Samochód uderzył w bramę biura kanclerz Angeli Merkel. Kierowca w areszcie

A car stand in front of the chancellery after it crashed into the front gate of the building housing German Chancellors Angela Merkel???s offices in Berlin, Germany, Wednesday, Nov. 25, 2020. The slogan on the car reads: ‚you damned murderers of children and old people’. (Michael Kappeler/dpa via AP)

Samochód uderzył w środę w bramę urzędu kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Berlinie – poinformowała agencja Reutera, powołując się na świadka zdarzenia. Berlińska policja poinformowała na Twitterze, że kierowca został aresztowany. Samochód uderzył w bramę siedziby Angeli Merkel. O wydarzeniu w stolicy Niemiec miał donieść w środę po godz. 10 świadek – informuje agencja Reutera. Berlińska policja poinformowała na Twitterze, że aresztowała kierowcę. Policja federalna bada, czy wjechał on w bramę urzędu celowo. Nie podejrzewa natomiast, by wydarzenie stanowiło atak ekstremistów.

W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać pojazd, który uderzył w bramę biura kanclerz Niemiec. Auto pomalowane jest białymi napisami: „Stop Polityce Globalizacji” oraz „Wy cholerni zabójcy dzieci i starców”, co może sugerować, że zdarzenie nie było przypadkowe – informuje Reuters. 

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert poinformował, że kanclerz Angela Merkel, członkowie jej gabinetu ani inne osoby pracujące w urzędzie nie były zagrożone w związku z incydentem przy bramie. Nie jest jasne, czy szefowa rządu przebywała w urzędzie kanclerskim w chwili zdarzenia – pisze Reuters. Z kolei agencja dpa zauważa, że trwało wówczas posiedzenie rządu. Seibert dodał, że uderzenie w bramę skutkowało jedynie zniszczeniem mienia na niedużą skalę. Według dziennika „Bild” wygięło się kilka prętów ogrodzenia.

Straż pożarna usunęła sprzed bramy samochód, który miał tablicę rejestracyjną miasta Lippe na północnym zachodzie kraju. Według agencji Reutera nie było widać, by auto zostało w znaczący sposób uszkodzone.

Na razie nie jest jasne, czy incydent miał związek z najnowszymi protestami przeciw ograniczeniom wprowadzonym przez rząd w walce z epidemią COVID-1 – pisze agencja dpa. „Bild” przypomina na stronie internetowej, że we wtorek Merkel i premierzy niemieckich krajów związkowych wstępnie ustalili zalecenia epidemiczne na najbliższe tygodnie, a w kraju od miesięcy dochodzi do protestów przeciw polityce rządu w obliczu epidemii.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Neonaziści spotykają się na imprezach MMA

Festiwale, imprezy sztuk walki (MMA), marsze i pokazy to regularne okazje, podczas których prawicowi ekstremiści z różnych krajów spotykają się i rekrutują nowych członków, wynika z badania zleconego przez niemieckie MSZ. Dziennik „Welt” mógł z wyprzedzeniem zapoznać się z jego wynikami. Badanie zlecone przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyjrzało się tworzeniu sieci brutalnych prawicowych ekstremistów w kilku krajach.

Od lat wiadomo, że skrajnie prawicowa scena organizuje się poprzez wydarzenia muzyczne, sztuki walki i treningi strzeleckie, przynajmniej w Europie. Ale jak ekstremiści łączą się na arenie międzynarodowej nie było do tej pory wystarczająco jasne – pisze „Welt”.

Przez pewien czas wydawało się, że państwa członkowskie UE chcą w przyszłości ściślej współpracować w walce z prawicowym ekstremizmem, ale nie opublikowano jeszcze planowanego wspólnego sprawozdania w sprawie sytuacji.

„Białe ludobójstwo”

Jednak niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zleciło w tym roku badanie w ramach niemieckiej prezydencji w UE. Analiza zatytułowana „Ekstremizm prawicowy zorientowany na przemoc i terroryzm – łączność transnarodowa, definicje, incydenty, struktury i środki zaradcze” dotyczy powiązań między prawicowymi ekstremistami w Niemczech, USA, Francji i Wielkiej Brytanii, a także w dwóch krajach skandynawskich. Dziennik „Welt” mógł z wyprzedzeniem zapoznać się z badaniem przeprowadzonym przez międzynarodowy think tank non-profit Counter Extremism Project (CEP).

Autorzy piszą, że w szczególności od 2014 r. pojawił się nowy, „pozbawiony przywódcy, transnarodowy, apokaliptyczny, zorientowany na przemoc prawicowy ruch ekstremistyczny”. Prawicowe sceny ekstremistyczne w poszczególnych krajach są powiązane ponad granicami za pomocą narracji pod takimi hasłami, jak „Wielka wymiana”, „Białe ludobójstwo” i „Dzień X”.

Zgodnie z ich ideologią „białą rasę” można uratować tylko wtedy, gdy przezwycięży się ultra-nacjonalistyczne postawy i razem przystąpi do walki. Badanie pokazuje, że przemoc, która emanuje z tego ruchu, stale rośnie.

Imprezy MMA i wytwórnie muzyczne

Festiwale, imprezy sztuk walki (MMA), marsze i pokazy to regularne okazje, podczas których ekstremiści z różnych krajów spotykają się, wymieniają doświadczenia i rekrutują nowych członków. Prawicowi ekstremiści z badanych krajów coraz częściej nawiązują kontakty z przedstawicielami ugrupowań wschodnioeuropejskich i rosyjskich – m.in. dlatego, że brali tam udział w obozach paramilitarnych.

Aby zachować swoją „wojowniczą mentalność i postawę”, potrzebują środków finansowych, co jest jednym z powodów, dla których wydarzenia muzyczne i sztuki walki są ważnym aspektem międzynarodowej sceny prawicowej. Celem jest trwałe finansowanie. Współautor badania i starszy dyrektor CEP, Hans-Jakob Schindler określił dochody jako „wygórowane”. Jest to możliwe, ponieważ tego rodzaju wydarzenia są często ogłaszane jako polityczne, a opłaty za wstęp są przekazywane jako darowizny.

W Niemczech istnieje sieć prawicowych ekstremistycznych wytwórni muzycznych i firm wysyłkowych, których obroty w samej Saksonii wyniosły w 2012 roku około 3,5 miliona euro. Eksperci szacują dochody z festiwalu dla prawicowej sceny ekstremistycznej na dwa miliony euro. W ciągu ostatnich kilku lat niemieccy prawicowi ekstremiści wielokrotnie podróżowali za granicę na koncerty.

Pandemia koronawirusa sprzyja neonazistom

W studium stwierdzono również, że pandemia koronawirusa szczególnie umożliwia skrajnym ugrupowaniom rozszerzenie „wysiłków mobilizacyjnych wokół antyrządowych teorii spiskowych”, które mają na celu krytykę obecnych ograniczeń, interpretowanych jako ustanowienie „państwa policyjnego”.

Prawicowi ekstremiści próbowali również wykorzystać debatę na temat szczepionki na koronawirusa, aby wykorzystać antyszczepionkowców do swoich celów.

Autorzy badania wyrazili jednoznaczną krytykę: transnarodowy prawicowy terroryzm nie jest wystarczająco zwalczany przez władze pomimo zakazów i grzywien, a przemoc emanująca z tego środowiska często nie jest klasyfikowana jako terroryzm.

W ostatnich latach państwa zaczęły zwiększać swoje zdolności do walki z prawicowym ekstremizmem, ale w kluczowych obszarach jest jeszcze wiele do nadrobienia – wynika z analizy.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas w wypowiedzi dla „Welt” podkreśla, że badanie dostarcza cennych informacji. „Aby móc podejmować lepsze działania przeciwko prawicowym strukturom terrorystycznym, wraz z naszymi partnerami umieściliśmy ten temat w porządku obrad podczas naszej prezydencji w Radzie UE oraz w ONZ i będziemy nadal intensywnie go realizować”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Polscy handlarze podrabianych papierosów zatrzymani w Niemczech

13 Polaków zostało zatrzymanych podczas kilkudniowej akcji celników z Essen i prokuratury w Düsseldorfie przeciwko przemytnikom i handlarzom nielegalnych papierosów. Niemieckie służby przechwyciły prawie 3,5 mln podrabianych wyrobów nikotynowych, ponad 120 tys. euro w gotówce oraz pięć strzelających długopisów. Mimo niewielkiego kalibru broni, jest ona bardzo niebezpieczna z bliska, a przede wszystkim łatwa do ukrycia.

Zatrzymania członków polskich gangów tytoniowych, to kolejny etap, prowadzonego od sierpnia 2019 r. śledztwa Biura Dochodzeń Celnych z Essen i prokuratury w Düsseldorfie. Niemcy, które jeszcze dekadę temu były jednym z głównych odbiorców przemycanych papierosów, od kilku lat są krajem tranzytowym dla kontrabandy płynącej szerokim strumieniem do Wielkiej Brytanii m.in. z Polski. Tutaj też gangi organizują m.in. magazyny. Jednak część produkcji z polskich manufaktur trafia także do naszego zachodniego sąsiada.

Obławę na członków gangu, niemieckie służby urządziły w dniach 10-12 listopada. Najpierw w okolicach Bielefeld zatrzymano kierowcę ciężarówki z Polski, w której ukryto ponad 17 tys. kartonów papierosów popularnej marki brytyjskiego koncernu tytoniowego. Oczywiście bez akcyzy. Choć niemieckie służby tego nie podają, to należy domniemywać, że papierosy te były zwykłymi podróbkami o znacznie gorszych parametrach jakościowych i smakowych.

Rankiem 11 listopada ponad setka celników przeszukała jedenaście posesji i mieszkań w Düsseldorfie, Krefeld, Mönchengladbach, Meerbusch i Tönisvorst. Zatrzymano siedmiu Polaków. Podczas akcji skonfiskowano 120 tys. euro w gotówce, „pewną ilość nielegalnych papierosów”, a także pięć długopisów strzelających. Ta przypominająca przybory do pisania broń, mimo małego kalibru – 5,6 mm, z bliska bardzo jest niebezpieczna, a przede wszystkim łatwo ją ukryć. Prawdopodobnie długopisy strzelające miały chronić członków nikotynowego gangu przed konkurentami.

Ostatniego dnia obławy, udało się zatrzymać m.in. dwóch naszych rodaków w wieku 42 i 39 lat, którzy należeli do „zarządu” grupy przestępczej.

Celnicy z Essen obliczyli, że gdyby przejęte podczas akcji papierosy trafiły na czarny rynek, niemiecki skarb państwa straciłby na podatkach ponad 550 tys. euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika w niemieckim Oberhausen

Uzbrojony w nóż mężczyzna zaatakował późnym wieczorem w czwartek 19 listopada w mieście Oberhausen na zachodzie Niemiec. Jak poinformowała miejscowa policja, obrażenia odniosły cztery osoby. Nic nie wskazuje na to, by napaść miała podłoże terrorystyczne. Policja przypuszcza, że chodziło o motywy osobiste, gdyż napastnik znał osoby, które zaatakował nożem.

Do ataku doszło w czwartek 19 listopada późnym wieczorem w jednym z bloków mieszkalnych w Oberhausen. Mężczyzna ranił cztery osoby, z których co najmniej jedna jest w stanie krytycznym. Napastnika aresztowano, ale ze względu na obrażenia został on przewieziony do szpitala.
Źródło info i foto: interia.pl

W Niemczech rozbito grupę Wernera S. Terrorysta planował ataki na meczety i uchodźców

Po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, niemiecki prokurator generalny wniósł akt oskarżenia przeciwko 54-letniemu Wernerowi S. Śledczy uważają jego grupę za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec. Zdaniem prokuratury, jeżeli policja nie robiłaby jego grupy, doszłoby do ataków na meczety oraz domy uchodźców.

„Wódz przygotowywał się do ostatecznej bitwy. Sprzedał wszystkie swoje rzeczy, aby móc wykonać swoje wielkie zadanie. Chciał wziąć udział w ostatecznej bitwie i uratować Niemcy. Chciał wokół siebie prawdziwych mężczyzn, zahartowanych i zdeterminowanych” – pisze dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w reportażu poświęconym Wernerowi S., oskarżonemu o planowanie ataków na polityków, osoby ubiegające się o azyl, jak i muzułmanów.

Jak dodała gazeta, „jego ludzie wierzyli, że mają do czynienia z bardzo wyjątkowym człowiekiem, urodzonym przywódcą”.

„Takim, który pokaże muzułmanom i uchodźcom w Niemczech, że nie mają tu czego szukać. Byli pod takim wrażeniem Wernera S., że jeden z nich, który był śmiertelnie chory, zaproponował przywódcy, że poświęci się jako zamachowiec-samobójca” – opisali dziennikarze.

Prokuratura: jeśli policja nie rozbiłaby grupy, doszłoby do ataków

„Nie mogę się doczekać zmiany i wielu nieszczęsnych ciał przy krawężniku” – napisał kiedyś Werner S. Prawdopodobnie zdążył znaleźć handlarza bronią, zamówił także kałasznikowy. Uzgodniono również, ile jest gotów zapłacić za broń: do 5000 euro.

Kiedy śledczy dowiedzieli się o tych planach, nie chcieli dłużej czekać. Policja zaatakowała 14 lutego i rozbiła „Grupę S.”. Według Prokuratury Federalnej, Werner S. w przeciwnym razie poprowadziłby swoich ludzi do zbrojnego ataku na meczety i domy dla uchodźców. Teraz, po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, prokurator generalny wniósł akt oskarżenia. Śledczy uważają grupę S. za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec.

„Grupa zebrała się jesienią 2019 roku, przywódcą był Werner S., a jego prawą ręką Tony E. Dwunastu mężczyzn chciało wyegzekwować swoją prawicową ekstremistyczną ideologię poprzez skoordynowane ataki na polityków, osoby ubiegające się o azyl i muzułmanów. Poprzez ataki pojedynczych sprawców lub w małych grupach w celu zabicia lub zranienia jak największej liczby osób. To miało wywołać wojnę domową” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Śledczy: Werner S. przygotowywał się do zbrojnego powstania

Takie grupy pojawiają się raz po raz, na przykład „Rewolucja Chemnitz”, chcąca zapoczątkować rewolucję w Berlinie w 2018 roku i w ramach „próby” zaatakowała młodych ludzi na pikniku w Chemnitz, albo „Freital Group”, która w 2015 i 2016 roku wielokrotnie atakowała domy dla uchodźców i alternatywne projekty mieszkaniowe w pobliżu Drezna, używając samodzielnie wykonanych materiałów wybuchowych.

Członkowie obu grup zostali skazani na kary do dziesięciu lat więzienia za utworzenie grupy terrorystycznej.

„Z drugiej strony „Grupa S.” nie zorganizowała jeszcze żadnych ataków. Ale granica między popisywaniem się a prawdziwym niebezpieczeństwem jest często niewielka, ale kiedy jest mowa o konkretnym uzbrojeniu, szybkość reakcji ma kluczowe znaczenie” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Opiekun z Polski skazany na dożywocie

W Monachium zapadł najwyższy z możliwych w Niemczech wyroków. Grzegorz W. został skazany m.in. za mordowanie podopiecznych. Sąd uznał, że mężczyzna zabił trzy osoby, podając im insulinę.

Monachijski sąd podkreślił szczególną wagę winy Grzegorza W. Polak został skazany za potrójne zabójstwo, próbę zabójstwa, a także inne czyny. Obok orzeczenia dożywocia, I Sąd Krajowy w Monachium nakazał umieszczenie sprawcy w szpitalu psychiatrycznym. Grzegorz W. początkowo był oskarżony o sześć zabójstw, a sąd uznał siódmy przypadek za kolejne ewentualne morderstwo. Ostatecznie mężczyzna został skazany za trzy zabójstwa, bo w pozostałych przypadkach dowody nie były wystarczające. W kolejnych dwóch przypadkach prokuratura zakładała próbę zabójstwa, a w innych trzech niebezpieczne uszkodzenie ciała.

Obrońca Polaka apelował o „właściwą karę”

W czterech przypadkach organ oskarżycielski żądał uniewinnienia mężczyzny, bo nie można było udowodnić, czy to insulina doprowadziła do śmierci pacjentów. Nie wyklucza to jednak odpowiedzialności Polaka za śmierć tych osób. Taka decyzja prokuratury spotkała się z ostrą krytyką ze strony oskarżycieli posiłkowych. Obrońca oskarżonego apelował o „właściwą karę”.

38-latek pracował w wielu domach w Niemczech. Wiadomo, że niejednokrotnie okradał swoich pacjentów i ich rodziny, dlatego też nie przebywał w jednej rodzinie dłużej niż kilka dni.

Przedawkowywał pacjentom insulinę

Prokuratura zarzucała mężczyźnie, że ten przedawkowywał swoim wymagającym opieki pacjentom insulinę. Takie działanie może prowadzić do śmierci. Mężczyzna miał posiadać insulinę, bo sam choruje na cukrzycę. Polak odmówił składania zeznań przed sądem, zwrócił się jednak do krewnych ofiar, przeprosił i powiedział, że głęboko żałuje tego, co zrobił: – To, co zrobiłem, jest niezwykle brutalne i brutalne pozostanie – powiedział.

Ze względu na to, że sąd uznał szczególnie ciężką winę skazanego, przedterminowe zwolnienie go z aresztu po 15 latach jest niemal wykluczone. Potem obowiązywał będzie nakaz umieszczenia sprawcy w szpitalu psychiatrycznym.
Źródło info i foto: interia.pl

Atak w pobliżu synagogi w Niemczech

Policja aresztowała w niedzielę (4 października) mężczyznę, który zaatakował i poważnie ranił niemieckiego żyda w pobliżu synagogi w Hamburgu. Wyznawcy judaizmu obchodzą obecnie Święto Szałasów. Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas potępił antysemicki atak.

„To nie jest odosobniony przypadek, to obrzydliwy antysemityzm i wszyscy musimy się mu przeciwstawić!” – skomentował atak Maas na Twitterze.

Według niemieckich mediów napastnik zaatakował zmierzającą do synagogi ofiarę łopatą, powodując poważne obrażenia głowy. Zranionemu 26-letniemu mężczyźnie udzielono pierwszej pomocy na miejscu, a następnie przewieziono go do szpitala. Jego rany są poważne, ale nie zagrażają życiu – relacjonuje agencja AP.

Rok po ataku w Halle

Aresztowany 29-letni mężczyzna został oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszkodzenia ciała – przekazał rzecznik policji. Dodał, że podejrzany najprawdopodobniej działał sam, więc nie ma już dalszego zagrożenia, a w sprawie prowadzone jest dochodzenie, które ma również wyjaśnić motywy napastnika. Sprawca ataku miał być ubrany w wojskowy strój, przypominający ubranie neonazisty, który blisko rok temu, w święto Jom Kipur, zabił dwie osoby przed synagogą w Halle.

9 października 2019 roku 27-letni Stephan Balliet próbował wedrzeć się do synagogi w tym mieście, a po nieudanej próbie dostania się do środka otworzył ogień do ludzi na ulicy, zabijając dwie osoby – przypomina agencja Reutera. Mężczyzna przyznał się do popełnionych czynów i potwierdził, że działał z pobudek antysemickich.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Trwa proces Grzegorza W. Opiekun „zimnym mordercą”. Swoim ofiarom wstrzykiwał insulinę

Niemiecka prokuratura jest przekonana o winie polskiego opiekuna, oskarżonego o sześciokrotne morderstwo. Grzegorz W. miał zabijać swoich podopiecznych zastrzykami z insuliny. Proces toczy się przed sądem w Monachium.

Z materiału zgromadzonego w śledztwie wynika, że Grzegorz Stanisław W. jest „zimnym, pozbawionym empatii seryjnym mordercą” – powiedziała w czwartek niemiecka prokurator. Prokuratura żąda dożywotniego pozbawienia wolności w izolatce.

Kradzieże jako motywacja

Po 46 dniach rozpraw, proces rozpoczęty w listopadzie 2019 roku zbliża się do końca. Po prokuraturze i oskarżycielach posiłkowych w najbliższym czasie głos zabierze jeszcze obrońca. Wyrok jest spodziewany 6 października.

Zdaniem prokuratury, oskarżony w najmniejszym stopniu nie niósł swoim podopiecznym pomocy. Wynajmowany przez polskie agencje opiekun odmawiał na przykład wstawania w nocy do pacjentów, bo nie życzył sobie, by mu przeszkadzano. W tym celu wyłączał przyciski alarmowe i aplikował pacjentom środki nasenne.

38-latek już w Polsce był karany więzieniem za kradzież i oszustwa. Po wyjściu z zakładu karnego skończył 120-godzinny kurs kwalifikujący go do wykonywania zawodu opiekuna. Jego motywacją nie była jednak praca, lecz dostęp do domów w celach rabunkowych. W aktach sprawy odnotowano jego stwierdzenie: „Bogatym Niemcom trzeba kraść ich euro” albo „Forsa jest najważniejsza, bo bez niej umrę”.

Grzegorz W. jest otyłym diabetykiem, w momencie aresztowania ważył 156 kg przy wzroście 1,62 cm. Swoje dawki insuliny aplikował ofiarom, które nie chorowały na cukrzycę. Według śledczych były to dawki śmiertelne. W. jest oskarżony o sześciokrotne zabójstwo i o trzykrotne planowane zabójstwo, jak również o niebezpieczne zranienia oraz o wiele oszustw i kradzieży.

Śmiercionośna insulina

Podczas procesu W. nie ustosunkował się do zarzutów. We wcześniejszych przesłuchaniach przyznał się jednak do podawania insuliny, raz też określił sam siebie mianem mordercy. Do serii zarzucanych mu czynów doszło w kilku krajach związkowych w ciągu zaledwie dziesięciu miesięcy, od kwietnia 2017 do lutego 2018 r. Grzegorz W. stale zmieniał miejsce pracy, u niektórych rodzin był zaledwie od jednego do trzech dni. Zawsze sam składał wymówienie.

Z informacji zebranych przez prokuraturę wynika, że w wielu przypadkach w ogóle nie został przyjęty do pracy z powodu nieprzyjemnego zachowania. Pomoc domowa jednego z zamordowanych powiedziała, że ten ostatniego dnia swojego życia określił Grzegorza W. mianem „diabła”. Następnej nocy już nie żył, zamordowany przez człowieka, który miał być jego opiekunem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nalot niemieckiej policji. W centrum śledztwa dwie firmy z Polski

Niemiecka policja przeprowadziła nalot na ponad 40 firm i mieszkań prywatnych. Chodzi o nielegalnych pracowników z Polski, Ukrainy i Białorusi. Polskie firmy, które ich zatrudniały, miały posługiwać się fałszywymi dokumentami. Niemieccy policjanci chcą przesłuchać ponad 80 osób. To pracownicy niemieckiego sektora pakowania wędlin. Zatrudnione w nim osoby z Polski, Ukrainy i Białorusi miały pracować na podrobionych dokumentach.

W centrum śledztwa znajdują się dwie polskie firmy. Jak podaje Reuters, miały zatrudniać w Niemczech pracowników, posługując się fałszywymi dokumentami. Śledczy chcą także dotrzeć do 10 osób z Rosji, które także miały uczestniczyć w nielegalnym procederze.

Podczas nalotu na siedziby firm policja przejęła gotówkę i kosztowności o wartości 1,5 miliona euro (około 6,7 milionów złotych). Śledczy twierdzą, że te pieniądze firmy zarobiły nielegalnie. Miały przekazywać pracownikom tylko ułamek należnego im wynagrodzenia.

„Mamy w Niemczech płacę minimalną, ale musimy założyć, że zagraniczni pracownicy niekoniecznie o tym wiedzą” – powiedział rzecznik niemieckiej policji.

Policyjne przeszukania miały miejsce głównie w mieście Weißenfels na wschodzie Niemiec. Tam zlokalizowana jest fabryka największej niemieckiej firmy produkującej mięso Tönnies. Rzecznik mięsnego potentata nie był w stanie stwierdzić czy podejrzewane o przestępstwa firmy są podwykonawcami jego zakładu.

Przedstawiciel jednej z firm, cytowany przez Reutersa, stwierdził, że nie jest możliwe, aby firma wysłała kogoś do Niemiec z podrobionymi dokumentami. Jednocześnie odmówił dalszego komentowania sprawy. Druga z firm nie udzieliła jakiegokolwiek komentarza.

Niemiecki sektor wędliniarski znalazł się w tym roku pod ostrzałem ze względu na wykorzystywanie pracowników z Europy Wschodniej. Złe warunki pracy miały przyspieszyć rozprzestrzenianie się w kraju koronawirusa. W związku z tym rząd w Berlinie przyjął w lipcu ustawę, która nakazuje niemieckim firmom bezpośrednie zatrudnianie pracowników, bez udziału spółek pośredniczących.
Źródło info i foto: o2.pl

Niemcy: 71-letni jubiler zastrzelił dwóch rabusiów

71-letni jubiler z Celle w Dolnej Saksonii, na północnym zachodzie Niemiec, który w poniedziałek oddał śmiertelne strzały do dwóch mężczyzn próbujących obrabować jego sklep, wyjaśnił, że popełnił ten czyn w obronie swej zaatakowanej żony – podał w środę dziennik „Bild”. Jak poinformował rzecznik prokuratury w Celle, mężczyzna za pośrednictwem swego adwokata, wyraził gotowość złożenia zeznań. Obecnie trwa ustalanie terminów przesłuchań. Wcześniej jubiler konsekwentnie korzystał z prawa do milczenia.

„Jest mi niezmiernie przykro”

Według „Bilda” obecnie deklaruje on, że użył pistoletu w obronie koniecznej. – Jest mi niezmiernie przykro. Musiałem jednak ratować swoją żonę – cytuje gazeta słowa mężczyzny. Powiedział on, że jeden z napastników, rzekomy inwalida, zerwał się znienacka z fotela na kółkach, przeskoczył przez ladę i rzucił się na kobietę.

Jeden z domniemanych rabusiów zmarł jeszcze w sklepie, a drugi w kilka godzin później w szpitalu. Śledczy badają, czy w sprawie tej doszło do skorzystania z obrony koniecznej. Znana jest już tożsamość przynajmniej jednego z zastrzelonych, 35-letniego Niemca.
Źródło info i foto: polsatnews.pl