Starcia na granicy indyjsko-chińskiej. Nie żyje co najmniej 20 żołnierzy

Rośnie napięcie na granicy chińsko-indyjskiej. We wtorek w starciach zginęło tam co najmniej 20 indyjskich żołnierzy, nie wiadomo na razie nic o ofiarach w chińskiej armii. Na granicy Chin i Indii w Dolinie Galwan doszło do starć żołnierzy obydwu państw. Indyjska armia początkowo informowała o śmierci trzech swoich żołnierzy, teraz bilans zwiększył się do 20 – donosi AP.

Co ważne, według strony hinduskiej nie było tam ani jednego wystrzału. Żołnierze Chin i Indii mieli walczyć na gołe pięści i kamienie – są to jednak szczątkowe, niepotwierdzone informacje.

Chiny na razie nie informowały o ofiarach, Pekin ograniczył się jedynie do oskarżenia hinduskich żołnierzy o przekroczenie granicy. Z kolei Hu Xijin, redaktor naczelny dziennika „Global Times”, który uznawany jest za propagandową tubę władz, napisał w jednym z mediów społecznościowych, że w starciach w Dolinie Galwan ucierpieli także Chińczycy.

Napięta sytuacja w tym regionie utrzymuje się już od kilku tygodni. Zarówno Chiny, jak i Indie skierowały na sporny obszar dodatkowe oddziały żołnierzy. Indie twierdzą, że Chińczycy zajęli część ich terytorium (około 38 tys. kilometrów). Chodzi o tereny Aksai Chin, terytorium, do którego prawa roszczą sobie Indie (jako część Kaszmiru), a które zaanektowała ChRL w 1962 roku. Od 1975 roku, mimo stałego napięcia, w regionie Ladakh nie było ofiar śmiertelnych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemiecki prokurator ma dowody na to, że Madeleine McCann nie żyje

Niemiecki prokurator Hans Christian Wolters w liście do rodziców zaginionej w 2007 roku w Portugalii Madeleine McCann stwierdził, że dysponuje „konkretnymi dowodami” na to, że ich córka nie żyje. Portugalska policja przeszuka studnie, które znajdują się w pobliżu domu, w którym mieszkał mężczyzna podejrzewany o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

W liście do Kate i Gerry’ego McCannów niemiecki prokurator Hans Christian Wolters stwierdził, że nie ma wątpliwości, że ich córka – Madeleine – nie żyje, ale nie wskazał, na jakiej podstawie doszedł do takiego przekonania. Prokurator wyjaśnił, że ujawnienie dowodów naraziłoby na niebezpieczeństwo prowadzone przez niego dochodzenie przeciwko Christianowi B. podejrzewanemu o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

Wysoko postawione źródło w portugalskiej policji poinformowało BBC, że służby śledcze tego kraju zamierzają współpracować z niemiecką policją w dochodzeniu w sprawie zaginięcia Madeleine McCann w Portugalii w 2007 roku. Informator ten – który widział niemieckie dowody przeciwko podejrzanemu Christianowi B. – ocenił je jako „bardzo ważne” i „znaczące”.

W poniedziałek brytyjska telewizja Sky News poinformowała, że portugalska policja przygotowuje się do przeszukania studni znajdujących się niedaleko domu, w którym mieszkał Christian B. w czasie, w którym zaginęła dziewczynka.

Madeleine McCann miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła z mieszkania w Praia da Luz w Portugalii w maju 2007 roku, gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi.

Niemiecka policja poinformowała na początku czerwca tego roku, że wskazała w sprawie nowego podejrzanego, Christiana B., i prowadzi dochodzenie pod kątem popełnienia morderstwa. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, Madeleine McCann nie żyje – mówił niemiecki prokurator Hans Christian Wolters.

Z krytyką pod adresem śledztwa prowadzonego w Portugalii, ocenionego jako „bardzo powolne”, mieli nieoficjalnie występować śledczy z Niemiec. Podobną opinię wyrażały w rozmowie z BBC osoby, które znały podejrzanego podczas jego pobytu w Portugalii. Ludzie ci opowiadali, że policja zaczęła zadawać pytania o Christiana B. dopiero w ciągu ostatniego roku lub dwóch.

Przedstawiciel portugalskiej policji w rozmowie z BBC odrzucił krytykę. Inny anonimowy informator zbliżony do dochodzenia, zapytany, czy policja portugalska badała wątki związane z Christianem B. i dotarła do jego wcześniejszych wyroków skazujących za przestępstwa seksualne z udziałem dzieci, zaapelował, aby nie oceniać przeszłości z perspektywy czasu i przekonywał, że systemy policyjne od tego czasu się zmieniły.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pijany kierowca wjechał w dwie 14-latki. Jedna z nich nie żyje

Jednej z 14-latek nie udało się uratować, druga została przewieziona do szpitala po tym, jak kierowca audi wjechał w nastolatki, które szły poboczem. Po wypadku 40-latek uciekł z miejsca wypadku. Po zatrzymaniu go okazało się, że miał blisko promil alkoholu w organizmie. Do wypadku doszło w sobotę po godz. 21 w Porażu na ul. Karpackiej (woj. podkarpackie).

Jedna nie żyje, druga jest ranna

Według wstępnych ustaleń policji kierowca audi stracił panowanie nad autem i zjechał na pobocze drogi, którym spacerowały dwie 14-letnie dziewczynki. Jedna z potrąconych dziewczynek mimo prowadzonej reanimacji nie przeżyła wypadku. Druga dziewczynka trafiła do szpitala.

Uciekł z miejsca zdarzenia

Kierowca wjechał do rowu, a później uciekł z miejsca zdarzenia. Mężczyznę zatrzymali policjanci. Okazało się, że samochodem kierował 40-letni mieszkaniec powiatu leskiego. Badanie wykazało, że miał blisko promil alkoholu w organizmie. Szczegółowe okoliczności wypadku wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są dowody na to, że Madeleine McCann nie żyje?

Niemiecki prokurator ma dowody, że Madeleine McCann, zaginiona przed 13 laty brytyjska dziewczynka, nie żyje, i zaapelował do brytyjskich turystów o pomoc w ustaleniu byłych miejsc zamieszkania podejrzanego – poinformowała stacja Sky News.

Hans Christian Wolters powiedział, że policja potrzebuje więcej informacji na temat tego, gdzie w przeszłości mieszkał nowy podejrzany – Christian B. – aby policja mogła tam poszukać ciała Madeleine. Przyznał on, że nie ma wystarczająco „twardych dowodów”, aby podejrzany mógł zostać postawiony przed sądem.

Wolters uważa, że są inne brytyjskie ofiary ataków seksualnych, i zaapelował do nich, aby skontaktowały się z policją.

Prokurator: Madeleine nie żyje

– Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, dziewczynka nie żyje. Nie mamy żadnych wskazówek, by było inaczej. Mamy rzeczy, o których nie możemy powiedzieć, wskazujące, że Madeleine nie żyje, nawet jeśli muszę przyznać, że nie mamy ciała – powiedział Wolters w poniedziałek wieczorem stacji Sky News.

– Spodziewamy się, że ona nie żyje, ale nie mamy wystarczających dowodów, żeby oskarżyć w Niemczech podejrzanego o zabójstwo Madeleine McCann. Dlatego potrzebujemy więcej informacji od ludzi, szczególnie z miejsc, w których podejrzany mieszkał, żeby móc namierzyć te miejsca i szukać tam Madeleine – mówił.

Madeleine miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła z mieszkania w Praia da Luz w Portugalii w maju 2007 r., gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi.

„Potrzebujemy pomocy od brytyjskich turystów”

Wolters powiedział, że jego śledztwo obejmuje teraz cały czas, kiedy podejrzany mieszkał w Algarve, od 1995 do 2007 roku. – Potrzebujemy pomocy od ludzi, od brytyjskich turystów, którzy mogli być w latach 1995-2007 w Praia da Luz. Tylko dzięki tym rozmowom możemy rozwiązać sprawę Madeleine McCann – zaapelował.

Uważa on również, że przez te lata mogły być inne ofiary ataków na tle seksualnym, które nie zgłosiły ich policji. Prokurator powiedział, że on i niemiecka policja otrzymali setki telefonów oferujących informacje o podejrzanym i o dwóch pojazdach, z których prawdopodobnie korzystał.

– Sprawdzamy te informacje i mamy nadzieję, że są wśród nich takie, które mogą nam pomóc zrobić duży krok w kierunku rozwiązania tej sprawy. Zasadniczo potrzebujemy każdej informacji o tym okresie – gdzie mieszkał, gdzie pracował, do których miejsc był szczególny przywiązany, którzy ludzie byli jego przyjaciółmi i kogo znał – wyjaśnił.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: Zmarł, rozwożąc pizzę. Śledczy badają sprawę

PHOTO MAREK ZIELINSKI / SUPER EXPRESS WARSZAWA BLOK PRZY ALEJA JANA PAWLA II 35 Z 4 PIETRA NA CHODNIK WYPADL MEZCZYZNA SMIERTELNY WYPADEK PARAWAN POLICJA N/Z MIEJSCE ZDARZENIA 19/12/2019 WSZYSTKIE ZDJECIA NA HTTP://AGENCJA.SE.COM.PL

Mężczyzna jadący po warszawskich Bielanach nagle stracił panowanie nad autem i na rondzie im. Haliny Szwarc wjechał w chodnik. Kierowca nie żyje. Jak podaje portal superexpress.pl, mężczyzna jechał z zamówieniem. Najprawdopodobniej dostawca pizzy zasłabł, gdy wjeżdżał na rondo. Wtedy stracił panowanie nad pojazdem i z impetem wjechał na chodnik, zatrzymując się na wyspie.

Według tabloidu kierujący pojazdem najprawdopodobniej dostał zawału. Wezwano pogotowie ratunkowe oraz policję. Medycy w samochodzie zastali 60-latka, który nie dawał oznak życia. Lekarz z załogi karetki stwierdził gon mężczyzny. W tej sprawie trwa śledztwo, w którym ustalone zostaną przyczyny tego zdarzenia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Makabryczny wypadek w Szczytnie. Zmarło jedno z bliźniąt. Jest odwołanie prokuratury

W olsztyńskim szpitalu dziecięcym zmarł jeden z braci bliźniaków, w których wjechał rozpędzony samochód. Prokuratura w Szczytnie złożyła odwołanie od decyzji sądu, który odmówił aresztowania sprawcy wypadku. – Pomimo ogromnych starań, walki i ogromnego zabezpieczenia jeden z braci ze Szczytna zmarł. Jest to ogromna tragedia dla rodziny, bardzo im współczujemy. Jest to też tragedia dla personelu naszego szpitala. Wszyscy bardzo to przeżywamy, jesteśmy bardzo poruszeni, walczymy, by poprawił się stan drugiego z braci – powiedziała zastępca dyrektora ds. lecznictwa wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie Barbara Chwała. Dodała, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca były wielonarządowe urazy, jakich doznał w wyniku wypadku.

Przed 9 dniami w Szczytnie rozpędzony ford mustang, który chwilę wcześniej wyprzedzał inne auto, wjechał w wózek z bliźniętami. Wózek z 1,5-rocznymi dziećmi prowadziła babcia, opiekunka chciała przejść przez jednię, stała na chodniku. Auto następnie wjechało w metalowy płot, staranowało go i zatrzymało się na budynku. Bracia trafili do szpitala w bardzo poważnym stanie, ich rodzice prosili o oddawanie dla nich krwi.

Drugi z bliźniaków walczy o życie

Barbara Chwała powiedziała w poniedziałek , że stan drugiego z braci jest bardzo poważny, zagrażający życiu dziecka.

– Robimy naprawdę wszystko, co w naszej mocy, by stan chłopca się poprawił. Jest to bardzo dramatyczna sytuacja, takiego zdarzenia nie notowaliśmy od kilku lat, by jedną rodzinę spotkała taka tragedia. Cały personel szpitala bardzo to przeżywa, bardzo współczujemy rodzinie – powiedziała dr Chwała.

Sprawę potrącenia wózka z dziećmi bada prokuratura w Szczytnie, która bezskutecznie prosiła sąd o aresztowanie sprawcy wypadku Adama D. Sąd odmówił, argumentując, że sprawca przyznał się. W czasie wypadku Adam D. był trzeźwy, złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Sąd zastosował wobec niego policji i zakaz prowadzenia pojazdów oraz zakazano mu opuszczania kraju.

– Prokuratura złożyła już zażalenie na tę decyzję. W odwołaniu podniesiono szereg argumentów natury prawnej dotyczącej tego zdarzenia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

W poniedziałek rano akta z zażaleniem prokuratury nie dotarły jeszcze do sądu, dlatego sąd nie mógł jeszcze wyznaczyć terminu rozpoznania tego zażalenia.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Nie żyje 38-letnia Amie Harwick. Słynna seksterapeutka zamordowana

Amie Harwick, znana 38-letnia amerykańska terapeutka specjalizująca się w pomocy małżeństwom i rodzinom została zamordowana dzień po Walentynkach w swoim domu w Hollywood Hills. Sąsiedzi usłyszeli jej krzyk, a potem znaleźli kobietę leżącą na chodniku w kałuży krwi. Poważnie ranna została wypchnięta z okna na 3 piętrze. Nie przeżyła. O zabicie terapeutki podejrzewany jest jej były chłopak.

Policja w Los Angeles poinformowała, że Amie Harwick, hollywoodzka terapeutka i była narzeczona komika Drew Carey’a, została zamordowana w ostatnią sobotę. Sąsiedzi wspominają, że usłyszeli przerażający krzyk kobiety, a gdy przybiegli by sprawdzić, co się dzieje, 38-latka leżała na chodniku pod oknami swojego mieszkania na 3 piętrze w dzielnicy Harwick w Hollywood Hills.

Terapeutka miała zostać zaatakowana w swoim mieszkaniu, w którym zabezpieczono ślady włamania i walki. Znaleziona przez sąsiadów była poważnie ranna i już nie reagowała. Została przewieziona do szpitala, gdzie niedługo później zmarła. Podejrzanym o dokonanie tej zbrodni jest były partner kobiety. W sobotę po południu grupa zadaniowa FBI i LAPD aresztowała 41-letniego Garetha Pursehouse.

Jak podają lokalne media, Pursehouse przebywa w areszcie za kaucją w wysokości 2 milionów dolarów. Nie wiadomo, czy ma adwokata. Amie Harwick niedawno wspominała o lęku przed byłym chłopakiem. Mężczyzna miał zakaz zbliżania się, który właśnie wygasł. Wiadomo też, że widzieli się ok. 2 tygodni wcześniej. Sprawę bada prokuratura.

Oświadczenie w sprawie tragicznej śmierci 38-latki wydał komik Drew Carey. Para spotykała się i zaręczyła w 2017 roku, ale ostatecznie się rozstała. „Ludzie mogą mówić o szczęściu, jeżeli doświadczą w swoim życiu chociaż jeden raz takiej miłości, jaka nas łączyła. Była pozytywną siłą w tym świecie, niestrudzoną i nieskruszoną mistrzynią dla kobiet i pasjonatką swojej pracy” – napisał.

Amie Harwick była znaną hollywoodzką terapeutką specjalizującą się w doradztwie rodzinnym i seksualnym. Regularnie występowała w podcastach, telewizji oraz na swoim kanale YouTube. Była modelka Playboya występowała również w imieniu pracowników usług seksualnych i wspierała organizację non-profit dofinansowującą opiekę psychologiczną w branży rozrywki dla dorosłych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Strzelanina w Kaliningradzie. Napastnik nie żyje

Mężczyzna zastrzelił dwie osoby, a trzecią ranił. Policja wyjaśnia, jakie były motywy jego działania. Za atak odpowiada 63-letni mężczyzna. Jak przekazały media, strzelał on do przechodniów z broni myśliwskiej. Niestety nie obyło się bez ofiar. Zginęli kobieta i mężczyzna. Do szpitala trafił z kolei ranny 13-latek – prawdopodobnie dziecko zabitej pary.

Agencja TASS podała, że na koniec napastnik popełnił samobójstwo. Przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej przekazał, że 63-latek zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Wstępne ustalenia wskazują, że mógł znać prywatnie ofiary zdarzenia. Media dodają także, iż zabita kobieta była w ciąży.
Źródło info i foto: wp.pl

Kobe Bryant zginął w katastrofie helikoptera. FBI zaangażowało się w sprawę śmierci gwiazdora NBA

Katastrofa helikoptera, w którym zginął Kobe Bryant, wstrząsnęła całym światem. Jej okoliczności badać będzie FBI, które właśnie włączyło się w śledztwo. „Zespół FBI zajmujący się zbieraniem dowodów znajduje się już na miejscu katastrofy i pomaga lokalnym władzom w badaniu okoliczności wypadku” – poinformowała telewizja CNN.

Zaangażowanie FBI oznacza, że zbadany zostanie każdy szczegół dotyczący katastrofy. Zapewne też warunki pogodowe, bo te miały być złe. Agencja AP informuje, że Departament Szeryfa hrabstwa Los Angeles uziemił własne śmigłowce właśnie ze względu na pogodę. Szeryf Alex Villanueva zdradził, że uderzenie helikoptera, którym podróżował Bryant, było tak potężne, że szczątki zostały rozrzucone na terenie odpowiadającym wielkości boiska piłkarskiego.

Detektywi mają teraz sprawdzić między innymi historię pilota, historię konserwacji helikoptera oraz zapisy jego właściciela i operatora.

Justin Green, fachowiec zajmujący się w policji sprawami lotnictwa przyznał wprost, że pogoda mogła przyczynić się do katastrofy. Piloci mogli być zdezorientowani w warunkach ograniczonej widoczności, tracąc orientację w terenie.

Wcześniej o katastrofie wypowiadali się przedstawiciele policji, którzy zdradzili, kto jeszcze znajdował się na liście ofiar. Podczas specjalnej konferencji prasowej przekazano informację, że w katastrofie śmierć poniosło łącznie dziewięć osób. Wśród ofiar znalazła się także córka legendy NBA, Gianna.

Przedstawiciele mediów mocno naciskali, by władze ujawniły, kto mógł znajdować się na pokładzie, jednak takiej informacji odmówiono, by nie spekulować o tożsamości ofiar, zanim nie nadejdzie raport koronera. Potem stopniowo ujawniano tożsamość kolejnych ofiar katastrofy.

Katastrofa śmigłowca

Według doniesień, helikopter, którym podróżował Bryant wraz z ósemką innych pasażerów, z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn spadł na ziemię w Calabasas w stanie Kalifornia. Wezwane służby ratunkowe nie zdołały uratować żadnego z uczestników tej katastrofy. Nie ma informacji na temat nazwisk wszystkich pasażerów, ale nieoficjalnie na pokładzie nie było żony zawodnika, Vanessy Bryant. Niestety, była na nim 13-letnia córka, Gianna, która również była koszykarką.

W katastrofie zginął ponadto trener baseballa John Altobelli, jego żona Keri i córka Alyssa. Informacje te potwierdziły władze uniwersytetu w Houston, z którym związany był Altobelli. Życie w wypadku straciła także Christina Mauser, asystentka trenera koszykówki drużyny ze szkoły podstawowej Harbor Day School w Costa Del Mar w Kalifornii.

Na temat śmierci Bryanta natychmiast wypowiedzieli się przedstawiciele sportowego świata. – Nie ma słów, aby wyrazić ból, jaki odczuwam po tej tragedii, w której straciłem mojego brata Kobe’ego Bryanta. Kocham cię i będę za tobą tęsknił. Kieruje moje kondolencje do całej rodziny Bryantów oraz rodzin pozostałych pasażerów znajdujących się na pokładzie – napisał były partner 41-latka z zespołu Los Angeles Lakers, Shaquille O’Neal.

– Jestem w szoku po tej tragicznej wiadomości o śmierci Kobego i Gianny (córki Bryanta – red.). Żadne słowa nie opiszą bólu jaki czuję. Kochałem Kobego – był dla mnie jak młodszy brat – czytamy w oświadczeniu Michaela Jordana. – Często rozmawialiśmy i będzie mi bardzo brakować tych rozmów. Był prawdziwym wojownikiem, jednym z najlepszych i najbardziej kreatywnych – wspominał.

Magic Johnson wspomina przyjaźń z Bryantem. – Podarował swoją wiedzę, czas i talent, by nauczać koszykówki najmłodszych, studentów i profesjonalistów w NBA i WNBA. Słowa nie są w stanie wyrazić, jak wielki miał wpływ na rozwój dyscypliny. Cały koszykarski świat będzie za nim tęsknił, a w szczególności Los Angeles.

– Bryant był w Los Angeles „pół-bogiem”, niezwykle szanowany i lubiany. To on sprawił, że Lakersi stali się potężni, marką dorównując piłkarskim Realowi Madryt czy FC Barcelona – stwierdził Marcin Gortat. – Bryant pracował nad swoimi słabościami. Był zawodnikiem kompletnym. Dziś koszykarze pracują nad mocnymi stronami, on musiał być dobry we wszystkim. Potrafił zdobywać punkty z każdego miejsca na boisku. Był niesamowitym liderem, potrafił ponieść drużynę jak nikt – dodał.

Tłumy żegnały ikonę NBA przed Staples Center – halą Los Angeles Lakers, czyli klubu, w którym Bryant święcił największe sukcesy. W niedzielę odbywa się tam wręczenie nagród Grammy. Uroczystość rozpoczęto od minuty ciszy.

Bryant to legenda koszykarskiej ligi NBA i amerykańskiej reprezentacji. Przez całą zawodniczą karierę w latach 1996-2016 występował w barwach Los Angeles Lakers, z którymi zdobył pięć tytułów mistrzowskich. 18 razy wystąpił w Meczu Gwiazd. Ma na koncie także dwa złote medale olimpijskie wywalczone z drużyną narodową w Pekinie (2008) i Londynie (2012).

Bryant miał cztery córki. Najmłodsza z nich, Capri urodziła się w czerwcu 2019 roku.
Źródło info i foto: onet.pl

Morderstwo we Wrocławiu. Mężczyzna pocięty maczetą. „Prawie cała noga odcięta”

Fot. Damian Klamka/East News Tasma policyjna.

Nie żyje mężczyzna, który w pierwszy styczniowy weekend został zaatakowany i brutalnie brutalnie pocięty maczetą. Oprócz niego ucierpiał także inny mężczyzna, ale jemu udało się uciec z miejsca, w które siłą zaciągnęli ich sprawcy. Ci ostatni – wedle nieoficjalnych doniesień – zostali już zatrzymani przez policję.  

Ta makabryczna historia, którą opisuje „Gazeta Wrocławska”, wydarzyła się w sobotę 4 stycznia. Dziennikarze poznali szczegóły sprawy dzięki anonimowemu informatorowi (nieznana jest jego dokładna rola w całej sytuacji).

Wrocław. Morderstwo nad rzeką

Wedle jego relacji, dwóch mężczyzn została zaatakowanych oraz wywiezionych nad Odrę (ok. ul. Łąka Mazurska) przez dwóch innych mężczyzn. Tam ofiary miały zostać pobite. Jednemu z poszkodowanych udało się wyswobodzić i uciec, drugi nie miał jednak tyle szczęścia – został pocięty maczetą.

– Prawie cała noga odcięta – tak komentował jego obrażenia informator „GWroc”. Pokrzywdzony miał bowiem najgorszą ranę przy nodze, w okolicach kolana. To doprowadziło do wykrwawienia i w konsekwencji do śmierci.

Policja zatrzymała dwóch mężczyzn

Następnego dnia, w niedzielę 5 stycznia, dwaj podejrzewani o uczestnictwo w zbrodni zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji przy ul. Drobnera. W momencie zatrzymania poruszali się po ulicach Wrocławia autem marki Porsche Cayenne. Policja ani prokuratura nie podają na razie oficjalnych informacji w tej sprawie, ograniczając się do komunikatów, że „akcja ma związek z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej a jej szczegóły są tajne” (cytat za: Gazeta Wrocławska).

Nieoficjalnie ustalenia gazety mówią natomiast, że zatrzymani to Kamil D. i Dawid P. Jeden z nich ma być bardzo ważną postacią na wrocławskim rynku dopalaczy. Również nieoficjalnie wiadomo, że do sądu trafił wniosek o areszt dla obydwu mężczyzn. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl