35-letni Przemysław G. brutalnie zgwałcił 15-latka. Jest wyrok

Mężczyzna zamknął przypadkiem napotkanego nastolatka w toalecie i zgwałcił. Na szczęście zwyrodnialec został złapany i osądzony. Za krzywdę wyrządzoną chłopcu Przemysław G. właśnie usłyszał wyrok 7,5 roku odsiadki. Ma też podjąć terapię, która wyleczy jego chore skłonności seksualne.

Tego koszmaru Mariusz K. (15 l.) długo nie zapomni. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zdoła wyprzeć taką traumę z pamięci. Przyjechał na ferie do swej babci, do Łasina koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Był luty 2019 r. Wszystko było dobrze aż do dnia, gdy babcia posłała go do baru po obiad. Tak się złożyło, że z powodu remontu dziadkowie nie mogli korzystać z kuchenki.

Na swoje nieszczęście w lokalu przesiadywał też Przemysław G. Gdy w restauracji, chłopiec wszedł do toalety, mężczyzna poszedł po chwili za nim. Zamknął drzwi ubikacji i rzucił się na chłopca. Zakneblował mu usta i brutalnie gwałcił. Mariuszowi próbowała pomóc barmanka. Kobieta usłyszała krzyki dziecka, tłukła się do drzwi toalety. Wezwała też policję.

Funkcjonariusze nie mieli problemu z ujęciem Przemysława G. Tym bardziej, że w miejscowości był on już wówczas owiany zła sławą. Mężczyzna trafił do aresztu i usłyszał zarzuty gwałtu.
Źródło info i foto: se.pl

Nuncjatura Apostolska komentuje zarzuty ws. biskupa Szkodonia o molestowanie seksualne

Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną – informuje Nuncjatura Apostolska w komunikacie przekazanym PAP. Zaznacza, że w sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego.

W komunikacie przekazanym w środę PAP Nuncjatura Apostolska w Polsce odniosła się do doniesień medialnych w tej sprawie. Nuncjatura oświadcza, że „postępowanie kanoniczne w sprawie oskarżeń kierowanych przez Panią Monikę (imię zmienione) wobec jednego z polskich biskupów prowadzone jest przez Kongregację Nauki Wiary. Pierwszy list w tej sprawie nadszedł do Nuncjatury 27 maja 2019 r. i tego samego dnia został przekazany do Stolicy Apostolskiej”.

Pełnomocnik kobiety został o całym postępowaniu poinformowany przez Nuncjaturę Apostolska w Polsce pismem z dnia 30 maja 2019 r. Nuncjatura zaznacza też, że „nie jest stroną tego postępowania i podejmuje działania wyłącznie w ramach zaleceń przekazanych przez Stolicę Apostolską”. „W szczególności Nuncjusz Apostolski nie jest sędzią w tej sprawie ani organem upoważnionym do relacjonowania przebiegu postępowania” – podkreślono.

Nuncjatura wskazuje, że „mając na uwadze wagę opisanej sprawy oraz konieczność dochowania najwyższej staranności w dążeniu do wyjaśnienia prawdy” abp Salvatore Pennacchio 23 stycznia 2020 r. osobiście spotkał się z p. Moniką i jej pełnomocnikiem. Jak zaznaczono, wizyta była ściśle związana z prowadzonym postępowaniem, a obecność p. Moniki w Nuncjaturze Apostolskiej była obopólnie uzgodniona.

Nuncjatura zapewnia, że „zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby zapewnić Pani Monice podczas składania świadectwa możliwie najdogodniejsze warunki, które w jak najmniejszym stopniu obciążałyby jej wrażliwość. Dołożono zatem wszelkich starań, aby Panią Monikę i jej pełnomocnika potraktować z należytą powagą i szacunkiem”.

„Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną. Należy jednak mieć na uwadze, iż doniesienia medialne w tego rodzaju wrażliwych sprawach wywołują ogromne emocje społeczne, które znacząco mogą utrudnić postępowanie mające na celu ustalenie prawdy. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, iż w tej sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego” – podkreślono w komunikacie.

Bp Jan Szkodoń w oświadczeniu napisał, że przedstawione mu oskarżenia są nieprawdą i godzą w jego dobre imię, którego zamierza bronić. Zapewnił, że do czasu wyjaśnienia sprawy nie będzie podejmował żadnej pracy duszpasterskiej.

Jego oświadczenie zamieszczone wieczorem na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej ma związek z publikacją, którą zapowiedziała „Gazeta Wyborcza”. W poniedziałkowym „Dużym Formacie” ukaże się reportaż Marcina Wójcika „Zły dotyk biskupa z Krakowa”. Jego autor opisuje relacje hierarchy z 15-letnią wówczas Moniką. Według kobiety, biskup podczas spotkań miał jej wsuwać ręce pod koszulę i bieliznę oraz między uda. Do molestowania nieletniej miało dochodzić w Krakowie ponad 20 lat temu.

„W obliczu zapowiadanych doniesień medialnych na temat mojej osoby pragnę przekazać, że zostałem przez Nuncjusza Apostolskiego w Polsce poinformowany o wszczęciu wobec mnie postępowania, które jest przewidziane prawem kanonicznym, oraz że zostały podjęte czynności i decyzje wynikające z norm wewnątrzkościelnych dotyczących biskupa” – napisał biskup Szkodoń.

Zaznaczył, że ponieważ przedmiotem postępowań ma być w pierwszej kolejności ustalenie prawdy i nie może udzielać żadnych informacji w tej sprawie.

„Stanowczo oświadczam, że przedstawione mi oskarżenia są nieprawdą, oraz że godzą w moje dobre imię, którego zamierzam bronić. Do czasu wyjaśnienia sprawy, nie będę podejmował żadnej pracy duszpasterskiej” – zapewnił bp Szkodoń. „Proszę o modlitwę w intencji Kościoła oraz o szybkie poznanie pełnej prawdy” – zaapelował.

Rzecznik krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski potwierdził wcześniej PAP, że biskup przebywa poza Archidiecezją Krakowską, a postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzi watykańska Kongregacja Nauki Wiary. „Ufamy w pełni podjętej przez Kongregację procedurze i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka” – mówił ks. Michalczewski.

72-letni bp Jan Szkodoń urodził się w Chyżnem. Po maturze, którą zdał w 1964 r., wstąpił do Krakowskiego Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk kard. Karola Wojtyły w 1970 r. Pracował w parafiach w Makowie Podhalańskim i w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie – Borku Fałęckim.

W latach 1973 – 1976 studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie otrzymał doktorat za pracę dotycząca nierozerwalności małżeństwa. Po powrocie z KUL pracował w kurii jako sekretarz Synodu Archidiecezji Krakowskiej. Prowadził wykłady na Papieskim Wydziale Teologicznym (później – Papieska Akademia Teologiczna) z teologii pastoralnej i z teologii życia wewnętrznego.

W 1979 r. został mianowany ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym. Posługę ojca duchownego łączył z prowadzeniem rekolekcji Ruchu Światło-Życie, Grup Apostolskich i rekolekcji parafialnych.

Sakrę biskupią otrzymał 4 czerwca 1988 r. Jest biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej, autorem książek poświęconych rodzinie, kapłaństwu i życiu rodzinnemu. Jego pasją jest malowanie obrazów.

Bp Szkodoń przewodniczył Komisji Duszpastersko-Teologicznej „Pamięć i Troska”, powołanej przez ówczesnego metropolitę krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza w lutym 2006 r., by wypracować kryteria, według których należy oceniać postawy duchownych podejrzewanych o współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL. Komisja ta przygotowała „Memoriał w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989”, który 25 sierpnia 2006 r. na Jasnej Górze został przyjęty jako dokument Episkopatu Polski. Opracowała też zasady, według których powinny być oceniane publikacje dotyczące m.in. lustracji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

52-letni zakonnik z Tyńca miał molestować małoletnią. Klasztor zawiadomił prokuraturę

SONY DSC

52-letni Artur W. – zakonnik z opactwa benedyktynów w Tyńcu usłyszał w prokuraturze zarzut molestowania seksualnego osoby małoletniej. Jak poinformował rzecznik prasowy opactwa br. Grzegorz Hawryłeczko w tej sprawie klasztor w Tyńcu złożył zawiadomienie niezwłocznie po otrzymaniu informacji o możliwości popełnienia przestępstwa.

„Kwestia została również zbadana przez wewnętrzną komisję zakonu, a wyniki jej prac udostępniono prokuraturze” – napisał w oświadczeniu dla mediów br. Hawryłeczko. Potwierdził, że w miniony czwartek, 6 lutego, o. Artur W. został zatrzymany przez policję na podstawie postanowienia Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze, a po przesłuchaniu został mu w sobotę postawiony zarzut z art. 200 par. 1 o dopuszczanie się innych czynności seksualnych wobec osoby małoletniej.

Klasztor zawiadomił prokuraturę

„Ojciec Artur nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym. Do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę o. Artur W. pozostaje zawieszony w sprawowaniu posługi duszpasterskiej” – poinformował rzecznik prasowy tynieckiego opactwa. „Jako wspólnota prosimy o modlitwę w intencji wszystkich ofiar molestowania i ich rodzin” – zaapelowali współbracia zatrzymanego.

Jak powiedział rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej prok. Janusz Hnatko mężczyzna miał popełniać przestępstwa w latach 2008-2010. – Artur W. nie przyznał się do postawionych mu zarzutów. Złożył krótkie wyjaśnienia odpowiadając na pytania swojego obrońcy – powiedział prok. Hnatko.

Zakonnik miał molestować małoletnią

Mężczyźnie grozi od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Prokuratura zastosowała wobec niego dozór policyjny, zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną oraz zakaz opuszczania kraju. Pokrzywdzoną w tej sprawie jest pełnoletnia dziś kobieta, którą zakonnik przed laty uczył religii. Mężczyzna od dziesięciu lat nie miał z nią kontaktu.

O zatrzymaniu zakonnika i postawieniu mu zarzutów poinformował portal tvn24.pl. Do pierwszych przypadków molestowania miało dojść – według autora materiału Szymona Jadczaka – we wrześniu 2008 roku, kiedy dziewczynka miała siedem lat. Prokuratura przesłuchała licznych świadków, w tym opata zakonu benedyktynów w Tyńcu, a w ubiegłym tygodniu zapadła decyzja o zatrzymaniu zakonnika, co stało się w jego domu rodzinnym w Białymstoku – podał portal. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kuria zabiera głos ws. oskarżeń o molestowanie pod adresem biskupa Jana Szkodonia

Monika twierdzi, że kiedy była nastolatką, biskup Jan Szkodoń z Krakowa ją molestował. Hierarcha zaprzecza oskarżeniom, prokuratura umorzyła sprawę, ale zajmuje się nią Kongregacja Nauki Wiary. Jest komentarz Archidiecezji Krakowskiej.

Jeszcze przed publikacją reportażu „Zły dotyk biskupa z Krakowa” w „Dużym Formacie” wiele osób zabrało głos w sprawie oskarżeń bp. Jana Szkodonia o molestowanie. Mowa między innymi o księdzu Tadeuszu Isakowiczu-Zaleski, jak i samym biskupie – „bohaterze” materiału. Po zapoznaniu się z tekstem do sprawy odniosła się kuria.

– Archidiecezja krakowska nie zna treści oskarżeń stawianych biskupowi Janowi Szkodoniowi. Wykonujemy wszystkie polecenia otrzymane z Watykanu. Ufamy w pełni procedurom wszczętym przez Kongregację Nauki Wiary i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka – poinformował „Gazetę Wyborczą” ks. Łukasz Michalczewski, szef biura prasowego archidiecezji krakowskiej.

Kuria nie podaje jednak, gdzie biskup będzie przebywał w czasie toczącego się przeciwko niemu postępowania przewidzianego prawem kanonicznym. Jednocześnie zapewnia, że w odosobnieniu. Wiadomo, że opuścił Kraków.

– Wysłali go zapewne do klasztoru. Odkąd pojawiły się zapowiedzi reportażu, w kurii było jak w mrowisku. Bp Szkodoń nie jest z opcji metropolity. Abp Jędraszewski traktuje go jako człowieka kard. Dziwisza, czyli kogoś wrogiego. Niewykluczone, że będzie chciał wykorzystać oskarżenia, by się mścić na kardynale – powiedział w rozmowie z gazetą duchowny z otoczenia kurii.

Dodał, ze nie wierzy w szybkie wyjaśnienie sprawy. – Praktyka podpowiada, że najlepszą strategią będzie przeciąganie aż sytuacja sama się rozwiąże – zaznaczył. Jak podaje dziennik, „Kraków jest w szoku po publikacji”. „Biskup Szkodoń to pierwszy w Polsce duchowny tak wysoki rangą, którego sprawą zajmuje się Kongregacja Nauki Wiary”.

Zły dotyk biskupa z Krakowa”

W reportażu „Dużego Formatu” przedstawiono historię Moniki, która jako nastolatka miała być molestowana przez bp. Szkodonia. Dopiero po latach zrozumiała, że ją krzywdził. Poszła do kina na film „Kler”. Po tym zaczęła chodzić do psychologa. Terapeuta powiedział, że jeśli ona nic nie zrobi, sam zawiadomi prokuraturę. W grudniu 2019 roku prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na przedawnienie.
Źródło info i foto: wp.pl

Biskup Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską. Chodzi o oskarżenia o molestowanie seksualne

Agencja KAI informuje, że biskup Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską. Ma to związek z reportażem, który w poniedziałek ukaże się w „Dużym Formacie”. Publikacja ma dotyczyć molestowania 15-latki. „W związku z oskarżeniami, jakie mają ukazać się w jutrzejszym wydaniu „Gazety Wyborczej” bp Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską” – poinformowała na Twitterze Agencja KAI.

W poniedziałek w „Dużym Formacie” pojawi się artykuł „Zły dotyk biskupa z Krakowa”. Na stronie „Wyborczej” dostępny jest już fragment reportażu, zapowiadający publikację.

Biskup Jan Szkodoń poza Archidiecezją Krakowską. Powodem „wysuwane oskarżenia”

Rzecznik prasowy krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski w depeszy PAP, publikowanej w Polsat News, przyznaje, że bp Szkodoń przebywa poza Archidiecezją Krakowską, czego powodem są „wysuwane wobec niego oskarżenia”. Postępowanie w tej sprawie prowadzi watykańska Kongregacja Nauki Wiary. – Ufamy w pełni podjętej przez Kongregację procedurze i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka – powiedział ks. Michalczewski.

Do sprawy odniósł się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który, jak pisze na Facebooku, zna sprawę „z relacji ustnych”. „Sprawa jest b. szokująca. Zwłaszcza, że dotyczy urzędującego biskupa pomocniczego, który był ojcem duchownym i mentorem wielu pokoleń kapłanów” – pisze duchowny. Dalej stwierdza, że bohaterka reportażu w 2019 r. powiadomiła o wszystkim Nuncjusza Apostolskiego w Warszawie. „Było więc wystarczająco dużo czasu, aby podjąć odpowiednie działania” – pisze ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak czytamy na stronie Archidiecezji Krakowskiej, bp Szkodoń urodził się 1946 r. Studiował ma Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w kurii jako sekretarz Synodu Archidiecezji Krakowskiej. W 1979 r. został mianowany ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym. „Napisał wiele książek poświęconych rodzinie, kapłaństwu i życiu rodzinnemu” – informuje kuria.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pułkownik Wojska Polskiego skazany i zdegradowany za wykorzystanie seksualne kobiety

Pułkownik Wojska Polskiego został skazany na karę więzienia i zdegradowany za wykorzystanie seksualne kobiety – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa. Wyrok jest prawomocny. W środę w postępowaniu apelacyjnym Sąd Okręgowy w Poznaniu orzekł o degradacji pułkownika Jacka S. Mężczyzna był oskarżony o wykorzystanie bezradności i doprowadzenie pokrzywdzonej kobiety do poddania się innej czynności seksualnej – podano w komunikacie.

Wcześniej Sąd Rejonowy w Szamotułach, jako sąd pierwszej instancji, uznał winę wojskowego i wymierzył mu karę więzienia zaaprobowaną przez prokuraturę, ale nie orzekł wnioskowanej degradacji pułkownika.

Śledczy z Wydziału do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zaskarżyli wyrok pierwszej instancji. „W apelacji prokurator podniósł, iż oskarżony w chwili dokonania przestępstwa był pułkownikiem, czyli starszym oficerem Sił Zbrojnych RP. Dopuszczając się przestępstwa przeciwko wolności seksualnej, utracił właściwości wymagane do bycia żołnierzem, godząc nie tylko w szeroko rozumiany honor żołnierza polskiego, ale i w honor poszczególnych żołnierzy i kombatantów walk o ojczyznę” – podała PK.

Sąd drugiej instancji zgodził się z argumentacją prokuratora zawartą w apelacji i orzekł środek karny w postaci degradacji Jacka S. Wyrok jest prawomocny – przekazała prokuratura.
Źródło info i foto: interia.pl

Ksiądz oskarżony o gwałt na młodej kobiecie. Kuria wydała komunikat

38-letni ksiądz z Gliwic został zatrzymany i oskarżony o przestępstwa seksualne, w tym o gwałt. Duchowny miał wykorzystać kobietę po traumatycznych przejściach. Kuria zapewnia w komunikacie, że „wszczęto procedurę wyjaśniającą”. Jak informowała częstochowska „Gazeta Wyborcza”, w poniedziałek zatrzymano 38-letniego księdza Andrzeja N., oskarżonego m.in. o gwałt na młodej kobiecie.

„Według śledczych ksiądz w latach 2013-2019, wykorzystując bezradność 32-letniej dziś kobiety, doprowadzał ją do obcowania płciowego lub poddania się innym czynnościom seksualnym. W jednym przypadku takich kontaktów miało dojść do gwałtu” – podano. Z informacji dziennikarzy wynika, że duchowny wykorzystał kobietę, która po traumatycznych przeżyciach szukała oparcia w kościele.

„GW” zauważa, że N. to kolejny duchowny z diecezji gliwickiej z zarzutami dot. przestępstw seksualnych.

Kuria: Wszczęto procedurę wyjaśniającą

Kuria gliwicka wydała w tej sprawie lakoniczne oświadczenie. „Pragniemy wyrazić nasz głęboki smutek i żal w związku z wydarzeniami, które dotyczą kapłana naszej diecezji. Delegat Biskupa Gliwickiego, zgodnie z obowiązującymi w naszym kraju przepisami, zgłosił sprawę, odpowiednim organom państwowym” – czytamy na stronie kurii.

W komunikacie zapewniono, że w diecezji wszczęto procedurę wyjaśniającą oraz „udzielono niezbędnej pomocy”, nie sprecyzowano jednak komu. „Liczymy na to, że przy współpracy z organami państwowymi uda się wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy, a także deklarujemy z naszej strony całkowitą gotowość do współpracy” – podsumowano.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Indie: Molestowanie w domu dziecka. Sąd skazał 19 osób. Lekarz jednym ze skazanych

Nastoletnie ofiary z domu dziecka Balika Grih w Indiach były torturowane, odurzane i gwałcone przez pięć lat istnienia placówki. Wśród oskarżonych znalazł się szef organizacji pozarządowej, która prowadziła dom dziecka oraz urzędnicy kontrolujący ten ośrodek. Wymiary kar zostaną ogłoszone pod koniec stycznia.

Skandal wybuchł pod koniec maja 2018 r., gdy badacze Instytutu Nauk Społecznych TATA z Bombaju, wysłali do władz stanu Bihar raport z audytu domów dziecka i ochronek. Raport ujawnił molestowanie 34 dziewczynek w ośrodku Balika Grih. Policyjni śledczy wykryli później, że w sumie 42 dziewczynki padły ofiarą przemocy.

Dziewczynki zeznały, że były bite, więzione, odurzane narkotykami, a następnie gwałcone przez osoby z ośrodka oraz z zewnątrz. W siatce pedofilskiej działało 12 mężczyzn i 8 kobiet. Jedna osoba wciąż się ukrywa. Wszystkim kierował właściciel domu dziecka Brajesh Thakur. W procederze brał udział lekarz, który odurzał dziewczynki i brał udział w gwałtach. Wśród winnych są również urzędnicy komórek stanowych mających czuwać nad dziećmi w regionie.

Panowała zmowa milczenia

Przez lata wokół ośrodka Balika Grih panowała zmowa milczenia.

– Mam rodzinę. Nie jestem supermenem. Wiadomo jak potężny jest system – powiedział dziennikowi „Hindustan Times” Divesh Sharma, asystent dyrektora departamentu spraw socjalnych w Muzaffarpur.

– Każdy był tam z inspekcją: komisja kobiet, UNICEF, sądowy komitet monitorowania nieletnich, stanowy i okręgowy komitet ochrony dzieci – bronił się Sharma. Przez 5 lat funkcjonowania ośrodka było tam ponad 60 inspekcji.

Brajesh Thakur posiada legitymację dziennikarską, jest działaczem jednej z lokalnych partii oraz prowadzi miejscowy hotel. Oprócz tego kierował przynajmniej 10 organizacjami pozarządowymi. Kilka z nich było fikcyjnych, lecz regularnie otrzymywało pomoc prywatną i rządową. W sumie od stanu Bihar wyłudził ponad 350 tys. dol. Dom dziecka Balika Grih na swoją działalność dostała od miejscowych władz ponad 56 tys. dol.

Sąsiedzi słyszeli krzyki

– Słyszeliśmy krzyki dziewczynek w nocy. Tak jakby były torturowane – powiedział „Hindustani Times” jeden z sąsiadów ośrodka, który tłumaczył, że nikt nie ośmielił się spytać co się tam działo.

– Ten człowiek jest wpływowy. Wszystkim wydawało się, że cokolwiek działo się w Balika Grih, było pod ochroną władzy – twierdził Anand Patel, miejscowy działacz społeczny zajmujący się edukacją. Przez kilka pierwszych dni po rajdzie policyjnym na ośrodek, miejscowe gazety nie informowały o aresztowaniu Thakura.

Świadkowie rozpoznali m.in. obecnego posła

Podczas śledztwa świadkowie zeznali, że widzieli osoby spoza personelu odwiedzające ośrodek. Kilku świadków rozpoznało m.in. obecnego posła izby wyższej indyjskiego parlamentu oraz byłego członka rządu stanu Bihar. Te zeznania zostały jednak pominięte przez śledczych Centralnego Biura Śledczego (CBI), które przejęło śledztwo od lokalnej policji.

Ofiary z Balika Ghir mówiły również o znikających dzieciach, sugerując 11 morderstw. Sąd Najwyższy na wniosek miejscowej dziennikarki Nivedity Jhy, nakazał zbadanie tych wątków oraz powiazań Thakura z miejscowymi politykami.

Zdaniem reporterów opiniotwórczego miesięcznika The Caravan, którzy dotarli do utajnionych akt śledztwa, śledczy CBI nie zastosowali się do poleceń Sadu Najwyższego. W efekcie akt oskarżenia dotyczył tylko Thakura, jego pracowników oraz urzędników niskiego szczebla.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były ksiądz przez 10 lat molestował seksualnie ministranta. Teraz Krzysztof G. znalazł pracę w kurii poznańskiej

Krzysztof G. w latach 2001 – 2013 co najmniej kilkadziesiąt razy wykorzystał seksualnie i zgwałcił Szymona Bączkowskiego z Chodzieży. Sprawą pedofila od dłuższego czasu zajmuje się prokuratura. Okazuje się, że były już duchowny pracuje w kurii poznańskiej!

O bulwersującej sprawie poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Krzysztof G. kilka tygodni temu usłyszał prokuratorskie zarzuty. Mowa jest m.in. o wywożeniu do lasu, biciu po twarzy i gwałceniu. Więc jak to możliwe, że teraz pracuje w kurii?

Sprawa ma swój początek w 2001 roku. To właśnie wtedy Krzysztof G. zaczął krzywdzić Szymona, który był wówczas w gimnazjum. – Ksiądz obmacywał mnie, chciał, żebym go masturbował – relacjonował. Ksiądz znał słabości chłopaka i je perfidnie wykorzystywał. Był on najpierw ministrantem, a następnie wpadł w kłopoty finansowe i uzależnienie od alkoholu.

Horror Szymona trwał do 2013 roku. Był już dorosłym mężczyzną i dopiero po jakimś czasie zdecydował się o wszystkim powiedzieć. Z kolei Krzysztof G. został usunięty ze stanu duchownego w październiku 2018 roku. Kuria poinformowała wtedy, że to przykład wzorcowej reakcji i samooczyszczanie się Kościoła. Okazuje się, że to wszystko było na pokaz. Dziennikarze „Wyborczej” ustalili, że ksiądz dwa miesiące później dostał pracę w poznańskiej kurii. Metropolita abp Stanisław Gądecki zatrudnił go jako magazyniera w diecezjalnym archiwum akt dawnych.

Science fiction
Kuria na każdym kroku podkreśla, że to tylko tymczasowa pomoc dla byłego księdza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale Krzysztof G. pracuje tam już od ponad roku. – Tego rodzaju praca w miejscu bez kontaktu z dziećmi czy młodzieżą nie niesie za sobą zagrożeń i jest też formą społecznej prewencji – napisał rzecznik ks Maciej Szczepaniak, który jest zdziwiony, że były ksiądz pracuje w kościelnej insytytucji – To dla mnie science fiction – dodaje.
Źródło info i foto: se.pl

Ruszył proces Krzysztofa S. z Izdebek. Miał molestować seksualnie swoje córki

38-letni Krzysztof S. z Izdebek (Podkarpackie) oskarżony o molestowanie seksualne trzech córek poniżej 15. roku życia stanął przed sądem w Brzozowie, gdzie w czwartek rozpoczął się jego proces. Z uwagi na charakter sprawy, odbywa się on z wyłączeniem jawności. O tym, że w domu dzieje się źle zrobiło się głośno niespełna rok po tym jak przez 3 dni służby ratunkowe i mieszkańcy szukali 12-letniego syna mężczyzny.

Odnaleziony chłopiec był wychłodzony, miał problemy z komunikowaniem się. Okazało się, że w rodzinie dzieje się bardzo źle. Dzieci były zaniedbane i żyły w fatalnych warunkach, głodne jadły to, co znalazły w psiej misce. Dom zamienił się w melinę.

Co gorsza – o wszystkim wiedział miejscowy GOPS. Rodzina miała wyznaczonego asystenta, korzystała z zasiłków, ale pieniądze wydawane były głównie na alkohol. W toku postępowania wyszło na jaw, że 3 dziewczynki były molestowane seksualnie przez swojego ojca.

Każdą z dziewczynek molestował co najmniej kilka razy

Oskarżony został dowieziony na rozpoczęcie procesu z aresztu. Prokuratura w Lublinie oskarżyła 38-letniego Krzysztofa S., ojca dziesięciorga dzieci, o doprowadzenie trzech swoich małoletnich córek, poniżej 15. roku życia, do tzw. innych czynności seksualnych. Według aktu oskarżenia, czynów tych dopuścił się w okresie od kwietnia do listopada 2018 r.

Jak mówiła w chwili skierowania aktu oskarżenia rzeczniczka lubelskiej prokuratury prok. Agnieszka Kępka nie były to pojedyncze przypadki – ojciec molestował każdą z dziewczynek co najmniej kilka razy.

W trakcie śledztwa oskarżony nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów, składał jedynie krótkie wyjaśnienia.

Zdaniem biegłych psychiatrów i seksuologa Krzysztof S. miał zdolność rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim postępowaniem. Jego stan psychiczny pozwala na udział w procesie.

Żona nie wierzy w winę męża

Żona oskarżonego, która występuje jako świadek, powiedziała dziennikarzom przed rozpoczęciem rozprawy, że nie wierzy w winę Krzysztofa, i że jest on dobrym ojcem. Dodała, że dzieci obecnie przebywają w placówce opiekuńczej w Sanoku i chce, żeby szybko wróciły do domu.

Prokurator Dariusz Lenard z prokuratury w Lublinie powiedział dziennikarzom, że w sprawie przesłuchano około 30 świadków, w tym niektóre z dzieci oskarżonego (część skorzystała z odmowy składania zeznań, a część jest zbyt mała na przesłuchanie).

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w Brzozowie jesienią 2019 r. ale akta sprawy zostały zwrócone prokuraturze, bowiem sąd uznał, że w postępowaniu przygotowawczym występują istotne braki, które prokuratura powinna uzupełnić.

Chodziło m.in. o to, że zwyczajowo w tego typu sprawach do akt dołącza się stenogram z przesłuchania małoletniego. Tymczasem w aktach sprawy znajdował się protokół z tego przesłuchania, wobec czego – według prokuratury – stenogram nie był konieczny.

Prokuratura złożyła zażalenie na postanowienie sądu o zwrocie akt i sąd II instancji uchylił decyzję sądu w Brzozowie i skierował sprawę do rozpoznania ponownie do tamtejszego sądu. Krzysztof S. został zatrzymany i postawiono mu zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec dziecka.

W międzyczasie śledztwo przeniesiono do Lublina. W jego trakcie pojawiły się nowe okoliczności, świadczące o tym, że również dwie inne córki Krzysztofa S. mogły być przez niego wykorzystywane seksualnie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że dziewczynki miały wtedy po kilka lat. Wówczas prokuratura uzupełniła 38-latkowi zarzuty.

Ze śledztwa w tej sprawie wyłączony został do odrębnego postępowania wątek dotyczący niedopełnienia obowiązków przez pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz narażenia przez to małoletnich dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i uszczerbku na zdrowiu. Pracownicy GOPS mieli także nie zobowiązać rodziców do opieki i przez to również narazić dzieci.
Źródło info i foto: RMF24.pl