USA: Nie żyje 38-letnia Amie Harwick. Słynna seksterapeutka zamordowana

Amie Harwick, znana 38-letnia amerykańska terapeutka specjalizująca się w pomocy małżeństwom i rodzinom została zamordowana dzień po Walentynkach w swoim domu w Hollywood Hills. Sąsiedzi usłyszeli jej krzyk, a potem znaleźli kobietę leżącą na chodniku w kałuży krwi. Poważnie ranna została wypchnięta z okna na 3 piętrze. Nie przeżyła. O zabicie terapeutki podejrzewany jest jej były chłopak.

Policja w Los Angeles poinformowała, że Amie Harwick, hollywoodzka terapeutka i była narzeczona komika Drew Carey’a, została zamordowana w ostatnią sobotę. Sąsiedzi wspominają, że usłyszeli przerażający krzyk kobiety, a gdy przybiegli by sprawdzić, co się dzieje, 38-latka leżała na chodniku pod oknami swojego mieszkania na 3 piętrze w dzielnicy Harwick w Hollywood Hills.

Terapeutka miała zostać zaatakowana w swoim mieszkaniu, w którym zabezpieczono ślady włamania i walki. Znaleziona przez sąsiadów była poważnie ranna i już nie reagowała. Została przewieziona do szpitala, gdzie niedługo później zmarła. Podejrzanym o dokonanie tej zbrodni jest były partner kobiety. W sobotę po południu grupa zadaniowa FBI i LAPD aresztowała 41-letniego Garetha Pursehouse.

Jak podają lokalne media, Pursehouse przebywa w areszcie za kaucją w wysokości 2 milionów dolarów. Nie wiadomo, czy ma adwokata. Amie Harwick niedawno wspominała o lęku przed byłym chłopakiem. Mężczyzna miał zakaz zbliżania się, który właśnie wygasł. Wiadomo też, że widzieli się ok. 2 tygodni wcześniej. Sprawę bada prokuratura.

Oświadczenie w sprawie tragicznej śmierci 38-latki wydał komik Drew Carey. Para spotykała się i zaręczyła w 2017 roku, ale ostatecznie się rozstała. „Ludzie mogą mówić o szczęściu, jeżeli doświadczą w swoim życiu chociaż jeden raz takiej miłości, jaka nas łączyła. Była pozytywną siłą w tym świecie, niestrudzoną i nieskruszoną mistrzynią dla kobiet i pasjonatką swojej pracy” – napisał.

Amie Harwick była znaną hollywoodzką terapeutką specjalizującą się w doradztwie rodzinnym i seksualnym. Regularnie występowała w podcastach, telewizji oraz na swoim kanale YouTube. Była modelka Playboya występowała również w imieniu pracowników usług seksualnych i wspierała organizację non-profit dofinansowującą opiekę psychologiczną w branży rozrywki dla dorosłych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Strzelanina w Kaliningradzie. Napastnik nie żyje

Mężczyzna zastrzelił dwie osoby, a trzecią ranił. Policja wyjaśnia, jakie były motywy jego działania. Za atak odpowiada 63-letni mężczyzna. Jak przekazały media, strzelał on do przechodniów z broni myśliwskiej. Niestety nie obyło się bez ofiar. Zginęli kobieta i mężczyzna. Do szpitala trafił z kolei ranny 13-latek – prawdopodobnie dziecko zabitej pary.

Agencja TASS podała, że na koniec napastnik popełnił samobójstwo. Przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej przekazał, że 63-latek zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Wstępne ustalenia wskazują, że mógł znać prywatnie ofiary zdarzenia. Media dodają także, iż zabita kobieta była w ciąży.
Źródło info i foto: wp.pl

Kobe Bryant zginął w katastrofie helikoptera. FBI zaangażowało się w sprawę śmierci gwiazdora NBA

Katastrofa helikoptera, w którym zginął Kobe Bryant, wstrząsnęła całym światem. Jej okoliczności badać będzie FBI, które właśnie włączyło się w śledztwo. „Zespół FBI zajmujący się zbieraniem dowodów znajduje się już na miejscu katastrofy i pomaga lokalnym władzom w badaniu okoliczności wypadku” – poinformowała telewizja CNN.

Zaangażowanie FBI oznacza, że zbadany zostanie każdy szczegół dotyczący katastrofy. Zapewne też warunki pogodowe, bo te miały być złe. Agencja AP informuje, że Departament Szeryfa hrabstwa Los Angeles uziemił własne śmigłowce właśnie ze względu na pogodę. Szeryf Alex Villanueva zdradził, że uderzenie helikoptera, którym podróżował Bryant, było tak potężne, że szczątki zostały rozrzucone na terenie odpowiadającym wielkości boiska piłkarskiego.

Detektywi mają teraz sprawdzić między innymi historię pilota, historię konserwacji helikoptera oraz zapisy jego właściciela i operatora.

Justin Green, fachowiec zajmujący się w policji sprawami lotnictwa przyznał wprost, że pogoda mogła przyczynić się do katastrofy. Piloci mogli być zdezorientowani w warunkach ograniczonej widoczności, tracąc orientację w terenie.

Wcześniej o katastrofie wypowiadali się przedstawiciele policji, którzy zdradzili, kto jeszcze znajdował się na liście ofiar. Podczas specjalnej konferencji prasowej przekazano informację, że w katastrofie śmierć poniosło łącznie dziewięć osób. Wśród ofiar znalazła się także córka legendy NBA, Gianna.

Przedstawiciele mediów mocno naciskali, by władze ujawniły, kto mógł znajdować się na pokładzie, jednak takiej informacji odmówiono, by nie spekulować o tożsamości ofiar, zanim nie nadejdzie raport koronera. Potem stopniowo ujawniano tożsamość kolejnych ofiar katastrofy.

Katastrofa śmigłowca

Według doniesień, helikopter, którym podróżował Bryant wraz z ósemką innych pasażerów, z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn spadł na ziemię w Calabasas w stanie Kalifornia. Wezwane służby ratunkowe nie zdołały uratować żadnego z uczestników tej katastrofy. Nie ma informacji na temat nazwisk wszystkich pasażerów, ale nieoficjalnie na pokładzie nie było żony zawodnika, Vanessy Bryant. Niestety, była na nim 13-letnia córka, Gianna, która również była koszykarką.

W katastrofie zginął ponadto trener baseballa John Altobelli, jego żona Keri i córka Alyssa. Informacje te potwierdziły władze uniwersytetu w Houston, z którym związany był Altobelli. Życie w wypadku straciła także Christina Mauser, asystentka trenera koszykówki drużyny ze szkoły podstawowej Harbor Day School w Costa Del Mar w Kalifornii.

Na temat śmierci Bryanta natychmiast wypowiedzieli się przedstawiciele sportowego świata. – Nie ma słów, aby wyrazić ból, jaki odczuwam po tej tragedii, w której straciłem mojego brata Kobe’ego Bryanta. Kocham cię i będę za tobą tęsknił. Kieruje moje kondolencje do całej rodziny Bryantów oraz rodzin pozostałych pasażerów znajdujących się na pokładzie – napisał były partner 41-latka z zespołu Los Angeles Lakers, Shaquille O’Neal.

– Jestem w szoku po tej tragicznej wiadomości o śmierci Kobego i Gianny (córki Bryanta – red.). Żadne słowa nie opiszą bólu jaki czuję. Kochałem Kobego – był dla mnie jak młodszy brat – czytamy w oświadczeniu Michaela Jordana. – Często rozmawialiśmy i będzie mi bardzo brakować tych rozmów. Był prawdziwym wojownikiem, jednym z najlepszych i najbardziej kreatywnych – wspominał.

Magic Johnson wspomina przyjaźń z Bryantem. – Podarował swoją wiedzę, czas i talent, by nauczać koszykówki najmłodszych, studentów i profesjonalistów w NBA i WNBA. Słowa nie są w stanie wyrazić, jak wielki miał wpływ na rozwój dyscypliny. Cały koszykarski świat będzie za nim tęsknił, a w szczególności Los Angeles.

– Bryant był w Los Angeles „pół-bogiem”, niezwykle szanowany i lubiany. To on sprawił, że Lakersi stali się potężni, marką dorównując piłkarskim Realowi Madryt czy FC Barcelona – stwierdził Marcin Gortat. – Bryant pracował nad swoimi słabościami. Był zawodnikiem kompletnym. Dziś koszykarze pracują nad mocnymi stronami, on musiał być dobry we wszystkim. Potrafił zdobywać punkty z każdego miejsca na boisku. Był niesamowitym liderem, potrafił ponieść drużynę jak nikt – dodał.

Tłumy żegnały ikonę NBA przed Staples Center – halą Los Angeles Lakers, czyli klubu, w którym Bryant święcił największe sukcesy. W niedzielę odbywa się tam wręczenie nagród Grammy. Uroczystość rozpoczęto od minuty ciszy.

Bryant to legenda koszykarskiej ligi NBA i amerykańskiej reprezentacji. Przez całą zawodniczą karierę w latach 1996-2016 występował w barwach Los Angeles Lakers, z którymi zdobył pięć tytułów mistrzowskich. 18 razy wystąpił w Meczu Gwiazd. Ma na koncie także dwa złote medale olimpijskie wywalczone z drużyną narodową w Pekinie (2008) i Londynie (2012).

Bryant miał cztery córki. Najmłodsza z nich, Capri urodziła się w czerwcu 2019 roku.
Źródło info i foto: onet.pl

Morderstwo we Wrocławiu. Mężczyzna pocięty maczetą. „Prawie cała noga odcięta”

Fot. Damian Klamka/East News Tasma policyjna.

Nie żyje mężczyzna, który w pierwszy styczniowy weekend został zaatakowany i brutalnie brutalnie pocięty maczetą. Oprócz niego ucierpiał także inny mężczyzna, ale jemu udało się uciec z miejsca, w które siłą zaciągnęli ich sprawcy. Ci ostatni – wedle nieoficjalnych doniesień – zostali już zatrzymani przez policję.  

Ta makabryczna historia, którą opisuje „Gazeta Wrocławska”, wydarzyła się w sobotę 4 stycznia. Dziennikarze poznali szczegóły sprawy dzięki anonimowemu informatorowi (nieznana jest jego dokładna rola w całej sytuacji).

Wrocław. Morderstwo nad rzeką

Wedle jego relacji, dwóch mężczyzn została zaatakowanych oraz wywiezionych nad Odrę (ok. ul. Łąka Mazurska) przez dwóch innych mężczyzn. Tam ofiary miały zostać pobite. Jednemu z poszkodowanych udało się wyswobodzić i uciec, drugi nie miał jednak tyle szczęścia – został pocięty maczetą.

– Prawie cała noga odcięta – tak komentował jego obrażenia informator „GWroc”. Pokrzywdzony miał bowiem najgorszą ranę przy nodze, w okolicach kolana. To doprowadziło do wykrwawienia i w konsekwencji do śmierci.

Policja zatrzymała dwóch mężczyzn

Następnego dnia, w niedzielę 5 stycznia, dwaj podejrzewani o uczestnictwo w zbrodni zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji przy ul. Drobnera. W momencie zatrzymania poruszali się po ulicach Wrocławia autem marki Porsche Cayenne. Policja ani prokuratura nie podają na razie oficjalnych informacji w tej sprawie, ograniczając się do komunikatów, że „akcja ma związek z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej a jej szczegóły są tajne” (cytat za: Gazeta Wrocławska).

Nieoficjalnie ustalenia gazety mówią natomiast, że zatrzymani to Kamil D. i Dawid P. Jeden z nich ma być bardzo ważną postacią na wrocławskim rynku dopalaczy. Również nieoficjalnie wiadomo, że do sądu trafił wniosek o areszt dla obydwu mężczyzn. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Fritz von Weizsaecker śmiertelnie dźgnięty nożem

Fritz von Weizsaecker nie żyje. Syn byłego prezydenta Niemiec Richarda von Weizsaeckera, został śmiertelnie dźgnięty nożem we wtorek podczas wykładu, który wygłaszał w szpitalu w Berlinie. Miał 59 lat. Fritz von Weizsaecker wygłaszał wykład o chorobach nerek w prywatnym szpitalu Schlosspark-Klinik w Charlottenburgu w zachodniej części Berlina. Syn byłego prezydenta Niemiec był tam ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych.

Fritz von Weizsaecker nie żyje. Zmarł syn byłego prezydenta Niemiec

Według niemieckich mediów, wystąpienia Weizsaeckera słuchało 20 osób. W audytorium znajdował się też napastnik, który nagle dźgnął Weizsaeckera nożem. Mimo starań lekarzy, syn byłego prezydenta zmarł w nocy z wtorku na środę.

W ataku została też poważnie ranna jedna osoba, która próbowała pomóc w schwytaniu sprawcy. Media podają, że ranny jest policjantem. Napastnik, którego motywy nie są znane, został ujęty przez policję – informuje portal Deutsche Welle. W sprawie zabójstwa wszczęto dochodzenie. Na miejscu pracują śledczy, którzy zbierają od świadków zeznania.

Fritz von Weizsaecker był jednym z czworga dzieci Richarda von Weizsaeckera, polityka CDU, który sprawował najwyższy urząd w państwie – najpierw w RFN, potem w zjednoczonych Niemczech – przez dwie kadencje w latach 1984-1994. Wcześniej był m.in. burmistrzem Berlina Zachodniego. Były szef państwa zmarł w 2015 roku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak nożownika w Londynie. Nie żyje nastolatek

W czwartek wieczorem przy jednej z londyńskich ulic dwóch nastoletnich chłopców zostało zaatakowanych przez nożownika. Jeden z nich zmarł w szpitalu – informuje The Telegraph. Do ataku uzbrojonej w nóż osoby doszło przy ruchliwej ulicy High Street ok. godz. 16.30.

Chłopcy – jeden z raną kłutą klatki piersiowej, drugi z obrażeniami ucha – trafili do szpitala. Godzinę po ataku lekarze stwierdzili zgon dźgniętego nożem nastolatka. Policja próbuje ustalić okoliczności tragicznego zdarzenia i rozpoczęła akcję poszukiwawczą napastnika.

Ze względu na wzmożone środki bezpieczeństwa funkcjonariusze uprawnieni zostali do przeszukiwania przechodniów znajdujących się w określonej okolicy. Władze apelują do świadków zdarzenia o kontakt. Pomóc można, dzwoniąc pod nr. 0800 555 111.
Źródło info i foto: interia.pl

Inowrocław: Zatrzymano mężczyznę, który miał zaprószyć ogień w kamienicy. Nie żyje matka i troje dzieci

Zatrzymano 60-letniego mężczyznę, który miał zaprószyć ogień w Inowrocławiu. Zginęła tam w pożarze matka i jej trzy córki. Do pożaru doszło w poniedziałek na na poddaszu w trzykondygnacyjnej kamienicy przy ul. Orłowskiej 6 ok. godz 13. 31-letnia matka z trojgiem dzieci została ewakuowana przez strażaków. Rodzina była nieprzytomna. Były reanimowane kilkadziesiąt minut. Mimo tego nie udało się ich uratować.

Służby potwierdziły śmierć 31-latki i jej trzech córek: trzymiesięcznej Leny, czteroletniej Zuzi i pięcioletniej Oliwii.

Pożar wybuchł w mieszkaniu przylegającym do tego, w którym znajdowała się matka z dziećmi. Jak informuje policja, zatrzymano 60-latka, który mógł zaprószyć ogień. To lokator mieszkania, w którym wybuchł pożar. Mężczyzna został zatrzymany w poniedziałek wieczorem. Noc spędził w policyjnej izbie zatrzymań. Jak informuje TVN24, w chwili zatrzymania miał we krwi 3 promile alkoholu.

Wciąż nie znana jest bezpośrednia przyczyna pojawienia się ognia. Prezydent Ryszard Brejza wprowadził w mieście żałobę, odwołując wszystkie imprezy miejskie o charakterze rozrywkowym.

– Aniołki, ściska za serce – mówi TVN24 łamiącym się głosem jeden z mieszkańców. Przed budynek ludzie przynoszą znicze i maskotki.
Źródło info i foto: wp.pl

Przywódca Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Bagdadi został zabity

Źródła w Syrii powiadomiły Iran, że lider Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Bagdadi został zabity – poinformowało Reutera dwóch przedstawicieli irańskich władz. To wynik operacji militarnej żołnierzy USA, którą przeprowadzili w sobotę.

