Jest akt oskarżenia w jednym z wątków „afery podkarpackiej”

Jest akt oskarżenia w jednym z wątków afery podkarpackiej. Chodzi o nieprawidłowości związane ze sprzedażą elektrociepłowni w Przeworsku. Przed sądem w tej sprawie ma stanąć 15 osób. Oskarżeni mają odpowiadać przede wszystkim za spowodowanie szkody w jednej z państwowych spółek energetycznych. Mowa o 22 mln zł. Chodzi o sprzedaż po zawyżonej cenie przeworskiej elektrociepłowni właśnie tej firmie. Na ławie oskarżonych ma zasiąść m.in. kilka osób z ówczesnych władz państwowej spółki.

Reszta zarzutów dotyczy m.in. wyłudzenia kredytu, prania brudnych pieniędzy czy wręczania miliona euro łapówki.

W sumie w akcie oskarżenia podejrzanym zarzucono 43 przestępstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest nowy dowód ws. zaginięcia 5-letniego Dawida?

Reporter Faktu dotarł do nowych informacji w sprawie zaginięcia 5-letniego Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego. Jak się dowiedzieliśmy, w ręce policji miały dziś trafić nowe dowody w sprawie – to nóż kuchenny i foliowy worek. Przedmioty te znalazła w pobliżu ogródków działkowych na Okęciu przypadkowa osoba.

W czwartek 18 lipca policja zmieniła obszar poszukiwań 5-letniego Dawida Żukowskiego. Funkcjonariusze skupili się na sprawdzaniu terenu na warszawskim Okęciu, nieopodal ogródków działkowych „Miejski Paluch” przy trasie S2. Dotarliśmy do osoby, która mogła przekazać policjantom ważny dowód w sprawie zaginięcia chłopca.

– Policjanci rozglądali się dzisiaj po altankach na działkach, a ja postanowiłem poszukać na własną rękę i około 13.00 poszedłem w miejsca, które kiedyś pokazał mi mój znajomy – dosyć duże krzaki, mała polanka. Idealne miejsce, żeby coś ukryć. Doszedłem do takiego specyficznego miejsca przy drodze, gdzie ewidentnie były ślady, jakby coś podjechało, zawróciło – opowiada nam osoba, która była dziś na miejscu poszukiwań. Mężczyzna dodaje, że z wcześniejszych relacji osób przebywających na działkach wynika, że przed tygodniem samochód podobny do samochodu Pawła Ż. był widziany w okolicy.

Mężczyzna szedł dalej po śladach na trawie. W końcu, w dość dużych zaroślach, dostrzegł duży, biały, plastikowy worek. – Worek był zabrudzony, ale raczej nie była to krew. Otworzyłem go i znalazłem w nim duży nóż. To mnie zdziwiło, bo to nie był nóż turystyczny, tylko zwykły kuchenny. Na nożu były dwie dziwne plamki – mówi nasz informator.

Mężczyzna od razu wrócił do policjantów prowadzących poszukiwania na działkach i przekazał im, jakiego znaleziska dokonał. – Policjanci byli początkowo sceptycznie nastawieni do moich rewelacji, ale poszli i sprawdzili. Na miejscu zabezpieczyli wszystkie dowody – dodaje mężczyzna.

Na razie nie wiadomo, czy policja zajmuje się analizą zabezpieczonych przedmiotów. Próbowaliśmy skontaktować się ze służbami prasowymi KSP, ale w czwartek wieczorem byli już niestety nieuchwytni.

Policjanci od rana prowadzili działania w okolicy „Miejskiego Palucha” przy użyciu psów tropiących i ciężkiego sprzętu, m.in. podnośnika straży pożarnej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowy podejrzany ws. zabójstwa 9-miesięcznej Blanki. Ojciec dziecka zwolniony z aresztu

Śmierć dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka wstrząsnęła opinią publiczną. Aresztowany wcześniej ojciec dziewczynki wyszedł na wolność. Reporterzy programu TVP „Alarm” nieoficjalnie dowiedzieli się, że badanie DNA wykluczyło jego winę. Według prokuratury są „mocne dowody”, że sprawcą tragedii była matka.

Pojawia się też postać jej tajemniczego 50-letniego „adoratora”, który miał zabierać niemowlę do siebie. Sąsiadki i znajome matki Blanki, do których dotarli reporterzy programu TVP „Alarm” twierdzą, że w tym domu „była jedna wielka tragedia, bo nikt nie reagował”. Szefowa Oleckiego MOPS-u zapewnia, że był „stały, osobisty kontakt z rodziną”.

Blanka zmarła 22 czerwca wieczorem. Policja zatrzymała w związku ze śmiercią jej rodziców. Prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok dziecka.

Ta wykazała, że przyczyną śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, uszkodzone płuco przebite żebrem. Dziecko było prawdopodobnie bite tępym narzędziem. Mogło także być uderzane o kant stołu. Dziewczynka była także wykorzystana seksualnie.

Kilka dni później rodzice zostali tymczasowo aresztowani. Wcześniej prokuratura przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem i wykorzystania seksualnego dziewczynki.

Do zarzutów nie przyznał się ojciec, którego winę prokuratura później wykluczyła, oraz matka, która pozostaje podejrzaną w sprawie. Do zabójstwa dziewczynki doszło po trzech miesiącach od jej powrotu z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowy zarzut dla zabójcy 10-latki z Mrowin

Prokuratura w Świdnicy postawiła w sumie dwa zarzuty 22-latkowi podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny w Mrowinach. Pierwszy dotyczy zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, w tym znieważenia zwłok. Drugi dotyczy podżegania innej osoby do udziału w zabójstwie.

Jak poinformował prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, Jakub A. szukał osoby, która pomogłaby mu zabić Kristinę. Nie ma w tej chwili żadnych zarzutów stawianych, żeby działał wspólnie w porozumieniu z kimkolwiek innym. Twierdzi, że zrobił to sam – mówi prok. Pindera. Przyznał, że osoba, którą 22-latek miał namawiać do udziału w zbrodni, zgłosiła się sama w sobotę do prokuratury. Nie chciał jednak wyjawić, kto to jest.

Jak poinformował Pindera, mężczyzna przyznał się do drugiego zarzutu – podżegania do zabójstwa. Potwierdził tę informację, która wskazywała na jego rolę. Natomiast nie przyznawał się do samego zabójstwa – powiedział.W trakcie wizji lokalnej w końcu się złamał – przyznał się i potwierdził, że jest sprawcą tego zabójstwa. Potem, dosłuchiwany w poniedziałek w godzinach wieczornych, już protokolarnie potwierdził – przyznał się do stawianych mu obydwu zarzutów – dodał.

Nasze dotychczasowe ustalenia wskazują, że było to zabójstwo zaplanowane i przygotowywane już od jakiegoś czasu – podkreślił prokurator Pindera. Prokurator nie ujawnia, jakie były motywy Jakuba A. Przyznał, że dziewczynka znała 22-latka, dlatego wsiadła z nim do samochodu.

Wiadomo, że Jakub A. zostanie skierowany na badania psychiatryczne. Dziś do świdnickiego sądu trafi wiosek o trzymiesięczny aresztu dla 22-latka. Na jego rozpatrzenie sąd będzie miał 24 godziny.

22-latek próbował zmylić policję

Za zabójstwo 10-letniej Kristiny mężczyźnie grozi dożywocie.

Jak wynika z informacji reporterów RMF FM, 22-latek dobrze znał się z matką dziewczynki i był w niej zakochany. Niewykluczone, że chciał nawiązać bliską relację z kobietą, ta jednak wolała poświęcić się wychowywaniu dzieci, w tym Kristiny. Motywem zbrodni mogła więc być zazdrość. Dziewczynka miała być przeszkodą stojącą na drodze związku mężczyzny z jej matką.

22-latek w czwartek przyjechał po Kristinę samochodem, zabrał dziewczynkę i zabił. 10-latka wsiadła do samochodu mężczyzny, bo dobrze go znała. Jak informowaliśmy, ciało dziecka zostało porzucone w lesie, w taki sposób, aby upozorować napaść przez pedofila. Nieoficjalnie wiadomo, że nie doszło do gwałtu na dziewczynce.

Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka potwierdził nasze informacje – mężczyzna znał dziewczynkę, a zbrodnia została przygotowana tak, by skierować śledczych na fałszywe tropy. Rzecznik przyznał również, że ułożenie zwłok wskazywało, że dziewczynka padła ofiarą pedofila.

Podczas zatrzymania Jakub A. sprawiał wrażenie zaskoczonego

22-letni Jakub A. został zatrzymany w niedzielę po południu we Wrocławiu, gdzie mieszkał i studiował. Podczas zatrzymania, śledczy zabezpieczyli m.in. samochód alfa romeo, należący prawdopodobnie do niego. Policja opublikowała wideo, na którym widać, jak funkcjonariusze wchodzą do domu, gdzie przebywał podejrzany. Mężczyzna nie stawiał oporu. Sprawiał wrażenie zaskoczonego wtargnięciem służb.

