Zaatakował niedźwiedzia w warszawskim zoo. Dobrowolnie poddał się karze

Dwa lata ograniczenia wolności i 5 tys. złotych nawiązki – takim karom dobrowolnie poddał się mężczyzna, który 21 maja wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Ograniczenie wolności będzie polegało na świadczeniu prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Nawiązka ma być wpłacona na cele związane z ochroną zwierząt. Mężczyzna zobowiązał się też do powstrzymania od picia alkoholu.

W piątek (22 maja) mężczyzna usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami – tak zinterpretowano podtapianie niedźwiedzicy. Drugi przedstawiony mu zarzut dotyczył naruszenia miru domowego. 23-latek nie miał maseczki, więc sanepid zdecyduje o karze finansowej, która może wynieść od 5 do 30 tysięcy złotych.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: 23-latek szarpał się z niedźwiedziem w zoo. Usłyszy zarzut znęcania się nad zwierzętami

Zarzut znęcania się nad zwierzętami ma usłyszeć 23-latek, który w czwartek po pijanemu wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo. Młody mężczyzna podtapiał zwierzę, które wskoczyło za nim do fosy okalającej wybieg.

Najpierw jednak policjanci będą się jeszcze konsultować z szefostwem ogrodu zoologicznego. Wczoraj skandaliczne zachowanie mężczyzny zakwalifikowano jako wykroczenie, jednak dokładna analiza sprawiła, że prawdopodobnie to co zrobił zostanie potraktowane jako znęcania się nad zwierzęciem. Grożą za to trzy lata więzienia.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie. Teraz policja skieruje do sądu wniosek o jego ukaranie.

Niedźwiedzica jest „mocno zestresowana”

Ogród zoologiczny w przesłanym oświadczeniu napisał, że Sabina – stara niedźwiedzica, która „została napadnięta na swoim wybiegu przez dorosłego mężczyznę, fizycznie wyszła z tego zdarzenia bez szwanku, ale jest mocno zestresowana”.

Jest niedźwiedziem o przeszłości cyrkowej i do obecności ludzi jest przyzwyczajona, jednak absolutnie nie spodziewała się ataku ze strony człowieka. Po zdarzeniu dochodzi do siebie siedząc w wodzie i porykując nerwowo. Zajmują się nią troskliwi opiekunowie – czytamy.

ZOO zaznaczyło, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia, to już kolejny tego typu incydent.

Dawniej takie zdarzenia były absolutnie wyjątkowe. Niedźwiedzie oddzielone są fosą, dodatkowo wokół są rozmieszczone wyraźne informacje o tym, że to niebezpieczne zwierzęta. Wybieg został tak zaprojektowany, że niedźwiedzie nie są w stanie z niego wyjść, więc nie stanowią zagrożenia. Ale człowiek może sforsować każde zabezpieczenie. Celowo dostając się na wybieg, chcąc wejść w interakcję ze zwierzęciem naraża życie swoje i zwierząt oraz angażuje służby – czytamy w komunikacie.

Podkreślono również, że warszawskie zoo podejmie wszelkie kroki prawne związane ze zdarzeniem.

Poruszona słuchaczka: Wybieg jest zbyt blisko ulicy

Historia niedźwiedzicy Sabiny poruszyła jedną ze słuchaczek RMF FM. W wysłanej nam wiadomości stwierdziła, że „wybieg niedźwiedzi znajduje się zbyt blisko tramwaju, ulicy, zgiełku”.

Mnóstwo ludzi rzucających śmieci lub nieodpowiedni pokarm… Mnóstwo nieodpowiedzialnych osób, które mogą skrzywdzić czy rzucać kamieniami i dręczyć zwierzęta, aż w końcu takich, którzy dla zabawy będą chcieli udowodnić swoją „męskość” i tak jak ten człowiek wejdą na teren… Ogólnie ten wybieg nawet nie ma wysokiego płotu… Szok, że ten relikt z lat 80. jeszcze istnieje – oburza się słuchaczka. I dodaje: Zoo powinno już go dawno zlikwidować (wybieg – przyp. red.) i przenieść niedźwiadka do odpowiedniego dla niego miejsca, a nie trzymać go na obskurnym pseudowybiegu, gdzie ma być uciechą dla gawiedzi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nieznana grupa hakerska wykradła cyberbronie NSA

Ujawnienie przez nieznaną dotąd grupę Shadow Brokers narzędzi hakerskich stosowanych przez powiązaną z amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) organizację Equation Group, to jedna z największych sensacji ostatnich miesięcy w obszarze cyberbezpieczeństwa. Zdaniem ekspertów od bezpieczeństwa opublikowane materiały są prawdziwe, choć źródło przecieku nie jest jasne. Część analityków wskazuje na przepływ wewnętrzny, podczas gdy inni uważają, że za całą operacją stała Rosja. Sytuacja stawia NSA w trudnej sytuacji, ponieważ hakerzy twierdzą, że posiadają więcej hakerskich narzędzi – pisze Andrzej Kozłowski na łamach portalu CyberDefence24.pl.

Szokująca informacja o wykradzeniu cyberbroni NSA pojawiła się w zeszłym tygodniu. Nieznana grupa umieściła w sieci dwa foldery, liczące łącznie ponad 300 megabajtów. Jeden z nich został zaszyfrowany, a hasło do niego ma zostać udostępnione zwycięzcy aukcji, którą zorganizowała grupa Shadow Brokers. Organizowanie publicznej aukcji jest jednak bez sensu, w szczególności biorąc pod uwagę ogromną kwotę, której zażądali jej organizatorzy. Osoba chcąca uzyskać dostęp do pliku musi zapłacić 500 milionów dolarów w Bitcoinach, co nie umknie uwadze służb wywiadowczych – nawet jeżeli zostanie dokonana w trudno wykrywalnej kryptowalucie.

Drugi odkodowany folder, liczący 134 MB, zawiera dane o skryptach używanych po stronie serwera, konfiguracjach, różnego rodzaju exploitach (programy mające na celu wykorzystanie błędów w oprogramowaniu – przyp. red.) umożliwiających złamanie zapór sieciowych oraz inne informacje na temat zabezpieczeń firm Fortinetu, Cisco, Snaanxi, Networkcloud Information Technology. Najnowsze z nich pochodzą z 2013 roku.

Snowden potwierdza

Sygnatury opublikowanych narzędzi hakerskich są identyczne z tymi używanymi wcześniej przez Equation Group. Potwierdza to autentyczność opublikowanych materiałów. Początkowo wiele osób w to wątpiło, ponieważ publikowanie informacji i narzędzi hakerskich należących do grup kontrolowanych przez państwa jest niezwykle rzadkie. Zresztą sama wielkość opublikowanych plików wskazuje, że nie zostały one sfałszowane.

Ostatnie potwierdzenie przyszło ze strony Edwarda Snowdena, który w magiczny sposób znalazł odpowiedni dokument potwierdzający autentyczność wykradzionych materiałów. Warto podkreślić, że prawie wszystkie opublikowane przez Shadow Brokers pliki komputerowe zawierają algorytmy RC5 i RC6, znalezione również w złośliwym oprogramowaniu Sauron, o którego stworzenie podejrzewa się właśnie NSA.

Cele ataków, czyli routery należące do Cisco, Juniper oraz Forinentu, to jedne z najpopularniejszych tego rodzaju urządzeń sieciowych na świecie. Używane są zarówno przez instytucje rządowe, największe korporacje oraz pojedyncze osoby. Przedstawiciel Cisco przyznał publicznie, że jedna z luk ujawnionych przez grupę Shadow Brokers była cały czas im nieznana.

Byli pracownicy NSA, wliczając w to Edwarda Snowdena, określili, że wykradzenie materiałów z serwerów agencji jest ich zdaniem bardzo mało prawdopodobne. Według nich narzędzia zostały prawdopodobnie wykradzione z serwerów zewnętrznych, używanych do przeprowadzania ataków przez hakerów powiązanych z NSA. Agencja używa tych serwerów do operacji wymierzonych w inne państwa w celu uniknięcia wykrycia. Prawdopodobnie w skutek niedopatrzenia narzędzia nie zostały usunięte po zakończeniu operacji i to pomimo że NSA przeprowadza audyt swoich systemów.

Jeżeli prawdą jest, że pliki zostały wykradzione w okolicach 11 czerwca 2013, to osoba, która uzyskała te informacje, mogła wykorzystywać te same podatności co NSA i niezauważenie przez trzy lata szpiegować wiele podmiotów na całym świecie. Należy też zauważyć, że było to dwa miesiące po ucieczce Snowdena do Hongkongu i sześć dni po pierwszej publikacji na łamach brytyjskiego „Guardiana” dostarczonych przez Amerykanina dokumentów. Prawdopodobnie w tym samym czasie NSA wzmocniła mechanizmy kontroli oraz wyłączała potencjalne źródła przecieku informacji, odcinając hakerów od serwera.

Equation Group prowadzi jedne z najbardziej zaawansowanych operacji hakerskich na świecie, korzystając z nieograniczonych zasobów i najzdolniejszych informatyków. Była ona prawdopodobnie zaangażowania w wykorzystaniu Stuxnetu – robaku, który zaatakował ośrodek nuklearny Natanz w Iranie, oraz przy Flamie – szpiegowskim oprogramowaniu pozyskującym informacje z komputerów na Bliskim Wschodzie.

Rosja na ławie oskarżonych

Wśród ekspertów dominują dwie główne hipotezy o możliwym przecieku informacji. Jedna z nich mówi, że za wszystkim stoi Rosja, która pragnie zademonstrować swoją potęgę w cyberprzestrzeni. Pokazać Amerykanom, że też jest w stanie wyśledzić ich poczynania w sieci. Incydent ten ma być odpowiedzią na atak na Komitet Partii Demokratycznej, gdzie wskazano na rosyjskich udział. Teza na partycypację Kremla w całym wydarzeniu wydaje się być najbardziej prawdopodobna, biorąc pod uwagę ostatnią sytuację. Potwierdził to zresztą przebywający w Rosji i całkowicie uzależniony od FSB Edward Snowden.

Druga hipoteza mówi, że wyciek danych jest dziełem osoby pracującej w NSA, która szuka rewanżu na byłym pracodawcy oraz możliwości łatwego zarobku i dlatego publikuje te informacje lub jest źródłem osobowym rosyjskiego wywiadu. Hipotezę o „wewnętrznej robocie” przedstawił Matt Suiche, założyciel MoonSols zajmującego się cyberbezpieczeństwem. Jego zdaniem takie narzędzia trzymane są na fizycznie odseparowanych serwerach, które nie mają łączności z internetem i nigdy nie są umiejscawiane na zewnątrz. Jego zdaniem ktoś specjalnie je tam umieścił. Niezmieniona hierarchia i nazwa plików sugeruje, że były one bezpośrednio przekierowane ze źródła.

Przeciek narzędzi używanych przez NSA negatywnie wpłynie na już nadszarpniętą reputację agencji oraz może osłabić zdolności ofensywne Stanów Zjednoczonych w cyberprzestrzeni. Inne podmioty mogą nauczyć się z opublikowanych materiałów jakich technik i metod używają Amerykanie. Wprawdzie materiał głównie pochodzi z 2013 roku, jednak NSA często korzysta ze starych rozwiązań nawet w swoich najnowszych programach, po prostu dodając nowe opcje do już istniejących fundamentów. Potwierdza to ostatnio ujawnione oprogramowanie Sauron, zawierające algorytmy z lat 90., napisane w przestarzałym już języku skryptowym Lua.

Drugi problem leży w braku reakcji NSA na publikację dokumentów. Wynika to z tego, że dokładnie nie wiadomo, co zostało skradzione. Pokazuje to, jak niewiele wiadomo o stosowanych rozwiązaniach, narzędziach i podatnościach.

Trzecim problemem jest wpływ działalności NSA na światowe cyberbezpieczeństwo, w tym ochronę przedsiębiorstw i firm komercyjnych. NSA świadoma istnienia luk w ich zabezpieczeniach, nie informuje o nich. W ten sposób naraża firmy komercyjne na włamania, ponieważ każdy może uzyskać dostęp do luk w systemie – od pojedynczych hakerów aż po agencje szpiegowskie państw, posiadające zaawansowane narzędzia w świecie wirtualnym.

Obecnie w Stanach Zjednoczonych istnieje procedura ujawniania luk oprogramowania. Agencje takie jak NSA czy FBI powinny każdy odkryty exploit przesyłać do grupy ekspertów wywodzących się z różnych instytucji, którzy następnie decydują, czy bardziej opłacalne jest jego ujawnienie czy utrzymanie w sekrecie. Zdaniem Micheala Denisa, koordynatora Białego Domu ds. cyberbezpieczeństwa, w zdecydowanej większość przypadków dochodzi do ujawniania informacji.

Ten proces oceny jest jednak dość nowy, został wprowadzony wiosną 2014 roku. Wcześniej NSA posiadała wewnętrzny proces analizy zagrożeń. Jednak w jego rezultacie ujawniano nieliczne wykryte luki. Taka polityka wynikała z przekonania, że podatności mogą służyć przez długi czas jako przydatna broń, a ujawnienie ich zmusi agencję do kosztowych poszukiwań kolejnych.
Żródło info i foto: wp.pl

Trwają poszukiwania 7-latka zostawionego w lesie

Japońskie wojsko przyłączyło się do poszukiwań 7-letniego chłopca, którego rodzice zostawili w lesie w górach na wyspie Hokkaido, na północy kraju, by ukarać go za to, że był niegrzeczny. 75 członków sił samoobrony dołączyło do 200 policjantów, strażaków i cywilów, przeczesujących z psami gęsty las w pobliżu miejscowości Nanae.

Do poszukiwań zaangażowano też lokalnego myśliwego, gdyż w rejonie, w którym w sobotę zaginął Yamato Tanooka, odnaleziono świeże ślady niedźwiedzia – podała agencja prasowa Jiji. Rodzice Yamato najpierw utrzymywali, że chłopiec zniknął, gdy szukał w lesie jadalnych dzikich roślin. Później powiedzieli jednak policji, że zostawili go samego przy drodze, by ukarać za obrzucanie ludzi i samochodów kamieniami. Gdy kilka minut później rodzice wrócili w to miejsce, chłopca już tam nie było.

Region, w którym zaginął Yamato, jest tak niedostępny, że sami mieszkańcy regionu twierdzą, że rzadko się tam zapuszczają. Mimo powiększenia ekipy poszukiwawczej, w środę nie odnaleziono nowych śladów. Chłopiec nie miał ze sobą jedzenia ani wody. Gdy widziano go po raz ostatni, Yamato był ubrany w koszulkę i jeansy. W nocy w tym rejonie temperatury spadają do 7 stopni Celsjusza, ostatnio odnotowano tam ulewne deszcze.

Cała Japonia żyje poszukiwaniami siedmiolatka; programy informacyjne co godzinę podają nowe informacje, a tysiące ludzi w internecie apeluje o modlitwę w intencji chłopca i krytykuje rodziców za zaniedbanie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl.pl

Niedźwiedź nie zaatakował. 60-latka zamordowano

To nie niedźwiedź zabił mężczyznę w Bieszczadach. 60-latek został wcześniej zamordowany. Do takich nieoficjalnych wyników sekcji zwłok dotarł reporter RMF FM Maciej Grzyb. Jak dowiedział się nasz dziennikarz, zmarły mężczyzna miał na głowie i klatce piersiowej ślady od uderzeń tępym narzędziem. Ciosy zostały zadane kilka dni przed tym, jak odnaleziono jego ciało. Biegli ustalili również, że ktoś przeniósł bądź przewiózł zwłoki. Później natomiast na ciało 60-latka natknął się niedźwiedź, który częściowo je rozszarpał.

Szukający 60-latka ratownicy stali się dla drapieżnika zagrożeniem, dlatego zaczął on bronić swojej zdobyczy i zaatakował goprowców. W związku z tymi ustaleniami policja poszukuje mordercy 60-latka. Myśliwi natomiast wciąż tropią niedźwiedzia, który nadal jest niebezpieczny dla ludzi. Zwierzę prawdopodobnie było ranne. Z relacji ratowników wynikało, że kulało na tylną łapę.

W czwartek licząca 24 osoby grupa przeszukiwała teren, ale nie natrafiła na ślady drapieżnika. Koordynator akcji podjął decyzję o zawieszeniu poszukiwań. W lasach zostały ustawione fotopułapki i m.in. przy ich pomocy monitorujemy zagrożony obszar – powiedział rzecznik RDLP w Krośnie Edward Marszałek. Podkreślił, że „z pojawieniem się zagrożenia grupa przystąpi do działania”.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany 61-latek nie żyje

W Bieszczadach odnaleziono ciało poszukiwanego od soboty 61-latka. Akcję przerwano wczoraj, po tym, jak ratowników GOPR zaatakował niedźwiedź. O sprawie informuje TVN24. Na ciele mężczyzny są ślady wskazujące na atak dzikiego zwierzęcia. Wczoraj w rejonie Olszanicy niedźwiedź zaatakował ratowników GOPR. Po tym incydencie prowadzone od soboty poszukiwania mężczyzny zostały przerwane, bo były zbyt niebezpieczne.
Żródło info i foto: interia.pl