Młody Norweg, odpowiedzialny za próbę przeprowadzenia zamachu na meczet, wcześniej zamordował swoją siostrę

Policja zatrzymała młodego Norwega, który przeprowadził „próbę zamachu terrorystycznego” na meczet w Oslo. Sprawca ma skrajnie prawicowe i ksenofobiczne poglądy. Kilka godzin po ataku znaleziono ciało jego przyrodniej siostry. Policja podejrzewa, że to Norweg zamordował 17-latkę.

W sobotę po południu młody Norweg ostrzelał budynek meczetu, a następnie wdarł się do środka. Tam został obezwładniony przez wiernych i przekazany policji. Strzelaninę w meczecie na przedmieściach stolicy Norwegii policja traktuje jako próbę dokonania aktu terrorystycznego. W trakcie zdarzenia lekko ranna została jedna osoba.

Policjanci poinformowali, że próbowali przesłuchać podejrzanego, ale nie chciał on złożyć wyjaśnień. Rzecznik policji Oslo Rune Skjold powiedział, że sprawca nie ukrywa ksenofobicznych pobudek swojego czynu. – Jego sprawca według naszej wiedzy ma poglądy ekstremistyczne. Określił się jako zwolennik Quislinga. Ma krytyczny stosunek wobec imigracji. Chciał wzbudzić strach – mówił rzecznik. Vidkun Quisling był politykiem faszystowskim, premierem marionetkowego rządu kolaboracyjnego w czasie II wojny światowej.

Jak dodał rzecznik, policja nie ma pewności czy był to akt terroryzmu, ale analizuje go jako próbę dokonania aktu terrorystycznego. Według policji sprawca strzelaniny znany jest ze swojej aktywności na radykalnych politycznie internetowych forach.

Jak podaje Deutsche Welle, imam meczetu opisał napastnika jako „białego mężczyznę” z karabinem, kilkoma pistoletami, w kasku, kamizelce kuloodpornej i mundurze.

Kilka godzin po ataku na meczet w Oslo w domu w Baerum znaleziono ciało młodej kobiety. Policja potwierdziła, że zmarła 17-latka była przyrodnią siostrą podejrzanego o zamach na świątynię. Śledczy wszczęli w sprawie śmierci dochodzenie, podejrzewają, że sprawcą zbrodni jest mężczyzna, który dokonał ataku na meczet.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Norwegia: Kilkuset chłopców ofiarami pedofila

Udawał w sieci, że jest „Sandrą”. 27-letni Norweg został w piątek skazany na 16 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne kilkuset nieletnich chłopców, w tym gwałt – podały norweskie media.

Przez kilka lat mężczyzna, który pełnił również funkcję sędziego piłkarskiego, wykorzystywał oszustwa i groźby w internecie w celu uzyskania filmów o charakterze seksualnym lub skatologicznym od około 460 chłopców, zwykle w wieku poniżej 16 lat. Przez kilka lat w sieci udawał dziewczynę, najczęściej używając imienia Sandra. Obiecywał swoim ofiarom zazwyczaj słodycze albo iPhone’a, a kiedy dostawał wideo, żądał następnych, grożąc ujawnieniem już otrzymanych. Czasami żądał spotkania.

Zapłaci 1,9 mln euro odszkodowania

Zarzuty przeciwko niemu, w tym o wykorzystywanie seksualne i gwałt, dotyczyły 270 ofiar. Przyznał się do niektórych zarzutów przed sądem rejonowym Nedre Romerike. Wyrok należy do najsurowszych orzeczonych w związku z wykorzystywaniem seksualnym w kraju skandynawskim, zgodnie z twierdzeniem prokuratury, że był to „największy przypadek wykorzystywania seksualnego w Norwegii”.

Skazanemu nakazano również wypłacenie 18,6 mln norweskich koron (1,9 mln euro) odszkodowania dla ofiar. Mężczyznę, którego tożsamości nie ujawniono, zatrzymano po raz pierwszy w 2016 roku, ale szybko zwolniono i ponownie aresztowano kilka miesięcy później.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosja: Norweg skazany za szpiegostwo. 14 lat kolonii karnej

Sąd w Moskwie skazał na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze obywatela Norwegii Frode Berga. Uznał go za winnego szpiegostwa na szkodę Rosji. Berg nie przyznał się do winy, ale, jak przekazali jego adwokaci, nie będzie odwoływał się od wyroku. Frode Berg zamierza prosić prezydenta Władimira Putina o ułaskawienie od razu po uprawomocnieniu się wyroku – wyjaśnił jego obrońca Ilja Nowikow.