Jak informowała prokuratura w Świdnicy, przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, której ciało znaleziono w czwartek w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła kobieta, która była w lesie na spacerze.

Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.

Przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki trwała 12 godzin. Po jej zakończeniu prokuratorzy poinformowali, że przyczyną śmierci dziecka były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Wiadomo, że sprawca zadał dziewczynce kilkadziesiąt ciosów nożem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci CBŚP zatrzymali 15 osób. Wielka akcja policji na Śląsku

Centralne Biuro Śledcze na Śląsku zatrzymało 15 osób i rozbiło zorganizowaną grupę przestępczą pseudokibiców – informuje radio RMF FM. W akcji udział wzięło aż 400 policjantów. Grupa, związana z jednym ze śląskich klubów piłkarskich, działała od kilku lat na terenie całego województwa. Członkowie zajmowali się przede wszystkim przemytem i handlem narkotykami.

Z zebranych dowodów wynika, że wprowadzili do obrotu środki o łącznej wartości kilku milionów złotych – donosi RMF FM. Akcja policji rozpoczęła się we wtorek. Tego dnia o poranku zatrzymano dwie pierwsze osoby, a następnie kolejnych 13 poprzez szturm na mieszkania podejrzanych. Kolejne dwie osoby doprowadzono do prokuratury z aresztu śledczego.

Policjanci zatrzymali m.in. osoby o pseudonimach: „Kecher”, Małolat”, „Lazania”, „Mara” czy „Nowy”.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Nowy wątek ws. zabójstwa na warszawskiej plebanii. Zatrzymany miał „polować na pedofilów”

Jan B. zatrzymany po zabójstwie na warszawskiej plebanii został już wybudzony ze śpiączki. Jego stan nie pozwala jednak na przesłuchanie. Dlatego wciąż nieznane są przyczyny, dla których miał brutalnie zaatakować 65-letniego mężczyznę oraz broniącego go księdza.

Do wstrząsającej zbrodni na terenie parafii św. Augustyna w Warszawie doszło 11 kwietnia. Według ustaleń prokuratury, 38-latek napadł mężczyznę, który opuszczał kościół. 65-letnia ofiara zmarła w wyniku odniesionych ran. Obrażenia odniósł także jeden z księży, który bronił zaatakowanego.

Zatrzymanie 38-letniego Jana B. odbiło się echem w światku warszawskich kiboli – dowiaduje się Wirtualna Polska. Mężczyzna nie tylko był zawodnikiem rugby oraz bokserem, ale miał być członkiem jednego z najbardziej radykalnych ugrupowań kibicowskich. Brał udział w akcjach i ustawkach m.in. przeciwko kibicom Jagiellonii Białystok. Dotarliśmy do jego znajomych. Nawet oni niepokoili się ostatnio o stan jego zdrowia.

Urojona zemsta na pedofilach

– Nagle stał się bardzo religijny. Chodził często kościoła, mówił przy tym, że we własne ręce bierze realizację praw pochodzących od Boga. Cytował biblijną zasadę „oko za oko”. Opowiadał przy tym, że poluje na pedofilów. Chwalił się, że znalazł kilku i pobił – mówi przyjaciel Jana B., znający go od czasów dzieciństwa.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest nowy akt oskarżenia wobec Józefa Piniora

Prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia m.in. wobec b. senatora Józefa Piniora dotyczący podejrzeń uzyskania wynagrodzenia za nieprzeprowadzone wykłady oraz podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych – poinformowała w czwartek PAP Prokuratura Krajowa.

Jest to kolejny akt oskarżenia wobec byłego senatora – w lipcu zeszłego roku do sądu trafiło oskarżenie wobec Piniora i czterech innych osób dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstw o charakterze korupcyjnym.

Jak przekazała PK, 28 grudnia ubiegłego roku Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu skierował do warszawskiego sądu rejonowego akt oskarżenia wobec Piniora i 15 innych osób.

W tej sprawie b. senator został oskarżony o pięć czynów, które miał popełnić w latach 2013-2015. Chodzi o podejrzenie wyłudzenia 5 tys. zł za nieprzeprowadzone wykłady. „Zarzucono mu doprowadzenie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Oddział we Wrocławiu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (…) w kwocie 5 tys. zł. Józef P. czynu tego dopuścił się wspólnie i w porozumieniu z Michałem Sz. Zawarł z nim umowę o dzieło, na mocy której miał przeprowadzić cykl wykładów w ramach podyplomowych studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jak ustalili prokuratorzy, wykłady te nie zostały przeprowadzone, natomiast P. uzyskał z tego tytułu wynagrodzenie” – poinformowała prokuratura.

Były senator mówił przed rokiem „Głosowi Wielkopolskiemu”, że do tego zarzutu, tak jak i do wcześniejszych, odniesie się w trakcie procesu. W rozmowie z mediami zaprzeczał, by miał dopuścić się jakiegokolwiek przestępstwa.

„Ponadto Józef P. został oskarżony o cztery czyny, które polegały na złożeniu w latach 2013-2015 fałszywych oświadczeń majątkowych zawierających nieprawdziwe dane, co do zobowiązań pieniężnych o wartości powyżej 10 tys. zł. W toku postępowania prokuratorzy ustalili, że P. nie wykazał w oświadczeniach w 2013 i 2014 r. pożyczek w wysokości po 40 tys. zł. Natomiast w dwóch oświadczeniach z 2015 r. nie podał trzech pożyczek w łącznej kwocie 70 tys. zł” – dodała PK. Tymczasem – jak zaznaczyła prokuratura – w tym okresie Pinior jako senator „był zobowiązany do złożenia oświadczenia majątkowego na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora”.

Jak poinformowano – oprócz byłego senatora i Michała Sz. – akt oskarżenia objął także asystenta Piniora Jarosława Wardęgę, któremu zarzucono 11 czynów korupcyjnych i jedno oszustwo, oraz 13 innych osób, które – według prokuratury – miały udzielić asystentowi korzyści majątkowych w zamian za pośrednictwo w załatwieniu spraw.

W odniesieniu do Wardęgi prokuratura podała, że „oskarżony powoływał się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, takich jak: Urząd Miejski we Wrocławiu, Urząd Miasta Jeleniej Góry, Urząd Kontroli Skarbowej w Opolu, Zarząd Transportu Miejskiego dla Miasta Stołecznego Warszawy, Agencja Nieruchomości Rolnych Oddział Terenowy we Wrocławiu, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych we Wrocławiu i inne”. „W toku postępowania prokuratorzy ustalili, że W. podjął się pośrednictwa w załatwieniu prowadzonych przez te instytucje spraw w zamian za korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w łącznej kwocie ponad 100 tys. zł” – przekazano.

„W. został ponadto oskarżony o wprowadzenie w błąd dwóch osób i doprowadzenie ich w maju 2014 r. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 3 tys. zł. W zamian za powyższą kwotę zobowiązał się on uzyskać prywatną opinię sądowo-lekarską z dziedziny neurologii, która miała być przedłożona w postępowaniu spadkowym. Prokuratorzy ustalili, że Jarosław W. nie miał możliwości uzyskania takiej opinii” – zaznaczyła PK.

Józef Pinior i Jarosław Wardęga (zgodzili się na podawanie nazwisk) zostali zatrzymani wraz z innymi osobami pod koniec 2016 r. Były senator usłyszał zarzuty korupcji i płatnej protekcji. W grudniu 2016 r. poznański sąd prawomocnie oddalił wniosek prokuratury o jego aresztowanie. Pinior od początku deklaruje, że udowodni w sądzie swą niewinność. – Zrobię wszystko, żeby wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy – zapewniał.

W związku z aktem oskarżenia z lipca 2018 r. na 17 grudnia w sądzie rejonowym we Wrocławiu był wyznaczony termin pierwszej rozprawy. Proces jednak nie ruszył, gdyż Wardęga nie odebrał korespondencji sądowej i wypowiedział pełnomocnictwa swoim dotychczasowym obrońcom. Sąd postanowił wyznaczyć datę kolejnego posiedzenia w tej sprawie na 11 lutego.

W tamtej sprawie Pinior został oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie co najmniej 40 tys. zł w zamian za załatwienie w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju oraz w Komendzie Głównej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie korzystnego rozstrzygnięcia sprawy Tomasza G., biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Do popełnienia tego przestępstwa miało dojść w 2015 r. O współudział został też oskarżony Wardęga.

Pinior i jego asystent zostali wtedy również oskarżeni o przyjęcie w 2015 r. obietnicy korzyści majątkowej w postaci 20 tys. zł oraz przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie odpowiednio 6 tys. zł i 5 tys. zł. Według prokuratury w zamian za te pieniądze oskarżeni podjęli się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin i powoływali się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych.

Józef Pinior to jeden z historycznych liderów dolnośląskiej Solidarności w latach 80. Po 1989 r. był związany z różnymi formacjami lewicowymi. W latach 1998-1999 był wiceszefem Unii Pracy. W 2004 r. z ramienia Socjaldemokracji Polskiej dostał się do Parlamentu Europejskiego. W 2011 r. jako bezpartyjny kandydat został senatorem z listy PO. Zarówno w PE, jak i w Senacie angażował się m.in. w wyjaśnianie sprawy więzień CIA w Polsce. W 2015 r. przegrał wybory do Senatu.
Źródło info i foto: TVP.info

„Frog” stanie przed sądem. Jest akt oskarżenia

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Robertowi N. ps. Frog – mężczyźnie, który w 2014 roku zasłynął piracką jazdą po ulicach Warszawy. Tym razem odpowie za jazdę bez uprawnień i mimo sądowego zakazu.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli. Jak powiedział PAP prok. Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zarzuty stawiane „Frogowi” dotyczą wydarzeń z 19 września 2018 roku. Wtedy to wolscy policjanci zatrzymali Roberta N., kierującego autem na ulicy Dywizjonu 303.

„Prokurator zarzuca oskarżonemu, że tego dnia kierował porsche panamera pomimo decyzji administracyjnych o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdami, wydanych w maju 2016 roku oraz lutym 2017 roku” – powiedział Łapczyński i doprecyzował, że to przestępstwo z artykułu 180a kodeksu karnego.

„Oskarżonemu zarzuca się także prowadzenie pojazdu w dniu 19 września pomimo orzeczonych przez cztery stołeczne sądy rejonowe środków karnych w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych” – dodał Łapczyński. Zakazy, do których nie dostosował się „Frog”, wydały sądy dla Warszawy-Śródmieścia, Warszawy-Mokotowa, Warszawy Pragi-Południe i Warszawy Pragi-Północ. Kończą się one w różnych miesiącach 2019 roku.

Łapczyński powiedział, że „Frog” przyznał się do zarzutów. „Wyjaśnił, że było to zachowanie incydentalne. Tego dnia razem z pracownikiem modyfikował układ wydechowy w samochodzie klienta. Naprawa zakończyła się po godzinach pracy innych pracowników, w związku z czym zmuszony był sam dostarczyć samochód do klienta. W trakcie jazdy został zatrzymany do rutynowej kontroli drogowej, podczas której przyznał, że nie posiada uprawnień do kierowania pojazdami” – poinformował PAP prokurator.

„Frogowi” grozi do trzech lat pozbawienia wolności. W październiku Robertowi N. przedstawiono zarzut prowadzenia pojazdów mechanicznych mimo sądowego zakazu, do którego miało dojść w marcu na parkingu przed centrum handlowym na ulicy Marywilskiej w Warszawie. „Frog” również przyznał się do zarzutów i – jak informowała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga – tłumaczył, że nie był świadomy, że zakaz obejmuje parking.

O Robercie N. zrobiło się głośno, gdy w czerwcu 2014 r. w internecie pojawił się film nagrany kamerą umieszczoną w aucie. Na nagraniu widać, jak mężczyzna – w trakcie śledztwa potwierdzono, że był to Robert N. – jadąc ulicami Warszawy, łamie wiele przepisów ruchu drogowego. M. in. wjeżdżał na skrzyżowanie na czerwonym świetle, prowadził auto z dużą prędkością slalomem między innymi pojazdami, a także ścigał się z motocyklistami. W Sądzie Rejonowym Warszawa-Mokotów toczy się proces przeciwko N. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty – sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym – w czasie jazdy między Jędrzejowem i Kielcami w lutym 2014 roku oraz w czerwcu tego samego roku w Warszawie. Mężczyźnie grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowy podejrzany w sprawie ataku na Siergieja Skripala

Rosyjski portal Fontanka ogłosił w środę, że Wielka Brytania „jest gotowa wskazać” współpracownika dwóch agentów rosyjskiego wywiadu (GRU), którzy dokonali ataku na Siergieja Skripala w angielskim Salisbury. Według portalu jest to prawdopodobnie Siergiej Fiedotow. Z kolei czeskie radio publiczne podało w środę, iż „wydaje się, że Rosjanie utworzyli grupę operacyjną, która śledziła Skripala na długo przed próbą zabójstwa”. Fontanka.ru twierdzi, że Fiedotow był w Wielkiej Brytanii przynajmniej trzykrotnie – w marcu 2016 roku, w marcu 2017 roku oraz w marcu roku 2018.

Był na Wyspach w czasie ataku

Portal informuje, że mężczyzna w tym roku przybył do Zjednoczonego Królestwa 2 marca i opuścił ten kraj 4 marca, w dniu próby zabójstwa Skripala. W tych samych dniach w Wielkiej Brytanii przebywali wcześniej zidentyfikowani w związku ze sprawą agenci wywiadu rosyjskiego Anatolij Czepiga i Aleksandr Miszkin, nazywani początkowo Rusłan Boszyrow i Aleksander Pietrow. Fiedotow przyleciał do kraju innym lotem, a 4 marca odleciał z Wielkiej Brytanii razem z nimi – podaje Fontanka.ru. Scotland Yard według portalu wiedział o tym „od samego początku”, jednak z jakichś powodów postanowił nie upubliczniać tych informacji. Fontanka.ru uważa, że prędzej czy później brytyjskie służby ogłoszą oficjalnie informacje o Fiedotowie.

O Boszyrowie i Pietrowie łatwo było informować naraz, ponieważ mężczyźni razem pojawiali się na nagraniach z monitoringu. Z kolei Fiedotow poruszał się w Wielkiej Brytanii w pojedynkę – czytamy na petersburskim portalu.

Bez śladów

Na nazwisko Fiedotowa – podkreśla Fontanka.ru – w Rosji nie figurują żadne nieruchomości, samochody czy telefony komórkowe. Nie istnieje on także w mediach społecznościowych. W tekście czytamy też, że numer jego paszportu różni się 1-2 cyframi od numerów dokumentów wydawanych obywatelom Rosji, którzy jako miejsce zameldowania wymieniali adres siedziby Zarządu Głównego (GU) rosyjskiego Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego, noszącego dawniej nazwę GRU.

O trzecim agencie zamieszanym w sprawie Skripala pisał już pod koniec września brytyjski dziennik „Telegraph”, jednak nie ujawnił jego tożsamości. Gazeta podawała, że agent miał odwiedzić Salisbury, by pomóc zaplanować atak, zanim dwaj jego koledzy wwieźli na brytyjskie terytorium wysoce toksyczny środek bojowy określany jako Nowiczok.

„Śledzili Skripala”

Natomiast czeskie radio publiczne Radiożurnal również w środę poinformowało, że Czepiga i Miszkin przebywali w Czechach w 2014 roku, gdy był tam również Skripal. „Wydaje się, że Rosjanie utworzyli grupę operacyjną, która śledziła Skripala na długo przed próbą zabójstwa” – podała rozgłośnia, powołując się na „godne zaufania źródło w tajnych służbach”. Według rozmówcy radia, Miszkin, pod nazwiskiem Pietrow, był w dniach 13-16 października 2014 roku w hotelu w Ostrawie, po czym pojechał do Pragi. Natomiast Czepiga, który przedstawiał się jako Boszyrow, udał się do czeskiej stolicy 11 października. „Niestety nie znamy daty ich wyjazdu z Republiki Czeskiej” – powiedział zajmujący się sprawą dziennikarz śledczy radia Janek Krupa.

Wciąż zgodnie z informacjami źródła czeskiej rozgłośni Skripal również był w Czechach w drugiej połowie października 2014 roku, gdzie pomagał tamtejszym służbom w zidentyfikowaniu domniemanych rosyjskich szpiegów działających w tym kraju. W środę rzecznik prezydenta Rosji Władimira Putina Dmitrij Pieskow poinformował, że Kreml nie będzie komentował publikowanych w ostatnich dniach przez media doniesień na temat dwóch domniemanych agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowy termin przesłuchania Donalda Tuska

Szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann potwierdziła ustalenia reportera RMF FM Patryka Michalskiego: przesłuchanie przez sejmowych śledczych Donalda Tuska odbędzie się dopiero 5 listopada, a nie – jak pierwotnie planowano i ustalono z szefem Rady Europejskiej – 2 października.

Wassermann potwierdziła również, że decyzja o zmianie terminu ma związek z trwającą kampanią przed wyborami samorządowymi, w których ona sama ubiega się o fotel prezydenta Krakowa. „Nie chcę spotykać się z zarzutem, że (przesłuchanie Donalda Tuska) jest elementem mojej kampanii, bo nie jest” – podkreśliła. Na razie nie wiadomo jednak, czy były premier zaakceptuje nowy termin stawiennictwa przed komisją.
xŹródło info i foto: RMF24.pl