Toruń: Policja poszukuje 7 mężczyzn, którzy pobili obcokrajowców

Toruńska policja poszukuje siedmiu mężczyzn, którzy w weekend na starówce w tym mieście pobili pięciu obywateli Ukrainy, Rosji i Białorusi. Funkcjonariusze opublikowali w internecie wizerunek pięciu sprawców, który został zarejestrowany przez kamery monitoringu.

„Policjanci z toruńskiej komendy poszukują mężczyzn, którzy w nocy z soboty na niedzielę pobili na toruńskiej starówce obcokrajowców. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że zdarzenie zaistniało na tle narodowościowym” – poinformował w poniedziałek mł. asp. Wojciech Chrostowski z Zespołu Komunikacji Społecznej KMP w Toruniu.

Obcokrajowcy mieli zostać pobici i znieważeni ok. godziny 1.30 w nocy z soboty na niedzielę w samym centrum miasta. Śledczy ustalili, że agresorów było siedmiu. Wizerunek pięciu z nich zarejestrowały kamery.

„Niedzielne zajście na toruńskiej starówce to akt bandytyzmu i skrajnie nienawistnego postępowania, dla którego nie może być akceptacji. Ja z całą stanowczością potępiam takie zachowania! Jednocześnie apeluję, aby osoby, które są świadkami tego typu zdarzeń, natychmiast zawiadamiały właściwe instytucje i służby. Liczę na to, że policja szybko ustali sprawców, a sąd ich przykładnie ukarze. Zero tolerancji dla bandytów!” – napisał prezydent Torunia Michał Zaleski.

Z informacji przekazanych PAP przez mł. asp. Chrostowskiego wynika, że poszkodowani doznali obrażeń ciała, które nie zagrażają ich życiu. Nieoficjalne ustalenia wskazują, że przynajmniej jedna z zaatakowanych osób ma mieć pęknięte kości czaszki.

Sprawcy mieli krzyczeć m.in. „Polska dla Polaków”. Wśród pobitych osób jest także kobieta. Portal torun.naszemiasto.pl przytacza relację jednego z zaatakowanych, którą ten miał umieścić na portalu społecznościowym.

„Nie mieli żadnych skrupułów, aby bić dziewczynę. Kolega, który jest Polakiem z repatriacji, ma pęknięcie kości czaszki, ale na szczęście nie jest to aż tak poważne. Zaatakowano nas pod hasłami +Polska dla Polaków+ i +J…ć Ukraińców+. Dodam, że Ukraińcami były jedynie dwie osoby z pięciu. Najbardziej przeraziła mnie bierność ludzi, którzy nie reagowali i obojętnie mijali zaistniałą sytuację. Napastnicy zdążyli nas zaatakować, odejść i jeszcze raz wrócić rzucając się na nas z pięściami” – napisał jeden z poszkodowanych cytowany przez lokalny portal.(PAP)

Funkcjonariusze proszą osoby, które były świadkami tego zdarzenia lub rozpoznają osoby przedstawione na zdjęciach o kontakt z Wydziałem Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Miejskiej Policji w Toruniu, ul. Grudziądzka 17, tel. (56) 641 26 07 lub 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest śledztwo ws. akcji policji w Koninie. Policjant zastrzelił 21-latka

Prokuratura Okręgowa w Koninie (Wielkopolskie) wszczęła śledztwo ws. śmiertelnego postrzelenia przez policjanta 21-letniego mężczyzny. Do zdarzenia doszło wczoraj przed południem w Koninie. Postępowanie dotyczy nieumyślnego nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i nieumyślnego spowodowania śmierci.

Wczoraj przed południem na jednym z konińskich osiedli patrol policji próbował wylegitymować 21-latka i dwóch 15-latków. Najstarszy mężczyzna zaczął uciekać. Według informacji policji 21-latek nie reagował na wezwania do zatrzymania. Goniący go funkcjonariusz użył broni. Policja utrzymuje, że był do tego zmuszony. Postrzelony 21-latek zmarł. Wiadomo, że śledczy dysponują m.in. nagraniem z monitoringu, na którym zarejestrowano przynajmniej część zdarzenia.

