedł na wolność. Pruszyński i jego była żona postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, bojąc się, że Dzierzanowski ucieknie za granicę. Wynajęli więc znanego polonijnego detektywa Marka Pieprzyka, który oddał Dzierzanowskiego w ręce policji imigracyjnej. 47-latek został aresztowany i od 13 września przebywa w więzieniu imigracyjnym, czekając na proces.

– Przeszliśmy prawdziwy koszmar. Zrobię wszystko, by Dzierzanowski odpowiedział za swoje czyny. Nie będzie to łatwe, bo w Polsce ma wpływowego brata, który niedawno został redaktorem naczelnym jednego z największych tygodników i robi wszystko, by mu pomóc. Ale ja nie dam za wygraną – kończy pan Tomasz.

Dzierzanowski 9 września stanie przed sądem kryminalnym. Jeśli zostanie skazany, grozi mu nawet do 120 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Były ksiądz skazany za gwałty na ministrantach trafi do ośrodka dla najniebezpieczniejszych dewiantów

Były ksiądz Paweł Kania skazany za molestowanie i zgwałcenie kilku ministrantów ubiegał się o przedterminowe zwolnienie, ale wniosek został odrzucony. Sąd zadecydował, że po odbyciu kary były kapłan trafi do ośrodka, do którego trafiają przestępcy nadal stanowiący zagrożenie dla społeczeństwa – podaje „Gazeta Wyborcza”.

Były ksiądz Paweł Kania został w 2015 r. skazany na karę siedmiu lat pozbawienia wolności za molestowanie i zgwałcenie kilku ministrantów. Kania był katolickim kapłanem w różnych parafiach Wrocławia, Bydgoszczy i Milicza. Hierarchowie kościelni wiedzieli o tym, że były ksiądz jest pedofilem: w 2005 r. zatrzymała go policja po tym, jak proponował za pieniądze dwójce nieletnich „poddanie się innym czynnościom seksualnym”. Przełożeni przerzucali Kanię do innych parafii po kolejnych skargach na jego zachowanie wobec dzieci – przypomina „GW”.

Przypadek Kani był jednym z przedstawionych w filmie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Były ksiądz odbywa karę na oddziale wrocławskiego zakładu karnego w Oleśnicy. Po tym, jak został skazany, Kościół wykluczył go ze stanu kapłańskiego. W więzieniu ma przebywać do 22 września 2021 r. Były ksiądz ubiegał się o przedterminowe zwolnienie, ale jego wniosek został odrzucony.

– Cele kary zdaniem Sądu nie zostały osiągnięte, a proces resocjalizacji wymaga dalszego utrwalenia – uznał rozpatrujący sprawę Kani sędzia Jerzy Nowiński.

Pracownicy więziennictwa, sądu i psychologowie, z którymi rozmawiała „GW” twierdzą, że Paweł Kania nie tylko nie powinien wcześniej opuszczać więzienia, ale i nadal powinien przebywać w izolacji.

– Jako zdiagnozowany pedofil, bezkrytycznie odchodzący do swoich czynów i niechcący się leczyć, po wyroku wyląduje w Gostyninie – mówi „GW” osoba, która analizowała jego przypadek.
Źródło info i foto: onet.pl

Trzecia kobieta zgłosiła się do prokuratury ws. muzyka Krzysztofa Sadowskiego

Jak udało nam się ustalić, trzecia kobieta zgłosiła się do warszawskiej prokuratury w sprawie znanego muzyka Krzysztofa Sadowskiego. Miała zostać przez niego zgwałcona 20 lat temu, jako 16-latka. Od niemal roku prokuratura rejonowa Warszawa-Ursynów prowadzi postępowanie w sprawie zgwałcenia dwóch osób poniżej 15. roku życia przez Krzysztofa Sadowskiego. Zawiadomienia złożyły dwie kobiety.

Teraz dołączyła do nich trzecia. – Do prokuratury nie wpłynęły dotychczas nowe pisemne zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Telefonicznie zgłosiła się jedna osoba jako pokrzywdzona – mówi nam Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Kobieta, która skontaktowała się z prokuraturą, twierdzi, że została skrzywdzona przez Krzysztofa Sadowskiego, gdy miała 16 lat. Muzyk miał ją zgwałcić i molestować.

To już trzecia kobieta, która zgłosiła się do prokuratury w sprawie Krzysztofa Sadowskiego. Kolejne kobiety konsultują się z prawnikiem, by zrobić to samo. – Jestem w kontakcie z innymi ofiarami. Niektóre są w złym stanie psychicznym. Konsultujemy się z prawnikami, chcemy iść do prokuratury, żeby wszyscy poznali prawdę o Krzysztofie Sadowskim – mówi nam Ewa, którą także miał skrzywdzić muzyk.

Krzysztof Sadowski nie odpowiada na nasze prośby o kontakt. Po serii tekstów jego prawnik przysłał nam oświadczenie muzyka. „Wszystkie pojawiające się na mój temat ‚rewelacje’ oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom.” – twierdzi Sadowski.
Źródło info i foto: wp.pl

Podkarpackie. Trener molestował seksualnie 15-latkę?

Kiedy 15-letnia Kinga wyjawiła, że jest molestowana przez trenera, prawie nikt w Jarosławiu jej nie uwierzył. Mieszkańcy tego malutkiego miasteczka na Podkarpaciu murem stanęli za Zenonem B. (57 l.). – To wspaniały człowiek, oddany dzieciom, przyjaciel młodzieży i jej dobry duch – powtarzali. Zamilkli, gdy zarzuty wobec trenera uprawdopodobniły się po przesłuchaniu całej drużyny młodych piłkarek.

Sprawę molestowania przez trenera sekcji piłkarskiej i jednocześnie nauczyciela wychowania fizycznego w miejscowej podstawówce, Kinga i jej matka zgłosiły policji w maju tego roku. Nie chodziło o jakiś jednostkowy przypadek, ale o zdarzenia, które ciągnęły się od jesieni 2018 r. do wiosny 2019 r. To w tym czasie, z reguły po treningach, w swoim kantorku, Zenon B. miał wielokrotnie obmacywać Kingę, pchać ręce w jej majtki i co najmniej raz użyć przy tym siły. Śledztwo ruszyło z kopyta, ale jak to w małej miejscowości, szybko rozniosło się kogo i czego dotyczy.

To nie może być prawda – orzekli wtedy mieszkańcy miasteczka.

Manifestowali poparcie dla Zenona B., twierdzili, że przyczyną oskarżeń może być niespełniona miłość do trenera albo wprost sugerowali prowokację. Tyle że biegły psycholog nie stwierdził u Kingi zdolności do konfabulacji, a zeznania jej koleżanek z drużyny oraz innych świadków uprawdopodobniły oskarżenia. I tak po kilku miesiącach śledztwa Zenon B. trafił przed oblicze prokuratora.

– Usłyszał zarzut wielokrotnego doprowadzenia dziewczynki do poddania się innym czynnościom seksualnym. Części z tych czynów dopuścił się, zanim skończyła ona 15 lat. Grozi za to 12 lat więzienia – mówi Agnieszka Kaczorowska, szefowa jarosławskiej prokuratury.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Prokuratura zastosowała wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 7 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju. Został też zawieszony w czynnościach trenera i nauczyciela.
Źródło info i foto: se.pl