Afera pedofilska w Niemczech. Podejrzanych 30 tys. osób

Niemieckie wymiar sprawiedliwości prowadzi dochodzenie w sprawie aktywności pedofilskiej w internecie, o którą podejrzewa się ok. 30 tys. osób – ogłosiły w poniedziałek władze lokalne. To jedna z największych tego typu spraw w Niemczech – ocenia agencja AFP.

– Wykorzystywanie dzieci w internecie jest bardziej rozpowszechnione, niż wcześniej sądziliśmy. Chcemy wyciągnąć z anonimowości internetu sprawców molestowania dzieci i tych, którzy ich wspierają – ocenił minister sprawiedliwości landu Nadrenia Północna-Westfalia Peter Biesenbach na konferencji prasowej w Dusseldorfie.

Dochodzenie w sprawie przypadków wykorzystywania dzieci i rozpowszechniania w internecie materiałów przedstawiających te przestępstwa rozpoczęło się w październiku ub.r. wraz z aresztowaniem 42-letniego mężczyzny w Bergisch Gladbach koło Kolonii. Proces podejrzanego mężczyzny rozpocznie się w sierpniu, a w jego mieszkaniu odkryto ogromną ilość materiałów z pornografią dziecięcą.

Sprawę badało nawet 350 policjantów

– Jednostki zwalczające cyberprzestępczość w Nadrenii Północnej-Westfalii prowadzą śledztwo w sprawie 30 tys. nadal niezidentyfikowanych osób podejrzewanych o związek ze sprawą pedofilską w Bergisch Gladbach – zakomunikował Biesenbach w poniedziałek.

Ustalono już tożsamość 72 podejrzanych, z czego ośmiu postawiono zarzuty; sprawą zajmuje się specjalna grupa dochodzeniowa, która obecnie liczy od 120 do 140 śledczych, a w szczytowym momencie pracowało przy niej 350 funkcjonariuszy. Dodano, że dotychczas udało się także zidentyfikować 44 wykorzystywanych dzieci.

W maju 27-letni żołnierz został skazany na 10 lat więzienia i umieszczony w szpitalu psychiatrycznym – był to pierwszy wyrok w sprawie połączonej z tym dochodzeniem.

„Jeden z największych skandali pedofilskich”

Przestępstwa zostały najpierw ujawnione przez policję kanadyjską, która poinformowała niemieckich śledczych o zamieszczonych w internecie treściach pedofilskich pochodzących z RFN.

W trakcie dochodzenia wykryto istnienie różnych grup dyskusyjnych, w których uczestniczyło kilka tysięcy osób wymieniających materiały pedofilskie – poinformowała AFP, oceniając, że jest to jeden z największych skandali pedofilskich w Niemczech.

– Jeśli mamy aktywnie walczyć z wykorzystywaniem dzieci w internecie, musimy także porozmawiać o regulacjach prawnych dotyczących przechowywania danych. Jedno nie może funkcjonować bez drugiego – zauważył Biesenbach.

Część polityków chce znieść anonimowość pedofilii

Jak pisze AFP, to kolejna sprawa pedofilska w ciągu ostatnich lat, która zszokowała niemiecką opinię publiczną, powodując coraz bardziej bezkompromisową reakcję władz. Niektórzy politycy domagają się zniesienia anonimowości w internecie dla wszystkich, którzy rozpowszechniają lub otrzymują materiały pornograficzne z udziałem dzieci – dodała agencja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Arabskie klany przestępcze zasłonią się prawem?

– Członkowie klanów przestępczych odruchowo podniosą zarzut dyskryminacji – komentuje wprowadzone niedawno w Berlinie prawo antydyskryminacyjne szefowa tamtejszej policji Barbara Slowik. Jak twierdzi korespondent TVP w Niemczech, prawo „wyrwie zęby” niemieckiej policji.

Zdaniem szefowej berlińskiej policji Barbary Slowik, nowe prawo jest zbyteczne. – Nie sądzę, byśmy go potrzebowali – powiedziała w rozmowie z magazynem „Spiegel”. Jak mówi, policjanci traktują sprawę jako dowód braku zaufania do nich. Ich praca może też stać się znacznie bardzie złożona.

– W każdym razie będzie więcej dyskusji w codziennych w trakcie sytuacji kontrolnych. W przyszłości będziemy musieli udokumentować każdą operację bardziej szczegółowo – powiedziała Slowik.

– Członkowie klanów przestępczych przetestują również prawo i odruchowo podniosą zarzut dyskryminacji – dodała szefowa berlińskiej policji.

„Władze Berlina chcą tutejszej policji wyrwać zęby poprzez wprowadzenie tzw. prawa antydyskryminacyjnego” – skomentował sprawę korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz.

Władze Berlina chcą tutejszej policji wyrwać zęby poprzez wprowadzenie tzw. prawa antydyskryminacyjnego. Szefowa policji przestrzega, że da to przede wszystkim narzędzie do ręki arabskim klanom przestępczym do zwalczania policji pod pozorem dyskryminacji.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Eksperyment Kentlera polegający na przekazywaniu dzieci pedofilom. „Możemy tylko przeprosić”

Po raz pierwszy sprawa oddawania dzieci z domów dziecka pod opiekę pedofilów opisana została przez tygodnik „Der Spiegel”. Według ostatnich badań Uniwersytetu Hildesheim proceder trwał od lat 70. ubiegłego wieku do 2003 roku.

Naukowcy z Uniwersytetu Hildesheim gromadzą oświadczenia osób poszkodowanych przez eksperyment Kentlera. Ofiary mogą też liczyć na wsparcie ze strony pracowników ośrodka. Według raportu władze Berlina w latach 70. ubiegłego wieku, aż do trzeciej dekady 2003 roku oddawały dzieci pedofilom. – Możemy tylko przeprosić ofiary oraz zapewnić im pieniężne odszkodowania – powiedziała odpowiedzialna za sprawy młodzieży i rodzinę landu Berlin Sandra Scheress.

Eksperyment Kentlera był procederem opracowanym przez pedagoga i profesora uniwersyteckiego Helmuta Kentlera, który zmarł w 2008 roku. Mężczyzna był uznawany za autorytet w sprawach dzieci i młodzieży. Według niego szczególnie trudne w wychowaniu dzieci bezdomne i nieprzystosowane społecznie, potrzebują większej bliskości fizycznej, która umożliwi im prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie.

Według Kentlera takie warunki mogli zapewnić im właśnie pedofile. Ci z kolei chętnie składali w Berlinie Zachodnim podania o utworzenie rodziny zastępczej – dzieci oddawane były więc w ręce pedofilów za zgodą i przy wsparciu instytucji. Helmut Kentler był autorem zasad teoretycznych projektu, wyszukiwał opiekunów oraz był ich doradcą. Jak podaje „DW”, kilku przybranych ojców było znanymi naukowcami, członkami m.in. Instytutu Maxa Plancka, Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego oraz Szkoły Odenwald w Hesji w Niemczech Zachodnich, która kilka lat temu była w centrum skandalu pedofilskiego.

Uniwersytet Hildesheim stara się teraz ustalić m.in. to, jak dużo dzieci zostało oddanych pod opiekę, i kiedy faktycznie projekt został zakończony. Wiele wskazuje na to, że eksperyment przeprowadzany był też nie tylko w Berlinie.

Zgodnie z raportem już w latach 90. berliński Jugendamt (Urzęd ds. Dzieci i Młodzieży) otrzymywał sygnały, że jeden z rodziców zastępczych wykorzystywał seksualnie swoich podopiecznych. Nieżyjący już Fritz H. otrzymał co najmniej siedmioro dzieci, które miał wychować. Dwoje z poszkodowanych w tej sprawie wniosło w ostatnich latach sprawy do sądów, jednak ich sprawy uległy przedawnieniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Domniemany porywacz Madeleine McCann wyjdzie na wolność?

Christian B., główny podejrzewany ws. zaginięcia Madeleine McCann, może wyjść na wolność – wynika z informacji mediów. Mężczyzna odbył dwie trzecie wyroku skazującego za handel narkotykami i będzie ubiegał się o zwolnienie warunkowe.

B. przebywa aktualnie w więzieniu w Kolonii. Odbywa wyrok 21 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i 7 lat pozbawienia wolności za gwałt na 72-letniej Amerykance w portugalskim Praia da Luz – tej samej miejscowości, w której zaginęła Madeleine McCann.

„Daily Mail” dotarł do informacji, z której wynika, że osadzony złożył nowy wniosek o zwolnienie warunkowe. Argumentuje w nim, że 6 czerwca odbył już 2/3 swojej kary za handel narkotykami. W przypadku przychylenia się do wniosku przez sąd federalny w Karlsruhe, mężczyzna będzie mógł wyjść na wolność.

Oczekiwanie na apelację

Choć Christian B. dodatkowo został skazany za gwałt na siedem lat pozbawienia wolności w grudniu 2019 r., to złożył apelację od wyroku. Zapisy niemieckiego prawa stanowią, że w przypadku jej złożenia, wyrok nie może zostać egzekwowany, aż do jej rozpatrzenia.

Śledczy obawiają się, że mężczyzna skorzysta z chwilowej „wolności” i ucieknie do kraju, z którym Niemcy nie mają podpisanej umowy ekstradycyjnej. Jednak Hans Wolters, niemiecki prokurator z Brunszwiku, zajmujący się sprawą zaginięcia Madeleine zapewnia, że gdy podejrzewany tylko wyjdzie z więzienia, „natychmiast zostanie aresztowany”.

– Zostanie zatrzymany na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez służby w Brunszwiku. Sprawa dotyczy gwałtu na starszej kobiecie – przekazał prokurator w rozmowie z „Mirror”.

„Daily Mail” przypomina, że Christian B. ma bogatą kartotekę. Jako nastolatek został skazany za molestowanie 6-letniej dziewczynki. Gdy w wieku 19 lat wyszedł na wolność uciekł za granicę. W różnych europejskich krajach miał dopuszczać się licznych kradzieży, włamań i napaści seksualnych.

„Dziewczynka nie żyje”

Madeleine McCann zniknęła 3 maja 2007 roku z wakacyjnego apartamentu w portugalskiej miejscowości Praia da Luz, gdy jej rodzice udali się do restauracji na kolację. Śledczy zakładali, że dziewczynkę porwano. Przez pewien czas nie wykluczano nawet, że sprawcami byli jej rodzice.

Przełom nastąpił w ostatnich tygodniach. Niemieckie służby uważają, że uprowadzenia dziewczynki dokonał Christian B. Na trop mężczyzny śledczy wpadli po odnalezieniu dwóch należących do niego samochodów – osobowego oraz kampera. Oba auta były widziane w Praia da Luz w czasie, kiedy porwano Maddie. Mężczyzna mieszkał tam przez 12 lat. Okradał domy wczasowe i handlował narkotykami.

Prokuratorzy niemieccy uważają, że dziewczynka nie żyje. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, dziewczynka nie żyje. Nie mamy żadnych wskazówek, by było inaczej. Mamy rzeczy, o których nie możemy powiedzieć, wskazujące, że Madeleine nie żyje, nawet jeśli muszę przyznać, że nie mamy ciała – powiedział w zeszłym tygodniu prokurator Wolters stacji Sky News.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Zamieszki w Stuttgarcie. Policjanci zaatakowani kostką brukową

To była niespokojna noc w Sttutgarcie. Podczas ulicznych starć w centrum Stuttgartu w nocy z soboty na niedzielę rannych zostało wielu policjantów. Sytuacje nad ranem udało się opanować. Zamieszki wybuchły w niedzielę tuż po północy. Setki młodych ludzi, w niewielkich grupach, atakowały policjantów wyrywaną z chodników kostką brukową, niszczyły samochody, grabiły sklepy.

Sytuacja jest całkowicie poza kontrolą – informował w niedzielę nad ranem rzecznik miejscowej policji. Władze, by przywrócić porządek w mieście, zaczęły ściągać policyjne posiłki z Badenii-Wirtembergii, kraju związkowego RFN, którego Stuttgart jest stolicą.

Jak poinformowała policja, aresztowano wielu uczestników zajść. Nadal nie wiadomo, jakie było ich podłoże.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemieccy prokuratorzy federalni twierdzą, że to Kreml zlecił morderstwo Czeczena w Berlinie

Niemieccy prokuratorzy federalni poinformowali w czwartek, że zgromadzili wystarczające dowody, aby podejrzewać obywatela Rosji o zamordowanie w lecie 2019 r. w Berlinie pochodzącego z Gruzji Czeczena. Dodali, że zabójstwo zostało zlecone przez rosyjskie władze. Podejrzany o zabójstwo Rosjanin, zidentyfikowany jako Wadim Krasikow, jest oskarżony o morderstwo i nielegalne posiadanie broni – podali prokuratorzy federalni w oświadczeniu.

W związku ze sprawą Niemcy wydaliły w grudniu ubiegłego roku dwóch rosyjskich dyplomatów, powołując się na brak współpracy w śledztwie w sprawie zabójstwa z 23 sierpnia 2019 r. W czwartek ambasador Rosji został ponownie wezwany do ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie.

Ambasador Rosji zaproszony na spotkanie w MSZ

Rozmawiając tego dnia z dziennikarzami w Wiedniu, po oświadczeniu prokuratorów, szef MSZ Niemiec Heiko Maas powiedział: – Jeszcze raz zaprosiliśmy ambasadora Rosji na spotkanie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, aby ponownie jednoznacznie wyjaśnić nasze stanowisko stronie rosyjskiej; rząd niemiecki zdecydowanie zastrzega sobie prawo do podjęcia dalszych działań w tej sprawie.

Rzecznik niemieckiego rządu przekazał tego samego dnia, że rząd bardzo poważnie podchodzi do oświadczenia prokuratorów federalnych, iż zabicie Gruzina w Berlinie zostało nakazane przez rosyjskie władze.

Rzecznik przypomniał, że w związku ze sprawą rząd Niemiec wydalił dwóch członków rosyjskiej ambasady w grudniu 2019 r. Dodał też, że rząd zaczął ostatnio podejmować także kroki przeciwko Rosji w związku z atakiem hakerskim w niemieckim parlamencie. – Niemiecki rząd zastrzega sobie prawo do podjęcia dalszych kroków – oświadczył rzecznik.

Zamordowany służył w oddziale Szamila Basajewa

23 sierpnia ub.r. w Berlinie zamordowany został Zelimchan Changoszwili, który brał czynny udział w drugiej wojnie czeczeńskiej w oddziale dowódcy polowego Szamila Basajewa. Podczas rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r. zorganizował oddział 200 ochotników do walki z siłami Kremla. Dwukrotnie uchodził z życiem przed zamachowcami – w 2009 i 2015 roku. Od 2017 roku starał się o azyl w Niemczech, ale jego wniosek został odrzucony. Changoszwili był uważany przez Urząd Ochrony Konstytucji (kontrwywiad) za niebezpiecznego islamistę.

Już w grudniu ub.r. Niemiecka Federalna Prokuratura Generalna (GBA) zakładała, że Krasikow nie działał sam; musiał mieć co najmniej jednego pomocnika. Zdaniem GBA, nie jest możliwe, by morderca, który przyjechał do Berlina dzień przed dokonaniem zabójstwa sam śledził swoją ofiarę, ustalił, jakie są jej zwyczaje i opracował plan ucieczki. Ktoś musiał mu też dostarczyć broń.

Podejrzany miał brać udział w innych zabójstwach

Wkrótce po dokonaniu morderstwa berlińska policja zatrzymała obywatela Rosji Wadima Krasikowa, który posługiwał się fałszywym paszportem wystawionym na „Wadima Sokołowa”. Rosyjska „Nowaja Gazieta” ustaliła, że mężczyzna brał udział w zabójstwie dwóch rosyjskich biznesmenów w Karelii i Moskwie w 2007 i 2013 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: 23-letnia Polka upozorowała swoje porwanie

Niemiecka policja otrzymała wiadomość z Polski, że 23-letnia kobieta mogła zostać porwana. W piątek odbyło się przeszukanie domów w Nauen (Brandenburgia). Mundurowi przed jednym z budynków spotkali kobietę spacerującą z psem – jak się okazało była nią Polka, która sfingowała swoje zniknięcie – informuje serwis rbb24.

Polskie służby przekazały do Departamentu Policji Zachodniej Brandenburgii wiadomość, że 23-latka z Polski mogła paść ofiarą porwania. Poszukiwania zaczęto jeszcze w piątek.

„Porwana” spacerowała z psem

Z ustaleń wynikało, że kobieta może przebywać na terenie miasta Nauen. Zlokalizowano miejsce, gdzie rzekomo miała być przetrzymywana – poinformowała w poniedziałek niemiecka policja.

Tamtejsze służby wezwały nawet do przeszukania domów jednostkę Brandenburskiego Dowództwa Operacji Specjalnych (SEK). Funkcjonariusze nie odnaleźli jednak kobiety w budynku. Jak się okazało, 23-latka była nieopodal – na zewnątrz. Mundurowi spotkali Polkę w momencie, kiedy spacerowała z psem.

Upozorowała swoje porwanie

Niemieckie służby podejrzewały, że kobieta upozorowała swoje porwanie. 23-latka została tymczasowo aresztowana. W mieszkaniu, gdzie przebywała, odnaleziono dowody, które mają świadczyć o tym, że cały incydent był przez nią dokładnie przygotowany – jak podała rzeczniczka policji.

Co więcej, 23-latka podczas przesłuchania przyznała się do tego, że sama wymyśliła plan, związany ze swoim zniknięciem. Na polecenie prokuratora kobieta została zwolniona z aresztu. Funkcjonariusze nadal prowadzą dochodzenie ws. sfingowania przez nią porwania oraz próby wymuszenia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Monachium: Dolewała truciznę do napojów w supermarketach

Domniemaną sprawczynią okazała się 56-letnia mieszkanka Monachium. Kobieta cierpi na poważne zaburzenia psychiczne. Policja zwróciła uwagę na kobietę, ponieważ ta zachowywała się w podejrzany sposób i już wcześniej była powiązana z innymi sprawami budzącymi pewne wątpliwości. Prowadzący śledztwo poinformowali, że kobiecie postawiono zarzut o usiłowanie zabójstwa. W policyjnym komunikacie opublikowanym na Twitterze znalazła się informacja o „szybkim sukcesie śledztwa” prowadzonego przez grupę operacyjną „Soko TOX” (specjalna komisja śledcza „Trucizna”, red.). Jak podano dalej, kobietę podejrzaną o zatruwanie napojów orzeźwiających aresztowano wieczorem w piątek 5 czerwca.

Niebezpieczne napoje

We wtorek 2 czerwca monachijska policja po raz pierwszy poinformowała publicznie o przypadkach znalezienia w monachijskich supermarketach napojów chłodzących zatrutych rozpuszczalnikiem.

Troje nabywców takich napojów, którzy wypili niewielką część zawartego w nich płynu, skarżyło się potem na zawroty głowy, nudności i kłopoty z układem krążenia. Cała trójka wymagała pomocy lekarskiej, która okazała się skuteczna i w tej chwili ich zdrowiu i życiu nic już nie zagraża.

W sumie wykryto cztery butelki z zatrutą zawartością. Ich nabywcami były dwie kobiety w wieku 34 i 42 lat oraz 48-letni mężczyzna. Czwartą butelkę wykryto, zanim jeszcze trafiła w ręce któregoś z klientów. Nie stwierdzono, aby osoba, która dopuściła się zatrucia napojów, usiłowała wymusić okup na sieciach handlowych, do których należały supermarkety.

Szybki sukces policji

Policja trafiła na trop 56-letniej kobiety podejrzewanej o zatrucie napojów dzięki, jak podano, „drobiazgowemu śledztwu”. Po pojawieniu się pierwszych podejrzeń, od kobiety pobrano próbki DNA i porównano je ze śladami pozostawionymi przez nią na zabezpieczonych przez prowadzących śledztwo butelkach.

Jak się okazało, zatrzymana przez policję kobieta cierpi na poważne zaburzenia psychiczne, co sprawia, że jej poczytalność w chwili dokonania przestępstwa była ograniczona. Kobietę tę odstawiono tymczasowo do zakładu psychiatrycznego.

W tej chwili policja stara się ustalić, czy butelek z zatrutą zawartością nie było więcej. Nie można bowiem wykluczyć z całkowitą pewnością, że któraś lub któreś z nich nie znajdują się nadal w sprzedaży. Z tego względu policja wystosowała ostrzeżenie do mieszkańców Monachium, żeby unikali kupna butelek z napojami orzeźwiającymi, których zamknięcie wykazuje jakiekolwiek ślady wcześniejszego manipulowania przy nich.

Ostrzeżenie to zostało podyktowane także napływającymi do policji informacjami, że niektórzy nabywcy takich napojów także stwierdzili u siebie objawy chorobowe po ich wypiciu. Do tej pory nie wykryto jednak żadnych innych przykładów, wskazujących na ich celowe zatrucie.
Źródło info i foto: interia.pl

Masowe protesty przeciwko rasizmowi w niemieckich miastach

W sobotę w wielu niemieckich miastach odbyły się pokojowe demonstracje przeciwko rasizmowi. W Berlinie i Hamburgu doszło do starć z policją. Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

W Monachium do sobotnich protestów na Koenigsplatz zgłoszono oficjalnie 200 osób, ale przybyło ok. 25 tysięcy. Dlatego demonstranci przenieśli się też częściowo na sąsiedni plac. Według zapewnień policji, stale przypominała ona zebranym o zachowaniu odpowiedniego dystansu.

Demonstracje i marsze milczenia

Do protestów doszło także we Frankfurcie nad Menem, gdzie w centrum miasta zebrało się 8 tys. ludzi. Jak poinformował rzecznik policji, protesty przebiegały pokojowo przy jednoczesnym zachowaniu obowiązującego dystansu.

Około tysiąca osób wzięło udział w pokojowym marszu milczenia w Duesseldorfie. W Kolonii odbyły się dwie demonstracje, każda po tysiąc osób. Do milczących protestów doszło również w Muenster, Dortmundzie, Leverkusen i Bonn. Policja nie odnotowała żadnych zajść ani incydentów. Demonstranci zachowywali wymagany odstęp.

W Hamburgu zajścia

W Hamburgu na promenadzie Jungfernstieg oraz na Placu Ratuszowym zgromadziło się w ramach dwóch demonstracji ponad 14 tysięcy osób. Również w Hamburgu podobnie jak w Berlinie doszło do potyczek grupy demonstrantów z policją. Odpalone przez protestujących petardy doprowadziły do obrażeń ciała u trzech funkcjonariuszy Niektórzy zamaskowani mężczyźni nieśli banery z obraźliwymi napisami pod adresem policji. Ta użyła wobec nich armatek wodnych. Poleciały kamienie.

Socjaldemokrata i ekspert ds. zdrowia Karl Lauterbach skrytykował na Twitterze liczbę demonstrantów sobotnich protestów. „W pełni podzielam powód protestów. Jednak odstępy między demonstrantami są za małe. Niebezpieczeństwo pandemii jeszcze nie minęło. Rasizm należy zwalczać, ale bez niepotrzebnych ofiar śmiertelnych z powodu koronawirusa” – napisał.

Premier Nadrenii-Palatynatu Malu Dreyer stwierdziła, że rasizm zabija nie tylko w Ameryce. – Dziękuję tym wszystkim, którzy dziś się temu przeciwstawiają i na co dzień demonstrują, że godność ludzka jest nienaruszalna – powiedziała polityk SPD.
Źródło info i foto: wp.pl

Tajemnicze zaginięcia dzieci łączą się ze sprawą Maddie McCann?

Niemiecka policja sprawdza, czy podejrzany w sprawie Maddie McCann ma związek z zaginięciem sześcioletniego René i pięcioletniej Ingi. Christian B., który jest podejrzany o związek z zaginięciem w 2007 r. trzyletniej Madeleine McCann, może mieć także związek z dwoma innymi zaginięciami. Jak podaje koloński dziennik „Koelner Stadt-Anzeiger”, policja bada trop dotyczący zaginięcia w 1996 r.sześcioletniego René. Chłopczyk z Elsdorf (Nadrenia Północna-Westfalia) spędzał z rodziną wakacje na portugalskim wybrzeżu Algarve i zaginął na plaży. Christian B. już wtedy mieszkał niedaleko miejsca zdarzenia.

11 lat później około 40 km dalej w miejscowości Praia de Luz zniknęła z apartamentu trzyletnia Madeleine. Ojciec René powiedział kolońskiej gazecie, że ma nadzieję, że niebawem będzie miał pewność co do losów syna. To, że może być jeszcze przy życiu, uznaje jednak za nieprawdopodobne.

Sprawa pięcioletniej Ingi

Niemiecka policja prowadzi także dochodzenie w związku z zaginięciem pięcioletniej Ingi z miasta Schoenebeck w Saksonii-Anhalt. W 2015 r. Inga zniknęła bez śladu w lesie podczas wycieczki z rodziną.

Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”), w dochodzeniu w sprawie Ingi śledczy kilkakrotnie natknęli się na Christiana B. Po zniknięciu dziewczynki sprawdzono na wielką skalę połączenia telefonii komórkowej wokół miejsca zaginięcia. Uzyskane dane przewertowano głównie pod kątem przestępców seksualnych. Było kilka trafień, w tym Christian B., który już jako nieletni został skazany za molestowanie dzieci. Jak się okazało, na czas zaginięcia Ingi Christian B. nie miał alibi – pisze „FAZ”.

Mężczyzna posiadał wówczas nieruchomość w Saksonii-Anhalt. Była to dawna fabryka skrzynek w Neuwegersleben. Jak donoszą media, funkcjonariusze przeszukali w 2016 r. ten teren. Ktoś z przechodniów odkrył tam kawałek luźnej ziemi i kości. Był to szkielet psa, który miał należeć do Christiana B. Pod nim znaleziono jednak nośnik danych z pornografią dziecięcą. Później okazało się, że dzień przed zniknięciem Ingi Christian B. był uwikłany w wypadek minibusem znajomego.

Do tej pory nie doszło jednak do przełomu w dochodzeniu. Na terenie dawnej fabryki nie znaleziono żadnych śladów, które prowadziłyby do przypadku zaginięcia Ingi.

„Złapać coś małego…”

Z uwagi na przestępczą przeszłość 43-letniego Niemca prokuratura nie wyklucza związku z innymi zaginięciami dzieci. „Der Spiegel” ujawnił, że w 2013 r. podejrzany napisał do znajomego na czacie, że chciałby „złapać coś małego i używać tego przez kilka dni”. Na uwagę znajomego, że jest to niebezpieczne, miał odpowiedzieć „Ach, jeśli zniszczy się później dowody”.

Śledztwo przeciwko B. prowadzone jest obecnie z zaangażowaniem policji w wielu krajach, m.in. Niemczech, Portugalii i Wielkiej Brytanii. Informacje ze społeczeństwa mają wskazać na kolejnych świadków i ewentualne ofiary. Niemieccy śledczy podkreślają, że przestępcy seksualni są często seryjnymi przestępcami.

Kim jest podejrzany?

„Bild” pisze, że Christian B. urodził się w 1976 r. w Wuerzburgu pod innym nazwiskiem. Był w domu dziecka, skąd później był adoptowany przez rodzinę B. W 1992 r. zatrzymano go za włamanie, a dwa lata później został skazany m.in. za seksualne wykorzystanie dziecka na dwa latach kary dla nieletnich.

Niemieckie media donoszą, że podczas procesu w Brunszwiku, który pod koniec 2019 r. doprowadził do skazania go na siedem lat więzienia za brutalny gwałt na 72-letniej Amerykance, Christian B. mówił o tym, że jako młody mężczyzna marzył ze swoją przyjaciółką o emigracji. Kiedy miał 18 lat wyjechał z dziewczyną do Portugalii, bo nie chciał iść do więzienia. Dopiero w 1999 r. został aresztowany i deportowany do Niemiec. Tam odbył karę za przestępstwa popełnione jako sprawca młodociany.

Potem powracał ciągle do Portugalii, gdzie pracował dorywczo. Za kradzież znowu trafił do więzienia. Regularnie włamywał się do domów wczasowych i hoteli.

W Brunszwiku miał prowadzić kiosk. Były sąsiad, który później przejął od niego interes, mówił „Bildowi”, że Christian B. był często bardzo agresywny i bił swoją nieletnią przyjaciółkę pochodzącą z Kosowa.

Jeszcze brakuje wystarczającego dowodu

W sprawie brytyjskiej trzylatki Maddie niemieccy śledczy przekazali portugalskiej policji informacje o podejrzanym Niemcu już w 2013 r. Tamtejsza policja wciągnęła go na listę podejrzanych, ale nie przyjrzała mu się bliżej. „FAZ” cytuje za portugalską gazetą „Expresso” pracownika portugalskiej policji, który mówi, że nie było wtedy związku z seksualnym wykorzystaniem nieletnich.

Cztery lata później niemiecka policja przekazała kolejne informacje – relacjonuje „FAZ”. Dotyczyły one świadka, który zgłosił policji, że Christian B. powiedział mu, iż ma udział w zaginięciu Maddie.

Jak donosi magazyn „Der Spiegel”, w centralnym rejestrze karnym mężczyzna ma 17 wpisów. Sprawy dotyczyły m.in. wykorzystania seksualnego dzieci, prowadzenia samochodu bez prawa jazdy, uszkodzenia ciała, kradzieży i jazdy w stanie nietrzeźwym. Obecnie odbywa karę w zakładzie karnym w Kilonii.

Jest podejrzewany o związek z zaginięciem w maju 2007 r. małej Maddie. W wieczór jej zaginięcia odebrał telefon niedaleko miejsca, w którym przebywała dziewczynka. Niemieccy śledczy zakładają, że Madeleine nie żyje. Nie precyzują jednak, w jakich okolicznościach mogło dojść do śmierci dziewczynki.
Źródło info i foto: interia.pl