Zwrot w sprawie brutalnego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki

Sensacyjny zwrot w śledztwie w sprawie zabójstwa dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka. Jej ojciec Grzegorz W. w niedzielę opuścił areszt śledczy w Białymstoku i już jest na wolności. To może oznaczać, że brutalnego morderstwa i gwałtu dopuścił się inny mężczyzna. Fakt od początku śledztwa wskazywał, że sprawcą może być ktoś inny – ok. 50-letni mężczyzna, który wieczorami przyjeżdżał do matki Blanki białym SUV-em na suwalskich numerach. To właśnie on najprawdopodobniej zostawał na noc w mieszkaniu, gdzie doszło do tragedii.

Według Damiana morderstwa dziewczynki dokonano w nocy w czwartek. A wtedy jej ojciec przebywał u niego. O 20.00 wrócił taksówką na stancję, gdzie mieszkał. Nie wychodził aż do piątku do godziny 15. Co jest potwierdzone na monitoringu.

– Są już wyniki DNA i wykluczają one udział taty w tym okrutnym czynie – dodaje nam Damian. – Podobno w chlewiku znaleziono twarde dowody wskazujące na prawdziwego mordercę, który został już zatrzymany. Ojciec ma twarde alibi, które potwierdził taksówkarz. Został zatrzymany tylko po to, żeby nie było mataczenia w śledztwie, stąd te zarzuty. Obiecał, że w sobotę przyjedzie do mnie z Blanką w odwiedziny. Nie zdążył. Cieszę się, że koszmar się skończył.

Brutalne morderstwo 9-miesięcznej Blanki

W piątek, 21 czerwca, w mieszkaniu rodziny pojawili się policjanci. 9-miesięczna Blanka nie dawała oznak życia. Na ratunek niemowlęciu było już za późno. Dziecko było martwe.

Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka została uderzona tępym narzędziem w głowę, okolice szyi i klatki piersiowej z taką siłą, że żebro przebiło jej serduszko. Niemowlę doznało krwotoku wewnętrznego i uszkodzenia mózgu. Nie wiadomo, czym dokładnie zostało uderzone. Mógł to być młotek lub wałek. Z ustaleń śledczych wynika także, że 9-miesięczna Blanka została brutalnie wykorzystana seksualnie.

Policja zatrzymała rodziców

Funkcjonariusze zatrzymali rodziców dziewczynki – Annę W. (37 l.) i Grzegorza W. (45 l.). Z relacji sąsiadów zaczął wyłaniać się szokujący obraz matki dziecka. Jak udało nam się dowiedzieć, kobieta nie pracowała, miała problem z alkoholem i narkotykami. Anna W. ma jeszcze trójkę dzieci z dwoma poprzednimi partnerami, zaś mała Blanka miesiąc po urodzeniu została zabrana rodzicom przez sąd rodzinny i umieszczona w rodzinie zastępczej. W marcu 2019 roku wróciła do biologicznych rodziców.

Nadzór nad rodziną sprawował kurator. – Spotykał się z mamą dziecka z dużą częstotliwością i nie stwierdził żadnych oznak przemocy, dziecko rozwijało się prawidłowo i widać, że matce zależało, żeby córka pozostała pod jej opieką. Matka rozpoczęła też terapię odwykową, była pod stałą opieką terapeuty od uzależnień i lekarza psychiatry. W mieszkaniu nie było śladów libacji, kurator nie widział też, żeby matka zaniedbywała obowiązki rodzicielskie – wyjaśniła Agnieszka Węglicka-Bogdan, wiceprezes Sądu Rejonowego w Olecku.

Okazuje się, że o powrocie Blanki do rodzinnego domu nie wiedzieli funkcjonariusze. – Uprzejmie informuję, że to z inicjatywy policji dziecko w listopadzie ubiegłego roku zostało odebrane rodzicom. Związane było to w podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło. O sytuacji informowaliśmy zarówno sąd jak i inne instytucje. Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców, nie znamy uzasadnienia tej decyzji, jednakże w ostatnim czasie nie było zgłaszanych interwencji policyjnych w stosunku do tej rodziny – oświadczył kom. Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

W jednym z mieszkań w Ząbkach odnaleziono zwłoki mężczyzny

Policja nie wyklucza morderstwa. Trwa wyjaśnianie sprawy. Makabrycznego odkrycia w mieszkaniu na ulicy Calineczki w Ząbkach dokonano w piątek, 28 czerwca – podaje TVN Warszawa.  Jeden z mieszkańców bloku zauważył otwarte drzwi do mieszkania. Gdy wszedł do środka, odnalazł ciało sąsiada. Mężczyzna wezwał na miejsce służby. 

Obrażenia oraz oględziny zwłok wskazują na udział w zdarzeniu osób trzecich – REMIGIUSZ KRYNKE Z PROKURATURY OKRĘGOWEJ WARSZAWA-PRAGA

Policja pod nadzorem prokuratury prowadzi postępowanie ws. śmierci mężczyzny. Więcej informacji na temat śledztwa prokuratura ma podać w poniedziałek.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowy Dwór Mazowiecki: Masakra w pubie. Skazany tylko jeden z zabójców

Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi rozstrzygnął sprawę gangsterskich porachunków w Nowym Dworze Mazowieckim sprzed 19 lat. W dwóch zamach zginęło wówczas sześć osób, z czego cztery nie miały nic wspólnego z półświatkiem. Ku zaskoczeniu prokuratury sąd uznał, że winnym udziału w tych mordach jest Daniel E. ps. „Chulio” vel „Kulio” i skazał go na dożywocie. Uniewinnił zaś domniemanego wspólnika kilera – Marka N. ps. „Marek z Marek”.

– Sąd uniewinnił Marka N. od popełnienia zarzucanych mu czynów. Oskarżonego Daniela E. skazał, uznając za winnego popełnienia czynów z art. 148 paragraf 3 Kodeksu karnego i art. 263 par. 2 Kodeksu karnego łącznie na karę dożywotniego pozbawienia wolności – poinformowało portal tvp.info biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Tym samym sąd uznał tylko połowicznie racje prokuratury, która domagała się skazania na dożywocie obu oskarżonych: Marka N. i Daniela E. Śledczy przekonywali, że podsądni są kilerami gangu wołomińskiego „wypożyczonymi” jednemu z gangów z Nowego Dworu Mazowieckiego. Ich zadaniem było według śledczych wyeliminowanie liderów konkurencyjnej bandy. Prokuratura zapowiada apelację w części dotyczącej „Marka z Marek”. Można być pewnym, że podobnie postąpi „Chulio”, który od początku przekonywał, że jest niewinny.

Może przyjdzie do aresztu

Marka N. i Daniela E. nie było na sali rozpraw w czasie ogłaszania wyroku. Już kilka lat temu, mimo bardzo poważnych zarzutów, uchylono im areszty i odpowiadali z wolnej stopy. Niewykluczone jednak, że za „Chuliem” zostanie wydany list gończy.

„Mając na uwadze fakt, że oskarżonemu wymierzono karę pozbawienia wolności nie niższą niż trzy lata, Sąd uznał, że jedynie dalsze stosowanie wobec Daniela E. tymczasowego aresztowania w sposób należyty zabezpieczy prawidłowy tok postępowania, dlatego też postanowił zastosować wobec oskarżonego Daniela E. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres sześciu miesięcy od dnia jego zatrzymania. Zgodnie z art. 279 par. 1 Kodeksu postępowania karnego, jeżeli oskarżony, w stosunku do którego wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, ukrywa się, sąd lub prokurator może wydać postanowienie o poszukiwaniu go listem gończym” – informuje biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Z informacji portalu tvp.info, wynika jednak, że na razie nikt nie szuka Daniela E. Zarówno on, jak i jego kompan przekonywali ostatnio, że zerwali z przestępczym życiem. Jeden z oskarżonych miał utrzymywać się z jeżdżenia dla jednej z korporacji zajmującej się przewozem ludzi.

Masakra zamiast festynu

Gangsterzy z Nowego Dworu rezydowali w lokalnym pubie EB. Mieli tam swój stolik. Ponoć barman miał żartować nawet, że powiesi kartkę „nie strzelać do barmana”, tylu gangsterów przewijało się przez lokal. Z ustaleń śledczych wynika, że „Gienek” namawiał jednego z podwładnych, aby ten obrzucił granatami stoliki „nowodworskich”. Niedoszły zamachowiec przestraszył się konsekwencji.

Wtedy właśnie miała zapaść decyzja o wykorzystaniu Daniela E. „Chulia” i Marka N. „Marka z Marek”. Obydwaj mieli w półświatku opinię „cyngli do wynajęcia”. Byli związani z gangiem wołomińskim, ale, jak ustaliła prokuratura, „wypożyczono” ich grupie „modlińskiej”.

„Marek z Marek” miał załatwić bombę, którą podłożono pod stolikiem „nowodworzan” w pubie „EB”. Ponad pięciokilogramowy ładunek plastiku ukryto pod kostką brukową. To był bardzo potężny ładunek. Wystarczy dodać, że do zniszczenia samochodu wystarczy 200 gramów tej wybuchowej substancji.

Rankiem 23 czerwca 2000 r. właściciel lokalu i trzech jego pracowników przygotowywali się do festynu. Jeden z nich zauważył naruszoną kostkę brukową i próbował prawdopodobnie ją podnieść. Doszło do potężnej eksplozji. Wybuch rozrzucił szczątki ofiar w promieniu kilkudziesięciu metrów.

Bomba wybuchła jednak za wcześnie. Zginęli niewinni ludzie, natomiast żadnego z gangsterów nie było w tym czasie w pubie. Do wybuchu miało dojść wieczorem, co oznacza, że doszłoby do jeszcze większej masakry.

Kamizelki nie pomogły

Wojna o Nowy Dwór rozgorzała w najlepsze. Gangsterzy z obu zwaśnionych band chodzili w kamizelkach kuloodpornych. Mieli przy sobie broń. W tym czasie samodzielnym szefem „nowodworskich” został Paweł G. ps. „Głębik”.

13 listopada 2000 r. boss i jego kompan Krzysztof K. „Szczurek” bawili się przy automatach w nowodworskim klubie Tartak. Nagle do lokalu wtargnęło dwóch mężczyzn w kominiarkach. Według prokuratury byli to Marek N. i Daniel E.

Napastnicy mieli przy sobie broń maszynową. Bez słowa podeszli do gangsterów przy automatach i zaczęli strzelać. „Głębik” i jego towarzysz dostali po kilkanaście kul. Pociski bez problemów przebiły kamizelki kuloodporne noszone przez ofiary.

– Jeden rozbawił mnie, bo gdy do niego prułem, głośno krzyczał: „Mamo, mamusiu” – tak według jednego ze skruszonych przestępców, miał opowiadać o strzelaninie „Marek z Marek”.

Prokuratura i policja ustaliły, że wykonawcami tej egzekucji byli „Marek z Marek” oraz „Chulio”. Przypisano im także zorganizowanie zamachu w pubie „EB”. W 2013 r. obaj zostali skazani na kary dożywocia. Na wyrok czekali na wolności, ponieważ sąd badający sprawę w latach 2003-11 uznał, że za długo przebywają w aresztach. Jednak w 2014 r. wyrok uchylono i sprawa toczyła się od nowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Oskarżyła dyrektora o molestowanie, została spalona żywcem. 16 osób z zarzutami

Szesnaście osób usłyszało zarzuty w sprawie brutalnego morderstwa 19-letniej Nusrat Jahan Rafi, uczennicy szkoły islamskiej w Pheni w Bangladeszu. Nastolatka najpierw została zwabiona na dach szkoły, a następnie oblana naftą i podpalona. Jej zabójstwo miał zlecić dyrektor szkoły, którego Rafi oskarżyła o molestowanie seksualne.

Nusrat oskarżyła dyrektora szkoły o molestowanie 27 marca – to wtedy udała się na posterunek policji w Pheni (małe miasto leżące 180 km od stolicy kraju – Dhaki) i poinformowała, że gdy dyrektor Siraj Ud Doula zaprosił ją do swojego gabinetu, gdzie dotykał ją w miejsca intymne.

Mężczyzna został aresztowany, a nastolatka wróciła do szkoły. Większość uczniów domagała się jednak wypuszczenia mężczyzny. Przekonywali, że zarzuty Rafi są bezpodstawne. Rodzina nastolatki zeznała, że dziewczyna bała się o swoje bezpieczeństwo.

„Będę walczyć do ostatniego tchnienia”

6 kwietnia, w dniu egzaminów końcowych, jedna ze znajomych Rafi miała poinformować ją, że jej przyjaciel został pobity na dachu szkoły. Gdy dziewczyna dotarła na miejsce otoczyła ją grupa osób w burkach, które zaczęły domagać się, by Nusrat wycofała oskarżenia. W momencie, w którym 19-latka odmówiła, została oblana naftą i podpalona.

Szef biura śledczego policji w Pheni Banaj Kumar Majumder poinformował, że napastnicy chcieli upozorować samobójstwo nastolatki. Po tym, jak zamaskowane osoby uciekły z miejsca zdarzenia, 19-latka została przetransportowana do szpitala. Oparzenia pokrywały 80 proc. jej ciała.

Nastolatka, cały czas przytomna, przeczuwając, że nie przeżyje, nagrała swoje zeznanie na telefon komórkowy. – Nauczyciel dotykał mnie. Będę walczyć z tą zbrodnią do mojego ostatniego tchnienia – mówiła na nagraniu. Nusrat podczas swojego ostatniego nagrania zidentyfikowała kilku napastników – według niej byli to uczniowie medresy.

Zaplanowana zbrodnia

Nusrat zmarła 10 kwietnia na skutek odniesionych obrażeń, w szpitalu w Dhace. W jej pogrzebie wzięło udział tysiące osób.

Policja w sprawie zatrzymała 16 osób. Wśród nich są uczniowie szkoły, do której uczęszczała Nusrat, oskarżony o molestowanie dyrektor, a także dwóch lokalnych polityków, którzy byli w zarządzie placówki.

Śledczy poinformowali, że dyrektor przyznał się do zlecenia zabójstwa nastolatki. Według policji zbrodnia została zaplanowana bardzo dokładnie – oskarżony mężczyzna zlecił kupienie rękawiczek, burek i nafty. Polecił też, by w dniu zabójstwa część uczniów pilnowała, by do środka wchodzili tylko uczniowie placówki. Dlatego też 6 kwietnia, do szkoły nie został wpuszczony brat Nufrat, który regularnie ją odprowadzał.

Zeznania pokrywające się z wersją Nusrat potwierdziła większość oskarżonych. Z kolei politycy zamieszani w sprawę zaprzeczają, że mają z nią cokolwiek wspólnego. Sąd ma wkrótce wyznaczyć termin rozprawy. Premier Bangladeszu Sheikh Hasina, która spotkała się z rodziną nastolatki poinformowała, że osoby, które przyczyniły się do śmierci Rafi nie uciekną przed wymiarem sprawiedliwości.

– Chcemy, by wszyscy odpowiedzialni za tę zbrodnię zostali skazani na śmierć – zapewnił „The Guardian” brat zamordowanej nastolatki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Las Vegas: Wypchęła 75-latka z autobusu. Mężczyzna nie żyje

Tragedia w Las Vegas w USA. 75-latek został wypchnięty z autobusu przez 25-letnią Cadeshe Bishop. Kobieta zdenerwowała się, gdy senior zwrócił jej uwagę na niestosowne zachowanie. Mężczyzna z obrażeniami głowy trafił do szpitala. Dwa dni później zmarł. Do kłótni w miejskim autobusie w centrum Las Vegas doszło 21 marca. Jak podaje Associated Press, 74-letni Serge Fournier poprosił 25-latkę, by była miła dla innych pasażerów. Chwilę później doszło do tragedii. 

Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych widać, jak kobieta wypchnęła starszego mężczyznę z autobusu. Bishop została oskarżona o wypchnięcie Fourniera z drzwi „z taką siłą, że nie dotknął żadnego ze schodów autobusu”, zanim uderzył głową o chodnik około 2,4 metra od przystanku autobusowego.

25-latce postawiono zarzut morderstwa. Kobieta od 8 maja przebywa w areszcie. Kolejna rozprawa odbędzie się 21 maja. Z akt sądowych wynika, że Cadesha Bishop została skazana dwukrotnie w 2012 i 2013 roku za wykroczenia związane z przemocą domową.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemiecka policja bada morderstwa w hotelu oraz te popełnione w Wittingen

Najpierw trzy ciała w hotelu na obrzeżach Pasawy w Bawarii, a trzy dni później kolejne zwłoki w mieszkaniu w mieście Wittingen 400 kilometrów od miejsca badanego morderstwa – z taką zagadką mierzą się niemieccy śledczy próbujący rozwikłać zbrodnię, której dokonano z użyciem kuszy. Zaczęło się w sobotę od pukania do drzwi. Zaniepokojony pracownik hotelu w Pasawie (niem.: Passau) – po kilkukrotnej próbie wezwania przez drzwi gości wynajmujących od piątkowego wieczoru trzyosobowy pokój – wszedł do środka i zobaczył zwłoki.

Pięć ofiar w dwóch miejscach

53-letni mężczyzna i 33-letnia kobieta leżeli w łóżku, trzymając się za ręce. Na podłodze w pokoju znajdowało się ciało 30-letniej kobiety. Cała trójka zginęła w ten sam sposób. Ofiary miały w ciałach kilka strzał, mężczyzna m.in. w głowie, a kobieta leżąca na ziemi jedną – w klatce piersiowej.

Wszyscy zginęli od kuszy. Policja znalazła w pokoju trzy sztuki tej broni, nie jest jednak jasne, czy któraś z nich to narzędzie zbrodni. Mężczyzna i starsza kobieta pochodzili z wioski Berod w Nadrenii-Palatynacie, trzecia ofiara mieszkała w Wittingen – mieście położonym 650 kilometrów dalej na północ, w Dolnej Saksonii. Na tym lista faktów, które w sprawie tego morderstwa udostępniono opinii publicznej, się kończy. Wygląda jednak na to, że niemieccy śledczy będą musieli wkrótce odpowiedzieć na więcej pytań. Wszystko za sprawą kolejnego odkrycia, które w poniedziałek opisały już media w całym kraju. Tego dnia policjanci próbujący dowiedzieć się więcej o ofiarach zabójstwa i napastniku lub napastnikach, o których nie wiadomo nic, dotarli bowiem do wspomnianego Wittingen. Tam – w mieszkaniu najmłodszej ofiary z Bawarii – znaleźli kolejne zamordowane osoby.

Jak pisze BBC, powołując się na niemiecki dziennik „Merkur”, to dwie kobiety. Zginęły w ten sam sposób – od strzałów z kuszy. Najprawdopodobniej nie próbowały walczyć. Oznak szamotaniny czy próby ucieczki w mieszkaniu nie ma. O tym zabójstwie też wiadomo bardzo niewiele. Jak pisze gazeta, jedna z ofiar znaleziona w Wittingen była siostrą 30-latki zabitej w hotelu. Policja nie poinformowała, którego z morderstw dokonano jako pierwszego, wydaje się jednak, że to z Wittingen miało miejsce jakiś czas temu.

Agencja Reutera pisze w poniedziałkowy wieczór, że policjanci weszli do mieszkania po tym, jak sąsiedzi poinformowali władze o wydobywającym się z niego fetorze. W rękach policji jest biała ciężarówka, która w piątek pojawiła się przed hotelem w Bawarii. Jak podają niemieckie media, ma na sobie emblematy jednego z klubów łowieckich. Została zarejestrowana w Westerwaldzie w Nadrenii-Palatynacie, a więc tam, gdzie mieszkała para znaleziona w łóżku.

Śledztwo jest w toku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Cypr: Kolejna dymisja w związku z serią morderstw

Prezydent Cypru Nikos Anastasiadis odwołał w piątek szefa policji, argumentując, że źle prowadzone śledztwa w sprawie osób zaginionych mogły umożliwić seryjnemu zabójcy zamordowanie większej liczby ofiar.

Dzień wcześniej swą dymisję w związku ze sprawą seryjnego mordercy ogłosił minister sprawiedliwości Cypru Jonas Nikolau. Podkreślił, że nie ponosi odpowiedzialności za to, iż policja początkowo nie zajęła się sprawą zaginionych ofiar. Nikolau wyjaśnił, że podaje się do dymisji, ponieważ jest to dla niego kwestia „sumienia i zasad”, a nieprawidłowości, do których doszło w tym śledztwie są odzwierciedleniem nie tylko opieszałości policji, ale też „pewnej percepcji i postaw społecznych”, które są ujmą dla wszystkich.

Seria morderstw na Cyprze

Sprawa zabójcy siedmiu kobiet wstrząsnęła Cyprem również ze względu na to, że wszystkie jego ofiary – ubogie imigrantki – były zgłoszone, jako zaginione, ale policja nie prowadziła w ich sprawach żadnych dochodzeń.

Seryjnym mordercą okazał się 35-letni kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nikos Metaxa, który przyznał się do zabójstwa siedmiu cudzoziemek, w tym dwóch dziewczynek w wieku sześciu i ośmiu lat. W liście do komendanta policji Zachariasa Chrysostomu prezydent podkreślił, że na szefie każdej organizacji spoczywa odpowiedzialność za działania podwładnych. Podkreślił, że zaniedbania policji, jeśli chodzi o śledztwa w sprawie osób zaginionych mogły się przyczynić do tych „odrażających zbrodni, które wstrząsnęły cypryjskim społeczeństwem”. Wcześniej w piątek Anastasiadis spotkał się z dyplomatami z Filipin, Wietnamu, Indii i Sri Lanki, by „przeprosić w imieniu państwa i narodu Cypru” za zbrodnie seryjnego mordercy. Agencja AP odnotowuje, że dyplomaci uznali, iż zabójstwa imigrantek były „odosobnionym incydentem” i wskazali na generalnie dobre doświadczenia pracowników z ich krajów na Cyprze.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Minister sprawiedliwości Cypru podał się do dymisji po serii morderstw na kobietach

Minister sprawiedliwości Cypru Ionas Nicolaou ogłosił dzisiaj, że ustępuje ze stanowiska w związku ze sprawą seryjnego mordercy kobiet. Podkreślił, że nie ponosi odpowiedzialności za to, iż policja początkowo nie zajęła się sprawą zaginionych ofiar.

Nicolaou wyjaśnił, że podaje się do dymisji, ponieważ jest to dla niego kwestia „sumienia i zasad”, a nieprawidłowości, do których doszło w tym śledztwie są odzwierciedleniem nie tylko opieszałości policji, ale też „pewnej percepcji i postaw społecznych”, które są ujmą dla wszystkich.

Sprawa zabójcy siedmiu kobiet wstrząsnęła Cyprem również ze względu na to, że wszystkie jego ofiary – ubogie imigrantki – były zgłoszone jako zaginione, ale policja nie prowadziła w ich sprawach żadnych dochodzeń.

Bestialskie morderstwa imigrantek

Seryjnym mordercą okazał się 35-letni kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nikos Metaxa, który przyznał się do zabójstwa siedmiu cudzoziemek, w tym dwóch dziewczynek w wieku sześciu i ośmiu lat. Śledztwo ruszyło 14 kwietnia, kiedy niemiecki turysta, fotografując opuszczoną kopalnię pirytu w Mitsero, dostrzegł unoszące się na powierzchni wypełnionego wodą szybu zwłoki kobiety.

Policja ustaliła, że ciało należy do zaginionej w maju 2018 roku 38-letniej obywatelki Filipin Mary Rose Tiburcio, która pracowała na Cyprze jako pomoc domowa.

Według jej przyjaciółki, która zgłosiła zaginięcie, w dniu swojego zniknięcia Tiburcio była umówiona z mężczyzną, którego poznała na międzynarodowym portalu randkowym Badoo. Na spotkanie zabrała ze sobą swoją 6-letnią córeczkę Sierrę Graze Seucalliuc. Po obu wszelki słuch zaginął. Nikt jednak ich nie szukał.

Natomiast już po zidentyfikowaniu zwłok Tiburcio i ponownym przesłuchaniu jej znajomej policja szybko ustaliła tożsamość mężczyzny, z którym Filipinka miała się spotkać.

Cypryjczycy domagają się zmian w prawie

Po kilku dniach Metaxa zaczął zeznawać; do tej pory przyznał się do siedmiu zabójstw w latach 2016-2018. Wśród jego ofiar są cztery Filipinki, włączając w to sześcioletnią Sierrę, jedna Nepalka oraz Rumunka Livia Florentina Bunea z 8-letnią córką Eleną.

Metaxa prawdopodobnie także zgwałcił przynajmniej dwie inne kobiety z Filipin. Tak jednak je zastraszył, że nie zgłosiły sprawy policji.

Wszystkie kobiety zabite przez Metaxę były samotne i w trudnej sytuacji materialnej. Na Cypr przyjechały, by pracować, głównie jako pomoce domowe.

W piątek wieczorem przed pałacem prezydenckim w Nikozji zgromadziło się około 500 osób, zarówno Cypryjczyków jak i cudzoziemców, domagających się działań wymiaru sprawiedliwości wobec zabójcy kobiet i równego traktowania kobiet i mężczyzn w prawie cypryjskim.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Seryjny morderca grasuje w Chicago? 51 zabitych kobiet w przeciągu 18 lat

W Chicago prawdopodobnie grasuje seryjny morderca. Policja uważa, że 51 morderstw na kobietach dokonanych w ostatnich 18 latach w mieście i okolicach może mieć ze sobą związek. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

Od 2001 r. w Chicago i okolicach dokonano 51 nierozwiązanych do tej pory morderstw na kobietach. Wszystkie zostały uduszone – znajdywano je w opuszczonych domach lub zaułkach. Ofiary mordów nie był zamożne, większość z nich to prostytutki.

Wśród elementów je łączących policja wymienia ten sam kod genetyczny zidentyfikowany w 21 przypadkach. Śledczy wykluczają motyw rabunkowy. Jak uważa Eddie Johnson, nadkomisarz departamentu policji, nie ma większych wątpliwości, że w mieście grasuje seryjny morderca.

– Uwierzcie mi: gdyby było inaczej, nie mówiłbym o tym – stwierdził Johnson na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej.

Fakt, że Chicago jest jednym z bardziej niebezpiecznych amerykańskich miast, być może stał się przyczyną wcześniejszego niewiązania tych przypadków ze sobą. Jak informuje FBI, „agenci nie spoczną dopóki, nie uda się zatrzymać seryjnego mordercy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Polski pielęgniarz zabijał w Bawarii

Miał się opiekować starszymi, schorowanymi Niemcami, a wysyłał ich na tamten świat. Prokuratura w Monachium oskarżyła właśnie pochodzącego z Polski pielęgniarza Grzegorza W. (36 l.) o zamordowanie sześciu osób i próbę zabójstwa kolejnych sześciu.

Jak ustalili bawarscy śledczy, Grzegorz W. od 2008 roku pracował jako opiekun za granicą. Najpierw w Wielkiej Brytanii, potem w Niemczech. Usługi świadczył w domach emerytów. Zazwyczaj nagle odchodził z miejsc, w których pracował. Znikał, kiedy jego podopieczni trafiali do szpitala. Według prokuratury Grzegorz W. wstrzykiwał swoim ofiarom insulinę. Sześć osób tego nie przeżyło, kolejne sześć uratowali lekarze. Pielęgniarz okradał swoje ofiary. Znaleziono u niego np. karty kredytowe, należące do jednego z zamordowanych. W śledztwie przyznał też, że gdy podopieczny był zamożny, to przeszukiwał jego dom, w poszukiwaniu cennych przedmiotów. Zdaniem monachijskiej prokuratury, to właśnie chciwość była głównym motywem zabójstw

Grzegorz W. twierdzi, że podawał emerytom insulinę, by mogły lepiej spać. Zapewnia, że nie chciał nikomu zrobić krzywdy.

Niewykluczone, że Pielęgniarz Śmierci, jak nazywają go Niemcy, popełniał przestępstwa także na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie wcześniej pracował.
Źródło info i foto: se.pl