„Newsweek” powoływał się na anonimowego urzędnika amerykańskiej administracji, który stwierdził, że operacja została przeprowadzona w Idlibie – północno-zachodniej prowincji Syrii. Akcję wykonały siły specjalne na podstawie danych wywiadowczych.

Według informacji amerykańskiego wywiadu Bagdadi ukrywał się gdzieś wzdłuż granicy iracko-syryjskiej. Dwa źródła w irackich służbach bezpieczeństwa, na które również powołuje się Reuters, przekazały, że z Syrii otrzymały potwierdzenie informacji, iż Bagdadi został zabity. „Nasze źródła z Syrii potwierdziły ekipie w irackim wywiadzie, odpowiedzialnej za ściganie Bagdadiego, że został on zabity wraz ze swoim osobistym ochroniarzem w Idlibie po odkryciu jego kryjówki, gdy próbował wydostać swoją rodzinę z Idlibu w kierunku granicy z Turcją” – podało jedno z tych źródeł.

Na filmach publikowanych w internecie widać skutki nalotu amerykańskiej armii na kryjówkę lidera IS. „Budynek został całkowicie zburzony” – skomentował na Twitterze izraelski dziennikarz Amichai Stein.

Potęga ISIS

W szczytowym okresie swojej potęgi Państwo Islamskie kontrolowało tereny od północy Syrii wzdłuż rzek Tygrys i Eufrat do obrzeży stolicy Iraku Bagdadu. Jednak porażki IS w Mosulu w Iraku i w Ar-Racce w Syrii w 2017 roku spowodowały sukcesywny upadek kalifatu i w efekcie jego koniec. Bagdadi stał się uciekinierem, który ukrywał się wzdłuż pustynnej granicy Iraku z Syrią.

W sierpniu 2018 r. w sieci zamieszczono nagranie dźwiękowe 46-minutowego wystąpienia al-Bagdadiego, co było wówczas pierwszym jego znakiem życia od blisko roku. Premier Iraku Adel Abd al-Mahdi wyraził wówczas przekonanie, że nagranie wideo przywódcy IS jest próbą wsparcia dżihadystów i że Państwo Islamskie będzie próbowało dokonywać kolejnych zamachów. Bagdadi groził zemstą za zabijanie i więzienie dżihadystów.

Trump: wydarzyło się coś ważnego

Wcześniej prezydent USA Donald Trump zapowiedział wygłoszenie w niedzielę „ważnego oświadczenia”. Trump napisał na Twitterze, że „wydarzyło się coś bardzo ważnego”, w związku z tym w Waszyngtonie pojawiły się spelukacje, że prezydent chce przekazać informacje dotyczące nieuchwytnego do tej pory przywódcy IS, który od lat jest celem międzynarodowej obławy. Prezydent Trump zapowiedział wygłoszenie oświadczenia w niedzielę o godz. 9 czasu miejscowego (godz. 14 czasu polskiego).
Źródło info i foto: onet.pl

Ciało radnego PiS wyłowione z Wisły

Tomasz Jędrzejczak, 52-letni radny PiS z powiatu zgierskiego nie żyje. Informację podał jego przełożony oraz poseł PiS Marek Matuszewski. Nieoficjalnie jego śmierć wiąże się z ciałem odnalezionym pod Mostem Łazienkowskim w Warszawie.

Śmierć radnego PiS wstrząsnęła łódzkimi działaczami partii. Tomasz Jędrzejczak był znany ze swojej aktywności w terenie – należał do koła PiS w Głownie, pracował w łódzkim oddziale KRUS. Jeszcze w mijającym tygodniu spotykał się z ludźmi jako radny powiatu zgierskiego.

Informację o jego śmierci podał poseł PiS Marek Matuszewski. Potwierdził ją też przełożony Jędrzejczyka, składając kondolencje rodzinie i znajomym przedwcześnie zmarłego. Nieoficjalnie śmierć łączy się z doniesieniami stołecznych mediów o topielcu wyłowionym z Wisły w sobotę przed południem.
Źródło info i foto: wp.pl

Magdalenie Żuk przed śmiercią podano narkotyk? Nowe doniesienia w sprawie

Wokół tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Bliscy kobiety nie ustają w wysiłkach, by dowiedzieć się, jak naprawdę zginęła. W tym celu udali się specjalnie do Egiptu, aby tam poszukać odpowiedzi na to pytanie. Na miejscu udało im się dotrzeć do szokującego raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Polscy śledczy tych ustaleń jednak nie potwierdzają. Jak to możliwe?

Magdalena Żuk poleciała na wakacje do Marsa Alam 25 kwietnia 2017 roku. Sama, bo tuż przed wylotem okazało się, że jej partner nie ma ważnego paszportu. Podczas rozmów z rodziną Magda dziwnie się zachowywała. Kilka dni później wyskoczyła ze szpitalnego okna. Zmarła 30 kwietnia.

Rodzina nie wierzy, że piękna, pełna energii dziewczyna popełniła samobójstwo. Dlatego dwa lata później siostra i ojciec Magdy pojechali do Egiptu, żeby na miejscu poszukać odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ich ustalenia są szokujące.

Bliscy Magdy dotarli do raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Czym jest ta substancja i jakie objawy wywołuje jej zażycie?

„Substancje narkotyczne i syntetyczne substancje pobudzające typu „khat”, znalezione w próbkach ciała zmarłej, to środki psychoaktywne znane też pod nazwą „ecstasy”, co jest powszechnie używaną nazwą dla tego typu substancji pobudzających, zwanych także jako „tabletki ekstazy”, które mogą wywołać stan maniakalny towarzyszący stanowi euforii i wiadome jest, że doprowadzają do nadaktywności ruchowej, zwiększonej częstotliwości uderzeń serca, wzrostu ciśnienia krwi, bezsenności, depresji i halucynacji, braku apetytu i zachowań agresywnych” – czytamy w raporcie, do którego dotarła rodzina kobiety.

Siostra Magdaleny Żuk twierdzi, że dokładnie takie zachowania przejawiała Magdalena przed śmiercią. – Miała takie stany, że była spokojna, a po chwili pełna energii. Biegała, później była osłabiona. Z opisu wynika też, że po tych substancjach pojawia się również chęć skoków – mówi Anna Cieślińska.

Przeczytaj też: Gorzkie słowa siostry Magdaleny Żuk: w złym kraju się urodziłyśmy, tu nikt nam nie pomoże

Kto i gdzie mógł podać kobiecie narkotyki? Pełnomocnik rodziny zakłada dwie hipotezy. Jedna z nich mówi o tym, że narkotyki mogły zostać podane Magdzie na statku, niedługo po przylocie do Egiptu (rodzina dotarła do informacji, z których wynika, że telefon Magdy logował się do sieci z morza, 20 km od brzegu, co oznacza, że kobieta mogła brać udział w rejsie po morzu – red.). Druga wersja natomiast dopuszcza możliwość, że „w kluczowej sytuacji wypchnięcia kobiety z okna szpitala upewniono się w ten sposób, że nie zdoła ona odzyskać już zdrowia ani życia” – twierdzi pełnomocnik rodziny.

Co na to polska prokuratura? Śledczy nie potwierdzają ustaleń rodziny. – W badaniach przeprowadzonych przez polskich toksykologów nie stwierdzono obecności w organizmie Magdaleny Ż. substancji o nazwie khat. Biegli z zakresu toksykologii będą wydawali kompleksową opinię po uzyskaniu raportu medycznego z badania materiału pobranego od pokrzywdzonej przeprowadzonego przez służby egipskie – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Polscy śledczy odrzucają również wersję mówiącą o tym, że Magdalena Żuk mogła przed śmiercią brać udział w rejsie po morzu. – Ujawnione dane lokalizacji stacji przekaźnikowych BTS, z którymi łączył się telefon pokrzywdzonej, potwierdzają ustalenia śledztwa co do jej miejsca pobytu na terenie Egiptu. Zgromadzone dowody, w tym zeznania przesłuchanych świadków wskazują, że Magdalena Ż. nie opuszczała wówczas terenu hotelu. Zasięg stacji BTS obejmował również akwen morza – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski.
Źródło info i foto: Fakt.pl