Szef Al-Kaidy wzywa do nowych zamachów

Przywódca Al-Kaidy Ajman al-Zawahri wezwał muzułmanów do atakowania celów amerykańskich, europejskich, izraelskich i rosyjskich – poinformował amerykański ośrodek SITE Intelligence Group, monitorujący organizacje ekstremistyczne w mediach.

W przemówieniu wygłoszonym z okazji 18. rocznicy zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. w USA 68-letni Zawahiri w nagraniu wideo skrytykował również tzw. wycofujących się (ang. backtrackers) z dżihadu. Odniósł się tu do byłych dżihadystów, którzy zmienili swoje poglądy w więzieniu i nazwali ataki z 11 września niedopuszczalnymi, ponieważ zginęli w nich niewinni cywile.Jeśli chcesz, aby dżihad koncentrował się wyłącznie na celach wojskowych, amerykańskie wojsko jest obecne na całym świecie, od wschodu po zachód – wskazał szef Al-Kaidy. – W waszych krajach jest pełno amerykańskich baz, z tymi wszystkimi niewiernymi i korupcją, którą szerzą.

W środę przypadała 18. rocznica zamachów z 11 września 2001 r., gdy zaatakowane zostały wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku oraz budynek Pentagonu w Waszyngtonie. W zamachach przeprowadzonych przez Al-Kaidę zginęło blisko 3 tys. osób.

Przemówienie Zawahiriego zostało zarejestrowane w ponad 30-minutowym nagraniu wideo, wyprodukowanym przez fundację as-Sahab, medialną komórkę Al-Kaidy.

Egipcjanin Zawahiri, niegdyś lekarz i działacz Bractwa Muzułmańskiego, był przez wiele lat zastępcą przywódcy i założyciela Al-Kaidy Osamy bin Ladena. Zastąpił Saudyjczyka, gdy ten został zabity w 2011 r. podczas obławy amerykańskich komandosów w pakistańskim Abbottabadzie. Uważa się, że ukrywa się gdzieś w rejonach na granicy Afganistanu i Pakistanu. ONZ przekazało w swoim lipcowym raporcie doniesienia, że Zawahiri jest „w złym stanie zdrowia”; nie podano jednak więcej szczegółów.

W ostatnich latach al-Kaida była zaangażowana w zwalczanie konkurencji w kręgach dżihadu, którą stanowiła dla niej ekstremistyczna sunnicka organizacja zbrojna Państwo Islamskie (IS). IS zyskało na znaczeniu, zajmując duże połacie Iraku i Syrii w 2014 roku; ogłosiło samozwańczy kalifat i rozszerzało swe wpływy w wielu krajach w całym regionie. Chociaż fizycznie tzw. kalifat Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii został zmiażdżony przez siły międzynarodowej koalicji, to bojownicy IS nadal są aktywni i przeprowadzają ataki.

Według raportu ONZ „bezpośrednie globalne zagrożenie ze strony Al-Kaidy pozostaje niejasne”, ale niektórzy potencjalni rekruci IS mogą zwrócić się do starszej organizacji.

Tymczasem – jak zauważa agencja Associated Press – bojownicy Al-Kaidy trzymają się w cieniu, wykorzystując konflikty regionalne w Afganistanie, Syrii i Jemenie do umocnienia się. Najbardziej aktywna okazała się filia Al-Kaidy w Jemenie, która wykorzystała chaos związany z wojną domową w celu przeprowadzania bombardowań, ataków i zabójstw, by rozszerzyć swój zasięg.

Syn Osamy bin Ladena, Hamza bin Laden, był postrzegany jako ewentualny następca ojca i przywódca Al-Kaidy, ale według źródeł amerykańskich zginął podczas operacji wojskowej. W lipcu 2016 r. Hamza bin Laden zagroził Stanom Zjednoczonym, że dokona zemsty za zamordowanie ojca. Al-Zawahri chwalił Hamzę w filmie z 2015 roku, który pojawił się na stronach internetowych dżihadystów, nazywając go „lwem z jaskini Al-Kaidy”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Starcia muzułmanów z izraelską policją na Wzgórzu Świątynnym

Na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie doszło w niedzielę do starć muzułmanów z izraelskimi policjantami. Gniew wyznawców islamu wzbudziła wizyta kilkuset ortodoksyjnych żydów w okresie ramadanu. Oburzeni muzułmanie rzucali w stronę policji i żydów kamieniami i krzesłami. Funkcjonariusze użyli gumowych kul i gazu łzawiącego.

Dyrektor meczetu Al-Aksa Omar Kiswani oświadczył, że takie wizyty nie są dozwolone w ciągu ostatnich 10 dni ramadanu. Kiswani dodał, że wizyta ok. 800 żydów nie była uzgodniona i oskarżył policję o atakowanie muzułmanów. Policja poinformowała, że pozwoliła żydom wejść na ten teren w związku z obchodzonym 1-2 czerwca Dniem Jerozolimy.

Wzgórze Świątynne jest świętym miejscem zarówno dla wyznawców judaizmu, jak i islamu. Terenem administruje Jordania, ale Izrael sprawuje kontrolę nad dostępem na wzgórze. Jerozolima Wschodnia ze Wzgórzem Świątynnym została zajęta przez Izrael podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Rekordowa liczba radykalnych muzułmanów w kraju

Nie. Islam nie jest częścią Niemiec. Niemcy zostały ukształtowane przez chrześcijaństwo – mówił niedawno w wywiadzie dla gazety „Bild” lider CSU Horst Seehofer. By zrozumieć kontekst tej wypowiedzi, trzeba pamiętać, że to minister spraw wewnętrznych republiki federalnej i lider jednej z trzech koalicyjnych partii tworzącej rząd w Niemczech. I że według różnych szacunków (m.in. niemieckiego ministerstwa migracji czy amerykańskiego Pew Research Center) za Odrą żyje od 4,4 do 5 mln wyznawców Allaha. Polityk dodał również, że choć islam nie, to jednak muzułmanie żyjący między Renem i Odrą są częścią Niemiec.

Na te słowa szybko zareagowała Angela Merkel, która jasno przeciwstawiła się swojemu koalicjantowi i dobitnie stwierdziła, że tak jak muzułmanie, tak islam jest obecnie częścią Niemiec. I choć ta wypowiedź odbiła się pewnym krótkotrwałym spadkiem poparcia politycznego jej partii CDU w sondażach, to kanclerz zdania nie zmieniła. Z kolei wczoraj – tworzony przez CSU – rząd Bawarii ogłosił, że od 1 czerwca w każdym urzędzie tego kraju związkowego w pobliżu wejścia ma wisieć krzyż jako „symbol kulturowej tożsamości” wyrosłej na chrześcijaństwie.

Sprzeczka politycznych partnerów to tylko czubek góry lodowej, jaką jest niemiecka próba ułożenia sobie stosunków z mniejszością, która w ostatnich latach wraz z kryzysem migracyjnym poważnie się rozrosła (1,5 mln w latach 2014–2017, choć oczywiście nie wszyscy to muzułmanie). Jak podał „Tagesspiegel”, pod koniec I kwartału liczba salafitów, czyli radykalnych muzułmanów, osiągnęła poziom ponad 11 tys. Jeszcze w 2013 r. Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), odpowiednik polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, informował, że takich ludzi jest 5,5 tys., zatem w ciągu zaledwie pięciu lat ta liczba się podwoiła. I choć teraz nie przyrasta już tak szybko, to nic nie wskazuje na to, by w najbliższych latach miała zacząć spadać. Na przykład w samym Hamburgu ich liczbę ocenia się na prawie 800, z czego ponad połowa jest klasyfikowana jako „dżihadyści”. Czyli ludzie skłonni do używania przemocy. O tym, że jest to poważny problem, świadczy zamach świąteczny w Berlinie w 2016 r. i sposób, w jaki prowadzono dochodzenie po nim. Pod koniec ubiegłego roku niemiecki rząd przyznał, że popełniono w jego trakcie poważne błędy (zamachowca zastrzelono we Włoszech cztery dni po ataku). Niemieckie państwo dopiero uczy się zarządzać takimi sytuacjami.

O ile ataki terrorystyczne zdarzają się w Niemczech bardzo rzadko, o tyle codziennym problemem jest kwestia symboliki. Na przykład noszenia chust zakrywających m.in. włosy (hidżabów) w miejscach publicznych. Ta debata toczy się od lat. W lutym tego roku bawarski parlament wprowadził prawo przewidujące, że od 1 kwietnia w tym kraju związkowym kobiety, które sądzą, prokuratorki i referentki nie mogą nosić nakryć głowy. Uzasadnienie? To może podważyć zaufanie do niezależnego państwa prawa. Z kolei w marcu bawarski sąd orzekł, że studentka, która w 2014 r. domagała się zgody na noszenie hidżabu podczas praktyk w wymiarze sprawiedliwości – nie ma do tego prawa. Choć w Niemczech nie ma jednego ogólnego przepisu, które by zabraniał pracy w chuście, orzecznictwo wskazuje, że w firmach, w których zabronione jest eksponowanie symboli światopoglądowych, kobiety w takim nakryciu głowy nie mogą pracować.

Także w lutym przedstawiciele prawicowej Alternatywy dla Niemiec zaproponowali zakaz chodzenia w całkowitym zakryciu (także twarzy) w miejscach publicznych. Chodziło m.in. o używanie burek. Co ciekawe, argumentowali to troską o wolność osobistą muzułmańskich kobiet. Obecnie nie ma jednak szans na zdobycie poparcia większości parlamentarnej w Berlinie do przegłosowania takiego zakazu. Mimo tego że popiera go część feministek.

W nieco inną stronę poszła debata w sąsiedniej Austrii, gdzie kanclerz Sebastian Kurz zapowiada wprowadzenie zakazu noszenia chust przez dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych. I to mimo tego, że nie ma danych, jak wielu osób to zjawisko dotyczy. W każdym razie według słów polityka ten zakaz ma przeciwdziałać tworzeniu społecznych enklaw.

Jeszcze innym problemem, który pośrednio wiąże się z mniejszością muzułmańską w Niemczech, jest… wojna turecko-kurdyjska. W RFN te społeczności są liczne. W wyniku styczniowej ofensywy tureckiej armii na miasto Afrin doszło do protestów Kurdów. Zwiększyła się również liczba ataków na miejsca kojarzone z Turcją. O ile w ubiegłym roku było ich zaledwie 13, to – jak podaje Deutsche Welle – w 2018 r. było ich już prawie 40. Niemieckie służby uważają, że Kurdowie mogą się sprzymierzać z radykalną lewicą, co było już widoczne w trakcie ubiegłorocznych zamieszek podczas szczytu G20 w Hamburgu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Prawie tysiąc ataków na muzułmanów i ich instytucje w 2017

Czy islam należy do Niemiec, czy też Niemcy się islamizują, jak twierdzi niemiecka skrajna prawica? W ubiegłym roku naliczono w RFN prawie tysiąc ataków na muzułmanów i ich instytucje.

Do czynów karalnych wymierzonych w muzułmanów zamieszkałych w Niemczech, ujętych już w policyjnych statystykach, należą najrozmaitsze zachowania. Od fali hejtu w Internecie i mediach społecznościowych i listów z pogróżkami począwszy, przez próby zdzierania chust z głów muzułmanek na ulicy, na czysto fizycznych napaściach na muzułmanów w miejscach publicznych kończąc. Jak wynika z danych policyjnych, wskutek nich obrażenia odniosły 33 osoby.

Odrębną kategorię stanowią ataki na muzułmańskie instytucje religijne i kulturalne. Przybierają one różną formę. Na przykład malowanie swastyk na ścianach meczetów, często przy użyciu świńskiej krwi zamiast farby. To samo można zobaczyć na ścianach muzułmańskich towarzystw kulturalnych i innych obiektów. Jak wynika z odpowiedzi ministerstwa spraw wewnętrznych na zapytanie klubu poselskiego partii Lewica w Bundestagu, takich ataków w roku ubiegłym było ok. 60.

W niemal wszystkich przypadkach sprawcami byli przedstawiciele niemieckiej skrajnej prawicy. Ponieważ ataki na muzułmanów i ich instytucje zaczęto rejestrować dopiero od początku ubiegłego roku, nie można jeszcze powiedzieć nic pewnego o antyislamskim trendzie w Niemczech. Czy przybrał on na sile w porównaniu z sytuacją w roku 2016, czy też – przeciwnie – osłabł.

PEGIDA poza statystykami
Niezależnie od wymienionych wyżej ataków na muzułmanów i ich instytucje, w roku ubiegłym w Niemczech zorganizowano blisko 90 demonstracji i wieców protestacyjnych z udziałem różnej liczby osób. Ich uczestnicy protestowali przeciwko, jak twierdzą organizatorzy tych imprez, „postępującej islamizacji Niemiec”. W tej liczbie nie mieszczą się marsze protestacyjne organizowane w Saksonii, ale nie tylko, przez ruch pod nazwą Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu (PEGIDA).

Przewodniczący Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech(ZMD) Aiman Mazyek jest przekonany, że podane wyżej liczby nie odzwierciedlają prawdziwego natężenia antymuzułmańskich nastrojów w RFN i nie odpowiadają prawdzie. Jego zdaniem takich ataków było dużo więcej.
Źródło info i foto: interia.pl

Dożywocie za atak na muzułmanów w stolicy Wielkiej Brytanii

Sąd w czwartek uznał Darrena Osborne’a za winnego, a w piątek ogłosił wyrok. Mężczyzna musi spędzić za kratami co najmniej 43 lata – zastrzegła sędzia Cheema-Grubb, skazując 48-latka na dożywocie.

Darren Osborne z Cardiff odpowiadał za atak z 2017 roku. 19 czerwca w dzielnicy Londynu Finsbury Park, tuż po północy, wjechał vanem w tłum muzułmanów, którzy wracali z wieczornej modlitwy w meczecie. Zginęła jedna osoba, a dziewięć innych odniosło rany.

To był atak terrorystyczny. Miałeś zamiar zabijać – podkreśliła sędzia.

Moment zatrzymania napastnika nagrał jeden ze świadków. Sąd w Londynie uznał, że Anglik odpowiada za śmierć Makrama Alego. 51-letni mężczyzna był jedyną ofiarą śmiertelną ataku. Jego rodzina uczestniczyła w dziewięciodniowym procesie – podaje BBC News.

Nasz ojciec, podobnie jak ofiary większości terroryzmu, był zupełnie niewinny. Był spokojnym człowiekiem – mówiła Ruzina Akhtar, córka zabitego.
Źródło info i foto: o2.pl

Para skazana za przygotowywanie islamistycznego ataku w WB

Dwoje muzułmanów w Wielkiej Brytanii zostało skazanych za plany przygotowania ataku inspirowanego działalnością tzw. Państwa Islamskiego. Trzydziestokilkuletni Munir Mohammed i Rowaida El-Hassan przygotowywali bombę i utrzymywali kontakty z członkiem ISIS.

– To był plan zainspirowany działalnością tzw. Państwa islamskiego. Gdyby doszedł do skutku, wiele osób by zginęło, inne odniosłyby poważne obrażenia – powiedział po wyroku prowadzący śledztwo Paul Greenwood.

Munir Mohammed przybył do Wielkiej Brytanii z Sudanu. Para poznała się przez internet, na stronie randkowej dla muzułmanów. Szybko zaczęła się wymieniać radykalnymi treściami. Rowaida El-Hassan jest farmaceutką.

Doradzała mężczyźnie, jak ma pozyskać niezbędne chemikalia, nierzadko będące składnikami produktów powszechnie dostępnych, jak choćby środki do czyszczenia. Co więcej, policja podejrzewa, że mężczyzna mógł rozważać zatrucie jedzenia w fabryce produkującej gotowe posiłki.

Dostał tam pracę dzięki użyciu sfałszowanych dokumentów. Ślad, jaki mężczyzna pozostawił po sobie w internecie, pokazuje, że poszukiwał sposobów na wyprodukowanie silnej trucizny. Dziś para usłyszała wyrok „winni”. Wysokość kary zostanie ogłoszona 22 lutego.
Źródło info i foto: TVP.info

Brytyjski dziennik „The Times”: Kreml podsycał niechęć do muzułmanów po zamachach w WB

Brytyjski dziennik „The Times” poinformował w poniedziałek, że Rosja „systematycznie” używała fałszywych kont w mediach społecznościowych, aby podsycać nienawiść i niepokój po tegorocznych zamachach terrorystycznych w Wielkiej Brytanii. Badacze z Uniwersytetu w Cardiff zidentyfikowali co najmniej 47 kont powiązanych z rosyjskimi władzami, które wysłały 475 wiadomości dotyczących ataków, do których doszło w Wielkiej Brytanii. Autorzy analizy podkreślają, że zostały one udostępnione ponad 150 tys. razy, stając się zauważalnym elementem debaty publicznej w pierwszych godzinach po zamachach.

„Element systematycznej kampanii”

Zdaniem ekspertów publikowane treści były „elementem systematycznej kampanii skierowanej przeciwko Wielkiej Brytanii, mającej na celu zwiększenie szkód” wyrządzonych przez ataki przez podsycanie lęku i podziałów społecznych. Jeden z tych wpisów – zamieszczony godzinę po majowym zamachu terrorystycznym w Manchester Arena, w którym zginęły 22 osoby – nawoływał do wprowadzenia zakazu praktykowania islamu i został udostępniony blisko cztery tysiące razy. Inny pokazywał śmiejących się ludzi, sugerując fałszywie, że to muzułmanie świętujący czerwcowy atak terrorystyczny na London Bridge. Analitycy podkreślili, że obserwowane przez ponad 136 tys. osób konto na Twitterze, na którym opublikowano oba powyższe wpisy, było prowadzone bezpośrednio przez pracowników finansowanej przez rosyjskie państwo Agencji Badań Internetu w Sankt Petersburgu.

Profesor Anthony Glees z Uniwersytetu w Birmingham ocenił, że jest „ewidentne, iż celem ich działań było zmylenie, a także zmobilizowanie i zradykalizowanie opinii publicznej w nadziei na wywołanie reakcji łańcuchowej, a nawet agresji na ulicach”, w tym np. zamieszek przeciwko brytyjskiej mniejszości muzułmańskiej.

Napięte relacje Londynu z Moskwą

W piątek brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson spotka się w Moskwie ze swoim odpowiednikiem, Siergiejem Ławrowem. Jego podróż do Rosji będzie pierwszą wizytą dyplomatyczną na tym szczeblu od pięciu lat. W niedzielę w wywiadzie dla „Sunday Timesa” szef dyplomacji powiedział, że wrogość Rosji wobec Wielkiej Brytanii i Zachodu osiągnęła najwyższy poziom od czasów zimnej wojny. Dzień przed wylotem do Moskwy, w czwartek, Johnson weźmie udział w konsultacjach międzyrządowych między Polską a Wielką Brytanią w Warszawie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Francja: Starcia z policją. Śpiewali Marsyliankę, próbując wypchnąć muzułmanów z placu

„Państwo powinno zabronić modłów na ulicy” – z takimi okrzykami setka mieszkańców podparyskiego Clichy-la-Garenne próbowała przeszkodzić muzułmanom w piątkowych modłach na ulicy. Wydarzenia rozegrały się na placu targowym 60-tysięcznego Clichy: doszło do przepychanek między muzułmańskimi mieszkańcami a protestującymi. Zdarzenie, wg AP, było rezultatem problemu, jakim jest mała liczba meczetów we Francji.

Mer miejscowości, Republikanin Remi Muzeau, przyprowadził około sto osób, które niosły transparent „Stop nielegalnym ulicznym modłom.”
 
– Minister spraw wewnętrznych powinien wreszcie zakazać ulicznych modłów! – oświadczył w rozmowie z dziennikarzami.
 
Protestujący nacierali, śpiewając Marsyliankę i starając się wypchnąć muzułmanów z placyku, a ci ostatni nie przestawali wołać „Allahu akbar” (Bóg jest wielki). Wznosili też okrzyki „Zjednoczeni na rzecz wielkiego meczetu w Clichy”.

Policja oddzielała dwie grupy
 
Interweniowała policja z tarczami, tworząc rodzaj żywej barykady między obu grupami ludzi.
 
Od wielu miesięcy, jak napisał obecny na miejscu wydarzeń korespondent amerykańskiej agencji AP, muzułmańscy mieszkańcy miejscowości modlą się tu w każdy piątek na placyku targowym, protestując przeciwko zamknięciu w marcu przez lokalne władze ich prowizorycznej sali modlitw.
 
Przewodniczący Stowarzyszenia Muzułmanów w Clichy, Hamid Kazed, który przewodził modlącym się, oświadczył: „Będziemy działali nadal, aż dojdzie do dialogu w celu znalezienia rozwiązania dla tej sytuacji”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dżihadyści masowo wracają do Europy

Powroty europejskich muzułmanów, którzy wyjechali na Bliski Wschód walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, stanowić będą wkrótce poważny problem dla krajów UE – alarmuje raport przedstawiony Komisji Europejskiej. Eksperci ostrzegają, że islamiści mogą szykować zamachy i zajmować się propagandą.

Z 5 tys. obywateli europejskich, którzy wstąpili w szeregi Państwa Islamskiego (IS), 3 tys. wrócić może wkrótce do krajów, z których wyjechali – głosi raport Radicalisation Awareness Network (RAN) omawiający sytuację we Francji, Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Austrii, Belgii, Holandii i krajach skandynawskich.

Na 42 tys. szacuje komisja amerykańskiego Senatu liczbę ochotników przybyłych do Syrii i Iraku z zagranicy. Pochodzą oni ze 120 krajów. Dla porównania w Afganistanie w latach 80. walczyło 20 tys. cudzoziemców, a w Bośni w latach 1992-95 około 2 tys.

Europejskie służby specjalne oceniają, że w tym roku wróci 20 do 30 proc. tych, którzy wyjechali. Więcej – ok. 50 proc. – powróciło już do Danii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Raport podkreśla, że zamachy w Paryżu z listopada 2015 roku i w Brukseli w marcu 2016 roku były przygotowane i przeprowadzone przez terrorystów powracających z Bliskiego Wschodu.

„Nie wszyscy wracający staną się działającymi terrorystami, ale już to, że byli w kontakcie z ugrupowaniami dżihadystycznymi oznacza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” – zauważa francuski dziennik „Le Figaro”, ktory omawia wnisoki z raportu.

Nie tylko ataki na inne religie

Według autorów dokumentu wśród najważniejszych motywów powrotu wymienić należy „rozczarowanie i wyrzuty sumienia, bardzo złe warunki życiowe, wynikające z klęsk ugrupowań terrorystycznych, nacisk rodziny oraz schwytanie i ekstradycję do UE lub przygotowanie i wykonanie zamachu”. „Zagrożenie stwarzane przez powracających nie ogranicza się do działania bezpośredniego” – pisze „Le Figaro”. Mogą oni bowiem być narzędziem propagandy skierowanej „przeciw innym niż islam religiom, przeciw prawom kobiet i przeciw społeczeństwom zachodnim jako takim”.

Wyznający teorie spiskowe „dżihadyści nie utożsamiają się z jednym, zdefiniowanym konfliktem, ale bezustannie poszukują pola bitwy, na którym mogliby współuczestniczyć w powstaniu mitycznego kalifatu” – cytuje „Le Figaro” wnioski grupy francuskich psychologów, którzy badali zatrzymanych terrorystów.
Źródło info i foto: wp.pl

Starcia w Jerozolimie wciąż trwają. 113 Palestyńczyków rannych

113 Palestyńczyków ucierpiało w czwartek w starciach z policją, gdy tysiące muzułmanów ruszyło do meczetu Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Wobec gwałtownych protestów w ostatnich tygodniach władze Izraela zrezygnowały ostatecznie w czwartek z zaostrzonych środków bezpieczeństwa.

Według policji do przepychanek doszło, gdy z tłumu wiernych na Wzgórzu Świątynnym w stronę funkcjonariuszy poleciały kamienie. Chaos powstał, gdy policja użyła granatów hukowych, próbując opanować tłum prący naprzód. Stalo się to po kilku godzinach od otwarcia ostatniej bramy prowadzącej do meczetu Al-Aksa – informuje agencja Reuters. Agencja pisze, że grupa młodych ludzi wdrapała się na dach meczetu, by zatknąć tam palestyńskie flagi, które izraelska policja wkrótce zarekwirowała. Palestyńczycy winą za przepychanki obarczają Izraelczyków. Twierdzą, że nie pozwalali oni otworzyć jednego z wejść na Wzgórze Świątynne.

Nowe zasady dostępu do Wzgórza Świątynnego

Izrael zaostrzył środki bezpieczeństwa na Starym Mieście w Jerozolimie, gdy 14 lipca przy jednym z wejść na Wzgórze Świątynne dwóch policjantów zostało zastrzelonych przez trzech izraelskich Arabów. Nowe zasady dostępu do Wzgórza Świątynnego i zaostrzenie środków bezpieczeństwa na Starym Mieście doprowadziły w ostatnim czasie do krwawych starć między Palestyńczykami a izraelskimi siłami porządkowymi. Według części muzułmanów umieszczenie bramek i innych środków bezpieczeństwa było próbą rozszerzenia kontroli Izraela nad Wzgórzem Świątynnym – miejscem świętym zarówno dla żydów, jak i dla muzułmanów.

Usunięto bramki

W czwartek rano władze izraelskie usunęły kamery przy wejściach i metalowe barierki. We wtorek usunięto bramki z wykrywaczami metalu u wejść na Wzgórze Świątynne. Usunięcie barier i innych środków bezpieczeństwa jest poważnym zwrotem dokonanym przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu – pisze Reuters. Agencja zauważa, że gdy Palestyńczycy świętują, przeciwnicy polityczni premiera Izraela zarzucają mu słabość. Po usunięciu przez izraelskie władze środków bezpieczeństwa wprowadzonych u wejść na Wzgórze Świątynne muzułmańscy duchowni wezwali w czwartek wiernych do powrotu do modlitw w mieszczącym się tam meczecie Al-Aksa i sanktuarium Kopuła na Skale.
Źródło info i foto: tvn24.pl