Bitwa z kartelem narkotykowym w Meksyku. Nie żyje trzech żołnierzy

Trzech meksykańskich żołnierzy zginęło, a trzech kolejnych zostało rannych w strzelaninie z członkami kartelu narkotykowego w stanie Guerrero. Wcześniej były burmistrz jednego z miasteczek w tym stanie został zastrzelony podczas wyborów. Meksykańskie wojsko oświadczyło, że anonimowy informator ujawnił kryjówkę gangsterów na ranczu „El Pozo” niedaleko miasta Coyuca de Benitez. Na miejsce wysłano żołnierzy, którzy po przybyciu zostali ostrzelani. Trzech wojskowych zginęło a trzech kolejnych odniosło obrażenia.

Ranczo należało do rodziny Abela Montufara, byłego burmistrza Coyuca de Benitez, który został zastrzelony we wtorek. Montufar zrezygnował z funkcji, gdyż ubiegał się o mandat w stanowym senacie jako przedstawiciel rządzącej Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej.

Śledczy badają, czy strzelanina na ranczu i śmierć byłego burmistrza są ze sobą powiązane.

Władze stanu Guerrero podały, że od września zginęło już 18 lokalnych polityków. Oceniono, że skala przemocy będzie rosła przez zaplanowanymi na 1 lipca wyborami prezydenckimi. Guerrero jest najniebezpieczniejszym stanem w Meksyku. Produkuje się tam heroinę. Lokalne gangi toczą między sobą krwawą wojnę o wpływy w handlu tym narkotykiem oraz przemycie do USA.

Według oficjalnych danych w 2017 r. w Meksyku odnotowano ponad 29 tys. zabójstw – najwięcej od dwóch dekad. Łącznie od 2007 r., gdy siły zbrojne skierowano do walki z kartelami, śmierć poniosło ponad 200 tys. osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Brazylijska policja aresztowała bossa narkotykowego. Był poszukiwany od 30 lat

Do zatrzymania lidera imperium narkotykowego w Ameryce Południowej doszło wczoraj. Przez 30 lat udawało mu się uniknąć służb i wymiaru sprawiedliwości dzięki operacjom plastycznym. Mężczyźnie grozi ponad 50 lat więzienia.

Luiz Carlos da Rocha, znany pod pseudonimem „Biała głowa”, używał fałszywego nazwiska. Podawał się za Vitora Luiza de Moraesa. Śledczym udało się go zatrzymać po porównaniu starych zdjęć Rochy ze zdjęciami nowego podejrzanego. Wówczas doszli do wniosku, że Luiz Carlos da Rocha i Vitor Luiz to ta sama osoba – pisze BBC, powołując się na informacje uzyskane od brazylijskiej policji.

Jak podają służby, organizacja, którą kierował Rocha znana była z przemocy, używania samochodów pancernych oraz broni ciężkiej. Kokainę najpierw produkowała w Boliwii, Peru bądź Kolumbii, a następnie „wyrafinowanymi sposobami” przerzucała ją do Europy i Stanów Zjednoczonych.

Luiz Carlos da Rocha zaopatrywał w kokainę także kryminalne organizacje na terenie Brazylii, w miastach Sao Paulo oraz Rio de Janeiro. Zdaniem policji organizacja Rochy była w stanie miesięcznie wyprodukować ok. 5 ton tego narkotyku.
Źródło info i foto: onet.pl

CBŚP i holenderska policja zlikwidowali narkotykowy gang

Sprowadzali do Polski ogromne ilości narkotyków. Gangsterzy z 50-osobowej grupy przestępczej aresztowani w wyniku wspólnej akcji Centralnego Biura Śledczego Policji i policji holenderskiej. „Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z policją holenderską zatrzymali w ostatnich dniach cztery osoby zajmujące się przede wszystkim produkcją narkotyków.

Dzięki ścisłej współpracy funkcjonariuszy obu krajów i wydanych przez prokuraturę Europejskich Nakazach Aresztowania osoby te czeka ekstradycja do Polski i odpowiedzialność karna za produkcję, przemyt i handel narkotykami na wielką skalę” – powiedziała rzeczniczka CBŚP komendant Agnieszka Hamelusz. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu.

Historia śledztwa

Do pierwszych zatrzymań doszło w Polsce w czerwcu 2016 roku. Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji ujęli dwóch mężczyzn przewożących ukryte w gaśnicy samochodowej 2,5 kg amfetaminy o niemal 100-procentowej czystości.

„Od tego momentu funkcjonariusze rozpracowywali grupę, która – jak się okazało – produkcję narkotyku prowadziła w Holandii. Od pół roku trwały również zatrzymania osób powiązanych z grupą. Byli to kurierzy, przewożący narkotyki z Holandii do Polski, jak też dilerzy-hurtownicy” – powiedziała Hamelusz. Pod koniec lutego policjanci zatrzymali w województwach: kujawsko-pomorskim i wielkopolskim dziewięć osób, które zajmowały się wprowadzaniem na rynek przemyconych narkotyków. Według ustaleń śledczych, grupa swoją przestępczą działalność prowadziła od 2015 roku w Holandii. Wyprodukowane środki odurzające i substancje psychotropowe były przemycane do Polski i wprowadzane do obrotu w województwach dolnośląskim i wielkopolskim.

Ilość wprowadzonych narkotyków

„Grupa wytworzyła i wprowadziła do obrotu co najmniej 100 kg amfetaminy, a osoby zaangażowane w jej działalność zajmowały się również uprawą krzewów konopi, sprzedażą marihuany i haszyszu oraz tabletek extasy” – powiedziała Hamelusz. Dotychczas policjanci zabezpieczyli kilkanaście kilogramów narkotyków, głównie amfetaminy i tysiąc tabletek extasy. Na poczet grzywien i środków karnych funkcjonariusze zabezpieczyli mienie o łącznej wartości przeszło 200 tys. zł.

Jak dotąd, poznańscy śledczy przedstawili 50 osobom zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej i popełnienia przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. 24 osoby zostały aresztowane – podało Centralne Biuro Śledcze Policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wojna gangów w Sztokholmie. Policja apeluje do władz o wsparcie

Na przedmieściach Sztokholmu trwa 12 konfliktów między różnymi grupami przestępczymi. W tym roku w wyniku porachunków, głównie na tle narkotykowym, zginęło osiem osób – podała w czwartek szwedzka policja, apelując do władz o wsparcie. – Jeśli nie otrzymamy kolejnych środków, nie będziemy w stanie kontrolować tych zdarzeń – mówił na konferencji Gunnar Appelgren ze sztokholmskiej policji.

W środę wieczorem w zamieszkanej w większości przez imigrantów dzielnicy Kista nieznani sprawcy z bliskiej odległości postrzelili śmiertelnie w głowę przywódcę gangu Lwy oraz jego kompana. Policja podejrzewa, że dokonali tego członkowie gangu Bractwo rywalizującego o wpływy na lokalnym rynku handlu narkotykami. We wtorek na przedmieściach Sztokholmu zamordowano jeszcze trzy osoby. Prawdopodobnie to także było rezultatem porachunków grup przestępczych.

Sztokholmska policja poinformowała, że prowadzi obecnie 47 śledztw w sprawie morderstw oraz 57 w związku z usiłowaniem zabójstwa. W tym roku w stolicy Szwecji doszło do 17 strzelanin, w wyniku których osiem osób zginęło, a 14 zostało rannych. Grupy przestępcze podejrzewane są o udział w 436 wymuszeniach oraz porwaniach.

„Rząd pracuje nad zaostrzeniem kar”

Według Appelgrena duża skala morderstw w Sztokholmie związana jest ze względnie łatwym dostępem do broni. W ostatnim czasie w południowej części miasta zarekwirowano 17 sztuk broni maszynowej typu kałasznikow.

W ubiegłym roku sztokholmska policja zaapelowała do władz o utworzenie 300 dodatkowych etatów w najbardziej zagrożonych przestępstwami rejonach miasta. Zaliczono do nich dzielnice zamieszkiwane głównie przez imigrantów: Rinkeby, Tensta, Husby, Ronna, Geneta, Lina oraz Botkyrka.

Premier Szwecji Stefan Loefven, komentując w środę podwójne morderstwo w Kista, powiedział, że „rząd pracuje nad zaostrzeniem kar, zmniejszeniem dostępności do broni oraz dodatkowym wsparciem policji”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odrzucono apelację. „El Chapo” zostanie wydany USA

Meksykański sąd odrzucił apelację obrony barona narkotykowego Joaquina „El Chapo” Guzmana od decyzji zezwalającej na jego ekstradycję do USA. Adwokat przywódcy kartelu z Sinaloa zapowiada dalszą walkę. Sąd miasta Meksyk, który odpowiada szczeblem Wyższemu Trybunałowi Sprawiedliwości w poszczególnych stanach Meksyku, zajmował się sprawą od 26 września. W orzeczeniu stwierdzono, że nie ma przeszkód prawnych stojących na drodze do ekstradycji Guzmana do USA.

Renato Sales, szef służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwa narodowe w Meksyku, uważa, że wydanie „El Chapo” Amerykanom nastąpi w styczniu bądź lutym przyszłego roku. Obrońcy szefa największego kartelu narkotykowego na świecie nie dają za wygraną. Liczą na korzystną decyzję Sądu Najwyższego.

Nieto zmienił zdanie

Guzman został schwytany 8 stycznia. W maju władze Meksyku potwierdziły, że zgodzą się na jego ekstradycję do USA. Początkowo prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto sprzeciwiał się temu pomysłowi, ale później wyraził zgodę.

Obecnie „El Chapo” przebywa w pilnie strzeżonym więzieniu w Ciudad Juarez przy granicy z Teksasem. Król narkobiznesu, który z majątkiem szacowanym na miliard dolarów dostał się na listę najbogatszych ludzi świata amerykańskiego magazynu „Forbes”, ma odpowiadać przed sądami federalnymi w stanach Kalifornia i Teksas. Jest podejrzewany m.in. za handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy i zabójstwo.
Żródło info i foto: TVP.info

Kolejna plantacja marihuany zlikwidowana

Funkcjonariusze wydziału kryminalnego z Malborka zlikwidowali plantację konopi indyjskich i zatrzymali 30-letniego mężczyznę podejrzanego o ich posiadanie oraz uprawę. W jednym z domów na terenie miasta policjanci zabezpieczyli kilkadziesiąt krzaków konopi w różnej fazie wzrostu, gotową do sprzedaży marihuanę oraz sprzęt służący do uprawy tych roślin. Łączna ilość zabezpieczonych narkotyków to około 1,5 kilograma. Podejrzany 30-latek usłyszał zarzuty uprawy oraz posiadania znacznej ilości środków odurzających. Decyzją sądu mężczyzna trafił do aresztu na najbliższe 3 miesiące.

Kryminalni z Malborka zwalczający przestępczość narkotykową zlikwidowali plantację konopi indyjskich, która znajdowała się w jednym z domów jednorodzinnych na terenie miasta. Policjanci nad sprawą pracowali od dłuższego czasu. W piątek (10 czerwca 2016) rano funkcjonariusze weszli na jedną z posesji znajdującej się na terenie miasta. Podczas przeszukania pomieszczeń gospodarczych kryminalni znaleźli w piwnicy budynku specjalnie przystosowane pomieszczenie w którym były uprawiane sadzonki konopi indyjskich. Policjanci zabezpieczyli 50 krzaków konopi w różnym stadium wzrostu, blisko 3 tysiące działek dilerskich marihuany oraz urządzenia służące do uprawy. Szacunkowa ilość zabezpieczonych narkotyków to około 1,5 kilograma.

Materiał dowodowy zgromadzony w tej sprawie pozwolił na przedstawienie 30-latkowi zarzutów uprawy konopi oraz wytwarzania znacznych ilości narkotyków. Sąd zdecydował o aresztowaniu podejrzanego na najbliższe 3 miesiące. Za uprawę oraz posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Policja.pl

Afganistan: Narkotykowy boom. Talibowie liczą zyski ze sprzedaży narkotyków

8,5 miliard dolarów – tyle, według oficjalnych danych, Amerykanie wydali od 2002 roku na walkę z narkotykami w Afganistanie.

Z jednej strony – ogromna kwota. Z drugiej – drobniaki. Cała wojna kosztowała USA bowiem ponad bilion dolarów. Rezultaty są więc adekwatne do poświęconej uwagi: po blisko piętnastu latach zachodniej okupacji, Afganistan pozostaje niekwestionowanym liderem w produkcji opium, z którego wyrabiana jest m.in. docierająca do Europy heroina.

Dzisiaj ma to szczególne znacznie. Ponad rok po wycofaniu się z centralnej Azji głównych sił NATO, talibowie błyskawicznie odzyskują swoją dawną siłę. Handel opiatami przynosi im setki milionów dolarów zysku. Stare zaniedbania mogą już wkrótce zemścić się ze zdwojoną siłą.

Węzeł gordyjski

Kiedy natowskie samoloty zaczęły bombardować talibów, ukrywających Osamę bin Ladena, walka z narkotykami zajmowała bardzo odległe miejsce na liście priorytetów zachodnich dowódców. Po paru miesiącach wojny jako pierwsi problemem zainteresowali się Brytyjczycy. Blisko 95 proc. sprzedawanej na Wyspach heroiny pochodziło spod Hindukuszu; Londyn uznał, że nie może szczędzić pieniędzy. Na doszkalanie afgańskiej policji, wyposażenie jej w sprzęt do wykrywania opiatów oraz kampanie edukacyjne Whitehall wydał w ciągu niecałych trzech lat 160 mln dolarów. W zderzeniu z powszechną anarchią efekty były niestety mizerne. Zamiast zmaleć, areał rozsianych po niemal całym kraju pól maku szybko wzrósł kilkanaście razy w porównaniu sprzed inwazji NATO. Chociaż narkotyki produkowano w Afganistanie od dekad, bonanza miała się dopiero zacząć.

Dla Amerykanów temat afgańskiego opium początkowo praktycznie nie istniał. Heroina docierała do USA przede wszystkim z Ameryki Południowej i Meksyku, a wielu pasztuńskich przemytników było starymi znajomymi CIA jeszcze z czasów dżihadu przeciwko ZSRR. Biały Dom widział w nich zatem nie wrogów, lecz potencjalnych sojuszników w wojnie z islamistami. Dopiero pod koniec 2004 roku amerykański wywiad zrozumiał, że sprzedaż opiatów staje się dla talibów jednym z głównych źródeł utrzymania, a różnice między nimi i lokalnymi baronami nie są wcale tak wyraźne.

Kopiując model znany z Kolumbii, Waszyngton postawił na agresywną kampanię antynarkotykową, w której ważną rolę odgrywało lotnictwo. Szkopuł w tym, że zrzucanie chemikaliów na głowy afgańskich rolników nie mogło zaskarbić okupantom sympatii zwykłych ludzi. Aby usunąć z widoku własnych żołnierzy, Amerykanie próbowali następnie niszczyć nielegalne uprawy rękoma lokalnych milicji. Pomysł co najmniej nie wypalił – szczodrze opłacani kacykowie chętnie przyjmowali zagraniczne dolary, ale wcale nie palili się do pracy. – Jeśli coś likwidowali, to z reguły były to pola należące do ich konkurentów. W rezultacie amerykańskie wojsko pozwalało wzbogacić się rozmaitym watażkom, a na końcu zawsze cierpieli afgańscy chłopi – tłumaczył Johan Blank, ekspert ds. Afganistanu z think-tanku RAND Corporation.

W 2007 roku uprawy maku zajmowały 193 tys. hektarów, co według wyliczeń ONZ przekładało się na ponad 8 tys. ton opium – towar wart wówczas przeszło połowę afgańskiego PKB. Niektóre organizacje szacowały, że na samych narkopodatkach talibowie zarabiają ponad 400 mln dolarów rocznie; kolejne zyski miało przynosić im około 50 laboratoriów, w których wyrabiali heroinę.

Gdy rozwiązania siłowe ostatecznie zawiodły, Waszyngton musiał poszukać innych metod, rozdając pompy nawadniające oraz darmowe nasiona. W 2009 roku Amerykanie zaczęli przekonywać afgańskich chłopów do dobrowolnego porzucenia nielegalnych zasiewów. Oenzetowskie statystyki mówią jednak, że w dobrym sezonie rolnicy są w stanie zebrać 18 kilogramów opium z jednego hektara makówek; przemytnicy płacą im od 130 do 200 dolarów za kilogram. Podsuwana przez obcych alternatywa nigdy nie prezentowała się więc szczególnie atrakcyjnie – zwłaszcza że uprawa i sprzedaż maku wymaga znacznie mniej wysiłku niż w przypadku pszenicy czy bawełny. Choć pierwsze lata nowej strategii przyniosły pozytywne zmiany, wkrótce wszystko wróciło na stare tory. W 2013 roku makowe pola rozciągały się już na 209 tys. hektarów. Rok później, kiedy ostatnie oddziały natowskiej misji ISAF żegnały się z Hindukuszem, liczba ta sięgnęła rekordowych 224 tys. hektarów. To tyle, ile zajmowałyby cztery Warszawy.

Jak bumerang

Eksperci od dawna przewidywali, że talibowie wykorzystają odwrót Zachodu, by odzyskać dawne tereny. Ale robią to prawdopodobnie szybciej, niż zakładali najwięksi pesymiści. Między styczniem a listopadem zeszłego roku rebelianci zabili aż siedem tysięcy afgańskich żołnierzy i policjantów, a ranili prawie dwukrotnie więcej; w wyniku walk zginęło też 11 tysięcy cywilów. W grudniu pod kontrolą lub silnymi wpływami talibów znajdowało się około 30 proc. powierzchni kraju.

Chociaż najpewniej czują się w centrum i na południowym-wschodzie, w listopadzie islamiści przypuścili zuchwały atak na położony na północy Afganistanu Kunduz. – To miasto jest jednym z głównych punktów przeładunkowych dla heroiny wywożonej do Rosji. Potrzebowali go – wyjaśniał w rozmowie z rozgłośnią PRI Ed Follis, były analityk amerykańskiej Agencji Antynarkotykowej (DEA).

Mimo że grzyb atakujący mak zniszczył w zeszłym roku jedną piątą upraw, wynikający z mniejszej podaży wzrost cen wynagrodził talibom wszelkie straty. – Handel opiatami daje im 95 proc. dochodów. Bez tych pieniędzy byliby w stanie działać tylko na mocno ograniczonym obszarze i musieliby wrócić do pozyskiwania funduszy poprzez handel ludźmi, bronią i porwania – tłumaczył Follis. Swoje miejsce w środkowoazjatyckim narkoświecie stara się także zaznaczyć coraz intensywniej działające w Afganistanie Państwo Islamskie.

Koncentrując się na bezpośrednich starciach z rebeliantami, rząd w Kabulu nie jest w stanie przeznaczyć dodatkowych środków na likwidację upraw maku czy ściganie przemytników. Gdy Amerykanie przestali łożyć na utrzymanie liczącego 850 osób batalionu antynarkotywego, afgańskie dowództwo postanowiło go po prostu rozwiązać; w październiku policja antynarkotykowa musiała z kolei oddać wszystkie swoje helikoptery armii.

W walce z przemytem nie pomaga też to, że w opiumowy biznes od lat zaplątana jest duża część elit spod Hindukuszu: polityków, oficerów, a nawet duchownych. “[W okręgu Garmsir] miejscowe władze nałożyły na uprawy maku podatek niemal identyczny do tego, jaki pobierają talibowie. Część pieniędzy trafia od razu do urzędników w Kabulu, dzięki czemu lokalni przedstawiciele mogą cieszyć się przyzwoleniem z góry” – pisał w reportażu z zeszłego miesiąca “New York Times”. Opłaty za “przymykanie oka” wynoszą z reguły od 50 do 100 dolarów za hektar upraw. Według rankingu Transparency International Afganistan to najbardziej skorumpowane państwo świata, więc makowe pola sąsiadujące z bazami wojskowymi stały się tam już widokiem, który nikogo nie zadziwia.

Opiumowy problem ma jednak także inny wymiar. O ile dwie dekady temu opiaty były w Afganistanie praktycznie wyłącznie towarem eksportowym, tak dzisiaj ich spożycie osiąga tam krytycznie wysoki poziom. Niedawne badania ONZ wykazały, że aż 11 proc. Afgańczyków regularnie sięga po narkotyki, z czego połowa – około 1,6 mln osób, w tym kobiety i dzieci – cierpi z powodu uzależnienia od heroiny. W kraju działają zaledwie 123 niedofinansowane ośrodki dla narkomanów, która mogą objąć pomocą jedynie co dziesiątego potrzebującego. Najnowszą z placówek, przeznaczoną dla tysiąca bezdomnych heroinistów, otwarto na początku tego roku. Powstała na terenie Camp Phoenix, niedawnej bazy wojsk NATO. Trudno nie dostrzec w tym pewnej ironii.
Żródło info i foto: wp.pl

Handlowali narkotykami na dużą skalę

Policjanci z Sochaczewa i radomskiej Komendy Wojewódzkiej, przy wsparciu antyterrorystów, rozbili grupę podejrzaną o handel narkotykami na dużą skalę na terenie Sochaczewa. Funkcjonariusze zabezpieczyli prawie dwa kilogramy amfetaminy oraz ćwierć kilograma marihuany. W stosunku do zatrzymanych zapadły już wnioski o areszty. Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia. Miesiące pracy funkcjonariuszy z komend w Sochaczewie i Radomiu przełożyły się na zatrzymanie pod koniec ubiegłego tygodnia osób uwikłanych w narkotykowy proceder. Policjanci z Wydziału Kryminalnego KPP w Sochaczewie wspólnie z funkcjonariuszami Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu, przy wsparciu policyjnych antyterrorystów, weszli do kilku mieszkań na terenie Sochaczewa.

W czasie ich przeszukania mundurowi odnaleźli prawie dwa kilogramy amfetaminy, prawie ćwierć kilograma marihuany oraz ponad 36 gramów haszyszu, a także wagi elektroniczne i inne przedmioty, które mogły być pomocne w handlu narkotykami.
Wobec dwóch zatrzymanych mężczyzn Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie wnioskowała do miejscowego sądu o areszt. Obaj spędzą najbliższe trzy miesiące w areszcie. Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań w sprawie. Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.
Żródło info i foto: Policja.pl

Udaremniono narkotykowy biznesplan

Działania policjantów komisariatu Tarnów-Centrum i Wydziału Kryminalnego tarnowskiej komendy miejskiej wymierzone w narkobiznes zapobiegły powstaniu profesjonalnej plantacji konopi indyjskich. W wynajętym przez dwóch krakowian domu w Wierzchosławicach, w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu, funkcjonariusze zabezpieczyli zainstalowany kompletny zestaw do uprawy roślin, a także przetworzony już susz marihuany. Zatrzymani usłyszeli zarzuty przechowywania przyrządów przeznaczonych do niedozwolonego wytwarzania środków odurzających oraz posiadania narkotyków. Grozi za to kara do 2 lat pozbawienia wolności. Do zamierzenia mężczyźni przygotowali się solidnie. Wynajęli jednokondygnacyjny dom, przystosowując największe z pomieszczeń i wyposażając je w urządzenia służące do zapewnianie roślinom odpowiednich warunków rozwoju. Na miejsce dostarczyli też doniczki oraz bogatą w składniki pokarmowe ziemię i wodę. Plany ich jednak legły w gruzach, kiedy teren posesji odwiedzili policjanci z Tarnowa. Żródło info i foto: Policja.pl

Joaquin „Chapo” Guzman zatrzymany

Meksykańskie i amerykańskie siły bezpieczeństwa ujęły w sobotę w Meksyku słynnego króla narkotykowego Joaquina „Chapo” Guzmana – poinformowały źródła rządowe w USA. Guzman był jednym z najbardziej poszukiwanych szefów mafii i największym wrogiem Meksykańskiego rządu w jego wojnie z kartelami narkotykowymi. Jego „kariera” rozpoczęła się w 2001 roku, kiedy uciekł z więzienia o zaostrzonym rygorze. Po brutalnych walkach o wpływy z innymi kartelami, udało mu się zdominować przemyt narkotyków przez amerykańsko-meksykańską granicę. To spowodowało, że władze USA wyznaczyły 5 milionów dolarów nagrody za jego głowę. Żródło info i foto: tvn24.pl