Siemianowice Śląskie: Ciało mężczyzny znaleziony w fontannie

Policja wyjaśnia okoliczności śmierci 61-letniego mężczyzny, którego ciało znaleziono w sobotę w fontannie w Siemianowicach Śląskich. Na nagraniach monitoringu widać, że przechadzał się po murku okalającym fontannę, przewrócił się i uderzył głową o kant.

„Nie było świadków tego zdarzenia. Otrzymaliśmy zgłoszenie od kogoś, kto zauważył mężczyznę w fontannie. Ofiara już nie żyła. Przeanalizowaliśmy nagrania miejskiego monitoringu” – wyjaśnił sierżant sztabowy Krzysztof Toporek z siemianowickiej policji.

Prokurator zarządził sekcję zwłok, która określi precyzyjnie przyczynę śmierci 61-latka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Akcja poszukiwawcza 5-letniego Dawida obnażyła istotny problem. Sprawa dotyczy monitoringu

– Odzew społeczeństwa na apel policji ws. zaginionego Dawida był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne – podkreślił komendant główny policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk. Zaznaczył jednak, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów. – Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania, musimy chodzić i rozglądać się po budynkach i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

5-letniego Dawida przez 10 dni szukało tysiące policjantów oraz funkcjonariuszy innych służb. Jego zwłoki znaleziono w sobotę przy węźle Pruszków na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim.

10 lipca chłopiec został zabrany około godz. 17 z domu przez ojca, który po kilku godzinach – jak wynika z ustaleń policji – odebrał sobie życie na torach kolejowych. Policja w trakcie poszukiwań apelowała do obywateli o zgłaszanie informacji i uwag, które mogłyby pomóc przy śledztwie.

– Odzew był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne. Pojawiał się tam samochód ojca Dawida czy inne interesujące nas szczegóły – powiedział Szymczyk. Dodał, że cała operacja była trudna z uwagi na rozległy teren.

Gość TVP wskazał, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów.

– Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania w sprawie, musimy fizycznie chodzić i rozglądać się po budynkach, obiektach i infrastrukturze. Ustalać, gdzie taka kamera jest i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

Generał powiedział, że ekipy poszukujące do ostatniej chwili wierzyły w możliwość odnalezienia chłopca żywego i „robiły wszystko, by tak się stało”.

– Ani przez chwilę nie było pomysłu, by przerwać poszukiwania. Wiedzieliśmy, że musimy je kontynuować, dopóki był cień szansy – powiedział.

Generał przyznał, że wielkie wrażenie na nim – jako komendancie głównym policji – wywarły tysiące policjantów, ale także funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, „którzy przeszukali ten teren metr po metrze”. – Rezygnowali z czasu wolnego, wracali z urlopów i pracowali 24 godziny na dobę – podkreślił.

Gość TVP wskazał, że pomoc obywateli była bardzo istotna. – Tak to powinno wyglądać, bo nawet najlepiej wyposażona, wyszkolona i przygotowana policja nie spełni swojej podstawowej funkcji, jaką jest skuteczna praca i służba na rzecz mieszkańców, jeśli nie będzie współpracować z ludźmi – dodał Szymczyk.
Źródło info i foto: TVP.info

Holandia: Napad na polski sklep w Terneuzen. Nożownicy ranili dwie osoby

Dwaj uzbrojeni mężczyźni ranili nożami 28-letniego właściciela i 24-letniego pracownika polskiego sklepu w Terneuzen. Właściciel z ranami kłutymi, w ciężkim stanie trafił do szpitala w Gandawie. Trwają poszukiwania napastników.

Sprawcy napadli na sklep ok. godziny 21:15 w sobotę. Dwaj nożownicy weszli do budynku od strony zaplecza. Właściciel sklepu został pobity i wielokrotnie pchnięty nożem. Jak podaje policja, jego stan jest ciężki, ale stabilny. Pracownik, wprawdzie uniknął ran od noża, jednak został dotkliwie pobity.

Sprawcy z miejsca zdarzenia uciekli pieszo. Zarejestrowały ich kamery miejskiego monitoringu.
Źródło info i foto: wp.pl

Wciąż trwają poszukiwania zamachowca z Lyonu

Francuzi wstrząśnięci atakiem w Lyonie. W centrum miasta wybuchła paczka naszpikowana gwoździami i śrubami. 13 osób zostało rannych. Wśród nich jest 10-letnia dziewczynka. Sprawca ataku w Lyonie pozostaje na wolności. Monitoring uchwycił mężczyznę, który może stać za dramatem. Co o nim wiadomo?

Do ataku w Lyonie doszło w piątek, 24 maja około godziny 17:30. Naszpikowana gwoździami i śrubami paczka wybuchła na ulicy Wiktora Hugo. „Daily Mail” donosi, że do eksplozji doszło przed piekarnią. – Pracowałem, obsługiwałem klientów i nagle usłyszałem olbrzymi huk – powiedział Omar Ghezza, piekarz. – Myśleliśmy, że ma to związek z pracami renowacyjnymi. Okazało się, że to porzucona paczka – dodał.

13 osób zostało rannych. Mowa o ośmiu kobietach, czterech mężczyznach i 10-letniej dziewczynce. 11 poszkodowanych karetki zabrały do szpitala. Szczęśliwie życiu żadnej z osób nic nie zagraża. Burmistrz okręgu – Denis Broliquier powiedział, że „ładunek był zbyt mały, by zabić”. Zagraniczne media donoszą, że został zdetonowany z odległości.

– Doszło do wybuchu. Myślałam, że zderzyły się samochody – relacjonowała 17-letnia Eva, którą od miejsca eksplozji dzieliło zaledwie kilkanaście metrów. – W pobliżu znajdowały się fragmenty drutu, baterie oraz kawałki kartonu i plastiku. Wysadziło okna – dodała.

Sprawca wciąż wolny

Teren został zabezpieczony przez policjantów. Sprawcy ataku dotąd nie udało się jednak zatrzymać. W sieci pojawiło się zdjęcie mężczyzny, który może mieć związek z dramatem. Jego wizerunek zarejestrował monitoring. Ma on około 30 lat. Poruszał się na rowerze górskim. Ubrany był w ciemną koszulę z długim rękawem i jasne spodenki. Miał też okulary przeciwsłoneczne.

Prezydent Francji – Emmanuel Macron wysłał do Lyonu ministra spraw wewnętrznych, Christopha Castanera. Francuska minister sprawiedliwości Nicole Belloubet powiedziała, że za wcześnie, by mówić, że był to akt terrorystyczny. Prokurator Remy Heitz wspomniał zaś, że dotąd żadna grupa do ataku się nie przyznała.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wybuch na deptaku w Lyonie. Policja poszukuje sprawcy.

Policja poszukuje podejrzanego o podłożenie ładunku wybuchowego w Lyonie. Jego wizerunek zarejestrowały uliczne kamery. Służby apelują o pomoc w identyfikacji mężczyzny. W wyniku eksplozji rannych zostało 13 osób. Do zdarzenia doszło w piątek po południu na ulicy Wiktora Hugo w Lyonie, niedaleko piekarni La Brioche Doree. Lokalne władze poinformowały, że rannych zostało 13 osób, w tym jedno dziecko. 11 rannych trafiło do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – podała francuska telewizja BFMTV.

„Nikt nie wziął odpowiedzialności”

Śledztwo w sprawie eksplozji przejęła paryska prokuratura do spraw terroryzmu. – Na razie nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za przeprowadzenie piątkowego ataku bombowego w Lyonie – poinformował w sobotę prokurator do spraw walki z terroryzmem Remy Heitz. Dodał, że mężczyzna, który miał podłożyć ładunek wybuchowy, zbiegł. Prokurator podkreślił, że zastosowano „wszystkie środki” w celu „szybkiego zidentyfikowania i przesłuchania” sprawcy ataku.

Wizerunek podejrzanego

Podejrzanego nagrały kamery monitoringu. Domniemany sprawca szedł deptakiem, prowadząc ciemny rower. Podłożył ładunek przy wejściu do piekarni w centrum miasta. Jak opisuje policja, mężczyzna był zamaskowany, miał na sobie beżowe szorty, ciemnozieloną koszulkę, szalik lub chustkę w kolorze khaki oraz ciemne okulary. Na plecach miał czarny plecak. W sobotę służby opublikowały nowy wizerunek podejrzanego. Na zdjęciach widać mężczyznę, który jedzie na ciemnym rowerze. W poszukiwania mężczyzny zaangażowało się 90 śledczych wspieranych przez 30 policyjnych techników i lokalną policję. Do tej pory podejrzanego nie udało się zidentyfikować.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Trwają poszukiwania pedofila, który zaatakował dziewczynkę pod szkołą w Łapach

Policjanci z Komisariatu Policji w Łapach (woj. podlaskie) poszukują sprawcy doprowadzenia do innej czynności seksualnej. Wizerunek mężczyzny zarejestrował monitoring szkoły podstawowej. W środę ok. godz. 8.30 na terenie Szkoły Podstawowej przy ul. Polnej w Łapach nieznany mężczyzna złapał za spódnicę jedną z uczennic. Policję powiadomił ojciec dziewczynki.

