Nowe informacje dotyczące wypadku z udziałem Beaty Szydło

Po wypadku samochodowym z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu jedno z nagrań z monitoringu mogło zostać sfabrykowane. Jak ustaliła Wirtualna Polska, zawiadomienie w tej sprawie trafiło w ostatnich dniach do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, w którym toczy się proces kierowcy Seicento Sebastiana K.

– Chodzi o nagranie z monitoringu z miejsca oddalonego ok. 80-90 metrów od miejsca wypadku. Z nagrania wynikało, że kolumna rządowych pojazdów poruszała się tuż przed wypadkiem z prędkością ok. 50-60 km/h. Co innego okazuje się po wnikliwej analizie monitoringu, a dokładniej analizie ruchomego obrazu – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

Ktoś celowo ingerował w nagranie?

– Po analizie obrazu okazuje się, że samochody rządowe początkowo poruszają się, by przez kilka ujęć stać w miejscu. Po chwili znowu jednak ruszają. Taka sytuacja powtarza się kilka razy, podczas gdy wszystkie pozostałe obrazy w tym czasie są w ruchu. Ktoś mógł zrobić to celowo, by można było poinformować, że samochody Biura Ochrony Rządu poruszały się z dozwoloną prędkością – mówi nam nasz informator.

Jego zdaniem, można było tego dokonać poprzez rozcięcie taśmy filmowej w kilku miejscach i wklejeniu tych samych klatek, które zostały już wyświetlone wcześniej.

– Ile mogło być takich klatek? – pytamy

– Kilkanaście, ok. 15-17 – odpowiada nam nasz rozmówca.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, kilka dni temu pismo w tej sprawie do oświęcimskiego sądu złożył mecenas Władysław Pociej, adwokat kierowcy Seicento Sebastiana K. Domaga się w nim m.in. o specjalistycznego badania technik rejestracji obrazu, po to, żeby sprawdzić czy zapis z monitoringu był autentyczny, czy też ktoś ingerował w nagranie.

ABW zabezpieczało monitoring

Chodzi o film, który 14 lutego 2017 r. ujawnił TVN24. Na nagraniu widać jak ulicą Powstańców Śląskich w Oświęcimiu przejeżdża kolumna samochodów rządowych. Pierwszy z nich ma włączoną sygnalizację, drugie z Beatą Szydło już nie, trzecie również jedzie z użyciem świetlnych sygnałów. Między pierwszymi dwoma samochodami jest ok. 20 metrów odstępu. To właśnie na podstawie tego filmu wnioskowano, że auta poruszają się z prędkością ok. 50-60 km/h.

Nagranie zachowało się dzięki kamerze umieszczonej na budynku sklepu z częściami, w jednej z bocznych uliczek, a zapis powstał dosłownie na kilka chwil przed wypadkiem.

Przypomnijmy, wypadek miał miejsce 10 lutego 2017 roku. W ciągu kilku następnych dni do akcji wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To właśnie agenci ABW zabezpieczyli kilkanaście nagrań z monitoringu z trasy przejazdu rządowej kolumny.

Jeżeli okazałoby się, że ktoś ingerował w zapis monitoringu, byłaby to już druga kontrowersyjna sytuacja w sprawie wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jakiś czas temu okazało się, że zniszczeniu ulegy dwie płyty, które były materiałem dowodowym w sprawie.

Uszkodzona, nadłamana płyta

Pierwsza zniszczona płyta to CD z innym nagraniem z monitoringu, na którym według obrońcy Sebastiana K. udałoby się zlokalizować bezpośredniego świadka całego zdarzenia. Chodzi o kierowcę samochodu, który zatrzymał się za Fiatem Seicento przed samym wypadkiem, a następnie został przez funkcjonariuszy BOR przekierowany do objazdu.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – mówił w TVN24 mec. Władysław Pociej.

Płytę badało Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina, które poinformowało sąd, że dane zostały bezpowrotnie stracone, a nośnik miał zostać zniszczony mechanicznie. Tym samym ustalenie tożsamości świadka zdarzenia stało się niemożliwe.

Zdaniem śledczych, nagranie „nie miało żadnego znaczenia dla sprawy, bo nie obejmowało miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”. – To nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – mówił krakowski prokurator Rafał Babiński.

Jak ustaliła WP, zniszczenie płyty polegało na jej „nadłamaniu” od środka. Co oznacza, że zniszczeniu uległy pierwsze kadry z monitoringu, a więc sytuację bezpośrednio po wypadku.

Druga płyta, która została zniszczona, zawierała materiał „Czarno na białym” TVN24.

Po informacji o uszkodzonych płytach, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył obrońca Sebastiana K. Sprawą jednak nie zajęli się krakowscy śledczy, którzy nadzorowali sprawę, ani prokuratorzy z Oświęcimia, ale została ona przekazana Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu. Z naszych informacji wynika, że od kilku miesięcy jest ona nadal na etapie „czynności sprawdzających”.

Sebastian K. walczy o sprawiedliwość

W sprawie sfabrykowania monitoringu wysłaliśmy przed południem w środę pytania do prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu. To przed tym sądem toczy się postępowanie z udziałem Sebastiana K. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Z kolei mec. Władysław Pociej nie chciał komentować sprawy.

Przypomnijmy, do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Sebastian K. przepuścił pierwszy rządowy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto wiozące ówczesną szefową rządu. Prokuratura zarzuciła K. nieumyślne spowodowanie wypadku. Według większości świadków, rządowa kolumna jechała z dużą prędkością i bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych.

W połowie marca ub.r. krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi K. okresu próby wynoszącego rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. nawiązki. Sebastian K. i jego pełnomocnik nie zgodzili się na propozycję prokuratury. Kolejna rozprawa ma odbyć się pod koniec roku.
Źródło info i foto: wp.pl

Wypadek z udziałem byłej premier Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu – poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu dokumentujące przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu. Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu. Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że „dowód nie ma żadnego znaczenia”

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że „od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”.

– To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – stwierdził prokurator.

Obrońca tłumaczy, że „prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka”

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że „jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej”.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – tłumaczył mecenas.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży „zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę”.

– Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów – podkreślała Pomaska. Jak dodała, „tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento – przyp. red.], któremu chce się złamać życie”.

– Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana – zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu, a na drugiej materiał programu „Czarno na białym” TVN24 dotyczący wypadku. 14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu „wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”.

Dodano, że „prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”. Niespełna dwa tygodnie później – 26 czerwca – ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt. „W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd – pancerne audi A8 z 2016 roku – którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – kierowca i szef ochrony szefowej rządu – zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których – niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni. Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia. W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest zapis z kamery z korytarza przed celą Dawida Kosteckiego

Służba Więzienna opublikowała w sieci zapis z monitoringu z korytarza przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Nagranie pochodzi z nocy z 1 na 2 sierpnia. To reakcja na słowa Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który twierdził, że „na korytarzu, który prowadzi do celi, było wyłączone światło”.

Służba Więzienna udostępniła na swojej stronie internetowej fragmenty zapisu monitoringu z 1 sierpnia z godz. 22.17 i z 2 sierpnia z godz. 4.28, pokazujące korytarz przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w Areszcie Śledczym Warszawa-Białołęka. Na fragmentach widać funkcjonariusza, który kontrolował to miejsce.

Publikacja nagrania to reakcja na wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który stwierdził w TVN24, że nie można sprawdzić zapisu z monitoringu, ponieważ na korytarzu prowadzącym do celi wyłączono światło.

Samo nagranie zostało zabezpieczone przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga już 2 sierpnia. Obejmuje ono zapis od 1 sierpnia godz. 19 do 2 sierpnia godz. 9.

W porze nocnej zostało wyłączone światło w części korytarza z celami mieszkalnymi. Korytarz ten był jednak oświetlony lampą znajdująca w pobliżu zainstalowanej kamery. Jednocześnie cela, w której był osadzony Dawid Kostecki znajdowała się stosunkowo blisko kamery oraz źródła światła. Tym samym w oparciu o powyższy zapis możliwym jest ustalenie, czy w porze nocnej ktokolwiek wchodził do celi Dawida Kosteckiego lub ją opuszczał – podkreśla Służba Więzienna.

Śmierć Dawida Kosteckiego

Ciało Dawida Kosteckiego znaleziono 2 sierpnia w celi Aresztu Śledczego na warszawskiej Białołęce. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo. Sekcja zwłok wykluczyła udział osób trzecich. Z wynikami sekcji nie zgodziła się rodzina zmarłego. Według bliskich Dawida Kosteckiego i ich pełnomocników, śmierć byłego pięściarza nie była samobójstwem.

Dawid Kostecki odsiadywał karę w rzeszowskim więzieniu, miał jednak zeznawać w sprawie oskarżonego o rozbój Tomasza G. Dlatego został przewieziony na Białołękę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany mężczyzna z nagrania. Złamał nastolatkowi obojczyk na Marszu Równości

Policja poszukuje jednego z mężczyzn, który w czasie Marszu Równości w Białymstoku zaatakował i kopnął nastolatka. Chłopak według nieoficjalnych informacji portalu tvn24.pl ma złamany obojczyk. Jego rodzice złożą w tej sprawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – przekazał nadkomisarz Tomasz Krupa z podlaskiej policji.

Informację, że policjanci odszukali kolejnego poszkodowanego uczestnika marszu w sobotnich zamieszkach potwierdził tvn24.pl rzecznik podlaskiej policji nadkomisarz Tomasz Krupa. – Rodzice złożą zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Poszukujemy mężczyzny, który kopnięciem uderzył nastolatka – mówi nam rzecznik.

„Nie bój się, nic się nie stanie. Tylko tumany strzelają”

Tę scenę przemocy widać na jednym z nagrań zarejestrowanych w sobotę, podczas Marszu Równości w Białymstoku. Zza kadru słychać głos dziewczynki:

– Mamo, chodź, bo ja się boję. – Nie bój się, nic się nie stanie. Tylko tumany strzelają – uspokaja matka. – Czemu? – pyta dziewczynka, płacząc. – Bo ludzie są po prostu nietolerancyjni jedni dla drugich. Rozumiesz? Dlatego – tłumaczy matka.

Na nagraniu widać, że pobity chłopak zachowywał się spokojnie. Po uderzeniu był oszołomiony. Teraz – według nieoficjalnych informacji, do jakich dotarł tvn24.pl – okazuje się, że ma złamany obojczyk.

Policja szuka agresorów i publikuje ich wizerunki

Specjalnie powołany zespół śledczy w podlaskiej policji szuka osób, które na Marszu Równości łamały prawo, między innymi swoim agresywnym zachowaniem. Policjanci opublikowali wizerunki uczestników kontrmanifestacji, do których chcą dotrzeć.

– Baza będzie aktualizowana o kolejne zdjęcia. Prosimy o kontakt z komendą miejską policji każdego, kto może pomóc – deklaruje nadkomisarz Krupa. Zatrzymano już co najmniej czterech sprawców przestępstw i ponad dwudziestu sprawców wykroczeń.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwania 5-letniego Dawida w toku. Jest nagranie z monitoringu

Grodzisk Mazowiecki, 11.07.2019. Poszukiwania 5-letniego Dawida ¯ukowskiego w Grodzisku Mazowieckim, 11 bm. Policjanci zg³oszenie o utracie kontaktu z ch³opcem i jego ojcem dostali ok. pó³nocy od zaniepokojonej osoby z rodziny. Poszukiwania dziecka rozpoczê³y siê w nocy. Funkcjonariusze wykorzystuj¹ przy tym m.in. drony Komendy G³ównej Policji i psy tropi¹ce. (pkus) PAP/Jakub Kamiñski

Kamery miejskiego monitoringu zarejestrowały samochód, który mógł jechać ojciec Dawida Żukowskiego wraz ze swoim 5-letnim synem. Policja analizuje obecnie to nagranie, aczkolwiek nie potwierdza, że to rzeczywiście to auto. 

Nagranie z Grodziska Mazowieckiego trafiło na Kontakt 24 redakcji TVN Warszawa, natychmiast zostało również przekazane policji. Z uwagi na prowadzone śledztwo, portal publikuje jedynie dwa ujęcia – na każdym z nich auto marki Skoda, którym potencjalnie mogli przemieszczać się ojciec z synem, zmierza w innym kierunku (być może kierowca w pewnym momencie zawrócił):

Czy rzeczywiście Skoda, którą widać na filmie, może być tym samym autem, którym Paweł Ż. wiózł swojego 5-letniego syna? Kom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji nie potwierdził tej informacji. W rozmowie z Wirtualną Polską potwierdził natomiast, że nagranie jest dokładnie analizowane przez śledczych. 

– „To jest informacja, która jest w naszej dyspozycji. Trafiają do nas liczne materiały: zarówno drogą telefoniczną, jak i e-mailową. Sprawdzamy każdą informację, nawet jeśli wydaje się błaha. Za każde zgłoszenie dziękujemy” – zaznaczył.

Policja publikuje wizerunek ojca 5-latka

5-letni Dawid Żukowski został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według informacji policji, przed godz. 21 ojciec najprawdopodobniej odebrał sobie życie. Mężczyzna zginął potrącony przez pociąg. Informacje o śmierci grodziscy policjanci otrzymali przed godz. 21. Poszukiwania Dawida rozpoczęły się o północy w środę. W piątek wieczorem na stronie warszawskiej policji opublikowano wizerunek ojca chłopca. Do zdjęcia policjanci dołączyli informację, w co mężczyzna był ubrany: czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec z kolei nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”.

Mężczyzna z chłopcem odjechał z Grodziska w nieznanym kierunku szarą skodą fabią o numerze rejestracyjnym WGM 01K9. Samochód na szybie przy miejscu pasażera od strony kierowcy ma zasłonę przeciwsłoneczną z logo Zygzaka McQueena. Policja ustaliła, że mężczyzna mógł przemieszczać się między Grodziskiem a lotniskiem na Okęciu. Znaleziono ten samochód, ale ważna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Zaginiony Dawid Żukowski

Rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak w rozmowie z PAP ponowił apel do wszystkich osób, które widziały tę skodę, Dawida lub jego ojca, o kontakt. Funkcjonariusze proszą o wskazanie miejsca, w którym widziano mężczyznę i dziecko. Pomóc może także przejrzenie nagrań z kamer samochodowych, zwłaszcza z jazdy w środę między godz. 17 a 21 na trasie między Grodziskiem a Okęciem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szwecja: Raper ASAP Rocky aresztowany za pobicie

ASAP Rocky aresztowany w Szwecji. Raper, który jest jedną z gwiazd Open’er Festival 2019, został zatrzymany przez policję w związku z pobiciem mężczyzny na ulicy. Nagranie z bójki w Sztokholmie trafiło do internetu. Czy to oznacza, że koncert ASAP Rocky na Open’er Festival 2019 zostanie odwołany? Jest komentarz organizatorów.

ASAP Rocky aresztowany w Szwecji. Raper pobił mężczyznę WIDEO

ASAP Rocky aresztowany w Szwecji. Gwiazdor Open’er Festival 2019 został zatrzymany po bójce na jednej z ulic Sztokholmu. Jak podaje słynny amerykański serwis TMZ.com, raper i jego ekipa pobili mężczyznę, który podobno twierdził, że zniszczyli jego słuchawki. W internecie pojawiło się nagranie z tego momentu. Widać na nim, jak młody mężczyzna jest przewracany na ziemię i okładany pięściami.

Raper twierdzi jednak, że jest niewinny. Z jego relacji na Instagramie wynika, że mężczyzna sam ich zaczepiał, śledził, był natarczywy oraz pomimo wielu ostrzeżeń ochroniarza, nie chciał odejść. Na nagraniu, które osobiście udostępnił ASAP Rocky, słychać również relację obcej kobiety, która powiedziała, że wspomniany mężczyzna złapał ją wcześniej za pośladki.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kalifornia: 2-latek z workiem na głowie. Kontrowersyjna interwencja policjantów

Policjanci z Sacramento w Kalifornii opublikowali nagranie z zatrzymania 12-letniego, czarnoskórego chłopca, podejrzanego o kradzież w sklepie, a także o włamanie do samochodu stojącego na parkingu. W czasie interwencji założono mu torbę na głowę. Interwencja funkcjonariuszy wywołała oburzenie internautów. Rodzina chłopca rozważa złożenie pozwu przeciwko policjantom.

Na opublikowanym nagraniu widać, jak funkcjonariusze i sklepowy ochroniarz zatrzymują chłopaka. Podejrzany był o próbę kradzieży w sklepie. Policja zdecydowała się zamieścić film po tym, jak oskarżona została o brutalne potraktowanie chłopca.

Wcześniej w mediach społecznościowych opublikowano bowiem film nagrany przez świadka zdarzenia, na którym widać, jak mężczyzna protestuje przeciwko zatrzymaniu chłopca. Film był podstawą do oskarżenia policji o złe traktowanie czarnoskórych.

Według policjantów 12-latek był agresywny, wyzywał i kopał funkcjonariuszy. Kiedy ci prowadzili go do radiowozu, opluł jedną z policjantek. Dlatego założono mu na głowę specjalną torbę, żeby uniknąć kolejnego oplucia.

Nagranie nie rozwiało jednak wątpliwości internautów, a wręcz przeciwnie. Na filmie słychać jak chłopiec kilka razy pyta, za co został aresztowany. Prosił również o zdjęcie worka z głowy mówiąc, że nie może oddychać.

– To dobre dziecko. Nie zrobił nic złego – twierdzi adwokat Mark T. Harris, który reprezentuje rodzinę chłopca. Dodał, że dwunastolatek został fałszywie oskarżony przez ochroniarza o próbę kradzieży w sklepie.

Harris powiedział NBC News, że nigdy nie słyszał o tym, by policja używała worka. Uznał, że to „śmieszne” i zapowiedział złożenie pozwu przeciwko funkcjonariuszom.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Las Vegas: Wypchęła 75-latka z autobusu. Mężczyzna nie żyje

Tragedia w Las Vegas w USA. 75-latek został wypchnięty z autobusu przez 25-letnią Cadeshe Bishop. Kobieta zdenerwowała się, gdy senior zwrócił jej uwagę na niestosowne zachowanie. Mężczyzna z obrażeniami głowy trafił do szpitala. Dwa dni później zmarł. Do kłótni w miejskim autobusie w centrum Las Vegas doszło 21 marca. Jak podaje Associated Press, 74-letni Serge Fournier poprosił 25-latkę, by była miła dla innych pasażerów. Chwilę później doszło do tragedii. 

Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych widać, jak kobieta wypchnęła starszego mężczyznę z autobusu. Bishop została oskarżona o wypchnięcie Fourniera z drzwi „z taką siłą, że nie dotknął żadnego ze schodów autobusu”, zanim uderzył głową o chodnik około 2,4 metra od przystanku autobusowego.

25-latce postawiono zarzut morderstwa. Kobieta od 8 maja przebywa w areszcie. Kolejna rozprawa odbędzie się 21 maja. Z akt sądowych wynika, że Cadesha Bishop została skazana dwukrotnie w 2012 i 2013 roku za wykroczenia związane z przemocą domową.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Już wiadomo kto przekazał sekstaśmę oficerowi CBA

Były oficer CBA Wojciech J., twierdził dzisiaj w Sejmie, że na nagraniu z agencji towarzyskiej na Podkarpaciu rozpoznał marszałka Marka Kuchcińskiego. Jak ustaliła Wirtualna Polska, osobą która przekazała taśmę z filmem agentowi Biura jest był funkcjonariusz Straży Granicznej, krewny jednego z innych, czołowych polityków PiS.

Nie jestem zwolennikiem pojawiania się byłych agentów służb na publicznym forum i ujawniania kulis operacyjnej pracy. Rozumiem, że Wojciech J. pojawił się osobiście, by bronić swojego dobrego imienia. Według mnie, lepszym miejscem na tego typu wyznania jest prokuratura bądź sąd.

Podczas posiedzenia zespołu śledczego PO, były agent opowiadał dzisiaj politykom Platformy, o tym, że jak tylko przyszedł do służby, dostał od szefa CBA Ernesta Bejdy misję specjalną. I superuprawnienia. Facet, co prawda miał wcześniejsze doświadczenie w służbach, ale brzmiało to, jakby wygrał los na loterii.

Wcześniej się nie znali. Mieli spotkać się jedynie podczas naukowej rozmowy dotyczącej zagadnień problematyki straży granicznej. Ciekawe? Nieprawdaż? Praktycznie nikomu nieznany funkcjonariusz, bez polecenia, przychodzi do szefa CBA, a ten kieruje go na Podkarpacie i zleca szukanie haków na byłego szefa CBA Pawła Wojtunika.

Przełożeni funkcjonariusza nic nie wiedzą o jego misji. Wojciech J. ma od początku raportować jedynie do szefa CBA. – Bywałem w tygodniu u szefa CBA nawet kilka godzin dziennie. Nie musiałem mówić o tym swoim bezpośrednim przełożonym. Za swoją pracę byłem wysoko oceniany. Bardzo dobrze zarabiałem. Dostawałem nagrody po kilka tysięcy złotych – mówił dzisiaj Wojciech J. W dokumentach, przez długi czas, o jego misji nie ma śladu. Miał jedynie składać ustne meldunki do Bejdy, skądinąd zaufanego człowieka ministra koordynatora służb Mariusza Kamińskiego.

To właśnie Bejda, miał powiedzieć oficerowi CBA o taśmach. O 4 tysiącach nagrań z udziałem polityków i funkcjonariuszy. Miał mówić, by przy okazji rozpracowywania afery podkarpackiej, zbadał również ten wątek. – Dostałem zadanie, by znaleźć te taśmy na terenie Polski – mówił dzisiaj Wojciech J. Proceder kwitł od lat, a stali za nimi ukraińscy bracia, którzy w dziwnych okolicznościach dostali polskie obywatelstwo.

– Wcale się nie dziwię, że jak ktoś prowadzi dom publiczny, to nagrywa. To najłatwiejsze do utrzymania osób w szachu. Jeśli są to osoby ze świecznika, to można dowolnie je szantażować. Każdy, by tak robił. Nagrania sporządzano w hotelach, w których okamerowano dodatkowe pokoje. Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w agencjach towarzyskich funkcjonowały studia nagrań. Funkcjonariusze nie chcieli tego ruszać bo z jednej strony to ich przerastało, a z drugiej sami korzystali z usług tych agencji – mówił dzisiaj Wojciech J.

Oficer dostaje od swojego Osobowego Źródła Informacji taśmę z nagraniem, na którym rozpoznaje obecnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który ma uprawiać seks z ukraińską prostytutką. Informacje przekazuje szefowi CBA. Ten, jak wynika z jego zeznań, nagranie ignoruje. Niedługo później, taśma znika z sejfu funkcjonariusza,

Wojciech J. nie chciał dzisiaj zdradzić kto mu przekazał taśmę. Chronił Osobowe Źródło Informacji (OZI). Powiedział tylko, że był to funkcjonariusz Straży Granicznej. A taśma, niejako wypłynęła przy okazji rozpracowywania innej sprawy. Takich spraw wówczas miało być ok. 25 na Podkarpaciu.

Jeśli wierzyć naszym informatorom – osoba, która pokazała nagranie na którym jest Marek Kuchciński, to krewny jednego z innych, czołowych polityków PiS. Ten polityk jest dzisiaj ważnym ministrem, od lat pełni czołową funkcję w ścisłym kierownictwie PiS. Taśmę nagrano w 2014/2015 roku, kiedy jeszcze Prawo i Sprawiedliwość nie było u władzy. A krewny wówczas właśnie pracował w Straży Granicznej na Podkarpaciu.
Źródło info i foto: wp.pl

Sri Lanka. Jest nagranie z chwili przed atakiem

Na Sri Lance doszło w niedzielę do serii zamachów, z których najgorszy pod względem liczby ofiar miał miejsce w kościele w Negombo. Lokalne media dotarły do nagrania, na którym widać domniemanego sprawcę. Tuż przed wybuchem zatrzymuje się, by pogłaskać dziewczynkę.

Według najnowszych informacji liczba ofiar niedzielnych ataków terrorystycznych na Sri Lance wzrosła do 321. Około 500 osób zostało rannych – podaje BBC. Na Sri Lance obowiązuje stan wyjątkowy i godzina policyjna.

We wtorek, dwa dni po zamachach, tzw. Państwo Islamskie opublikowało komunikat, w którym twierdzi, że stoi za zamachami i nazywa sprawców swoimi „żołnierzami”. Opublikowano też nagranie, w którym domniemani zamachowcy przysięgają wierność liderowi organizacji. Nie wiadomo jednak, w jakim stopni PI rzeczywiście było zaangażowane w ataki.

W związku z zamachami do tej pory zatrzymano ponad 40 osób, w tym jednego obywatela Syrii. Pojawiają się nowe informacje, które pozwalają lepiej prześledzić bieg wydarzeń. Lokalne media zdobyły nagranie, na którym widać mężczyznę podejrzewanego o bycie jednym ze sprawców. Na materiale z kamery ochrony można zobaczyć, jak mężczyzna z dużym plecakiem wchodzi do kościoła św. Sebastiana w Negombo na chwilę przed wybuchem. Zamachowiec-samobójca zdetonował tam ładunek wybuchowy podczas wielkanocnej mszy. W tej eksplozji zginęło ponad 100 osób – więcej niż w którymkolwiek z pozostałych ataków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl