Gangsterzy założyli agencję nieruchomości, żeby zorganizować sieć agencji towarzyskich

Siedleccy gangsterzy założyli agencję nieruchomości, aby pod jej przykrywką wynajmować lokale prostytutkom. Kobiety płaciły od 200 do 300 zł za dzień z korzystania lokalu, bez względu na to ilu miały klientów. Interes popsuli śledczy z mazowieckich „pezetów” i funkcjonariusze CBŚP, którzy zatrzymali pięciu sutenerów i zlikwidowali w kilku miejscowościach sześć lupanarów. Co ciekawe jeden z przybytków rozkoszy działał naprzeciwko prokuratury.

Biznes rozkręcili młodzi gangsterzy z Siedlec, którzy byli przekonani, że wpadli na dobry sposób zamaskowania dodatkowej działalności. Założyli bowiem firmę, która oficjalnie zajmowała się wynajmem nieruchomości.

Następnie przestępcy wynajęli kilka lokali, głównie w Siedlcach, Mińsku Mazowieckim czy Łukowie, których właściciele nie mieli pojęcia, do czego posłużą. A to właśnie te mieszkania, były później wynajmowane prostytutkom. Już oficjalnie jako zasoby gangsterskiej agencji nieruchomości.

– „Panienki” musiały płacić za dzień wynajmu. W zależności czy była to kawalerka, czy mieszkanie dwupokojowe stawka wynosiła 200 lub 300 zł. Prostytutki nie musiały już oddawać gangsterom nawet części zarobku. A niektóre potrafiły zarobić nawet do 1,5-2 tysiąca złotych dziennie. Dodatkowo „agenci” zaopatrywali lokale w stosowne akcesoria czy lubrykanty – mówi tvp.info jeden ze śledczych.

Sutenerzy płacili nawet stosowne podatki za wynajem mieszkań, w których działały „mieszkaniówki”. Nie mieli też najmniejszego problemu z najemczyniami. Kontaktowali się z nimi za pomocą popularnych serwisów z seksualnymi anonsami. Według informacji portalu tvp.info, dochodziło do sytuacji, że do sutenerów zgłaszały się kobiety chętne na pracę na ich terenie, ale musiały czekać, aż konkurentki zwolnią lokale.

Upadek

Na trop sutenerów wpadli śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Razem z funkcjonariuszami CBŚP z Warszawy rozpracowywali grupę przez blisko rok. Przez ten czas zdobyli wiele dowodów, w tym tych wynikających z inwigilacji przestępców. Przez lokale gangu przewinęło się od połowy 2018 roku co najmniej 60 kobiet, ale liczba ta jest pewnie znacznie większa.

Niedawno zapadła decyzja o zatrzymaniu przedsiębiorczych gangsterów. Na terenie Siedlec i okolicznych miast zatrzymano pięć osób w wieku od 30 do 59 lat. Najstarszym z podejrzanych jest ojciec jednego z gangsterów, który nie mógł znaleźć pracy i syn wkręcił go w seksbiznes.

W mazowieckich „pezetach” wszyscy usłyszeli zarzuty „ułatwiania uprawiania prostytucji oraz czerpania z tego korzyści majątkowych”. Dodatkowo dwóch mężczyzn odpowie za „wprowadzanie do obrotu i posiadanie znacznych ilości narkotyków”, a jeden za nielegalne posiadanie broni. Czterech podejrzanych trafiło do aresztów.

Policjanci zlikwidowali także sześć „mieszkaniówek” na terenie Siedlec, Mińska Mazowieckiego i Łukowa. Jeden z takich przybytków rozkoszy co najmniej od połowy 2018 roku działał w budynku naprzeciwko miejscowej prokuratury.

Podczas przeszukań funkcjonariusze znaleźli między innymi pistolet maszynowy skorpion oraz narkotyki: amfetaminę, marihuanę czy kokainę. Policjanci zabezpieczyli także sprzęt do uprawy konopi.
Źródło info i foto: TVP.info

Są wyroki ws. afery mieszkaniowej w Poznaniu

W poznańskim sądzie zapadł wyrok w sprawie afery mieszkaniowej, w której głównymi oskarżonymi byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości od niczego nieświadomych ludzi. Sprawa ciągnęła się latami. Samo odczytywanie wyroków trwało trzy godziny!

To jedna z większych afer w Wielkopolsce. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości, w tym mieszkania, domy, działki budowlane i gospodarstwa rolne. Głównymi oskarżonymi o oszustwa na 44 mln zł byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T., ale zarzuty w tej olbrzymiej aferze usłyszało łącznie 40 osób. Akt oskarżenia to tysiące stron. Same zarzuty zajęły ich aż 425!

Na czym polegał proceder? Oszuści wyszukiwali osób, które pilnie potrzebowały pieniędzy. Na swoje ofiary wyszukiwali osoby starsze, nieporadne życiowo, którym trudniej byłoby się połapać w oszustwie. Następnie oferowali im pożyczki na atrakcyjnych warunkach, ale pod zastaw nieruchomości. Jednak zamiast umowy kredytowej, wręczali umowy przedwstępne sprzedaży nieruchomości.

– Te osoby najczęściej skupiały się na wizji uzyskania pomocy, były wprowadzane w błąd w sprawie zasad udzielania pożyczek lub niezgodnie z prawdą mówiono im, że pewne zapisy są fikcyjne i nic im nie grozi. Pokrzywdzeni byli nieświadomi, co podpisują. Ich nieruchomości były obciążane. Podpisywali pełnomocnictwa do rozporządzenia ich mieszkaniami, ale te dokumenty były im podsuwane w ciągu różnych dokumentów, nie wiedzieli więc, co podpisują. Istotna była także rola oskarżonej notariusz, która ręczyła za uczciwość innych oskarżonych. Notariusz ponadto nie informowała pokrzywdzonych o szczegółach transakcji, nie upewniła się, że rozumieją, co podpisują. Czynności w kancelarii przebiegały w atmosferze pośpiechu, podczas aktów prowadzono rozmowy odbiegające tematyką od samej czynności – mówił podczas ogłaszania wyroku sędzia Antoni Łuczak.

Gdy pierwsi pokrzywdzeni zaczęli się zgłaszać do prokuratury w 2010 roku, sprawy były umarzane. Dopiero po jakimś czasie śledczy zaczęli kojarzyć fakty i wpadli na trop olbrzymiej afery mieszkaniowej.

Ostatecznie w sprawie skazanych zostało 35 osób. Największe wyroki usłyszeli notariuszka i doradca finansowy. Violetta D. została skazana na 14 lat więzienia, grzywnę w wysokości 480 tys. zł oraz 10 lat zakazu wykonywania zawodu. Mariusz T. usłyszał wyrok 12,5 roku pozbawienia wolności i takie same dodatkowe kary, co Violetta D.

T. był przygotowany na wyrok skazujący. Do sądu przyszedł ze spakowaną torbą z rzeczami osobistymi. Choć wyrok jest nieprawomocny, tuż po procesie trafił do aresztu w ramach środka zapobiegawczego. Violetta D. nie była obecna w sądzie, jednak także ona ma niezwłocznie trafić za kratki. Jej poszukiwaniem zajmuje się policja.

Obrońcy oskarżonych zapowiadają apelację.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Agenci CBA zatrzymali kolejne dwie osoby w związku z aferą reprywatyzacyjną

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało kolejne dwie osoby w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Zatrzymani przez agentów CBA to jeden ze stołecznych urzędników oraz osoba działająca w branży nieruchomości.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski powiedział we wtorek, że funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA po zakończeniu czynności z zatrzymanymi przekażą ich do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Mają tam usłyszeć zarzuty korupcyjne w śledztwie dotyczącym przestępstw związanych z reprywatyzacją nieruchomości w Warszawie. Obecnie agenci warszawskiej delegatury CBA prowadzą pod nadzorem prokuratury około 70 śledztw, które dotyczą blisko 200 nieruchomości – podał Brodowski.

Zaznaczył, że 30 grudnia 2019 r. wrocławska prokuratura regionalna skierowała do sądu już siódmy akt oskarżania w związku z tym wielowątkowym postępowaniem.
Źródło info i foto: interia.pl

Udzielali niekorzystnych kredytów. Przejęli sporo nieruchomości

​Zarzuty lichwy mieszkaniowej i licznych oszustw przedstawiła łódzka prokuratura okręgowa siedmiu mężczyznom, którzy przejęli nieruchomości o wartości ponad 8 mln zł – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani udzielali pożyczek pod zastaw nieruchomości, a gdy znajdujący się w trudnej sytuacji wierzyciele ich nie spłacali, przejmowali ich nieruchomości. Proceder mógł dotyczyć około 100 osób. Podejrzanym grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności Dwóch mężczyzn podejrzanych jest również o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności.

Śledztwo w sprawie szeregu oszustw i lichwy mieszkaniowej nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Łodzi. W minioną środę funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zatrzymali sześć osób w wieku od 35 do 54 lat. Siódma osoba dobrowolnie stawiła się na przesłuchanie. Do zatrzymań doszło na terenie województw: pomorskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego.

Dwaj mężczyźni, wchodzący w skład zarządów prowadzących działalność pożyczkową spółek z siedzibą w województwie wielkopolskim, działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Pozostali zatrzymani powiązani byli ze spółkami pożyczkowymi i z zarządzającymi nimi osobami.

Spółki udzielały pożyczek na bardzo niekorzystnych warunkach, wykorzystując położenie kontrahentów. Ich klientami stawały się osoby w bardzo trudnej sytuacji życiowej, posiadające znaczące zadłużenia, których nie były w stanie spłacać. Nie miały także szans na uzyskanie wsparcia finansowego ze strony instytucji bankowych.

Firmy pożyczkowe, z którymi związani byli podejrzanymi, udzielały bardzo drogich kredytów, z wysoką prowizją i odsetkami. Zazwyczaj wyznaczano sześciomiesięczny termin spłaty. Koszty prowizji i odsetek sięgały nawet 40 procent. Niejednokrotnie, już po podpisaniu umowy okazywało się, że pożyczkobiorcy otrzymywali jedynie część kwoty wynikającej z zawartej umowy.

Zabezpieczeniem udzielanych pożyczek były nieruchomości, stanowiące własność osób biorących kredyt. Akty notarialne dotyczące przeniesienia własności tych nieruchomości powstawały w kancelariach w Łodzi, Poznaniu i w Warszawie.

Zdaniem śledczych, klienci nie byli należycie informowani o warunkach i kosztach zaciąganych zobowiązań. Zdarzało się, że często nieświadomie kwitowali w aktach notarialnych odbiór pieniędzy, których nie otrzymali. Byli wprowadzeni w błąd co do zamiaru prawidłowego rozliczenia się w przypadku niespłacenia pożyczki.

„Wszystko zatem wskazuje na to, że intencją działania grupy przestępczej było przejęcie, przy nieadekwatnym zaangażowaniu finansowym, własności nieruchomości. Na potrzeby podpisywanych umów ich wartość była w znaczący sposób zaniżana, co ograniczało bądź pozbawiało pokrzywdzonych możliwości dochodzenia różnicy w przypadku niespłacenia pożyczki i utraty własności” – informuje Prokuratura Krajowa.

W sytuacji, gdy dłużnicy nie regulowali zaciągniętych zobowiązań, części z nich proponowano podpisanie aneksów do umów, zwiększających ich zadłużenie oraz przedłużających termin spłaty, z reguły o kolejne pół roku. W rzeczywistości nie poprawiało to ich sytuacji, powodowało wzrost zadłużenia i doprowadzało do utraty własności nieruchomości.

W kilku przypadkach proponowano pokrzywdzonym spłatę pierwotnie udzielonej pożyczki przez nowego pożyczkodawcę, określonego mianem inwestora strategicznego. Były to osoby podstawione, znajdujące się w kręgu podejrzanych, powiązane z reprezentantami spółek. Chodziło o to, by ostatecznie w tych przypadkach to na ich rzecz przejmowana była własność nieruchomości.

W związku ze śledztwem, prokurator przedstawił siedmiu mężczyznom zarzuty lichwy i licznych oszustw. Zarzuty obejmują działanie na szkodę 32 pokrzywdzonych i łączą się z przejęciem własności 34 – zlokalizowanych w różnych miejscowościach – nieruchomości o wartości ponad 8 mln zł.

Dwaj mężczyźni podejrzani są także o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Wobec nich śledczy wystąpił do sądu z wnioskami o tymczasowe aresztowanie. W stosunku do pozostałych podejrzanych zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozorów policji i poręczeń majątkowych w łącznej kwocie 100 tys. zł.

Na ujawnionym majątku – w tym pieniądzach w kwocie co najmniej 120 tys. złotych, nieruchomościach i pojazdach – ustanowione zostaną zabezpieczenia na poczet grożących kar i obowiązku naprawienia szkody.

Według śledczych, zakres postępowania jest znacznie szerszy i obejmuje łącznie ok. 100 pożyczek. Prawdopodobne jest postawienie kolejnych zarzutów i poszerzenie kręgu podejrzanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe zatrzymania ws. ustawianej sprzedaży nieruchomości w Krakowie

Trzy osoby zostały zatrzymane przez CBA w aferze dotyczącej ustawiania przetargów na wynajem, lub zakup atrakcyjnych nieruchomości w Krakowie – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Zatrzymani to lekarka, pracownik lokali gastronomicznych i przedsiębiorca – współwłaściciel jednego z najbardziej popularnych miejsc rozrywki w Krakowie.

Osoby te miały dawać pieniądze, lub obiecywać ich wręczanie w zamian za ustawianie postępowań na kupno i wynajem lokali użytkowych i mieszkalnych. Wręczane kwoty wahały się od 20 do 25 tysięcy złotych. Jedno z postępowań dotyczyło lokalu znajdującego się w Sukiennicach.

W sumie w aferze podejrzanych jest 15 osób. Wątpliwości dotyczą umów na 42 nieruchomości.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest akt oskarżenia wobec Stanisława G. Chodzi o łapówki

Stanisław G. jako wiceminister środowiska w zamian za przychylność i pomoc przyjął pieniądze, drogie zegarki i nieruchomości w Chorwacji – wynika z informacji przekazanych PAP przez Prokuraturę Krajową. Śledczy oskarżyli go też o plagiat pracy doktorskiej i nakłanianie do wręczenia łapówki.

Jak podała prokuratura, obszernym aktem oskarżenia – liczącym ponad 1100 stron – objęto 32 osoby, które zostały oskarżone łącznie o 94 czyny. Wobec dziewięciu oskarżonych skierowano wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Z informacji przekazanych przez PK wynika, że akt oskarżenia dotyczy nieprawidłowości przy 26 inwestycjach realizowanych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

„Prokurator Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko posłowi na Sejm RP Stanisławowi G., jego żonie Renacie L.–G., członkom jego rodziny oraz innym osobom. Materiały w tym zakresie zostały wyłączone z postępowania dotyczącego tzw. afery melioracyjnej, które jest nadal prowadzone, aktualnie pozostaje w nim 42 podejrzanych” – podała prokuratura.

Jak dodała PK, „zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w związku z pełnioną w rządach PO-PSL funkcją sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska poseł Stanisław G. przyjął jako łapówki co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tys. zł oraz nieruchomości w Chorwacji”. „Ponadto zarzuty dotyczą nakłaniania do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tys. zł oraz ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Prokuratura oskarżyła posła również o pranie brudnych pieniędzy” – przekazała PAP prokuratura.

Za przyjęcie łapówek Stanisławowi G. grozi do 12 lat więzienia.

Z informacji przekazanych PAP przez prokuraturę wynika, że Stanisław G. w okresie od stycznia 2011 roku do końca czerwca 2013 roku jako wiceminister środowiska w rządzie PO-PSL przyjął co najmniej 405 tys. zł łapówki w gotówce od przedsiębiorcy Krzysztofa B. „W zamian, wykorzystując swoją pozycję wiceministra, oferował przedsiębiorcy przychylność, poparcie oraz pomoc w zdobywaniu wielomilionowych kontraktów od Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie” – podała PK.

Jak podali śledczy, wiceminister miał nakłaniać także przedsiębiorcę do wręczenia dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji co najmniej 200 tys. zł łapówki. „Argumentował, że to warunek, aby firma przedsiębiorcy funkcjonowała i utrzymała się na rynku. Pieniądze zostały przekazane, a dyrektor Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji Tomasz P. jest obecnie jednym z głównych podejrzanych w śledztwie dotyczącym tzw. afery melioracyjnej” – zaznaczyła prokuratura.

Śledczy przekazali także, że w 2011 r. Stanisław G. przyjął od Bogdana K. jako łapówkę 100 tys. zł oraz apartament w Chorwacji o wartości 48 tys 432 euro. „W zamian oferował on Bogdanowi K. przychylność, poparcie i pomoc w kontaktach w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, w tym w kontaktach z przedstawicielami Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie organizujących przetargi opiewające niejednokrotnie na dziesiątki milionów złotych” – podkreśliła PK.

Stanisław G. oskarżony jest też łapówki w postaci dwóch zegarków Tag Heuer wartych łącznie prawie 26 tys. zł. G. jako wiceminister środowiska otrzymał zegarki od zastępcy dyrektora do spraw Administracji, Informatyki, Marketingu i Współpracy z Zagranicą w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej Łukasza L. W zamian miał zadeklarować utrzymanie przez Łukasza L. stanowiska zastępcy dyrektora. Jak przekazała prokuratura, Łukasz L. miał otrzymać maila z konkretnymi modelami zegarków przeznaczonych na łapówkę.

W akcie oskarżenia poseł PO został oskarżony także o popełnienie plagiatu w pracy doktorskiej, którą obronił w 2011 r. w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi. W konsekwencji G. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomicznych. „Z zeznań świadków, a także z opinii biegłych wynika, że przygotowując pracę doktorską, przywłaszczył sobie autorstwo cudzych utworów” – wskazała prokuratura.

W sprawie oskarżona została również żona posła Renata G. Renata L. Prokuratura zarzuciła jej pranie brudnych pieniędzy, które miało polegać na działaniach zmierzających do utrudnienia stwierdzenia pochodzenia przyjętej wcześniej jako łapówki nieruchomości w Chorwacji.

Wśród oskarżonych w tej sprawie są również: były starosta koszaliński Roman Sz., były dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie Mieczysław O., byli pracownicy Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, przedstawiciele i właściciele firm realizujących inwestycje melioracyjne

Wobec oskarżonego posła PO zastosowano poręczenie majątkowe w kwocie 500 tys. zł dozór policji oraz zakazem kontaktowania się z innymi podejrzanymi w tej sprawie. „Wobec pozostałych oskarżonych stosowane są środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz dozorów Policji” – podała PK. Prokuratura dokonała też zabezpieczenia majątkowego na mieniu wszystkich oskarżonych na łączną kwotę blisko 2,6 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabezpieczono majątek o wartości 19.5 mln zł grupy wyłudzające VAT

Nieruchomości warte przeszło 19,5 mln zł zajęli śledczy ze śląskich „pezetów” i policjanci CBŚP po rozbiciu gangu, który zajmował się wyłudzaniem podatku VAT i praniem brudnych pieniędzy. Vatsterzy pozorowali handel różnymi towarami między firmami z kilku państw Unii. Realne były tylko faktury, dzięki którym mogli otrzymywać zwrot podatku VAT. Państwo straciło na ich działalności kilkadziesiąt milionów złotych.

Uderzenie funkcjonariuszy katowickiego CBŚP i Prokuratury Krajowej skupiło się na zatrzymaniu przedstawicieli firm zajmujących się fikcyjnym obrotem towarów między krajami Unii Europejskiej.

Przed dwoma tygodniami na terenie czterech województw: śląskiego, małopolskiego, warmińsko-mazurskiego i mazowieckiego zatrzymano 18 osób, którym w prokuraturze przedstawiono zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Wpadł boss grupy, ale większość zatrzymanych było tzw. słupami, których zadaniem było wystawianie fikcyjnych faktur za kupno czy sprzedaż różnorakich towarów.Usłyszeli także zarzuty poświadczania nieprawdy w dokumentach i prania pieniędzy.

Na razie śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej nie ujawniają zbyt wielu szczegółów dotyczących działalności gangu vatsterów. Wiadomo, że grupa powstała w kwietniu 2015 r. i działała dokładnie przez rok. – Jak ustalił prokurator, zatrzymani mogli działać wyłudzając podatek VAT w tzw. karuzelowym obrocie towarem: podgrzewaczami tealight, osłonkami aluminiowymi do podgrzewaczy czy świeczkami zapachowymi. Wystawiali nierzetelne faktury poświadczające nieprawdę co do dokonanych transakcji VAT, przyjmowali pieniądze na rachunki bankowe, a następnie w celu ich ukrycia przesyłali na kolejne konta bankowe – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Podczas akcji zabezpieczono pokaźny majątek członków gangu. To przede wszystkim nieruchomości o wartości 19,5 mln zł. Sześciu z 18 zatrzymanych trafiło do aresztów. Część „słupów” zwolniono po wpłaceniu kaucji.

W tym samym czasie funkcjonariusze CBŚP wespół z KAS rozbili inną grupę vatsterów. Tym razem oszuści handlowali złotem. Jedna ze spółek z terenu woj. śląskiego od listopada 2012 do listopada 2013 r. domagała się zwrotu ok. 65 mln zł.

– Jednocześnie okazało się, że w obrocie uczestniczyły podmioty faktycznie nieprowadzące działalności gospodarczej. W całym łańcuszku funkcjonowały podmioty pełniące funkcję „znikającego podatnika”. Jednym z głównych celów procederu było pozorowanie dostaw wewnątrzwspólnotowych, czyli sprzedaży złota do innych krajów Unii Europejskiej. To stanowiło podstawę do występowania do właściwych Urzędów Skarbowych o zwrot podatku – powiedziała Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

W ostatnich dniach policjanci CBŚP zatrzymali sześć osób odpowiedzialnych za przekręt. Zatrzymanym przedstawiono zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw i przestępstw karno-skarbowych. Wszczęcie śledztwa umożliwiło wstrzymanie zwrotu podatku VAT na kwotę 15 mln zł. Dotychczas w tej sprawie 58 podejrzanym przedstawiono 177 zarzutów.
Źródło info i foto: TVP.info

Prokurator domaga się wyroku więzienia i grzywny dla Marka M. w sprawie reprywatyzacyjnej

Półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny domaga się prokurator dla Marka M., znanego handlarza roszczeń do stołecznych nieruchomości, oskarżonego o usiłowanie oszustwa w związku z reprywatyzacją kamienicy w Warszawie.

W czwartek przed warszawskim sądem okręgowym odbyła się druga rozprawa w tym procesie. Marek M. jest oskarżony o usiłowanie wyłudzenia prawa do zarządzania nieruchomością przy ul. Targowej 66 i wprowadzenie w błąd sądu poprzez „zatajenie informacji o śmierci współwłaścicielki (Fanny Ajzensztadt – PAP) tej nieruchomości oraz złożenie nieprawdziwego oświadczenia o jej bezskutecznym poszukiwaniu”.

Prokurator Anna Szumowska podczas mowy końcowej złożyła wniosek o uznanie oskarżonego za winnego, skazanie go na półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny.

„Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Składając wnioski o rozszerzenie kurateli, celem reprezentowania nieznanej z miejscu pobytu spadkobierczyni, jako kurator miał on wiedzę i świadomość tego, że osoba ta nie żyje” – powiedziała prokurator.

Jak mówiła – Marek M., składając wniosek o ustanowienie kurateli, wprowadził organy wymiaru sprawiedliwośco w błąd poprzez zatajenie informacji o śmierci spadkobierczyni.

Przed sądem mowę końcową wygłosił również oskarżyciel posiłkowy mec. Bartosz Przeciechowski. Podkreślił, że M. był kuratorem osoby, której nie można było znaleźć, i nie podjął żadnych czynności, aby wyjaśnić, co się z tą osobą dzieje.

Mecenas dodał, że oskarżony posiadał wiedzę, iż spadkobierczyni, której był kuratorem, może nie żyć nie, i „nie uczynił nic, aby to zweryfikować”.

Obrońca oskarżonego mec. Anna Jarosz wniosła o jego uniewinnienie. Zdaniem Jarosz oskarżony nie kierował się złą wolą przy działaniach, które podejmował jako kurator.

„Tam, gdzie pojawia się temat reprywatyzacji, odzyskiwania nieruchomości i pojawia się nazwisko M., to z urzędu przypisywana jest mu zła wola i wina” – powiedziała. Dodała, że gdy M. dowiedział się, że w aktach Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) „zalega akt agonu rzekomo pani Ajzensztadt, od razu przystąpił do wyjaśniania tego”.

Jarosz powiedziała, że oskarżony nie działał w celu przejęcia w zarząd i administrowania kamienicą, aby czerpać z niej zyski. „Jak słusznie wskazywał (podczas rozprawy – PAP) M., nie miał tytułu do pobierania ewentualnych zysków po Fanny Ajzensztadt” – zaznaczyła Jarosz.
Źródło info i foto: interia.pl

Znany biznesmen Marek M. trafił do aresztu

Trzy miesiące tymczasowego aresztu zastosował Sąd Rejonowy Wrocław Śródmieście wobec Marka M. w związku z nieprawidłowościami przy reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Niestety, ani prokuratura, ani obrona podejrzanego nie chciała ujawnić szczegółów niemal 3-godzinnego posiedzenia sądu.

– Sąd uwzględnił argumenty oskarżenia – tyle jedynie powiedział prokurator Marek Kaczmarzyk. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła Markowi M. zarzuty dotyczące przywłaszczenia praw majątkowych dotyczących nieruchomości położonej w Warszawie przy ul. Opoczyńskiej 4B oraz nieruchomości Folwark Służewiec nr 2 oraz oszustw na szkodę dwóch pokrzywdzonych w związku z nabyciem praw i roszczeń do nieruchomości położonej przy ul. Dynasy 4. Łączna wartość nienależnego zysku to nie mniej niż 13,7 mln. zł. Na polecenie wspomnianej prokuratury CBŚ zatrzymało Marka M. we wtorek.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Handlarz roszczeń Marek M. z zarzutami

Prokuratorzy z wrocławskiej Prokuratury Regionalnej postawili zarzuty Markowi M., znanemu handlarzowi roszczeń do stołecznych nieruchomości. Marek M. jest podejrzany ws. nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Dynasy 4, Opoczyńskiej 4B oraz tzw. Folwarku Służewiec.

O przedstawieniu Markowi M. zarzutów poinformował PAP prokurator regionalny Piotr Kowalczyk. Jak dodał, treść zarzutów jest zgodna z tym, co we wtorek w komunikacie podała Prokuratura Krajowa.

„M. podejrzany jest o przywłaszczenie praw majątkowych dotyczących nieruchomości położonej w Warszawie przy ul. Opoczyńskiej 4B oraz nieruchomości Folwark Służewiec o łącznej wartości nie mniejszej niż 11 mln 500 tys. zł oraz oszustwo na szkodę dwóch pokrzywdzonych w związku z nabyciem praw i roszczeń do nieruchomości położonej przy ul. Dynasy 4, na kwotę łączną nie mniejszą niż 1 mln 100 tys. zł na szkodę każdej z pokrzywdzonych” – podała PK.

Prok. Kowalczyk powiedział PAP, że przesłuchanie M. nadal trwa. „Po jego zakończeniu prokurator pojmie decyzje o środkach zapobiegawczych” – przekazał. Jak dodał, Marek M. składa wyjaśnienia.

M. został we wtorek zatrzymany w Warszawie przez CBA. Do wrocławskiej prokuratury dowieziono go w środę.
Źródło info i foto: interia.pl