Nowe informacje dotyczące strzelaniny w Jersey City

Sześć osób, w tym dwoje zamachowców i policjant, zginęło w wyniku strzelaniny, która wywiązała się we wtorek w Jersey City w Stanach Zjednoczonych. „To bardzo ciężki dzień. Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy” – napisał burmistrz miasta Steven Fulop. Specjalizujący się w przestępstwach z użyciem broni palnej 40-letni policjant Joseph Seals, który próbował wylegitymować późniejszych sprawców strzelaniny, został przez nich zastrzelony jako pierwszy. Doszło do tego koło pobliskiego cmentarza i synagogi.

Sprawcy próbowali się następnie schronić w sklepie JC Kosher Supermarket, gdzie zabili jeszcze trzy osoby. Media podają, że funkcjonariusze jednostki SWAT zastrzelili zamachowców. Ranni zostali dwaj policjanci, ale ich stan nie jest ciężki. Agencja Associated Press wskazuje, że sklep z produktami koszernymi jest centralnym punktem, wokół którego toczy się życie rosnącej z roku na rok wspólnoty ortodoksyjnych Żydów osiedlających się w Jersey City.

„Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy”

„To bardzo ciężki dzień dla Jersey City” – napisał na Twitterze burmistrz miasta Steven Fulop. „Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy” – napisał na Twitterze.

W 2008 roku Joseph Seals, o którym napisał burmistrz, wsławił się skutecznym powstrzymaniem gwałciciela, który zaatakował kobietę w Wigilię Bożego Narodzenia.

Trump o „straszliwej strzelaninie”

Prezydent USA Donald Trump był na bieżąco informowany o sytuacji w Jersey City – podają amerykańskie media. Na Twitterze napisał: „Dostałem informację o straszliwej strzelaninie, jaka miała miejsce w New Jersey. Nasze myśli i modlitwy kierujemy do ofiar oraz ich rodzin w tym ciężkim tragicznym czasie, jaki przeżywają. Będziemy śledzić sytuację i wspomagać lokalne oraz stanowe władze” – napisał Trump.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Strzelanina w Jersey City

Sześć osób, w tym jeden policjant, zginęło w strzelaninie, do której doszło w Jersey City koło Nowego Jorku. Trzech innych policjantów zostało rannych. Do zajścia doszło na miejscowym cmentarzu oraz w pobliskim sklepie koszernym.

W strzelaninie, do której doszło we wtorek w 270-tysięcznym mieście Jersey City w Stanach Zjednoczonych, zginęło sześć osób – policjant, troje świadków zdarzenia i dwóch sprawców. Rannych zostało dwóch policjantów.

Strzelanina rozpoczęła się wczesnym popołudniem niedaleko cmentarza. Funkcjonariusz został zastrzelony ok. godz. 12.30, następnie sprawcy w kradzionym vanie przenieśli się w inną część miasta. Strzały zaczęły padać potem w pobliskim koszernym supermarkecie. Tam zginęło dwóch sprawców i trzy przypadkowe osoby.

– Strzelali jak opętani… Policjanci musieli usuwać ludzi z ulic – relacjonował jeden ze świadków.

Poległy policjant, 40-letni Joseph Seals, przez ostatnie lata pracował nad zmniejszeniem liczby przypadków posiadania nielegalnej broni. Jak podaje agencja Associated Press, niewykluczone, że strzelanina miała związek z tym obszarem działań funkcjonariusza. Amerykańskie media podają także, że policjant miał prowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa i zamierzał przesłuchać dwóch mężczyzn, którzy później go zaatakowali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rośnie liczba morderstw w Nowym Jorku

Nowy Jork staje się coraz bardziej niebezpieczny. Z opublikowanych danych NYPD wynika, że liczba morderstw w metropolii wzrosła w 2019 roku o 8,7 proc.

– To duża metropolia. I tak naprawdę, patrząc na te wskaźniki, to ciągle jesteśmy jedną
z najbardziej bezpiecznych metropolii w Ameryce – powiedział Bill de Blasio (58 l.), komentując policyjne statystyki. Pokazują one, że do 5 listopada 2019 roku w metropolii doszło do 299 morderstw. W analogicznym okresie rok wcześniej było ich 275. To wzrost o 8,7 proc. Zwiększyła się też liczba napaści rabunkowych. Do tej pory odnotowano ich 12 100, podczas gdy przez cały 2018 – 11 880. Jest to wzrost o 1,9 proc. Liczba zwykłych napaści i ataków zwiększyła się do 18 966 w tym roku, w porównaniu z 18 682 w zeszłym, co oznacza wzrost o 1,5 proc. Spadła natomiast liczba gwałtów i – co może się wydać dziwne w świetle ciągłych doniesień – napaści w metrze. Nowy komisarz policji obiecał, że zrobi wszystko, aby zwiększyć bezpieczeństwo w metropolii.
Źródło info i foto: se.pl

Nowy Jork: 40-letnia kobieta zamordowana przy dwójce dzieci

40-letnia kobieta została znaleziona martwa w mieszkaniu na Bronksie z roztrzaskaną głową i potłuczeniami na ciele. Rany zostały zadane ciężkim, ostrym narzędziem. Tuż obok niej znajdowały się małe dzieci – na szczęście żywe – które mogły być świadkami horroru, który rozegrał się w domu.

Policja otrzymała zgłoszenie o niepokojących odgłosach dochodzących z mieszkania na parterze w budynku przy East 187th Street i Bathgate Avenue w Belmont na Bronksie. Kiedy przybyli na miejsce, zastali w mieszkaniu Luz Perez. Kobieta, która miała bardzo rozległe rany głowy i ślady pobicia na ciele, już nie żyła. Zgon na miejscu potwierdzili ratownicy. Obok kobiety policjanci zastali dwójkę płaczących dzieci: 5-letniego chłopca i 2-letnią dziewczynkę. Funkcjonariusze prowadzą śledztwo, próbując ustalić, kto stoi za zbrodnią.
Źródło info i foto: se.pl

Nowy Jork: Strzelanina w nocnym klubie. Nie żyją 4 osoby

Czterech mężczyzn nie żyje, a kilka osób jest rannych. To bilans makabrycznej strzelaniny w nocnym klubie przy Utica Avenue na Brooklynie (USA). Wszystko wydarzyło się w sobotę, tuż przed 07.00 lokalnego czasu w klubie o nazwie „Triple A Aces”. Miejsce funkcjonowało jako „prywatna i społeczna powierzchnia do wynajęcia”. Co tam się wydarzyło?

Lokalne władze podają, że czterech mężczyzn zostało zabitych, a pięć innych osób jest rannych. Wśród nich jest przynajmniej jedna kobieta. Trzy ofiary trafiły natychmiast do centrum medycznego Uniwersytetu Brookdale, a dwie kolejne do szpitala Kings County. Na szczęście, ich życiu nic już nie zagraża.

Klub, który przedstawia się jako „prywatna i społeczna powierzchnia do wynajęcia”, nie wydaje się posiadać licencji na alkohol ani na prowadzenie działalności. Jak jednak podaje „New York Post”, może istnieć od ponad dekady! W listopadzie 2008 r. do Departamentu Budynków wpłynęły dwie skargi informujące o tym, że pierwsze piętro nieruchomości zostało przekształcone w klub nocny ze striptizem.

Jak mówi rzecznik nowojorskiej policji, Brian Magoolaghan, na razie nikogo jeszcze nie aresztowano. Służby nie mają też żadnych informacji na temat przyczyn wybuchu strzelaniny, ani a temat podejrzanego. CNN podaje, że ofiary i ranni zostały zidentyfikowane jako osoby między 32 a 49 rokiem życia. Wszyscy zmarli byli mężczyznami.

W czasie konferencji prasowej New York Police Department (NYPD) przyznał, że śmiertelna strzelanina miała miejsce w nielegalnym miejscu hazardu. – Zatrzymaliśmy kilka osób z 77. dzielnicy i staramy się ustalić dokładnie, co się wydarzyło – mówił szef detektywów Dermot F. Shea, dodając, że policja kontynuuje dochodzenie: bada okolicę i przegląda nagrania z kamer monitoringu. Zabezpieczono dwie bronie, z których zostało oddane wiele strzałów: 9 mm i rewolwer. Policja znalazła też w lokalu kości i karty do gry.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: 62-latek zabił swoją żonę maczetą. Wcześniej potrącił ją autem

62-letni mężczyzna z Bronksu zabił swoją żonę. Policja prowadzi dochodzenie w celu ustalenia wszelkich okoliczności zdarzenia.

W czwartek 3 października 2019 roku na ulicach Bronksu rozegrały się tragiczne sceny. Mąż najpierw potrącił swoją 58-letnią żonę samochodem, a następnie wysiadł z pojazdu, podbiegł do poszkodowanej i wielokrotnie zadawał jej ciosy maczetą. Informacje w tej sprawie przekazała lokalna policja. Przechodnie zgłosili tę sprawę funkcjonariuszom około godziny 7.00. – Jej twarz była pokaleczona. Trzymała się za brzuch. (…) Krew kapała jej z twarzy – relacjonował świadek zdarzenia. – To był chaos. Wszyscy krzyczeli – dodał.

Gdy służby pojawiły się na miejscu, ratownicy natychmiast zaczęli udzielać pomocy kobiecie, która doznała poważnych obrażeń. Została przetransportowana do szpitala Jacobi Medical Center. Stan kobiety od początku oceniano jako krytyczny. Mimo wysiłków lekarzy, zmarła. Wciąż nie wiadomo, jaki motyw miał 62-letni mężczyzna.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Nowy Jork: Zabił czterech bezdomnych metalową rurą, piątego ranił

24-letni mężczyzna jest podejrzany o zabicie czterech bezdomnych w dzielnicy Nowego Jorku – Chinatown. Randy Rodriguez Santos, który również koczuje na ulicy, został zatrzymany przez policję i usłyszał zarzuty. Do zabójstw doszło w sobotę w nocy. Santos miał zamordować czterech bezdomnych w momencie, gdy ci spali. Ofiary miały 45, 50 i 83 lata. Wieku czwartego z zamordowanych nie ujawniono. Mężczyzna, który został zaatakowany, ale udało mu się przeżyć, ma 49 lat.

Według ustaleń śledczych, Santos zaatakował bezdomnych metalowym przedmiotem, prawdopodobnie rurą. Pierwsza ofiara została znaleziona na ulicy około godz. 2 w nocy. Zmarła z powodu ciężkiego urazu głowy. Kolejny odnaleziony mężczyzna trafił do szpitala w stanie krytycznym.

Sprawca odnaleziony niedaleko miejsca zbrodni

Świadkowie przekazali policji, że widzieli mężczyznę ubranego w czarną kurtkę i spodnie w tym samym kolorze, który uderzył innego mężczyznę kilka razy i uciekł. Funkcjonariuszom udało się znaleźć domniemanego sprawcę kilkaset metrów od miejsca ataku. 24-latek trafił do aresztu.

Po zatrzymaniu Santosa odnaleziono kolejne trzy ciała zmarłych bezdomnych.

Oprócz czterech zabójstw, mężczyzna odpowie również za próbę morderstwa oraz posiadanie marihuany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowy Jork: Kilkaset pozwów o molestowanie złożonych przeciwko Kościołowi

Tylko w ostatni poniedziałek do sądów w Nowym Jorku trafiło dziesięć nowych pozwów od osób twierdzących, że padły ofiarami molestowania przez nowojorskich duchownych – poinformowała lokalna telewizja ABC.

W połowie sierpnia weszła w życie stanowa ustawa, która na rok zawiesza przepisy o przedawnieniu się przestępstw molestowania seksualnego dzieci. Ustawa dotyczy wszystkich przestępstw molestowania od lat 50., ale od początku wiadomo było, że posłuży przede wszystkim do pozwania Kościoła katolickiego o odszkodowania za przestępstwa molestowania przez katolickich duchownych.

Jak podaje ABC, jedna tylko kancelaria prawna w Nowym Jorku złożyła ponad 300 pozwów przeciwko nowojorskiej diecezji za przestępstwa od lat 50. do 80. Oskarżeni duchowni znaleźli się już wcześniej na opublikowanej przez sam Kościół liście duchownych podejrzanych o molestowanie nieletnich.
Źródło info i foto: onet.pl

Szef Al-Kaidy wzywa do nowych zamachów

Przywódca Al-Kaidy Ajman al-Zawahri wezwał muzułmanów do atakowania celów amerykańskich, europejskich, izraelskich i rosyjskich – poinformował amerykański ośrodek SITE Intelligence Group, monitorujący organizacje ekstremistyczne w mediach.

W przemówieniu wygłoszonym z okazji 18. rocznicy zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. w USA 68-letni Zawahiri w nagraniu wideo skrytykował również tzw. wycofujących się (ang. backtrackers) z dżihadu. Odniósł się tu do byłych dżihadystów, którzy zmienili swoje poglądy w więzieniu i nazwali ataki z 11 września niedopuszczalnymi, ponieważ zginęli w nich niewinni cywile.Jeśli chcesz, aby dżihad koncentrował się wyłącznie na celach wojskowych, amerykańskie wojsko jest obecne na całym świecie, od wschodu po zachód – wskazał szef Al-Kaidy. – W waszych krajach jest pełno amerykańskich baz, z tymi wszystkimi niewiernymi i korupcją, którą szerzą.

W środę przypadała 18. rocznica zamachów z 11 września 2001 r., gdy zaatakowane zostały wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku oraz budynek Pentagonu w Waszyngtonie. W zamachach przeprowadzonych przez Al-Kaidę zginęło blisko 3 tys. osób.

Przemówienie Zawahiriego zostało zarejestrowane w ponad 30-minutowym nagraniu wideo, wyprodukowanym przez fundację as-Sahab, medialną komórkę Al-Kaidy.

Egipcjanin Zawahiri, niegdyś lekarz i działacz Bractwa Muzułmańskiego, był przez wiele lat zastępcą przywódcy i założyciela Al-Kaidy Osamy bin Ladena. Zastąpił Saudyjczyka, gdy ten został zabity w 2011 r. podczas obławy amerykańskich komandosów w pakistańskim Abbottabadzie. Uważa się, że ukrywa się gdzieś w rejonach na granicy Afganistanu i Pakistanu. ONZ przekazało w swoim lipcowym raporcie doniesienia, że Zawahiri jest „w złym stanie zdrowia”; nie podano jednak więcej szczegółów.

W ostatnich latach al-Kaida była zaangażowana w zwalczanie konkurencji w kręgach dżihadu, którą stanowiła dla niej ekstremistyczna sunnicka organizacja zbrojna Państwo Islamskie (IS). IS zyskało na znaczeniu, zajmując duże połacie Iraku i Syrii w 2014 roku; ogłosiło samozwańczy kalifat i rozszerzało swe wpływy w wielu krajach w całym regionie. Chociaż fizycznie tzw. kalifat Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii został zmiażdżony przez siły międzynarodowej koalicji, to bojownicy IS nadal są aktywni i przeprowadzają ataki.

Według raportu ONZ „bezpośrednie globalne zagrożenie ze strony Al-Kaidy pozostaje niejasne”, ale niektórzy potencjalni rekruci IS mogą zwrócić się do starszej organizacji.

Tymczasem – jak zauważa agencja Associated Press – bojownicy Al-Kaidy trzymają się w cieniu, wykorzystując konflikty regionalne w Afganistanie, Syrii i Jemenie do umocnienia się. Najbardziej aktywna okazała się filia Al-Kaidy w Jemenie, która wykorzystała chaos związany z wojną domową w celu przeprowadzania bombardowań, ataków i zabójstw, by rozszerzyć swój zasięg.

Syn Osamy bin Ladena, Hamza bin Laden, był postrzegany jako ewentualny następca ojca i przywódca Al-Kaidy, ale według źródeł amerykańskich zginął podczas operacji wojskowej. W lipcu 2016 r. Hamza bin Laden zagroził Stanom Zjednoczonym, że dokona zemsty za zamordowanie ojca. Al-Zawahri chwalił Hamzę w filmie z 2015 roku, który pojawił się na stronach internetowych dżihadystów, nazywając go „lwem z jaskini Al-Kaidy”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

18. rocznica ataków na World Trade Center

Cztery porwane samoloty, 19 gotowych na śmierć terrorystów, dwa zrównane z ziemią wieżowce WTC – symbole Nowego Jorku i potęgi gospodarczej USA – tyle było trzeba, aby 11 września 2001 r. pogrążyć Amerykę w chaosie. W środę mija 18. rocznica zamachów. Osiem miesięcy po dojściu do władzy ówczesnego prezydenta USA George’a W. Busha, rankiem 11 września 2001 roku, wraz z 110-piętrowymi nowojorskimi drapaczami chmur legło w gruzach przekonanie Amerykanów o niezwyciężonej potędze ich kraju, a także bezpieczeństwie i nietykalności terytorium USA.

Najpierw, o godz. 8:46 (godz. 14:46 w Polsce) Boeing 767 uderzył w północną wieżę World Trade Center. Na jego pokładzie były wraz z porywaczami 92 osoby. Po siedemnastu minutach w południową wieżę trafił drugi boeing 767, którym leciało 65 osób.

O godz. 9:43 w Waszyngtonie na Pentagon spadł Boeing 757 z 64 osobami na pokładzie. Pół godziny później na polach pod Pittsburghiem w Pensylwanii roztrzaskała się kolejna taka maszyna. Zginęły 44 osoby, w tym czwórka terrorystów.

Zamknięto wszystkie lotniska, ewakuowano tysiące osób

Na chwilę przed katastrofą na pokładzie wybuchła walka między porywaczami a pasażerami próbującymi odbić samolot. Prawdopodobnie tylko dzięki ich odwadze ocalał Biały Dom albo Kapitol – któryś z tych waszyngtońskich gmachów miał być czwartym celem zamachów.

Prezydenta Busha poinformowano o tragedii podczas wizyty w jednej ze szkół na Florydzie. – Najwyraźniej chodzi o zamach terrorystyczny – oświadczył dwa kwadranse po tym, gdy w WTC uderzył pierwszy samolot.

Gdy telewidzowie z przerażeniem oglądali relację na żywo z miejsc tragedii, władze szybko podjęły stanowcze działania. Zamknęły przestrzeń powietrzną nad USA i wszystkie porty lotnicze. W Waszyngtonie i Nowym Jorku, a także w innych amerykańskich miastach zarządziły ewakuację ludzi z gmachów publicznych.

Jednym z ewakuowanych gmachów był Biały Dom. Żonę i córkę prezydenta – jak zapewniały władze – przewieziono w „bezpieczne” i trzymane w tajemnicy miejsce. Wiceprezydent Dick Cheney przeniósł się do schronu.

Chaotyczna akcja ratunkowa, dramat w walących się wieżowcach

Prezydent Bush podróżował wtedy nad Stanami Zjednoczonymi samolotem Air Force One wyposażonym w doskonałe środki łączności i dowodzenia. Z Florydy poleciał do bazy wojskowej w Luizjanie, a potem do Nebraski. Dopiero wieczorem wrócił do Białego Domu.

Tymczasem wokół World Trade Center trwała akcja ratownicza. Rozmiary tragedii przerosły jednak strażaków i były momenty, kiedy akcją nikt nie dowodził. Wskutek fatalnej łączności i panującego chaosu setki strażaków zginęły, gdy obie wieże – w odstępie dwudziestu trzech minut – runęły.

Zanim do tego doszło, na górnych piętrach potężnych budowli rozegrał się dramat. Powyżej miejsc, gdzie uderzyły samoloty, zostały uwięzione setki pracowników mieszczących się tam biur. Tylko kilkunastu ocaliło życie, odnajdując w porę schody ewakuacyjne.

Inni szukali nadziei i wychodzili na dach licząc, że na ratunek przylecą helikoptery. Z powodu dymu i wysokiej temperatury nie było to jednak możliwe. Widząc swoje beznadziejne położenie, niektórzy rzucali się z okien w kilkusetmetrową przepaść.

Burmistrz Nowego Jorku zachował zimną krew

Po zawaleniu się wież na Manhattan spadł deszcz gruzu, szkła i metalu, a w powietrzu długo jeszcze unosiła się chmura pyłu. Mimo to na ulicach było mnóstwo ludzi – wokół zgliszczy WTC kłębił się tłum rannych, ale szczęśliwych, że udało im się ujść z życiem. Przybiegali nowojorczycy, którzy chcieli dowiedzieć się o los swoich bliskich pracujących w biurowcach.

Ogromna ludzka fala w panice kierowała się na północ miasta, uciekając jak najdalej od miejsca, gdzie wcześniej wznosiły się szklano-metalowe wieże. Ulicami wszędzie mknęły karetki na sygnale, a także samochody straży pożarnej z tych oddalonych od Manhattanu oddziałów, których wcześniej nie włączono do akcji.

Burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani uspokajał nowojorczyków, prosząc ich o pozostanie w domach, a mieszkającym i zatrudnionym na południowym Manhattanie, każąc czekać na zorganizowaną ewakuację. W najgorszych chwilach zachował zimną krew i zdolność do podejmowania szybkich decyzji.

Chaos panował także 300 kilometrów na południe od Nowego Jorku, w Waszyngtonie. Media informowały o pożarze, który rzekomo wybuchł w pobliżu Białego Domu, o eksplozji samochodu pułapki gdzieś koło Departamentu Stanu, a nawet o zaatakowaniu letniej rezydencji szefa państwa w Camp David. Wszystkie te doniesienia szybko zdementowano.

Zginęło niemal 2,8 tys. osób

Ewakuacja gmachów rządowych spowodowała w stolicy gigantyczne korki. Wszędzie było pełno urzędników, którzy wyszli z biur. Dopiero po południu ruch się uspokoił, a miasto, z zamkniętymi sklepami i urzędami oraz wyludnionymi ulicami, sprawiało wrażenie wymarłego.

Pod wieczór w miastach amerykańskich, a także w wielu krajach w pobliżu amerykańskich ambasad poruszeni tragedią ludzie spontanicznie zapalali świeczki i składali kwiaty w hołdzie ofiarom zamachów. W Nowym Jorku czuć było swąd spalonych szczątków WTC. Obłok popiołów i dymu, unoszący się nad miastem, widać było z odległości 50 kilometrów.

Liczba ofiar zamachów na WTC – łącznie z tymi, którzy zmarli później w wyniku chorób i obrażeń – jest oficjalnie szacowana na 2753. Zwłok niektórych ofiar nie udało się odnaleźć, więc 26 osób uważa się za zaginione. Śmiertelnych ofiar wszystkich zamachów było blisko 3 tys., a rannych – ponad dwukrotnie więcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl