Cypr: Policjanci znaleźli ciało 8-latki w walizce. To kolejna ofiara seryjnego mordercy

Ekipy policyjnych nurków znalazły w jeziorze Mitsero na Cyprze walizkę z ciałem 8-letniej dziewczynki. To kolejna ofiara „pierwszego seryjnego mordercy” w historii wyspy. 35-letni kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nicos Metax poznawał swoje ofiary przez aplikacje randkowe. Zamordował 5 kobiet i 2 dziewczynki pochodzące z zagranicy.

Śledczy podejrzewają, że ciało dziecka znalezione w w walizce zatopionej w toksycznym jeziorze Mitsero to zaginiona w 2016 roku 8-letnia Elena Natalia Bunea. Przypuszczenia te mają potwierdzić badania DNA.

Wcześniej znaleziono ciało matki dziewczynki, 36-letniej Livii Florentiny Bunea. Nurkowie nadal przeczesują dno czerwonego jeziora w byłej kopalni. Spodziewają się odnaleźć trzecią walizkę. Trzecią ofiarą Metaxa, zatopioną w jeziorze, ma być 31-letnia Filipinka.

Seryjny morderca zabił 7 kobiet-imigrantek

35-letni grecki Cypryjczyk Nicos Metax, oficer Gwardii Narodowej został zatrzymany pod zarzutem zabójstwa trzech osób – dwóch kobiet i jednej dziewczynki. Przyznał się do winy. Co więcej – zeznał, że zamordował w sumie siedem osób i złożył pisemne zeznanie na 10 stronach. Zawiera ono szczegóły zabójstw. Mężczyzna zeznał policji, że w jeziorze zatopił trzy walizki z ciałami swoich ofiar.

Cypryjskie media nazywają Metaxa „pierwszym seryjnym mordercą w historii Cypru”. Po ujawnieniu sprawy szef policji i minister sprawiedliwości stracili stanowiska. Cypryjczycy obwiniają policję o brak reakcji na doniesienie o zniknięciu kobiet-imigrantek.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje w sprawie Iwony Wieczorek. Dziennikarz twierdzi, że trafił na nazwisko mordercy

Iwona Wieczorek zaginęła ponad osiem lat temu. W tej sprawie nadal więcej jest pytań niż odpowiedzi. Dziennikarz śledczy Janusz Szostak próbuje znaleźć rozwiązanie tej zagadki i – jak twierdzi – w pierwszym rozdziale książki ujawnia nazwisko mordercy Iwony.

Janusz Szostak we wstępie książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” pisze: „Mówi się, że sprawca zwykle pojawia się w pierwszym tomie akt. W przypadku tej książki – jest w pierwszym jej rozdziale”. My publikujemy rozdział trzeci książki, która ukaże się 28 listopada nakładem Wydawnictwa Harde.

Analizując sprawę zniknięcia Iwony Wieczorek, Marek Siewert (analityk Komendy Głównej Policji – red.) stwierdził: „Nadal uwzględniać należy zaistnienie takiego zdarzenia bezpośrednio w sąsiedztwie domu”. Moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobna hipoteza, gdyż pod domem na nastolatkę mógł czekać jej morderca. Osoba, którą znała i której się nie obawiała. Mało prawdopodobne, by porywaczem i zabójcą Iwony Wieczorek była przypadkowa osoba.

Także atak na nadmorskim bulwarze, a nawet w alejkach parkowych wydaje się nierealny. Przypomnijmy, że Piotr Kinda, ojczym Iwony, zeznał, że obudził się około 4.00 i usłyszał przez otwarte okno głos Adrii. Pomyślał, że rozmawia ona z Iwoną i razem wracają do jej domu, gdzie miały nocować.

Tak to wspomina Iwona Kinda w rozmowie ze mną: – Było wtedy bardzo ciepło. Mieliśmy w sypialni otwarte okno. Około godziny 3.00-4.00 słychać było jakieś głosy. Piotr zawsze wstawał w tym czasie. Usłyszał głos Adrii: „Iwona, Iwona, Iwona…”. Pomyślał, że znowu się kłócą. Ja wtedy mocno spałam, bo miałam ciężki dzień i musiałam rano iść do pracy. Więc tak na wpół śpiąca, w letargu, przytaknęłam mu, że pewnie się kłócą i Iwona zaraz przyjdzie do domu. Odwróciłam się na drugi bok i spałam dalej. Rano patrzę – Iwony nie ma. Zauważyłam też, że nie ma moich nowych butów. Zabrała mi buty, takie nowe szpilki. Wkurzyłam się wtedy na nią, od razu wzięłam telefon i zadzwoniłam, bo zezłościłam się o te buty. Wie pan, jak to jest, to normalne. Ale wówczas Iwona miała już wyłączony telefon. Słysząc rozmowę dziewczyn pod blokiem, myśleliśmy, że one są na osiedlu we dwie. Później okazało się, że była to rozmowa telefoniczna Adrii z Iwoną.

Rozmawiając o godzinie 3.36, dziewczyny ustaliły, że Adria wystawi rzeczy Iwony na balkon, żeby swobodnie mogła je stamtąd zabrać. Adria mieszkała na parterze. Dziewczyny kłóciły się jeszcze chwilę, gdy Adria była już pod klatką schodową swojego bloku. W czasie tej rozmowy Iwona zarzucała jej, że zostawiła ją samą w Sopocie. Z analiz billingów dziewczyn wynika, że ostatnia rozmowa oraz ostatnie esemesy, jakie wymieniły, miały miejsce o 3.42-3.43. O 4.00 Adria wysłała jeszcze koleżance esemesa z potwierdzeniem, że rzeczy są na balkonie. Ale ten komunikat nie dotarł już do Iwony. Ponieważ jednak uprzedzała, że rozładowuje jej się telefon, koleżanka nie była zdziwiona, że kontakt się urwał.

Zapewne właśnie tę rozmowę telefoniczną słyszał Piotr Kinda. Ale czy Iwona nie mogła dotrzeć pod swój dom? W aktach sprawy znajdują się zeznania Mai Ż., która twierdzi, że jej znajoma z pracy opowiadała, iż brat jej męża rzekomo widział, jak tej nocy ktoś siłą wciągał Iwonę Wieczorek do czarnego samochodu: „W nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, jej szwagra, który mieszka na tym samym osiedlu, miał obudzić pisk opon samochodu, (…) miał wstać z łóżka i widzieć z balkonu, czy też z tarasu mieszkania, jak Iwona Wieczorek jest siłą wciągana do samochodu koloru czarnego, marki nie podał. (…) Zapytałam ją, czy zgłosił to policji. A ona odburknęła ‚Policja jest od tego, by szukać’ i dodała, że Iwona Wieczorek sobie na to zasłużyła, gdyż jej szwagier często ją widział, jak siedziała na chodniku w krótkiej sukience i piła z chłopakami alkohol. On mieszka na tym samym osiedlu, co Iwona Wieczorek – zeznała Maja Ż., dodając: – Z tego, co mi powiedziała znajoma, jej szwagier miał już być przesłuchany w tej sprawie. Ale on nic nie powiedział, ponieważ Iwona nie szanowała się, ubierając tak, że jej prawie było tyłek widać. Ona takich słów użyła, mówiąc o tym”.

Policja rzeczywiście przesłuchała mężczyznę, który rzekomo miał widzieć uprowadzenie nastolatki. Zeznał, że mieszka w tym samym bloku, co Adria S., a Iwona mieszkała w bloku obok: „Często je razem widywałem. Pamiętam nawet ten dzień, jak wychodziły na imprezę razem, ładnie ubrane, szły pod rękę chodnikiem w stronę Biedronki. Nie pamiętam dokładnie godziny, ale tej nocy Iwona zaginęła. O tym jednak dowiedziałem się dopiero kilka dni później z plakatów na osiedlu i z mediów. Ja o tej sprawie jednak nic więcej nie wiem. Widziałem tylko, jak Iwona z Adrią często imprezowały między blokami. Nie widziałem, aby ktoś ją wciągał do samochodu. Gdybym widział, jak ktoś porywa Iwonę Wieczorek, to powiadomiłbym natychmiast policję. Pamiętam tylko, jak Adria stała pod blokiem i płakała, to było wtedy, jak już wszyscy szukali tej Iwony. Wokół niej było kilka osób. Iwona była spokojną dziewczyną, całe to towarzystwo było pod wpływem Adrii – stwierdził, odżegnując się od opowieści znajomej swojej szwagierki: – Nic nie wiadomo mi o tym, jak Iwona zaginęła. Nic nie widziałem, by wsiadała do jakiegoś ciemnego auta czy też została do niego wciągnięta. Nie mam pojęcia, jak zaginęła – zastrzegał sąsiad nastolatki. – Wykluczone, bym widział, jak ktoś ją porywa. Na pewno powiedziałbym o tym i zgłosił się na policję. To tak, jakby mi dziecko porwali. Z całą pewnością zgłosiłbym się na policję”.
Źródło info i foto: wp.pl

Moskwa: Druga walizka z ciałem kobiety znaleziona w przeciągu miesiąca

Ciała obydwu młodych kobiet nie nosiły śladów przemocy. Znaleziono je w walizkach, w różnych częściach Moskwy w odstępie trzech tygodni – informuje portal Crimerussia.com. Walizkę ze zwłokami drugiej kobiety znaleziono w piątek. Moskiewska policja informuje, że na jej ciele nie było żadnych widocznych ran i urazów. Przyczynę śmierci ma wyjaśnić sekcja zwłok. Wciąż trwa ustalanie tożsamości kobiety, która według policji miała 18-25 lat.

Do podobnego zdarzenia doszło w Moskwie 8 sierpnia. W innej części miasta znaleziono walizkę z ciałem młodej kobiety, na którym również nie było śladów przemocy. Rosyjska prokuratura szuka mordercy.

Nie wiadomo czy oba morderstwa są ze sobą powiązane, choć podobieństwo obu zbrodni jest uderzające. Policja nie wyklucza żadnego scenariusza.
Źródło info i foto: onet.pl

Podcięli taksówkarzowi gardło i uciekli jego autem. Trwa policyjna obława za mordercami

Policja szuka przestępców, którzy brutalnie napadli na taksówkarza między Babigoszczą a Przybiernowem w woj. zachodniopomorskim. Z doniesień mediów wynika, że sprawcy mieli poderżnąć mężczyźnie gardło i uciec jego autem. Taksówkarz w ciężkim stanie został przetransportowany śmigłowcem do szpitala na Pomorzanach w Szczecinie. Nieznani sprawcy napadli na mężczyznę na drodze krajowej S3 pod Babigoszczą (Zachodniopomorskie). Według nieoficjalnych informacji napastnicy mieli dusić mężczyznę, a następnie ukraść jego samochód i ruszyć w stronę granicy z Niemcami.

– Pacjent został przetransportowany śmigłowcem do szpitala na Pomorzanach w bardzo ciężkim stanie – poinformowała rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Maria Flisznik.

Trwa policyjna obawa. Policja nie udziela żadnych dodatkowych informacji w tej sprawie.
Źródło info i foto: TVP.info

Chiny: 13-latek obciął głowę matce. Nagranie wysłał kolegom

Do niewyobrażalnego morderstwa doszło w chińskiej prowincji Syczuan. 13-letni chłopiec obciął głowę własnej matce. Cały dramatyczny moment nagrał, a wideo przesłał znajomym za pośrednictwem jednego z serwisów społecznościowych.

O sprawie informuje BBC. 13-latek znalazł się w rękach policji po kilku dniach od przerażającej zbrodni. Jeden z kolegów młodocianego mordercy pokazał nagranie swoim rodzicom. Ci bezzwłocznie zawiadomili służby. Nastolatek został zatrzymany w szkole podczas lekcji. Do zbrodni doszło 3 grudnia. Policja jak dotychczas nie zdradza szczegółów śledztwa i nie informuje o potencjalnych motywach, które kierowały nastolatkiem. Z nieoficjalnych ustaleń wynika jednak, że do zabójstwa mogło dojść w trakcie domowej kłótni 13-latka z matką.

Młody morderca ukrył głowę matki w koszu, a resztę jej ciała wrzucił do studzienki kanalizacyjnej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawca brutalnego gwałtu w Rimini to seryjny morderca?

Butungu to seryjny morderca – tak miał zeznać w czasie śledztwa jego wspólnik 17- letni Nigeryjczyk współoskarżony o zgwałcenie Polki i pobicie jej partnera latem we włoskim Rimini.

Według włoskich mediów jeden z oskarżonych w procesie zeznał, iż zna mroczną przeszłość Guerlina Butungu szefa bandy z Rimini, która dokonała co najmniej dwóch gwałtów i dopuściła się wielu napadów. 17- letni Nigeryjczyk, miał zeznać iż pochodzący z Konga Butungu nie jest żadnym uchodźcą, ale uciekł ze swego kraju, bo ściga go policja za wielokrotne morderstwa.

Informacje te czekają na weryfikację i potwierdzenie, tym niemniej według włoskich mediów rzucają one nowe światło na sam proces przyjmowania we Włoszech uchodźców. Nie ma bowiem żadnej procedury i sposobu, która pozwalałaby sprawdzić przeszłość osób ubiegających się o azyl. Włosi musza sobie uświadomić, iż ci którzy twierdzą, iż uciekają przed prześladowaniami w rzeczywistości mogą być zwykłymi przestępcami, którzy ścigani są przez policję w rodzimym kraju.

Zobacz tez: Włoskie media: szef bandy gwałcicieli z Rimini to dowód na klęskę programu integracji. Tak wyglądało podwójne życie Guerlina Butungu

Banda, której przewodził Kongijczyk Butungu oprócz niego składała się z trzech uchodźców – Nigeryjczyka i dwóch braci Marokańczyków. W nocy z 25 na 26 sierpnia napadli oni na parę Polaków we włoskim kurorcie Rimini. Polka została brutalnie zgwałcona, a jej partner pobity do nieprzytomności. jak się później okazało ta sama banda zgwałciła też peruwiańskiego transseksualistę i prawdopodobnie dokonała wielu napadów rabunkowych.

Gdy o sprawie zrobiło się głośno Marokańczycy sami zgłosili się na policje. Potem złapano kolejnych dwóch sprawców w tym Butungu. Szefowi bandy grozi nawet 20 więzienia. Pozostali przestępcy sądzeni będą jako niepełnoletni

Proces Butungu już się rozpoczął. najbliższy termin posiedzenia sądu przewidziany jet na 17 października.
Źródło info i foto: nczas.com

„Szatan” skazany na dożywocie

Zwyrodniały morderca już nie będzie kłamał i zwodził sąd, że jest niewinny… Mateusz Nowakowski (27 l.), pseudonim „Szatan”, usłyszał wyrok – dożywocie! Brutalnie zabił starsze małżeństwo… Ta zbrodnia wstrząsnęła 5 lat temu całą Polską. Mateusz Nowakowski był sąsiadem Anny (†68 l.) i Brunona (†70 l.) Pytlików z Nowej Wsi (woj. śląskie). Udawał grzecznego i pomocnego, dlatego był przez nich traktowany prawie jak syn.

W nocy 21 czerwca 2011 r. przyszedł do Pytlików po pożyczkę. Chciał aż 5 tys. zł! Dostał te pieniądze, ale gdy usłyszał, że ma nieodpowiednią dziewczynę, to wpadł w furię… Maszynką do mielenia mięsa roztrzaskał głowę pani Anny. Chochlą i młotkiem zmasakrował jej męża. Na koniec ukradł małżeństwu 24 tys. zł i 1000 euro. Po bestialskiej napaści wrócił zakrwawiony do domu. – Ktoś mnie napadł – wytłumaczył jej i położył się spać. Na drugi dzień kupił matce ekspres do kawy, sobie perkusję za 11 tys., spłacił dług rodziców dziewczyny.

Morderca do zbrodni przyznał się tylko raz, gdy został zatrzymany przez policję. Potem już do końca procesu twierdził, ze jest niewinny. Sąd I instancji skazał go na 25 lat więzienia, ale po odwołaniu wymierzył karę dożywocia. Od tego wyroku Nowakowski znów się odwołał. Wyrok jest prawomocny, sąd zezwolił na publikację nazwiska mordercy i jego wizerunku. Niech zgnije za kratami!
Żródło info i foto: Fakt.pl

Zabójca Wiktorii z Krapkowic skrywa tajemnicę?

Alina (39 l.) i Krzysztof (43 l.) Cichoccy z Krapkowic poczuli ulgę, na wieść że morderca ich jedynaczki spędzi za kratami 25 lat. – Ale to nie koniec. Uważamy, że Artur W. nie był sam – mówią. Artur W. przekonuje, że „tylko” chciał ukraść jej telefon. Popchnął Wiktorię a ona uderzyła głową w beton. Nieprzytomną wrzucił ją do szamba.

– Od początku twierdziliśmy, że chłopak nie działał wtedy sam. Jest niski i szczupły, nie byłby w stanie przez kilkadziesiąt metrów nieść nieprzytomną Wiktorię – mówi Alina Cichocka. O tym, że mama Wiktorii ma rację świadczy przebieg wizji lokalnej. Artur W. ciągnął manekin, który obrazował nastolatkę po ziemi. Manekin był po tym zniszczony i poszarpany od tarcia. A sekcja zwłok nie wykazała na ciele Wiktorii obrażeń świadczących o tym, że ktoś ciągnął dziewczynę po ziemi.

Sąd I instancji ze względu na młody wiek skazał Artura W. na 14-lat więzienia. Jednak Sąd Apelacyjny uznał we wtorek, że to kara niewspółmierna do zbrodni jakiej dokonał i podwyższył wyrok do 25 lat bezwzględnego więzienia.

– Oskarżonemu było wszystko jedno, czy dziewczyna żyje czy nie. Przed dokonaniem czynu pił alkohol i zażywał środki odurzające – uzasadniała wyrok sędzia Edyta Gajgał.

– Żaden wyrok nie ukoi żalu po stracie naszej Wiktorii (†15.), ale chłopak ma to, na co zasłużył. Niestety większej kary nie mógł dostać. Gdyby był starszy, domagalibyśmy się dożywocia – mówią Cichoccy. I dodają, że nie składają broni. – Chcemy, żeby Artur nareszcie powiedział całą prawdę. Ktoś mu pomagał. Nie spoczniemy, dopóki nie dowiemy się kto – zapewniają stanowczo rodzice.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Bojownicy z pasami szahida i ciężarówkami nie zatrzymują się na granicach strefy Schengen

Bez mała wszyscy komentatorzy koncentrują się na planowanej przez szefa MSW gruntownej reformie struktur bezpieczeństwa – czytamy w „Deutsche Welle”.

„Die Welt” zauważa: „Zwłaszcza w chwilach kryzysu, dobre 70 lat po zakończeniu dyktatury, stosowne jest zastanowienie się trzeźwo, ze zdrowym rozsądkiem, czy ustawa zasadnicza nie musi być tak dostosowana do rzeczywistości, by także w czasach nowych zagrożeń gwarantowała bezpieczeństwo, bez naruszania wolnościowego demokratycznego porządku podstawowego. Właśnie to zrobił minister Thomas de Maizière wysuwając swoją propozycję. Jej istotą jest pytanie, czy w czasach terroryzmu nie jest koniecznością takie zcentralizowanie bezpieczeństwa, by rząd federalny stał ponad krajami związkowymi a policja federalna łącznie ze służbą ochrony konstytucji stały się rzeczywiście silną instytucją. Coraz więcej Niemców skarży się na porażkę państwa w polityce imigracyjnej i bezpieczeństwa. Szybko może to doprowadzić do niezadowolenia z demokracji”.

Bawarski „Münchner Merkur” konstatuje: „Dwa tygodnie po terrorze w Berlinie i dziewięć miesięcy przed wyborami do Bundestagu CDU wyczuwalnie zmienia ton w dyskusji na temat polityki azylowej i bezpieczeństwa. Absurdalna zabawa w kotka i myszkę, jaką prowadził z władzami krajów związkowych tunezyjski terrorysta Anis Amri gorzko uświadomił, jak konieczne byłoby wymagane przez szefa MSW położenie kresu myśleniu w kategorii państewek, któremu hołdują niemieckie urzędy ds. bezpieczeństwa. Dawno już powinna była nastąpić koncentracja i koordynacja rozpoznania działalności antyterrorystycznej, na poziomie krajowym i europejskim. Mordercy z pasami szahida i ciężarówkami nie zatrzymują się na granicach strefy Schengen a już na pewno nie przy tablicach „witamy” na granicach niemieckich landów. Na gruntowną reformę federalnej architektury bezpieczeństwa koalicji brakuje jednak siły. Szkoda”.

W dzienniku „Leipziger Volkszeitung” czytamy: „Czy nie można dopuścić myśli, że de Maizière raz chciał po prostu w wyczerpujący sposób odnotować, jak wyobraża sobie efektywną pracę policji? Nie wszystko będzie mógł przeforsować. «Nonsensem» i «bzdurą» jest jednak próba stłumienia takiej dyskusji w zarodku, tylko dlatego, że 16 ministrów spraw wewnętrznych krajów związkowych pieści i pielęgnuje swoje własne instytucje. O ile sobie przypominamy, krajowe urzędy ochrony konstytucji nie wsławiły się szczególnym bohaterstwem. Lista ich wpadek i błędów jest długa, choćby obchodzenie się z brunatnym terroryzmem NSU. Więcej centralizacji raczej by tu pomogło niż zaszkodziło – tym bardziej, że – jak cierpko zauważa de Maizière – żaden wróg naszej konstytucji nie chce jej zlikwidować tylko w jednym kraju związkowym”.

Odmiennego zdania jest „Mitteldeutsche Zeitung”: „Federalny minister Thomas de Maizière domaga się «silnego państwa», ale silne, to nie państwo z większymi urzędami bezpieczeństwa, tylko z wystarczającym personelem, który dzięki precyzyjnemu podziałowi kompetencji jest w stanie podołać zadaniom. Silnemu państwu potrzebny jest silny szef MSW, który po jednym zamachu terrorystycznym nie traci głowy i nie zanudza społeczeństwa swoimi niedowarzonymi propozycjami, tylko reaguje z rozsądkiem i to dopiero w chwili, gdy wie, co dokładnie się zdarzyło”.
Żródło info i foto: wp.pl

Wciąż nie wyjaśniono zabójstwa 22-letniej fryzjerki z Częstochowy

Brutalne, tajemnicze i wciąż niewyjaśnione zabójstwo 22-letniej fryzjerki z Częstochowy. Kamila Wdowińska została zaatakowana w 2008 roku. Ktoś zadał jej 7 ciosów nożem, a następnie wrzucił nieprzytomną do rzeki. Kamila ukrywała przed bliskimi, że jest w ciąży i dostawała pogróżki od partnerki ojca jej dziecka. Śledczy nie znaleźli dowodów, by ta para miała związek z zabójstwem.

Jest piątek 21 listopada 2008 roku. Kamila kończy pracę tuż po godz. 19. Jest ciemno. Dziewczyna wraca do domu. Kwadrans później rejestruje ją kamera miejskiego monitoringu. Od domu dzieli ją około 10 minut drogi. Zostaje zaatakowana przy moście i ściągnięta nad rzekę.

„Mogło chodzić o gwałt”

– Miała podniesioną bluzkę na wysokość piersi, ściągnięte spodnie, przecięty biustonosz. Można podejrzewać, że mogło chodzić o gwałt. Była w wodzie, przy samym brzegu, twarzą skierowaną do dna – opowiada o siostrze Jagoda Wdowińska.

– Zadano jej siedem ciosów nożem: w kark, w piersi, dwa były w brzuch – dodaje Krystyna Wdowińska, matka Kamili.

Główną przyczyną śmierci nie były jednak zadane rany, a utonięcie. Kamila została też okradziona. – Zniknęła jej torebka, kurtka, i kolczyki,. Tych rzeczy nigdy nie udało się policji znaleźć. Przyjęto wersję napadu rabunkowego, a być może to nie był napad rabunkowy, może został sfingowany – zastanawia się Marek Mamoń z „Gazety Wyborczej”.

„Sprawców było dwóch”

Rok po zabójstwie między zniczami składanymi w okolicach zabójstwa Kamili jej matka znalazła kartkę włożoną w kwiaty. – Było na niej napisane, że sprawców było dwóch, jeden musi być ojcem dziecka – mówi Krystyna Wdowińska.

Podczas sekcji zwłok okazało się, że Kamila była w szóstym miesiącu ciąży. Ukrywała to przed rodziną. Nikt z bliskich nie wiedział, kto może być ojcem dziecka. W trakcie śledztwa wykryto, że jest nim Karol L. – 26-letni mieszkaniec pobliskiej wsi. Nie chciał, aby Kamila rodziła. Był zaręczony z inną kobietą, ciąża mogła więc być dla niego motywem morderstwa.

Policja nie powiązała jednak z zabójstwem Karola L. – On ma dobre alibi. Takie dostawałam odpowiedzi. Ja bym bardziej sugerowała, że tam jest motyw w tej jego dziewczynie – mówi Krystyna Wdowińska, matka Kamili.

Grożono i śledzono

– Ona nawet groziła siostrze telefonicznie, co później wyszło w bilingach, po ściągnięciu SMS-ów przez policję. Wyzywała ją od k…, żeby uważała na siebie, bo może jej się coś stać. Jej kolega śledził podobno moją siostrę, robił jej zdjęcia z ukrycia, więc jak i on, tak i ona mieli powód. Trzeba przyznać, motyw dość porządny – twierdzi Jagoda Wdowińska.

– Pan jest chyba niepoważny, że będziemy rozmawiać teraz na temat, który po części staram się zamknąć w swojej psychice. Nie miałem żadnego motywu zbrodni – oświadczył nam Karol L.

– Czynności dowodowe, które zostały przeprowadzone, wykluczają jego udział w tej zbrodni. Brak jest też jakichkolwiek dowodów świadczących o tym, że sprawcą tego zabójstwa mogła być ta kobieta – informuje Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Przyznał się, a później odwołał zeznania

Rok po zabójstwie Kamili w śledztwie nastąpił niespodziewany zwrot. Do zbrodni przyznał się Norbert B. – 22-letni Rom. Policjanci zatrzymali go w sprawie rozboju, jakiego dokonał w centrum miasta. W trakcie przesłuchań ze szczegółami opisał też morderstwo Kamili.

– Podobno chciał na piwo, ona się szarpała, rozpoznała go i wystraszył się. Groził jej nożem i ona podobno na ten nóż się nabiła sama. On później zmienił zeznania u prokuratora. Powiedział, że był zmęczony, chciał mieć to wszystko za sobą i przyznał się dla świętego spokoju, nic o tej sprawie nie wie – mówi Jagoda Wdowińska, siostra Kamili.

Dzień po przesłuchaniu Norbert B. odwołał swoje zeznania. Śledczy nie mieli żadnych innych dowodów, nie mogli więc oskarżyć mężczyzny o zbrodnię. Śledztwo zostało umorzone. Teraz, po ośmiu latach, sprawę zamierza wznowić policyjne Archiwum X. Każdy kolejny dzień działa jednak na korzyść mordercy.
Żródło info i foto: pOmponik.pl