Proces Norwega toczył się za zamkniętymi drzwiami i sąd ogłosił we wtorek tylko wymiar kary, bez uzasadnienia wyroku. Wydając wyrok sąd w pełni przychylił się do żądań prokuratorów, którzy domagali się kary 14 lat pozbawienia wolności. Strona oskarżenia wskazywała w szczególności, że Berg nie przyznał się do winy i nie wyraził skruchy. Natomiast obrona żądała uniewinnienia oskarżonego, choć adwokaci sygnalizowali, że nie mają złudzeń, że zapadnie wyrok skazujący.

Proces rozpoczął się w kwietniu i toczył się bez udziału mediów i publiczności. Materiały sprawy miały status tajnych. Niewiele informacji przedostało się do wiadomości publicznej. Śledczy twierdzili, że 63-letni Berg, emerytowany funkcjonariusz norweskiej straży granicznej, został zatrzymany w grudniu 2017 roku w trakcie otrzymywania dokumentów rosyjskiej marynarki wojennej.

Strona oskarżenia wspomniała na pierwszej rozprawie, że Berg zbierał informacje o rosyjskich atomowych okrętach podwodnych. – Został zaangażowany przez wywiad norweski i zgodził się z nim współpracować za wynagrodzenie finansowe – mówiła prokurator Miłana Digajewa. Choć po aresztowaniu Berga podawano, że obywatel Rosji, który przekazywał mu dokumenty, został zatrzymany pod zarzutem zdrady stanu, później prokuratorzy mówili, że informacje Norweg otrzymywał od pracownika rosyjskich zakładów obronnych, który działał pod kontrolą Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Berg zostanie wymieniony?

Berg potwierdził jedynie fakt współpracy z norweskim wywiadem wojskowym. Powiedział, że jeździł do Rosji na prośbę pracowników tych służb, pełniąc rolę kuriera, ale nie miał rozeznania, czym dokładnie się zajmował i jakie grożą mu konsekwencje. Według opinii wyrażanych w prasie norweskiej Berg może po zakończonym procesie zostać wymieniony i wkrótce powrócić do ojczyzny. W minionym tygodniu Putin wspomniał o sprawie Berga na spotkaniu w Petersburgu z norweską premier Erną Solberg. Putin mówił m.in., że można ułaskawić tylko człowieka, który został skazany i wskazał, że w sprawie Berga wyrok jeszcze nie zapadł.
Źródło info i foto: tvn24.pl

22-letni Norweg zgwałcił 75 dzieci. Został skazany na 8,5 roku więzienia

22-letni Norweg z Tromsø, któremu udowodniono molestowanie seksualne 75 nieletnich, został w poniedziałek skazany przez sąd w Nord-Troms na 8,5 roku więzienia. Norweg korzystał z fikcyjnego konta na Facebooku, gdzie podszywał się pod 15-latkę i namawiał młodych chłopców do przesyłania mu swoich zdjęć i nagrań, a później zmuszał do seksu.

Pedofil wykorzystywał fizycznie dzieci poniżej 16, a nawet 14 roku życia. W latach 2013-2016 namawiał nastolatki poznane w internecie, by przesyłały mu swoje zdjęcia i nagrania.

Szantażował i zmuszał do współżycia

Część z nich, poprzez manipulację i szantaż, zmuszał później do współżycia. Wśród wykorzystanych przez skazanego 75 dzieci znalazło się także 7 dziewczynek. Sędzia Inger Bonnie Fjerde oznajmiła, że wyrok w sprawie jest jednogłośny. 8,5 roku więzienia to wyrok zgodny z propozycją kary zgłoszoną przez prokuratora. W ramach rekompensaty 22-latek będzie musiał ponadto zapłacić swoim ofiarom w sumie 2,7 miliona koron.

Nie wyraził żadnej skruchy

Sędzia podkreślała wielokrotnie, że skazany 22-latek nie wyraził żadnej skruchy ani empatii w związku z wykorzystywaniem swoich ofiar.

Policja przed procesem przeanalizowała ponad 200 tys. logowań mężczyzny w mediach społecznościowych, a także 16,6 tys. zdjęć i 2,7 tys. filmików przedstawiających dziecięcą pornografię. W postępowaniu karnym jako dowody wykorzystano 42 nagrania i 49 fotografii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stambuł: to zamachowiec-samobójca wysadził się przed Błękitnym Meczetem

10 osób zginęło, a 15 zostało rannych w wyniku eksplozji, do której doszło na placu Sultanahmet w historycznej dzielnicy Stambułu. Prezydent Turcji potwierdził, że ofiary to Niemcy i Turcy. Wśród rannych jest Norweg i Peruwiańczyk. Niemiecka gazeta „Bild”, pisze o 9 zabitych niemieckich turystach. O przeprowadzenie zamachu podejrzewany jest terrorysta z Państwa Islamskiego. Zamach miała przeprowadzić kobieta, która wmieszała się w grupę niemieckich turystów, a następnie wysadziła. To wciąż nieoficjalne doniesienia z miejsca eksplozji. Prezydent Turcji oświadczył, że służby podejrzewają, iż zamachowiec pochodził w Syrii.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec już wydało ostrzeżenie dla turystów, by unikali historycznych miejsc w Stambule. W obawie przed powtórnym wybuchem policja zamknęła plac Sultanahmet. Na miejsce przyjechało wiele wozów policyjnych i karetek pogotowia; na niebie widać było policyjny śmigłowiec.

Jedna z turystek opowiadała, że „eksplozja była tak silna, że ziemia się zatrzęsła”, a ona wraz z córką ukryła się w sąsiednim budynku. Detonacja była słyszana i odczuwana na oddalonym o kilka kilometrów placu Taksim – relacjonowali świadkowie.

Władze badają rodzaj użytego materiału wybuchowego i prowadzą śledztwo mające ustalić sprawców. W pobliżu miejsca eksplozji znajdują się popularne wśród turystów obiekty – Hagia Sophia i Błękitny Meczet.
Żródło info i foto: RMF24.pl

IS dokonało egzekucji na obywatelu Chin

– Terroryzm jest światowym wrogiem ludzkości – oznajmił w czwartek przewodniczący Xi Jinping, potwierdzając wiadomość. Chiński przywódca ujawnił też nazwisko ofiary: to 50-letni Fan Jinghui, doradca inwestycyjny, który wpadł w ręce dżihadystów w bliżej nieznanych okolicznościach.

Dzień wcześniej Państwo Islamskie poinformowało o straceniu właśnie jego i drugiego zakładnika, 48-letniego Norwega Ole Johana Grimsgaard-Ofstada. Fan jest pierwszym obywatelem chińskim straconym przez Państwo Islamskie. W swoim anglojęzycznym magazynie „Dabiq” dżihadyści opublikowali we wrześniu zdjęcie obydwu zakładników z podpisem „Na sprzedaż”.

PI utrzymuje się ze sprzedaży ropy, podatków, a także z porwań dla okupu. Tym razem przypuszczalnie nie dostało pieniędzy za porwanych. W Pekinie rzecznik dyplomacji Hong Lei zapewnił, że rząd próbował uratować Fana Jinghui, ale „terroryści mają za nic ludzkie sumienie i moralność”. Zapowiedział surowe ukaranie sprawców.

Zakładnicy „zostali straceni, gdy opuściły ich kafirskie narody i organizacje” – napisał z kolei „Dabiq” („kafir” oznacza w arabskim niewiernego). Magazyn umieścił też zdjęcie obu mężczyzn po egzekucji – zostali rozstrzelani.

– Potępiamy tę zbrodnię – powiedziała w czwartek w Oslo na konferencji prasowej premier Erna Solberg.

Wiadomość o egzekucji wypłynęła kilka dni po atakach terrorystycznych w Paryżu (zginęło w nich 129 osób, a ok. 350 zostało rannych). I po rozpoczęciu przez lotnictwo francuskie oraz rosyjskie nalotów bombowych na położoną w Syrii stolicę Państwa Islamskiego Rakkę.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Państwo Islamskie ma nowych zakładników

Państwo Islamskie (IS) twierdzi, że wzięło Norwega i Chińczyka jako zakładników, i żąda za nich okupu. Zdjęcia obu mężczyzn w żółtych więziennych kombinezonach zamieszczono w środę w wydawanym przez IS czasopiśmie online „Dabiq” – informuje Associated Press.

Norwega zidentyfikowano jako 48-letniego Ole Johana Grimsgaarda-Ofstada z Oslo. Chińskim zakładnikiem jest 50-letni konsultant z Pekinu Fan Jinghui. W czasopiśmie zamieszczono numer, pod którym przez jedną z aplikacji kontakt może nawiązać „ktokolwiek, kto chciałby zapłacić okup” za ich uwolnienie.

Nie podano, kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach mężczyźni zostali pojmani. Państwo Islamskie kontroluje znaczne obszary Iraku i Syrii. W środę wieczorem premier Norwegii Erna Solberg powiedziała, że obywatel norweski został wzięty jako zakładnik w Syrii.

– To poważna, skomplikowana sprawa. Naszym celem jest sprowadzenie naszego obywatela bezpiecznie z powrotem do Norwegii – podkreśliła.

Norweska agencja prasowa NTB informuje, że od pewnego czasu sprawą tą zajmuje się sztab kryzysowy w resorcie spraw zagranicznych Norwegii.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

14-latek z Norwegii walczy przeciw Państwu Islamskiemu

Obywatele Norwegii, 14-letni chłopiec wraz ze swym ojcem, walczą w Iraku z bronią w ręku przeciwko Państwu Islamskiemu. Norweskie media informują, że chłopiec po przyjeździe do Iraku przeszedł szkolenie wojskowe i uczestniczył już w kilku zbrojnych akcjach. Norwegowie walczą w szeregach jednej z największych szyickich formacji występującej przeciwko sunnickiemu IS. Jak wyjaśnił ojciec chłopca, obaj pojechali z Norwegii najpierw do Syrii, a później do Iraku. Odpowiedzieli na wezwanie jednego z szyickich przywódców religijnych. Są przekonani, że biorą udział w świętej wojnie – dżihadzie.

Uczynił z nieletniego żołnierza

Przed wyjazdem chłopiec miał otrzymać zwolnienie z norweskiej szkoły pod pretekstem odwiedzenia rodziny na Bliskim Wschodzie. Informacja ta zaskoczyła władze. Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Jöran Kallmyr oświadczył, że jest to sprawa, którą musi zająć się wymiar sprawiedliwości. Ojciec chłopca może odpowiadać za świadome wywiezienie dziecka do niebezpiecznej strefy objętej wojną i współudział w uczynieniu z syna nieletniego żołnierza.
Żródło info i foto: wp.pl

Spowiedź ojca Andersa Behringa Breivika

Śnią mu się koszmary: widzi syna strzelającego do nastolatków. Pyta: Czy mogłem temu zapobiec? Do Oslo przyjeżdża niechętnie. Boi się zemsty rodzin ofiar. Jens jest ojcem mordercy wszech czasów Andersa Breivika, ale także jedną z jego ofiar.

Letni dzień 22 lipca 2011 r. Breivik emerytowany od niedawna dyplomata spędzał w swoim domku w Limoux na południu Francji. Jego uwagę przykuły doniesienia napływające z Oslo. Jakiś terrorysta dokonał tam masakry nastolatków na obozie na wyspie Utoya. Wcześniej dzielnicę rządową w Oslo zniszczyła doszczętnie eksplozja wielkiego samochodu-pułapki. Do wczesnego wieczora mediom znany był tylko wstępny rysopis sprawcy: wysoki, włosy blond. Typowy Norweg. Kręcąc głową Breivik wyłączył w końcu telewizor i poszedł spać. Następnego ranka doznał największego szoku w życiu. Na ekranie zobaczył twarz i personalia sprawcy – był nim jego własny syn.

– Zapadłem w rodzaj paraliżu. Nie wiedziałem, co myśleć. Parę razy zastanawiałem się, czy nie skończyć życia. Czułem i dalej czuję się współodpowiedzialny – mówi „Newsweekowi” Jens Breivik, autor wydanej właśnie w Norwegii książki „Min skyld? En fars historie.” (Moja wina? Historia ojca).

Zemsta na rodzicach

32-letni Anders Behering Breivik zamordował w tamten piątek aż 77 osób – sześć zginęło w zamachu bombowym, kolejne 69 zabił z bliska z zimną krwią. Potykając się o trupy kolejnych swoich ofiar, nastoletnich uczestników wakacyjnego obozu sympatyków Partii Pracy, Breivik strzelał, aż skończyła się mu amunicja. Średnia wieku jego ofiar wynosiła 19 lat.

Dziś wiemy, że dokonując okrutnej zbrodni Breivik mścił się także na rodzicach. Oboje byli sympatykami norweskiej socjaldemokracji, a norweska lewica sprzyjała napływowi do kraju imigrantów, także muzułmanów. Anders chciał być obrońcą białej rasy, pogromcą lewicy i „islamskiej zarazy”. Na ile zbrodnia jest wynikiem traumy w dzieciństwie? Czy można jej było zapobiec? Pomimo upływu ponad trzech lat od zbrodni te pytania nurtują Norwegów. – Wciąż zastanawiają się, co uczyniło z Breivika zbrodniarza. Wyczekiwali więc na książkę Jensa Breivika, choć nie mogła ona dać rozstrzygającej odpowiedzi – mówi „Newsweekowi” Andrea Gjestrang, znana norweska fotografka, nagrodzona za zdjęcia rannych ofiar tragedii z Utoya, tych którym udało się przeżyć.

Swój zamach Anders Breivik planował w szczegółach przez sześć lat. Nie wiedziała o nim nic nawet jego matka, Wenche, z którą mieszkał, rozwiedziona od dawna z Jensem. Po śmierci matki Breivika na raka wiosną ubiegłego roku, jedyną osobą zdolną do rozwiązania zagadki psychologii „potwora z Utoya” stał się jego ojciec, Jens Breivik.

– O Jensie mówiono w mediach w samych negatywach. Jakim okropnym był ojcem i tyranem wobec żony. Teraz może sam opowiedzieć swoją historię – wyjaśnia Nanna Baldersheim, dyrektor Juritzen, wydawnictwa, w którym ukazała się niedawno „Moja wina?” – To książka o moich relacjach z Andersem i jego matką do wieku 16 lat. Wtedy straciłem z nim kontakt. Nie chciałem tego i teraz bardzo żałuję, że nie próbowałem go odnowić – mówi Jens Breivik „Newsweekowi”.

We władzy matki

Jens i Wenche rozwiedli się w 1980 już rok po narodzinach ich synka. Jens pracował wówczas w ambasadzie w Londynie. Wkrótce potem wyjechał na placówkę do Paryża. Matka wróciła do Oslo i samotnie wychowywała dziecko.
Żródło info i foto: Newsweek.pl

Norweg wpadł w pułapkę Cocomo

Kolejne śledztwa w sprawie klubów ze striptizem Cocomo. Do sopockiej policji zgłosił się Norweg, który rano obudził się uboższy o 137 tys. zł. W Gdańsku przybyło czterech poszkodowanych – największa zakwestionowana kwota to 59 tys. zł. W całym kraju prowadzonych jest ponad 50 śledztw w sprawie Cocomo. Na postawienie zarzutów zdecydowała się do tej pory tylko prokuratura w Poznaniu, po tym jak jeden z klientów klubu zostawił tam blisko milion złotych. Pięciu pracownicom prokuratura postawiła zarzuty oszustwa, śledczy zdobyli obciążające klub zeznania jednego z pracowników.

Czy osoba zataczająca się może podejmować świadome decyzje?

Wszystkie historie są podobne. Mężczyźni twierdzą, że wypili kilka drinków, zapłacili za striptiz, a dobę później obudzili się z rachunkami na kwoty średnio od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Bywa jednak, że rzekomo „przepili” niezły samochód lub kawalerkę. Zdarza się, że oprócz rachunków znajdują w kieszeni „oświadczenia o uznaniu długu” ze swoimi szczegółowymi danymi i podpisem. Dzwoniąc do klubu, dowiadują się potem, że zamówili szampany po 15 tys. zł za sztukę. W trakcie śledztwa prowadzonego w Kielcach okazało się np., że poszkodowany mieszkaniec tego miasta w klubie miał zamawiać nie tylko drogie szampany, ale i owoce za 16 tys. zł.

Kielecka prokuratura umorzyła jednak śledztwo, uzasadniając, że dowody nie są wystarczające, by stwierdzić, że popełniono przestępstwo. Sąd nakazał jednak prokuraturze ponownie poprowadzić postępowanie. Chodzi przede wszystkim o nagranie z wewnętrznego monitoringu, które obejrzeć ma biegły lekarz neurolog. I wydać opinię, czy osoba zataczająca się, przysypiająca, podpierająca się o ściany, której pracownice lokalu zdejmują buty, a w trakcie podpisywania „oświadczenia o uznaniu długu” wypada jej z ręki długopis, jest w stanie podejmować świadome decyzje.

Drinki za 137 tys. zł

Prokuratura Rejonowa Gdańsk – Śródmieście w tym roku zarejestrowała 13 spraw, z czego sześć jest w toku. Dwie sprawy prowadzone są już od kilku miesięcy – jeden z mężczyzn w klubie położonym obok ulicy Długiej zapłacił rachunek w wysokości 50 tys. zł, drugi – 17 tys. zł. Kolejne cztery to zgłoszenia z lipca br., o których jeszcze media nie informowały.

– „Postępowania dotyczą dwóch Polaków, obywatela Austrii oraz Norwegii” – mówi prokurator Renata Klonowska. – „Obywatel Austrii złożył zawiadomienie, ale nie podał kwoty, po czym wyjechał z Polski. Turysta z Norwegii zakwestionował 7763 zł. Rachunki polskich klientów klubu to 2,5 tys. zł oraz 59 tys. zł. – „Wszystkie sprawy są podobne. Po wytrzeźwieniu klienci są zdziwieniu kwotami” – dodaje szefowa gdańskiej prokuratury.

W Gdyni nie wszczęto dotąd żadnego śledztwa w wyniku zawiadomienia złożonego przez klienta klubu. W Sopocie z kolei prowadzone są obecnie dwa – pierwsze dotyczy obywatela Norwegii, któremu po wizycie w tamtejszym klubie Cocomo ubyło z konta ponad 160 tys. zł. Mężczyzna niemal nic nie pamięta. Drugie – co też jest nową informacją – zostało wszczęte w połowie lipca i również dotyczy wysokiej kwoty, bo aż 137 tys. zł. I tym razem poszkodowanym jest obywatel Norwegii. Mężczyzna, rocznik 1985, pamięta jedynie, że był w klubie i płacił kartą płatniczą. Policja zabezpieczyła monitoring, trwa przesłuchiwanie świadków. – „W pierwszym przypadku czekamy na wynik badania toksykologicznego, w drugim materiał do badania został pobrany, ale zanim skierujemy go do ekspertyzy, zgodnie z procedurą musimy uzyskać zgodę na poniesienie kosztów powołania biegłego” – tłumaczy Katarzyna Mosakowska, zastępca prokuratora rejonowego w Sopocie.

Obsługa zapewnia, że rachunki płacili dobrowolnie

Nocne kluby Cocomo działają w reprezentacyjnych miejscach wielu polskich miast, w tym w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Trójmiejskie prokuratury umorzyły dotąd już ok. 20 śledztw w sprawie ich działalności. Całość wygląda na bardzo dobrze przemyślany proceder – klienci twierdzą, że zostali oszukani, ale obsługa zapewnia, że rachunki płacili dobrowolnie. Ceny drogich drinków (najdroższy szampan połączony z erotycznym tańcem kosztuje 15 tys. zł) znajdują się w menu, z kolei poszkodowani z reguły nie mają żadnych świadków, więc śledztwa są umarzane. A mimo tego, że w mediach regularnie pojawiają się informacje o zgłoszeniach na policję, wciąż znajdują się kolejni klienci. Właścicielem klubów jest krakowska spółka Event, która planuje otworzenie nowego punktu w Gdańsku – tym razem w samym sercu ul. Długi Targ, ok. 100 metrów od Fontanny Neptuna.
Żródło info i foto: Gazeta.pl