W Nowym Jorku powstrzymano organizację wesela na 10 tys. osób

Władze Nowego Jorku udaremniły urządzenie w poniedziałek (19 października) na Brooklynie wesela krewnej Zalmana Leiba Teitelbauma, wielkiego rabina sekty Satmar, w którym miało uczestniczyć około 10 tys. gości. Organizatorzy uroczystości tłumaczyli, że większość uczestników miała być na imprezie „rotacyjnie”. Jak poinformował gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, wesele miało się odbyć na terenie synagogi chasydzkiej w części Brooklynu, Williamsburgu.

– Otrzymaliśmy wiadomość, (…) przeprowadziliśmy śledztwo i stwierdziliśmy, że to prawda. Zaplanowano duże wesele, co naruszyłoby obowiązujące zasady o zgromadzeniach – wyjaśnił Cuomo.

Wesele miało się odbyć poza wytyczonymi w stanie Nowy Jork strefami o największym stopniu zakażenia COVID-19. Rozmiary wydarzenia zaalarmowały jednak władze.

Zgodnie z przepisami w Nowym Jorku dozwolone są zgromadzenia w zamkniętych pomieszczeniach, jeśli jest tam wypełnionych nie więcej niż 33 proc. miejsc. Nie mogą jednak przekraczać 50 osób.

Organizatorzy: Większość gości miała być „rotacyjnie”

Przedstawiciele synagogi tłumaczyli, że podczas planowania ceremonii wzięto pod uwagę ograniczenia związane z COVID-19. Większość uczestników miała tam być „rotacyjnie”, „przez krótki okres” i „zgodnie z przepisami dotyczącymi dystansu społecznego” – informowała na swym portalu telewizja NBC.

Organizatorzy zawiadomili gości weselnych, że w związku z zakazem nie będą mogli przybyć na wesele krewnej Zalmana Leiba Teitelbauma, wielkiego rabina sekty Satmar. Weźmie w nim udział tylko najbliższa rodzina.

Tymczasem według biura szeryfa Nowego Jorku przerwano nielegalne zgromadzenie w sali bankietowej w części Queensu, Ozone Park. Policja ustaliła, że było tam ponad 215 gości i serwowano alkohol bez pozwolenia. Czterem osobom postawiono zarzuty o popełnieniu przestępstwa.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowy Jork: Żydowski dziennikarz pobity na Brooklynie

Na nowojorskim Brooklynie społeczność ortodoksyjnych Żydów kontynuowała protesty przeciw restrykcjom narzuconym z powodu rozszerzenia pandemii. Tłum pobił politycznego reportera pisma „Jewish Insider”.

Atak na dziennikarza Jacoba Kornbluha odbił się szerokim echem w amerykańskich mediach. Jak informował dziennik „USA Today” powiedział on, że został „brutalnie zaatakowany, uderzony w głowę i kopnięty przez wściekły tłum złożony z setek członków społeczności”. Nazwano go „nazistą” i „Hitlerem”.

Według lokalnej telewizji NY1, zdaniem Kornbluha, zajście zainicjował aktywista Heshy Tischler, który nakazał ludziom zaatakować reportera. Tischler uważa, że wzrost liczby przypadków koronawirusa to mistyfikacja.

W chwili, gdy pan Tischler podszedł do mnie i przyszpilił mnie do ściany, bez maski, plując na mnie, poczułem, że (…) cała ciężka praca, którą włożyłem od marca, dla bezpieczeństwa mojego i mojej społeczność jest w tym momencie doszczętnie unicestwiona – zaznaczył Kornbluh.

Twittował później, że został „uratowany przez bohaterskich policjantów i kilku przywódców społeczności”, którzy wyciągnęli go z tłumu.

O zajściu pisał także m.in. „Washington Post”.

Byli to członkowie mojej własnej społeczności z nienawiścią w oczach, wskazujący na mnie palcem, nazywający mnie nazistą, mówiąc, że zasługuję na śmierć – przytoczył wypowiedź dziennikarza waszyngtoński dziennik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Boston: Sześciu policjantów oskarżonych o zabójstwo 41-latka. Oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund

Sześciu bostońskich policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo 41-letniego Justona Roota. Strzelili do niego 31 raz w ciągu 3 sekund, gdy ten leżał ranny na ziemi. Po incydencie funkcjonariusze mieli komentować: „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”. Pozew złożyła rodzina zabitego. Do strzelaniny pomiędzy policją a 41-letnim Justonem Rootem doszło w lutym. Policja dostała zgłoszenie o uzbrojonym człowieku w okolicach szpitala Brigham and Women’s Hospital.

Kiedy funkcjonariusz zobaczył mężczyznę miał sięgnąć po broń, na co ten również wyjął pistolet – później okazało się, że był to przezroczysty zabawkowy pistolet do paintballa – i do niego strzelił. Policjant również oddał strzały, ranił Roota, po czym potknął się i upadając strzelił ponownie trafiając szpitalnego woźnego w oko.

Root zdołał wsiąść do samochodu, ale po sześciu minutach rozbił się, wysiadł i upadł na ziemię. Próbowała go opatrzyć ratowniczka medyczna, ale policjanci kazali jej odsunąć się. Chociaż funkcjonariusze nie widzieli broni w rękach 41-latka, a on sam leżał bezbronny, to oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund.

W 35-stronicowym pozwie rodzina oskarża funkcjonariuszy m.in. o użycie nadmiernej siły, napaść i pobicie, spowodowanie śmierci oraz nieprzestrzeganie standardów i zasad. Oskarżą również władze Bostonu o niewłaściwe szkolenie policji i brak nadzoru. Zauważono, że większość funkcjonariuszy, którzy strzelali do leżącego na ulicy mężczyzny nie miało włączonych kamer na mundurach.

– Został zabity bez powodu – powiedział na konferencji prasowej ojciec zabitego Evan Root.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie

Rodzina Roota wyjawiła, że 41-latek był leczony psychiatrycznie, w tym na chorobę afektywną dwubiegunową i zaburzenia schizoafektywne. W pozwie wyjaśniono, że był rozczarowany tym, że nie może zostać policjantem, dlatego czasami nosił pistolet do paintballa z przezroczystego plastiku.

– Funkcjonariusze i policjant stanowy muszą ponieść odpowiedzialność za skandaliczne czyny i złe poprowadzenie sprawy, opróżniając niemal magazynki i strzelając 31 razy, kiedy on leżał ledwo przytomny na ziemi krwawiąc – stwierdziła Jennifer Root, siostra 41-latka.

W pozwie przypomniano, że oskarżeni, w złożonym po incydencie oświadczeniu, nie wspominali nic o tym, by widzieli Roota wymachującego bronią. Funkcjonariusze mieli natomiast krzyknąć do Roota, by się położył, choć ten leżał już ranny na jezdni.

„Tak, zabiłem tego sku…na”

Pozew zawiera również opis nagrania wideo, z którego ma wynikać, że funkcjonariusze nie próbowali udzielić pomocy medycznej po strzelaninie. Mieli natomiast gratulować sobie nawzajem używając zwrotów – jak opisano w pozwie – „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”.

– Juston był miłym, kochającym synem i bratem, a jego śmierć to tragedia. Juston i nasza rodzina zasługują chociaż na ujawnienie prawdy oraz ukaranie odpowiedzialnych za jego śmierć – dodała.

Śledztwo przeprowadzone po zdarzeniu przez prokuraturę okręgową hrabstwa Norfolk ustaliło, że oddanie strzałów przez policjantów było uzasadnione. Zarówno bostońska jak i stanowa policja odmówiły komentarzy w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Reorganizacja w nowojorskiej policji. Powstanie nowa jednostka do zapobiegania przestępstwom z użyciem broni

Nowojorska Policja znów się reorganizuje. Tym razem zabrano funkcjonariuszy z dwóch wydziałów, by stworzyć z nich trzeci. Do NYPD wraca wydział zapobiegania przestępstwom z użyciem broni. NYPD zlikwidowała dwie swoje jednostki. Z policyjnej listy płac wykreślono wydział rozwiązywania zatorów komunikacyjnych i wydział pomocy bezdomnym. Jednostki zniknęły, ale policjanci pozostają na służbie.

Pierwszy z wydziałów zajmowała się większością spraw związanych z ruchem samochodowym w Nowym Jorku. Teraz nagle okazała się zbędna. Na ulicach zostaną tylko policjanci kontrolujący opłaty parkingowe. Teraz jej 114 funkcjonariuszy zasili nowo formowany wydział zapobiegania przemocy z użyciem broni.

Do tego samego wydziału trafi około 85 policjantów z jednostki pomocy bezdomnym. Sama jednostka ulega rozwiązaniu, ponieważ w ramach reformy systemu policyjnego w NYC burmistrz Bill de Blasio (59 l.) przekazał zakres jej działania innym instytucjom miejskim.

– Teraz około 200 funkcjonariuszy trafi na dzielnicowe posterunki, aby pomóc powstrzymać przemoc z użyciem broni – poinformowała policja. W Nowym Jorku liczba tego typu przestępstw i ich ofiar rośnie z tygodnia na tydzień.
Likwidacja wydziału zatorów komunikacyjnych może być odpowiedzią na pojawiające się żądania odebrania NYPD kontroli ruchu drogowego. Podobnego posunięcia dokonała w ubiegłym tygodniu rada miasta Berkeley w Kalfornii.

Takie sugestie odpiera jednak burmistrz de Blasio. – Myślę, że egzekwowanie przepisów ruchu drogowego należy do NYPD – powiedział w czwartek.
Źródło info i foto: se.pl

Nowy Jork: Nożownik zaatakował w metrze

Mężczyzna z Bronxu został oskarżony o usiłowanie zabójstwa pary starszych ludzi w dzikiej walce w pociągu na Queens. Patrick Chambers (46 l.), trzymając w jednej ręce parę nożyczek, a w drugiej nóż, zaczął krzyczeć na 71-letniego mężczyznę siedzącego naprzeciw niego.

– „Dlaczego nie ma cię w domu ze swoimi dziećmi?” – krzyczał. Potem dźgnął mężczyznę nożem.

Obaj mężczyźni upadli na podłogę pociągu, a Chambers nadal uderzał nożem starszego nieznajomego. W bójkę interweniował inny 73-letni pasażer, ale skończyło się to dla niego raną kłutą w klatce piersiowej i nadgarstku. Chambers zbiegł, a obie ofiary zostały przewiezione do szpitala. 71-letnia ofiara straciła 2 litry krwi i przeszła natychmiastową operację z powodu dużych obrażeń brzucha i klatki piersiowej.

Za poranną awanturę 5 lipca w metrze linii 7 Patrick Chambers (46 l.) usłyszał zarzuty próby morderstwa, dwóch prób napadu pierwszego stopnia i kilku innych przestępstw.
Źródło info i foto: se.pl

4 lipca policjanci z Nowego Jorku szykują strajk

Wśród nowojorskich policjantów krążą ulotki zachęcające do strajku 4 lipca. Nie chodzi jednaka ani o pozostanie na posterunkach, czy pikiety z transparentami. Policjanci na ten jeden dzień mają sobie wziąć zwolnienie chorobowe. Strajk miałby się rozpocząć w Dzień Niepodległości o 3 pm.

„Policjanci z NYPD zastrajkują 4 lipca, by miasto uzyskało swoją niepodległość od policji” – taka wiadomość jest przekazywana między funkcjonariuszami jako ulotka. .

Kolejna wiadomość, jaka trafia do funkcjonariuszy policji brzmi #Bluflu (niebieska grypa) i zachęca do wzięcia zwolnienia w Dzień Niepodległości. Wiadomość zawiera nawet instrukcje dotyczące zwolnienia lekarskiego, informując członków, aby zadzwonili do swojego okręgu i poprosili o zwolnienie chorobowe. Jeśli prośba zostanie odrzucona, mają dzwonić do głównego biura chorych w NYPD. Jeśli to nie zadziała, oficerowie są proszeni o zgłoszenie się do służby – a następnie mają wezwać karetkę pogotowia, aby mogli wrócić do domu chorzy.

– Niebieska grypa to żart znany od pokoleń, ale sytuacja, w której się teraz znajdujemy, nie jest żartem, a policjanci z Nowego Jorku dotarli do punktu krytycznego – ocenia prezes PBA Patrick Lynch.

– W ciągu ostatnich kilku tygodni byliśmy atakowani na ulicach, demonizowani w mediach i oczerniani przez praktycznie każdego polityka w tym mieście – powiedział Lynch.

NYPD zapewnia, że ​​policjanci będą w pracy 4 lipca, jak zawsze.
Źródło info i foto: se.pl

W Nowym Jorku wciąż trwają protesty przeciw brutalności policji

W Nowym Jorku nieprzerwanie trwają demonstracje przeciw brutalności policji i nierówności rasowej. Mimo zapowiedzi reform, a także wezwania gubernatora Andrew Cuomo, by przedstawić projekt dodatkowych zmian i zakończyć protesty, na ulice miasta znowu wyległy tłumy.

Manifestacje odbyły się od Harlemu, przez centrum Manhattanu, po Brooklyn. Lokalne media szacują, że we wszystkich pięciu dzielnicach miasta protesty przyciągnęły w sumie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, najwięcej od „eksplozji gniewu” po brutalnym zabiciu 25 maja przez białego policjanta w Minneapolis czarnoskórego George’a Floyda.

Ruch niezadowolenia przebiegający m.in. pod hasłem Black Lives Matter (Życie Afroamerykanów ma znaczenie) zasilili w zorganizowany sposób Azjaci. Przybyli na Washington Square Park z planszami, na których widniały napisy solidaryzujące się z czarnoskórymi, takie jak np. „Asians4BlackLives” (Azjaci za Afroamerykanami).

Niektóre protesty zaczęły się zaraz po wschodzie słońca. Koncentrowały się na obszarach zamieszkanych głównie przez białych. Ich uczestnicy argumentowali, że Afroamerykanie są już świadomi, jak wygląda sytuacja. Wznosili okrzyki: „Nie ma sprawiedliwości, nie ma snu”. Aby zrobić coś innego, musisz się obudzić, bez sprawiedliwości, nie ma snu – tłumaczył telewizji NBC jeden z protestujących.

Na Manhattanie manifestacje odbyły się m.in. w uczęszczanych licznie miejscach, jak Union Square czy Columbus Circle. Ludzie przybyli też pod główną siedzibę nowojorskiej policji (NYPD) w południowej części dzielnicy.

Setki protestujących zgromadziło się na Grand Army Plaza w pobliżu Łuku Pamięci Żołnierzy i Marynarzy (Soldiers’ and Sailors’ Arch) na Brooklynie. Monument jest poświęcony obrońcom Unii podczas wojny secesyjnej (1861-1865). W ostatnich dniach demonstranci w różnych amerykańskich miastach podjęli akcję niszczenia pomników żołnierzy Konfederacji pragnącej utrzymania niewolnictwa.

„Wygraliście. Osiągnęliście swój cel”. Gubernator podpisuję reformę policji
Impetu sobotnich demonstrantów nie osłabiło podpisanie przez gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo reformy policji. Obejmuje ona zakaz przyduszania zatrzymanych oraz uchylenie prawa uniemożliwiającego upublicznienie akt spraw dyscyplinarnych funkcjonariuszy policji, osądzonych o łamanie prawa.

Cuomo wydał także rozporządzenie wykonawcze zobowiązujące samorządy do uchwalenia własnych reform uwzględniających potrzeby danego środowiska. Gubernator, wielokrotnie podkreślając, że sympatyzuje z demonstrantami, wzywał ich do wyartykułowania żądań także na poziomie federalnym.

Jednocześnie ostrzegał przed groźbą rozprzestrzeniania się koronawirusa w trakcie protestów z udziałem tysięcy ludzi. Nie wszyscy noszą maski i nie zawsze można zachować dystans społeczny.

Gubernator podkreślał, że „demonstracja, ustawodawstwo i pojednanie” są sposobem na wprowadzenie zmian. Słyszeliśmy was (…), zgadzamy się z protestującymi (…), powiedzcie nam teraz, jak powinny wyglądać siły policyjne. Nie musicie protestować, wygraliście. Osiągnęliście swój cel – mówił w sobotę gubernator.

Nie jest jeszcze jasne, jak na protesty w Nowym Jorku wpłynie zabicie w piątek przez policjanta w Atlancie w stanie Georgia 27-letniego Afroamerykanina Raysharda Brooksa. Tamtejsi demonstranci w sobotę wybili okna w restauracji sieci Wendy’s, gdzie doszło do strzelaniny, a potem wybuchł tam pożar. Zablokowali też pobliską autostradę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień protestów w Nowym Jorku. Władze zaczynają reformować policję

Tysiące ludzi od dwóch dni protestuje w Nowym Jorku przeciwko brutalności policji. W stolicy stanu Nowy Jork – Albany legislatura stanowa zatwierdziła m.in. zakaz duszenia stosowany przez funkcjonariuszy jako środek przymusu.

W 11 dniu protestów demonstranci gromadzili się m.in. w Washington Square Park w Greenwich Village. Maszerowali wzdłuż Alei York oraz Pierwszej i Trzeciej. Cytowany przez dziennik New York Times demonstrant na reprezentacyjnej arterii Manhattanu Piątej Alei nazwał manifestacje „młodą rewolucją”.

„Są to nastolatki, ludzie po dwudziestce, 30-latkowie. Mamy energię. Wierzymy w to, co robimy i nie zamierzamy się poddawać” – zapewniał.

Jak oszacowała lokalna telewizja NY1 w pobliżu oficjalnej siedziby burmistrza Nowego Jorku Gracie Mansion zebrało się tysiące osób.

Codziennie demonstranci wyrażają tam swoje oburzenie w następstwie śmierci zabitego przez policjanta w Minneapolis Afroamerykanina George Floyda. Niektórzy demonstranci twierdzili, że chcą przekazać swoje przesłanie dotyczące reform bezpośrednio burmistrzowi Billowi de Blasio.

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo zachęcał kilkakrotnie uczestników manifestacji, aby domagali się reform na poziomie krajowym. Jak zauważył jeden z manifestantów, który przedstawił się jako George Junior „debatę na temat reform można by nazwać nieraz farsą, gdyby nie to, że przybiera niebezpieczny charakter”. Powołał się na ekspertkę biorącą udział w poniedziałkowej audycji nowojorskiego radia publicznego WNYC.

„Specjalistka z Uniwersytetu Columbia sugerowała, że łatwiej byłoby karać policję, gdyby była w prywatnych rękach, co się już w Ameryce w dawnych czasach zdarzało. Zapomniała tylko dodać czyich przede wszystkim interesów by broniła” – powiedział PAP.

W ferworze nasyconych nieraz emocjami protestów nie brak haseł, żeby w ogóle zaprzestać finansowania policji. Przeciwstawiał się temu w poniedziałek de Blasio.

Jak argumentował na Twitterze nowojorska policja (NYPD) wciąż wymaga funduszy zajmując się rozwiązywaniem codziennych problemów. Można dokonać natomiast przemieszczenia niektórych środków w budżecie, ponieważ stało się jasne, że funkcjonariusze nie są potrzebni do wykonywania wszystkich akcji łączących się z egzekwowaniem prawa. Krytykowany za wprowadzenie godziny policyjnej burmistrz tłumaczył podjęcie tej decyzji chęcią zapobieżenia przybyciu Gwardii Narodowej do miasta. Podkreślił, że chce uniknąć jej rozlokowania, w obawie przed przypadkowym rozpętaniem przemocy.

Tymczasem legislatura w stolicy stanu Nowy Jork, Albany, rozpoczęła głosowanie nad projektem reformy policji. W poniedziałek zatwierdziła część pakietu obejmującą przegłosowany jednogłośnie zakaz duszenia jako środka przymusu, a także profilowania rasowego. Wprowadziła też obowiązek, by departamenty policji i sądy klasyfikowały przypadki aresztowań według rasy i pochodzenia etnicznego. Ułatwi to sprawdzić czy nie dochodzi do przypadków uprzedzeń.

Krajowe radio publiczne NPR zwróciło uwagę, że „potężny” związek zawodowy policji, New York City Police Benevolent Association, określił przyjęte w Albany postanowienia jako „atak na organy ścigania”. Wielu republikańskich sojuszników NYPD głosowało wraz z większością demokratyczną w legislaturze.
Źródło info i foto: Forsal.pl

Protesty w Stanach nasilają się. Co przyniosą kolejne dni?

Mimo obowiązującej w Nowym Jorku godziny policyjnej tysiące demonstrantów protestowało we wtorek przeciw brutalności policji. W części Manhattanu zamknięto ruch uliczny. Największe manifestacje odbyły się na Manhattanie i Brooklynie. We wtorek późnym popołudniem i wieczorem ulicami tych dzielnic Nowego Jorku maszerowały tysiące ludzi, aby wyrazić swój sprzeciw wobec śmierci 25 maja w Minnesocie zatrzymanego przez policję Afroamerykanina George’a Floyda. Leżący na ziemi mężczyzna zmarł, ponieważ jeden z funkcjonariuszy przyciskał mu przez około 9 minut szyję nie bacząc, że Floyd stracił przytomność.

„Coś musi pęknąć, ale to nie będziemy my”

W szóstym dniu protestów oburzenie mieszkańców Nowego Jorku wciąż było widoczne. Wiele osób wychodzi na ulice codziennie. Na Manhattanie uczestnicy demonstracji maszerowali w pobliżu tradycyjnej siedziby burmistrzów Gracie Mansion. Inni przeszli w pobliżu Trump Power na 5. Alei. – Coś musi pęknąć, ale to nie będziemy my – mówił jeden z demonstrantów na Manhattanie. Inni uzasadniali swą obecność na manifestacjach koniecznością wywierania presji na reformy i przeobrażenia.

Na Brooklynie funkcjonariusze sił bezpieczeństwa zablokowali część ulic. Nad uczestnikami manifestacji przelatywały policyjne śmigłowce. W niektórych sklepach zabijano okna deskami, aby uniknąć grabieży. – Nie ma pokoju bez sprawiedliwości – deklarowali demonstranci. Przed salą widowiskową Barclays Center rozlegały się wezwania przez megafony do modlitwy w intencji Floyda i innych ofiar brutalności policji. Zapalano świece.

– Kiedy jesteś rozpędzony, nie zatrzymuj się, musimy wykorzystać tę chwilę. Po raz pierwszy ludzie troszczą się o czarne życie, a nie tylko o czarną siłę roboczą. To po prostu nie ustanie – przekonywał, cytowany przez agencję Bloomberg, uczestnik manifestacji Marshand Boone.

W mediach społecznościowych pojawiały się informacje o rabunkach i odgłosach strzałów, ale bez szczegółów dotyczących tych incydentów.

„Nasi ludzie są zmęczeni, krwawią”

Setki demonstrantów z Brooklynu usiłowało już w czasie godziny policyjnej, czyli od godz. 20, przemaszerować na Manhattan przez Manhattan Bridge. Policja zablokowała tę trasę.

Jak zauważył adwokat Allen Mintz, protestujący byli świadomi, że podobnie jak w ostatnich dniach może znów dojść do aktów przemocy. – Tak, to niebezpieczne, ale wiesz, co jeszcze jest niebezpieczne? Niesprawiedliwość – zauważył prawnik.

Usiłujący dotrzeć na Manhattan demonstranci zdołali sforsować blokadę od strony Brooklynu, ale zostali zatrzymani na moście przed wejściem na Manhattan. Po około godzinie w wyniku negocjacji policja przepuściła ich z powrotem na Brooklyn, kiedy zgodzili się iść chodnikiem po opuszczeniu mostu. Incydent zakończył się bez przemocy.

We wtorek szef policji w Nowym Jorku Terence Monahan wyraził w dzienniku „New York Post” oburzenie z powodu uwag gubernatora stanu Andrew Cuomo mówiącego w kontekście wielu grabieży z poprzedniej nocy, że funkcjonariusze nie wykonują swoich zadań. – Nasi ludzie są zmęczeni, krwawią. (…) Ale są tam dziś wieczorem. Są tam, przelewając krew, by chronić to miasto – powiedział Monahan.

Monahan wyraził obawę, że pomimo wysiłków policji „prawie wszyscy” zatrzymani demonstranci powrócą następnego dnia na ulice, a tylko niektórzy oskarżeni o posiadanie broni mogą pozostać w areszcie.

Protestujący klękali przed Białym Domem

We wtorek odbyły się również kolejne protesty przed Białym Domem. Mimo godziny policyjnej w Waszyngtonie służby bezpieczeństwa pozwoliły na pokojowe demonstracje.

Przed siedzibą prezydenta USA zgromadziło się około tysiąca osób. Dostęp do parku Lafayette’a ogrodzono wysokim na ponad dwa metry płotem. W okolicy niemal wszystkie okna zabito deskami, a sklepy zamknięto. Na skrzyżowaniach rozlokowano służby bezpieczeństwa, w tym m.in. agentów FBI (Federalnego Biura Śledczego), a nad miastem latało kilka policyjnych śmigłowców.

Demonstrujący w antyrasistowskim geście klękali na jedno kolano (gest ten zapoczątkował zawodnik futbolu amerykańskiego Collin Kaepernick, który podczas przedmeczowych hymnów w ramach sprzeciwu wobec rasizmu i brutalności policji klękał na jedno kolano) lub podnosili ręce do góry z okrzykiem: „Nie strzelać”. Niektórzy mają maseczki z napisem: „Nie mogę oddychać” – to ostatnie słowa George’a Floyda.

Tłum, głównie młodych ludzi, wznosił antyprezydenckie i antypolicyjne hasła. Demonstranci wzywali też funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa po drugiej stronie ogrodzenia, by przeszli na ich stronę. „Ochraniajcie nas tak jak ochraniacie rurociągi z ropą” – wołał jeden z nich.

Ulice w centrum amerykańskiej stolicy opustoszały w nocy. Mieszkańcy Waszyngtonu zastosowali się do godziny policyjnej.

W okolice amerykańskiej stolicy skierowano ok. 1,6 tys. żołnierzy – poinformował we wtorek rzecznik Pentagonu Rath Hoffman. Przyznał, że są oni w stanie gotowości, ale nie uczestniczą w operacjach służb bezpieczeństwa w amerykańskiej stolicy.

Demonstracje trwają także na Zachodnim Wybrzeżu. Lokalna prasa donosi, że w Los Angeles od piątku zatrzymano już łącznie ok. 2,5 tys. osób. W trakcie zamieszek w Saint Louis w Missouri we wtorek zastrzelony został 77-letni emerytowany afroamerykański policjant.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Córka burmistrza Nowego Jorku aresztowana podczas protestów

Córka burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio została aresztowana podczas protestów związanych ze śmiercią George’a Floyda. Powodem aresztowania było nielegalne zgromadzenie. 25-letnia Chiara de Blasio została aresztowana podczas protestu na Manhattanie w sobotę wieczorem. Miała blokować ruch i odmówić rozejścia się. Policjanci aresztowali ją za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Chiara podała, że mieszka w rezydencji Gracie Mansion, ale nie powiedziała policjantom, że jest córką burmistrza. Ratusz nie skomentował jej aresztowania – podaje New York Post. Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio w ten weekend zabrał głos w sprawie protestów. Stwierdził, że „rasizm strukturalny nawiedza życie ludzi kolorowych”.

„To, co widzimy, to rozlew spowodowany dekadami niesprawiedliwości. Wiem wystarczająco dużo, aby powiedzieć, że dla społeczności czarnoskórych każdy dzień jest nasycony rasizmem” – napisał na Twitterze burmistrz.

Śmierć George’a Floyda. Protesty w USA

46-letni George Floyd zmarł 25 maja w wyniku interwencji policji w Minneapolis. Funkcjonariusz Derek Chauvin przez prawie 9 minut dociskał kolanem szyję czarnoskórego mężczyzny do ziemi. Zatrzymany mówił, że nie może oddychać, aż w końcu stracił przytomność.
Źródło info i foto: o2.pl