Zamach na włoskiego ambasadora. Znamy szczegóły

Włoski dyplomata zmarł w wyniku postrzału w brzuch podczas strzelaniny, do której doszło pomiędzy uzbrojonymi rebeliantami a strażnikami parku narodowego Wirunga. Najprawdopodobniej rebelianci próbowali porwać osoby jadące w konwoju Światowego Programu Żywnościowego ONZ niedaleko miasta Goma. Na miejsce wysłano „Błękitne hełmy”. Włochy deklarują wyjaśnienie sprawy.

Włoski ambasador przebywał w okolicach jeziora Kiwu w konwoju Światowego Programu Żywnościowego ONZ. Konwój został zaatakowany w poniedziałek około godziny 10:15 czasu miejscowego na północ od Gomy – powiedział agencji Reutera Mambo Kawaya, rzecznik Parku Narodowego Wulkanów Wirunga. Delegacja Światowego Programu Żywnościowego przejeżdżała przez wioskę Rurimba, kierowała się do wsi Rutshuru, gdzie miała wizytować szkolny program dożywiania. Według Reutersa droga, którą jechały samochody ONZ była wcześniej zabezpieczona i nie wymagała towarzystwa eskorty.

Jechał do szkoły wspieranej przez ONZ

Uzbrojeni napastnicy oddali strzały ostrzegawcze, a następnie zatrzymali cały konwój, w tym samochód ambasadora. Po zastrzeleniu kongijskiego kierowcy, partyzanci nakazały pozostałym osobom, by szły w stronę lasu.

– Ogniem odpowiedzieli strażnicy Parku Narodowego Wulkanów Wirunga – powiedział agencji Reutera gubernator prowincji Kivu Carly Nzanzu Kasivita.

W trakcie strzelaniny ranny w brzuch został 43-letni ambasador Włoch w Kongu Luca Attanasio. Z tych informacji wynika, że dyplomata został zabrany z miejsca zdarzenia i przewieziony do szpitala ONZ w stolicy prowincji Północne Kiwu Gomie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Demokratycznej Republiki Konga podało, że Włoch zmarł w szpitalu. Informację tę potwierdzili na Twitterze przedstawiciele misji ONZ w DRK. MONUSCO ma monitorować proces pokojowy w kraju po II wojnie domowej w Kongu.

W sieci pojawiły się zdjęcia dyplomaty, trzymanego przez pracowników parku na służbowej ciężarówce. Agencje nie potwierdziły ich autentyczności. W ataku zginął także 30-letni karabinier z ochrony ambasady Vittorio Iacovacci.

Szok we Włoszech po śmierci ambasadora 

– Śmierć ambasadora Włoch w Demokratycznej Republice Konga była dla mnie szokiem – stwierdził Luigi Di Maio, szef włoskiej dyplomacji. Jego zdaniem okoliczności zdarzenia nadal są niejasne.

Bezpośrednio po zamachu na miejsce zostały skierowane znaczne siły ONZ przebywające w okolicy w ramach kontyngentu.

Ministerstwo spraw wewnętrznych DRK obwinia o atak bojówki Demokratycznych Sił Wyzwolenia Rwandy (FDLR), jednak jest to jedynie jedna z kilkudziesięciu grup zbrojnych rebeliantów działających w okolicy Jeziora Kiwu na pograniczu z Rwandą. FDLR została założona przez członków grup stojących za ludobójstwem w Rwandzie, do którego doszło w 1994 roku. W maju 2018 roku w tej okolicy ugrupowanie porwało dwóch brytyjskich turystów. Zmusiło to park narodowy do wstrzymania ruchu turystycznego. Porwani turyści zostali zwolnieni po kilku dniach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wznowiono poszukiwania ciała Jana Lityńskiego

Pu³tusk 22.02.2021. Akcja poszukiwawcza polityka, dzia³acza opozycji w czasach PRL Jana Lityñskiego w rzece Narwi w okolicach Pu³tuska, 22 bm. 75-letni mê¿czyzna 21 bm. spaceruj¹c wa³em przeciwpowodziowym wszed³ do rzeki, chc¹c uratowaæ z niej psa, pod którym za³ama³ siê lód. Do chwili obecnej nie odnaleziono jego cia³a. (aldg) PAP/Marcin Obara

Jan Lityński nie żyje. We wtorek rano służby wznowiły poszukiwania ciała b. opozycjonisty z czasów PRL, który zginął w niedzielę, ratując swoje psa. – Działania będą się koncentrowały w pobliżu miejsca zaginięcia – powiedział rzecznik prasowy komendanta mazowieckiego PSP mł. bryg. Karol Kierzkowski. Akcja została przerwana w poniedziałek o zmroku.

Jan Lityński, były działacz opozycji w okresie PRL i wieloletni poseł na Sejm, spacerując wałem przeciwpowodziowym wzdłuż rzeki Narew w Pułtusku, wszedł do wody, chcąc uratować psa, pod którym załamał się lód. Niestety, zginął podczas próby ratowania zwierzęcia. O śmierci Lityńskiego poinformował w niedzielę wieczorem dziennikarz, również opozycjonista z czasów PRL, Eugeniusz Smolar.

Rzecznik mazowieckiej Państwowej Straży Pożarnej mł. bryg. Karol Kierzkowski zaznaczył, że poszukiwania Lityńskiego są we wtorek kontynuowane. – Na miejsce wyjechały trzy samochody straży pożarnej z dwunastoma strażakami – poinformował w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Dodał, że działania wspomagające policję prowadzą strażacy z dwóch jednostek OSP i jednej PSP.

Kierzkowski poinformował również, że działania będą się koncentrowały w pobliżu miejsca zaginięcia Lityńskiego. Strażacy wspólnie z ratownikami WOPR będą kruszyć lód. Niewykluczone, że w akcji weźmie udział nurek. Tak jak dnia poprzedniego, służby będą również patrolowały brzegi Narwi. Wcześniej Kierzkowski przyzywał, że poszukiwania utrudnia duża pokrywa lodowa, dlatego akcja koncentruje się głównie w pobliżu brzegów rzeki.

„Nurt mógł zepchnąć ciało nawet kilka kilometrów w stronę Warszawy. Mogło się ono schować pod lodem w meandrach rzeki, pod korzeniami” – MŁ. BRYG. KAROL KIERZKOWSKI, RZECZNIK MAZOWIECKIEJ PSP

Wyraził przekonanie, że strażakom pomogą wiosenne temperatury, które spowodują topnienie lodu na Narwi, ale – jak zwrócił uwagę – nawet przy znacznym ociepleniu lód będzie zalegał na Narwi co najmniej kilka dni.

Jan Lityński urodził się w 1946 r. Był organizatorem i uczestnikiem studenckich wystąpień w marcu 1968 r., za co został skazany na 2,5 roku więzienia. Pracował jako robotnik, następnie programista komputerowy. W 1976 r. współzałożyciel „Biuletynu Informacyjnego”, pierwszego pisma ukazującego się poza cenzurą. W 1977 r. współredaktor „Robotnika”, niezależnego pisma na rzecz zakładania wolnych związków zawodowych. Członek KSS „KOR”, współpracownik Biura Interwencyjnego KSS „KOR” i „Krytyki” (członek redakcji).
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wciąż nie odnaleziono ciała Jana Lityńskiego

Jan Lityński nie żyje. Działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL i były polityk utonął, gdy próbował ratować swojego psa. Tragedia rozegrała się nad rzeką Narew w Pułtusku. Ciała Lityńskiego jak dotąd nie odnaleziono.

Wiadomo, że w niedzielne popołudnie Jan Lityński wraz z żoną i psem wybrał się na spacer nad rzekę Narew w Pułtusku. Lokalna „Pułtuska Gazeta Powiatowa” opisała szczegóły tragicznego wydarzenia. „Dziś, tuż przed godziną 17-tą pułtuska straż pożarna dostała zgłoszenie o prawdopodobnym utonięciu mężczyzny. Zgłoszenie nie było zbyt precyzyjne. Małżeństwo spacerujące po wale w okolicach oczyszczalni ścieków nagle spotkało zmarzniętą, mokrą kobietę z psem. Była w szoku. Powiedziała, że tam dalej utonął jej mąż! Spacerowicze zawiadomili straż, ale nie od razu byli w stanie precyzyjnie wskazać miejsce tragedii” – podaje portal pultusk24.pl.

„Straż wyruszyła natychmiast. Minęło jednak trochę czasu, zanim udało im się po śladach na śniegu znaleźć miejsce, gdzie załamany był lód na rozlewiskach w pobliżu głównego nurtu. W tym czasie w akcji brała już udział policja, która przywiozła na miejsce żonę mężczyzny. Potwierdziła miejsce tragedii. Powiedziała, że Jan Lityński próbował ratować psa, który ześlizgnął się do wody. Obok miejsca, gdzie było płytko była głębina, lód się załamał i mężczyzna porwany przez nurt zginął pod lodem” – informuje lokalny portal.

Miejsce, w którym doszło do tragedii jest bardzo trudne pod kątem prowadzenia akcji poszukiwawczych. „W pobliżu rozlewisk, gdzie jest dość płytko, pojawiają się głębokie doły w głównym nurcie. Lód w niektórych miejscach jest gruby, nawarstwiony, składający się ze zlepionej kry, a w niektórych miejscach bardzo cienki. Rzeka w tym miejscu mocno napiera i nurt pod lodem jest silny” – tłumaczą dziennikarze z „Pułtuskiej Gazety Powiatowej”.

Lokalny portal dokładnie opisuje akcję poszukiwawczo-ratunkową na rzece Narew. „Strażacy najpierw próbowali poszukiwań specjalnymi bosakami, potem nurkowie próbowali zejść pod wodę. Bardzo szybko na miejscu był sonar, który spenetrował nurt rzeki na stosunkowo dużej przestrzeni. Głęboka rynna w tym miejscu jest bardzo trudna do poszukiwań. W akcji użyto także specjalnego drona z podczerwienią. Spenetrował on duży fragment rzeki. Bez skutku. Po ponad dwóch godzinach poszukiwań straż zakończyła akcję ratowniczą” – czytamy.

Obecnie sprawę prowadzi już policja w Pułtusku. Kolejne decyzje związane z poszukiwaniem ciała Jana Lityńskiego zapadną w poniedziałek 22 lutego. Wiadomo jednak, że akcja poszukiwawcza może być bardzo trudna ze względu na roztopy i podnoszący się poziom wody.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zmarł ksiądz Andrzej Dymer, przez ponad 25 lat nie został skazany w procesie o molestowanie seksualne

Nie żyje ks. Andrzej Dymer – potwierdziła Interia w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Przez ponad 25 lat nie udało się zakończyć jego procesu w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich. Jak wcześniej pisaliśmy, sprawa ks. Dymera i chłopców, których miał wykorzystać seksualnie, od 25 lat pozostaje bez rozstrzygnięcia. Pisał o niej kwartalnik „Więź”. Redaktor naczelny czasopisma Zbigniew Nosowski w cyklu reportaży „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie” zwracał uwagę, że przez ponad ćwierć wieku ofiary nie doczekały się sprawiedliwości, chociaż problem zgłaszały kolejnym biskupom.

W archidiecezji szczecińskiej o wykorzystywaniu nieletnich wiedziano już w 1995 roku. Kościelny trybunał uznał winę ks. Dymera jednak dopiero 13 lat później. Ten złożył apelację. Ostatecznego wyroku instytucji Kościoła do dziś nie ma. Rozstrzygnięcie nie zapadło także przed sądami świeckimi, a duchowny przez lata kontynuował karierę. Dopiero kilka dni temu odwołano go z funkcji dyrektora szczecińskiego Instytutu Medycznego.

Jeszcze wczoraj w oświadczeniu abp Wojciech Polak pisał, że „osobom pokrzywdzonym towarzyszyli doświadczeni prawnicy znający sprawę. Uznałem w związku z tym, że osoby skrzywdzone będą miały wystarczającą pomoc, aby dokonać zgłoszenia do Stolicy Apostolskiej, zgodnie z obowiązującym w Kościele prawem”.

Zdaniem abp. Polaka „niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania nie mają żadnego usprawiedliwienia”.

Odwołany w ubiegłym tygodniu

Ks. Dymer to do niedawna dyrektor Instytutu Medycznego w Szczecinie, a wcześniej m.in. założyciel Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście. Kapłan miał wykorzystywać seksualnie m.in. nieletnich podopiecznych ogniska młodzieżowego w Szczecinie.

Przypomnijmy, zarzuty o nadużycia seksualne stawiane ks. Andrzejowi Dymerowi były znane jego przełożonym kościelnym już od 1995 roku, a w 2004 rozpoczął się jego proces kanoniczny, cztery lata później zakończony uznaniem winy przez kościelny trybunał. Treść wyroku została jednak upubliczniona dopiero w ubiegłym roku przez redaktora naczelnego Więzi.

Ks. Dymer złożył apelację i oczekiwał na wyrok. 31 grudnia 2017 r. ruszył w sądzie archidiecezji gdańskiej proces drugiej instancji. Pod koniec ubiegłego tygodnia ks. został odwołany z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego w Szczecinie. Przez tych wiele lat duchownego nie spotkała ani kara, ani ostracyzm w Kościele. Przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.
Źródło info i foto: interia.pl

Słowacja: Nie żyje kluczowy świadek śledztwa ws. ws. korupcji w policji

Kluczowy świadek śledztwa w sprawie afer korupcyjnych wśród słowackich policjantów, były pracownik tamtejszej Służby Informacyjnej (SIS) Frantiszek Bohm, zastrzelił się – poinformowały w sobotę słowackie media. Ranna została jego żona. Funkcjonariusz zeznawał m.in. w śledztwie dotyczącym podejrzeń o korupcje byłego szefa policji, który zabił się w areszcie w grudniu.

Bohm został zatrzymany we wrześniu 2020 r. podczas akcji Narodowej Agencji Kryminalnej (NAKA) o kryptonimie „Boże Młyny”. Zeznawał także w śledztwie „Judasz”, które doprowadziło do aresztowania byłych wysokich funkcjonariuszy policji, służby finansowej i celnej oraz służb specjalnych.

Po tym, jak zdecydował się na współpracę z policją, sąd w grudniu zeszłego roku zwolnił go z aresztu. Z wolnej stopy zeznawał m.in. w sprawie podejrzeń o korupcję byłego szefa policji Milana Luczanskiego, który 30 grudnia 2020 r. popełnił w areszcie samobójstwo.

Według ustaleń prokuratury Bohm opłacał policjantów, celników i służby podatkowe, by m.in. ukrywać przestępstwa związane z wyłudzaniem VAT przy handlu paliwami. Miał przyznać się do przekazywania łapówek w wysokości 3 milionów euro. Według oceny mediów, zeznania, które do tej pory złożył w prokuraturze, mogą być wykorzystywane w śledztwach związanych z innymi osobami.

Według informacji Bohm zastrzelił się w piątek wieczorem w domu w gminie Plavecki Sztvrtok, 30 km. na północ od Bratysławy. Strzelił sobie w głowę. Żona, która najprawdopodobniej chciała go powstrzymać, została ranna w klatkę piersiową. Jest w szpitalu w stanie stabilnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Napad na sklep w Ząbkach. Nie żyje właściciel, trwają poszukiwania sprawcy

Fot. Lukasz Solski/East News, Przemysl 5.03.2020. Patrol policji na ulicy miasta

Napad na sklep w podwarszawskich Ząbkach zakończył się tragicznie. Do dramatu doszło w niedzielę. W wyniku napaści zmarł 67-letni właściciel sklepu. Policja szuka sprawcy przestępstwa. Napad na sklep pod Warszawą. Policjanci poszukują sprawcy napadu na 67-letniego właściciela sklepu w Ząbkach (Mazowieckie) – poinformował w poniedziałek PAP rzecznik wołomińskiej policji asp. sztab. Tomasz Sitek. Dodał, że 67-latek zmarł w szpitalu kilka godzin po napadzie.

Jak przekazał rzecznik wołomińskiej policji do zdarzenia doszło w niedzielę w jednym ze sklepów przy ulicy Powstańców w podwarszawskich Ząbkach. – Otrzymaliśmy zgłoszenie, że 67-latek został zaatakowany we własnym sklepie – podkreślił asp. sztabowy. – Poszkodowany mężczyzna został przewieziony do szpitala w Warszawie. Po kilku godzinach otrzymaliśmy informację, że zmarł – podał.

Wskazał, że sprawą zajęli się kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie oraz ich koledzy z komisariatu w Ząbkach. – Prowadzimy czynności w tej sprawie. Dążymy do ustalenia i zatrzymania sprawcy – zaznaczył. – Ze względu na dobro śledztwa na tym etapie nie udzielamy więcej informacji – dodał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nie żyje 27-latek podejrzany o zabójstwo kobiety w Sieniawie Żarskiej

27-latek poszukiwany do sprawy zabójstwa młodej kobiety w Sieniawie Żarskiej (Lubuskie) nie żyje. Policja w środę odnalazła jego zwłoki w lesie w woj. dolnośląskim. Prawdopodobnie odebrał sobie życie przez powieszenie się – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera. Jak zaznaczył rzecznik, przyczynę zgonu mężczyzny ma ustalić sekcja zwłok.

Wojciech P. był poszukiwany od 4 stycznia br. Prokuratura i policja wydały komunikat z jego danymi osobowymi i rysopisem. Mężczyzna był podejrzewany o zabicie swojej byłej partnerki – 25-latki z Sieniawy Żarskiej. On też był mieszkańcem tej miejscowości. Ciało młodej kobiety znaleziono w jej mieszkaniu w nocy z 3/4 stycznia br. Do mieszkania siłowo weszli policjanci i strażacy zaalarmowani przez rodzinę pokrzywdzonej, którzy nie mieli z nią kontaktu. Kobieta leżała w łazience, miała rany na szyi.

Sekcja zwłok wykazała, że 25-latka zmarła śmiercią nagłą, a jej zgon był wynikiem wykrwawienia spowodowanego ranami ciętymi zadanymi w okolice szyi. Śledczy ustalili, że związek ze zbrodnią może mieć Wojciech P., który był konkubentem zamordowanej. Od razu ruszyły jego poszukiwania, które zakończyły się w środę odnalezieniem zwłok mężczyzny.

Śledztwo ws. zabójstwa 25-latki nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Żarach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śmierć 8-miesięcznego chłopca w Legnicy. Zatrzymano rodziców

W niedzielę wieczorem ratownicy medyczni z pogotowia wezwani do lokalu przy ul. Batorego w Legnicy (woj. dolnośląskie) stwierdzili zgon 8-miesięcznego chłopca. Na miejsce została wezwana policja, która zatrzymała przebywającego w lokalu ojca dziecka. Reporter Polsat News ustalił, że matka dziecka nadal jest poszukiwana. Pogotowie ratunkowe stwierdziło śmierć 8-miesięcznego dziecka w jednym z mieszkań w Legnicy na Dolnym Śląsku.

Do zdarzenia doszło przy ul. Batorego – ustalił reporter Polsat News. Jak dowiedziało się RMF FM, 8-miesięczny chłopiec miał krwiaka po lewej stronie skroni, guza na głowie i siniaki na plecach. Policja od razu zatrzymała 46-letniego nietrzeźwego ojca dziecka. W mieszkaniu nie było jednak 42-letniej matki dziecka. Prokuratura nie potwierdza, ze kobieta została zatrzymana.

Odebrano jej dzieci

Jak podają legniccy dziennikarze, zabójstwa miała dokonać matka chłopca. Według portalu lca.pl, domniemana sprawczyni to osoba dobrze znana funkcjonariuszom oraz opiece społecznej. Kobieta jest uzależniona od alkoholu. Odebrano jej już kilkoro dzieci. Szczegóły sprawy wyjaśnia policja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmierć podczas policyjnej interwencji

35-latek śmiertelnie postrzelony przez funkcjonariuszy podczas policyjnej interwencji w Warninie. Nad ranem funkcjonariuszy wezwali na pomoc rodzice mężczyzny. Był wobec nich agresywny i miał w obu rękach noże. Zaatakował nimi policjantów – powiedziała oficer prasowa koszalińskiej policji. Do zdarzenia doszło ok. godz. 4 rano w Warninie w woj. zachodniopomorskim.

Policjanci zostali wezwani na interwencję przez rodziców 35-latka, który miał być wobec nich agresywny, biegać po posesji z nożami w obu rękach. Rodzice zabarykadowali się przed synem w pokoju. On miał się do nich dobijać. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, zobaczyli mężczyznę trzymającego w rękach noże.

Pomimo wezwania do odrzucenia niebezpiecznych przedmiotów, mężczyzna zaatakował nimi funkcjonariuszy. W związku z tym policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a następnie użyli broni w stosunku do napastnika. Jeden z oddanych strzałów ranił 35-latka – mówi Monika Kosiec, oficer prasowa koszalińskiej policji. Kula trafiła mężczyznę w okolicę szyi.

Na miejscu była już wezwana wcześniej karetka pogotowia. Natychmiast załoga karetki i policjanci przystąpili do udzielenia pomocy medycznej mężczyźnie, jednak nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. 35-latek zmarł – powiedziała Kosiec.

35-latek miał mieć problemy psychiczne.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Koszalinie, wszczęte zostało również wewnętrzne postępowanie przez Wydział Kontroli KWP w Szczecinie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Meksyk: Blogerka dla sławy sfingowała własne porwanie. Kobieta nie żyje

By zdobyć większą popularność i przyciągnąć internautów na TikToka meksykańska blogerka Areline Martinez sfingowała własne porwanie. Nie wszystko poszło najwidoczniej tak, jak zaplanowała. Ciało 20-latki z raną postrzałową głowy policja znalazła na północy kraju. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa policji wynika, że doszło do tragicznej pomyłki. Nagranie ostatnich chwil życia blogerki wyciekło do sieci.

Nagranie przedstawia prawdopodobnie Martinez na krótko przed śmiercią. Widać na nim, jak z grupą znajomych przygotowuje się do zarejestrowania filmu z porwania. Jeden z „napastników” mierzy do „porwanej” i jej kompana z broni, celuje m.in. w głowę.

Wideo nie zdradza, co wydarzyło się później. Wiadomo jednak, że policja w piątek w nocy odnalazła ciało 20-latki w mieście Chihuahua na północy Meksyku. Towarzysze ulotnili się z miejsca tragedii.

Z relacji świadka, który zadzwonił później na policję, wynika, że do zabójstwa doszło przez przypadek w trakcie nagrań. Śledczy wskazują na nieostrożne obchodzenie się z bronią, co mogło być przyczyną tragedii. Media podają, że nie było to pierwsze sfingowane przez Martinez porwanie, którym chciała zyskać rozgłos w mediach.
Źródło info i foto: TVP.info