Toruń: Ofiara księdza pedofila domaga się od diecezji 1 mln złotych

W czwartek ruszył w Sądzie Okręgowym w Toruniu proces cywilny ws. zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Mariusz Milewski domaga się od diecezji toruńskiej 1 mln zł, gdyż był ofiarą molestowania przez ks. Jarosława P. Duchowny został prawomocnie skazany w 2016 r.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w Nowym Mieście Lubawskim skazał Jarosława P. za molestowanie małoletniego Milewskiego (zgadza się na podanie swojego nazwiska – red.) w latach 2000-2009 na trzy lata więzienia. Według Milewskiego, wyrok uprawomocnił się w 2107 r., a od 2018 r. ks. Jarosław P. odbywa wyrok. W zeszłym roku Sąd Najwyższy nie uwzględnił kasacji wniesionej przez skazanego.

Proces jest niejawny i toczy się za zamkniętymi drzwiami.

– Mogę potwierdzić rozpoczęcie procesu – powiedział po wyjściu z sali rozpraw pełnomocnik Milewskiego adwokat Laszlo Schlesinger.

Sam Milewski powiedział, że postępowanie zostało odroczone do 5 maja ze względów formalnych.

– Kuria umywa ręce, tak jak to było do tej pory. Jest to dla mnie bardzo stresujące. Myślałem, że Kościół, tak jak to głosi wszem i wobec, będzie kierował się miłosierdziem, ale widać, iż staje on po drugiej stronie chcąc, aby mój stan psychiczny był jeszcze gorszy – podkreślił Milewski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Aktor Charlie Sheen oskarżony o gwałt na nastolatku

Aktor Corey Feldman wyprodukował film dokumentalny, w którym oskarżył kolegów z branży filmowej o molestowanie seksualne oraz pedofilię. Wśród obwinionych jest Charlie Sheen, znany m.in. z ról w filmie „Pluton” i serialu „Dwóch i pół”. „To chore i nieprawdziwe zarzuty. To nigdy nie miało miejsca” – powiedział gwiazdor dla serwisowi „HuffPost”.

Film dokumentalny „(My) Truth: The Rape of Two Coreys” miał premierę w poniedziałek wieczorem. Aktor Corey Feldman podał w nim listę osób, które według niego molestowały w przeszłości jego oraz jego najbliższego przyjaciela, zmarłego w 2010 roku Coreya Haima.

Zgwałcony na planie filmu Spielberga

Wśród ludzi, którym zarzuca niewłaściwe i bezprawne zachowanie, jest nazwisko Charlie’ego Sheena. W jednej ze scen Corey Feldman opisał incydent, do jakiego miało dojść na planie filmu „Lucas” Stevena Spielberga z 1986 roku. Haim miał wówczas 13 lat, a Sheen – 19. – Zgwałcił mnie w biały dzień – miał powiedzieć Corey Haim.

W dokumencie wystąpiły także inne osoby, które potwierdziły, że słyszały o wspomnianych wydarzeniach. Podobne zarzuty padły w kontekście aktora Jona Grissoma, właściciela klub nocnego Alphy’ego Hoffmana i byłego menadżera gwiazd, Marty’ego Weissa.

„Syn nigdy nie wspomniał o Charliem”

W oświadczeniu dla portalu HuffPost Charlie Sheen kategorycznie zaprzeczył tym zarzutom. – To chore i nieprawdziwe zarzuty. To nigdy nie miało miejsca – powiedział.

Gwiazdor dodał także, że wszystkim zainteresowanym poleca pod rozwagę to, co powiedziała matka Haima, Judy. W 2017 roku kobieta miała wskazać, że to ktoś inny zgwałcił jej dziecko.

– Mój syn nigdy nie wspominał o Charliem. Nigdy o nim nie rozmawialiśmy. To wszystko zostało zmyślone – miała powiedzieć.

To kolejny raz, gdy pojawiają się doniesienia ws. domniemanego gwałtu z 1986 roku. Dwa lata temu doszło do ugody pomiędzy aktorem a tygodnikiem „National Enquirer”, którego Sheen oskarżył o zniesławienie po artykule, w którym został nazwany gwałcicielem.

23 lata więzienia dla Weinsteina

W środę na 23 lata więzienia został skazany amerykański producent filmowy Harvey Weinstein. Sąd uznał go winnym gwałtu dokonanego w 2013 roku na początkującej wówczas aktorce Jessice Mann oraz za wymuszenie w 2006 roku aktu seksualnego na asystentce Miriam Haleyi w jego apartamencie.

Winnym został uznany już wcześniej, w środę ustalono jedynie wysokość kary.

Weinstein na ogłoszenie wyroku został wprowadzony na wózku inwalidzkim. Tuż po nim na sali sądowej pojawili się Jodi Kantor i Megan Twohey, reporterzy „New York Times”, którzy opisali historię Weinsteina, wywołując ruch #MeToo.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Harvey Weinstein skazany na 23 lata więzienia

Harvey Weinstein, były amerykański producent filmowy i potentat branży, został pod koniec lutego uznany winnym gwałtu trzeciego stopnia i napaści seksualnej pierwszego stopnia. Nowojorski sąd skazał go w środę, 11 marca na 23 lata więzienia. Zostanie też wpisany do rejestru przestępców seksualnych

W środę po południu polskiego czasu, Harvey Weinstein dotarł do nowojorskiego sądu na wózku inwalidzkim, na którym porusza się od czasu zabiegu wszczepienia stentów. Po raz pierwszy od rozpoczęcia procesu zabrał też głos na sali sądowej „wyrażając głęboką skruchę”. Przyznał jednak, że jest „całkowicie zdezorientowany” tym, co się stało. – Wydaje mi się, że mężczyźni są w ogóle tym wszystkim zdezorientowani (…) martwię się o ten kraj. W Stanach Zjednoczonych Ameryki nie panuje teraz dobra atmosfera – przekonywał Weinstein cytowany przez amerykańskie media. Były producent twierdził też, że przyjaźnił się z Miriam Haley i Jessicą Mann, dwiema kobietami, które składały obciążające go zeznania.

Sędzia James A. Burke, który przewodniczył procesowi zasądził 20 lat pozbawienia wolności za napaść seksualną pierwszego stopnia na Miriam (Mimi) Haley, byłą asystentkę produkcji w The Weinstein Company, na której Weinstein miał wymusić seks oralny w 2006 r. i dodatkowe trzy lata więzienia za gwałt na Jessice Mann, aspirującej aktorce, do którego doszło w hotelu na Manhattanie w 2013 r.

Jeśli wyrok zostanie wykonany w całości, Harvey Weinstein, o ile dożyje, wyjdzie z więzienia w wieku 90 lat.

Obrona Harvey’a Weinsteina: pięć lat więzienia wystarczy

Jak informuje portal Variety, prawnicy broniący Harvey’a Weinsteina zwrócili się w poniedziałek 9 marca do sądu z prośbą o zasądzenie najniższego możliwego wymiaru kary przewidzianego dla winnego gwałtu i napaści seksualnej, czyli pięciu lat pozbawienia wolności. W siedmiostronnicowym dokumencie swoją prośbę motywowali działalnością charytatywną ich klienta, wsparciem dla społecznych inicjatyw i przekonywali, że Weinsteina dotknęły już bolesne sankcje społeczne. „Pan Weinstein nie może wyjść na zewnątrz, żeby nie być nękanym, stracił możliwość zarabiania na życie i mówiąc wprost, jego wypadnięcie z łask było historyczne, być może bezprecedensowe w dobie mediów społecznościowych” – napisano w oświadczeniu. Obrona dowodziła także, że nawet pięcioletni wyrok może być dla 67-letniego Weinsteina równoznaczny z dożywociem.

Prokuratorzy kontrargumentowali jednak, że Weinsteinowi należy zasądzić najwyższy przewidziany prawnie wyrok, biorąc pod uwagę, że prawie przez całe życie nadużywał swojej władzy w stosunku do kobiet i nie wykazał żadnej skruchy za swoje obrzydliwe postępowanie.

Harvey Weinstein winny gwałtu i napaści

Wyrok sądu kończy proces, który rozpoczął się na początku stycznia przed Sądem Najwyższym na nowojorskim Manhattanie. Harvey Weinstein, magnat branży filmowej i współwłaściciel jednej z najpotężniejszych w Hollywood firm produkujących filmy, został oskarżony przez ponad 80 kobiet o molestowanie, nieobyczajne zachowanie aż po gwałt. W sumie postawiono mu pięć zarzutów: gwałtów pierwszego i trzeciego stopnia, dwóch przypadków agresywnej napaści seksualnej (predatory sexual assault) i napaści seksualnej pierwszego stopnia.

24 lutego, ława przysięgłych złożona z siedmiu mężczyzn i pięciu kobiet, uznała Weinsteina za winnego gwałtu trzeciego stopnia i napaści seksualnej pierwszego stopnia. W przypadku pozostałych zarzutów zapadła decyzja o uniewinnieniu. Tym samym były producent uniknął uznania za winnego najcięższych według amerykańskiego prawa zarzutów, czyli agresywnej napaści seksualnej, za którą grozi dożywocie.

Za napaść seksualną pierwszego stopnia groziło mu od pięciu do maksymalnie 25 lat więzienia, natomiast za gwałt trzeciego stopnia – maksymalnie cztery lata pozbawienia wolności i wpis do rejestru przestępców seksualnych.

uż po ogłoszeniu werdyktu ławy przysięgłych, Harvey Weinstein, zamiast do osławionego więzienia na nowojorskiej wyspie Rikers, trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej. Dopiero po wszczepieniu stentów, 6 marca Weinstein został przewieziony do więzienia, gdzie oczekiwał wyroku.

Harvey Weinstein: Jennifer Aniston powinno się zabić

Dzień przed ogłoszeniem wyroku nowojorski sąd udostępnił do wglądu ponad tysiąc stron dokumentów dotyczących sprawy Harvey’a Weinsteina. Wynika z nich m.in., że tuż po wybuchu tzw. afery Weinsteina, zdyskredytowany producent szukał pomocy u swoich wpływowych przyjaciół, w tym miliarderów Michaela Bloomberga i Jeffa Bezosa.

Variety informuje też, że wśród udostępnionych dokumentów jest też email, napisany przez Weinsteina 31 października 2017 r., czyli już po wybuchu skandalu, w którym były producent przekonuje, że „Jen Aniston powinno się zabić”. To odpowiedź na pytanie dziennikarki, czy producent potwierdza informacje, że molestował aktorkę znaną m.in. z roli Rachel Green w serialu „Przyjaciele”.

Na jaw wyszedł także szkic oświadczenia, które miał przygotować zespół PR Weinsteina, ale które finalnie nie zostało nigdzie rozesłane. Weinstein przyznaje się w nim, że jest uzależniony od seksu, a nawet twierdzi, że być może cierpi na syndrom stresu pourazowego. „Lekarze mówią mi, że mam szczęście, że żyję… ale szczęście to nie jest to, co odczuwam. Mam tylko rozpacz. Straciłem rodzinę, córki nie chcą ze mną rozmawiać. Straciłem żonę. Straciłem szacunek mojej byłej żony i właściwie wszystkich przyjaciół. Nie mam żadnego towarzystwa. Jestem sam. Będę z wami szczery: mam myśli samobójcze” – cytuje dokument, należący do „The New York Timesa” portal Vulture.

Zawieszony proces w Los Angeles

Na Harvey’u Weinsteinie ciążą jeszcze oskarżenia o gwałt i napaść seksualną na dwóch kobietach w Los Angeles. Proces na zachodnim wybrzeżu został jednak wstrzymany do ogłoszenia werdyktu w Nowym Jorku.

Harvey Weinstein, upadły mogul

W październiku 2017 r. dziennikarki „The New York Times” i magazynu „The New Yorker” dotarły do kobiet, które oskarżyły hollywoodzkiego producenta i magnata filmowego Harveya Weinsteina o molestowanie seksualne i gwałt. Po artykule kolejne kobiety – aktorki, modelki, celebrytki i współpracownice Weinsteina zaczęły opowiadać swoje historie o molestowaniu przez producenta. Odpowiedzią na skandal było powstanie inicjatyw #MeToo i Time’s Up, firma Weinsteina zbankrutowała, a producent został wykluczony z grona członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, instytucji, która odpowiada m.in. za przyznawanie Oscarów.
Źródło info i foto: wysokieobcasy.pl

Ksiądz Andrzej M. oskarżony o molestowanie seksualne. Biskup zakazał duchownemu sprawowania sakramentów

Na stronie diecezji rzeszowskiej pojawił się komunikat dotyczący ks. Andrzeja M., który jest emerytowanym proboszczem parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Gorlicach. Biskup rzeszowski Jan Wątroba zakazał mu sprawowania sakramentów. O oskarżeniach o molestowanie przez księdza Andrzeja M. napisała „Gazeta Wyborcza”. Kuria wydała specjalny komunikat.

– W związku z publicznymi oskarżeniami (…) m.in. o nadużycia przy sprawowaniu sakramentu pokuty, Kuria Diecezjalna w Rzeszowie informuje, że decyzją Biskupa Rzeszowskiego Jana Wątroby ks. Andrzej M. z dniem 2 marca 2020 r. otrzymał zakaz sprawowania sakramentu pokuty oraz zakaz publicznego sprawowania pozostałych sakramentów. – czytamy w komunikacie.

Kuria prosi osoby poszkodowane o kontakt, ponieważ nie wpłynęło żadne oficjalne doniesienie.

– Osoby poszkodowane i posiadające informacje na temat nadużyć prosimy o zgłoszenie się do delegata ds. wykorzystania seksualnego osób małoletnich przez osoby duchowne (ks. Piotr Steczkowski, tel. 17 852 44 17; email: kanclerz@diecezja.rzeszow.pl).
Źródło info i foto: se.pl

Miała być molestowana przez prałata Henryka Jankowskiego. Chce odszkodowania od gdańskiej kurii

Przeprosin i 500 tys. zł. zadośćuczynienia domaga się od gdańskiej kurii Barbara Borowiecka, którą jako dziecko miał molestować prałat Henryk Jankowski. W poniedziałek trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku pozew przeciwko kurii. Pełnomocniczka Barbary Borowieckiej mecenas Katarzyna Warecka potwierdziła w poniedziałek, że w imieniu klientki złożyła w gdańskim Sądzie Okręgowym pozew przeciwko kurii. Domagamy się przeprosin i 500 tys. złotych zadośćuczynienia – powiedziała mecenas Warecka.

Barbara Borowiecka była bohaterką reportażu Bożeny Aksamit „Sekret św. Brygidy” w „Dużym Formacie” z grudnia 2018 r., w którym opisała, że padła ofiarą pedofilii ks. Henryka Jankowskiego. Już po publikacji materiału kobieta zgłaszała się do gdańskiej kurii, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi. W końcu zdecydowała się złożyć pozew przeciwko kurii.

W lutym 2019 r., po oskarżeniach kapłana „Solidarności” o wykorzystywanie seksualne nieletnich, trzej mężczyźni przewrócili pomnik prałata Henryka Jankowskiego stojący niedaleko kościoła świętej Brygidy. Prokuratura złożyła w sądzie akt oskarżenia przeciwko nim. Mężczyzn oskarżono o znieważenie pomnika i uszkodzenie mienia, za co grozi do pięciu lat więzienia.

W marcu 2019 r. radni miasta Gdańska przegłosowali też uchwały, na podstawie których pomnik ks. Jankowskiego został usunięty ze skweru jego imienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

TVP zawiesza współpracę z wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego oskarżonym o molestowanie seksualne

Maciej M., wykładowca Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych, któremu grupa 20 osób zarzuca molestowanie i dyskryminację studentów i doktorantów, został zawieszony przez Telewizję Polską, z która współpracował – informuje „Gazeta Wyborcza”. Wczoraj dziennikarze podali, że uczelnia zajmuje się tą sprawą od wiosny zeszłego roku. Oprócz zbiorowych zarzutów, do władz uczelni trafiły również dwie skargi indywidualne.

Na razie Uniwersytet Jagielloński nie ujawnia szczegółów oskarżeń jakie zostały wystosowane w kierunku wykładowcy, jednak okazuje się, że są one na tyle poważne i dobrze udokumentowane, że władze uniwersytetu były zmuszone zawiesić pracownika. Ten, w obronie swojego dobrego imienia, podał ją do sądu. Jak donosi „Wyborcza”, według podpisanych pod skargą, M. miał od lat wybierał w prowadzonych przez siebie grupach studentki, którym podczas indywidualnych spotkań składał seksualne propozycje.

Miał również domagać się udostępniania numerów telefonów, dotykać studentek podczas egzaminów i spotkań indywidualnych, a także w chamski sposób komentować ich wygląd. Pod skargą podpisali się również studenci, którzy mieli być świadkami niektórych zachowań M. „Wyborcza” dotarła do jednej ze studentek, która opowiedziała, jak podczas indywidualnych konsultacji M. próbował ją całować, chwytać za ręce i przytulać.

Dotykał podczas egzaminów

Wczoraj do redakcji „Wyborczej” napisało kilka byłych studentek M. Ich relacje są podobne. – Uczył mnie w 2008 i pamiętam, że wysyłał obleśne SMS-y – opowiada jedna z nich. Przyznaje jednak, że nie zarchiwizowała ich. – Miałam 20 lat i nie przyszło mi do głowy, żeby gdziekolwiek takie rzeczy zgłaszać. Po prostu olałam sprawę i unikałam go. Wspaniale, że w końcu znaleźli się odważni, którzy postanowili zgłosić władzom uczelni jego zachowanie.

Odpowiedź Telewizji: nie przesądzamy o winie, zarzuty poważne

Na oskarżenia szybko zareagowały władze Telewizji Kraków z którą wykładowca UJ był związany. – OTV Kraków zawiesiła współpracę z Maciejem M. do czasu wyjaśnienia sprawy – informuje Centrum Informacji TVP. – Nie przesądzamy o winie naszego kolegi, ale zarzuty są bardzo poważne i nie sposób ich bagatelizować – komentuje nieoficjalnie jeden z dziennikarzy OTV Kraków.

Maciej M. odsunięty od prowadzenia zajęć

Decyzją rzecznika M. został zawieszony w wykonywaniu obowiązków od 1 sierpnia 2019 r. do 31 stycznia, kiedy rzecznik w oficjalnym piśmie postawił zarzuty M. Od 1 lutego do 30 czerwca ze względu na toczące się postępowanie, rektor UJ zwolnił dr. M. z wykonywania obowiązków dydaktycznych i organizacyjnych, co w praktyce oznaczało, że został odsunięty od prowadzenia zajęć ze studentami.

W latach 2013-2015 M. był także związany z krakowskim Uniwersytetem Papieskim. Jak wynika z informacji przekazanych PAP przez tę uczelnię, do jej władz nigdy nie dotarły żadne niepokojące sygnały o nadużyciach.
Źródło info i foto: onet.pl

35-letni Przemysław G. brutalnie zgwałcił 15-latka. Jest wyrok

Mężczyzna zamknął przypadkiem napotkanego nastolatka w toalecie i zgwałcił. Na szczęście zwyrodnialec został złapany i osądzony. Za krzywdę wyrządzoną chłopcu Przemysław G. właśnie usłyszał wyrok 7,5 roku odsiadki. Ma też podjąć terapię, która wyleczy jego chore skłonności seksualne.

Tego koszmaru Mariusz K. (15 l.) długo nie zapomni. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zdoła wyprzeć taką traumę z pamięci. Przyjechał na ferie do swej babci, do Łasina koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Był luty 2019 r. Wszystko było dobrze aż do dnia, gdy babcia posłała go do baru po obiad. Tak się złożyło, że z powodu remontu dziadkowie nie mogli korzystać z kuchenki.

Na swoje nieszczęście w lokalu przesiadywał też Przemysław G. Gdy w restauracji, chłopiec wszedł do toalety, mężczyzna poszedł po chwili za nim. Zamknął drzwi ubikacji i rzucił się na chłopca. Zakneblował mu usta i brutalnie gwałcił. Mariuszowi próbowała pomóc barmanka. Kobieta usłyszała krzyki dziecka, tłukła się do drzwi toalety. Wezwała też policję.

Funkcjonariusze nie mieli problemu z ujęciem Przemysława G. Tym bardziej, że w miejscowości był on już wówczas owiany zła sławą. Mężczyzna trafił do aresztu i usłyszał zarzuty gwałtu.
Źródło info i foto: se.pl

Nuncjatura Apostolska komentuje zarzuty ws. biskupa Szkodonia o molestowanie seksualne

Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną – informuje Nuncjatura Apostolska w komunikacie przekazanym PAP. Zaznacza, że w sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego.

W komunikacie przekazanym w środę PAP Nuncjatura Apostolska w Polsce odniosła się do doniesień medialnych w tej sprawie. Nuncjatura oświadcza, że „postępowanie kanoniczne w sprawie oskarżeń kierowanych przez Panią Monikę (imię zmienione) wobec jednego z polskich biskupów prowadzone jest przez Kongregację Nauki Wiary. Pierwszy list w tej sprawie nadszedł do Nuncjatury 27 maja 2019 r. i tego samego dnia został przekazany do Stolicy Apostolskiej”.

Pełnomocnik kobiety został o całym postępowaniu poinformowany przez Nuncjaturę Apostolska w Polsce pismem z dnia 30 maja 2019 r. Nuncjatura zaznacza też, że „nie jest stroną tego postępowania i podejmuje działania wyłącznie w ramach zaleceń przekazanych przez Stolicę Apostolską”. „W szczególności Nuncjusz Apostolski nie jest sędzią w tej sprawie ani organem upoważnionym do relacjonowania przebiegu postępowania” – podkreślono.

Nuncjatura wskazuje, że „mając na uwadze wagę opisanej sprawy oraz konieczność dochowania najwyższej staranności w dążeniu do wyjaśnienia prawdy” abp Salvatore Pennacchio 23 stycznia 2020 r. osobiście spotkał się z p. Moniką i jej pełnomocnikiem. Jak zaznaczono, wizyta była ściśle związana z prowadzonym postępowaniem, a obecność p. Moniki w Nuncjaturze Apostolskiej była obopólnie uzgodniona.

Nuncjatura zapewnia, że „zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby zapewnić Pani Monice podczas składania świadectwa możliwie najdogodniejsze warunki, które w jak najmniejszym stopniu obciążałyby jej wrażliwość. Dołożono zatem wszelkich starań, aby Panią Monikę i jej pełnomocnika potraktować z należytą powagą i szacunkiem”.

„Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną. Należy jednak mieć na uwadze, iż doniesienia medialne w tego rodzaju wrażliwych sprawach wywołują ogromne emocje społeczne, które znacząco mogą utrudnić postępowanie mające na celu ustalenie prawdy. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, iż w tej sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego” – podkreślono w komunikacie.

Bp Jan Szkodoń w oświadczeniu napisał, że przedstawione mu oskarżenia są nieprawdą i godzą w jego dobre imię, którego zamierza bronić. Zapewnił, że do czasu wyjaśnienia sprawy nie będzie podejmował żadnej pracy duszpasterskiej.

Jego oświadczenie zamieszczone wieczorem na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej ma związek z publikacją, którą zapowiedziała „Gazeta Wyborcza”. W poniedziałkowym „Dużym Formacie” ukaże się reportaż Marcina Wójcika „Zły dotyk biskupa z Krakowa”. Jego autor opisuje relacje hierarchy z 15-letnią wówczas Moniką. Według kobiety, biskup podczas spotkań miał jej wsuwać ręce pod koszulę i bieliznę oraz między uda. Do molestowania nieletniej miało dochodzić w Krakowie ponad 20 lat temu.

„W obliczu zapowiadanych doniesień medialnych na temat mojej osoby pragnę przekazać, że zostałem przez Nuncjusza Apostolskiego w Polsce poinformowany o wszczęciu wobec mnie postępowania, które jest przewidziane prawem kanonicznym, oraz że zostały podjęte czynności i decyzje wynikające z norm wewnątrzkościelnych dotyczących biskupa” – napisał biskup Szkodoń.

Zaznaczył, że ponieważ przedmiotem postępowań ma być w pierwszej kolejności ustalenie prawdy i nie może udzielać żadnych informacji w tej sprawie.

„Stanowczo oświadczam, że przedstawione mi oskarżenia są nieprawdą, oraz że godzą w moje dobre imię, którego zamierzam bronić. Do czasu wyjaśnienia sprawy, nie będę podejmował żadnej pracy duszpasterskiej” – zapewnił bp Szkodoń. „Proszę o modlitwę w intencji Kościoła oraz o szybkie poznanie pełnej prawdy” – zaapelował.

Rzecznik krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski potwierdził wcześniej PAP, że biskup przebywa poza Archidiecezją Krakowską, a postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzi watykańska Kongregacja Nauki Wiary. „Ufamy w pełni podjętej przez Kongregację procedurze i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka” – mówił ks. Michalczewski.

72-letni bp Jan Szkodoń urodził się w Chyżnem. Po maturze, którą zdał w 1964 r., wstąpił do Krakowskiego Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk kard. Karola Wojtyły w 1970 r. Pracował w parafiach w Makowie Podhalańskim i w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie – Borku Fałęckim.

W latach 1973 – 1976 studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie otrzymał doktorat za pracę dotycząca nierozerwalności małżeństwa. Po powrocie z KUL pracował w kurii jako sekretarz Synodu Archidiecezji Krakowskiej. Prowadził wykłady na Papieskim Wydziale Teologicznym (później – Papieska Akademia Teologiczna) z teologii pastoralnej i z teologii życia wewnętrznego.

W 1979 r. został mianowany ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym. Posługę ojca duchownego łączył z prowadzeniem rekolekcji Ruchu Światło-Życie, Grup Apostolskich i rekolekcji parafialnych.

Sakrę biskupią otrzymał 4 czerwca 1988 r. Jest biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej, autorem książek poświęconych rodzinie, kapłaństwu i życiu rodzinnemu. Jego pasją jest malowanie obrazów.

Bp Szkodoń przewodniczył Komisji Duszpastersko-Teologicznej „Pamięć i Troska”, powołanej przez ówczesnego metropolitę krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza w lutym 2006 r., by wypracować kryteria, według których należy oceniać postawy duchownych podejrzewanych o współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL. Komisja ta przygotowała „Memoriał w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989”, który 25 sierpnia 2006 r. na Jasnej Górze został przyjęty jako dokument Episkopatu Polski. Opracowała też zasady, według których powinny być oceniane publikacje dotyczące m.in. lustracji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

52-letni zakonnik z Tyńca miał molestować małoletnią. Klasztor zawiadomił prokuraturę

SONY DSC

52-letni Artur W. – zakonnik z opactwa benedyktynów w Tyńcu usłyszał w prokuraturze zarzut molestowania seksualnego osoby małoletniej. Jak poinformował rzecznik prasowy opactwa br. Grzegorz Hawryłeczko w tej sprawie klasztor w Tyńcu złożył zawiadomienie niezwłocznie po otrzymaniu informacji o możliwości popełnienia przestępstwa.

„Kwestia została również zbadana przez wewnętrzną komisję zakonu, a wyniki jej prac udostępniono prokuraturze” – napisał w oświadczeniu dla mediów br. Hawryłeczko. Potwierdził, że w miniony czwartek, 6 lutego, o. Artur W. został zatrzymany przez policję na podstawie postanowienia Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze, a po przesłuchaniu został mu w sobotę postawiony zarzut z art. 200 par. 1 o dopuszczanie się innych czynności seksualnych wobec osoby małoletniej.

Klasztor zawiadomił prokuraturę

„Ojciec Artur nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym. Do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę o. Artur W. pozostaje zawieszony w sprawowaniu posługi duszpasterskiej” – poinformował rzecznik prasowy tynieckiego opactwa. „Jako wspólnota prosimy o modlitwę w intencji wszystkich ofiar molestowania i ich rodzin” – zaapelowali współbracia zatrzymanego.

Jak powiedział rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej prok. Janusz Hnatko mężczyzna miał popełniać przestępstwa w latach 2008-2010. – Artur W. nie przyznał się do postawionych mu zarzutów. Złożył krótkie wyjaśnienia odpowiadając na pytania swojego obrońcy – powiedział prok. Hnatko.

Zakonnik miał molestować małoletnią

Mężczyźnie grozi od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Prokuratura zastosowała wobec niego dozór policyjny, zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną oraz zakaz opuszczania kraju. Pokrzywdzoną w tej sprawie jest pełnoletnia dziś kobieta, którą zakonnik przed laty uczył religii. Mężczyzna od dziesięciu lat nie miał z nią kontaktu.

O zatrzymaniu zakonnika i postawieniu mu zarzutów poinformował portal tvn24.pl. Do pierwszych przypadków molestowania miało dojść – według autora materiału Szymona Jadczaka – we wrześniu 2008 roku, kiedy dziewczynka miała siedem lat. Prokuratura przesłuchała licznych świadków, w tym opata zakonu benedyktynów w Tyńcu, a w ubiegłym tygodniu zapadła decyzja o zatrzymaniu zakonnika, co stało się w jego domu rodzinnym w Białymstoku – podał portal. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kuria zabiera głos ws. oskarżeń o molestowanie pod adresem biskupa Jana Szkodonia

Monika twierdzi, że kiedy była nastolatką, biskup Jan Szkodoń z Krakowa ją molestował. Hierarcha zaprzecza oskarżeniom, prokuratura umorzyła sprawę, ale zajmuje się nią Kongregacja Nauki Wiary. Jest komentarz Archidiecezji Krakowskiej.

Jeszcze przed publikacją reportażu „Zły dotyk biskupa z Krakowa” w „Dużym Formacie” wiele osób zabrało głos w sprawie oskarżeń bp. Jana Szkodonia o molestowanie. Mowa między innymi o księdzu Tadeuszu Isakowiczu-Zaleski, jak i samym biskupie – „bohaterze” materiału. Po zapoznaniu się z tekstem do sprawy odniosła się kuria.

– Archidiecezja krakowska nie zna treści oskarżeń stawianych biskupowi Janowi Szkodoniowi. Wykonujemy wszystkie polecenia otrzymane z Watykanu. Ufamy w pełni procedurom wszczętym przez Kongregację Nauki Wiary i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka – poinformował „Gazetę Wyborczą” ks. Łukasz Michalczewski, szef biura prasowego archidiecezji krakowskiej.

Kuria nie podaje jednak, gdzie biskup będzie przebywał w czasie toczącego się przeciwko niemu postępowania przewidzianego prawem kanonicznym. Jednocześnie zapewnia, że w odosobnieniu. Wiadomo, że opuścił Kraków.

– Wysłali go zapewne do klasztoru. Odkąd pojawiły się zapowiedzi reportażu, w kurii było jak w mrowisku. Bp Szkodoń nie jest z opcji metropolity. Abp Jędraszewski traktuje go jako człowieka kard. Dziwisza, czyli kogoś wrogiego. Niewykluczone, że będzie chciał wykorzystać oskarżenia, by się mścić na kardynale – powiedział w rozmowie z gazetą duchowny z otoczenia kurii.

Dodał, ze nie wierzy w szybkie wyjaśnienie sprawy. – Praktyka podpowiada, że najlepszą strategią będzie przeciąganie aż sytuacja sama się rozwiąże – zaznaczył. Jak podaje dziennik, „Kraków jest w szoku po publikacji”. „Biskup Szkodoń to pierwszy w Polsce duchowny tak wysoki rangą, którego sprawą zajmuje się Kongregacja Nauki Wiary”.

Zły dotyk biskupa z Krakowa”

W reportażu „Dużego Formatu” przedstawiono historię Moniki, która jako nastolatka miała być molestowana przez bp. Szkodonia. Dopiero po latach zrozumiała, że ją krzywdził. Poszła do kina na film „Kler”. Po tym zaczęła chodzić do psychologa. Terapeuta powiedział, że jeśli ona nic nie zrobi, sam zawiadomi prokuraturę. W grudniu 2019 roku prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na przedawnienie.
Źródło info i foto: wp.pl