Rumia: Zwłoki ciężarnej kobiety w jednym z mieszkań. Policja szuka podejrzanego

Fot. Damian Klamka/East News. n/z: policyjny radiowoz

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wyjaśnia okoliczności śmierci mieszkanki Rumi w województwie pomorskim. Zwłoki ciężarnej kobiety odnaleziono w jednym z mieszkań na terenie miasta. Zwłoki 37-latki w ciąży odnaleziono w Rumi we wtorek. Wyjaśnieniem okoliczności śmierci kobiety zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. 

Prokurator Mariusz Duszyński w rozmowie z ”Faktem” potwierdził, że postępowanie jest prowadzone w sprawie zabójstwa. – Mamy podejrzanego, które do tej pory nie został zatrzymany. Szuka go policja. Do sądu skierowany został wniosek o jego aresztowanie, a także wystawienie listu gończego – przekazał. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pijany 28-latek zaatakował młotkiem dwie kobiety. Jedna z nich nie żyje. Nowe szczegóły brutalnej zbrodni

Ten koszmar rozegrał się rankiem 6 marca w Brzydowie pod Ostródą (woj. warmińsko-mazurskie). Pijany 28-latek wtargnął do domu sąsiadek: 43-letniej matki i 20-letniej córki. Najpierw zaatakował młotkiem i nożem starszą, a potem młodszą, która pospieszyła z pomocą matce. 43-latka zmarła, a jej córka trafiła do szpitala. Prokuratura ujawniła nowe informacje dotyczące tej krwawej zbrodni.

Kobiety napadnięto w ich domu w Brzydowie pod Ostródą. Jak podała „Gazeta Ostródzka” 28-latek mieszkał w tej samej wsi. Znał obie kobiety, ale nie utrzymywał z nimi kontaktu. Bliscy wykluczyli, by chodziło o zawód miłosny.

43-latka i jej córka mieszkały same. Budynek obok ich domu, zajmował brat zamordowanej. W chwili tragedii był w pracy. Pogotowie i policję wezwali pozostali członkowie rodziny.

28-latek zaatakował około godziny 7. Wtargnął do środka i rzucił się na starszą kobietę. Katował ją młotkiem i dźgał nożem. Kiedy córka usłyszała krzyki matki, pobiegła jej na pomóc. Próbowała powstrzymać mordercę, przez co sama została ranna. Jej stan był tak ciężki, że musiano ją reanimować. Zdołała jednak wskazać sprawcę.

Nie trwało długo, a podejrzany wpadł w ręce policji. Ponieważ był pijany (miał około 2,5 promila), nie można go było przesłuchać. Po wytrzeźwieniu przyznał się do winy. Sąd zdecyduje czy trafi do aresztu. Śledczy nie podają, jakie były motywy napaści i zabójstwa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

28-latek wtargnął do domu w Brzydowie, zamordował kobietę i ranił jej córkę

Brutalny atak w Warmińsko-Mazurskiem. 28-latek wtargnął do jednego z domów i zaatakował młotkiem oraz nożem dwie kobiety. Do zbrodni doszło w miejscowości Brzydowo koło Ostródy. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Piotr Bułakowski, około godz. 7 rano do jednego z domów wtargnął 28-letni mężczyzna i zaatakował dwie kobiety.

43-latka została raniona młotkiem i nożem. Kobieta zginęła na miejscu. Ciężko ranna została jej 20-letnia córka, która otrzymała ciosy nożem w klatkę piersiową i udo. Została zabrana helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

28-latek zbiegł z miejsca zdarzenia, ale po krótkim pościgu został zatrzymany przez policję. Według nieoficjalnych informacji, 28-latek jest pijany i dopiero jak wytrzeźwieje zostanie przesłuchany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawa brutalnego morderstwa na Nowowiejskiej. Nowe fakty

W mieszkaniu na Nowowiejskiej w Warszawie znaleziono ciało Moniki i jej 3-letniego synka Oskara. Makabrycznej zbrodni dokonał Artur K. (42 l.), który wyszedł na przepustkę. Mężczyzna miał bogatą kartotekę, był już skazany za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki. Przed kilkoma miesiącami zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie. Mordercę skazano na dożywocie z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To jednak nie koniec sądowej batalii. Szykuje się apelacja.

Tragiczne zdarzenia rozegrały się 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. (42 l.), który odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki, wyszedł na kolejną przepustkę. Mężczyzna pokierował swe kroki do mieszkania na Nowowiejskiej w Warszawie. Tam mieszkała jego narzeczona Monika († 35 l.) i jej synek Oskar († 3 l.). Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko się zaręczyła. Artur K. utrzymywał, że jest zakochany w Monice, dbał o jej synka. Jak więc wytłumaczyć tę okrutną zbrodnię, której się dopuścił 42-latek?

Artur K. – jak ustalił sąd – gołymi rękami udusił swoją narzeczoną. Kiedy Monika straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim Oskarkiem. Po dokonaniu zbrodni 42-latek zgłosił się na policję.

W trakcie śledztwa okazało się, że zwyrodnialec, który udusił swoją poprzednią partnerkę i ma bogatą kartotekę kryminalną, podczas odbywania kary wychodził ponad 90 razy na przepustki. To wtedy zaczął się spotykać z Moniką.

Wyrok dla bestii

Na początku grudnia 2019 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. złotych. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze czy porwania dla okupu.

Będzie apelacja

Już w czasie mowy końcowej obrończyni Artura K. zwróciła uwagę na to, że oskarżony zaraz po dokonaniu zbrodni poszedł na komisariat, wyraził skruchę i przeprosił rodzinę zabitej kobiety. – Oskarżony podkreślał, że nie był sobą (…) takie zachowanie może świadczyć o rozwijającej się chorobie psychicznej – zaznaczyła aplikant adwokacki Justyna Łusiak.

Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa, w sprawie wyroku dla mordercy jest apelacja. Pełnomocnik Artura K., adwokat Marek Małecki, przekazał, że przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze, tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

– W mojej ocenie opinie zarówno pisemna, jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej – poinformował PAP adwokat Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu. Ich zeznania stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem innego zespołu biegłych niż dotychczas.

– W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała, oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy wdrożyć natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym, a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego, do którego trafi – przekazał Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. – Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający – wyjaśnił pełnomocnik Artura K.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Nie żyje 38-letnia Amie Harwick. Słynna seksterapeutka zamordowana

Amie Harwick, znana 38-letnia amerykańska terapeutka specjalizująca się w pomocy małżeństwom i rodzinom została zamordowana dzień po Walentynkach w swoim domu w Hollywood Hills. Sąsiedzi usłyszeli jej krzyk, a potem znaleźli kobietę leżącą na chodniku w kałuży krwi. Poważnie ranna została wypchnięta z okna na 3 piętrze. Nie przeżyła. O zabicie terapeutki podejrzewany jest jej były chłopak.

Policja w Los Angeles poinformowała, że Amie Harwick, hollywoodzka terapeutka i była narzeczona komika Drew Carey’a, została zamordowana w ostatnią sobotę. Sąsiedzi wspominają, że usłyszeli przerażający krzyk kobiety, a gdy przybiegli by sprawdzić, co się dzieje, 38-latka leżała na chodniku pod oknami swojego mieszkania na 3 piętrze w dzielnicy Harwick w Hollywood Hills.

Terapeutka miała zostać zaatakowana w swoim mieszkaniu, w którym zabezpieczono ślady włamania i walki. Znaleziona przez sąsiadów była poważnie ranna i już nie reagowała. Została przewieziona do szpitala, gdzie niedługo później zmarła. Podejrzanym o dokonanie tej zbrodni jest były partner kobiety. W sobotę po południu grupa zadaniowa FBI i LAPD aresztowała 41-letniego Garetha Pursehouse.

Jak podają lokalne media, Pursehouse przebywa w areszcie za kaucją w wysokości 2 milionów dolarów. Nie wiadomo, czy ma adwokata. Amie Harwick niedawno wspominała o lęku przed byłym chłopakiem. Mężczyzna miał zakaz zbliżania się, który właśnie wygasł. Wiadomo też, że widzieli się ok. 2 tygodni wcześniej. Sprawę bada prokuratura.

Oświadczenie w sprawie tragicznej śmierci 38-latki wydał komik Drew Carey. Para spotykała się i zaręczyła w 2017 roku, ale ostatecznie się rozstała. „Ludzie mogą mówić o szczęściu, jeżeli doświadczą w swoim życiu chociaż jeden raz takiej miłości, jaka nas łączyła. Była pozytywną siłą w tym świecie, niestrudzoną i nieskruszoną mistrzynią dla kobiet i pasjonatką swojej pracy” – napisał.

Amie Harwick była znaną hollywoodzką terapeutką specjalizującą się w doradztwie rodzinnym i seksualnym. Regularnie występowała w podcastach, telewizji oraz na swoim kanale YouTube. Była modelka Playboya występowała również w imieniu pracowników usług seksualnych i wspierała organizację non-profit dofinansowującą opiekę psychologiczną w branży rozrywki dla dorosłych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Białoruś: Kara śmierci za brutalne zabójstwo 8-miesięcznej dziewczynki

Sąd Najwyższy Białorusi utrzymał karę śmierci dla mężczyzny, który bestialsko zamordował 8-miesięczną dziewczynkę. Wyrok w tej sprawie usłyszała również matka niemowlęcia. Widok zmasakrowanego dziecka, któremu odcięto główkę, zszokował nawet doświadczonych funkcjonariuszy i pracowników pogotowia ratunkowego, którzy przyjechali na miejsce zbrodni.

Do zabójstwa doszło w październiku 2018 roku w Łunińcu, który jest stolicą rejonu w obwodzie brzeskim na południu Białorusi. 25-letnia matka dziewczynki i jej 47-letni znajomy zamordowali dziecko podczas libacji alkoholowej, którą urządzili w mieszkaniu.

Dziecko przeszkadzało płacząc

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że płacząca dziewczynka miała przeszkadzać dorosłym w imprezie. Zwłoki dziecka znalazł po powrocie do domu jego ojciec. Prokuratura poinformowała, że przed śmiercią dziewczynkę skatowano. Na jej ciele znaleziono ślady po przynajmniej 46 ciosach – najprawdopodobniej zadanych kuchennym nożem.

Według białoruskich mediów dziecko miało również odciętą głowę. Widok był tak makabryczny, że zszokował lekarzy i policjantów, którzy zostali wezwani na miejsce zbrodni. Matka dziewczynki i jej znajomy zostali zatrzymani przez policję. Oskarżono ich o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Kara śmierci i 25 lat więzienia

W październiku 2019 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie. Mężczyzna i kobieta zostali uznani za winnych popełnienia zbrodni. Sąd obwodu brzeskiego skazał mężczyznę na najwyższy możliwy wyrok – karę śmierci. Tak surowej kary uniknęła natomiast matka dziewczynki. Białoruskie prawo wyklucza bowiem zastosowanie kary śmierci wobec kobiet, dlatego kobieta została skazana na maksymalną karę – 25 lat więzienia.

Oskarżeni odwołali się od wyroku. 31 stycznia tego roku tamtejszy Sąd Najwyższy odrzucił jednak apelację i podtrzymał wcześniejszy werdykt. Skazanych może jeszcze ułaskawić prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, ale według miejscowych dziennikarzy szansa na to jest znikoma.

Kara śmierci na Białorusi

Białoruś jest ostatnim krajem w Europie, w którym wykonuje się wyroki śmierci. W ciągu ostatnich 20 lat stracono tam ponad 300 osób.

Egzekucje odbywają się przez rozstrzelanie i mają charakter niepubliczny. Oprócz osób doprowadzających skazanego i wykonujących wyrok w egzekucji uczestniczą: prokurator, przedstawiciel zakładu karnego oraz lekarz.

Miejsca pochówku straconych skazańców są objęte tajemnicą państwową, a rodziny informuje się tylko o samym fakcie wykonania wyroku. Na karę śmierci nie mogą być na Białorusi skazane osoby nieletnie, kobiety i mężczyźni w wieku emerytalnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: Zwłoki matki i dziecka w jednym z mieszkań. Nieoficjalnie: zamordował ich ojciec chłopca

Na warszawskiej Pradze Północ znaleziono zwłoki kobiety i jej 6-letniego syna. Według nieoficjalnych informacji, podwójnego morderstwa dokonał ojciec dziecka. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Do zabójstwa matki i jej dziecka doszło w nocy z 29 na 30 stycznia na Pradze-Północ, w kamienicy przy ul. Tarchomińskiej.

– Podejrzewa się, że mogło dojść do zabójstwa matki i dziecka, a następnie samobójstwa. Sprawcą miał być ojciec dziecka, to są nadal informacje nieoficjalnie – mówi Elżbieta Szymkowska, reporterka Polsat News, która jest na miejscu zdarzenia.

Jak dowiedział się polsatnews.pl, mężczyzna miał grozić, że przed śmiercią zabije jeszcze pięć innych osób. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że nieżyjąca kobieta miała 24 lata, a mężczyzna 44.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Co dalej z 14-letnim mordercą z Chełma?

Makabryczne morderstwo w Chełmie na Lubelszczyźnie wstrząsnęło całym miastem i regionem. Prokuratura zakończyła swoje działania na tym etapie, a teraz 14-letnim zabójcą zajmie się sąd. Co dalej z Łukaszem W.? Chłopak wyszedł ze szpitala i trafił do schroniska dla młodzieży.

Nastolatek zamordował swoją przybraną matkę i ranił jej syna. Od makabrycznego morderstwa w Chełmie minął blisko tydzień. 14-letnim zabójcą zajmie się teraz sąd rodzinny. Co dalej z Łukaszem W.? Jaką karę poniesie?

Przypomnijmy: do zbrodni doszło w minioną sobotę. Chłopak zadźgał nożem macochę i poważniej ranił przybranego, 18-letniego brata. Okazuje się, że… fascynowali go inni mordercy! Tuż przed zbrodnią napisał w internecie, że „pora zabijać”.

Po zbrodni został zatrzymany i w niedzielny poranek trafił do szpitala, był ranny. W środę został przewieziony dla schroniska dla nieletnich, gdzie poczeka na proces.

Prokuratura Rejonowa w Chełmie, która zajmuje się sprawą, przekazała już akta Łukasza W. do Sądu Rodzinnego i Nieletnich. To on zadecyduje o tym, jaką karę poniesie 14-latek. Grozi mu m.in. pobyt w zakładzie poprawczym
Źródło info i foto: se.pl

Meksyk: Tłum spalił żywcem mężczyznę podejrzanego o zgwałcenie i zamordowanie 6-letniej dziewczynki

Mieszkańcy jednej z gmin Meksyku postanowili sami wymierzyć sprawiedliwość mężczyźnie podejrzanemu o zgwałcenie i zamordowanie sześcioletniej dziewczynki. Jak podają lokalne media, mieszkańcy wspólnoty przywiązali go do słupa, a następnie oblali benzyną i podpalili. Alfredo Roblero został oskarżony o zgwałcenie i zabicie sześcioletniej dziewczynki o imieniu Jarid w gminie Cacahoatan, położonej południowym stanie Chiapas. Zaginięcie dziewczynki zgłoszono w czwartek. Następnego dnia policjanci znaleźli ją martwą.

Na wieść o zbrodni mieszkańcy gminy postanowili wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Ciotka zamordowanej dziewczynki chciała podobno wydać podejrzanego policji, ale usłyszała od ludzi, że Roblero nie opuści gminy żywy.

Jak informują lokalne media, mężczyzna został pobity przez tłum i przywiązany do słupa. Następnie oblano go benzyną i podpalono. Na miejsce miała zostać wezwana policja, ale życia Roblero nie udało się już uratować. W sprawie śmierci mężczyzny prowadzone jest dochodzenie.

Po wydarzeniach w Cacahoatan władze Chiapas wydały oświadczenie, w którym przypomniały obywatelom, że nie mogą oni sami wymierzać kary podejrzanym.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe informacje ws. morderstwa pod Grudziądzem

Dramat rodzinny niedaleko Grudziądza. Na jaw wychodzą nowe fakty, dotyczące śmierci dwóch osób. Głos zabrała także matka zamordowanej Anny. Do tragedii niedaleko Grudziądza doszło w sobotę. Wówczas mieszkańcy zaalarmowali policję, że niemal w szczerym polu stoi samochód z włączonymi światłami awaryjnymi. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, okazało się, że dwie osoby nie żyją. Przed samochodem leżały zwłoki mężczyzny. W aucie policjanci znaleźli zawinięte w koc ciało kobiety.

Okazało się, że ofiary były małżeństwem. To 36-letnia Anna i 50-letni Mariusz L. Mieszkali w Szynychu. Osierocili trójkę dzieci w wieku od 8 do 14 lat. Na jaw wychodzą nowe fakty ws. tragedii, a śledczy mają już wstępną hipotezę.

Szynych. Przyczyny dramatu

Mężczyzna miał najpierw zabić żonę, a potem popełnić samobójstwo. „Każde miało po dwie rany kłute zadane w okolicach serca” – mówi „Gazecie Pomorskiej” prokurator Agnieszka Reniecka. Gazeta podaje także, że pierwsza najprawdopodobniej zginęła 36-latka. Do jej śmierci prawdopodobnie doszło w domu.

Małżeństwo od jakiegoś czasu miało nie mieszkać razem. 36-latka pod koniec grudnia 2019 roku wyprowadziła się do sąsiedniego powiatu chełmińskiego. Kobieta poprosiła także o założenie jej rodzinie Niebieskiej Karty.

Według informacji „Super Expressu” 7 stycznia pani Anna złożyła zawiadomienie o popełnionych przez męża przestępstwie. Oskarżyła go o bicie i gwałt.

Do zabójstwa miało dojść, gdy kobieta przyjechała do męża po dzieci. 50-latek miał zostawić list pożegnalny, w którym pisze, że jego życie nie ma sensu, ponieważ odeszła od niego żona. Według „Gazety Pomorskiej” jednak tej informacji nie potwierdzają śledczy.

Szynych. Głos zabrała matka kobiety

Jak czytamy na stronie se.pl, rodzina chce, by małżeństwo zostało pochowane razem. Głos zabrała matka pani Anny. Kategorycznie sprzeciwia się temu pomysłowi. „Nigdy się na to nie zgodzę. Ania nie zostanie złożona do grobu ze swoim mordercą” – powiedziała Małgorzata Chruściel.

Rozpacza także, że nie wiedziała, co działo się w domu córki. Czuła jednak, że jest źle, bo jak mówi, Mariusz ciągle krzyczał na żonę. Oba pogrzeby zaplanowano na czwartek. Anna ma być pochowana na cmentarzu w powiecie chełmińskim, a Mariusz w Szynychu.
Źródło info i foto: wp.pl