Uwaga na oszustów. Podają się za Urząd Patentowy

​Uważajcie na oszustów podszywających się pod Urząd Patentowy. Chodzi o fałszywe decyzje o udzieleniu prawa ochronnego na nowy wynalazek, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak oficjalne pisma urzędu. Jest w nich wezwanie do zapłaty tysiąca dwustu złotych. Polska Izba Rzeczników Patentowych złoży w tej sprawie wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – dowiedział się dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz.

Należy uważać na pisma, w których są godło i pełna nazwa Urzędu Patentowego. Nie zgadza się tylko jeden punkt: numer konta bankowego, którego dotyczy prośba o przelanie pieniędzy. Nie jest to numer konta Urzędu Patentowego. Pisma trafiają regularnie od ubiegłego tygodnia do osób, które czekają na decyzję o przyznaniu patentu albo prawa ochronnego do znaku towarowego. Jak ustalił dziennikarz RMF FM w Izbie Rzeczników Patentowych, jednego dnia takie wezwania do zapłaty otrzymuje średnio kilkadziesiąt osób.

Rzecznicy patentowi przypominają, że podmioty działające poprzez pełnomocników nie otrzymują bezpośrednio korespondencji z Urzędu Patentowego RP. Podpowiadają też, że w razie wątpliwości należy skontaktować się z Urzędem Patentowym RP albo rzecznikiem patentowym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Belgia obawia się nowych zamachów

W Belgii trwają poszukiwania kolejnych osób podejrzanych o terroryzm. „Obawiamy się, że mogą one przeprowadzić zamach” – poinformowała w czwartek belgijska prokuratura federalna. Dzień po aresztowaniach w Brukseli i na północy Francji, w Belgii wciąż występuje ryzyko ataków.

„Nadal szukamy różnych osób podejrzanych o terroryzm” – oświadczył rzecznik prokuratury Van der Sypt we flamandzkiej telewizji VTM.

„Obawiamy się, że po przeszukaniach mogą czuć się osaczeni. Obawiamy się takiej samej reakcji jak 22 marca 2016 roku” – dodał. Wówczas zamachowcy samobójcy dokonali podwójnego ataku w stolicy Belgii, w którym zginęły 32 osoby. Do zamachu doszło po odkryciu przez policję jednej z kryjówek terrorystów.

Zarzuty terroryzmu dla dwóch braci

W środę wieczorem w Brukseli dwóm „zradykalizowanym” braciom postawiono zarzuty „uczestnictwa w działaniach grupy terrorystycznej”. Bracia są podejrzewani o przygotowywanie zamachu przy pomocy sporego arsenału, w tym karabinów typu Kałasznikow. Przebywają w areszcie – poinformowało źródło znające szczegóły śledztwa.

Dwaj bracia, 40-letni Akim Saouti i 37-letni Khalid Saouti, zostali zatrzymani wraz z dwiema innymi osobami w nocy z wtorku na środę w stołecznej dzielnicy Anderlecht. Piąty mężczyzna został zatrzymany w pobliżu Lille, na północy Francji. Ten mężczyzna także jest podejrzewany o planowanie „aktu przemocy” – podało źródło bliskie śledztwu. Może przebywać w areszcie maksymalnie 96 godzin.

W garażu w Anderlechcie belgijska policja skonfiskowała „trzy kałasznikowy i kilkanaście magazynków do nich, a także karabin szturmowy, trzy pistolety, amunicję, dwie kamizelki kuloodporne” – poinformowała prokuratura w oświadczeniu. Dodała, że został tam znaleziony również policyjny „kogut”, mundury policjantów, ochroniarzy i ratowników, a także cztery zapalniki.
Dwie osoby zatrzymane w Brukseli wraz z braćmi Saouti wyszły już na wolność. Rodzina Saouti jest znana belgijscy śledczym i służbom antyterrorystycznym.

Islamscy „Jeźdźcy Kamikadze”

Said Saouti, były szef gangu motocyklistów „Jeźdźcy Kamikadze”, został skazany rok temu za „członkostwo w grupie terrorystycznej”, werbowanie kandydatów do prowadzenia dżihadu i za wychwalanie Państwa Islamskiego (IS) w mediach społecznościowych. Po zatrzymaniu Saida pod koniec 2015 roku władze ogłosiły, że jest on podejrzewany o przygotowanie zamachów w „kilku symbolicznych miejscach” w Brukseli.

Belgijskie media podają, że grupa „Jeźdźcy Kamikadze” powstała w 2003 roku na przedmieściach Brukseli. Dziennik „La Libre” twierdzi, że ta grupa motocyklistów liczy 30-50 członków, w większości muzułmanów.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe zarzuty dot. molestowania pacjentek dla lekarza z Gdańska

​17 nowych zarzutów, dotyczących wykorzystania seksualnego, postawiła chirurgowi onkologowi, 65-letniemu Markowi Ł., Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Czyny te miał popełnić wobec 12 pacjentek. Podejrzany nie przyznał się do winy. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Tatiana Paszkiewicz, prokuratura zastosowała wobec Marka Ł. jako dodatkowy środek zapobiegawczy zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi.

Decyzja o uzupełnieniu zarzutów to efekt kolejnych wnioskowanych przez prokuratora nadzorującego śledztwo przesłuchań pokrzywdzonych, realizowanych przed sądem, w obecności biegłego psychologa. Jednocześnie kontynuowane są przesłuchania świadków – osób z kręgu pacjentek podejrzanego – celem wytypowania ewentualnych kolejnych pokrzywdzonych – wyjaśniła Paszkiewicz.

Zaznaczyła, że na bieżąco, gdy zachodzą podstawy, prokuratura kieruje również wnioski do sądu o przeprowadzenie przesłuchania wytypowanych osób. Aktualnie do sądu zostało złożonych dziewięć takich wniosków – dodała. Markowi Ł. Zarzuca się 48 przestępstw

Markowi Ł. łącznie zarzuca się 48 przestępstw, polegających na doprowadzeniu 37 pokrzywdzonych pacjentek, w tym małoletniej poniżej 15 lat, do tzw. innych czynności seksualnych podczas badań onkologicznych.

Do przestępstw miało dochodzić między 2005 a 2015 rokiem, ale większość z nich ma przypadać na lata 2013-2015. Zdaniem śledczych, ofiarami chirurga onkologa były głównie pacjentki jednej z publicznych poradni onkologicznych w Gdańsku.

Wobec podejrzanego, decyzją sądu – po tym, jak nie został uwzględniony wniosek prokuratury o areszt – jako środki zapobiegawcze zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 20 tys. zł oraz dozór policji. Następnie, sąd odwoławczy, po złożeniu zażalenia przez prokuraturę, zawiesił Marka Ł. w wykonywaniu zawodu lekarza na czas trwania postępowania.

Jednocześnie prokuratura zastosowała dwa dodatkowe środki zapobiegawcze wobec Marka Ł.: zakaz opuszczania kraju oraz zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi.

Lekarzowi grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Cyberprzestępcy wykradli nowy film Disneya i żądają okupu

Hakerzy wykradli nowy film studia Disney, który wkrótce ma wchodzić do kin, i żądają zapłacenia okupu w bitcoinach pod groźbą jego publikacji w internecie – podają zagraniczne portale. Bob Iger, dyrektor generalny koncernu Disneya, poinformował o zaistniałej sytuacji w poniedziałek. Iger nie podał jednak tytułu filmu ani wysokości okupu. Dyrektor koncernu zapewnił, że studio nie zamierza płacić żądanej przez hakerów kwoty. Hakerzy grożą, że początkowo wypuszczą do sieci pięć minut filmu, a następnie będą umieszczać w internecie 20-minutowe fragmenty, dopóki okup nie zostanie zapłacony – informuje czasopismo branżowe „Hollywood Reporter”.

Wiele portali donosi, że najprawdopodobniej chodzi o piątą część cyklu „Piraci z Karaibów”, która ma wyjść na ekrany kin pod koniec maja.

Rzecznik prasowy Disneya odmówił komentarza w sprawie gróźb hakerów.

To nie pierwszy cyberatak dokonany w ostatnim czasie na firmy z branży rozrywkowej. Kilka tygodni temu hakerzy udostępnili w internecie dziesięć odcinków najnowszego sezonu serialu „Orange Is the New Black”, gdy Netflix, internetowa wypożyczalnia filmów i seriali, która zajmuje się też produkcją telewizyjną, odmówił zapłacenia okupu. Odcinki znalazły się w internecie sześć tygodni przed ich oficjalną premierą.
Źródło info i foto: onet.pl

Antyterroryści udaremnili nowy atak w Francji

W wyniku operacji antyterrorystycznej przeprowadzonej w nocy z soboty na niedzielę w Strasburgu i Marsylii „udaremniono nowy atak” we Francji. Siedem osób zatrzymano – poinformował w poniedziałek minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve. Zatrzymani to osoby pochodzenia francuskiego, marokańskiego i afgańskiego w wieku od 29 do 37 lat. Dwóch zatrzymań dokonano w Marsylii na południu Francji, a pozostałych w Strasburgu na wschodzie kraju. Sześciu zatrzymanych nie było znanych francuskim służbom wywiadowczym, a o jednym – Marokańczyku – informacje przekazywał kraj partnerski.

Śledztwo ma „określić, jakie role pełniły zatrzymane osoby i ustalić, czy udaremniony zamach miał być atakiem skoordynowanym wymierzonym w kilka obiektów na naszym terytorium” – oświadczył Cazeneuve. Sprecyzował, że operację przeprowadzono w ramach śledztwa otwartego przez prokuraturę antyterrorystyczną „ponad osiem miesięcy temu”. Według francuskiego MSW pierwszych zatrzymań pięciu osób powiązanych z tą samą siatką dokonano 14 czerwca, kilka dni po rozpoczęciu piłkarskich mistrzostw Europy we Francji.

Francja walczy z terroryzmem

W sumie od początku roku zatrzymano we Francji 418 osób w związku z przynależnością do siatek terrorystycznych. Tylko w listopadzie zatrzymano 43 ludzi, 28 postawiono formalnie w stan oskarżenia, co oznacza, że „uniknięto tylu ataków i dramatów” – podkreślił szef MSW. Francja od prawie dwóch lat jest konfrontowana z bezprecedensowym zagrożeniem ze strony dżihadystów. W listopadzie 2015 roku doszło do serii ataków w Paryżu, w których zginęło 130 osób. W lipcu 2016 roku w Nicei zginęło 86 ludzi, gdy w tłum wracający z pokazu fajerwerków z okazji święta narodowego Francji wjechał ciężarówką mieszkający w tym mieście Tunezyjczyk.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Wrocławski bomber z nowym zarzutem

Nowy zarzut: wymuszenia rozbójniczego usłyszał Paweł R. 22-letni student podejrzany jest o podłożenie bomby w autobusie we Wrocławiu. Według prokuratury, to on dzwonił na numer alarmowy i groził detonacją czterech bomb. Za rozbrojenie każdej z nich żądał po 30 kilogramów złota.

W poniedziałek Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił zażalenie obrony i utrzymał w mocy postanowienie o trzymiesięcznym areszcie dla Pawła R. O uchylenie aresztu wnioskowała jego obrona, wskazując, że areszt nie może zastępować kary.

Prokuratura Krajowa już wcześniej postawiła mężczyźnie zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Zarzut dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych – informował prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. To właśnie ta jednostka prowadzi śledztwo w tej sprawie. Studentowi grozi dożywocie.

Paweł R. został zatrzymany 24 maja w Szprotawie (woj. lubuskie). Według śledczych, po postawieniu mu zarzutów związanych z podłożeniem ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, mężczyzna przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Jest studentem chemii Politechniki Wrocławskiej. Wcześniej nie był notowany przez policję. Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej wyniósł go z autobusu linii 145 kierowca. Ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Były tam również metalowe śruby. Przez sześć dni do poszukiwania sprawcy zamachu zostało skierowanych ponad 400 dodatkowych policjantów.

Policja opublikowała m.in. portret pamięciowy podejrzanego oraz zapisy z monitoringu, na których widać, jak pozostawia ładunek wybuchowy w autobusie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Przywódca Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri deklaruje lojalność wobec nowego lidera talibów

Przywódca Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri zadeklarował lojalność wobec nowego lidera afgańskich talibów mułły Hajbatullaha Ahundzadeha, wybranego po śmierci jego poprzednika – poinformował amerykański ośrodek SITE monitorujący strony dżihadystów. W 14-minutowym nagraniu audio Zawahiri zwraca się do Ahundzadeha słowami: „Jako emir Al-Kaidy deklaruję wierność, odnawiając tradycję zapoczątkowaną przez naszego przywódcę Osamę bin Ladena”.

Zaapelował także do „narodu muzułmańskiego”, by poszedł za jego przykładem i „ogłosił wsparcie oraz lojalność wobec islamskiego emiratu”, jak talibowie nazywali swoje państwo w Afganistanie w latach 1996-2001. Nagranie ma datę 27 maja, czyli dwa dni po potwierdzeniu przez talibów śmierci dotychczasowego szefa ugrupowania Mohammeda Mansura, który zginął w ataku amerykańskiego drona w prowincji Beludżystan, na południowym zachodzie Pakistanu.

W sierpniu 2015 roku Zawahiri deklarował w imieniu Al-Kaidy wierność mulle Mansurowi.

Założyciel Al-Kaidy, Saudyjczyk Osama bin Laden, złożył przysięgę na wierność pierwszemu talibskiemu przywódcy mulle Omarowi, gdy jego ruch w latach 80. znalazł schronienie na afgańsko-pakistańskim pograniczu. Według ekspertów z tego powodu Al-Kaida w tej strefie korzystała z ochrony talibów.
Żródło info i foto: onet.pl

Nowy zarzut dla Kajetana P. Atak na policjanta w samolocie

Kajetan P. usłyszał właśnie dodatkowy zarzut – dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej jednego z policjantów podczas konwoju z Malty do Polski. 27-latek podejrzany o brutalne morderstwo kobiety prawdopodobnie wkrótce trafi również na obserwację psychiatryczną. Dodatkowy zarzut Kajetan P. usłyszał w środę. – Dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej policjanta w samolocie podczas transportu z Malty. Chodzi o uderzenie łokciem – mówi tvnwarszawa.pl Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Obserwacja psychiatryczna

Śledczy dostali również opinię biegłych medycyny sądowej, które dotyczą obrażeń na ciele 30-letniej kobiety. Na tej podstawie zdecydowali o uszczegółowieniu pierwszego zarzutu dla Kajetana P. Dziekański jej treści nie ujawnia ze względu na to, że są drastyczne. Do wtorku nie wpłynęła też skarga na decyzję sądu o skierowaniu Kajetana P. na obserwację psychiatryczną. Jeżeli nie była wysłana listownie, to się uprawomocni. Jest szansa, że jeszcze w tym tygodniu podejrzany o brutalne morderstwo trafi na obserwację.

Ukrywał się przez dwa tygodnie

27-letni Kajetan P. jest podejrzany o to, że na początku lutego zamordował lektorkę języka włoskiego Katarzynę J. na Woli. Ciało 30-latki, z odciętą głową, przewiózł do wynajmowanego mieszkania na Żoliborzu i podpalił. Tam odkryli je strażacy, wezwani do pożaru. Mężczyzna uciekł i ukrywał się przez prawie dwa tygodnie. 17 lutego Kajetana P. zatrzymano w stolicy Malty, La Valletcie. Dzień później maltański sąd wydał zgodę na ekstradycję Kajetana P. i 26 lutego został on przewieziony do Polski.

W Warszawie usłyszał zarzut zabójstwa i został tymczasowo aresztowany. Przyznał się do winy, odmówił pomocy adwokata. Za zabójstwo grozi kara dożywocia.
Żródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Adwokaci Mariusza B. chcą nowego procesu

Miał zamordować męża i córkę kochanki, następnie jej partnera z kursu tańca i księdza. Dostał dożywocie, chociaż do tej pory nikt nie odnalazł zwłok. Jego adwokaci żądają uchylenia wyroku. Mariusz B. skazany w 2014 roku na dożywocie za poczwórne morderstwo prawdopodobnie ponownie stanie przed sądem. Jego prawnicy chcą uchylenia wyroku i ponownego procesu. Wszystko przez to, że do tej pory nie odnaleziono ciał ofiar.

Jak podaje RMF FM, brak prawa do skutecznej obrony to kluczowy zarzut apelacji. Skazany oraz jego pomocnik mieli podczas procesu pierwszej instancji jednego adwokata. Ich interesy były jednak rozbieżne. Adwokaci uważają też, że wyrok oparto jedynie na poszlakach, a Mariusz B. przyznał się do winy, bo został do tego przymuszony. Co ciekawe, ciał zamordowanej czwórki do tej pory nie odnaleziono. Skazany również nie wskazał miejsc ich ukrycia.

Przypomnijmy, w kwietniu 2006 r. zaginął Zbigniew D. i jego córka Aleksandra – była to rodzina kochanki Mariusza B. W marcu 2007 r. zaginął Henryk S., partner Małgorzaty z kursu tańca. Półtora roku później ks. Piotr Sz., którego Mariusz B. poznał, gdy był ministrantem. Według RMF FM prokuratura podtrzymuje zarzuty i chce dożywocia, ale zgadza się z tym, że proces powinien być powtórzony, by wyeliminować zarzuty ograniczenia prawa do obrony. Decyzję w tej sprawie sąd apelacyjny wyda 26 stycznia.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Zamknięcie więzienia Guantanamo byłoby zbyt kosztowne

Biały Dom odrzucił plan Departamentu Obrony, mający na celu zlikwidowanie więzienia w Guantanamo i wybudowanie w zamian nowego, podobnego obiektu na terytorium USA. Projekt uznano za zbyt kosztowny – czytamy na stronie CNN. Głównym powodem odrzucenia planu Pentagonu były zbyt wysokie koszty dla amerykańskiego budżetu. Oszacowano, że zamknięcie więzienia w Guantanamo na Kubie i budowa nowego obiektu kosztowałoby ponad 600 mln dolarów. Roczny koszt obsługi więzienia w Guantanamo wynosi obecnie 400 mln dolarów. W ramach planów Pentagonu, roczne koszty utrzymania nowego obiektu zamknęłyby się w kwocie 300 mln dolarów.

Wyborcze obietnice

Barack Obama zapowiedział zamknięcie więzienia w Guantanamo już w 2009 roku, gdy wygrał wybory prezydenckie. Była to jedna z najczęściej powtarzanych przez niego obietnic wyborczych i jeden z pierwszych podpisanych dekretów po objęciu stanowiska. Do dziś nie spełnił jednak wyborczej obietnicy i nie zlikwidował obiektu.

Przeszkody

Podczas konferencji prasowej Barack Obama podkreślił, że ekstremiści wciąż rekrutują nowych bojowników, wskazując na Guantanamo. Powiedział, że więzienie jest kosztowne i nieefektywne, szkodzi także pozycji międzynarodowej USA i współpracy z sojusznikami w sprawie terroryzmu. Utrzymuje zdanie, że powinno zostać zamknięte.

Podczas prezydentury Baracka Obamy liczba przetrzymywanych tam więźniów spadła z 241 do 107. W zeszłym miesiącu Barack Obama zapowiedział, że w ciągu najbliższego roku liczba więźniów spadnie poniżej 100. Podkreśla jednak, że wciąż napotyka na przeszkody, głównie ze strony Kapitolu, które uniemożliwiają mu rozliczenie się z obietnic nt. zapowiadanej likwidacji więzienia.

Strajki głodowe

Kwestia zamknięcia więzienia w Guantanamo w czasie pierwszej kadencji Baracka Obamy zeszła na drugi plan. Zrobiło się o niej ponownie głośno na początku jego drugiej kadencji prezydenckiej, gdy więźniowie rozpoczęli strajki głodowe. Jak podaje CNN, Barack Obama zwrócił się do Pentagonu o obniżenie kosztów projektu budowy nowego więzienia na terenie Stanów Zjednoczonych. Latem zapowiedział Kongresowi, że plan zamknięcia więzienia w Guantanamo jest bliski dostarczenia, ale ostatecznie nic nie zostało przekazane ustawodawcom.

Zlokalizowane na Kubie amerykańskie więzienie Guantanamo zostało stworzone kilka miesięcy po atakach z 11 września. Trafiały do niego osoby podejrzane o terroryzm. Istnienie więzienia w Guantanamo od lat krytykują obrońcy praw człowieka. Zarzucają Amerykanom stosowanie niedozwolonych metod przesłuchań i traktowanie więźniów wbrew przepisom prawa międzynarodowego.
Żródło info i foto: interia.pl