Sprawą uszkodzenia dowodów dotyczących wypadku premier Beaty Szydło zajmie się inna prokuratura

Śledczy z Oświęcimia chcieli, by sprawą uszkodzenia dowodów w sprawie wypadku Beaty Szydło zajęła się inna prokuratura. Wystąpili do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby wyznaczyła taką jednostkę. Ostatecznie sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu – dowiedziała się TVN24. O problemie z dowodami rzeczowymi poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl.

W połowie czerwca portal tvn24.pl poinformował o problemie z dowodami rzeczowymi – jeden z ważnych dowodów w procesie dotyczącym wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu z lutego 2017 roku został uszkodzony. Chodzi o płytę, na której znajdował się zapis z kamer monitoringu, dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu.

Obrońca Sebastiana K, mecenas Władysław Pociej powiedział, że o uszkodzeniu płyt z dowodami tak sąd, jak i prokuratura go nie poinformowały. Adwokat przekazał 14 czerwca, że w związku z tym podjął razem ze swoim klientem „decyzję o złożeniu do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i wszczęcia stosowanego postępowania w celu ustalenia okoliczności uszkodzenia tego dysku oraz pociągnięcia do odpowiedzialności tego, kto ewentualnie się tego czynu dopuścił”.

Śledztwo wciąż nie ruszyło

Prokuratorskie śledztwo jednak wciąż nie ruszyło. Jak poinformowała reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu, do której zawiadomienie trafiło, nie chce prowadzić tego śledztwa. W związku z tym wystąpiła do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby ta wyznaczyła inną prokuraturę do zajęcia się tym zawiadomieniem. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Krakowie zwróciła się do Prokuratury Regionalnej w Krakowie, aby wyznaczyć jeszcze inną prokuraturę. Wreszcie w czwartek Prokuratura Regionalna w Krakowie wyznaczyła Prokuraturę Okręgową w Nowym Sączu, która zajmie się sprawą tego zawiadomienia – wyjaśniała reporterka TVN24.

Prokuratura zmienia zdanie w sprawie uszkodzenia dowodów

14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że „przesyłając do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko Sebastianowi K. prokuratura przesłała wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami. Wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia. Prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”.

Jak stwierdziła wówczas prokuratura, „na uszkodzonych nagraniach nie został zarejestrowany przejazd kolumny. Na jednym z nich było nagranie programu telewizyjnego, na drugim monitoring terenu przedszkolnego oddalonego o kilkaset metrów od miejsca przejazdu kolumny”. Zapewniła również, że „wszystkie dowody w tym postępowaniu zostały już przeprowadzone”. „Wskazane nagrania nie mają żadnej wartości dowodowej dla odtworzenia przebiegu zdarzenia z dnia 10 lutego 2017 roku” – czytamy w komunikacie z 14 czerwca.

„Uszkodzenie w postaci pęknięcia w centralnej części”

26 czerwca ta sama prokuratura w wydanym komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia w postaci pęknięcia w centralnej części jednej z płyt.

„W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Prokuratura utrzymała, że „oględziny zapisu z monitoringu z ulicy Prusa w Oświęcimiu wykonane w dniu 14 lutego 2017 roku wskazały jednoznacznie, iż materiał ten jest całkowicie nieprzydatny dla odtworzenia przejazdu kolumny rządowej w dniu 10 lutego 2017 roku przez ulicę Powstańców Śląskich i z tej też przyczyny nie podjęto dalszych działań nakierowanych bądź na ponowne zabezpieczenie nagrania bądź na próbę jego odtworzenia przez biegłych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Brazylia: Ogromna afera korupcyjna i 56. odsłona wielkiej operacji policyjnej

Brazylijska policja rozpoczęła w piątek 56. etap wielkiej operacji. Ma ona związek z aferami łapówkarskimi i nadużyciami, do jakich doszło w ostatnich latach przy budowie nowej siedziby państwowego giganta naftowego Petrobras w mieście Salvador, stolicy stanu Bahia. Agenci policji federalnej prowadzą dochodzenie w tej sprawie od 2014 roku. W obecnej fazie operacji mają dokonać 22 aresztowań i przeprowadzić 68 rewizji w prywatnych domach, między innymi w stanach Sao Paulo, Minas Gerais, Rio de Janeiro i Bahia.

W aferę ma być zamieszanych wielu polityków i przedsiębiorców.

„Przekręt” z zawyżaniem kosztów robót

Jak stwierdza policja federalna w wydanym w piątek komunikacie, wyniki dotychczasowych dochodzeń potwierdzają, że „przekręt” polegał głównie na zawyżeniu kosztów wszystkich robót przy budowie siedziby państwowego koncernu. Wyroki dla niektórych uczestników „afery Petrobrasu”, jakich według przewidywań piątkowych brazylijskich mediów zażąda prokurator, mają sięgać 50 lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Łapówka będzie traktowana jako zbrodnia. Zmiany w kodeksie karnym

Za przyjęcie korzyści majątkowej o wartości powyżej miliona złotych będzie groziło nawet 20 lat pozbawienia wolności – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Przygotowana przez resort sprawiedliwości nowelizacja kodeksu karnego zakłada, że nie będzie to już więc występek, lecz zbrodnia” – czytamy we wtorkowym wydaniu gazety.

„Łapownictwo wielkich rozmiarów jest karane zbyt pobłażliwie. Aferzyści muszą się bać” – tłumaczy w rozmowie z „DGP” minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Gazeta zaznacza, że „dziś za wzięcie łapówki o znacznej wartości (powyżej 200 tys. zł) grozi od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności”. „Dotychczas najczęściej kończyło się na »zawiasach«” – zaznacza.

„W 2016 r. spośród 338 skazanych za przyjmowanie korzyści majątkowych za kratki trafiło zaledwie 20, 290 usłyszało wyrok w zawieszeniu, zaś pozostali zostali ukarani łagodniej” – czytamy w artykule.

„Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że poczucie bezkarności rozzuchwala” –dodaje „DGP”.

„Dziś wielu aferzystów kalkuluje i ocenia, że opłaca się wziąć wielomilionową łapówkę, ukryć pieniądze, a następnie usłyszeć wyrok w zawieszeniu. Chcemy, by takie kalkulacje były nieopłacalne” – mówi w rozmowie z gazetą Zbigniew Ziobro.
Źródło info i foto: TVP.info

Kraków: Znaleziono zwłoki mężczyzny z nożem kuchennym wbitym w klatkę piersiową

Zwłoki 65-letniego mężczyzny zostały znalezione w piątek rano na Plantach w Krakowie. Mężczyzna miał wbity w klatkę kuchenny nóż i wiele innych obrażeń. Część Plant została zamknięta przez policję. Zwłoki mężczyzny ubranego na sportowo zauważył przejeżdżający krakowskimi plantami rowerzysta.

Według informacji reporterów radia RMF FM, mężczyzna nie tylko miał wbity nóż kuchenny nóż w klatkę piersiową, ale również wiele innych okaleczeń. Część Plant jest zamknięta. Funkcjonariusze przeszukują teren i szukają wszelkich śladów, które pozwoliłyby naprowadzić na trop zabójcy. Policja wystosowała apel do osób, które w piątek po godz. 6 rano były na Plantach i widziały podejrzanie zachowującą się osobę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejna osoba z zarzutami w sprawie korupcji w Polskie Grupie Zbrojeniowej

Gdańska prokuratura postawiła zarzuty kolejnej osobie zatrzymanej przez CBA w śledztwie dotyczącym korupcji ujawnionej w jednej ze spółek należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i w kooperujących z nią firmach. W sprawie podejrzanych jest już w sumie 10 osób.

Łukasz M., któremu przedstawiono zarzuty, jest pracownikiem wrocławskiej firmy z branży elektrycznej, która współpracowała ze spółką PIT-Radwar wchodzącą w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ).

Zdaniem śledczych M. wręczał łapówki (lub obiecywał je wręczyć) byłemu już pracownikowi spółki PIT-Radwar odpowiedzialnemu za zamówienia. W zamian za pieniądze i sprzęt elektroniczny M. miał uzyskiwać zlecenia dla swojej firmy. Chrząszcz wyjaśnił, że proceder ten trwał od 2010 do 2014 roku, a łączna wartość łapówek wyniosła co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Łukasz M. został zatrzymany w czwartek przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Działali oni na polecenie Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. Funkcjonariusze przeszukali mieszkanie mężczyzny. Zabezpieczyli w nim do dalszych badań nośniki elektroniczne oraz dokumentację księgową.
10 podejrzanych

Mężczyzna jest już 10. osobą podejrzaną w śledztwie, które miało swój początek w pierwszej połowie ubiegłego roku. Funkcjonariusze z gdańskiej delegatury CBA przy współpracy z Żandarmerią Wojskową ustalili wówczas, że w jednej ze spółek wchodzących w skład PGZ (CBA informowało, że chodzi o spółkę PIT-Radwar SA), może od kilku lat dochodzić do procederu korupcyjnego. Podejrzenia miały związek z zakupami maszyn, urządzeń i części do nich realizowanymi przez osoby zatrudnione w dziale logistyki spółki PIT-Radwar.

CBA rozpoczęło operację specjalną, w efekcie której 30 czerwca ub.r., agenci zatrzymali w Warszawie dwóch pracowników logistyki PIT-Radwar. Zatrzymania miały miejsce tuż po przyjęciu przez podejrzanych łapówki stanowiącej nielegalną prowizję za zakup części. Prokuratura postawiła im zarzuty korupcji gospodarczej, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanych.

W toku śledztwa zarzuty stawiano sukcesywnie innym osobom, w tym kolejnemu pracownikowi oraz byłem pracownikowi spółki zbrojeniowej oraz kilku przedsiębiorcom. Jednemu z nich zarzucono, że zawyżał wartość towarów dostarczanych do spółki z sektora przemysłu obronnego o kilkuprocentową prowizję: „nadwyżka” trafiała jako łapówka do pracowników spółki zbrojeniowej.

Zarzuty związane z wręczaniem łapówek postawiono też (w listopadzie ub.r.) dwóm osobom związanym z firmą zajmującą się cięciem wodą (specjalistyczna metoda wykorzystywana m.in. w cięciu metali – PAP). Firma ta wykonywała usługi m.in. na rzecz spółki PIT-Radwar.

Jak wyjaśniała wówczas prokuratura, w postępowaniu badany jest też wątek dotyczący „ewentualnego przestępstwa niegospodarności” polegającego na nieuzasadnionym przekazywaniu przez spółkę należącą do PGZ zleceń dotyczących cięcia wodą zewnętrznej firmie. Prokuratura informowała, że szkoda z tym związana mogła w ciągu blisko dwóch lat wynieść prawie pół mln zł.
xŹródło info i foto: RMF24.pl

Przemytnicy migrantów rezygnują z Włoch. Mają nowy kierunek

Przemytnicy migrantów zorientowali się, że szlak przez Libię do Włoch i Grecji jest coraz trudniejszy do sforsowania. Europejska Agencja Straży Przygranicznej i Przybrzeżnej Frontex informuje, że coraz popularniejsza jest nowa trasa. Szef Frontexu Fabrice Leggeri przyznał w rozmowie z dziennikiem „Welt am Sonntag”, że obawia się wzrostu liczby uchodźców na szlaku prowadzącym z Maroka do Hiszpanii. Tylko w czerwcu odnotowano w Hiszpanii około 6 tys. nieregularnych przekroczeń granic – informuje Deutsche Welle.

– Jeśli liczba ta będzie nadal rosnąć, szlak ten stanie się najważniejszy – prognozuje szef Leggeri. Z danych agencji wynika, że połowę uchodźców na tym szlaku stanowią Marokańczycy, pozostali pochodzą z krajów Afryki Zachodniej.

Funkcjonariusze Frontexu ustalili, że od kilku miesięcy w Nigerze, który jest krajem tranzytowym, przemytnicy przekonują migrantów do korzystania ze szlaku prowadzącego przez Maroko do Hiszpanii. Na tym szlaku przemytnicy szmuglują nie tylko ludzi, lecz także narkotyki, przede wszystkim marokański haszysz.

Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji (IOM) poinformowała, że ubiegłym roku do wybrzeży Hiszpanii dotarło 22,4 tys. uchodźców, czyli trzy razy tyle, co rok wcześniej. Hiszpania była dotąd po Włoszech i Grecji trzecim najważniejszym krajem docelowym dla migrantów, którzy w drodze do Europy korzystali ze szlaku przez Morze Śródziemne.

W niedzielę szef włoskiego MSW i wicepremier Matteo Salvini oświadczył, że będzie domagał się zamknięcia portów w tym kraju dla zagranicznych statków, które uczestniczą w międzynarodowych operacjach patrolowania Morza Śródziemnego i ratowania migrantów. To zapowiedź kolejnego ruchu nowego rządu w Rzymie w ramach zaostrzania polityki migracyjnej, po wydanym wcześniej zakazie wpuszczania statków zagranicznych organizacji pozarządowych zabierających migrantów z łodzi i pontonów.
Źródło info i foto: TVP.info

Terroryści Państwa Islamskiego mają nową bazę

​Ponad 10 tysięcy bojowników organizacji Państwo Islamskie (ISIS) i Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQMI) przebywa obecnie na kontynencie afrykańskim – poinformował szef MSZ Maroka Nasser Burita po spotkaniu koalicji antydżihadystycznej.

W ramach zmiany strategii Daesz (arabski akronim ISIS) Afryka należy teraz do stref najbardziej narażonych na atak – powiedział marokański minister spraw zagranicznych i współpracy międzynarodowej.

Burita wezwał do koordynacji działań między krajami afrykańskimi a koalicją międzynarodową kierowaną przez Stany Zjednoczone, której przedstawiciele spotkali się we wtorek w Schiracie, niedaleko Rabatu.

Poza Syrią, Irakiem i Afganistanem to w krajach afrykańskich dochodzi do największej liczby ataków, a „liczba ofiar tych ataków jest większa niż na kontynencie europejskim” – podkreślił szef marokańskiej dyplomacji na konferencji prasowej z udziałem Bretta McGurka, specjalnego wysłannika prezydenta USA Donalda Trumpa ds. koalicji międzynarodowej.

Spotkanie regionalne, które zgromadziło 50 delegacji, w tym 20 z Afryki, w szczególności umożliwiło „dzielenie się informacjami w celu ochrony krajów, uniemożliwiania terrorystom przekraczania granic, znalezienia finansowania i przeciwdziałania ich szkodliwej ideologii” – wskazał McGurk.

Oprócz potrzeby „dzielenia się zasobami i wiedzą” w obliczu zagrożenia terrorystycznego w Afryce, „bardzo owocne” dyskusje koncentrowały się na potrzebie – jak to ujął McGurk – „zakończenia pracy w Syrii”, w szczególności poprzez rozwijanie tam programów odbudowy.

Specjalny wysłannik Trumpa poinformował następnie, że koalicja przekaże 90 milionów dolarów na programy odbudowy w Syrii i Iraku.

Według marokańskiego MSZ spotkanie w Schiracie, które zgromadziło „ograniczoną grupę państw członków koalicji”, kraje afrykańskie i organizacje regionalne, było pierwszym spotkaniem tego rodzaju.

Kraje afrykańskie muszą się wiele nauczyć od utworzonej w 2014 roku pod wodzą USA koalicji w celu zwalczania ISIS w Syrii i Iraku – oświadczył minister Burita.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szykuje się nowy napływ nielegalnych imigrantów?

Kraje położone w pobliżu szlaku migracyjnego wydały dziś ostrzeżenie przed nowym, masowym napływem migrantów. Apelują o zacieśnienie współpracy, by nie dopuścić do tej sytuacji. Jednym z planów jest m.in. stworzenie banku danych biometrycznych migrantów. Przedstawiciele rządów, policji i sił bezpieczeństwa ośmiu państw – Austrii, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Słowenii, Albanii, Grecji, Czarnogóry i Serbii – spotkali się dziś na konferencji w Sarajewie, by omówić działania, jakie kraje te powinny podjąć w odpowiedzi na narastający ruch migrantów.

Jak podaje Reuters, ponad 5,5 tys. migrantów z Azji i Afryki Północnej przekroczyło od początku roku granicę BiH w drodze do zamożnych krajów Europy Zachodniej. Według agencji APA obecnie w kraju przebywa ich ok. 2 tys. O zwiększonej liczbie nielegalnych wjazdów w ostatnich miesiącach informowała też Słowenia.

Ministrowie spraw wewnętrznych podkreślili, że nie można doprowadzić do powtórzenia się kryzysu migracyjnego z 2015 roku.

Sytuacja jest nadal pod kontrolą, ale wymaga większej współpracy między siłami policji w krajach szlaku – podkreślił przedstawiciel słoweńskiego MSW Bosztjan Szefic. Jak dodał, należy się skupić na zwalczaniu przemytników ludzi, którzy w zdecydowanej większości wywodzą się z regionu. Migranci powinni być zatrzymywani na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej, która zapewni dotkniętym krajom pomoc techniczną i finansową – powiedział.

Bank danych biometrycznych migrantów
Szef ministerstwa bezpieczeństwa BiH Dragan Mektić zapowiedział, że w celu skuteczniejszego kontrolowania ruchu migrantów państwa szlaku bałkańskiego utworzą bank ich danych biometrycznych, kompatybilny z unijnymi systemami danych. – Musimy wiedzieć, czy te osoby przebywały już wcześniej w Europie – zaznaczył Mektić.

Uczestnicy konferencji podkreślili, że każdy kraj musi rejestrować przybywających migrantów, respektowane muszą być wszystkie dwustronne porozumienia, w tym o readmisji, a migrantów trzeba odsyłać do krajów pochodzenia.

Szef austriackiego Urzędu Policji Kryminalnej Franz Lang przypomniał, że UE nadal rozważa pomysł utworzenia poza unijnymi granicami ośrodków, w których migranci składaliby wnioski o azyl i czekali na ich rozpatrzenie. Jak dodał, w tym kontekście wymieniane były wcześniej Ukraina i Egipt. Zapowiedział, że w dniach 18-19 czerwca w Wiedniu spotkają się szefowie policji z krajów szlaku bałkańskiego, by omówić konkretne metody zwalczania przemytu ludzi.

Komisja Europejska dziś informowała, że przekaże pomoc humanitarną wartą 1,5 mln euro na rzecz uchodźców i migrantów przebywających w BiH. Wraz z tą kwotą łączna wysokość pomocy humanitarnej KE dla krajów Bałkanów Zachodnich wyniesie 30,5 mln euro.
Źródło info i foto: onet.pl

Niemiecka prokuratura szykuje dokument w sprawie ekstradycji Carlesa Puigdemonta

Prokuratura landu Szlezwik-Holsztyn na północy Niemiec poinformowała we wtorek, że przygotowuje dokument pozwalający na ekstradycję byłego premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta do Hiszpanii. Decyzja została podjęta po przekazaniu nowych informacji przez rząd w Madrycie. Puigdemont został zatrzymany przez niemiecką policję 25 marca po przekroczeniu granicy z Danią.

Władze Hiszpanii wydały Europejski Nakaz Aresztowania, domagając się ekstradycji Puigdemonta, zarzucając mu rebelię i malwersacji funduszy, której jego gabinet miał się dopuścić, wydając środki na nieuznawane przez Madryt referendum niepodległościowe z października 2017 r.

6 kwietnia Puigdemont został wypuszczony z aresztu, gdy niemiecki sąd wstępnie uznał, że nie można przeprowadzić ekstradycji polityka z powodu rebelii, cięższego z postawionych mu zarzutów. Jednocześnie sąd ocenił, że ekstradycja z powodu malwersacji jest możliwa.

Ekstradycja pod zarzutem rebelii
We wtorek prokuratura Szlezwika-Holsztynu oświadczyła jednak, że ekstradycja z powodu rebelii jest możliwa. Powołała się przy tym na nowe materiały przesłane przez hiszpańskie władze, a w szczególności na nagrania wideo, przedstawiające akty przemocy wobec policji. Argumentowano, że zarzut ten jest porównywalny ze zdradą i naruszeniem porządku, przestępstwami przewidzianymi w prawie niemieckim.

„Zamieszki odbywały się na taką skalę, że zdaniem prokuratury Puigdemont może zostać poddany ekstradycji z zarzutu o rebelię. Obecnie prokuratorzy przygotowują się do oświadczenia, że ekstradycja pod zarzutem rebelii jest dopuszczalna” – przekazano w wydanym oświadczeniu.

W związku z tym prokuratura uznała, że Puigdemont może próbować zbiec i zwróciła się do sądu z wnioskiem o ponowne umieszczenie go w areszcie w oczekiwaniu na decyzję w sprawie ekstradycji. Sąd odrzucił ten wniosek, argumentując, że nie zachodzi zwiększone ryzyko ucieczki katalońskiego polityka.

Na razie brak formalnego wniosku
Puigdemont pozostaje na wolności w Niemczech pod pewnymi warunkami, m.in. musi raz w tygodniu zgłaszać się na policję. Polityk obecnie mieszka w Berlinie, gdzie często przyjmuje wizyty politycznych sojuszników z Katalonii, w tym Quima Torry, wybranego niedawno na premiera tego regionu.

Sąd poinformował, że wciąż nie wiadomo, kiedy podjęta zostanie ostateczna decyzja w sprawie ekstradycji Puigdemonta. Dodał, że prokuratura nie złożyła jeszcze formalnego wniosku o zbadanie, czy ekstradycja jest możliwa.

1 października 2017 r. Katalonia najpierw przeprowadziła referendum w sprawie odłączenia się od Hiszpanii, a następnie jednostronnie ogłosiła niepodległość. Rząd w Madrycie zablokował jednak sądownie wszelkie działania w tym kierunku, powołując się na zapis hiszpańskiej konstytucji mówiący o niepodzielności kraju. Władze centralne zdymisjonowały kataloński rząd z Puigdemontem na czele, on zaś uciekł za granice, by uniknąć aresztowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowa szefowa CIA zamieszana w aferę z torturowaniem więźniów?

W Waszyngtonie odbyła się uroczystość zaprzysiężenia Giny Haspel na stanowisko dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Postać Haspel wzbudza jednak za Oceanem sporo kontrowersji, głównie ze względu na wcześniejsze działania w agencji. W uroczystości zaprzysiężenia Giny Haspel na dyrektora CIA wziął udział prezydent Donald Trump. Amerykański prezydent powiedział, że Gina Haspel zdobyła sobie powszechny szacunek i uznanie wewnątrz CIA, w strukturach rządu i za granicą.

– Dzisiejszy dzień przejdzie także do historii, ponieważ Gina jest pierwsza kobietą, która pokieruje CIA – stwierdził Trump.

Nowa dyrektor CIA wyraziła uznanie dla wszystkich kobiet, które pracują i pracowały w agencji. Podkreśliła wyjątkowość i profesjonalizm Centralnej Agencji Wywiadowczej.

– Jesteśmy najlepsi, a naszym wyzwaniem jest, byśmy tacy pozostali. Powinniśmy wyciągać wnioski z przeszłości, ale nie powinniśmy w niej tkwić. Musimy stale uczyć się, dostosowywać i udoskonalać – powiedział Gina Haspel i obiecała zwiększenie współpracy międzynarodowej i większe zaangażowanie CIA na świecie.

Nominacji Haspel sprzeciwiało się jednak wielu amerykańskich polityków, m.in. senator i były kandydat na prezydenta USA John McCain. Wszystko z powodu poprzednich działań, które podejmowała, będąc w CIA.

Kim jest Gina Haspel?
Gina Haspel zaczęła pracę w CIA w 1985 roku. Pracowała nie tylko w kraju, ale również za granicą. Największe kontrowersje budzi jej udział w programie CIA, który dotyczył stosowania tortur wobec więźniów podejrzewanych o terroryzm.

Jak informowały amerykańskie media, od 2002 r. Haspel nadzorowała więzienie CIA w Tajlandii, w której znajdowali się podejrzani o terroryzm Abd al-Rahim al-Nashiri i Abu Zubaydah. Mężczyźni byli tam torturowani m.in. poprzez podtapianie.

Gdy sprawa wyszła na jaw, amerykańskie władze odpowiedziały, że Abu Zubaydah był torturowany zanim Haspel objęła stanowisko. Media skorygowały doniesienia, nadal jednak zwracały uwagę, że za jej rządów dochodziło do torturowania al-Nashiriego.

Jak podawała„The New York Times”, nowa szefowa CIA brała także udział w zniszczeniu taśm wideo, które dokumentowały brutalne przesłuchania z tajnych więzień amerykańskiego wywiadu, m.in w Tajlandii i w Polsce. CIA zaprzeczyła tym informacjom i winę zrzuciła na ówczesnego przełożonego nowej sekretarz stanu, Jose Rodrigueza.

Mimo kontrowersji Haspel otrzymała wiele odznaczeń, między innymi nagrodę im. George’a H. W. Busha za walkę z terroryzmem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl