Atak nożownika w Nowej Hucie. Nie żyje 27-latek

Na przystanku autobusowym w Krakowie doszło do napaści na 27-letniego mężczyznę. Sprawca kilkukrotnie dźgnął go nożem. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, policja poszukuje napastnika. Do zdarzenia doszło na osiedlu Kalinowym w Nowej Hucie. – Policja prowadzi obecnie działania na miejscu zdarzenia. Trwa poszukiwanie sprawcy ataku, zabezpieczany jest monitoring z okolicznych budynków oraz z pojazdu MPK, którym poruszał się napastnik – powiedziała „Gazecie Krakowskiej” Katarzyna Cisło z policji w Krakowie.

Kraków. Atak nożownika w Nowej Hucie

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że napastnik wysiadł z autobusu, następnie doszło do sprzeczki między nim, a 27-latkiem. Mężczyzna został kilkukrotnie ugodzony nożem, udało mu się uciec do położonego nieopodal sklepu. Stamtąd zabrała go karetka. Przyczyna napaści nie jest w tej chwili znana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Napaść na Pakistankę w Krakowie

Policja szuka świadków napaści na młodą Pakistankę. Do zdarzenia doszło 20 października w Krakowie, w komunikacji miejskiej około godz. 18.00 w tramwaju linii 18 na trasie pomiędzy przystankami Grota Roweckiego a Borsuczą. Jak poinformowała w poniedziałek Barbara Szczerba z biura prasowego małopolskiej policji, grupa młodych osób naruszyła nietykalność cielesną obywatelki Pakistanu, próbując zerwać jej z głowy chustę (hidżab).

Policja prosi świadków zdarzenia o kontakt z Komisariatem Policji V w Krakowie pod nr tel. 12 61 52 020, 12 61 52 916 lub 112. Policja zapewnia anonimowość. Za publiczne znieważenie lub naruszenie nietykalności cielesnej na tle rasistowskim, z powodu przynależności narodowej, etnicznej, wyznaniowej, grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja z Poznania szuka sprawców brutalnego pobicia. Jest nagranie z monitoringu

Policjanci z Komisariatu Poznań Jeżyce poszukują dwóch sprawców, którzy 8 maja br. wieczorem, w jednej z kamienic przy ul. Dąbrowskiego pobili lokatora. Funkcjonariusze publikują nagranie z monitoringu i proszą o kontakt osoby, które rozpoznają sprawców.

„Bandyci bez żadnego powodu zaatakowali mężczyznę, bili go pięściami i kopali. W międzyczasie jeden z nich wybił kilka szyb na klatce schodowej. Po wszystkim uciekli” – czytamy na stronie poznańskiej policji, która zdecydowała się na opublikowanie wizerunków sprawców napaści. Chodzi o zdarzenie z 8 maja 2019 r., kiedy dwóch napastników pobiło na mężczyznę w bloku przy ul. Dąbrowskiego.

„Rozpoznajesz te osoby? Zadzwoń!” – apelują funkcjonariusze i podają telefon kontaktowy: 61 84 12211/12.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójca 10-letniej Kristiny nie pójdzie siedzieć?

– Tak okrutnie zamordował Krysię i zadał tyle bólu jej rodzinie, a teraz wymiga się od kary? – mieszkańcy wsi Mrowiny na Dolnym Śląsku są pełni obaw, czy surowa ręka sprawiedliwości dosięgnie zabójcę – Jakuba A. (22 l.). Od zbrodni minęły prawie trzy miesiące i wciąż nie ma opinii psychologicznej. – Pewnie udaje wariata i mu się upiecze – mówią sąsiedzi Kristiny (†10 l.).

Tę dziewczynkę 13 czerwca zadźgał z zimną krwią student Jakub A., który podkochiwał się w mamie ofiary. Powodem była zazdrość. Sprawca zadał Krysi kilkanaście ciosów nożem i obnażył zwłoki, żeby upozorować napaść pedofila.

Śledczy szybko aresztowali zwyrodnialca, ale do tej pory nie wiadomo, czy stanie on przed sądem. Mieszkańcy Mrowin obawiają się, że Jakubowi A. się upiecze, bo uznają go za niepoczytalnego. – Miał krewnych, którzy się leczyli. Ale jak trzeba być chorym, aby zrobić coś tak okropnego dziecku?! – mówi sąsiadka ofiary.

Te obawy są niestety uzasadnione. Na przełomie sierpnia i września miała być gotowa opinia psychologiczna Jakuba A., ale jej nie ma. – Biegli zlecili wykonanie dodatkowych badań – mówi prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Czy to oznacza, że zabójca trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwany pedofil, który zaatakował 12-latkę w lesie

Policja poszukuje mężczyzny, który zaatakował 12-latkę w Garczynie nieopodal Kościerzyny. Do ataku doszło na leśnej drodze, niedaleko ośrodka wypoczynkowego. Śledczy opublikowali portret pamięciowy sprawcy. Do napaści doszło 31 lipca. Jak podaje trójmiejska ”Gazeta Wyborcza”, mężczyzna zaatakował 12-latkę na leśnej drodze prowadzącej na plażę. Pedofil zrzucił dziewczynkę z roweru, po czym zaczął ją dotykać w miejscach intymnych.

Przerażona 12-latka zaczęła krzyczeń, co spłoszyło sprawcę napadu. Dziewczynka opowiedziała o wszystkim ratownikom WOPR. 

Kościerzyna. Napaść na 12-latkę w lesie 

Policja przekazała mediom w całej Polsce rysopis oraz portret pamięciowy mężczyzny. Poszukiwany ma około 40 lat i 175 cm wzrostu, krępą sylwetkę, jasnobrązowe włosy zaczesane na bok i jasnobrązowy zarost. Ubrany był w czarną bluzę z kapturem i granatowe buty sportowe. Każda osoba, która rozpoznaje tego mężczyznę, jest proszona o kontakt z najbliższym posterunkiem policji lub telefoniczne zgłoszenie pod numerem 112. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gdańsk: Napaści seksualne w szpitalu psychiatrycznym. Wyniki kontroli

Według wstępnych wyników kontroli w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku, lekarze, przyjmując na oddziały dla dorosłych nieletnich pacjentów, działali w stanie wyższej konieczności. W placówce doszło do trzech napaści seksualnych na nastolatki.

O wynikach pierwszego etapu kontroli przeprowadzanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego (UMWP) w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku poinformowała we wtorek Dorota Patzer z biura prasowego UMWP.

Kontrola ma związek z trzema napaściami seksualnymi, do których doszło w szpitalu w maju i czerwcu. Ich ofiarami padły nastoletnie pacjentki, które – z braku miejsc na oddziale dziecięco-młodzieżowym, umieszczone zostały – za zgodą rodziców bądź opiekunów prawnych, na oddziałach dla dorosłych.

Patzer poinformowała w komunikacie, że kontrola potwierdziła, iż „na przestrzeni ostatnich 3 lat znacząco wzrosła liczba pacjentów poniżej 18 roku życia, kierowanych do przyjęcia do szpitala”. Wyjaśniła też, że z ustaleń kontroli wynika, iż „dyrekcja szpitala i lekarze działali w stanie wyższej konieczności, przyjmując ‚nadprogramowych’ pacjentów mimo braku miejsc”.

Przypomniała, że dyrekcja szpitala – już w trakcie trwającej kontroli – podjęła decyzję, iż nie będzie przyjmować niepełnoletnich pacjentów na oddziały dla dorosłych. Patzer dodała, że decyzja ta „ogranicza ryzyko nowych zdarzeń niepożądanych o podobnym do odnotowanego charakterze, jest jednocześnie związana z większym ryzykiem niewystarczającego zabezpieczenia pacjentów wymagających pilnego leczenia”.

Zdaniem kontrolerów, konieczne są systemowe zmiany w placówkach zajmujących się leczeniem psychiatrycznym dzieci i młodzieży, w tym ich „trwałe, zwiększone finansowanie” oraz „określenie ogólnopolskich standardów dotyczących opieki nad chorymi”.

„Konieczność opracowania procedury”

Kontrolerzy wskazali też na „konieczność opracowania bardziej szczegółowej procedury postępowania wobec problemu wzrostu liczby pacjentów, przy jednoczesnych ograniczonych zasobach lokalowych i kadrowych podmiotów psychiatrycznych”. „Wraz z dyrekcją szpitala Urząd Marszałkowski podejmie działania mające na celu wzmocnienie powyższych zasobów” – poinformowała w komunikacie Patzer.

Dodała, że UMWP zwróci się też do wojewody pomorskiego z wnioskiem o audyt kliniczny oddziału dziecięcego WSP, który miałby przeprowadzić konsultant z zakresu psychiatrii dzieci i młodzieży. Patzer poinformowała też, że WSP – zgodnie z przepisami prawa oraz przyjętymi przez szpital zasadami, prowadzi rejestr zdarzeń niepożądanych.

Wyjaśniła, że protokół z pierwszego etapu kontroli zostanie we wtorek przekazany dyrekcji WSP, która – zgodnie z prawem, będzie miała siedem dni na ustosunkowanie się do ustaleń.

W ciągu ostatnich kilku tygodni dwie 13-latki i 15-latka umieszczone na oddziałach WSP przeznaczonych dla dorosłych, stały się ofiarami napaści seksualnych, których – zdaniem prokuratury, dopuścili się dwaj inni pacjenci – 26-latek i 37-latek. Dwa śledztwa w tych sprawach prowadzi Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz.

„Dramatyczny” brak łóżek

Jak informowało wcześniej biuro prasowe UMWP w gdańskim szpitalu psychiatrycznym przebywa średnio około 350 pacjentów, w tym około 40 na (zapewniającym 35 łóżek) oddziale dziecięco-młodzieżowym. Dyrekcja szpitala wielokrotnie alarmowała UMWP, który jest organem założycielskim placówki oraz NFZ o „dramatycznym” braku łóżek dla najmłodszych chorych.

Biuro prasowe UMWP podawało także, że 29 marca br. Centrala NFZ ogłosiła komunikat, z którego wynikało, iż w przypadku pełnego obłożenia oddziałów młodzieżowych personel szpitalny może umieścić osobę niepełnoletnią na oddziale dla dorosłych. „Komunikat NFZ w żaden sposób nie precyzuje jednak zasad, na jakich powinno się to odbywać” – poinformowało biuro prasowe UMWP.

Biuro podawało też, że w gdańskim WSP pracuje zaledwie dwudziestu lekarzy. Jak wyjaśniano, dzielą oni między siebie pracę na sześciu oddziałach, dyżury dzienne i nocne, a także całodobową obsługę izby przyjęć, na którą codziennie zgłasza się średnio kilkunastu chorych, w tym osoby w stanach ostrych.

Biuro prasowe UMWP informowało również, że gdański szpital psychiatryczny „jest praktycznie jedyną placówką w Trójmieście, która przyjmuje pacjentów w stanach ostrych”.
Źródło info i foto: interia.pl

Napaść na Wojciecha Kwaśniaka zlecono ze względu na jego działania ws. SKOK Wołomin. Była to próba zabójstwa?

Napaść na Wojciecha Kwaśniaka zlecono ze względu na nadzorowane przez niego działania KNF wobec SKOK Wołomin – ocenił w środę przed warszawskim sądem rejonowym były szef Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak. Według niego, atak był próbą zabójstwa.

W środę w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa odbyła się kolejna rozprawa w procesie oskarżonych o brutalne pobicie w 2014 r byłego wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka. Zeznania przed sądem w charakterze świadka składał były przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak. Na ławie oskarżonych w tej sprawie zasiedli: członek rady nadzorczej SKOK Wołomin Piotr P., który miał zlecić pobicie Kwaśniaka, Krzysztof A. ps. „Twardy”, który miał dokonać napaści na b. wiceszefa KNF i Jacek W., któremu zarzucono współudział w ataku.

Jakubiak zeznał w środę przed sądem, że o napaści na Kwaśniaka dowiedział się od samego poszkodowanego. – Zadzwonił on do mnie tego samego dnia i powiedział, że został napadnięty. Kiedy pojechałem do niego do szpitala zobaczyłem jego obrażenia. Był bardzo mocno poturbowany; miał na głowie trzy rany, rozciętą wargę, obrażenia ręki. Pomyślałem, że to była próba zabójstwa, bo kiedy ktoś uderza metalową pałką w głowę, to nie robi tego tylko po to, żeby kogoś zastraszyć – zaznaczył.

Jakubiak zauważył też, że KNF przed napaścią na Kwaśniaka prowadziła kontrolę i sprawdzała nieprawidłowości w SKOK Wołomin związane z karuzelą kredytową. Podkreślił, że niespełna rok przed atakiem na Kwaśniaka KNF rozpoczęła wobec SKOK Wołomin postępowanie o ustanowienie zarządcy komisarycznego. – Z punktu widzenia SKOK było to bardzo dużą uciążliwością. Myśmy praktycznie tym ustanawianiem zarządu komisarycznego burzyli cały układ tam występujący – dodał były szef KNF.

Podkreślił przy tym, że to Wojciech Kwaśniak odpowiadał wówczas w KNF za nadzór nad m.in. bankami i spółdzielczymi kasami oszczędnościowymi. – Wojciech Kwaśniak podejmował wszystkie najważniejsze decyzje dotyczące tych podmiotów. Większość pism z urzędu, które wychodziły do SKOK-ów podpisywał właśnie on – dodał.

Zdaniem Jakubiaka, czynności prowadzone przez KNF wobec SKOK Wołomin były zagrożeniem dla procederu prowadzonego w tej Kasie. – Ktoś dostał zlecenie z uwagi na postawę wiceprzewodniczącego KNF. Sięgnięto po rozwiązanie ostateczne, czyli napaść – stwierdził.

Jakubiak zeznał też, że przed napaścią na Kwaśniaka kierownictwo KNF nie odczuwało zagrożenia fizycznego. – Było w nas poczucie, że to jest niewyobrażalne, żeby ktokolwiek odważył się w sposób fizyczny atakować przedstawicieli KNF. To było poza naszą wyobraźnią – ocenił.

Wojciech Kwaśniak, który w sprawie występuje w charakterze pokrzywdzonego i oskarżyciela posiłkowego powiedział w środę przed sądem, że pomimo upływu pięciu lat od napaści na niego, sprawcy ataku nadal nie są osądzeni. Wyraził przy tym przekonanie, że „sąd będzie nie tylko prowadzić proces i wyda uczciwy wyrok, ale także doprowadzi do ujawnienia pełnej prawdy o ataku”.

Termin kolejnej rozprawy w tym procesie sąd wyznaczył na 4 czerwca. Zeznania mają wówczas złożyć m.in. poszkodowany i jego żona.

Proces w tej sprawie ruszył ponownie przed warszawskim sądem rejonowym w połowie kwietnia br. po tym, gdy sędzia prowadząca poprzednio tę sprawę poszła na urlop macierzyński.

W maju 2014 r. Wojciech Kwaśniak, który jako wiceszef KNF nadzorował kontrolę w SKOK Wołomin, padł ofiarą ataku. Miał zostać „brutalnie pobity przed swoim domem w warszawskim Wilanowie przez bandytę, który wcześniej w więzieniu spędził 25 lat”, a bandytę wynająć miał członek rady nadzorczej SKOK Wołomin.

Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie w maju 2014 r. Natomiast akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w październiku 2015 r. Proces w tej sprawie ruszył przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa jeszcze w 2015 r. Jednak w listopadzie 2017 r. sędzia prowadząca sprawę poszła na urlop macierzyński. Proces musiał zatem ruszyć od nowa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zarzut usiłowania zabójstwa dla nożownika z Buska-Zdroju. Grozi mu dożywocie

Mężczyzna, który wczoraj zaatakował policjantów w Busku-Zdroju, usłyszał zarzuty. Rzecznik prokuratury okręgowej w Kielcach prokurator Daniel Prokopowicz powiedział, że 32-latkowi postawiono zarzuty między innymi usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na funkcjonariusza i znieważenia funkcjonariusza.

Policjant został raniony nożem podczas interwencji przed supermarketem w centrum miasta. Wczoraj przed południem dyżurny otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie, który miał grozić nożem klientom sklepu. Na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem funkcjonariusze wylegitymowali 37-letniego mieszkańca Kielc, który odpowiadał opisowi mężczyzny z nożem. W trakcie legitymowania mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi.

Busko-Zdrój. Prokuratura postawiła zarzut radnemu, który zaatakował policjantów

„Później okazało się, że to był 32-letni mieszkaniec Buska-Zdroju. Ten drugi mężczyzna zaczął najpierw atakować słownie policjantów, zaczął im ubliżać, a następnie wszczął z nimi awanturę. Policjant zaczął go obezwładniać i został dwukrotnie raniony nożem w plecy. Na szczęście te obrażenia okazały się niezagrażające życiu, policjant był hospitalizowany, a, po udzieleniu pierwszej pomocy, opuścił szpital” – powiedział oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski. „Decyzja w przedmiocie środków zapobiegawczych zapadnie w najbliższych godzinach. Łukaszowi Sz. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności” – informuje kielecka prokuratura. 32-latkowi postawiono dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji i czynnej napaści na niego, drugi znieważenia innego funkcjonariusza podczas i w związku z wykonywanymi przez niego czynnościami służbowymi.

Podejrzany nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Drugiemu z podejrzanych 37-letniemu Łukaszowi W., który groził ekspedientce w sklepie, grozi kara trzech lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawca napaści na działacza PiS nie trafi do aresztu

Nie będzie aresztu dla mężczyzny, który w minioną sobotę zaatakował działacza Prawa i Sprawiedliwości. Do zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę. Działacz PiS i były radny Janusz Jagielski został zaatakowany przez mężczyznę podczas roznoszenia ulotek wyborczych Joachima Brudzińskiego.

Napastnik został zatrzymany, a sprawa szybko przybrała charakter polityczny. „Nawet największe polityczne zacietrzewienie nie może usprawiedliwiać agresji i nienawiści wobec kogokolwiek” – pisał minister Joachim Brudziński na Twitterze. Wtórowała mu wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, która napisała, że to „kolejny brutalny atak na przedstawiciela PIS. Taktyka KE totalnej wojny przynosi tragiczne efekty”. Okazało się jednak, że był to chuligański wybryk, który z polityką miał niewiele wspólnego.

Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt, ale jej wniosek uchylił dzisiaj Sąd Rejonowy w Szczecinie, który uznał że zebrano niezbędne dowody, a mężczyzna przyznał się do winy. Zgodził się również przeprosić i ponieść karę. Grozi mu do 7,5 roku pozbawienia wolności. Postanowienie nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Eska.pl

Tomasz J. odpowie przed sądem za śmierć Roberta Brylewskiego

Tomasz J. odurzył się, miał luki w pamięci, ale odpowie przed sądem za pobicie muzyka.

Postawienie przed sądem mimo znacznie ograniczonej poczytalności w chwili napaści i ustalenie, że zgon był skutkiem pobicia – to najmocniejsze punkty aktu oskarżenia przeciwko Tomaszowi J., który odpowie za śmierć legendarnego muzyka.

Robert Brylewski – gitarzysta, kompozytor i współzałożyciel kilku zespołów, został brutalnie pobity w styczniu 2018 r. – cztery miesiące później zmarł. Warszawska prokuratura kilka dni temu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi J., zarzucając mu „spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu” poprzez zadanie licznych ciosów rękoma i nogami, co doprowadziło do zgonu muzyka.

Dramat rozegrał się na warszawskiej Pradze. Tomasz J. dobijał się do mieszkania, które kiedyś należało do jego matki, a gdy drzwi otworzył mieszkający tu muzyk, brutalnie go zaatakował. Napaść trwała kilka minut, a sprawca – według śledczych – nie wiedział, kim jest mężczyzna, którego katuje.

– Robert Brylewski doznał bardzo poważnych obrażeń głowy, przebywał w kilku szpitalach, początkowo w stanie śpiączki farmakologicznej. Przez kilka tygodni leczenie odbywało się także w domu. W maju muzyk ponownie trafił do szpitala, gdzie na początku czerwca zmarł – mówi prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Chociaż powiązanie zachowania domniemanego sprawcy z tragicznym finałem w postaci śmierci muzyka wydaje się oczywiste, to od strony dowodowej nie było to łatwe – przyznają śledczy.

Żeby oskarżyć J., trzeba było wykazać bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Tymczasem atak nastąpił 28 stycznia, śmierć 3 czerwca. – Od pobicia do zgonu upłynęły cztery miesiące. Biegli sporządzający kluczową w tej sprawie opinię mieli tym trudniejsze zadanie, że pokrzywdzony po początkowej hospitalizacji leczył się także w warunkach domowych – zaznacza prok. Saduś.

Jednak opinia biegłego z zakresu medycyny sądowej była jednoznaczna. – Orzekł, że zgon nastąpił z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej, która była następstwem obrażeń głowy spowodowanych pobiciem – mówi prok. Saduś.

Druga ważna kwestia: w chwili ataku J. miał we krwi ponad 1,3 promila alkoholu i „znacznie ograniczoną” poczytalność. Śledczy jednak sięgnęli po przepis, który pozwala go postawić przed sądem za śmiertelne pobicie.

– Biegli psychiatrzy rzeczywiście uznali, że oskarżony miał zniesioną poczytalność w stopniu znacznym w chwili dokonania czynu, co nastąpiło wskutek odurzenia się alkoholem. Jednak zgodnie z art. 31 § 3 kodeksu karnego, jeśli sprawca z własnej woli wprowadzi się w stan odurzenia skutkującego niepoczytalnością, to nie stosuje się wobec niego przepisów dotyczących wyłączenia jego winy – tłumaczy prok. Saduś.

Prokuratorzy nieczęsto sięgają po taką konstrukcję prawną. Tu z niej skorzystali, dlatego J. będzie odpowiadał za swój czyn tak, jak osoba poczytalna. – Jednak kwestie związane z poczytalnością na pewno podniesie obrona – ocenia jeden ze śledczych.

Dowody obciążające J. to oprócz opinii biegłych ślady krwi ofiary na jego obuwiu i odzieży oraz zapis z kamery monitoringu zdarzenia już na zewnątrz budynku. Widać na nim, jak J. kopie i zadaje ciosy muzykowi. W budynku kamery nie było. Tomasz J. nie przyznaje się do zarzutu. Grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: rp.pl