Nowe nagranie ws. pasażera z hulajnogą w Jeleniej Górze. Mężczyzna podał swoją wersję

Grzegorz Gąska wsiadł do autobusu w Jeleniej Górze z elektryczną hulajnogą. Po tym, jak nie chciał wyjść z pojazdu, siłą wyprowadziła go policja. Działo się to na oczach jego niepełnoletnich córek. Funkcjonariusze twierdzą, że mężczyzna był agresywny i wulgarny, a przewoźnik dodał, że czuć było od niego alkohol. W rozmowie z Polsat News zatrzymany mówi, jak według niego przebiegła interwencja.

Do zdarzenia doszło w niedzielę 30 sierpnia około godziny 21:00 w Jeleniej Górze. Kierowca miejskiego autobusu wezwał policję do pasażera Grzegorza Gąski, który wsiadł do pojazdu z dwoma córkami w wieku 8 i 14 lat.

MZK: szofer wyczuł alkohol. Mężczyzna zaprzecza

35-latek chciał przewieźć hulajnogę elektryczną, co jest niezgodne z regulaminem przewoźnika. Taki jednoślad posiada bowiem akumulator, który w przypadku ewentualnego rozszczelnienia lub wybuchu stwarza zagrożenie dla innych pasażerów.

– Ponadto, szofer wyczuł od niego alkohol, a po drugie stwierdził, że ten człowiek jest pobudzony – wyjaśnił Polsat News Zbigniew Rzońca, rzecznik MZK w Jeleniej Górze.

Spółka pokazuje także nagrania z monitoringu, na których widać, jak Gąska wlewa jakiś płyn do butelki z napojem, a także skacze w miejscu przeznaczonym dla stojących pasażerów. Mężczyzna zaprzeczył, że w tamtym dniu pił alkohol. – Dzień wcześniej tak, ale to nie miało znaczenia. Skorzystałem z komunikacji miejskiej, ponieważ rozładował się akumulator w hulajnodze i chciałem dostać się do domu – tłumaczył.

Sporny przebieg interwencji

W pewnym momencie kierowca zatrzymał autobus i poprosił 35-latka o wyjście. Ten odmówił, powołując się na regulamin MZK. Wtedy szofer wezwał policję. Gdy mundurowi zjawili się na miejscu, nie przebadali Grzegorza Gąski alkotesterem. Nie wiadomo więc, czy pasażer faktycznie wsiadł do autobusu pod wpływem alkoholu i czy płyn, który wlewał do butelki, również był „wyskokowy”.

Policja zapewniła, że interwencja początkowo przebiegała spokojnie. – Funkcjonariusze wielokrotnie informowali go o tym, że może kontynuować jazdę bez hulajnogi, bądź też z nią wysiąść – mówiła podinsp. Edyta Bagrowska z Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze.

Pod koniec, jeden z policjantów powiedział Gąsce, że ma „wziąć hulajnogę i wysiąść”, a dyskusja „jest skończona”.

– Ale mogę zadać pytanie? – powiedział 35-latek.

– Nie, proszę pana – odparł funkcjonariusz, po czym wraz z kolegami siłą wyprowadził mężczyznę z miejskiego autobusu i obezwładnili go na chodniku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Poszukiwania 2-latka pomogły śledczym odnaleźć 23 uprowadzonych dzieci

Poszukiwania zaginionego dwuletniego Dylana Pereza doprowadziły śledczych do domu w meksykańskim stanie Chiapas, w którym odnaleziono 23 uprowadzonych dzieci. Zaginionego chłopca wśród nich jednak nie było. Jego matka poprosiła prezydenta Meksyku Andresa Manuela Lopeza Obradora o pomoc w znalezieniu syna.

23 dzieci odnalezionych w ramach śledztwa po zaginięciu pod koniec czerwca dwuletniego Dylana Pereza przetrzymywano w jednym z domów w San Cristobal de las Casas, w meksykańskim stanie Chiapas.

Prokuratura stanowa stwierdziła w oświadczeniu, że dzieci „zostały zmuszone przemocą fizyczną i psychiczną do sprzedaży rękodzieła w centrum miasta”, dodając jednocześnie, że wykazywały one symptomy „niedożywienia” wynikającego z warunków, w jakich musiały przebywać. Na zarejestrowanym na miejscu przez prokuraturę nagraniu widać, że część z nich spała na kartonach i kocach na betonowej podłodze.

Dylana, który w listopadzie skończy trzy lata, nie było wśród odnalezionych dzieci.

W tej sprawie zostały zatrzymane trzy kobiety. Mogą one usłyszeć zarzuty handlu ludźmi oraz zmuszania do pracy – poinformowała agencja Associated Press.

Dzieci mogły brać udział w uprowadzeniu chłopca

Dylan zaginął 30 czerwca. W śledztwie i poszukiwaniach prokuratorzy skorzystali z ujęć zarejestrowanych przez monitoring. Pozwoliło im to ustalić, w jaki sposób zwabiono chłopca, a także wytypować osoby podejrzane o udział w jego uprowadzeniu. Dwulatek w momencie zaginięcia przebywał na miejscowym targu, gdzie pracowała jego matka, sprzedając warzywa i owoce.

Na materiale przeanalizowanym przez prokuraturę i opisanym przez agencję AP zaobserwowano chłopca i dziewczynkę mających zdaniem śledczych około dwunastu lat, rozmawiających z kobietą, która jest podejrzana o udział w porwaniu chłopca.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policja prowadzi śledztwo ws. syna znanego piłkarza

epa07934822 Juventus’ Cristiano Ronaldo celebrates after scoring the 1-0 lead during the Italian Serie A soccer match between Juventus FC and Bologna FC in Turin, Italy, 19 October 2019. EPA/ALESSANDRO DI MARCO
Dostawca: PAP/EPA.

Cristiano Ronaldo Jr., najstarszy syn słynnego Portugalczyka, wpadł w tarapaty po tym, jak jego ciotka Elma Aveiro opublikowała nagranie, na którym 10-latek prowadzi skuter wodny. Sprawą zainteresowała się policja.

Lipiec jest zwykle dla piłkarzy okresem urlopowym, ale w tym roku ze względu na pandemię koronawirusa rozgrywki potrwają aż do połowy sierpnia (dla klubów występujących w LM i LE), a chwile później ruszy sezon 2020/2021. Czasu na odpoczynek praktycznie nie będzie, dlatego też zawodnicy robią wszystko, by chociaż ich rodziny skorzystały na wakacjach.

Niestety nie wszyscy zachowują w tym czasie zdrowy rozsądek. Przekonał się o tym Cristiano Ronaldo Jr., który teraz może mieć poważne problemy, a odpowiadająca za opiekę nad nim siostra Portugalczyka Elma Aveiro będzie musiała się gęsto tłumaczyć policji. Powodem kłopotów jest nagranie z wakacyjnych zabaw.

Na filmie, który zniknął już z mediów społecznościowych, a który udostępniły Elma Aveiro i babcia chłopca Dolores Aveiro, widać Cristiano Ronaldo Juniora szalejącego na skuterze wodnym. Problem w tym, że do prowadzenia takiej maszyny niezbędna jest licencja wydawana tylko osobom pełnoletnim. Syn CR7 ma w tej chwili 10 lat.

Sprawą zainteresowała się policja. Dochodzenie na razie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komuś, a funkcjonariusze próbują ustalić, do kogo należał skuter wodny. Za to przewinienie w Portugalii grozi kara grzywny do ok. 2,75 tys. euro.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tobias R. sprawcą ataków w Hanau. Policja podała motyw mordercy

Morderca, który w środę wieczorem zabił dziewięć osób w mieście Hanau, działał z pobudek radykalnie prawicowych – wynika z ustaleń dziennika „Bild”. Zostawił on list i nagranie wideo, w których przyznaje się do winy. Policja nie upubliczniła treści listu i nagrania, ale z informacji, do których dotarł tabloid, wynika, że morderca, Tobias R., prezentuje w nich „poglądy, z których wiele ma charakter skrajnie prawicowy”.

Mężczyzna został znaleziony w czwartek rano martwy w swoim mieszkaniu. Policja wychodzi z założenia, że morderca działał sam, a następnie popełnił samobójstwo.

„Prawdopodobny sprawca został znaleziony martwy w swoim domu w Hanau. Specjalne oddziały interwencyjne policji odkryły tam też inne ciało. Dochodzenie jest w toku. Obecnie nic nie wskazuje na to, że są inni sprawcy” – napisała policja na Twitterze.

Z ustaleń „Bilda” wynika, że był on obywatelem Niemiec i miał pozwolenie na broń myśliwską. W samochodzie mężczyzny znaleziono amunicję. Według policji do pierwszego ataku na bar z fajkami wodnymi w śródmieściu Hanau doszło w środę ok. godz. 22. Drugi atak miał miejsce kilkanaście minut później, w podobnym barze oddalonym o 2,5 km, w dzielnicy Kesselstadt.

Rzecznik rządu RFN Steffen Seibert złożył w czwartek kondolencje rodzinom ofiar. Hanau położone jest ok. 20 kilometrów na wschód od Frankfurtu nad Menem i ma prawie 100 tys. mieszkańców.
Źródło info i foto: interia.pl

Lubelskie: 15-latek nagrał bójkę dziewczyn, miał zostać wywieziony do lasu

Nastolatek z Kamienia pod Chełmem nagrał, jak 15-latka bije się z inną dziewczyną. To zachowanie nie spodobało się nastolatce. Nasłała na chłopaka zamaskowanych kolegów. Sprawa trafiła do sądu. Do zdarzenia doszło 4 lutego na posesji, gdzie znajduje się dom nastolatka.

Chełm. Nastolatka z najazdem pod dom

15-letni chłopak nagrał uliczną bójkę między dwiema dziewczynami. Filmu w sieci nie opublikował, jednak jego zachowanie spotkało się z konsekwencjami. Rówieśniczka chłopaka, która miała sprowokować bijatykę, w towarzystwie trzech 18-latków i 20-latka pojechała do domu nastolatka. Dziewczyna domagała się, aby przekazał jej nagranie ze swojego telefonu. Przebywający z nią mężczyźni mieli nastraszyć 15-latka. Pojawiła się nawet groźba wywiezienia go do lasu.

Szczęśliwie napastników przegonił ojciec chłopaka. Ci na jego widok mieli wskoczyć do auta i odjechać. Chełm. Sprawa w sądzie
Policjanci nie mieli problemów z namierzeniem i zatrzymaniem napastników. Teraz sprawa trafi do sądu. Czterech pełnoletnich mężczyzn usłyszało już zarzuty stosowania groźby bezprawnej. W czwartek mają zostać doprowadzeni do prokuratury. Grozi im do trzech lat więzienia.

Sprawą 15-latki zajmie się sąd rodzinny.
Źródło info i foto: wp.pl

Atak nożownika w Londynie. Policja zastrzeliła napastnika

Mężczyzna został zastrzelony na jednej z londyńskich ulic, po tym jak zaatakował nożem rowerzystę. Na Twitterze pojawiły się nagrania, na których widać leżącego na ziemi, martwego nożownika. Sprawę opisuje portal dailystar.co.uk. Według źródeł, na które powołuje się stacja Sky News, sprawca kierował się motywami wynikającymi z islamskiego fundamentalizmu.

Do wydarzenia doszło pod apteką na Streatham High Road w Londynie. Naoczni świadkowie mówią, że mężczyzna zaatakował rowerzystę, dźgając go w plecy. Nożownik miał też napaść na inną osobę, choć nie zostało to potwierdzone. Na miejscu są służby medyczne, które udzieliły pomocy poszkodowanym.

Mężczyznę zastrzelił policjant. Na Twitterze pojawiły się nagrania, na których widać leżącego na ziemi, martwego nożownika. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną działania mężczyzny. Według źródeł, na które powołuje się stacja Sky News, sprawca kierował się motywami wynikającymi z islamskiego fundamentalizmu. Londyńska policja odniosła się do wydarzenia na Twitterze, nazywając je aktem terrorystycznym.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: Atak na kuchnię dla ubogich w centrum miasta. Jedna osoba zatrzymana, policja szuka pozostałych

Grupa agresywnych mężczyzn zdewastowała stoisko działaczy Food Not Bombs, którzy rozdawali bezdomnym posiłki w centrum stolicy. Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem. Na fanpage’u akcji opublikowano nagranie, na którym widać moment ataku. Wolontariusze twierdzą, że mężczyźni widoczni na nagraniu to neonaziści.

Zamieszczony materiał został nakręcony przez przypadkową osobę, która była świadkiem zajścia, a chwilę później sama miała zostać przez agresorów zaatakowana gazem. Sytuacja miała miejsce w Warszawie, przy wyjściach ze stacji metra Centrum.

„Oblano nas gazem, poszarpano oraz zwyzywano. Chłopcy agresywnie mówili, że pomagamy nierobom i nieudacznikom oraz że oni kochają wojnę i Hitlera (sic!), dlatego są przeciwni naszej akcji” – opisali zajście aktywiści. Zaapelowali również do innych świadków incydentu o udostępnianie nagrań lub zdjęć.

Policja potwierdza zajście

Nadkom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej policji potwierdził, że po godz. 20 w niedzielę zajście zostało zgłoszone przez świadków. Policjanci zatrzymali na miejscu 16-latka, który wraz z dwoma kolegami w sposób agresywny zakłócił akcję rozdawania ciepłych posiłków bezdomnym.

– Druga osoba widoczna na nagraniu została już zidentyfikowana, tożsamość trzeciej jeszcze ustalamy – powiedział nadkom. Szumiata. Z przekazanych przez biuro prasowe informacji wynika, że policja nie uzyskała dodatkowych materiałów dowodowych ponad te, które są już dostępne w sieci.

Młodzi mężczyźni mieli kierować do aktywistów wyzwiska i propagować treści nazistowskie. Według świadków doszło do szarpaniny i propagowania treści nazistowskich. Nie wiadomo, czy doszło do pobicia. Mimo interwencji funkcjonariuszy, żadna z osób obecnych na miejscu nie zgłosiła naruszenia nietykalności.

Neonazistowskie pobudki?

Według działaczy Food Not Bombs zaatakowani zostali również przypadkowi przechodnie, a mężczyzna, który zareagował, gdy neonaziści zaczepiali ludzi w metrze i podnosili ręce w geście nazistowskiego pozdrowienia, został pobity. Pod opublikowanym nagraniem pojawiają się jednak komentarze internautów sugerujących, że cała sytuacja była „ustawką”.

Akcja inicjatywy „Food Not Bombs – Jedzenie Zamiast Bomb” polega na rozdawaniu co niedzielę ciepłych posiłków potrzebującym i bezdomnym. „W miejsce pogoni za zyskiem i szerzonego przez korporacyjnych propagandzistów kultu konsumpcji, staramy się promować idee pomocy wzajemnej i międzyludzkiej solidarności. Odzyskiwane przez nas nadwyżki żywności, które trafiłyby na śmietnik, niewielkim wysiłkiem przetwarzamy w pełnowartościowe, wegańskie posiłki, które następnie rozdajemy najbardziej potrzebującym” – piszą o sobie inicjatorzy wydarzenia na Facebooku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Jest nagranie z operacji zabicia przywódcy ISIS

Szczątki przywódcy tak zwanego Państwa Islamskiego Abu Bakra al-Bagdadiego zostały pochowane w morzu. Tę informację potwierdziło dwóch wysokich rangą urzędników amerykańskiego resortu obrony. Na konferencji prasowej pokazano także odtajnione fragmenty nagrań z operacji w północnej Syrii.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, szczątki Abu Bakra al-Bagdadiego zostały pochowane w taki sam sposób jak ciało Osamy bin Ladena.

Przywódcy Al-Kaidy, który zginął w wyniku operacji amerykańskich sił specjalnych w Pakistanie w 2011 roku, zostały pochowane właśnie w morzu. Tak samo postąpiono w przypadków założyciela ISIS. Pochówku dokonano w ciągu doby od jego śmierci. Amerykanie zapewnili, że dopuszczono do odprawienia obrządku religijnego zgodnego z zasadami islamu, a pozbycie się w taki sposób szczątków było zgodne z prawem konfliktów zbrojnych. Pochówek na morzu ma m.in. nie dopuścić do sytuacji, w której grób terrorysty stałby się uświęconym miejscem dla innych ekstremistów.

Tak wyglądał atak na Bagdadiego

Na specjalnej konferencji prasowej przedstawiciele amerykańskiej armii pokazali fragmenty nagrań, wykonanych w trakcie operacji, która zakończyła się śmiercią przywódcy ISIS. Generał Frank McKenzie opisywał, że misja opierała się na ataku jednostki specjalnej ze śmigłowców. – Mogę was zapewnić, że planowanie było dużo bardziej złożone i opracowane w taki sposób, by uniknąć wykrycia przez ISIS oraz uniknąć ofiar cywilnych – powiedział wojskowy.

– Chcę podkreślić, że pomimo wysokiej presji i dużego znaczenia operacji, dokonano wszelkich starań, by uniknąć strat wśród cywilów i ochronić dzieci i kobiety, które – jak sądziliśmy – będą w kompleksie budynków – stwierdził. Sprecyzował, że dwoje dzieci – a nie troje, jak wcześniej informowano – zginęło po tym, jak Bagdadi zdetonował swoją kamizelkę z ładunkami wybuchowymi. Zginęło też czterech mężczyzn i jedna kobieta, którzy nie chcieli się poddać. Dwóch mężczyzn schwytano.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje dotyczące wypadku z udziałem Beaty Szydło

Po wypadku samochodowym z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu jedno z nagrań z monitoringu mogło zostać sfabrykowane. Jak ustaliła Wirtualna Polska, zawiadomienie w tej sprawie trafiło w ostatnich dniach do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, w którym toczy się proces kierowcy Seicento Sebastiana K.

– Chodzi o nagranie z monitoringu z miejsca oddalonego ok. 80-90 metrów od miejsca wypadku. Z nagrania wynikało, że kolumna rządowych pojazdów poruszała się tuż przed wypadkiem z prędkością ok. 50-60 km/h. Co innego okazuje się po wnikliwej analizie monitoringu, a dokładniej analizie ruchomego obrazu – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

Ktoś celowo ingerował w nagranie?

– Po analizie obrazu okazuje się, że samochody rządowe początkowo poruszają się, by przez kilka ujęć stać w miejscu. Po chwili znowu jednak ruszają. Taka sytuacja powtarza się kilka razy, podczas gdy wszystkie pozostałe obrazy w tym czasie są w ruchu. Ktoś mógł zrobić to celowo, by można było poinformować, że samochody Biura Ochrony Rządu poruszały się z dozwoloną prędkością – mówi nam nasz informator.

Jego zdaniem, można było tego dokonać poprzez rozcięcie taśmy filmowej w kilku miejscach i wklejeniu tych samych klatek, które zostały już wyświetlone wcześniej.

– Ile mogło być takich klatek? – pytamy

– Kilkanaście, ok. 15-17 – odpowiada nam nasz rozmówca.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, kilka dni temu pismo w tej sprawie do oświęcimskiego sądu złożył mecenas Władysław Pociej, adwokat kierowcy Seicento Sebastiana K. Domaga się w nim m.in. o specjalistycznego badania technik rejestracji obrazu, po to, żeby sprawdzić czy zapis z monitoringu był autentyczny, czy też ktoś ingerował w nagranie.

ABW zabezpieczało monitoring

Chodzi o film, który 14 lutego 2017 r. ujawnił TVN24. Na nagraniu widać jak ulicą Powstańców Śląskich w Oświęcimiu przejeżdża kolumna samochodów rządowych. Pierwszy z nich ma włączoną sygnalizację, drugie z Beatą Szydło już nie, trzecie również jedzie z użyciem świetlnych sygnałów. Między pierwszymi dwoma samochodami jest ok. 20 metrów odstępu. To właśnie na podstawie tego filmu wnioskowano, że auta poruszają się z prędkością ok. 50-60 km/h.

Nagranie zachowało się dzięki kamerze umieszczonej na budynku sklepu z częściami, w jednej z bocznych uliczek, a zapis powstał dosłownie na kilka chwil przed wypadkiem.

Przypomnijmy, wypadek miał miejsce 10 lutego 2017 roku. W ciągu kilku następnych dni do akcji wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To właśnie agenci ABW zabezpieczyli kilkanaście nagrań z monitoringu z trasy przejazdu rządowej kolumny.

Jeżeli okazałoby się, że ktoś ingerował w zapis monitoringu, byłaby to już druga kontrowersyjna sytuacja w sprawie wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jakiś czas temu okazało się, że zniszczeniu ulegy dwie płyty, które były materiałem dowodowym w sprawie.

Uszkodzona, nadłamana płyta

Pierwsza zniszczona płyta to CD z innym nagraniem z monitoringu, na którym według obrońcy Sebastiana K. udałoby się zlokalizować bezpośredniego świadka całego zdarzenia. Chodzi o kierowcę samochodu, który zatrzymał się za Fiatem Seicento przed samym wypadkiem, a następnie został przez funkcjonariuszy BOR przekierowany do objazdu.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – mówił w TVN24 mec. Władysław Pociej.

Płytę badało Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina, które poinformowało sąd, że dane zostały bezpowrotnie stracone, a nośnik miał zostać zniszczony mechanicznie. Tym samym ustalenie tożsamości świadka zdarzenia stało się niemożliwe.

Zdaniem śledczych, nagranie „nie miało żadnego znaczenia dla sprawy, bo nie obejmowało miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”. – To nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – mówił krakowski prokurator Rafał Babiński.

Jak ustaliła WP, zniszczenie płyty polegało na jej „nadłamaniu” od środka. Co oznacza, że zniszczeniu uległy pierwsze kadry z monitoringu, a więc sytuację bezpośrednio po wypadku.

Druga płyta, która została zniszczona, zawierała materiał „Czarno na białym” TVN24.

Po informacji o uszkodzonych płytach, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył obrońca Sebastiana K. Sprawą jednak nie zajęli się krakowscy śledczy, którzy nadzorowali sprawę, ani prokuratorzy z Oświęcimia, ale została ona przekazana Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu. Z naszych informacji wynika, że od kilku miesięcy jest ona nadal na etapie „czynności sprawdzających”.

Sebastian K. walczy o sprawiedliwość

W sprawie sfabrykowania monitoringu wysłaliśmy przed południem w środę pytania do prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu. To przed tym sądem toczy się postępowanie z udziałem Sebastiana K. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Z kolei mec. Władysław Pociej nie chciał komentować sprawy.

Przypomnijmy, do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Sebastian K. przepuścił pierwszy rządowy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto wiozące ówczesną szefową rządu. Prokuratura zarzuciła K. nieumyślne spowodowanie wypadku. Według większości świadków, rządowa kolumna jechała z dużą prędkością i bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych.

W połowie marca ub.r. krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi K. okresu próby wynoszącego rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. nawiązki. Sebastian K. i jego pełnomocnik nie zgodzili się na propozycję prokuratury. Kolejna rozprawa ma odbyć się pod koniec roku.
Źródło info i foto: wp.pl

Wypadek z udziałem byłej premier Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu – poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu dokumentujące przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu. Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu. Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że „dowód nie ma żadnego znaczenia”

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że „od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”.

– To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – stwierdził prokurator.

Obrońca tłumaczy, że „prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka”

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że „jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej”.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – tłumaczył mecenas.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży „zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę”.

– Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów – podkreślała Pomaska. Jak dodała, „tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento – przyp. red.], któremu chce się złamać życie”.

– Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana – zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu, a na drugiej materiał programu „Czarno na białym” TVN24 dotyczący wypadku. 14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu „wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”.

Dodano, że „prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”. Niespełna dwa tygodnie później – 26 czerwca – ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt. „W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd – pancerne audi A8 z 2016 roku – którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – kierowca i szef ochrony szefowej rządu – zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których – niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni. Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia. W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.
Źródło info i foto: tvn24.pl