Policjanta, który użył broni, nie można na razie przesłuchać

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie prok. Aleksandra Marańda poinformowała, że w związku ze śmiertelnym postrzeleniem 21-latka wszczęte zostało śledztwo.

Wszczęte dziś postępowanie prowadzone jest w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień, skutkujących
wyrządzeniem istotnej szkody w interesie prywatnym, w trakcie wykonywania wobec ustalonej osoby czynności służbowych poprzez użycie wobec niej, w trakcie pościgu, służbowej broni palnej. W następstwie tego doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci tej osoby – podała rzeczniczka.

Przeprowadzono szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia. W oględzinach brał udział biegły z dziedziny balistyki. Dziś przeprowadzana jest sekcja zwłok. Przesłuchano świadków – w tym jednego z funkcjonariuszy policji. Nie jest możliwe wykonanie jakichkolwiek czynności z udziałem policjanta, który oddał strzał z uwagi na jego stan zdrowia – podała rzeczniczka.

Przy ciele 21-latka znaleziono nożyczki i woreczek foliowy z białym proszkiem

Śledczy zabezpieczyli nagranie z monitoringu, na którym, jak podała rzeczniczka, przynajmniej częściowo zarejestrowano przebieg zdarzenia. Na razie prokuratura nie podaje szerszych informacji na temat szczegółów prowadzonego postępowania.

Przy ciele mężczyzny znaleziono nożyczki i woreczek foliowy z białym proszkiem. Nie wiadomo, czy 21-latek zaatakował goniącego go policjanta nożyczkami, bądź groził mu nimi. Na razie nie wiadomo też, jaką substancję miał przy sobie mężczyzna.

Konińska prokuratura zwraca się z prośbą o kontakt do wszystkich osób, które były świadkami zdarzenia, mają istotne informacje na temat jego przebiegu.

Wszystko rozegrało się w pobliżu przedszkola

Około godz. 10 usłyszałam głośny huk, to tak jakby zderzyły się dwa samochody – mówiła w rozmowie z PAP mieszkanka bloku przy Wyszyńskiego. Przyznała jednak, że nie widziała samego zdarzenia. Natomiast inna mieszkanka była świadkiem, jak zaraz po strzale do leżącego mężczyzny podbiegł policjant i zaczął go reanimować. Za chwilę przy tym człowieku pojawiło się dwóch innych policjantów, który na zmianę prowadzili reanimację – relacjonowała. Obie kobiety podkreślają, że na placu zabaw nie było dzieci z opiekunami.

Dyrektorka znajdującego się ok. 20 metrów od placu zabaw przedszkola Plastuś Ilona Hamela podkreśliła, że z powodu złej pogody przebywające tam dzieci nie wychodziły na zewnątrz. Przed południem przebywały w pomieszczeniach od strony południowej, nic nie słyszały i nie widziały – dodała.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Policyjna obława za podejrzanym o kradzież

W Warszawie trwa obława za podejrzanym o kradzież. Do przestępstwa doszło w centrum stolicy w sklepie jubilerskim. Poszukiwany mężczyzna po wejściu do środka, wykorzystał nieuwagę sprzedawczyni, zabrał paletkę z pierścionkami i wyszedł. Warszawscy stróże prawa poszukują sprawcy kradzieży, do której doszło w sklepie jubilerskim.

– Około południa mężczyzna wszedł do sklepu. Wykorzystał nieuwagę sprzedawczyni i personelu. Wziął paletę z pierścionkami i wyszedł – przekazał PAP nadkom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej policji.

Na miejscu pracują funkcjonariusze, którzy zabezpieczają ślady i monitoring. Trwa obława na sprawcę kradzieży
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje dotyczące wypadku z udziałem Beaty Szydło

Po wypadku samochodowym z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu jedno z nagrań z monitoringu mogło zostać sfabrykowane. Jak ustaliła Wirtualna Polska, zawiadomienie w tej sprawie trafiło w ostatnich dniach do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, w którym toczy się proces kierowcy Seicento Sebastiana K.

– Chodzi o nagranie z monitoringu z miejsca oddalonego ok. 80-90 metrów od miejsca wypadku. Z nagrania wynikało, że kolumna rządowych pojazdów poruszała się tuż przed wypadkiem z prędkością ok. 50-60 km/h. Co innego okazuje się po wnikliwej analizie monitoringu, a dokładniej analizie ruchomego obrazu – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

Ktoś celowo ingerował w nagranie?

– Po analizie obrazu okazuje się, że samochody rządowe początkowo poruszają się, by przez kilka ujęć stać w miejscu. Po chwili znowu jednak ruszają. Taka sytuacja powtarza się kilka razy, podczas gdy wszystkie pozostałe obrazy w tym czasie są w ruchu. Ktoś mógł zrobić to celowo, by można było poinformować, że samochody Biura Ochrony Rządu poruszały się z dozwoloną prędkością – mówi nam nasz informator.

Jego zdaniem, można było tego dokonać poprzez rozcięcie taśmy filmowej w kilku miejscach i wklejeniu tych samych klatek, które zostały już wyświetlone wcześniej.

– Ile mogło być takich klatek? – pytamy

– Kilkanaście, ok. 15-17 – odpowiada nam nasz rozmówca.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, kilka dni temu pismo w tej sprawie do oświęcimskiego sądu złożył mecenas Władysław Pociej, adwokat kierowcy Seicento Sebastiana K. Domaga się w nim m.in. o specjalistycznego badania technik rejestracji obrazu, po to, żeby sprawdzić czy zapis z monitoringu był autentyczny, czy też ktoś ingerował w nagranie.

ABW zabezpieczało monitoring

Chodzi o film, który 14 lutego 2017 r. ujawnił TVN24. Na nagraniu widać jak ulicą Powstańców Śląskich w Oświęcimiu przejeżdża kolumna samochodów rządowych. Pierwszy z nich ma włączoną sygnalizację, drugie z Beatą Szydło już nie, trzecie również jedzie z użyciem świetlnych sygnałów. Między pierwszymi dwoma samochodami jest ok. 20 metrów odstępu. To właśnie na podstawie tego filmu wnioskowano, że auta poruszają się z prędkością ok. 50-60 km/h.

Nagranie zachowało się dzięki kamerze umieszczonej na budynku sklepu z częściami, w jednej z bocznych uliczek, a zapis powstał dosłownie na kilka chwil przed wypadkiem.

Przypomnijmy, wypadek miał miejsce 10 lutego 2017 roku. W ciągu kilku następnych dni do akcji wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To właśnie agenci ABW zabezpieczyli kilkanaście nagrań z monitoringu z trasy przejazdu rządowej kolumny.

Jeżeli okazałoby się, że ktoś ingerował w zapis monitoringu, byłaby to już druga kontrowersyjna sytuacja w sprawie wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jakiś czas temu okazało się, że zniszczeniu ulegy dwie płyty, które były materiałem dowodowym w sprawie.

Uszkodzona, nadłamana płyta

Pierwsza zniszczona płyta to CD z innym nagraniem z monitoringu, na którym według obrońcy Sebastiana K. udałoby się zlokalizować bezpośredniego świadka całego zdarzenia. Chodzi o kierowcę samochodu, który zatrzymał się za Fiatem Seicento przed samym wypadkiem, a następnie został przez funkcjonariuszy BOR przekierowany do objazdu.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – mówił w TVN24 mec. Władysław Pociej.

Płytę badało Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina, które poinformowało sąd, że dane zostały bezpowrotnie stracone, a nośnik miał zostać zniszczony mechanicznie. Tym samym ustalenie tożsamości świadka zdarzenia stało się niemożliwe.

Zdaniem śledczych, nagranie „nie miało żadnego znaczenia dla sprawy, bo nie obejmowało miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”. – To nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – mówił krakowski prokurator Rafał Babiński.

Jak ustaliła WP, zniszczenie płyty polegało na jej „nadłamaniu” od środka. Co oznacza, że zniszczeniu uległy pierwsze kadry z monitoringu, a więc sytuację bezpośrednio po wypadku.

Druga płyta, która została zniszczona, zawierała materiał „Czarno na białym” TVN24.

Po informacji o uszkodzonych płytach, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył obrońca Sebastiana K. Sprawą jednak nie zajęli się krakowscy śledczy, którzy nadzorowali sprawę, ani prokuratorzy z Oświęcimia, ale została ona przekazana Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu. Z naszych informacji wynika, że od kilku miesięcy jest ona nadal na etapie „czynności sprawdzających”.

Sebastian K. walczy o sprawiedliwość

W sprawie sfabrykowania monitoringu wysłaliśmy przed południem w środę pytania do prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu. To przed tym sądem toczy się postępowanie z udziałem Sebastiana K. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Z kolei mec. Władysław Pociej nie chciał komentować sprawy.

Przypomnijmy, do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Sebastian K. przepuścił pierwszy rządowy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto wiozące ówczesną szefową rządu. Prokuratura zarzuciła K. nieumyślne spowodowanie wypadku. Według większości świadków, rządowa kolumna jechała z dużą prędkością i bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych.

W połowie marca ub.r. krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi K. okresu próby wynoszącego rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. nawiązki. Sebastian K. i jego pełnomocnik nie zgodzili się na propozycję prokuratury. Kolejna rozprawa ma odbyć się pod koniec roku.
Źródło info i foto: wp.pl

Napad na kantor w Warszawie. Skradziono ponad 300 tys. złotych

27.11.2016 Warszawa N/z szyld Kantor fot. Maciej Luczniewski/REPORTER

Ponad 300 tysięcy złotych skradziono z kantoru na Dworcu Centralnym w Warszawie. Jak przekazała Radiu ZET policja, kradzieży dokonały dwie osoby. Na szczęście w trakcie napaści na kantor nikt nie odniósł obrażeń. Obecnie trwa policyjna obława na sprawców kradzieży. Na miejscu obecny jest zespół dochodzeniowy.

Policja potwierdza

Policjanci szukają sprawców kradzieży w jednym z kantorów na terenie Dworca Centralnego w Warszawie – poinformował podkomisarz Piotr Świstak z Komendy Stołecznej Policji. Kradzieży dokonało dwóch mężczyzn. Policjanci ustalają ich tożsamość. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Po godzinie 16.00 policja została zawiadomiona, że do jednego z pawilonów na terenie Dworca Centralnego weszło dwóch mężczyzn i ukradło pieniądze. Potem oddalili się w nieznanym kierunku. Trwa policyjna obława.

Funkcjonariusze na miejscu przeglądają monitoring i przeprowadzają oględziny.
Źródło info i foto: wp.pl

Wrocław: Są wyroki za brutalnego pobicie byłego policjanta

Od roku do pięciu lat więzienia – takie wyroki usłyszało trzech mężczyzn w związku z brutalnym pobiciem byłego policjanta w jednej z wrocławskich dyskotek. Sąd skazał także właścicieli klubu, którzy skasowali nagrania z monitoringu, by zatuszować sprawę. W październiku 2017 roku Andrzej K. – chwilę po pojawieniu się w lokalu – został zaczepiony przez znanego we wrocławskim półświatku Łukasza W. ps. Gekon, wielokrotnie karanego w przeszłości, a obecnie oskarżonego o udział w handlu dopalaczami. Według prokuratury obaj panowie mieli zatarg.

„Gekon” zaczął okładać byłego policjanta, a wkrótce do niego dołączyli Patryk P. oraz Michał W. Pierwszy z nich zamachnął się na K. pięścią uzbrojoną w kastet z ostrzem. Rozciął mu policzek. W. miał w ręku paralizator. Był w gotowości, wspierał swoich kompanów, ale nie brał czynnego udziału w pobiciu.

W pewnym momencie zdarzenie ze środka przeniosło się przed klub, gdzie Andrzej K. otrzymał jeszcze kilka kopniaków. Mocno poturbowany trafił do szpitala. Właściciele lokalu chcieli zatuszować całe zajście. Usunęli nagrania z monitoringu. Nieudolnie, bo policyjnym informatykom bez większych problemów udało się filmy odzyskać. Oprócz całej bójki, na jednym z nagrań widać nawet jak dwóch mężczyzn kasuje nagrania z newralgicznego momentu.

Wyroki

Głównie dzięki monitoringowi, ale też na podstawie zeznań świadków i samych oskarżonych Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał w czwartek wyroki dla sześciu mężczyzn. Sędzia Paweł Pomianowski nie miał wątpliwości co do winy i sprawstwa oskarżonych. Najsurowiej ukarany został Patryk P. Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przy użyciu kastetu dostał pięć lat więzienia. „Gekon” skazany został na 1,5 roku więzienia, natomiast Michał W. na rok pozbawienia wolności. Muszą zapłacić Andrzejowi K. łącznie 18 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Jego pełnomocnik przyznał, że trudno mu się ustosunkować do wyroku, bo nie powiadomił jeszcze o nim swojego klienta, ale biorąc pod uwagę, że żądał on 60 tysięcy, wyrok prawdopodobnie zostanie zaskarżony.

Takiej możliwości nie wyklucza też prokuratura, która chciał dla Łukasza W. sześciu lat więzienia. Sąd stwierdził, że jest to zbyt surowa kara, wskazując na brak dowodów świadczących o tym, że miałby on wiedzieć o kastecie, który posiadał jego kolega. Dwaj szefowie lokalu, za skasowanie nagrań z monitoringu, skazani zostali na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok, natomiast ich pracownika ukarano grzywną.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest zapis z kamery z korytarza przed celą Dawida Kosteckiego

Służba Więzienna opublikowała w sieci zapis z monitoringu z korytarza przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Nagranie pochodzi z nocy z 1 na 2 sierpnia. To reakcja na słowa Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który twierdził, że „na korytarzu, który prowadzi do celi, było wyłączone światło”.

Służba Więzienna udostępniła na swojej stronie internetowej fragmenty zapisu monitoringu z 1 sierpnia z godz. 22.17 i z 2 sierpnia z godz. 4.28, pokazujące korytarz przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w Areszcie Śledczym Warszawa-Białołęka. Na fragmentach widać funkcjonariusza, który kontrolował to miejsce.

Publikacja nagrania to reakcja na wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który stwierdził w TVN24, że nie można sprawdzić zapisu z monitoringu, ponieważ na korytarzu prowadzącym do celi wyłączono światło.

Samo nagranie zostało zabezpieczone przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga już 2 sierpnia. Obejmuje ono zapis od 1 sierpnia godz. 19 do 2 sierpnia godz. 9.

W porze nocnej zostało wyłączone światło w części korytarza z celami mieszkalnymi. Korytarz ten był jednak oświetlony lampą znajdująca w pobliżu zainstalowanej kamery. Jednocześnie cela, w której był osadzony Dawid Kostecki znajdowała się stosunkowo blisko kamery oraz źródła światła. Tym samym w oparciu o powyższy zapis możliwym jest ustalenie, czy w porze nocnej ktokolwiek wchodził do celi Dawida Kosteckiego lub ją opuszczał – podkreśla Służba Więzienna.

Śmierć Dawida Kosteckiego

Ciało Dawida Kosteckiego znaleziono 2 sierpnia w celi Aresztu Śledczego na warszawskiej Białołęce. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo. Sekcja zwłok wykluczyła udział osób trzecich. Z wynikami sekcji nie zgodziła się rodzina zmarłego. Według bliskich Dawida Kosteckiego i ich pełnomocników, śmierć byłego pięściarza nie była samobójstwem.

Dawid Kostecki odsiadywał karę w rzeszowskim więzieniu, miał jednak zeznawać w sprawie oskarżonego o rozbój Tomasza G. Dlatego został przewieziony na Białołękę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Siemianowice Śląskie: Ciało mężczyzny znaleziony w fontannie

Policja wyjaśnia okoliczności śmierci 61-letniego mężczyzny, którego ciało znaleziono w sobotę w fontannie w Siemianowicach Śląskich. Na nagraniach monitoringu widać, że przechadzał się po murku okalającym fontannę, przewrócił się i uderzył głową o kant.

„Nie było świadków tego zdarzenia. Otrzymaliśmy zgłoszenie od kogoś, kto zauważył mężczyznę w fontannie. Ofiara już nie żyła. Przeanalizowaliśmy nagrania miejskiego monitoringu” – wyjaśnił sierżant sztabowy Krzysztof Toporek z siemianowickiej policji.

Prokurator zarządził sekcję zwłok, która określi precyzyjnie przyczynę śmierci 61-latka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Akcja poszukiwawcza 5-letniego Dawida obnażyła istotny problem. Sprawa dotyczy monitoringu

– Odzew społeczeństwa na apel policji ws. zaginionego Dawida był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne – podkreślił komendant główny policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk. Zaznaczył jednak, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów. – Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania, musimy chodzić i rozglądać się po budynkach i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

5-letniego Dawida przez 10 dni szukało tysiące policjantów oraz funkcjonariuszy innych służb. Jego zwłoki znaleziono w sobotę przy węźle Pruszków na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim.

10 lipca chłopiec został zabrany około godz. 17 z domu przez ojca, który po kilku godzinach – jak wynika z ustaleń policji – odebrał sobie życie na torach kolejowych. Policja w trakcie poszukiwań apelowała do obywateli o zgłaszanie informacji i uwag, które mogłyby pomóc przy śledztwie.

– Odzew był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne. Pojawiał się tam samochód ojca Dawida czy inne interesujące nas szczegóły – powiedział Szymczyk. Dodał, że cała operacja była trudna z uwagi na rozległy teren.

Gość TVP wskazał, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów.

– Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania w sprawie, musimy fizycznie chodzić i rozglądać się po budynkach, obiektach i infrastrukturze. Ustalać, gdzie taka kamera jest i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

Generał powiedział, że ekipy poszukujące do ostatniej chwili wierzyły w możliwość odnalezienia chłopca żywego i „robiły wszystko, by tak się stało”.

– Ani przez chwilę nie było pomysłu, by przerwać poszukiwania. Wiedzieliśmy, że musimy je kontynuować, dopóki był cień szansy – powiedział.

Generał przyznał, że wielkie wrażenie na nim – jako komendancie głównym policji – wywarły tysiące policjantów, ale także funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, „którzy przeszukali ten teren metr po metrze”. – Rezygnowali z czasu wolnego, wracali z urlopów i pracowali 24 godziny na dobę – podkreślił.

Gość TVP wskazał, że pomoc obywateli była bardzo istotna. – Tak to powinno wyglądać, bo nawet najlepiej wyposażona, wyszkolona i przygotowana policja nie spełni swojej podstawowej funkcji, jaką jest skuteczna praca i służba na rzecz mieszkańców, jeśli nie będzie współpracować z ludźmi – dodał Szymczyk.
Źródło info i foto: TVP.info

Holandia: Napad na polski sklep w Terneuzen. Nożownicy ranili dwie osoby

Dwaj uzbrojeni mężczyźni ranili nożami 28-letniego właściciela i 24-letniego pracownika polskiego sklepu w Terneuzen. Właściciel z ranami kłutymi, w ciężkim stanie trafił do szpitala w Gandawie. Trwają poszukiwania napastników.

Sprawcy napadli na sklep ok. godziny 21:15 w sobotę. Dwaj nożownicy weszli do budynku od strony zaplecza. Właściciel sklepu został pobity i wielokrotnie pchnięty nożem. Jak podaje policja, jego stan jest ciężki, ale stabilny. Pracownik, wprawdzie uniknął ran od noża, jednak został dotkliwie pobity.

Sprawcy z miejsca zdarzenia uciekli pieszo. Zarejestrowały ich kamery miejskiego monitoringu.
Źródło info i foto: wp.pl