CBA podsłuchiwało wiceszefa Zakładów Chemicznych Police

Wiceprezes państwowych Zakładów Chemicznych Police zdradzał poufne informacje przedstawicielowi firmy biorącej udział w wielomilionowym przetargu — wynika z materiałów CBA. Chodziło o dostawę sprzętu dla polickiego giganta. Poznaliśmy druzgocący dla wiceprezesa polickich zakładów dokument prokuratury. Mimo dowodów na nieprawidłowości menedżer nie stracił pracy.

Strategiczna spółka

Zakłady Chemiczne Police to część Grupy Azoty – strategicznej spółki Skarbu Państwa. Notowana na giełdzie firma jest jednym z największych w Europie producentów nawozów. O tym, kto w niej rządzi, decydują politycy. Od 2016 r. zakładami kierują nominaci Prawa i Sprawiedliwości na czele z Wojciechem Wardackim, uznawanym za człowieka Joachima Brudzińskiego, jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

Jednym z zastępców prezesa Wardackiego jest Tomasz Panas, który w 2010 i 2014 r. startował w wyborach samorządowych z list PiS. W 2018 r. Radio Szczecin informowało, że menedżer jest brany pod uwagę jako potencjalny kandydat na burmistrza Polic z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Maj 2017 r. Firma rozpoczyna procedurę zakupu floty transportowej. Dla zakładów chemicznych to produkt pierwszej potrzeby, codziennie w Policach trzeba bowiem przerzucić nawet kilkaset ton nawozu, bieli czy mocznika. Czas goni, bo kończy się poprzednia umowa na leasing pojazdów, którą lata wcześniej Azoty zawarły z Toyotą. Chodzi o prawie 40 wózków widłowych, melexy, koparki, ładowarki, sztaplarki i zamiatarki.

Police powołują 17-osobową komisję, która ma wybrać dostawcę. Spływają trzy oferty: od Toyoty, firmy L. i przedsiębiorstwa E. W lipcu 2017 r. komisja wydaje rekomendację: najlepszą opcją jest zawarcie umowy z poprzednim wykonawcą, czyli Toyotą. Azoty mają zapłacić tej firmie ok. 23,5 mln zł.

Wydaje się, że sprawa jest zamknięta i pozostaje tylko podpisać umowę. Tymczasem niespodziewanie pod koniec lipca zarząd zakładów w Policach unieważnia procedurę. Pracownicy Polic zajmujący się logistyką niepokoją się. Wiedzą, że za chwilę w firmie nie będzie czym przerzucać surowca. Zastanawiają się, co stoi za decyzją zarządu.

Nie wiedzą, że w tym samym czasie Centralne Biuro Antykorupcyjne podsłuchuje już dwie osoby związane z tym przetargiem: wiceprezesa Azotów Police Tomasza Panasa (odpowiedzialnego za logistykę) oraz Adriana S., handlowca firmy L., która przegrała z Toyotą.

Adrian S. nie jest przypadkową osobą. To wspólnik syna Tomasza Panasa w innej firmie.

Gdy decydują się losy przetargu, ta trójka pozostaje z sobą w nieustannym kontakcie. Z podsłuchanych przez CBA i opisanych w dokumentach prokuratury rozmów telefonicznych wynika, że: „Tomasz Panas nie był zadowolony ze współpracy z pracownikami podległego mu pionu logistyki oraz nie był zainteresowany kontynuacją współpracy z firmą Toyota” (to dokładny cytat z pisma prokuratury).

Po skasowaniu przetargu pracownicy centrum logistyki Polic nadal próbują załatwić Azotom sprzęt. Spotykają się z kolejnymi firmami, również z L. i Toyotą. W spotkaniu z przedstawicielami japońskiego koncernu na początku bierze udział wiceprezes Panas. Szybko jednak wychodzi, trzaskając drzwiami. Jest oburzony, że skład delegacji Toyoty ma zbyt niską rangę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szwecja: Prokuratura zajmie się nielegalnymi adopcjami dzieci z zagranicy

Szwedzki rząd rozważa wszczęcie śledztwa w związku z nieprawidłowościami przy adopcjach dzieci z zagranicy. Według dziennika „Dagens Nyheter” wiele noworodków przekazywanych było do Szwecji bez zgody ich matek.

W cyklu artykułów gazeta „Dagens Nyheter” przedstawiła w ostatnich dniach historię niektórych z 60 tys. dzieci, adoptowanych z zagranicy do Szwecji w latach 1960-90. W wielu przypadkach ich dokumenty adopcyjne były fałszowane, a prawdziwi rodzice żyli. Niektóre dzieci zostały ukradzione biednym rodzinom lub za namową pośredników sprzedane przez opiekunów. W lutym 2018 roku władze Chile wszczęły dochodzenie o możliwości zaistnienia nielegalnych adopcji zagranicznych, m.in. setek dzieci do Szwecji.

W związku z tym śledztwem władze Szwecji zapewniły poszkodowanym osobom wsparcie w postaci pomocy psychologicznej oraz w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Nigdy jednak nie zbadano roli, jaką odegrali szwedzki ośrodek adopcyjny i szwedzkie władze. „Teraz widzę, że również i my potrzebujemy przyjrzeć się, jak funkcjonowało w Szwecji pośrednictwo adopcyjne” – oświadczyła minister ds. socjalnych Lena Hallengren. Jak wyjaśniła Hallengren, początkowo rząd Szwecji oczekiwał wniosków śledztwa prowadzonego przez władze Chile, ale dochodzenie w tej sprawie przedłuża się.

Skąd adoptowano dzieci?

Według „Dagens Nyheter” nieprawidłowości w procesie adopcyjnym mogły dotyczyć większości przypadków z krajów Ameryki Południowej, Azji oraz Afryki. Gazeta napisała, że eksperci szwedzkiego Urzędu ds. praw rodziny oraz wsparcia rodzicielstwa wielokrotnie alarmowali w wewnętrznych dokumentach o podejrzeniu niezgodności danych adopcyjnych.

Przy adopcjach z Chin często brakowało informacji o pochodzeniu dziecka, niekompletne dane przesyłano również z Wietnamu. Z Indii nadchodziły informacje o „adopcjach spoza legalnego systemu”. W Kolumbii domy dziecka były uzależnione od opłat otrzymywanych za adopcje, a w Korei Południowej biuro pośrednictwa adopcji było w kontakcie z rodzicami, którzy rozważali oddanie swoich dzieci. Jak podkreśla, „Dagens Nyheter” nieprawidłowości te świadczą o łamaniu Konwencji o prawach dziecka oraz Konwencji haskiej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rektor WUM Zbigniew Gaciong przeprasza za „nieprawidłowości” w organizacji szczepień

„Działając w dobrej wierze, ale pod presją czasu, dopuszczono do nieprawidłowości, za co jako rektor – osoba odpowiedzialna za całokształt działalności uczelni – czuję się również odpowiedzialny” – napisał w liście rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Zbigniew Gaciong. W liście przekazanym PAP przez biuro prasowe WUM rektor uczelni przeprosił za ostatnie wydarzenia związane z organizacją szczepień przeciw COVID-19, zapewniając, że zrobi wszystko, aby WUM odzyskał należną mu renomę.

„Przepraszam całe środowisko naszej uczelni, studentów, kadrę naukową i dydaktyczną, lekarzy, pielęgniarki, przedstawicieli pozostałych zawodów medycznych, pracowników administracyjnych, jak również opinię publiczną za ostatnie wydarzenia z końca 2020 r., związane z nieprawidłowościami w organizacji szczepień przeciw COVID-19 przez podległą spółkę Centrum Medyczne WUM. Odbiły się one szerokim i negatywnym echem, godząc w dobre imię naszego środowiska” – napisał Zbigniew Gaciong.

Podkreślił, że zgodnie z misją i statutem uczelni jej „działalność jest oparta na tradycjach uniwersyteckich i uniwersalnych wartościach, a w szczególności na poszanowaniu praw człowieka, dążeniu do prawdy, szacunku dla wiedzy, umiejętności i rzetelności”.

Działając w dobrej wierze, ale pod presją czasu, dopuszczono do nieprawidłowości, za co jako rektor – osoba odpowiedzialna za całokształt działalności uczelni – czuję się również odpowiedzialny – napisał Gaciong. Poinformował, że na podstawie wyników kontroli wewnętrznej komisji w spółce zależnej i w samym WUM „podjęto kroki adekwatne do sytuacji”.

„Uniwersytetowi przywrócimy należną mu renomę”
„Zorganizowano sprawny system szczepień dla pracowników i studentów. Do dziś zaszczepiliśmy już 3500 osób. Po wyszczepieniu naszych kadr i studentów jesteśmy gotowi do podjęcia masowej akcji szczepień osób z kolejnych grup wskazanych w Narodowym Programie Szczepień” – zapowiedział rektor WUM.
Źródło info i foto: Policja.pl

Bank stracił 86 mln złotych. Zatrzymano 23 osoby

86 mln zł strat miał ponieść jeden z komercyjnych banków w związku z nieprawidłowościami przy udzielaniu kredytów na zakup nieruchomości. We wtorek zatrzymano w związku z tym 23 osoby, w tym byłych członków zarządu banku – podała prokuratura. Nowy wątek śledztwa prowadzonego przez CBA i Prokuraturę Regionalną w Poznaniu. W akcji wzięło udział blisko 100 funkcjonariuszy Biura. Na polecenie Prokuratury Regionalnej w Poznaniu funkcjonariusze stołecznej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali we wtorek na terenie Mazowsza i Pomorza 23 osoby w sprawie dotyczącej działania na szkodę jednego z komercyjnych banków.

Zatrzymani byli prezesi zarządu banku

Wśród zatrzymanych znaleźli się m.in. byli prezesi zarządu jednego z komercyjnych banków, byli członkowie zarządu, dyrektorzy oraz pracownicy, a także przedstawiciele i pełnomocnicy beneficjentów kredytów.

Czynności związane są z nowym wątkiem śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Poznaniu i CBA od kilkunastu miesięcy. Tym razem chodzi o podejrzenie wyrządzenia szkody majątkowej w wysokości co najmniej 86 mln zł w mieniu banku, w związku z kredytowaniem m.in. transakcji kupna, a następnie sprzedaży nieruchomości.

– Są to już kolejne zatrzymania w tym śledztwie, jest ono bowiem wielowątkowe. Te zatrzymania mają związek z przestępstwem wyrządzenia w mieniu banku szkody majątkowej w kwocie co najmniej 86 milionów złotych. Łącznie, w ramach poprzednich czynności, zatrzymano 14 osób, wczoraj 23 kolejne. Wszystkie osoby usłyszały zarzuty. Z 17 prokurator zakończył czynności i zdecydował o zastosowaniu tzw. wolnościowych środków zapobiegawczych. W trakcie są czynności z pozostałymi podejrzanymi – mówiła Polsat News Anna Marszałek z Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gotowy akt oskarżenia ws. nadużyć przy ubieganiu się o dotacje unijne na szkolenia

Kilkunastustronicowym aktem oskarżenia zakończyło się śledztwo prowadzone przez policjantów z Wydziału dw. z Korupcją KWP w Bydgoszczy we współpracy z Prokuraturą Okręgową w Bydgoszczy. Sprawa dotyczyła nadużyć przy ubieganiu się o dotacje unijne na szkolenia w sektorze handlowym i publicznym, a także przyjmowania korzyści majątkowych. Ostatecznie zgromadzony przez ponad półtora roku obszerny materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie zarzutów aż sześciu osobom. Jaki będzie ich los rozstrzygnie sąd.

Przypomnijmy: wszystko zaczęło się na początku ubiegłego roku, wówczas policjanci z Wydziału dw. z Korupcją KWP w Bydgoszczy ustalili, że jedna z warszawskich firm może być zamieszana w wyłudzenia dotacji unijnych. Z pozyskanych informacji wynikało, że zajmowała się ona prowadzeniem szkoleń w sektorze handlowym i publicznym. Wygrywając przetargi realizowała projekty szkoleniowe na terenie całej Polski, za co otrzymywała dofinansowanie ze środków unijnych.

Jedno z takich szkoleń miało miejsce na terenie Bydgoszczy. Niemniej jednak, nie do końca. Okazało się, że podejrzewana firma, razem z podwykonawcą projektu z województwa wielkopolskiego, tworzyła fałszywą dokumentację. Tworzone były fikcyjne listy obecności na warsztatach, zbiorcze ewidencje godzin pracy personelu, deklaracje i kwestionariusze udziału w projekcie. Wszystko po to, aby zrealizować wszystkie wymogi uprawniające do dofinansowania.

Rozpracowanie tego przestępczego procederu to efekt wnikliwej pracy policjantów z komendy wojewódzkiej oraz prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Z zebranych informacji wynikało, że warszawska firma mogła wyłudzić w ten sposób ponad 800 tysięcy złotych ze środków unijnych przeznaczonych dla województwa kujawsko-pomorskiego.

Realizując sprawę funkcjonariusze przystąpili do działania i zatrzymali 29-letnią pracownicę warszawskiej firmy. Kobieta pełniła funkcję koordynatora w realizacji projektów. Następnie kryminalni zatrzymali 39-letnią właścicielkę firmy z województwa wielkopolskiego. Jej firma była podwykonawcą projektów i zajmowała się poszczególnymi szkoleniami. Natomiast trzecią osobą zatrzymaną w śledztwie był szef warszawskiej firmy, który odpowiadał za całość realizowanych projektów. 39-latek został zatrzymany w Warszawie.

Cała trójka została doprowadzona do Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, gdzie przedstawiono im zarzuty tzw. oszustwa kredytowego, polegającego na przedstawieniu sfałszowanych dokumentów, poświadczających nieprawdę, w celu uzyskania dotacji.

Co więcej, śledczy udowodnili 39-latkowi przestępstwo tzw. korupcji menadżerskiej polegającej na przyjęciu korzyści majątkowej w zamian za nadużycie udzielonych mu uprawnień. Podejrzany za łapówki umożliwiał firmom udział w projektach. Mężczyzna wziął co najmniej 87 tysięcy złotych od 39-latki za możliwość uczestniczenia w dwóch projektach na terenie wielkopolski i kujawsko-pomorskiego.

Wtedy decyzją sądu obie kobiety zostały tymczasowo aresztowane na miesiąc, natomiast właściciel warszawskiej firmy na 3 miesiące.

Policjanci wiedzieli też, że to nie koniec sprawy.

Wiele kolejnych dni intensywnej pracy, gromadzenia nowych dowodów i weryfikowania już pozyskanych ustaleń pozwoliły na zatrzymanie do sprawy trzech innych osób (dwóch mężczyzn 55 i 73l. oraz kobietę 48l.). Wszyscy podejrzani są o wręczanie korzyści majątkowych zatrzymanym wcześniej osobom. Decyzją prokuratora zastosowano wobec nich środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych i zakazu opuszczania kraju.

Ostatecznie, po ponad półtorarocznym śledztwie został sformułowany akt oskarżenia w tej sprawie, który kilka dni temu trafił do sądu. Dotyczy on sześciu osób podejrzanych o wyłudzenia dotacji unijnych, a także przyjmowanie i udzielanie korzyści majątkowych o łącznej wartości 210 000 zł.

Policjanci, na poczet przyszłych kar, zabezpieczyli m.in. gotówkę i nieruchomości.

Podejrzanym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Stadnina koni w Janowie Podlaskim na dnie. Czym zajmuje się prokuratura?

Prokuratura, zamiast zająć się obecnymi kłopotami hodowli, wciąż bada rzekome nieprawidłowości z przeszłości – podaje we wtorek dziennika „Rzeczpospolita”.

Gazeta podkreśla, że prokuratura właśnie po raz kolejny przedłużyła śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości w legendarnej stadninie koni arabskich w czasie, gdy kierował nią Marek Trela. „To jedno z najbardziej upolitycznionych śledztw. Jak w lustrze odbija się w nim sposób działania naszego aparatu rządzącego, który wykorzystuje prokuraturę do swoich celów” – powiedział cytowany przez dziennik Marek Szewczyk, były redaktor naczelny „Konia Polskiego” i autor bloga Hipo-Logika.pl.

„Rzeczpospolita” zwraca też uwagę, że śledztwo zostało przedłużone po raz kolejny, tym razem do 9 sierpnia. Jak czytamy w dzienniku, „powodem przedłużenia postępowania „jest to, że prokuratura czeka na opinię biegłego dotyczącą współpracy stadniny z organizującą aukcje Pride of Poland firmą Polturf”.

Z informacji dziennika wynika, że opinia ta ma wpłynąć do końca miesiąca, miała być jednak gotowa do 31 marca. „Jestem przekonany, że 9 sierpnia prokuratura znajdzie kolejny pretekst. Chodzi o to, żeby przedłużać śledztwo w nieskończoność. Bo jeśli je umorzą, przyznają, że minister Jurgiel kłamał” – podkreśla Marek Szewczyk. Dodał, że „prokuratura powinna raczej zająć się obecną sytuacją w stadninie”.

„To, czym karmią konie, woła o pomstę do nieba”

Jak informuje „Rz” w efekcie ciągłych zmian i błędów w zarządzaniu stadnina zaczęła notować straty, np. 3,3 mln w 2018 roku. Z rozmów dziennika ze specjalistami od hodowli koni wynika, że jest „coraz gorzej”. „Nie ma pełnowartościowej paszy. To, czym karmią konie, woła o pomstę do nieba. Zważono worek owsa i okazało się, że zamiast 50 kg ma wagę około 30 kg, bo to są plewy, a nie owies” – czytamy w dzienniku.

Źródło gazety, prosząc o zachowanie anonimowości podkreśliło, że sytuacja finansowa stadniny jest trudna. „Brakuje opieki weterynaryjnej i kowala, więc konie mają nieprzycinane kopyta. Trudna jest sytuacja ekonomiczna. Klacze wylicytowane na zimowej aukcji się wyźrebiły i nie wiadomo, czy klienci za nie zapłacą” – dodaje w rozmowie z dziennikiem źródło.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. jednej z działek Mariana Banasia

Warszawa, 27.11.2019. Prezes Najwy¿szej Izby Kontroli Marian Banaœ podczas posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Kontroli Pañstwowej, 27 bm. w Warszawie. Komisja zajmuje siê zaopiniowaniem wniosków Prezesa NIK o powo³anie na stanowiska wiceprezesów NIK Tadeusza Dziuby i Marka Opio³y. (mm/doro) PAP/Mateusz Marek

CBA odkryło, że gminna spółka przepłaciła za działkę, którą kupiła od Mariana Banasia, niemal ćwierć miliona złotych. I zawiadomiło prokuraturę – pisze środowa „Rzeczpospolita”.

„Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku obecnego prezesa NIK rozszerzono o sprawę sprzedaży przez niego działki w Myślenicach, której pozbył się, wchodząc jako wiceminister finansów do rządu Beaty Szydło” – ustaliła nieoficjalnie „Rzeczpospolita”.

Jak pisze „Rz”, chodzi o grunt, który w grudniu 2016 r. kupiła od Mariana Banasia samorządowa spółka – Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego (MARG).

„Według CBA przepłaciła ok. 220 tys. zł. O działce w Myślenicach, którą Marian Banaś zakupił w 2006 r., reportaż jesienią ub. roku zrobił TVN. Stacja pokazała jedynie, jakie wątpliwości wzbudziła zmieniająca się powierzchnia działki w kolejnych oświadczeniach majątkowych. Początkowo Marian Banaś podawał, że ma ona 36 arów powierzchni, ale w oświadczeniu za rok 2015 napisał, że jest dziesięć razy mniejsza” – czytamy. Jak dodano, w reportażu wspomniano także o sprzedaży tej działki MARG.

Dziennik podaje, że CBA w postępowaniu kontrolnym nie mogło badać szczegółowo tego wątku, ale w śledztwie już tak. „Ustalono, że samorządowa agencja przepłaciła za działkę – operat szacunkowy, jaki zlecono w ubiegłym roku po zmianie władzy w Myślenicach dotyczący działki Banasia, określał jej wartość na zaledwie 437 tys. zł i to po rekordowym skoku cen nieruchomości w ciągu ostatnich trzech lat” – czytamy.

„Rz” wskazuje, że ówczesny wiceminister finansów i szef KAS sprzedał grunt samorządowej Agencji trzy lata wcześniej za 650 tys. zł. „Daniel Piskorski, wtedy prezes MARG, tłumaczył, że to wyjątkowa promocja i niebywała okazja” – pisze „Rz”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

CBA zatrzymało biznesmena ze Śląska. Chodzi o śledztwo ws. niegospodarność w kopalni

Agenci CBA zatrzymali biznesmena ze Śląska w śledztwie dotyczącym straty w majątku Kompanii Węglowej na ponad 1 mln 700 tys. zł. Fakt zatrzymania potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA. Temistokles Brodowski zaznaczył, że zatrzymania dokonali agenci z delegatury w Katowicach w śledztwie prowadzonym wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Gliwicach.

Zatrzymany to właściciel jednego ze śląskich przedsiębiorstw. Samo postępowanie, zaznacza Brodowski, dotyczy „nieprawidłowości w realizacji umowy na modernizację wyposażenia elektrycznego rozdzielni średniego napięcia dla potrzeb KWK Bielszowice w Rudzie Śląskiej”.

– Zatrzymany w latach 2012-2013 wprowadził w błąd pracowników Centrum Usług Księgowych Kompanii Węglowej S.A. w związku z realizowaną umową. Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że do KWK Bielszowice zostały dostarczone urządzenia o odmiennych parametrach technicznych od zamawianych – wyjaśnia.

W śledztwie został powołany biegły, który oszacował straty powstałe w majątku Kompanii Węglowej S.A. na kwotę ponad 1 mln 700 tys. zł.

Zatrzymany usłyszy teraz zarzuty w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach. – Wcześniej zarzuty pomocnictwa do oszustwa usłyszał już główny elektryk ds. obiektów podstawowych KWK Bielszowice, który był osobą odpowiedzialną za całość spraw związanych z realizacją umowy ze strony zamawiającego – mówi rzecznik.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. Mariana Banasia

Szef NIK Marian Banaś będzie musiał wytłumaczyć się przed śledczymi ze swoich oświadczeń majątkowych. CBA doszukało się w nich nieprawidłowości. Lista zarzutów jest długa. CBA podejrzewa szefa NIK o złożenie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu.

„28 listopada 2019 roku CBA zakończyło procedurę kontroli oświadczeń majątkowych Mariana Banasia, składanych przez niego w latach 2015-2019. Kontrola wykazała nieprawidłowości, które – w ocenie CBA – uzasadniają skierowanie sprawy do prokuratury” – czytamy w komunikacie biura.

Jak dodano: „W toku czynności pokontrolnych opisanych w art. 45 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym kontrolowany Marian Banaś złożył 23 października 2019 roku zastrzeżenia do ustaleń CBA. Zastrzeżenia te zostały w całości odrzucone przez Biuro, o czym kontrolowany został poinformowany 28 listopada 2019 roku.”

Premier Mateusz Morawiecki zapytany o to, jakie działania podejmie PiS, jeśli Marian Banaś nie zdecyduje się ustąpić ze stanowiska szefa NIK zapewnił, że w tym przypadku zostanie zastosowany plan B.
Źródło info i foto: Money.pl

Agenci CBA zatrzymali 5 kolejnych osób w związku z aferą GetBack

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało pięć kolejnych osób w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości w spółce GetBack – dowiedziała się PAP. Do tej pory zarzuty w tym śledztwie usłyszało już 49 osób.
Cztery zatrzymane przez CBA osoby podejrzewane są o manipulację kursem akcji spółki EGB Investments. Według śledczych miały one działać w celu zawyżenia wartości spółki.

Piąta zatrzymana przez CBA osoba, to b. pracownik jednego z banków podejrzewany o oszustwo i prowadzenie bez zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził w rozmowie z PAP w czwartek, że zatrzymań dokonali funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA.

Do tej pory zarzuty w tym śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie usłyszało już 49 osób – powiedział PAP Brodowski. Zaznaczył, że wszystkie zatrzymane przez CBA osoby trafią do tej prokuratury, gdzie mają im zostać postawione zarzuty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl