Wrocław: Są wyroki za brutalnego pobicie byłego policjanta

Od roku do pięciu lat więzienia – takie wyroki usłyszało trzech mężczyzn w związku z brutalnym pobiciem byłego policjanta w jednej z wrocławskich dyskotek. Sąd skazał także właścicieli klubu, którzy skasowali nagrania z monitoringu, by zatuszować sprawę. W październiku 2017 roku Andrzej K. – chwilę po pojawieniu się w lokalu – został zaczepiony przez znanego we wrocławskim półświatku Łukasza W. ps. Gekon, wielokrotnie karanego w przeszłości, a obecnie oskarżonego o udział w handlu dopalaczami. Według prokuratury obaj panowie mieli zatarg.

„Gekon” zaczął okładać byłego policjanta, a wkrótce do niego dołączyli Patryk P. oraz Michał W. Pierwszy z nich zamachnął się na K. pięścią uzbrojoną w kastet z ostrzem. Rozciął mu policzek. W. miał w ręku paralizator. Był w gotowości, wspierał swoich kompanów, ale nie brał czynnego udziału w pobiciu.

W pewnym momencie zdarzenie ze środka przeniosło się przed klub, gdzie Andrzej K. otrzymał jeszcze kilka kopniaków. Mocno poturbowany trafił do szpitala. Właściciele lokalu chcieli zatuszować całe zajście. Usunęli nagrania z monitoringu. Nieudolnie, bo policyjnym informatykom bez większych problemów udało się filmy odzyskać. Oprócz całej bójki, na jednym z nagrań widać nawet jak dwóch mężczyzn kasuje nagrania z newralgicznego momentu.

Wyroki

Głównie dzięki monitoringowi, ale też na podstawie zeznań świadków i samych oskarżonych Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał w czwartek wyroki dla sześciu mężczyzn. Sędzia Paweł Pomianowski nie miał wątpliwości co do winy i sprawstwa oskarżonych. Najsurowiej ukarany został Patryk P. Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przy użyciu kastetu dostał pięć lat więzienia. „Gekon” skazany został na 1,5 roku więzienia, natomiast Michał W. na rok pozbawienia wolności. Muszą zapłacić Andrzejowi K. łącznie 18 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Jego pełnomocnik przyznał, że trudno mu się ustosunkować do wyroku, bo nie powiadomił jeszcze o nim swojego klienta, ale biorąc pod uwagę, że żądał on 60 tysięcy, wyrok prawdopodobnie zostanie zaskarżony.

Takiej możliwości nie wyklucza też prokuratura, która chciał dla Łukasza W. sześciu lat więzienia. Sąd stwierdził, że jest to zbyt surowa kara, wskazując na brak dowodów świadczących o tym, że miałby on wiedzieć o kastecie, który posiadał jego kolega. Dwaj szefowie lokalu, za skasowanie nagrań z monitoringu, skazani zostali na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok, natomiast ich pracownika ukarano grzywną.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratura sprawdzi nagrane materiały ze stacji paliw, na których był Kamil Durczok

Po naszym wczorajszym artykule prokuratura skontroluje zapisy z kamer na wszystkich stacjach, które w czasie pijackiego rajdu mijał Kamil Durczok (51 l.). Wczoraj ujawniliśmy, że na jednej z nich kupił setkę wódki. Działo się to niedługo przed tym, jak znany dziennikarz spowodował kolizję pod Piotrkowem Trybunalskim mając 2,6 promila alkoholu.

Prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim nie chce zdradzać kulis tej sprawy. Jej rzecznik, prokurator Witold Błaszczyk, nie skomentował nam doniesień o nagraniu z monitoringu. Ale nieoficjalnie, od osób które pracują przy śledztwie, dowiedzieliśmy się, że podjęto działania w celu zabezpieczenia wszystkich monitoringów ze stacji z alkoholem na trasie, która pędził pijany Durczok. Przypomnijmy, że dziennikarz na podwójnym gazie jechał od brata z Władysławowa do Katowic. Po przejechaniu ok 400 km doprowadził do kolizji. Razem z nim była 20-latka, którą poznał niedawno pod Krakowem.

Wczoraj byliśmy na tej stacji. – Nie możemy nic powiedzieć – usłyszeliśmy jedynie od pracowników. Jednak starannie przyjrzeliśmy się temu miejscu. Jest tam zamontowanych wiele kamer. Ich zapis może okazać się kluczowy dla prokuratury. Kamery są skierowane na kasy, ale też na miejsca parkingowe obok budynku.

Około 30 min po wyjeździe ze stacji Durczok wjechał w pachołki na remontowanym odcinku autostrady A1. Został przebadany alkomatem. Wynik był szokujący, bo wskazał aż 2,6 promila! Dziennikarz tłumaczył śledczym, że rano wypił prawie dwa piwa i czuł się dobrze.

Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty: jazdy pod wpływem alkoholu i możliwości spowodowania katastrofy lądowej. Grozi za to aż 12 lat więzienia. Ale ostatni zarzut może się nie utrzymać, wszak Durczok „tylko” pijany doprowadził do niegroźnej kolizji, a za to grozi „zaledwie” 3 lata za kratkami. Sąd uznał, że dziennikarz nie musi być aresztowany na czas wyjaśnienia sprawy. Prokuratura odwołała się od tej decyzji.

Prokurator Witold Błaszczyk, rzecznik prokuratury w Piotrkowie Trybunalskim, powiedział nam, że jeśli okaże się, że Durczok spożywał alkohol w czasie jazdy, to może mieć to wpływ na wymiar kary. Dodaje też, że nie ma żadnych informacji na temat tego, żeby w samochodzie dziennikarza znaleziono puste butelki po alkoholu.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe zarzuty dla Marka Falenty

Nowe zarzuty ma usłyszeć w czwartek w prokuraturze okręgowej dla warszawskiej Pragi Marek Falenta, bohater „afery taśmowej” – dowiedzieli się dziennikarze tvn24.pl. W śledztwie chodzi o nieznane dotąd opinii publicznej nagrania, których ma być nawet „dwa tysiące godzin”. W czwartek o godzinie 10.40 do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga przywieziono Marka Falentę w konwoju, z obstawą dwóch samochodów z policjantami. Najpilniej strzeżony więzień w kraju trafił tam z aresztu śledczego na warszawskiej Białołęce. Po godzinie 11 rozpoczęło się przesłuchanie biznesmena. Według dwóch niezależnych źródeł dziennikarzy tvn24.pl chodzi o przedstawienie mu nowych zarzutów.

Dwa tysiące godzin nieznanych nagrań

Choć Falenta odsiaduje już wyrok 2,5 roku więzienia za organizację nielegalnych nagrań VIP-ów w warszawskich restauracjach, to sprawa dla prokuratorów jeszcze się nie zakończyła. Prowadzą śledztwo w sprawie, której przedmiot tak opisała rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik: „Śledztwo dotyczące nielegalnych nagrań, które pojawiły się w przestrzeni publicznej w okresie późniejszym względem pierwotnego śledztwa i procesu sądowego, zakończonego prawomocnym wyrokiem”. Według źródeł tvn24.pl biznesmen ma „nawet ponad dwa tysiące godzin” zarejestrowanych rozmów, które dotąd nie były znane opinii publicznej. Częścią z nich dysponuje już Centralne Biuro Antykorupcyjne i właśnie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

– Biznesmen dokumentował na taśmach niemal całe swoje życie. Ma nawet nagrania niemal każdego swojego spotkania z agentami CBA, z którymi niejawnie współpracował do początku 2019 roku, gdy uciekł za granicę – mówi nam jeden ze współpracowników przedsiębiorcy, zastrzegając swoją anonimowość.

Ucieczka do Hiszpanii

Z kraju Falenta znikł na początku tego roku, gdy ostatecznie przegrał prawniczą batalię o uniknięcie wykonania wyroku 2,5 lat więzienia. Najpierw jego poszukiwaniami zajmowali się policjanci z komisariatu w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornie. Dopiero po ujawnieniu tego faktu przez media prokuratura wystąpiła do sądu o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Tropieniem Marka Falenty zajęli się wtedy funkcjonariusze z elitarnych zespołów poszukiwań celowych i już po kilkudziesięciu dniach namierzyli go w nadmorskim kurorcie, pod hiszpańską Walencją.

– Nie używał kart, telefonu, próbował zniknąć – mówili funkcjonariusze policji, gdy na początku czerwca hiszpańskie władze zgodziły się na przekazanie go Polsce.

Więzień numer 1

Od tamtej pory Falenta jest prawdopodobnie najpilniej strzeżonym polskim więźniem. Zadanie to powierzono elitarnej grupie Służby Więziennej, biznesmen przebywa w pojedynczej celi. Między innymi dlatego, że już podczas zatrzymania w Hiszpanii wszedł na balkon swojego apartamentu i groził skokiem.

– Również w hiszpańskim więzieniu przeżył załamanie. Jest w złej kondycji psychicznej, świat mu się zawalił, a jego majątek ścigają komornicy – mówi nam jeden z biznesowych przyjaciół 44-latka.

Finansowe problemy Falenty związane są między innymi z długiem wobec rosyjskiej spółki KTK Polska, która na wspólnym interesie straciła 30 milionów złotych. Stąd komornik próbuje odebrać przedsiębiorcy nawet jego dom.

– Zaangażowaliśmy prawników, którzy przed sądami w Polsce i za granicą walczą o odzyskanie należności. Mamy prawomocne wyroki sądu i wszczęte postępowania komornicze. Próbujemy ściągać długi z jego majątku – przekazał w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Iwan Gepting, prezes spółki KTK Polska. Wierzycielami Falenty są również państwowe agencje, które finansowały część z jego około 30 przedsięwzięć zapewniających mu przez kilka lat miejsce na liście „100 najbogatszych Polaków”.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro”

Uciekając przed polskim więzieniem Marek Falenta napisał trzy listy do najważniejszych postaci w Polsce: prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Treść dwóch pierwszych ujawniły media, między innymi „Gazeta Wyborcza” i portal OKO.press. Biznesmen pisał w nich, że chce ułaskawienia przez prezydenta i że złożył wniosek do prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, by zostać świadkiem koronnym. Zapowiadał, że ujawni kulisy podsłuchów polityków i przedsiębiorców w 2014 roku i szczegóły swojej współpracy przy tej sprawie z politykami PiS oraz agentami CBA.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro. Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Taka była obietnica panów z CBA” – napisał Falenta do Kaczyńskiego.

Chodzi mu o współpracę, jaką biznesmen nawiązał z dwoma agentami Centralnego Biura Antykorupcyjnego z wrocławskiej delegatury tej służby. Obaj po wyborach awansowali w służbie – jak informowaliśmy w tvn24.pl, jeden z nich został szefem największej delegatury tej służby specjalnej. Jeszcze bardziej niezwykły jest los drugiego agenta, z którym Falenta utrzymywał kontakt. Choć został przyłapany na organizowaniu miłosnych schadzek w delegaturze, a także był podejrzewany o przekazywanie tajnych informacji, to po wygranych przez PiS wyborach kary dyscyplinarne i sprawa prokuratorska zostały mu cofnięte. – Marek Falenta współpracował z CBA również po wygranych przez PiS wyborach – ujawnia nam jeden ze współpracowników skazanego w aferze podsłuchowej biznesmena.

– Przekazywał im dalsze taśmy, wykonywał polecenia operacyjne. Tak będzie brzmieć jego linia obrony w prokuraturze – podkreśla.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policja ostro skrytykowana po protestach „żółtych kamizelek”

Francuska policja krytykowana za brutalności w czasie paryskiego protestu „żółtych kamizelek”. Jeden z liderów tego ruchu został ciężko ranny w oko w momencie, kiedy spokojnie filmował demonstracje – informuje RMF FM. Wszczęto śledztwo w sprawie wyjaśnienia okoliczności, w jakich Jerome Rodriguez – jeden z liderów ruchu „żółtych kamizelek” – został ciężko ranny w oko. Policja twierdzi, że chodzi o nieszczęśliwy wypadek – ranę spowodował granat łzawiąco-hukowy, który zawierał niewielką ilość trotylu.

Rodriguez filmował demonstracje smartfonem – uchwycił moment, kiedy granat wybuchł. Z nagrania wynika, że użycie w tym momencie granatu przez funkcjonariuszy nie miało żadnego uzasadnienia z prawnego punktu widzenia.

Przywódca opozycji alarmuje, że w czasie ponad dwóch miesięcy protestów „żółtych kamizelek” rannych zostało aż ponad 3 tysiące osób – w tym około 100 odniosło ciężkie obrażenia.
Źródło info i foto: interia.pl

Co zabójca prezydenta Gdańska oglądał w zakładzie karnym? Głos zabiera Służba Więzienna

Służba Więzienna poinformowała, że Stefan W. – jak każdy osadzony w zakładzie karnym w Malborku – miał dostęp do wielu programów informacyjnych, a nie tylko do TVP Info jak sugerowali niektórzy. Wcześniej pojawiły się sugestie (mówił o tym m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich), że brak możliwości oglądania różnych przekazów medialnych to kwestia, którą być może należy w tej sprawie wyjaśnić.

Służba Więzienna zamieściła serię wpisów na Twitterze, w których wylicza, jakie programy mogą oglądać osadzeni w zakładzie karnym w Malborku. To właśnie tam sporą część swojej kary odsiadywał Stefan W., który śmiertelnie zranił nożem prezydenta Adamowicza. Stefan W., który został skazany za napady na banki, wyszedł na wolność 8 grudnia zeszłego roku. Nieco ponad miesiąc później, podczas finału WOŚP w Gdańsku dokonał swojego tragicznego w skutkach ataku.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w programie Onet Opinie mówił, że nadawane w ostatnich miesiącach przez publiczną telewizję programy o prezydencie Adamowiczu mogą być uznane za mowę nienawiści. – Nie podoba mi się tego typu przekaz. Obowiązkiem telewizji publicznej jest rzetelne informowanie o sprawach publicznych, a nie używanie jej do mechanizmów propagandy politycznej – stwierdził.

Bodnar nie wykluczał też, że Stefan W. będąc w więzieniu mógł mieć dostęp wyłącznie do telewizji naziemnej, w której jedynym kanałem informacyjnym jest TVP Info. – Jedną z kwestii, którą należałoby w tej sprawie wyjaśnić jest to, jakie mogą być konsekwencje braku dostępu do pluralizmu poglądów i czy mogło to mieć wpływ na zachowanie tego człowieka – dodał.

Temat podchwyciły inne redakcje i stąd wspomniane wyżej wpisy Służby Więziennej. Według zapewnień rzecznik SW, osadzeni w zakładzie karnym w Malborku mają dostęp m.in. do kanałów: TV Trwam, Superstacja, TVN24 i Polsat.

„Dla wyjaśnienia 2-ch poprzednich twettów. SW w żaden sposób nie ogranicza skazanym dostępu do informacji i nie wskazuje jakie programy mają oglądać w telewizji, jak sugerują niektórzy dziennikarze” – czytamy na profilu Służby Więziennej.

– Telewizory są w celach i na świetlicy. To więźniowie decydują, co chcą oglądać. To oni mają dostęp do pilota i sami wybierają kanały – mówi Onetowi rzecznik Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest gotowy akt oskarżenia przeciwko organizatorom „urodzin Hitlera”

Jest akt oskarżenia wobec organizatorów i uczestników tak zwanych urodzin Adolfa Hitlera zorganizowanych w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego – poinformowała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Jak powiedziała rzeczniczka, akt został wysłany w środę. Ma on dotyczyć propagowania nazistowskiego ustroju państwa.

Główny organizator „uroczystości” został dodatkowo oskarżony o przygotowanie i rozpowszechnianie plakatu z zaproszeniem na spotkanie, wznoszenie nazistowskich gestów i posiadanie broni palnej bez zezwolenia – wynika z nieoficjalnych informacji PAP. Zarzuty dotyczą także wznoszenia przez innych oskarżonych nazistowskich pozdrowień w trakcie Festiwalu Orle Gniazdo zorganizowanego przez środowiska związane z ruchem narodowym.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte na polecenie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry w styczniu 2018 roku, w dniu emisji reportażu w telewizji TVN dotyczącego obchodów „urodzin Hitlera”, który miały miejsce ponad pół roku wcześniej w lesie w Wodzisławiu Śląskim. Na polecenie prokuratury zatrzymano wówczas uczestników tego spotkania i przeszukano ich mieszkania.

Znaleziono w ich domach flagi, odznaki, naszywki i publikacje o symbolice nazistowskiej. Jednocześnie Prokurator Generalny zlecił działania zmierzające do delegalizacji stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność”, z którym byli związani uczestnicy „urodzin”.

13 tys. zł grzywny

Prowadząca śledztwo w tej sprawie gliwicka prokuratura oskarżyła już wcześniej jednego z uczestników „urodzin” – Adama B. – który dobrowolnie poddał się karze. Poza propagowaniem nazizmu odpowiadał także za nielegalne posiadanie broni – pistoletu i kilkunastu sztuk amunicji. Sąd w Wodzisławiu skazał go na ponad 13 tys. zł grzywny i zobowiązał go do pokrycia kosztów postępowania.

Prokuratorskie postępowanie było pokłosiem wyemitowanego przed rokiem materiału „Superwizjera” TVN. Na nagraniach, które zostały zarejestrowane ukrytą kamerą, pokazano m.in. zorganizowane w maju 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego „obchody” 128. urodzin Adolfa Hitlera.

Widać tam m.in. rozwieszone na drzewach flagi ze swastykami i „ołtarzyk” ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku zostaje podpalona.

Wszyscy podejrzani w tej sprawie, który zostali zatrzymani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, usłyszeli zarzuty propagowania nazistowskiego ustroju poprzez zorganizowanie i przeprowadzeniu 128. rocznicy urodzin przywódcy Rzeszy Niemieckiej, w trakcie której pochwalano, afirmowano te rządy, prezentowano i wykorzystywano emblematy, nagrania i teksty oraz inne gesty nawiązujące do symboliki nazistowskiej.

Opłacona maskarada? TVN pozywa „Sieci”

Powołując się na wyjaśnienia jednego z podejrzanych, Mateusza S., portal wPoltyce.pl napisał 8 listopada, że cała impreza została zamówiona przez tajemniczych mężczyzn i była maskaradą, za którą zapłacono jej organizatorowi 20 tys. zł. Zleceniodawcy mieli mieć jednak jeden warunek, by na „urodziny” zaprosić Annę Sokołowską – według portalu to w rzeczywistości dziennikarka „Superwizjera” i współautorka reportażu Anna Sobolewska.

Redakcja „Superwizjera” TVN wydała oświadczenie, w którym kategorycznie zaprzecza, aby którykolwiek członek ekipy TVN biorącej udział w realizacji reportażu „Polscy neonaziści” przekazał jakiekolwiek pieniądze Mateuszowi S. lub komukolwiek, kto brał udział w organizacji urodzin Adolfa Hitlera. „Powielanie takich informacji narusza dobra osobiste autorów reportażu oraz stacji TVN” – podkreśliła redakcja.

Kilka dni później TVN zapowiedział pozew przeciwko portalowi wPolityce.pl i tygodnikowi „Sieci”, które napisały, że styczniowy reportaż telewizji pt. „Polscy neonaziści” był opłaconą inscenizacją. Oskarżenia te są całkowicie niezgodne z prawdą, co wykaże postępowanie przed sądem – podkreśla TVN.

W związku z obchodami „urodzin” Hitlera prokuratura zwróciła się również do stacji TVN o udostępnienie całości nagrań. Telewizja odmówiła. Jak pisał w odpowiedzi na zapytanie Centrum Monitoringu Wolności Prasy Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski „w udzielonej Prokuraturze odpowiedzi, datowanej na 23.01.2018 r., stacja TVN wskazała, że odszukanie wszystkich nagrań nastręcza jej trudności „ze względu na okres ferii zimowych”. W kolejnym piśmie z dnia 5.02.2018 r. poinformowała, że nagrań nie udało się odnaleźć” – pisał Święczkowski w grudniu ubiegłego roku.

„W zaistniałej sytuacji prokuratura dysponuje wyłącznie krótkimi kilkugodzinnego spotkania, wyemitowanymi w kilkunastominutowym reportażu TVN. Nie posiada całości nagrania ,”urodzin Hitlera”, co niewątpliwie stanowiłoby obiektywny i bardzo cenny materiał dowodowy, pozwalający odtworzyć ich przebieg „od początku do końca”. Pozwoliłoby to na wszechstronne wyjaśnienie sprawy i mogłoby być jednocześnie potwierdzeniem, że zaangażowani w tę sprawę reporterzy TVN dochowali standardów dziennikarskiej uczciwości i rzetelności” – informował Święczkowski.

4 stycznia gliwicki sąd rozpoczął rozpoznawanie wniosku o delegalizację „Dumy i Nowoczesności”. Złożył go w połowie lutego ub. roku starosta wodzisławski. Do postępowania zmierzającego do delegalizacji stowarzyszenia włączyła się także gliwicka prokuratura.
Źródło info i foto: polskieradio.pl

Agenci CBA w mieszkaniu Marka Chrzanowskiego

CBA zabezpieczyła dokumenty i nośniki elektroniczne w mieszkaniu Marka Chrzanowskiego, byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego – podaje RMF FM. Jak podaje RMF FM, agenci przeszukali również gabinety w kilku departamentach w siedzibie KNF-u. Podczas przeszukania CBA przejęła nagrania wielogodzinnych negocjacje ws. należących do Czarneckiego banków.

Przeszukanie przeprowadzili agenci CBA z Warszawy na polecenie prokuratury z Katowic. Wczoraj w Katowicach Leszek Czarnecki, właściciel Getin Nobel Bank, który oskarżył Chrzanowskiego o złożenie mu propozycji korupcyjnej, składał zeznania przez 12 godzin.
Źródło info i foto: onet.pl

Zatrzymano 18-latków, którzy obrazili Ukraińców i Żydów. Grozi im kara więzienia

Opolska policja zatrzymała dwóch osiemnastolatków podejrzanych o nagranie i upublicznienie filmu, w którym obrażają Żydów i Ukraińców. Obaj usłyszeli zarzut nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych, za co grozi im kara do dwóch lat wiezienia.

Na trwającym 21 sekund filmie opublikowanym w sieci, młody mężczyzna stwierdza między innymi, że „Polska jest gotowa do walki z Izraelem”.

– Osiemnastoletni mieszkaniec powiatu strzeleckiego został zatrzymany. Zabezpieczono komputer i telefon komórkowy. W tym samym czasie zatrzymano również jego rówieśnika – jest podejrzewany o to, że opublikował nagranie w sieci – mówi Przemysław Kędzior z Komendy Wojewódzkie Policji w Opolu.

W ujęciu sprawców pomógł ich kolega, który rozpoznał występującego w filmie mężczyznę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poznańska policja szuka mężczyzny w zielonej bluzie. Może mieć związek z zabójstwem nad Wartą

Policja w Poznaniu poszukuje mężczyzny, który może mieć związek z zabójstwem 75-letniej kobiety nad Wartą. Funkcjonariusze publikują zdjęcia i proszą o pomoc w identyfikacji potencjalnego sprawcy. Ciało 75-letniej kobiety zostało odnalezione 19 września w pobliżu mostu św. Rocha w Poznaniu. Zabezpieczone przez policję nagrania z kamer monitoringu 16 września zarejestrowały mężczyznę, który może mieć związek z zabójstwem kobiety.

Poznań. Policja szuka mężczyzny, który może mieć związek z zabójstwem kobiety

Zaginięcie 75-latki zostało zgłoszone dwa dni wcześniej. Kobieta powiedziała wnukowi, że idzie na spacer. Sekcja zwłok wykazała, że seniorka została uduszona. Miała obrażenia klatki piersiowej, żeber i narządów wewnętrznych. Ze względu na charakter sprawy, policyjni śledczy postanowili opublikować nagrania, zaś Komenda Miejska Policji w Poznaniu wyznaczyła nagrodę za pomoc w ustaleniu tożsamości mężczyzny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Frog” zatrzymany przez policjantów. Wpadł podczas rutynowej kontroli

Robert N., znany szerzej jako „Frog”, wpadł w ręce stołecznej policji. Skazywany za szaleńczą jazdę ulicami Warszawy pirat drogowy został zatrzymany w porsche do rutynowej kontroli dokumentów. Tych naturalnie nie miał, bo jest pozbawiony uprawnień. Do kontroli doszło na warszawskim Bemowie – poinformowało radio RMF FM. A ponieważ Robert N. Prowadził samochód bez uprawnień, sprawa trafi do sądu.

„Frog” zasłynął szaleńczą jazdą po Warszawie już w 2014 roku. Nagrania z jego wyczynów trafiały do sieci. Na jednym z nich w ciągu 12 minut popełnił ponad 100 wykroczeń i przejechał przez pół Warszawy pozostawiony choćby przez policję w spokoju.

Po zmasowane krytyce służby zajęły się jego sprawą na poważnie. Wtedy doszło do oskarżenia o sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy drogowej. W sumie „Frog” był wielokrotnie sądzony i skazany za ponad 100 wykroczeń. Obecnie ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów do 2019 roku. Za jego złamanie grozi mu nawet pięć lat więzienia.
Źródło info i foto: NaTemat.pl