– Córka wróciła przejęta do domu. Przeżywa to, co się zdarzyło w środę. Boi się sama chodzić do szkoły – mówi w rozmowie z „Kurierem Porannym”.

Służby ustalają, czy doszło do przestępstwa. Jak uspokaja mł. asp. Katarzyna Zarzecka z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, szkołę nadzoruje policja.

Funkcjonariusze zabezpieczyli nagranie ze szkolnego monitoringu. Jedna z kamer zarejestrowała mężczyznę, który odpowiada rysopisowi przedstawionemu przez matkę uczennicy.

Poszukiwany mężczyzna jest wysoki, szczupły, ma siwe włosy. W chwili zdarzenia był ubrany w skórzaną kurtkę.

Wszystkie osoby, które rozpoznają mężczyznę na zdjęciu lub mogą przyczynić się do ustalenia jego tożsamości, proszone są o kontakt z Komisariatem Policji w Łapach pod numer telefonu: 85 715 82 00 lub z najbliższą jednostką policji, dzwoniąc pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Pedofil zaatakował przed szkołą w Łapach. Trwają poszukiwania

Podlaska policja szuka mężczyzny, który doprowadził do „innej czynności seksualnej”. Sprawcę zarejestrowały kamery przed szkołą podstawową w Łapach. To tam zboczeniec zaczepiał 15-latkę. Do zdarzenia doszło w środę, 8 maja, przy ulicy Polnej w Łapach na Podlasiu. Około godziny 8:30 idąca do szkoły 15-latka zorientowała się, że jest śledzona przez nieznanego mężczyznę. Zaczęła uciekać, a mężczyzna złapał ją za spódnicę.

Jak informuje „Kurier Poranny”, na policję zadzwonił ojciec dziewczyny. Śledczy zabezpieczyli nagranie ze szkolnego monitoringu. Komenda w Białymstoku opublikowała sylwetkę przechodzącego mężczyzny, którego wygląd był podobny do przedstawionego rysopisu.

Nagranie z monitoringu

Jest wysoki, szczupły, ma siwe włosy. W momencie popełnienia przestępstwa był ubrany w skórzaną kurtkę.

Wszystkie osoby, które rozpoznają mężczyznę na zdjęciach lub mogą przyczynić się do ustalenia jego tożsamości prosimy o kontakt z Komisariatem Policji w Łapach pod numer telefonu /85/ 715 82 00 lub z najbliższą jednostką Policji dzwoniąc pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe ustalenia w sprawie zaginięcia 19-letniego Michała Rosiaka

Pojawiły się kolejne doniesienia w sprawie zaginionego Michała Rosiaka, studenta Politechniki Poznańskiej. Jak ustalili dziennikarze „Gazety Wyborczej”, z telefonu 19-latka wysłano zdjęcie na Snapchacie. Chłopaka nagrały także kamery autobusu. Mija dokładnie tydzień, od kiedy 19-letni student zniknął bez śladu.

Zanim kamery miejskiego monitoringu i przejeżdżającego autobusu zarejestrowały po raz ostatni studenta Politechniki Poznańskiej Michała Rosiaka, chłopak bawił się w jednym z nocnych klubów na terenie Starego Miasta. Wyszedł z niego krótko przed pierwszą w nocy i ruszył w stronę dworca kolejowego Poznań Garbary.

Co widać na nagraniach z kamer?

Na nagraniach z monitoringu widać, że zaginiony student idzie samotnie, spokojnie, z nikim nie rozmawia. Nikt go nie gonił, nikt go nie zaczepiał, on się nie zataczał. Po prostu szedł – informował rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak.

Wtedy jeszcze nie był znany zapis nagrania z kamery nocnego autobusu linii 248, który mijał przystanek „Szelągowska”, na którym w piątek nad ranem przypadkowa osoba znalazła telefon studenta.

Na zapisie wideo z autobusu widać wyłącznie Michała Rosiaka siedzącego na przystanku. Kamera zarejestrowała go o godzinie 1:36. 19-latek nie wsiadł do środka, mimo że „248” to jedyny autobus kursujący przez Szelągowską o tej godzinie. Z autobusu nikt też nie wysiadał.

Kiedy pojazd po ponad godzinie przejeżdżał tamtędy po raz kolejny, Michała nie było już na przystanku.

Zdjęcie wysłane z telefonu Michała

Jak ustalili dziennikarze poznańskiej „Gazety Wyborczej”, o godzinie 2:41 z telefonu 19-letniego studenta wysłano zdjęcie w aplikacji Snapchat. Była to jednak wyłącznie ciemna plama.

Policja zakłada, że jego autorem był zaginiony chłopak, bo do tej godziny jego telefon nie zmienił położenia. Na tym jednak trop się urywa. Śledczy starają się więc odpowiedzieć na pytanie, co działo się ze studentem między 2:41 a 3:06, kiedy autobus „248 ponownie” zatrzymał się na „Szelągowskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Stefan W. próbował się dostać do Pałacu Prezydenckiego w Warszawie? Zapis monitoringu skasowany

Gdańska prokuratura uzyskała informację, że zapis monitoringu Pałacu Prezydenckiego w Warszawie z pierwszej połowy grudnia ub.r. został już skasowany. Nagrania miały pomóc zweryfikować, czy zabójca prezydenta Gdańska wcześniej próbował dostać się do siedziby głowy państwa.

O udostępnienie nagrań z monitoringu pochodzącego z pierwszej połowy grudnia wystąpiła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadząca śledztwo w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Prokuratorzy zwrócili się o nagrania do Kancelarii Prezydenta, Służby Ochrony Państwa oraz warszawskiego magistratu.

W czwartek Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformowała PAP, że prokuratura uzyskała informację, iż wszystkie wspomniane instytucje odpowiedziały, że nie dysponują nagraniami z okresu, który interesował śledczych. – Nagrania takie są kasowane po miesiącu – powiedziała PAP Wawryniuk.

Monitoring miał pomóc w zweryfikowaniu treści wyjaśnień, jakie Stefan W. złożył w czasie przesłuchania (miało ono miejsce 14 stycznia), w tym ustaleniu czy Stefan W. po 8 grudnia ub.r., kiedy to opuścił więzienie (odsiadywał w nim karę za napady na banki) był Warszawie i próbował dostać się do Pałacu Prezydenckiego.

13 stycznia podczas finału WOŚP w Gdańsku, na scenę, na której odbywała się impreza, wtargnął 27-letni Stefan W. i kilkakrotnie ugodził nożem prezydenta Adamowicza. Zamachowca zatrzymano na scenie. Jeszcze w nocy samorządowiec przeszedł pięciogodzinną operację. W poniedziałek zmarł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Turcja: Szczątki Dżamala Chaszodżdżiego ukryte w walizkach? Wyciekło nieznane nagranie ws. śmierci dziennikarza

Turecka telewizja wyemitowała nieznane wcześniej nagranie, na którym widać mężczyzn wnoszących walizki do rezydencji konsula generalnego Arabii Saudyjskiej. Według dziennikarzy, w walizkach mogły znajdować się szczątki zamordowanego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego.

Turecka telewizja A Haber wyemitowała nagranie z kamer monitoringu skierowanych na wejście do strzeżonej rezydencji konsula generalnego Arabii Saudyjskiej w Stambule. Na krótkim filmie widać mężczyzn wnoszących do środka walizki i torby.

Media spekulują, że w tych torbach mogły znajdować się szczątki zamordowanego w październiku saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Chaszodżdżi miał zostać zabity w znajdującym się nieopodal konsulacie.

To nie pierwsze nagranie dotyczące śmierci Chaszodżdżiego, do którego dotarli dziennikarze. Wcześniej telewizja CNN zdobyła plik dźwiękowy, na którym słychać najprawdopodobniej ostatnie chwile życia Saudyjczyka.
Zabójstwo Dżamala Chaszodżdżiego

2 października mieszkający na emigracji w Stanach Zjednoczonych Dżamal Chaszodżdżi przyjechał do saudyjskiego konsulatu w Stambule, by uzyskać niezbędne dokumenty. Na zewnątrz budynku czekała na niego narzeczona, ale wpływowy dziennikarz nigdy nie wyszedł z placówki. Miał zostać uduszony, a ciało poćwiartowane.

Turcja oskarżyła o morderstwo Arabię Saudyjską. Rijad początkowo zaprzeczał, ale po pewnym czasie przyznał, że dziennikarz został zabity w konsulacie. Saudowie zatrzymali ok. 20 osób, które miały zamordować mężczyznę, a dla pięciu z nich prokurator zażądał kary śmierci.

Saudowie twierdzą, że wpływowy następca tronu książę Muhammad bin Salman nie ma ze sprawą nic wspólnego. To właśnie jego oskarżano o wydanie decyzji o zabójstwie dziennikarza, co miały również potwierdzić ustalenia amerykańskich służb. Dżamal Chaszodżdżi od wielu miesięcy krytykował bowiem saudyjską rodzinę królewską, jak i samego księcia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl