Podkarpacie: 35-latka zabiła nożem 2-letniego syna

Matka wzięła Wiktorka (†2 l.) na kolana, sięgnęła po nóż i zadała cios. Potem znowu i znowu… Osiem razy zatopiła ostrze w ciałku Chłopca, a potem wbiła je sobie w brzuch. Andrea P. (35 l.), mieszkająca w Śliwnicy na Podkarpaciu Brazylijka, nie miała litości dla własnego dziecka. Dlaczego to zrobiła? Śledczy nie wykluczają, że chciała w ten sposób odegrać się na… teściowej!

Andrea P. (35 l.) w Śliwnicy pojawiła się dwa lata temu. Z Brazylii przyjechała za pracą. Znalazła ją w znanej przemyskiej firmie produkującej galanterię skórzaną. Zakochała się w Piotrze (36 l.) i wkrótce na świecie pojawił się Wiktorek. Para pobrała się i zamieszkała w rodzinnym domu męża, razem z jego matką i siostrą.

Sielanka nie trwała długo

Wydawało się, że małżeństwo jest szczęśliwe. – Wspólnie chodzili na spacery, z troską zajmowali się dzieckiem – mówią sąsiedzi. Sielanka nie trwała długo. W rodzinie zaczęły pojawiać się konflikty, do których włączała się teściowa.

– Zarzucała młodej matce, że źle wychowuje jej wnuka i źle taktuje jej syna – mówiła na początku śledztwa prokurator Marta Pętkowska.

Babcia doniosła nawet na synową do opieki społecznej. Do tego doszła zazdrość. Brazylijka w nocy przed zabójstwem pokłóciła się z mężem. Kiedy ten pojechał na szkolenie wojsk obrony terytorialnej, postanowiła ich dziecko zabić. Zmasakrowała Wiktorka, a potem podpaliła garderobę i sama się lekko zraniła się w brzuch.

Dziecko i matkę z płonącego pokoju wyniósł z kolegą mąż kobiety, który właśnie wrócił do domu. – Ratujcie moje dziecko! – krzyczał do ratowników zrozpaczony ojciec.

Zbrodnia i kara

Chłopczyk trafił do szpitala w stanie agonalnym. Nie udało się go ocalić. Andrei P. nic poważnego się nie stało. Biegli uznali, że jest poczytalna. Prokuratura oskarżyła ją o zbrodnię z motywów zasługujących na szczególne potępienie.

Teraz ogłoszono wyrok. Sąd Okręgowy w Przemyślu nie miał wątpliwości, że Brazylijka zasłużyła na surową karę. Skazał ją na 25 lat więzienia.

– Andrea P. była oskarżona o zbrodnię z motywów zasługujących na szczególne potępienie. Ze względu na dobro rodziny dziecka oraz charakter sprawy proces toczył się z wyłączeniem jawności. Także niejawne pozostało uzasadnienie wyroku – mówi Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Atak nożownika w Nowym Dworze Gdańskim. Policja poszukuje napastnika

Policja z Nowego Dworu Gdańskiego (woj. pomorskie) szuka mężczyzny, który w środku dnia, na jednej z ulic w tym mieście, zaatakował nożem 28-latka. Poszkodowany jest w szpitalu. Według nieoficjalnych informacji lokalnych mediów zadano mu 12 ciosów nożem w tułów. O poszukiwaniach napastnika poinformowała we wtorek oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim Joanna Słowik.

Jak wyjaśniła, do napaści doszło w poniedziałek około godz. 15 na jednej z ulic Nowego Dworu Gdańskiego. Dodała, że na miejsce zdarzenia wysłano m.in. policjantów z wydziału kryminalnego, technika kryminalistycznego oraz dzielnicowych.

„Zabezpieczono ślady, nagrania z monitoringu, przesłuchano świadków” – powiedziała Słowik, podkreślając, że policjanci pracują nad ustaleniem tożsamości sprawcy napaści. Słowik poinformowała, że poszkodowany został przewieziony do szpitala.

Powołując się na dobro śledztwa, które nowodworska policja prowadzi pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Malborku, Słowik odmówiła udzielenia bardziej szczegółowych informacji w tej sprawie, w tym tych dotyczących samej napaści czy stanu zdrowia poszkodowanego.

Radio Gdańsk, które poinformowało we wtorek o zdarzeniu, podało, że doszło do niego nagle: napastnik miał podejść do 28-latka, zadać mu 12 ciosów nożem w tułów i uciec, gdy zaatakowany upadł na chodnik. Według rozgłośni, pokrzywdzony jest w stanie stabilnym.
Źródło info i foto: interia.pl

Awantura i atak nożem w centrum Rzeszowa. Policja poszukuje napastnika

Rzeszowska policja poszukuje mężczyzny, który wczoraj wieczorem w centrum miasta zranił nożem dwóch 27-latków. Obaj trafili do szpitala, jeden jest w ciężkim stanie. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się wczoraj o godzinie 20:40 na ul. Jagiellońskiej. Ze wstępnych ustaleń wynika, że pomiędzy trzema mężczyznami doszło do awantury. Sprzeczka przerodziła się w szarpaninę, podczas której jeden z mężczyzn ugodził nożem dwóch pozostałych.

Ranni zdołali jeszcze podejść w rejon komendy, gdzie pomocy udzielili im przechodnie i policjanci. Stamtąd do szpitala zabrała 27-latków karetka pogotowia.

Stan jednego z nich jest ciężki.

Jak dowiedział się reporter RMF FM Marek Wiosło, policja zabezpieczyła nagrania z monitoringu i wstępnie wytypowała sprawcę. Przeszukiwane są miejsca, w których nożownik może przebywać.
Źródło info i foto: RMF24.pl

40-latek zasztyletował córkę konkubiny. Mężczyzna przebywa w szpitalu psychiatrycznym

Dramatyczna historia z Jastrzębia Zdroju. Ważą się losy 40-latka z Jastrzębia Zdroju, który w minioną niedzielę zasztyletował 24-latkę w pobliżu ogrodów działkowych. Młoda kobieta szła z psem na spacer. Sprawca znał ją. Była córką jego byłej partnerki. Para rozstała się parę miesięcy temu. Ale 40-latek nie potrafił pogodzić się z tym i postanowił zemścić się na córce konkubiny.

Zabójca zaczaił się w krzakach w pobliżu ogrodów działkowych, gdzie 24-latka wychodziła na spacer z psem. Rzucił się na bezbronną kobietę, gdy mijała go. Zadał jej ciosy nożem prosto w serce. Gdy zorientował się, że córka jego byłej konkubiny nie żyje, pośpiesznie zaczął przeszukiwać internet w telefonie komórkowym szukając adresy do adwokatów.

Przypadkowo trafił na adwokata z Wodzisława Śląskiego. – Zadzwonił do niego i oznajmił, że chce popełnić samobójstwo, bo zabił młodą kobietę – relacjonuje Arkadiusz Kwapiński, zastępca prokuratora rejonowego w Jastrzębiu Zdroju.

Adwokat natychmiast skontaktował się z policją i powiadomił ją o niecodziennym telefonie niemalże w środku nocy. Na miejscu policjanci odnaleźli 40-latka. Wskazał funkcjonariuszom miejsce, gdzie leżała martwa 24-latka.

Obecnie 40-latek przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Tam odbędzie się posiedzenie sądu, który zdecyduje, czy 40-latek odpowie za zabójstwo i trafi do aresztu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledztwo ws. reanimacji Pawła Adamowicza umorzone

Prokuratura umorzyła śledztwo, w którym sprawdzała, czy lekarze i ratownicy popełnili błędy podczas reanimacji prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformował w środę rano portal Onet, który dotarł do uzasadnienia decyzji prokuratury.

Jak podał Onet, w uzasadnieniu decyzji szczegółowo opisano, co się stało 13 stycznia wieczorem na scenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku. „Opis obrażeń prezydenta po ugodzeniu 14,5-centymetrowym nożem przez Stefana W. jest wstrząsający. I nie pozostawia złudzeń: szans na przeżycie praktycznie nie było. Dokument zawiera bardzo szczegółowy opis odniesionych przez Adamowicza ran” – wskazał Onet.

Portal przypomniał też, że kilka dni po zamachu do prokuratury zgłosił się specjalista patomorfolog, biegły sądowy Leonard Gross. „Zarzucił on lekarzom i ratownikom m.in., że popełnili błąd reanimując Adamowicza na scenie przez 40 min., a nie przewieźli go z miejsca do szpitala. Dowodził, że tak długa reanimacja przekreśliła szanse Adamowicza na przeżycie, nawet po późniejszych operacjach w szpitalu (…) Prokuratura potraktowała to zgłoszenie bardzo poważnie” – czytamy na stronie Onetu.

Zwrócono uwagę, że prokuratura powołała także biegłego – krajowego konsultanta w dziedzinie medycyny ratunkowej prof. Jerzego Roberta Ładnego. „Biegły ocenił, że medycy postąpili słusznie, decydując się na zastosowanie sprzętu do mechanicznego ucisku klatki piersiowej. Adamowiczowi podawano też adrenalinę, co biegły także uznał za prawidłowe” – napisał portal.

Z informacji Onetu wynika też, że biegły „podobnie ocenił inną decyzję medyków: że Adamowicza nie przewieziono do najbliższego szpitala, tylko do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego”.

„Biegły uznał podjęte podczas operacji czynności za prawidłowe. Jego zdaniem rany zadane przez Stefana W. były śmiertelne. Wskazał też, że obrażenia jakich doznał Paweł Adamowicz niemal zawsze kończą się śmiercią na miejscu. Zdaniem biegłego, Adamowicza udało się podtrzymać przy życiu i przetransportować do szpitala tylko dlatego, że prawidłowo udzielono mu pomocy zaraz po ataku nożownika. „Jednak to i tak było tylko kupowanie czasu” – podał Onet powołując się na ocenę biegłego.

„Dlatego prokuratura umorzyła ten wątek śledztwa. Uznała przy tym, że ‚czynności były prowadzone właściwie, przy narażeniu zdrowia i życia załogi medycznej udzielającej pomocy na scenie, podczas przebywania na niej napastnika Stefana W.'” – wskazał Onet.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Dożywocie dla 25-latka, który zaatakował nożem ciężarną Polkę

Wyrok dożywotniego więzienia usłyszał 25-letni mężczyzna, który zaatakował nożem ciężarną Polkę. Do tragedii doszło w styczniu tego roku w miejscowości Bad Kreuznach na zachodzie Niemiec. 25-letnia kobieta została zaatakowana podczas pobytu w szpitalu. Lekarzom udało się ją uratować, ale nienarodzone dziecko zmarło.

Pochodzący z Afganistanu sprawca był ojcem dziecka. Oskarżono go o usiłowanie zabójstwa, ciężkie uszkodzenie ciała oraz próbę przerwania ciąży. Sąd krajowy w Bad Kreuznach przychylił się do wniosku prokuratury, która domagała się kary dożywotniego więzienia.

Wyrok zapadł wczoraj. Oskarżony w czasie procesu nie odniósł się do zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: onet.pl

Sprawa zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Jest opinia biegłego ws. akcji reanimacyjnej

Biegły powołany przez gdańską prokuraturę wydał opinię na temat akcji reanimacyjnej, którą przeprowadzili ratownicy medyczni po ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Oceniono w niej, że była ona prowadzona w sposób prawidłowy.

– W sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza Prokuratura Okręgowa w Gdańsku otrzymała opinię dotyczącą oceny prawidłowości działań ratowników medycznych – przekazała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Biegły ocenił w niej, że „akcja reanimacyjna prowadzona była w sposób prawidłowy, zgodnie z obowiązującymi wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji”. – Prawidłowa była również decyzja o przewiezieniu pokrzywdzonego do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego – czytamy na stronie internetowej prokuratury.

List w sprawie akcji reanimacyjnej

Gazeta.pl informowała o liście do Gdańskiej prokuratury, w którym autor – Leonard Gross, patomorfolog z 30-letnim doświadczeniem – miał informować, że „długotrwała reanimacja prezydenta Gdańska w miejscu zdarzenia, czyli na scenie WOŚP, była błędem medycznym”.

Uważam, że podjęcie decyzji przez zespół ratowników medycznych o reanimacji w miejscu zdarzenia trwającej 40 minut (według informacji medialnych) było błędem medycznym, który doprowadził do nieodwracalnych zmian narządowych i ogólnoustrojowych. Tym samym uważam, że z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością następstwa decyzji o tak długo trwającej reanimacji przekreśliły szansę na powrócenie funkcji życiowych – głosi pismo od lekarza przekazane redakcji portalu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Morderstwo ucznia w szkole w Warszawie. Ratusz i kuratorium o wynikach kontroli

Lada dzień sąd podejmie decyzję, czy Emil B., który na szkolnym korytarzu zabił swojego kolegę, będzie sądzony jak dorosły. Tymczasem kuratorium i ratusz informują o wynikach kontroli w placówce. Obie instytucje nie dopatrzyły się istotnych uchybień w funkcjonowaniu szkoły.

16-letni Kuba zginął 10 maja w szkole imienia Króla Maciusia I w Wawrze. Podczas przerwy zaatakował go nożem inny uczeń, jego kolega – 15-letni Emil B. Po morderstwie prokuratura zwróciła się z wnioskiem o sądzenie chłopca jak osoby dorosłej. Wciąż nie podjęto decyzji w tej sprawie. Ale – jak słyszymy w sądzie – ma to nastąpić lada dzień.

– Do sądu wpłynęła już opinia biegłych psychiatrów. Wkrótce wyznaczona zostanie data posiedzenia, podczas którego zostanie podjęta decyzja w sprawie Emila B. – mówi Joanna Adamowicz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Uczniowie z problemami

Kiedy Emil. B zadawał śmiertelne ciosy Kubie, jego przybrana matka rozmawiała z dyrekcją. Kobieta mówiła, że obawia się o bezpieczeństwo swojego syna. Pedagodzy nie zdążyli jednak zareagować.

Zamordowany Kuba był wcześniej poszkodowany w sprawie, którą prowadziła praska prokuratura. Zgłoszenie wpłynęło miesiąc przed morderstwem. Chłopak miał być pobity za to, że nie spłacił długu – jak ustaliliśmy – za narkotyki. Emilem dwukrotnie zajmował się praski sąd rodzinny. Chodziło o naruszenie nietykalności cielesnej i alkohol.

W sprawie morderstwa zostali zatrzymani także inni uczniowie, którzy mieli podżegać Emila do zabójstwa Kuby.

Czy szkoła mogła zareagować wcześniej? Sprawdzali to przedstawiciele ratusza oraz kuratorium oświaty.

Nie dostrzegli „istotnych uchybień”

– Biuro Kontroli nie zwróciło uwagi na żadne istotne uchybienia – mówi nam Ewa Rogala, rzeczniczka stołecznego ratusza. W związku z tym w szkole nie wyciągnięto wobec nikogo konsekwencji dyscyplinarnych. Ale pojawią się dodatkowe zajęcia. – Placówka zostanie objęta programem „szkoła bez przemocy”, który został specjalnie zmodyfikowany – dodaje rzeczniczka.

Uchybień nie dopatrzyło się także kuratorium oświaty, które po tragedii dwukrotnie kontrolowało placówkę. Celem było sprawdzenie, czy nauczyciele zapewniają uczniom bezpieczeństwo w placówce (przypomnijmy: do morderstwa doszło na szkolnym korytarzu podczas przerwy). Kuratorium przyglądało się też kwestii opieki psychologicznej nad uczniami.

Jakie były wnioski? Rzecznik kuratorium Andrzej Kulmatycki informuje, że nauczycielom wydano kilkanaście zaleceń, między innymi: objęcie nadzorem miejsc, w które wcześniej nie były kontrolowane, ustalenie planu zajęć dla uczniów z indywidualnym tokiem nauczania bez „okienek” (miał takie Emil B.), zorganizowanie zajęć z pomocy psychologiczno–pedagogicznej oraz prowadzenie dokumentacji takiej pomocy.

Kolejną kontrolę zaplanowano na drugą połowę września.
Źródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Krosno: Amerykanin zaatakował nożem dwie kobiety

Obywatel USA miał ranić nożem swoją żonę i teściową. Następnie próbował podpalić budynek. W rodzinie miało często dochodzić do kłótni. Napastnik został zatrzymany przez policjantów. Do zdarzenia doszło w poniedziałek w okolicach południa w Krośnie (woj. podkarpackie). Policjanci zostali powiadomieni o awanturze. Mężczyzna miał w jednym z domów zaatakować dwie kobiety nożem. Następnie próbował podpalić budynek.

Niegroźnie ranne zostały żona i teściowa nożownika – informuje portal krosno112.pl. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W rodzinie miało często dochodzić do kłótni. Napastnik został zatrzymany przez funkcjonariuszy i przewieziony na komisariat policji.

Sprawcą okazał się obywatel Stanów Zjednoczonych. 12 września miał opuścić Polskę. Wewnątrz budynku przebywała jeszcze jedna osoba – właściciel domu, który ugasił pożar przed przybyciem straży. Trwa ustalanie dokładnych przyczyn okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójca 10-letniej Kristiny nie pójdzie siedzieć?

– Tak okrutnie zamordował Krysię i zadał tyle bólu jej rodzinie, a teraz wymiga się od kary? – mieszkańcy wsi Mrowiny na Dolnym Śląsku są pełni obaw, czy surowa ręka sprawiedliwości dosięgnie zabójcę – Jakuba A. (22 l.). Od zbrodni minęły prawie trzy miesiące i wciąż nie ma opinii psychologicznej. – Pewnie udaje wariata i mu się upiecze – mówią sąsiedzi Kristiny (†10 l.).

Tę dziewczynkę 13 czerwca zadźgał z zimną krwią student Jakub A., który podkochiwał się w mamie ofiary. Powodem była zazdrość. Sprawca zadał Krysi kilkanaście ciosów nożem i obnażył zwłoki, żeby upozorować napaść pedofila.

Śledczy szybko aresztowali zwyrodnialca, ale do tej pory nie wiadomo, czy stanie on przed sądem. Mieszkańcy Mrowin obawiają się, że Jakubowi A. się upiecze, bo uznają go za niepoczytalnego. – Miał krewnych, którzy się leczyli. Ale jak trzeba być chorym, aby zrobić coś tak okropnego dziecku?! – mówi sąsiadka ofiary.

Te obawy są niestety uzasadnione. Na przełomie sierpnia i września miała być gotowa opinia psychologiczna Jakuba A., ale jej nie ma. – Biegli zlecili wykonanie dodatkowych badań – mówi prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Czy to oznacza, że zabójca trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia?
Źródło info i foto: Fakt.pl